muszę się Wam przyznać, że łapię doła (co można wywnioskować z moich
wypowiedzi w innych wątkach), a co tam chyba megadoła!!!
jak Amelka złapała to przeziębienie to pisałam, że zmian w apetycie nie ma...
no i wykrakałam! nie chce mi wcale jeść obiadów (zaciska usta albo język na
sztorc) pluje wszystkim... mam nadzieję, że to z powodu kataru (problemy z
oddychaniem) albo kaszlu (czyli pewnie też bolące gardło), a nie jakiś
początek "niejadkowania"?... jak się zbliża pora posiłku to płakać mi się
chce!

mała zjada dwa razy dziennie kaszkę, mały serek (petit filous), owocami
pluje, warzywami pluje, o mięsie nawet nie piszę!
wcześniej jadła wszystko, bez wybrzydzania, w kawałkach, sama gryzła i żuła...
a teraz tylko papki?...
na dodatek z piersią też ostatnio nie jest najlepiej, no bo wiadomo nos
zapchany, to pić się nie da, i po paru łykach sobie odpuszcza i traci
zainteresowanie piersią...
a mi już nerwy puszczają i jeszcze na dodatek i wczoraj, i dzisiaj dałam jej
klapsa, więc teraz mam dodatkowo wyrzuty sumienia, że jestem złą matką i
wyładowuję na bezbronnym dziecku swoje frustracje - więc ryczę!

((
a mój małżonek w pracy, a jak nie w pracy to mówi, że przesadzam i że mam się
martwić o siebie, a nie o dziecko, bo dziecko ma się dobrze i tryska energią,
a to ja, podobno, wygladam jak kupa nieszczęścia... i że dziecko pewnie
zacznie jeść, bo to i ząbki, i przeziębienie...
a ja mam dosyć!
pociszcie!!!