s.z-n
01.11.05, 22:06
Spotkalam znajoma ze szkoly , jak bylam na spacerze , ona jechala wozkiem do sklepu. Moja corka spala , jej synek nie. Stalysmy przy przejsciu dla pieszych. Nagle jakies babsko wcisnelo klakson - ale jak. Ja sama az podskoczylam. Nicole dalej gleboko spala ale synek kolezanki okropnie sie wystraszyl.Zaczal bardzo plakac bezradnie wyciagajac raczki w gescie obrony przed halasem. Ja bezradna , ona bezradna , maly caly dygotal i zalil sie w ramionach kolezanki. Po tygodniu od zdarzenia jakby na nowo wyksztalcil sie u niego odruch moro. Na rozne dzwieki reaguje ze strachem tak jak w czasie niemowlecym. Mam nadzieje ,ze to minie.
Na koniec babsko odjechalo , pokazujac rozne gesty pod adresem kierowcy ,ktory
za wolno zmienial biegi.