Dodaj do ulubionych

Chwilę na serio. Smutno mi.

07.12.05, 13:58
Melancholia mnie dopadła po przeczytaniu wątku Duramgamy o narodzinach taty.
Chciałabym, żeby u mnie TATA, jeśli nie może się jeszcze narodzić, to niechby
się chociaż już począł. Na początku wszystko zapowiadało się dobrze.
Narodziny Klusi mąż przyjął chyba nawet lepiej niż ja. Pierwsze trzy tygodnie
był ze mną. Ale teraz widzę szklaną ścianę między nim a dzieckiem. Ja
oczywiście jestem po Klusiowej stronie ściany. Owszem, pomaga mi, ale… No
właśnie – POMAGA MI. Nie OPIEKUJE się Klusią, tylko mi pomaga się nią
opiekować., nie jedziemy z małą do lekarza, tylko on NAS zawozi. Różnica niby
subtelna ale wyczuwalna. Rozmowy niewiele pomagają, dystans rośnie…. Smutno
mi. Czekam na przełom, ale czy on na pewno nastąpi?
Obserwuj wątek
    • mmala6 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:08
      wiesz, ja mysle, ze facet to musi dojrzec do bycia ojcem.U niektorych rodzi sie
      to razem z narodzinami dziecka, a u niektorych troche trwa oswajanie sie z nowa
      sytuacja.Moja kolezanka mowi, ze jej maz "zauwazyl" dziecko jak mala skonczyla
      pol roku.Teraz ma dwa latka (albo trzy, nie pamietam) i jest typowa corunia
      tatuniasmile

      Klusia juz duza, wiec moze dasz tacie szanse, zeby SAM zajal sie dzieckiem a tym
      samym do niej zblizyl.Moze zostaw go z nia na pare godzin (ale zeby Klusia nie
      spala w tym czasie), moze niech Cie wieczorem bardzo boli glowa/krzyz/brzuch
      zeby SAM dziecko wykapal, wysuszyl, ubral...Moze niech sie przejdzie z nia do
      lekarza albo pzrynajmniej wchodzi z Toba do gabinetu.Facetwi czasem wystraczy
      dac mala wskazowkesmile

      Jestem pewn, ze nastapi przelom.Nie znam faceta, ktory by nie szalal na punkcie
      swojego dziecka! juz predzej przestanie szalec z mama dziecka niz za maluszkiemsmile)
      • mooh Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:11
        Ja znam niestety takiego, który nie szalał. To był mój ojciec. Moze dlatego się
        niepokoję
    • xemm1 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:11
      Mooh przełom na pewno nastąpi smile
      Ja myślę, że szczera rozmowa byłaby wskazana, myślę, ze powinnaś mu powiedzieć
      o swoich oczekiwaniach, może on tez się czuje w jakiś sposób "zagubiony" w tej
      Waszej nowej sytuacji... sama mówisz, ze dystans niepotrzebnie rośnie...

      A karmisz jesszcze Klusię biustem?
      Może jakieś wyjście gdzieś RAZEM chwilowo bez Klusi dobrze Wam by zrobiło??
      No i daję głowę ta pogoda jeszcze na Ciebie dołująco wpływa...
      • mooh Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:12
        Tak, karmię biustem. To fajne i niefajne zarazem
        • mmala6 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:32
          Mooh, ale Twoj maz to nie Twoj tato, choc rozumiem Twoje obawy.
          Ale wiedz,ze takie myslnie niepotrzebnie Cie nakreca.Karmienie piersia powoduje,
          ze tato czuje sie na uboczu, bo nie jest tak potrzebny dziecku jak mama
          (oczywiscie, to jest wyobrazenie ojca).Zaczynasz albo za chwile zaczniesz
          wprowadzac stale pokarmy, daj mezowi lyzeczkesmileTy biustem, on reszta.Pomalu i
          deliktanie, bo go "sploszysz", podkreslaj jak wazny jest w Twoim i Klusi zyciu,
          popros, zeby sie z nia bawil, usmiech dziecka jest lepszy niz dlugie Polakow
          rozmowysmile
    • joa8 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:31
      a może pomóż mu trochę z tym poczęciem smile
      pogadaj z nim - zapytaj się może, czego się obawia w ojcostwie, jakie ma
      wątpliwości, czemu się chowa za szklaną ścianą, czemu dystans się powiększa.
      Wiesz, nie z pozycji pretensji, ale jak z człowiekiem smile Że widzisz, że jest
      mu trudno i może razem coś zaradzicie?
      Ja od poczatku podkreślałam, że mąż jest POTRZEBNY Antkowi, że daje mu takie
      rzeczy, których ja mu nie dam. I nie są to puste słowa z mojej strony, wierzę,
      że tak jest.

      A, i zawsze dobrze robi zostawienie malucha z ojcem na pół dnia smile)
      regularnie smile))
      • mmala6 no wlasnie!:-) 07.12.05, 14:33
        i dzieki takiemu mowieniu, jak wchodzimy do domu, to Matek "biegnie" to ojca a
        mnie nie widzi w ogolewink)
        • mooh Re: no wlasnie!:-) 07.12.05, 14:45
          Hej hej! Żeby nie przegiąć w druga stronę. Ja chcę nadal byc wazna.
          • joa8 Re: no wlasnie!:-) 07.12.05, 14:53
            o to się nie martw smile syn mój, mimo wielkiej komitywy z ojcem, jasno daje mi
            do zrozumienia, kto na razie jest na piewrszym miejscu w jego sercu - drze się,
            jak opętany "mama, mama", drepcze za mną wszędzie, ciągnie za spódnice, chce
            byc ciagle noszony, ptzytulany smile))
            • mmala6 Re: no wlasnie!:-) 07.12.05, 14:56
              Matek tez o mnie pamieta: jak chce mu sie spac, jak cos boli, jak jest glodny, w
              nocy, i generalnie jak jest "cos".A jak sie nic nie dzieje, to tylko z tata by
              szalal.Ja mam ta ten temat swoja teorie: ze mama jest jak fundament, podstawa,
              cos oczywistego i pewnego a tato to jest taka kropka nad "i", extra dodatek,
              bita smietana na ciastkuwink)
              • joa8 Re: no wlasnie!:-) 07.12.05, 15:23
                tak, tak, jak trwoga, to do...matki smile)
                choć Antos dość intensywnie i juz od dłuższego czasu przeżywa lęk separacyjny
                związany ze mną, dość to męczące.
                MUszę się zamykać przed nim, bo jak mnie widzi, to już mu nie w głowie spokojne
                zabawy z tatą. Lezie do mnie, ciagnie za ubranie i domaga się rączek.
                A żebyście widziały, co wyczynia, jak mu odmawiam!!
                Łzy, jak groch, wrzask, rozpacz, dramat i histeria. Jezu, jak ja się tym
                przejmowałam na początku! Teraz odczepiam go do siebie, spokojnie mówię "mama
                nie weźmie, nic złego się nie dzieje". To go rozwściecza jeszcze bardziej.
                Jakby umiał, to by się walnął na podłogę i kopał wink
                Niezłe ziółko mi rośnie.
    • mama_olka Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 14:58
      u nas niestety tata_olka prowadzi w rodzicielskim rankingusad Z jednym
      wyjatkiem, jak sie Olek uderzy, albo z innego powodu poczuje niekomfortowo, to
      wtedy chce do mamy!
    • pampeliszka Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 15:30
      Wiesz, Mooh, ja mam troche podobnie jak Ty, z tym, że u nas pierwszy miesiac
      adaptacji byl koszmarny. Teraz, im Malgol jest starszy, tym wiecej moj mąż sie z
      nim bawi, ale najlepiej, zebym ja była w zasięgu, na wypadek jakiejs katastrofy.
      Kiedy mają isc sami na spacer, to moj maz wcale nie jest zadowolony. On sie
      chyba troche wciaz boi, ze nie uspokoi Malgosi, kiedy zacznie płakac... Zreszta,
      jak o tym rozmawiamy, to stwierdza, ze ona dla niego wciaz jest jakąś
      niesamowitą abstrakcją, nie umie wymyslac takich zabaw jak ja, on moze jej
      poczytac ksiazeczke, troche sie powygłupiac i nie wie, co dalej. Ale czesto
      powtarza, ze nie wyobraza sobie juz swiata bez Malgosi.
      Teraz, kiedy ją trzy razy uśpił wieczorem, widze, ze czuje sie pewniej i nie
      trzeba go siłą zapędzać do sypialni.
      Ja mysle, ze bedzie coraz lepiej, im córa będzie większa.
      I chyba łatwiej mają ojcowie chłopaków niż dziewczynek, tak mi sie wydaje.
      Uzbrój się w cierpliwosc i faktycznie gadajcie o tym.
    • mooh Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 15:35
      Myślę, moje drogie, że to w dużej mierze przez to, że mieszkamy z moją mamą. Po
      pierwsze mąż widzi, że mam pomoc, więc sam ma mniejszą motywację. Po drugie,
      mężczyźni do okazywania uczuć potrzebują intymności. Obecność teściowej
      intymnność tę wyklucza. Staramy się odzyskać mieszkanie należące wprawdzie do
      mojego męża, ale w którym mieszkają lokatorzy z kwaterunku. To znaczy od ponad
      pół roku nie mieszkają i stoi puste, ale oddać nie chcą. 13 grudnia rozprawa
      przed sądem apelacyjnym. Trzymajcie kciuki. Jeśli nie pójdziemy "na swoje", to
      małżeństwo mi się posypie.
      • pampeliszka Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 15:39
        Dzizas, wspolczuje. I mocno trzymam kciuki. Wez ze sobą dzieciaka, to wygracie...
        • mooh Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 15:49
          W pierwszej instancji z brzuchem byłam. Sąd stwierdził, że prawa lokatorki,
          która nie zastosowała się od trzyletniego wypowiedzenia i bezprawnie zajmuje
          mieszkanie są istotniejsze niż prawa właścicieli i powstającej rodziny w
          jednym. Tylko dlatego,że lokatorka jest w podeszłym wieku. I nie ma znaczenia,
          ze 90 procent czasu pani ta spędza w domu syna a do starego mieszkania
          przychodzi tylko podlać kwiaty. Ona może dożywotnio siedzieć na cudzych 80
          metrach a my mamy się gnieździć na 23 bez kuchni (bo tak wtedy mieszkaliśmy), z
          rodzicami, albo iść sobie pod most. I jak młodzi lludzie nie maja wyjeżdżać z
          tego pieprzonego kraju
          • pampeliszka Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 16:55
            Brzuch-brzuchem, ale takie malenstwo, jeszcze jak sie rozedrze, to zrobi wieksze
            wrazenie...
            • kangur4 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 17:52
              Czytałam gdzieś, że pewną panią wyproszono z sali sądowej, kiedy przyszła z
              malutkim dzieckiem sad.
              Mooh, podejrzewam, że akuratnie zdiagnozowałaś sytuację: Twój mąż rzeczywiście
              potrzebuje większej przestrzeni życiowej, żeby okazać miłość Klusi.

              Poza tym, Klusia jest jeszcze maleńka, niewiele umie, a mężczyźni mają
              skłonność do "kochania za osiągnięcia", w przeciwieństwie do kobiet, które
              kochają swoje dzieci takimi jakie są. Skrajnym tego przykładem jest mój teść,
              który pyta o M. w ten sposób: "Jaką nową sztuczkę umie?", jakby była małpką w
              cyrku, co doprowadza mnie do skrzętnie ukrywanej furii.

              Skłoniłaś mnie swoim postem do zastanowienia się, czy Tata Kangur jest idealnym
              tatą. Nie, nie jest. Ma kilka grzeszków na sumieniu, malutko, ale ma.
              Zastanawiam się tylko czy są to rzeczywiście realne przewinienia, czy raczej
              moje niespełnione (może wygórowane?) oczekiwania.
              • mama_olka w sprawie sadowej;-) 07.12.05, 20:07
                Ja poszlam z Olkiem jak mial ze cztery miechy. Prezes wspolnoty podal nas do
                sadu i ten, pomimo moich prosb (dopiero sie wprowadzilismy, nic nie wiem, mam
                niemowlaka) wezwal mnie na swiadka. A ze sad jest dwa kroki od domu, poszlismy
                tam w ramach spaceruwink Pani sedzia mnie pouczyla, ze z dziecmi nie wolno
                przebywac na sali sadowej, ale pozwolila nam zostac. Po sprawdzeniu obecnosci
                musialam sie jednak ewakuowac na korytarz bo Olek zupelnie nie potrafil
                zachowac naleznej powagiwink
                • wiolkak Re: w sprawie sadowej;-) 07.12.05, 20:11
                  czyli prawnikiem nie zostanie?smile
                  Mooh strasznie mi sie zrobiło przykro po przeczytaniu, najbardziej chyba ze
                  wzgledu na Cibie i Twojego męża, bo wydje mi sie ze on sie musi strasznie z tym
                  męczyć, postaraj sie go bardziej zaangażowac to przestanie sie bac, bo to chyba
                  strach i zazdrość, a swoja drogą samodzielne mieszkanie na pewno bardzo ułatwi
                  wam wszystkim pożycie
    • kura17 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 20:52
      Mooh, ktos juz radzil - daj im codziennie chwilke tylko dla siebie. ja tak sie
      kiedys podpytalam meza, czy chcialby z synkiem czasem zrobic cos tylko we
      dwojke, zeby mnie nie bylo (ale regularnie, a nie okazyjne moje wyjscie z domu).
      niesmialo odparl, ze tak, ale nie chcial mi nic mowic, zebym sie nie poczula
      urazona lub niepotrzebna...
      ... i teraz zawsze rano i wieczorem tata przewija, przebiera, karmi i
      robi-jama-nie-wiem-co z zachwycona pociecha. a ja na poczatku siedzialam obok,
      wsluchiwalam sie i... zazdroscilam... a teraz uciekam na forum wink
      oni sie musza poznac, polubic...
      sciskam, bedzie dobrze smile zwlaszcza na swoim, 3mam kciuki za sprawe sadowa!
    • renatka_sz Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 22:42
      wiesz Mooh, po przeczytaniu tego co napisalas pomyslalam sobie, ze znalazlam
      wielki plus mieszkania z dala od rodzicow. Chodzi o relacje mojego meza z Szafka.
      To nasze pierwsze dziecko, przyznaje, ze mielismy troche obaw, jak sobie
      poradzimy - sami w obcym kraju, bez rodziny i przyjaciol... Kiedy sie Szymon
      urodzil, Wojtek wzial dwa tygodnie urlopu. I od razu ustalil, ze to on kapie
      malego. Poza tym oczywiscie na zmiane ze mna przewijal, ubieral, usypial itd.
      Ale kapiele to do dzis wylacznie jego dzialka. Przyznaje sie bez bicia, ze ja
      Szymona kapalam dwa razy w zyciu...
      Tesciowie przyjechali kiedy maly mial trzy tygodnie. Wojtek byl juz wtedy
      tatusiem doswiadczonym, przez ten czas zdazyl sie nauczyc "obslugi" niemowlecia
      i nie pozwolil dziadkom zepchnac sie na drugi plan. I o dziwo, oni tez
      zauwazyli, ze Szafa swietnie sobie radzi z malym i nie bylo z ich strony zadnych
      dobrych rad (a bardzo sie tego obawialam).
      Mysle, ze gdyby dziadkowie mieszkali blizej nas i co za tym idzie - byli z nami
      od pierwszych dni Szymona, mogloby byc Szafie trudniej odnalezc sie w roli taty.
      A w tej sytuacji mial szanse oswoic sie z synkiem sam na sam, bez osob trzecich.
      I co najwazniejsze - od poczatku nawiazala sie miedzy nimi bardzo silna wiez,
      ktora z dnia na dzien sie poglebia.

      Trzymam kciuki za Wasze mieszkanie i wierze, ze Twoj maz sie otworzy na Klusie i
      zrozumie, ze traci cos bezcennego stojac z boku...
      • mmala6 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 07.12.05, 22:49
        Renatka dobrze prawi, nalac jejsmile
        A moze delikatnie porozmawiac z tesciowa, "namowic sie",zeby zostawic meza
        samego z Klusia.Zeby byl zdany na siebie i Klusie.
        Trzymam kciuki za rozprawe.Wezcie Klusie koniecznie!! najlepiej na malym glodziewink
    • izka_74 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 08.12.05, 11:21
      Mooh chyba nie powinnaś się jeszcze martwić. Z mojego doświadczenia wynika, że
      mężczyźni (nawet Ci, którzy angażują się w opiekę nad maleństwem i jego
      narodziny są dla nich wielką radością), nawiązują z dzieckiem kontakt bardziej
      na płaszczyźnie intelektualnej. Aktualny małżonek parę dni temu powiedział, że
      cieszy się, bo Pawełek zaczął go wreszcie zauważać. I od tej pory rzeczywiście
      bardziej w kontakty z małym się angażuje. Czyli oni muszą mieć nijako komunikat
      zwrotny od dziecka. My kobiety jesteśmy chyba biologicznie inaczej
      skonstruowane, bardziej na dawanie, niż branie, dlatego możemy się noworodkami
      opiekować nawet wówczas, gdy one nam się za to nie odwdzięczają smile Dzięki temu
      ród ludzki jeszcze nie zginął wink
      Więc głowa do góry – oni się jeszcze ze sobą mocno zaprzyjaźnią!
      I trzymam kciuki za powodzenie sprawy w sądzie.
      • duramgama Droga Mooh 08.12.05, 13:29
        Czytałam juz wcześniej Twojego posta, ale nie chciałam odpisywac w pospiechu,
        wolałam kilka dni się nad Toim problemem pozastanawiać, tym bardziej, że to ja
        wywołałam troche tego wilka...wink
        Oto moje konkluzje, które z pewnością nie są odkryciem Ameryki i nie pomogą Ci
        zbyt wiele, ale piszę...

        To truizm , ale jest bardzo wiele zmiennych i Twojej sytuacji nie da się
        porównać do żadnej innej więc chyba nie będę zasypywać Cię przykładami ojców,
        których znam, a znam różnych - i kochających do szleństwa otwarcie, i takich,
        którzy kochają lecz miłości okazać nie potrafią, i takich (niestety), którzy
        swoją rolę widzą jedynie w momencie zapłodnienia, a potem ratują się ucieczką...
        Smutne, ale prawdziwe.
        Proszę wybacz mi, ale nie należę do osób, które mówią "nie martw się, wszystko
        się ułoży", bo wychodzę z założenia, że szczerość ponad wszystko, a przecież
        nigdy nie ma takiej pewności, że życie nagle zacznie nas rozpieszczać i będzie
        toczyć się po naszej myśli. Jestem zdania, że powinnismy nauczyc sie akceptować
        ból i rozczarowanie jako jego integralną część (co wcale nie oznacza, że to
        umiem...ech, ale staram sie, staram...).
        To oczywiście nie oznacza, że nie warto próbować zmieniać wszystkiego na lepsze!
        Zawsze można jakoś pomóc scalić związki, na których nam bardzo zależy.
        Po pierwsze zastanowiłabym się nad Waszymi relacjami (Waszymi - jako pary, jako
        rodziców). Może zanim maleństwo przyszło na świat mieliście jakies niezałatwione
        sprawy, które teraz rzutują na relacje tata-dziecko?
        Po drugie to, jakim jest się ojcem/matką (w ogóle człowiekiem) zależy od naszej
        konstrukcji psychicznej ( ta z kolei jest zalezna od... i tu mogłabym wymieniac
        i wymieniac, ale nie o to przeciez chodzi). Sa tacy, którzy nie mają nigdy
        problemów z okazywaniem uczuć i tacy, którym do końca życia będzie przychodziło
        to z trudnością. Niektórym potrzeba bodźca: drobiazgu bądź sytuacji
        ekstremalnej, żeby się otworzyć na nową sytuację, na drugiego człowieka, innym
        potrzeba po prostu czasu (na zasadzie kropla drąży skałę), a jeszcze inni zawsze
        będą żyli w skorupie. Nie wiem jakim człowiekiem jest Twój mąż, Ty znasz go
        najlepiej, więc postaraj sie popatrzec na Niego troche z boku, bez emocji,
        pretensji i oczekiwać. Jaki jest? Co możesz mu zaoferowac od siebie? Jaki rodzaj
        pomocy, wsparcia? Wiem, że nagle odwróciłam kota ogonem, bo to Ty potrzebujesz
        wsparcia, szukasz w Nim odpowiedniego ojca dla swojej córki, ale może warto
        najpierw... zainwestować?
        W zupełności zgadzam sie z Joa - mądra kobieta - "pomóż mężowi w tym poczęciu
        ojca".
        Tak wiele zależy od tego jak został wychowany, jakie sam miał wzorce, czego
        potrzebował i oczekiwał od swojego ojca, a co naprawdę dostawał. Może to jest
        jakiś punkt wyjścia? Może czegos sie obawia, może dręczy go jakis kompleks, może
        nie umie uwierzyc w siebie, może rola , w jaka wrzuciło go życie, jest dla niego
        zbyt trudna, by wszedł w nią jak w masło?

        Mooh, i jeszcze jedno - może stac sie błyskawiczny przełom, po prostu wstaniesz
        pewnego dnia i zobaczysz/ poczujesz, że oto nadeszła TA chwila, ale przygotuj
        sie równiez na fakt, że cud sie nie stanie z dnia na dzień.
        Sama mam ojca, który, gdy byłam dzieckiem nie okazywał mi zbyt wiele czułości,
        choc wiem, że oddałby za mnie życie. Z wiekiem nasza relacja pogłebiała sie i
        dzis jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi, choć do tej pory Mamie powiem wszystko,
        a jemu mogę powierzyc tylko część swoich sekretów. Cóż... taka jest
        rzeczywistość i nie ma powodu, by udawać, że jest inaczej.

        Niekiedy pewne wyobrażenia o tym jak mogłoby być cudownie, a nie jest zalewają
        nas dopóty, dopóki nie zniszczą kompletnie naszego realnego zycia. Chyba nie
        warto im na to pozwolić.
        Zobacz co dobrego jest w Twoim mężu i za tym podążaj.
        To tyle, bo Srajdzinka woła...
        Trzymaj sie ciepło.
        • mooh Dziekuję 08.12.05, 13:58
          Dziękuję, Wam wszystkim i Tobie Duramgamo, za dobre i mądre słowa. To prawda,
          że każdy człowiek i każdy związek dwojga ludzi jest jedyny, niepowtarzalny i
          to, co sprawdziło się w jednym układzie, może zupełnie zawieść w innym. Po
          głębokim namyśle dochodzę do wniosku, który już wcześniej przychodził mi do
          głowy, a o którym wspomniałam wyżej. Mieszkanie z moja mamą bardzo nas zamknęło
          w sferze uczuć. Zeszliśmy do podziemia z okazywaniem sobie czułości. Po części
          wynika to charakterów nas obojga, po części z charakteru mamy. Przyzwyczaiłam
          się już do tego na tyle, że nie bardzo pamiętam, jak było wcześniej. Jednak gdy
          o tym pomyślę, widzę, jak wiele się zmieniło. Mi samej było trudno okazywać
          miłość dziecku, gdy mama mogła być tego świadkiem, ale po pewnym czasie się
          przełamałam. Mąż nie, a ja go rozumiem. To naprawdę trudne.
          Własne cztery kąty są warunkiem powrotu do normalności, choć zdaję sobie
          sprawę, że powrót ten będzie procesem długim i żmudnym. Norma pewnie też ustali
          się na nieco innym poziomie.
    • mooh Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 15.12.05, 12:57
      Odgrzebuję ten wątek, żeby się pochwalić. Apelacja wygrana! Pozostały jeszcze
      jakieś szczegóły kosztowe, które wróciły do pierwszej instancji, ale mieszkanie
      jest już puste. Wszystko wskazuje na to, że idziemy "na swoje". Bardzo dobrze,
      bo atmosfera tak się już zagęściła, że siekierę można powiesić. Teraz trzeba
      jeszcze tylko przeżyć jakoś Święta, a potem remont (co niestety trochę potrwa)
      i przeprowadzka. Dziękuje za trzymanie kciuków. Bardzo pomogło
      • duramgama Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 15.12.05, 13:05
        To wspaniale! Będziemy dalej trzymać kciuki za pomyślny i szybki remont oraz za
        to, by nikt sikiery nie powiesił, a już na pewno, żeby nikt jej nie użyłsmile
        Trzymaj się Mooh. Nadchodzą zmiany - wciąż myśl o tym, że na lepszesmile))
        • mooh Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 15.12.05, 13:08
          Zmiany są prawie zawsze dobre i prawie zawsze oznaczają rozwój. Dlatego się
          cieszę.
          • duramgama Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 15.12.05, 13:20
            Mijemy nadzieje, że regres Wam nie grozi, choc i tak sie czasem zdarza. Życzę
            powodzenia i dużo cierpliwości (ale tego to Ci chyba nie brakuje, co?)
      • kangur4 Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 15.12.05, 13:30
        Suuper! Czyli sprawiedliwość dla wszystkich!
        Mooh, teraz życzę Ci, tak jak Duramgama przede wszystkim cierpliwości - i w
        sprawach przyziemno-remontowych i tych emocjonalnych, bo niestety nie
        liczyłabym na to, że po przeprowadzce Wasze stosunki się czarodziejsko odmienią
        na lepsze z dnia na dzień. Potrzeba będzie jeszcze troszkę czasu, żeby się
        przyzwyczaić, ochłonąć i ewentualnie ponaprawiać to, co okoliczności popsuły.
        Ale głowa do góry! Mądra babka z Ciebie jest, poradzisz sobie!
        • pampeliszka Re: Chwilę na serio. Smutno mi. 15.12.05, 14:17
          Kapitalnie. Wreszcie mama nie bedzie Ci dziecka polewac wrzatkiem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka