Dodaj do ulubionych

dyscyplina bez "klapsa"

02.10.08, 10:18
Prosze - napiszcie - jak zmusić np 11-stolatka do wykonania
polecenia, którego nie chce zrobić.

Mówie o sytuacji codziennej - rano, 15 minut do wyjścia a dziecko
NIE CHCE sie szykować. Lub ma posprzątać biurko - a tego nie robi.

To są moje codzienne problemy z córką (nie nie tłukę jej 5 razy
dziennie wink, którego nie udało sie nam rozwiązać od 4 lat. Wstaje
rano o 7 - do szkoły na na 9 i nie jest w stanie wyszykować sie
przez godzinę. Nie uwierzycie, ale rajstopy można zakładac przez 45
minut. Nie ma żadnej reakcji na: pośpiesz się, bo się obie spóźnimy.

Po powrocie ze szkoły kolejna szopka: w ciagu 15 minut biurko
zmienia się w pobojowisko - oszczędzę drastycznych szczegołów co na
nim ląduje. Żeby zrobic lekcje trzeba je posprzatać. I to zajmuje
moje córce powyżej 2 godzin - w skrajnych przypadkach do 6.

Dodam jeszcze, ze towarzyszy temu kilkugodzinny jęk i płacz - jak to
rodzice się nad nia znecają, bo żadna jej koleżanka nie musi tak
ciezko w domu pracować. Polecenie podniesienia zabawek po młodszym
bracie (który na ogoł sam po sobie sprząta) lub wyniesienia talerzy
po obiedzie daje w efekcie wykład córki nt praw dziecka,
wykorzystywania dzieci przez dorosłych i odmowy pracy w roli
służącej.

Tak jest codziennie. Nie skutkuje nic: kary, nagrody, pochawały,
groźby - uczciwie przyznam że krzyki i bicie też nie. Oporne na
wszystko.

Słucham waszych pomysłów. Będe szczerze wdzięczna, za wszystko co
przyniesie choćby minimalny efekt.

Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 10:32
      A gdyby odpuścić? Gdyby spóźniła się parę razy do szkoły?
      Gdy jakoś odczuła konsekwencje swojego zachowania?

      Mój syn w bałaganie odrabia lekcje. Sprząta biurko chyba raz na
      tydzień. A jak już zupełnie nie może się tam zmieścić,
      przychodzi na duży stół do dużego pokoju. A tu ciszy nie ma wink)
      Twierdzi, że mu to nie przeszkadza. No to odrabia, ale niech
      tylko spróbuje mieć problem z przeszkadzającymi siostrami wink))
      Zaraz szpilkę wkłuwam wink - w przenośni oczywiście wink
    • szymama Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 10:36
      skad ja to znam smile))))

      Ja zrobilam tak:
      rano nie chcial sie wybierac, tzn chcial, ale zakladanie jednej
      skarpetki zajmowalo pol godz. Ok, poswiecilam sie, wstawalismy o
      5.30!!!!!! Zeby o godz 8.30 wyjsc z domu.
      Znudzilo mu sie po ok 2 tyg. Teraz wstajemy ok 7.30 i zdazamy.

      Balagan na biurku? Ja olalam, jak ma ochote robic lekcje w syfie,
      niech robi. Jego biurko, jego wybor. A jak przeciaga je w
      nieskonczonosc to idzie od razu po ich odrobieniu do mycia, kolacja
      i do spania. Nie ma czasu na przyjemnosci wink

      Jakos przestal przeciagac jak z tego powodu pare razy nie poszedl na
      trening smile))

      A zabawki porozwalane w pokoju ? W sprzataniu tychze skutecznie
      pomogla 8 miesieczna, szybka jak perszing siostra smile

      Ja uwazam, ze pokoj dziecka, jest jego pokojem. Ono mieszka tam u
      siebie, a przynajmniej ma jakis swoj kacik. Jesli jest mu dobrze z
      syfem, niech ma.
      Nie ma prawa syfic w pomieszczeniach, z ktorych korzysta reszta
      rodziny. Biurko bym odpuscila, kazalabym wczesniej wstawac.
      I obserwowalabym dalej. Jak nie skutkuje, trza ruszyc lepetyna, zeby
      wymyslec jeszcze cos innego.


      Acha, moje dzieci nie klapsowane ani nie bite wink
      • mama_kasia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 10:43
        Moje dziewczyny właśnie się wykaraskały z obrzydliwego
        bałaganu w swoim pokoju. ...Ale po cichu Wam tu napiszę -
        ja im się nie dziwię, że nie lubią sprzątać. Też nie lubię.
        I wczoraj sama się wykaraskałam z bałaganu w łazience.
        Na moje dziewczyny, przynajmniej na starszą, działają słowa,
        że brudno, że nie mam ochoty już do nich zaglądać (no bo nie
        mam). Na młodszą nic nie działa. Ona czuje się taka słaba, gdy
        ma po sobie posprzątać, taka zmęczona, bezsilna...
        • a_weasley Re: dyscyplina bez "klapsa" 07.10.08, 10:33
          mama_kasia napisała:

          > Na moje dziewczyny, przynajmniej na starszą,
          > działają słowa, że brudno, że nie mam ochoty
          > już do nich zaglądać

          Te jednak słowa mogą odnieść skutek odwrotny od zamierzonego. Gdybym coś takiego
          usłyszał w liceum, w trzy dni później słowa "pożar w okupacyjnym burdelu" byłyby
          w stosunku do stanu mojego pokoju strzelistym eufemizmem. Alleluja, mama
          przestanie się tu pakować!
      • szymama Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 10:44
        kiedys mialam problem z mlodym jesli chodzi o odnoszenie talerzy po
        obiedzie do kuchni. Zrobilam tak: nie chcial odniesc, talerze
        zostaly. Po kolacji zostaly i po sniadaniu zostaly. Do nastepnego
        obiadu nie mialam czystych talerzysmile) nalozylam jemu na brudny, nikt
        inny nie chcial tak jest. Zjadl i wyniosl naczynia, mowiac, ze moze
        je pomyc smile))
        Oczywiscie bylam chora widzac balagan na stole, gary i nie mily
        zapach, ale dlaczego ja mialam to robic? sluzaca jestem czy co wink
    • ruda_kasia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 10:40
      Na szybko przychodzi mi do głowy:
      - skoro nie odnosi talerzy - nie dać jeść (dzień bez obiadu
      przezyje??)
      - skoro bałagani na biurku, nie ingerować w lekcje, może nie
      odrobić, poniesie tego konsekwencje
      - ubierać jak małe dziecko, chyba że się będzie wyrywać albo jeżeli
      możesz sobie na to pzowolić, nie posyłać jej do szkoły, chyba że się
      z tego ucieszy?
      - informacja, że o ile nie akceptuje reguł panujących w Waszym domu,
      może rzeczywiście powinna się zwrocić do jakieśc organizacji lub
      zadzwonić na błękitną linię, z wykręceniem numeru włącznie
      - biadolenie ignorować.
      • mama_kasia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 10:47
        > - informacja, że o ile nie akceptuje reguł panujących w Waszym domu,
        > może rzeczywiście powinna się zwrocić do jakieśc organizacji lub
        > zadzwonić na błękitną linię, z wykręceniem numeru włącznie

        To mi się podobna smile Przypomniała mi się średnia, która z jakiegoś
        powodu (na coś jej nie pozwoliliśmy) podeszła do telefonu,
        podniosła słuchawkę: policja? Proszę zabrać mamę!
        I pomogło smile Rozśmieszyło to i nas, i ją, a atmosfera
        rozładowała się.
      • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:09
        ruda_kasia napisała:

        > Na szybko przychodzi mi do głowy:
        > - skoro nie odnosi talerzy - nie dać jeść (dzień bez obiadu
        > przezyje??)

        - potrafiła nie jeść 3 dni - a nie moze się głodzić ze względu na
        chorbę na którą cierpi.

        > - skoro bałagani na biurku, nie ingerować w lekcje, może nie
        > odrobić, poniesie tego konsekwencje

        przez 4 lata nie ponosiła konsekwencji - dzieci nie dostawały ocen
        za brak prac domowych.

        > - ubierać jak małe dziecko, chyba że się będzie wyrywać albo
        jeżeli

        wyrywa się - ma 150cm

        > możesz sobie na to pzowolić, nie posyłać jej do szkoły, chyba że
        się
        > z tego ucieszy?

        kiedyś spróbowaliśmy - była bardzo ucieszona - ja mniej - odpada

        > - informacja, że o ile nie akceptuje reguł panujących w Waszym
        domu,
        > może rzeczywiście powinna się zwrocić do jakieśc organizacji lub
        > zadzwonić na błękitną linię, z wykręceniem numeru włącznie

        > - biadolenie ignorować.

        ignorowanie miło skutkować - ja staram się ignorowć od 3 lat - bez
        najmniejszego skutku - wierzcie - nie da się tego znieść.


        Mówiłam, ze oporny egzemplarz mi się trafił smile)
    • mader1 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:07
      Nati smile

      > Mówie o sytuacji codziennej - rano, 15 minut do wyjścia a dziecko
      > NIE CHCE sie szykować.

      problem ze spóźnianiem nie zaczął się chyba teraz.
      Pamiętam, że mieliśmy ten problem z Najstarszą dopóki młodsza nie zaczęła
      chodzić do tej samej szkoły - bo wtedy one zaczęły się same dyscyplinować.
      Wiesz, my po prostu, klasa była chyba druga, w czasie zebrania czy nawet miedzy
      zebraniami, poszliśmy do wychowawczyni i powiedzieliśmy, że mamy pewien problem
      wychowawczy i czy zechce z nami przez kilka dni powspółpracować.
      Poprosiliśmy, żeby wygłosiła naszemu dziecku "kazanie", jak się spóźni.
      Rano nie ingerowaliśmy w ubieranie, spokojnie przypominaliśmy tylko, że już
      czas. Oczywiście mała, bardzo zadowolona z siebie, spóźniła się. Dostała
      reprymendę od pani razem z wpisem do zeszytu do korespondencji i drugą
      reprymendę w domu ( i chyba zakaz czegoś tam, ale nie pamietam czy to było
      konieczne). Po trzech dniach zaczęła nam wierzyć, ze należy się ubierać szybciej
      smile))))
      Oczywiście, jest tak, że teraz jak rano wychodzi na tę samą godzinę trójka
      dzieci, zawsze któreś się " opóźnia".
      No normalne, że trzeba się " nagadać" jak się jest rodzicem. To dzieci jeszcze
      smile))) Nie ma nic bezwysiłkowo : czasem trzeba drugi raz wejść do pokoju i
      przypomnieć, że już pora wstawania, trzeba przypomnieć o śniadaniu - że to, co
      stoi przed delikwentem należy zjeść, a nie tylko obejrzeć, trzeba wejść do
      łazienki i przypomnieć, że szczoteczką do zębów się porusza w buzi , a nie tylko
      ją, jak nowo poznany przedmiot, trzyma smile)))))
      One rano po prostu półprzytomne są smile
      A może kładź ją wcześniej spać ?

      Biurko... no moje córki ( synek nie, bo jeszcze mu pomagam) mają niezły bałagan
      w pokoju. Mówię im o tym, że nie jest to normalne, czasem mnie poniesie,ale...
      to nie moja sprawa. Skoro uczyłam, sprzątałam z małymi dziećmi, pokazywałam jak
      to się robi, w domu jest znośny porządek to oznacza, że zrobiłam w tej
      dziedzinie wszystko. Zdarza się, ze moje dzieci przychodzą odrabiać do dużego
      pokoju na stół. Albo odrabiają na łóżkach smile))))
      Każda mama, którą pytam, mówi, że jej dziecko ma bałagan w pokojusmile))
      Kiedyś znajoma opowiadała, ze jej synowie nie mieli zwyczaju ze swojego małego
      pokoiku odnosić brudnych ubrań do kosza na brudy, choć ich prosiła. Zacięła
      zęby, zaryzykowała, że będzie uchodzić za wyrodną matkę i do tego pokoju nie
      zaglądała. W pewnym momencie chłopcom zabrakło ubrań smile))) czystych, do szkoły
      smile)) Założyli raz przepocone i tego samego dnia pojawili się w łazience z całą
      stertą.
      Teraz wydorośleli i to bardzo odpowiedzialni chłopcy
      Widocznie wyrastają z tego smile
      • szymama Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:15

        > Teraz wydorośleli i to bardzo odpowiedzialni chłopcy
        > Widocznie wyrastają z tego smile


        wyrasta sie, i nie trzeba byc wcale chlopcem smile)))))

        > > Mówie o sytuacji codziennej - rano, 15 minut do wyjścia a dziecko
        > > NIE CHCE sie szykować.


        ja tez bylam trudnym dzieckiem. Moi rodzice, biedni, musieli sie
        niezle nagimnastykowac, zeby dac sobie ze mna rade wink
        Spoznialam sie i to czesto. W zasadzie zawsze. Tato wpadl na
        genialny pomysl: poszedl do wychowawczyni klasy, ktora rowniez miala
        dosc mojego spozniania sie i ustalili, ze 5 minut po dzwonku ona
        zamyka klase od wewnatrz. I ja, spozniona do tej klasy nie wchodze.
        Przyznam, ze pierwszy raz mnie zamurowalo, potem staralam sie
        baaaaardzo byc o czasie. Potem spoznialam sie tylko 4 min smile))

        O konspiracji dowiedzialam sie duuuzo pozniej, po maturze.



        • mader1 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:19
          Tato wpadl na
          > genialny pomysl: poszedl do wychowawczyni klasy, ktora rowniez miala
          > dosc mojego spozniania sie i ustalili, ze 5 minut po dzwonku ona
          > zamyka klase od wewnatrz. I ja, spozniona do tej klasy nie wchodze.

          Pamiętam, nasza się już przestała spóźniać, ale widocznie inne dzieci się " nie
          krępowały", bo pani małej też miała taki pomysł. Nie wchodziły na lekcję, ale
          były przez szatniarkę odprowadzane do dyrektora smile)))))
          A to żadna atrakcja.
          • szymama Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:43
            teraz w szkole syna jest tak, ze o 8.50 szkola jest zamykana,
            dzieciaki rowniez musza przejsc przez pokoj dyrektorki, malo tego,
            maja specjalny zeszyt do ktorego musza wpisac dlaczego sie spoznily,
            a potem sa wyciagane konsekwencje np w postaci przepisania dla calej
            klasy scenariusza spektaklu bozonarodzeniowego, zamiast robienia
            ksero. Oczywiscie szkola daje materialy w postaci kartek i nawet,
            dlugopisowsmile))))
      • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:19
        mader1 napisała:

        > Nati smile
        >
        > > Mówie o sytuacji codziennej - rano, 15 minut do wyjścia a dziecko
        > > NIE CHCE sie szykować.
        >
        > problem ze spóźnianiem nie zaczął się chyba teraz.

        NIe - od zawsze pojęcie : szybciej jest jej całkiem obce. jezych
        marsjański. Ale jak zaspała na wycieczkę na grzyby to ubrała się w
        35 sekund! czyli potrafi uncertain


        spróbuje z tym kazaniem w szkole. Wcześniejsze wstawanie nie pomaga -
        jak wcześniej miała na 8 to - sama - wstawała o 5.30 budzac przy
        okazji cały dom. A i tak sie spóźniała - do szkoły było 50m.

        to biurko bym odpuściła - ale ona ten bałagan robi w całej chałupie.
        Wszędzie. Jak pozwolę robić lekcje na werandzie to ja bedę mieć 2
        dni sprzątania. W dodatku brak sporzatania skutkuje "wyparowywaniem"
        rzeczy. Moje dziecko nie ma się po 3 dniach w co ubrać. Nawet w
        brudy. Bo ich nie ma. Są pomiedzy zeszytami, szufladami, za łóżkiem
        itp itd. No i oczywiście nastęnego dnia nie ma w szkole połowy
        rzeczy. Najchętniej bym odpuściła - i tak robiłam dotąd - ale szkoła
        nie wyciągała z tego konsekwencji. A w nowej tak - tylko, ze młoda
        nie jest do tego nawykła. A konsekwencję złych ocen w 5 klasie
        bedzie przymusowe gimnazjum rejonowe - tak samo beznadziejne jak
        podstawówka. I tu mam mnie w pewnym szachu.

        • mader1 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:25
          gimnazjum jest po 6 klasie...
          Rzeczywiście, rozumiem Cię,że skoro zmieniła szkołę, zalezy Ci, żeby jak
          najlepiej w niej wypadła, ale z tego, co piszesz Tobie zależy bardziej niż jej i
          to jest bardzo źle.
          Niedobrze, że do tej pory nie ponosiła konsekwencji swoich działań, dlatego
          właśnie problem zamiast się " ustabilizować", narasta sad
          To co robisz, wyjmujesz jej te ubrania spomiedzy zeszytów, skoro sama tego nie
          robi ???
          No wiesz, te brudne majtki, skarpetki są jednak w pokoju, nawet miedzy
          zeszytami, ale są...
          • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:33
            mader1 napisała:

            > gimnazjum jest po 6 klasie...
            > Rzeczywiście, rozumiem Cię,że skoro zmieniła szkołę, zalezy Ci,
            żeby jak
            > najlepiej w niej wypadła, ale z tego, co piszesz Tobie zależy
            bardziej niż jej
            > i
            > to jest bardzo źle.

            Do gimnazjum największy wpływ mają oceny z 5 klasy. W szkole jest
            ok. Tak zależy mi - bo i tak naraziła ją na stres - nie chciałam, by
            zaczęła od masowych wpadek. Pewnie bedziemy pomału dokręcać śrubkę -
            czyli przerzucać na nią JEJ obowiązki. Ale na razie jest cieżko sad
              • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:59
                mama_kasia napisała:

                > > Do gimnazjum największy wpływ mają oceny z 5 klasy.
                >
                > Jesteś pewna? Bo u nas liczyły się stopnie z głównych
                > przedmiotów z 6-ej klasy, z piątej zupełnie nic.

                Pewna jestem - oceny z wybranych przedmiotów z końca 5 tejklasy i to
                razy 2 plus oceny z półrocza 6-tej klay razy 1. Też trochę sie
                zdziwiłam.
        • szymama Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:34
          nie chce sie madrowac na temat szkol w Polsce, bo po prostu nie wiem
          jak jest.
          napisze Ci co ja robie jak mam z czyzms problem i nie za bardzo mam
          pomysl jak sobie z nim poradzic.

          Najpierw kombinuje sama z mezem co tu zrobic, zeby wplznac jakos na
          mlodego, przetlumacyzc, zmienic.
          Ostatnio mialam problem z pyskowaniem. Trwalo to jakis czas.
          Wkurzylam sie. poprosilam naucyzcielke ze szkoly o rozmowe przed
          lekcjami. pogadalysmy sobie i juz pani miala temat, na ktory musi
          pilnie z dziecmi porozmawiac.
          Moj syn generalnie jest swietnym dzieciakiem, nieco trudnym do
          ulozenia. Pogadanka pani pomogla choc w tym, ze teraz jak napyskuje
          to potem sam z siebie przychodzi i przeprasza.
          Robi tak znakomita wiekszosc rodzicow. proszac szkole o pomoc z
          danym problemem. I nauczyciele rozmawiaja, przedstawiaja swoje
          argumenty, sluchajac dzieci.

          Moze sprobuj wskorac cos w szkole, moze oni wpadna na jakis genialny
          pomysl odnosnie spozniania sie np.

    • otryt Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 11:17
      nati1011 napisała:

      >po obiedzie daje w efekcie wykład córki nt praw dziecka,
      >wykorzystywania dzieci przez dorosłych i odmowy pracy w roli
      >służącej.

      Niestety coraz częściej nasze dzieci posługują się prawami dziecka w
      tak absurdalny sposób, całkiem opacznie je rozumiejąc. Nawet
      straszenie rodziców żartem telefonem na policję mało mnie bawi, bo
      za ileś lat może się okazać, że po takim telefonie najpierw rodziców
      zgarną, przesłuchają przez kilka godzin ...i w końcu wypuszczą, gdy
      sprawa się wyjaśni. Nie neguję potrzeby ochrony dzieci prawem, gdy
      dzieje im się krzywda. Jednak to trąbienie głośne o prawach dziecka
      robi wielu dzieciom wodę z mózgu.
      • a_weasley Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 13:40
        otryt napisał:

        > za ileś lat może się okazać, że po takim telefonie
        > najpierw rodziców zgarną,
        <ciach>

        Kisiel czy Piotr Wierzbicki, nie pamiętam dokładnie, powiedział kiedyś "wymyśl coś dowolnie głupiego, a ONI to zrobią".
        Oni się zmienili, ale zasada, owszem, działa. Zrobią. Już zaczęli.
        • otryt nowe prawo dziecko 02.10.08, 14:31
          a_weasley napisał:

          >"wymyśl coś dowolnie głupiego, a ONI to zrobią".


          W tej chwili w Europie wprowadza się kolejne prawa dziecka, mam na
          myśli czynne prawo wyborcze. Niedawno po raz pierwszy w Austrii
          głosowali 16-latkowie. Już wkrótce to samo zrobią Niemcy. Myślę, że
          inne kraje także pójdą tą drogą. Planuje się dalsze obniżanie wieku
          wyborczego. Argumentem jest to, że jest nadreprezentacja ludzi
          starszych, wydłużyło się życie staruszków, a ktoś przecież musi dbać
          o interesy dzieci. Kto to najlepiej zrobi, jak nie one same?
          Przecież nie ich rodzice. W tym duchu prowadzona jest kampania,
          mająca na celu przekonanie społeczeństw do zmian. Dlaczego Austria
          pierwsza? Pewno dlatego, że kiedyś źle wybrali i cała Europa bardzo
          zmartwiona wymogła na Austrii inny wybór. Dziećmi bardzo łatwo jest
          sterować.

          W gimnazjum mojej córki w roku 2007 prowadzono kampanię wyborczą,
          później były wybory na niby. W głosowaniu dzieci uzyskano
          następujące wyniki do parlamentu: PO 85%, SLD 14%, PSL 0,9%, PIS
          0,1%. Prawda, że dzieci lepiej głosują niż dorośli?
          • a_weasley Re: nowe prawo dziecko 02.10.08, 17:23
            otryt napisał:

            > Niedawno po raz pierwszy w Austrii głosowali
            > 16-latkowie. Już wkrótce to samo zrobią Niemcy.

            Pozostaje mi tylko rzucić kolejny cytat, tym razem słowa Ignacego Borejki:
            - Nie do wiary. Nie do wiary. Ziszczony sen idioty.
            • otryt Czy chłosta wróci do szkół? 03.10.08, 12:17
              Z gazety Polska The Times:

              polskatimes.pl/depesze/50663,brytyjczycy-chca-przywrocenia-w-szkolach-kary-chlosty,id,t.html

              "Co piąty nauczyciel brytyjskich szkół chce przywrócenia kary
              chłosty - pisze Times Educational Supplement. Dodatek do Timesa
              publikuje wynik sondażu przeprowadzonego wśród 6 200 nauczycieli.

              Pismo zwraca uwagę, że w opinii części pedagogów zachowanie uczniów
              pogorszyło się do tego stopnia, iż przywrócenie kary chłosty wydaje
              się konieczne. Nauczyciele są zdania że dotyczy to przede wszystkim
              szkół ponadpodstawowych, gdzie ich zdaniem uczniowie często lepiej
              znają konwencje o prawach dziecka i przepisy, dotyczące praw
              człowieka, niż zadany im materiał."

              Nie lubię skrajności, bo jedna skrajność rodzi drugą. Osiągnęliśmy
              chyba właśnie punkt maksymalny w ruchu wahadłowym, jeszcze chwila a
              wahadło rozpocznie ruch w przeciwnym kierunku. 20 procent
              nauczycieli chce kary chłosty w szkole, pomimo usilnej edukacji. To
              jeszcze jest za mało, aby ją rzeczywiście wprowadzili. Ale
              poczekajmy, ta liczba wzrośnie i wtedy chłosta wróci do szkół. Wtedy
              będę pisał przeciwko chłoście, bo nie lubię skrajności. Ludzkość
              lubi wahadła, nie tylko w edukacji i wychowaniu.



    • nati1011 dyslekcja? 02.10.08, 11:22
      Czy nie wykonywanie - niesłuchanie - lub odwrotne wykonywanie
      poleceń może mieć związek z dyslekcją? Moze na siłę szukam
      usprawiedliwienia ale z córką jest jak z tym mężem z dowcipów -
      poślij ją po cukier kupi litr mleka wink
      • szymama Re: dyslekcja? 02.10.08, 11:49
        ja sobie mysle, ze moze jej frajde sprawia patrzac jak Cie to
        wkurza.
        Ja bym przestala ja pospieszac, prosic, blagac, olalabym. Zobaczysz
        przynajmniej czy to nie o to chodzi.
      • mamalgosia Re: dysleksja? 02.10.08, 13:49
        Oczywiście, że dysleksja to zespół zaburzeń. Ale nie wiem, czy
        należy się tego chytać jak przysłowiowej brzytwy.

        No, ja nie mam czego sie uchwycić w tej kwestii
    • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 12:42
      Zastanów się, jakie są przyczyny takiego zachowania. Bo z tego co piszesz, Twoja
      córka za żadne skarby nie chce iść do szkoły, a potem odrabiać lekcji - jest
      gotowa zrobić wszystko, żeby opóźnić ten moment.
      czy to są reminiscencje z poprzedniej szkoły ?
      może w tej też nie jest wesoło ?
      koledzy ? nauczyciele ? problemy z nauką ?
      a może ona boi Ci się powiedzieć, co tak naprawdę jest nie tak ?

      nati1011 napisała:
      > Dodam jeszcze, ze towarzyszy temu kilkugodzinny jęk i płacz - jak to
      > rodzice się nad nia znecają, bo żadna jej koleżanka nie musi tak
      > ciezko w domu pracować.
      Zastanów się w jakim stylu z nią rozmawiacie ?
      może chwilami wymagacie jak od nastolatki, a chwilami krzyczycie jak na małe
      dziecko ?
      może bez przerwy macie o coś pretensje i wtedy nawet polecenie wyniesienia
      talerza jest odbierane jako kropla drążąca skałę ?
      może to jest kwestia narzucania jej planu dnia ? może powierzacie jej czynności,
      których wyjątkowo nie lubi, a inne wykonywałaby chętniej ?
      • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 13:24
        magdalaena1977 napisała:

        > Zastanów się, jakie są przyczyny takiego zachowania. Bo z tego co
        piszesz, Twoj
        > a
        > córka za żadne skarby nie chce iść do szkoły, a potem odrabiać
        lekcji - jest
        > gotowa zrobić wszystko, żeby opóźnić ten moment.

        To nie dotyczy tylko szkoły - ale wszystkich obowiazków. Zostawiając
        ją na żywioł przesiedziałaby cały dzień przed kreskówkami.

        Obowiązki mają to do siebie, ze nie koniecznie trzeba je lubić.
        Przecież nie beę za nią sprzatać biurka czy wynosić brudów do
        łązienki (i tak pierze pralka, więc nie musi prać ręcznie skarpet
        czy majtek). To chyba nie sa zbytnie wymagania.

        Te problemy zaczeły się odkąd poszła do szkoły. Ja wymagałam
        odrabiania lekcji, mówiłam o odpowiedzialnosći - jak nie odrobisz,
        nie nauczysz, to dostaniesz uwagę czy 2, a ona udowodniła mi,że nie
        poniesie konsekwencji, bo szkoła nie egzekwowała swoich wymagań. W
        dodatku ciagle powtarzano dzieciom, zę dorośli je wykorzystują,
        maltretują, molestują i ze maja sie przed tym bronić - no to się
        broni.
        Tłumaczyłam więc, ze musi się uczyć dla siebie, że trzeba czytać, ze
        bez wiedzy nie mozna wiele osiagnąć - i znowu okazało sie, ze można
        mieć średnią 5,3 i piątkę z polskiego jak przez całą klase
        przeczytało sie 1 (jedna) ksiazke. Że do sprawdzianów i na lekcje
        można się nie uczyć, bo nawet jak trafi się klasówka i napisze się
        ja na 2 czy 1 to można ją potem poprawiać do skutku. To naprawde
        uczy lenistwa i nieodpowiedzialnosći - to tak jakby stolarz mógł
        zniszczyć pół magazynu drewna licząc, ze w końcu uda mu sie zrobić
        jakieś - w miare porządne drzwi.


        Córka po prostu w szkole spotkała sie z całkiem odmiennym sposobem
        funkcjonowania - i on wydał jej się bardziej atrakcyjny - zaczęła
        wiec sie buntować przeciwko naszemu. Oczywiśćie jak przeprowadzamy
        czasem taką głębszą rozmowę - to ona mówi, ze w sumie to mamy rację,
        ale na codzień to nie funkcjonuje. Dobre chociaż to, ze coś tam w
        niej zostaje i moze w końcu kiedyś dorośnie.
    • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 13:37
      nati1011 napisała:

      >Nie uwierzycie, ale rajstopy można zakładac przez 45
      > minut. Nie ma żadnej reakcji na: pośpiesz się, bo się obie
      spóźnimy.
      No jak to: nie uwierzymy? "Błogosławieni, którzy nie widzieli a
      uwierzyli", a co dopiero ci, którzy widzieli? U nas śniadanie (pół
      kromki chleba+pół jogurtu) trwa nawet do 40 minutsad


      >
      > Po powrocie ze szkoły kolejna szopka: w ciagu 15 minut biurko
      > zmienia się w pobojowisko - oszczędzę drastycznych szczegołów co
      na
      > nim ląduje.
      Zupełnie jak pokój moich Chłopców. Zupełnie bezmyślne wywalanie,
      wcale niekoniecznie to, czym chcą się pobawić. I nie pomaga
      przypominanie, jaki poprzedniego dnia był lament przy sprzątaniu.

      > Dodam jeszcze, ze towarzyszy temu kilkugodzinny jęk i płacz
      Tak, tak! U nas też takie sprzątanie bywa dwugodzinnym jękoleniem
      (choć 6 godzin jeszcze nie osiągnęliśmy). Czy Twoja Córka to aby nie
      moi Synowie??


      Fajnie byłoby, gdybym po tym wstępie napisała Ci: ale to
      przeszłość, poradziłam sobie z tym tak a tak:...
      Ale niestety nic takiego nie napiszę.
      Czasem (czasem!) pomaga fakt, że np nie pójda do babci jak nie
      posprzątają, bo po prostu będzie za późno. Ale choć uwielbiają
      chodzić do babci, to mam wrażenie, że ta powolność i opór są
      silniejsze od nich
      >
      • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 13:44
        smile)))


        mamalgosia napisała:

        > Czasem (czasem!) pomaga fakt, że np nie pójda do babci jak nie
        > posprzątają, bo po prostu będzie za późno. Ale choć uwielbiają
        > chodzić do babci, to mam wrażenie, że ta powolność i opór są
        > silniejsze od nich
        > > Czy Twoja Córka to aby nie
        > moi Synowie??
        >

        Mamalgosia ty masz niesamowity dar! Chyba nikt inny nie potafi tak
        podnieść mnie na duchu jak Ty smile)) No bo w sumie, to o co tyle
        krzyku? Jakoś tak mi lżej, że inne dzieci też tak mają, a nie tylko
        moje takie oporne na wszytko smile A wierzysz jeszcze, zę wyrosną? Bo
        ja chwilami się łudzę, ale czasami martwie sie jak ona sobie
        poradzi...
        • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 13:53
          Dziękujęsmile

          Nie wiem, czy wyrosną, ale co do poradzenia sobie to tak, jestem
          pewna: poradzą sobie.

          A mnie te rzeczy doprowadzają do szału. Staram sie na wiele spraw
          machnąć ręką, ale właśnie te poranne wieczne śniadania to coś na co
          machnąć ręką nie potrafię. Oczywiście mogę po 10 minutach odebrać
          talerz i powiedzieć: "nie zdążyłeś, pójdziesz głodny" - tylko, że on
          by poszedł głodny (rano głodu nie czują), a to JA nie chcę, by
          wyszli bez śniadania (w przedszkolu jedzą tylko raz w tygodniu).
          • samboraga Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 22:30
            Oczywiście mogę po 10 minutach odebrać
            > talerz i powiedzieć: "nie zdążyłeś, pójdziesz głodny" - tylko, że on
            > by poszedł głodny (rano głodu nie czują), a to JA nie chcę, by
            > wyszli bez śniadania

            Ja też pilnuję śniadania, ale jednego dnia syn wychodzi dużo wcześniej i jeszcze
            nie jest głodny - daję mu kubek ciepłego kakao, zawsze to coś sycącegosmile
    • anndelumester Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 13:58
      Moim zdaniem tu jest za duzo slow i cyrku, a za malo rytualu i
      prostych komend.
      Z tym, ze ja mam pieciolatka z z nadaktywnoscia i nadpobudliwoscia
      i brakiem koncentracji. Aby uzyskac efekt
      np. ubranie się w okreslonym czasie, sprzatniecie zabawek, wykonania
      jakiegos zadania musze wydawac polecenia SPOKOJNIE, krotkim
      komunikatem, egzekwowac jedna czynnośc, a potem dopiero informowac o
      drugiej. Zbyt wiele informacji podawanych na raz powoduje totalny
      chaos i dezorientacje dziecka.

      Niestety przestawienie sie a taki tryb wymaga wiele od rodzicow, i
      latwe nie jest. Dla mnie o wiele latwiejsze jest rozdarcie się albo
      produkowanie gadek z pretensjami, ale widze po czym są efekty i na
      co jest reakcja.
      • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 14:03
        Myślę, że to jednak inna sprawa. Moi Synkowie doskonale wiedzą o co
        chodzi i nie dostają wielu nakazów: w danym momencie jest tylko
        jeden: proszę zjeść śniadanie.
        Choć na pewno masz rację, że jak sie za dużo od kogoś chce, to on
        nie zrobi nawet małosmile
      • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 14:04
        anndelumester napisała:

        Aby uzyskac efekt
        > np. ubranie się w okreslonym czasie, sprzatniecie zabawek,
        wykonania
        > jakiegos zadania musze wydawac polecenia SPOKOJNIE, krotkim
        > komunikatem, egzekwowac jedna czynnośc, a potem dopiero informowac
        o
        > drugiej.

        Masz trochę racji ale jednak 11 latek to nie 5-ciolatek i wymaga się
        od niego trochę wiecej.

        W teorii brzmi to świetnie - ale ja wydaję cichy prosty komunikat i
        nic się nie dzieje. Albo słysze równie proste: nie chce mi się. I co
        wtedy? Właśnie problem jak WYEGZEKWOWAĆ?
        • anndelumester Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 14:15
          Od czegoś musisz zacząć....
          Mysmy zaczeli jakies 3 lata temu, rownolegle w domu, w przedszkolu i
          na rehabilitacji.
          I sadze, ze niestety, w wieku lat nastu problemy beda takie same jak
          u Ciebie. I te same metody egzekwowania. Konsekwencja i rytualy.
          btw
          Moj 5 latek bardzo sprawnie ze mna polemizuje - od form prostych do
          sofistyczno talmudycznych smile czasem z watkiem furiacko histerycznym.
          Z tym, ze ja slucham, a potem mowie prosze włozyc buty. Albo tylko
          mowię: buty (albo samochodziki, klocki, sniadnie, w zaleznosci od
          sytuacji). Identyczny schemat jest w przedszkolu.
    • imbirka Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 14:31
      Ja na Twoim miejscu zainteresowałabym się integracją sensoryczną i terapią rozwoju psychomotorycznego. Wiele paradoksalnych wad i dziwnych nawyków (np. ktoś nie lubi nosić ubrania, ono ciągle mu przeszkadza, albo ma problem z organizacja przestrzeni wokół siebie, albo nieumiejętność skupienia uwagi na czymkolwiek dłużej niż przez parę minut) ma swoje źródło w braku tej integracji, i za pomocą ćwiczeń i terapii można wiele rzeczy naprostować. Inna sprawa to umiejętność konsekwentnej i przejrzystej komunikacji z dzieckiem - czyli jak mówić, aby dzieci rozumiały i słuchały, polecam warsztaty wg metody Faber i Mazlisch.
      • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 14:55
        Jak ja już słyszę "terapia" to mi sie słabo robi. Są osoby, które w
        ten sposób zrzucają z siebie obowiązki (przez nich podjęte),
        odpowiedzialność.

        A inna rzecz, że terapia to dla wielkomiastowych i bogatych raczej
        • imbirka Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 15:49
          mamalgosia napisała:

          > Jak ja już słyszę "terapia" to mi sie słabo robi. Są osoby, które w
          > ten sposób zrzucają z siebie obowiązki (przez nich podjęte),
          > odpowiedzialność.

          Myślisz o dzieciach czy o rodzicach? Nie wiem skąd ta reakcja.
          Są terapie, które z nikogo nie zrzucają odpowiedzialności, a wręcz przeciwnie, pomagają rodzicom zrozumieć własne dzieci i je wychowywać. Znam dzieci nadpobudliwe, nie radzące sobie z wieloma codziennymi rzeczami, którym pomogły ćwiczenia wykonywane pod okiem takiego terapeuty. A przyczyny takiego zachowania są różne, dla rodzica często nie do stwierdzenia, np. przebieg porodu, oprócz wielu innych rzeczy, ma wpływ na nasz błędnik i organizację w przestrzeni. Dzieci, które rodziły się przez cc, albo sn ale bardzo szybko, mogą (choć nie muszą) mieć z tym problemy. I taka terapia wtedy pomaga.
          • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 20:56
            imbirka napisała:

            >>
            > Myślisz o dzieciach czy o rodzicach?
            Prawdę powiedziawszy nie mówię konkretnie o rodzicach czy dzieciach


            > Są terapie, które z nikogo nie zrzucają odpowiedzialności,
            Myślę, że tak i mam nadzieję, że tak. Mam jednak doświadczenia,
            kiedy działo sie tak jak napisałam. Po co dawać coś z siebie, po co
            wysiłek, niech tym sie zajmie terapeuta, psycholog, psychiatra, oni
            się znają lepiej, no nie?

            • imbirka Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 21:13
              mamalgosia napisała:
              > Myślę, że tak i mam nadzieję, że tak. Mam jednak doświadczenia,
              > kiedy działo sie tak jak napisałam. Po co dawać coś z siebie, po co
              > wysiłek, niech tym sie zajmie terapeuta, psycholog, psychiatra, oni
              > się znają lepiej, no nie?

              Ale to chyba nie jest wina terapii samej w sobie? To metoda, która ma pomóc nam w zrozumieniu różnych rzeczy w sobie, i w innych. Aby lepiej żyć, aby nie ranić, aby zrozumieć, dlaczego np. wciąż popełniamy te same błędy albo czujemy się nieszczęśliwi etc. W większości metod psychoterapeutycznych, jak i innych terapii zawiera się kontrakt, i klient czy pacjent zobowiązuje się do pracy i wysiłku. Jeśli komuś nie pomogło, albo nawet zaszkodziło, bo tak naprawdę nie chciał nic zmienić w sobie, to czy należy tylko dlatego rezygnować z takiej pomocy? Oczywiście są różne metody, bardziej i mniej skuteczne, i różni terapeuci, podobnie jak w innych profesjach.
              A co do kosztów, to akurat warsztaty komunikacji wg metody Faber i Mazlich są w wielu miejscach dostępne bezpłatnie.
        • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 17:26
          mamalgosia napisała:

          > Jak ja już słyszę "terapia" to mi sie słabo robi. Są osoby, które w
          > ten sposób zrzucają z siebie obowiązki (przez nich podjęte),
          > odpowiedzialność.
          >
          > A inna rzecz, że terapia to dla wielkomiastowych i bogatych raczej
          Trochę mnie przeraziły takie zaściankowe poglądy w ustach osoby tak sensownej i
          sympatycznej jak Ty.

          (psycho)terapie są dla osób psychicznie chorych i z różnymi zaburzeniami natury
          psychicznej. Są im równie potrzebne jak rehabilitacja osobie niesprawnej
          ruchowo. I jeśli ta forma leczenia jest dostępna tylko dla "wielkomiastowych i
          bogatych" to jest to kwestia wyłącznie niedostatków naszego systemu ubezpieczeń
          zdrowotnych.

          Nie chciałam pisać tego wcześniej, ale ja naprawdę zastanowiłabym się nad
          przyjrzeniem zachowaniu córki nati pod tym kątem. Nie znam się na psychologii
          rozwojowej dziecka, ale dla mnie takie zachowania, jak opisuje nati nie są
          normalne u jedenastolatki, zwłaszcza jeśli tradycyjne metody wychowawcze nic nie
          dają. I dlatego zakładam, że muszą istnieć jakieś przyczyny tego stanu. Może to
          kwestia jakiejś niewykrytej choroby somatycznej ? może poziom hormonów ?
          może nati tylko się denerwuje i nie potrafi rozmawiać z córką tak, żeby do niej
          trafić ?
          • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 18:48
            smile))

            Ależ ja z nią już pół Polski zjeździłam. Najpierw było podejrzenie
            padaczki, potem stwierdzono nidojrzałość ukłądu nerwowego. Badana
            przez psychologa i pedagoga była już chyba z 10-razy. cały ostatni
            semestr miął zajęcia z pedagog szkolnym. Nie stwierdzono żadnej
            choroby poza wybitnie silnym charakterem i wysoką umiejętnością
            manipulacji innymi. Miała 5 lat, jak robiliśmy jej jedno z badań.
            Była chora, po 12 godzinnej podróży (tak wypadło, umowione pół roku
            wcześniej). Po 2 godzinach pani PSYCHOLOG zawołała nas oburzona, ze
            ona nie mogła dziecka zbadać. Na nasze zdziwienie odpowiedziłą, że
            mała tak ją wymanewrowała, ze ona (psycholożka) robiła to co chciała
            młoda a nie odwrotnie - stwierdziła, że takie dziecko widzi pierwszy
            raz w życiu. ;/
            • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 19:36
              nati1011 napisała:

              > Ależ ja z nią już pół Polski zjeździłam. (...) Nie stwierdzono żadnej
              > choroby poza wybitnie silnym charakterem i wysoką umiejętnością
              > manipulacji innymi.
              To dobrze.
              Ale chyba pozostaje Wam tylko zaakceptować jej osobowość wink
              • a_weasley Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 19:42
                magdalaena1977 napisała:

                >> Nie stwierdzono żadnej choroby poza wybitnie
                >> silnym charakterem i wysoką umiejętnością
                >> manipulacji innymi.

                > To dobrze.

                Hmm.
                Co dobrze?
                Że ma wysoką umiejętność manipulacji innymi? W niektórych zawodach to się bardzo
                przydaje, więc to w pewnym sensie dobrze. Ale tylko w pewnym sensie.
                Że nie stwierdzono choroby? Chorobę to się przynajmniej leczy...
                • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 20:18
                  a_weasley napisał:
                  > Co dobrze? (...)
                  > Że nie stwierdzono choroby? Chorobę to się przynajmniej leczy...
                  To, że nie stwierdzono choroby. Bo takie zachowania są może niewygodne, ale do
                  zniesienia. A mogłyby być pierwszymi objawami poważnych problemów psychicznych
                  czy neurologicznych.

                  A tak naprawdę, to wiele z tych problemów naprawdę mija z wiekiem. Tj. dziecko
                  przekonuje się, że np. mycie zębów jest sensowne, a do znienawidzonego
                  sprzątania zatrudnia pomoc domową. Dzieciak z ADHD wybiera zawód, który nie
                  wymaga siedzenia i rysowania szlaczków ...

                  Moi rodzice latami próbowali mnie zmusić do wczesnego chodzenia spać. Ja nie
                  byłam w stanie, nie spałam godzinami, czytałam pod kołdrą ...
                  I teraz jako dorosła osoba po prostu pracuję do północy, idę spać o 2:00.
                  Odsypiam po powrocie z pracy. Nie ma problemu.
                  • a_weasley Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 22:19
                    magdalaena1977 napisała:

                    > I teraz jako dorosła osoba po prostu pracuję
                    > do północy, idę spać o 2:00.
                    > Odsypiam po powrocie z pracy. Nie ma problemu.

                    Bo możesz sobie na to pozwolić. W gospodarstwie dwuosobowym trudniej, a w dwu-
                    lub więcejpokoleniowym w ogóle nie ma o czym mówić.
                    • anndelumester Re: dyscyplina bez "klapsa" 03.10.08, 12:12
                      magdalaena1977 napisała:
                      >
                      > > I teraz jako dorosła osoba po prostu pracuję
                      > > do północy, idę spać o 2:00.
                      > > Odsypiam po powrocie z pracy. Nie ma problemu.


                      Tez tak mam ze spaniem, i to jest jedynie kwestia organizacji
                      (rodzina z dzieckiem, dziecmi).
                      Mieszkanie w gospodarstwie wielopokoleniowym ze wzgledu na nasze
                      charaktery i silny terytorializm w ogole odpada.
                      Z resztą kwestie mieszkaniowe maja spore znaczenie jezeli chodzi o
                      zachowanie dzieci.
                • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 23:26
                  a_weasley napisał:

                  > magdalaena1977 napisała:
                  >
                  > >> Nie stwierdzono żadnej choroby poza wybitnie
                  > >> silnym charakterem i wysoką umiejętnością
                  > >> manipulacji innymi.
                  >
                  > > To dobrze.
                  >
                  > Hmm.
                  > Co dobrze?
                  > Że ma wysoką umiejętność manipulacji innymi? W niektórych zawodach
                  to się bardz
                  > o
                  > przydaje, więc to w pewnym sensie dobrze. Ale tylko w pewnym
                  sensie.
                  > Że nie stwierdzono choroby? Chorobę to się przynajmniej leczy...

                  No właśnie - dodaj do tego pefekcyjną umiejętność kłamania i masz
                  bardzo niebezpieczne narzędzie. Zdecydowanie wolę prostolinijność.

                  • mader1 z drugiej strony 03.10.08, 08:43
                    Możesz ta zdolność "manipulowania" to ta z wymienionych cech
                    "wykazuje się wysoką inteligencją emocjonalną, nie będącą przedmiotem egzaminów"
                    Ale z drugiej strony ( Mamalgosiu, napisałam to) jaka to zdolność manipulowania,
                    skoro tak dobrze ją " przejrzałaś", skoro popadła w konflikt z poprzednią panią?
                    Nati, a dobre cechy twojej córki ? Bo " zdolność manipulowania otoczeniem "i
                    "perfekcyjne kłamanie" to bardzo poważne i bezlitosne zarzuty ( na ogół dzieci
                    kłamią, dorośli zresztą też, ale dośc nieporadnie, bo prawda jednak wychodzi na
                    jaw). Na jakich jej dobrych cechach można się skupić w wychowaniu ?
                    • nati1011 Re: z drugiej strony 03.10.08, 10:47
                      mader1 napisała:

                      > Nati, a dobre cechy twojej córki ? Bo " zdolność manipulowania
                      otoczeniem "i
                      > "perfekcyjne kłamanie" to bardzo poważne i bezlitosne zarzuty ( na
                      ogół dzieci
                      > kłamią, dorośli zresztą też, ale dośc nieporadnie, bo prawda
                      jednak wychodzi na
                      > jaw)

                      Moja córka potrafi kłąmać idealnie - już majac kilka (3-4) lat
                      potrafiła skłamać bez mrugniecia okiem i trzymać sie swojej wersji
                      przez tydzień nawet w krzyżowym ogniu pytań. W końcu sama zaczynałam
                      jej bronić przez "pomówieniami" babci czy ojca, a ona jak burza
                      cichła przyznawała się, zę to jednak ona. Jak ostatnio 2 razy
                      zasymulowała atak wyrostka - to spędziliśmy 3 dni w klinice
                      akademickiej i wszyscy lekarze byli przekonani, zę ma zapalenie
                      wyrostka - mimo iż mówiłąm, że są poważne podejrzenia, ze ona ten
                      ból sobie projektuje albo zwyczajnie udaje.

                      Nie przejrzałam jaj - po iluś tam akcjach po prostu musiałam
                      przyznać, ze nie mam pojęcia kiedy kłamie - a nie zawsze można to
                      udowodnić.

                      Na jakich jej dobrych cechach można się skupić w wychowaniu ?

                      Ogólnie to dobre dziecko - wrażliwe - może nawet tą arogancją
                      kryjące swoją wrażliwość, zdolne, otwarte, odważne, umiejące - jak
                      chce - wspaniale bawić się z młodszymi braćmi. Żeby jeszcze umiała
                      bardziej słuchać a mniej gadać - upiera sie przy swoim do upadłego,
                      nawet jak nie ma racji. nie da sobie wytłumaczyć, ze sie myli i w
                      sumie ośmiesza upierając sie przy błędzie sad
                      • mader1 Re: z drugiej strony 03.10.08, 13:00
                        > Ogólnie to dobre dziecko - wrażliwe - może nawet tą arogancją
                        > kryjące swoją wrażliwość, zdolne, otwarte, odważne, umiejące - jak
                        > chce - wspaniale bawić się z młodszymi braćmi.

                        To fajna jest smile Chrześcijanka powinna być odważna. Ja nie wiem, czy jestem,
                        chyba nie. Dużo więcej w życiu by mi się udało, gdybym była odważna.
                        • nati1011 Re: z drugiej strony 03.10.08, 14:15
                          > To fajna jest smile Chrześcijanka powinna być odważna. Ja nie wiem,
                          czy jestem,
                          > chyba nie. Dużo więcej w życiu by mi się udało, gdybym była
                          odważna.

                          Jak w ubiegłym roku młoda sprzeciwiła się tym wróżbom w szkole - to
                          sama nie byłam pewna, czy mnie by było stac na taką odwagę. Pewnie
                          po prostu nie poszłabym do szkoły. No ale potem to zostąło mi już
                          tylko ją bronić i wspierać w tej odwadze smile))
                          • franula Re: z drugiej strony 03.10.08, 16:36
                            nati ja tak niesmiało bo moje jescze za małe ale długo myslałam,
                            także o moich trzech siostrzenicach z którymi ciągle klopoty sa o
                            obowiązki i takie tam... i pozwole sobie jednak rzucić pomysł

                            chociaz pewnie cos takiego juz przerabiałaś

                            rozmowa o prawach i obowiązkach. Że w rodiznie każdy ma takowe.Te
                            niezbywalne prawa dzieckasmile ale też te zbywalne przywileje.
                            Że tata ma obowiązki i prawa i mama. Że się tym w rodzinie dzielicie
                            i że na tym polega doroslość i dorastanie ze jets coraz więcej praw
                            ale i obowiązków i odpowiedzialności. I że jedno od drugiego zależy.
                            najlepiej to widac po rodzeństwie starsze może później wracać, czy
                            chodzić spac ale ma więcej obowiązków w domu a mlodsze nie.
                            I że od obowiązków jeszcze się nie jest slużącą - mam chyba tez nią
                            nie jest?

                            Opowiedziałabym szerzej o obowiązkach całej rodziny o pracy żeby
                            zarobic pieniądze, o codziennym gotowaniu pracniu sprzątaniu (daję
                            slowo że ja tego wsyztskiego w dzieicństwie nie widziałam.)

                            I że skoro ma już AŻ 11 lat to może więcej niż jak miała 6 ale i
                            więcej musi. Do jej obowiązków nalezy nauka (odrabianie lekcji ale i
                            niespóźnianie się do szkoly), minimalny porządek wokół siebie
                            (powiedzmy że odpuścmy jej pokój ale nie zaśmiecanie przestrzeni
                            wspólnej) i powiedzmy to odnoszenie naczyń. I ma prawa: kiesoznkowe,
                            zabawa z kolezankami etc. I jedno od drugiego zależy.

                            No i dalej w tym duchu - jeśli bedzie wypelniac obowiązki to będa i
                            nagrody.... ale nie chodzi mi os uper nagrody ekstra wyjscia tylko
                            nagrody -przywileje dziecka w tym wieku.

                            Może skrajną wersją takiego postaiwnia sprayw bylo jak moja mama
                            przez pewnien czas wypłacala mi kieszonkowe codziennie wieczorem po
                            sprawdzeniu czy pokój byl ogarnięty.

                            Jest w psychologii pojęcie wewnatrz i zewnatrzsterowności. robi coś
                            ze względu na motywację wewnetrzna lub zewnętrzną. Chcielibysmy by
                            dzieci same z siebie się uczyly dla własnje przyjemności ale cóż.
                            jesli tak nie jest musimy tym sterowac zzewnątrz. Genrelanie proces
                            wychowywania oznacza chyba próbę zmiany motywacji dzieci z
                            zewnętrznej na wewnetrzną...


                            sorry za chaotyczną wypowiedź Młoda się budzi...
            • mader1 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 20:17
              Nie stwierdzono żadnej
              choroby poza wybitnie silnym charakterem i wysoką umiejętnością
              manipulacji innymi.

              to czemu pytałaś o dysleksję ? I czy jej zachowanie może być związane z dysleksją ?
              • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 22:58
                ma dyslekcję - dysgrafie i dysortografie -czyli to samo co ja. Nie
                ma problemu z liczeniem czy czytaniem ze zrozumienie. To nie jest
                choroba. Raczej zaburzenie cywilizacyjne. Mnie to w niczym nie
                przeszkadzało (poza maturą z polskiego) - zwłaszcza w
                podporządkowaniu się obowiazujacym regułom.
                ALe ona jest roztrzepana, nieuważna, nie potrafi się skupic na tym
                co robi. Nie słyszy - faktycznie nie słyszy co do niej mówię- jest
                jakby nieobecna. Stąd wałkowanie neurologa - ale niczego się nie
                dopatrzył.
                • mader1 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 23:23
                  myślę, że powinnaś więcej poczytac o dysleksji
                  Tu jest tylko artykuł ze zwykłej wikipedii, ale już tam widać,że pewne problemy
                  mogą się pojawiać także w innych obszarach
                  pl.wikipedia.org/wiki/Dysleksja
                  na przykład tu
                  "# trudności występujące na lekcjach wychowania fizycznego – błędne rozumienie
                  instrukcji ćwiczeń spowodowane słabą orientacją w schemacie ciała i przestrzeni
                  , obniżona sprawność ruchowa
                  # nierównomierna koncentracja uwagi, wolne tempo pracy"
                  Albo taki link
                  www.dardysleksji.pl/t03.php?s=3
                  a tam
                  "może mieć trudności z określeniem czasu i zarządzaniem nim, mieć trudności z
                  punktualnością "
                  "może przejawiać skłonności do nieporządku lub do przesadnego uporządkowania"
                  i
                  "może mieć skłonność do infekcji i alergii, przejawiać nadwrażliwość na
                  jedzenie, dodatki i produkty chemiczne zawarte w pożywieniu"
                  albo
                  "gdy jest pod wpływem stresu, presji czasu, jest zakłopotany lub chory, liczba
                  popełnianych błędów wzrasta a symptomy dysleksji są wyraźniejsze "
                  "przez nauczycieli i otoczenie często uważany za leniwego, mało zdolnego,
                  nieuważnego, niedojrzałego, „starającego się niewystarczająco” lub sprawiającego
                  problemy wychowawcze"

                  Stąd może objawy, które rozpoznajemy i u swoich dzieci,ale z którymi dajemy
                  sobie radę, u Twojego są nasilone.

                  Z czasem - to znaczy punktualnością. Może spróbuj wobec tego w ten sposób...
                  może nastawianie budzika ( do gotowania jajek ?) na odpowiednie czynności rano -
                  jedzenie, ubieranie, mycie...? Tak żeby widziała upływ czasu ? Oczywiście to
                  wszystko z zapasem.Gdyby to ją mocno stresowało, wycofaj się.
                  • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 23:32
                    no właśnie - trochę związku z tą dyslekcją widzę. W dodatku czynniki
                    obiektywne - moja choroba i ostatnie częste choroby synka -
                    przewracają do góry nogami wszelkie plany i systematyczność. sad

                    Trudne to wszystko. Ale skoro dostałam takie dziecko to powinnam
                    sobie poradzić. Dlaczego wiec sobie nie radzę? Czasami jestem
                    zupełnie bezsilna.
                    • mader1 co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 08:31
                      > Trudne to wszystko. Ale skoro dostałam takie dziecko to powinnam
                      > sobie poradzić. Dlaczego wiec sobie nie radzę? Czasami jestem
                      > zupełnie bezsilna.

                      Poradzić ? Może ktos ma pomysł, co to znaczy poradzić sobie z dzieckiem ?
                      No bo jeżeli dostajesz do opieki istotę bardzo różna od siebie ( albo przeciwnie
                      denerwująco podobna - kiedy boisz się, że te cechy, które tobie życie
                      pokomplikowały i u niej będą dominujące) i musisz jej jednocześnie strzec,
                      pokazywać jej Boga i uczyć, że jest godna miłości i szacunku nie ze względu na
                      swoje cechy, a ... po prostu bycie człowiekiem...
                      A strzec obejmuje całość osoby... To oznacza i dać jeść czy pić ( co jak wiemy
                      rano jest ogromnie trudne) i pilnować, by spała ... by potrafiła "pójść w świat"
                      i znała reguły, którym się rządzi... strzec to oznacza też słuchać Anioła, który
                      może pokazać się nagle, we śnie i powiedzieć najdziwniejszą rzecz - na przykład
                      pakujcie się i przenoście, bo dziecku grozi niebezpieczeństwo ( zmień swoje
                      postępowanie, zmień swoje przyzwyczajenia, bo dziecku grozi niebezpieczeństwo)...
                      W takiej sytuacji o co chodzi z porządkiem ? hmmm... czy chodzi o sam bałagan,
                      który rzadko zagraża życiu... czy o nauczenie, że w społeczeństwie osoby, które
                      mają bałagan wokół siebie, które żyją w syfie są " gorsze", mniej cenione ? Po
                      pierwsze - czy to prawda ? ( był dawno temu wątek o bałaganie i pajęczynach,
                      warto spojrzeć)
                      Po drugie, jak dotrzeć ? Można bez żadnych " sposobów" spróbować... Może usiąść
                      jak przyjaciel, pośród tych wszystkich szpargałów i powiedzieć, że to Cię
                      martwi, bo boisz się, ze taką fajną dziewczynkę, będą bliscy widzieli przez
                      pryzmat bałaganu. Że część ludzi nie dotrze do jej " wnętrza", bo się zniechęci
                      ? Czy o to się martwisz ? Czy można lubić czy cenić osobę, do której przychodzi
                      się i ma " syf" w domu, bałagan na biurku w pracy ? Odpowiedź nie jest taka
                      oczywista. Może zaproście raz czy drugi koleżanki. Zasugeruj, że lepiej będą się
                      czuły,jak będzie porządek, ale zostaw decyzję jej. Niech sobie porówna.
                      Nati, skoro ją dostałaś, weź kartkę i spisz sobie rzeczy, na których Ci BARDZO
                      zależy, które uważasz za niezbędne do funkcjonowania, konieczne do nauczenia,
                      nie ze względu na to, żeby wypaść jako dobra matka, ale ze względu na JEJ DOBRO.
                      Zobacz, ile już umie.
                      Skoro ona ma kłopoty z wysłuchaniem Ciebie, skup się na rzeczach naprawdę
                      ważnych. Czasu jest dużo i mało. Kłócąc się z nią w równym stopniu o drobiazgi,
                      co o rzeczy ważne, tracisz energię i czas.
                      No i słowa, dobieraj je. Oducz się myśleć o niej " w porównaniu" do siebie jaką
                      pamiętasz, do brata. Nie pozwalaj sobie na takie myśli, bo potem, w emocji takie
                      słowa jednak padają " ja w Twoim wieku to..." a... one właściwie kończą rozmowę.
                      Pomyśl sobie, że skoro ona jest tak różna od Ciebie i Tobie trudno z tym, bo nie
                      rozumiesz, jak ona coś może lub czegoś nie robi, pomyśl sobie , że ona też "
                      spadła " w Twoje ramiona i dla niej też ta rola nie jest łatwa. Dostaliście się
                      jakoś nawzajem i trzeba to przeżyć, ale tak, żeby się nawzajem nie poniszczyć.
                      • a_weasley Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 09:47
                        mader1 napisała:

                        > czy chodzi o sam bałagan, który rzadko zagraża
                        > życiu...

                        ...natomiast nawyk bałaganiarstwa bywa powodem kłopotów.
                        "Straż jest gotowa w ciągu minuty;
                        Konia prowadzą - koń nie podkuty!
                        Trzeba zawołać szybko kowala!
                        Pożar na dobre już się rozpala..."
                        Co mówi doświadczony bałaganiarz, któremu czas stracony na szukanie kluczy od
                        mieszkania, kluczyków od samochodu, telefonu, kartki z numerem innego telefonu
                        itp. już się chyba sumuje w lata.

                        > Po drugie, jak dotrzeć ? Można bez żadnych
                        > "sposobów" spróbować... Może usiąść jak przyjaciel,
                        > pośród tych wszystkich szpargałów

                        Przypomina mi to nieco radzenie osobie depresyjnej, żeby się wzięła w garść.
                        Może się mylę, ale ze wcześniejszych notek Nati odnoszę wrażenie graniczące z
                        pewnością, że takie rozwiązania zostały już przećwiczone.
                        • mamalgosia Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 09:58
                          a_weasley napisał:


                          > ...natomiast nawyk bałaganiarstwa bywa powodem kłopotów.
                          Arturze, myślę własnie sobie, że Córka nati może właśnie jest
                          najzwyczajniej bałaganiarą. I to wszystko! Może to byc przyczyną
                          kłopotów (choć neikoniecznie w postaci niepodkutego konia czy
                          dziurawej beczki), ale każdy z nas ma wady. Może ta Dziewczynka ma
                          tę wadę. I tyle. Pewnie, że można i trzeba próbować to choć trochę
                          zmieniać, ale nie demonizować (co nie znaczy, że machnąć ręką).


                          > Co mówi doświadczony bałaganiarz, któremu czas stracony na
                          szukanie kluczy od
                          > mieszkania, kluczyków od samochodu, telefonu, kartki z numerem
                          innego telefonu
                          > itp. już się chyba sumuje w lata.
                          Na coś trzeba tracić czassmile przy innych wdaach traci się go na inne
                          sprawysmile Na przykład na tym forum przeczytałam, że na martwienie sie
                          jest szkoda czasu - no proszę, a ja namiętnie na to właśnie zużywam
                          mój wolny i niewolny czas. Tak więc arturze, jeden wraca po klucze,
                          a inny w tym czasie traci nerwy martwiąc się nieistniejącymsmile


                          >
                          > > Po drugie, jak dotrzeć ? Można bez żadnych
                          > > "sposobów" spróbować... Może usiąść jak przyjaciel,
                          > > pośród tych wszystkich szpargałów
                          >
                          > Przypomina mi to nieco radzenie osobie depresyjnej, żeby się
                          wzięła w garść.
                          Bardzo, bardzo, bardzo podoba mi sie to co napisałeśsmile))
                          • a_weasley Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 10:55
                            mamalgosia napisała:

                            > Arturze, myślę własnie sobie, że Córka nati
                            > może właśnie jest najzwyczajniej bałaganiarą.

                            W to nie wątpię. Popularna skłonność, większość gatunku się z tym rodzi i w
                            ramach socjalizacji jest z tego leczona - jedni skuteczniej, inni mniej skutecznie.
                            Jeśli rodzice w końcu po dziecku sprzątają, dziecko uczy się, że opłaca się
                            przeczekać. Człowiek jest z natury istotą miłującą wygodę.

                            > I to wszystko!

                            No cóż, na tle tego, co pisze Nati, wniosek ten wydaje mi się nadto
                            optymistycznym. Jeśli dobrze zrozumiałem, jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

                            > Na coś trzeba tracić czassmile

                            Zapewne... ale znam sporo przyjemniejszych sposobów wink
                            Idę robić zimę.
                            • nati1011 Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 11:02
                              1. Jej bałagan utrudnia życie całej rodzinie - bo przenosi sie na
                              całą powierzchnie mieszkalną.

                              2. utrudnia mi pracę - przez parę lat pracowałam w domu i czasem
                              odwiedzali mnie kliencie - nawet bez uprzedzenia, wiec majtki na
                              środku salonu były nie do przyjecia

                              3. Jej opór przy codziennych - zwykłych czynnościach - marnuje tez
                              bardzo dużo mojego czasu. Przez to nie ma go juz na przyjemności,
                              zabawę, czytanie... dzieci na tym cierpią. I tworzy się błędne koło.

                              Sa rzeczy, kóre trzeba robić - jeść, myć sie, spać, odrabiać lekcje
                              bez wzgledu czy mamy na to ochote czy nie. Im szybciej dziecko to
                              zaakceptuje tym łątwiej bedzie mu w życiu.
                              • mader1 Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 12:50

                                > Sa rzeczy, kóre trzeba robić - jeść, myć sie, spać, odrabiać lekcje
                                > bez wzgledu czy mamy na to ochote czy nie. Im szybciej dziecko to
                                > zaakceptuje tym łątwiej bedzie mu w życiu.

                                to prawda. Niektórzy nawet z jedzenia, mycia się - szczególnie w piankach i
                                kulkach- spania i odrabiania lekcji mają przyjemność...
                                Ja ze wszystkich tych rzeczy smile)))
                                Ostatnio wysłuchałam przemowy pani gastrolog, która poradziła mi, żebym zamiast
                                pytać " już zjadłeś ?" albo ponaglać " jedz, jedz" , pogadała w trakcie jedzenia
                                o jedzeniu smile))))) Powiedziała, co mi smakuje, co ładnie wygląda na talerzu... i
                                takie tam...
                                Rano nie ma szansy na ten sposób, bo... no ja po prostu piję kawę z nimi razem
                                przy stole, nie jem, bo nie potrafię w takim tempie smile))))
                                Natomiast chyba ( ?) nie jest to głupi sposób, bo kiedyś po lekkim wygłodzeniu i
                                poczytaniu fragmentu późniejszego tomu Ani z Zielonego na temat wspólnego
                                smażenia i jedzenia pstrągów, przekonałam dziecko do ryby , której wcześniej
                                nienawidziło. Teraz lubi pstrągi smile))))
                        • nati1011 Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 10:55
                          a_weasley napisał:

                          > Przypomina mi to nieco radzenie osobie depresyjnej, żeby się
                          wzięła w garść.
                          > Może się mylę, ale ze wcześniejszych notek Nati odnoszę wrażenie
                          graniczące z
                          > pewnością, że takie rozwiązania zostały już przećwiczone.

                          Masz rację Arthurze. Przećwiczyliśmy już wszystko. Chyba. Przez
                          pierwsze lata jakoś sobie radziliśmy - problem "wybuchł" gdy urodził
                          sie brat (choć zastosowaliśmy sie do wszystkich madrych porad w tym
                          rakresie - za wyjątkeim zwrotu młodszego brata do sklepu) oraz
                          pójścia młodej do szkoły. Nie ja nie chcę zwalać całej winy na
                          szkołe. Ale w przypadku mojej córki te wszhystkie dyrdymały o
                          prawach dziecka i brak dyscypliny padły na wyjątkowo podatny grunt i
                          spowodowały obecny efekt.
                        • mmk9 "weź sie w garść" 03.10.08, 11:04
                          no, fajnie, już wiemy, ze sie tak nie mowi do osoby z depresją. Bo
                          bezcelowe i denerwujące, a wiec szkodliwe, choć korci, oj korci.
                          A co z dzieckiem w trudnym wieku, ktore być moze wlaśnie musi z
                          pewnych rzeczy wyrosnąć, do innych dorosnąć ? Ładnie tak wciąż
                          pokrzykiwać "zmień sie, zmień sie, zmień sie"? Mader powiedziała już
                          wszystko, ja dodam tylko tyle - skoro mała ma taką zdolność
                          manipulacji, to moze zostanie psychologiem ? Takim od ściągania
                          desperatów z wieżowcow i od pocieszania ofiar katastrof ? Czasem i
                          to się przydaje.
                          • nati1011 Re: "weź sie w garść" 03.10.08, 11:08
                            mmk9 napisała:

                            skoro mała ma taką zdolność
                            > manipulacji, to moze zostanie psychologiem ? Takim od ściągania
                            > desperatów z wieżowcow i od pocieszania ofiar katastrof ? Czasem i
                            > to się przydaje.

                            smile))
                        • mader1 Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 12:30

                          > ...natomiast nawyk bałaganiarstwa bywa powodem kłopotów.

                          nie wątpię. I znam z autopsji... Ale już mój mąż świetnie się " znajduje" w
                          bałaganie. Nic ( no, może prawie nic) mu nie ginie.
                          Ja mam większy porządek i często czegoś szukam smile))))


                          > Przypomina mi to nieco radzenie osobie depresyjnej, żeby się wzięła w garść.

                          A... mi nie. Przećwiczyłam na swoich dzieciach. Czasem one zapominają, nie mają
                          świadomości " czemu ja się czepiam". To nie są dorośli. Czasem przyjazna
                          rozmowa, że niepokoję się i dlaczego - rozmowa , nie monolog - i wciągnięcie
                          dziecka, już jednak starszego dziecka, w problem " jak myślisz, czy możemy coś z
                          tym zrobić ? A może codziennie... i tu coś tam..." , czasem przyjazna rozmowa
                          powoduje, że ono powie z czym ma konkretnie problem... dlaczego uważa, że się
                          czepiam... Czasem ono ma jakieś swoje argumenty...
                          Czasem opracowujemy jakiś plan. Można go zapisać, wywiesić...
                          Ja nie piszę, że Nati tego nie próbowała, bo nie wiem czego próbowała dokładnie.
                          Ja też w sumie dużo rzeczy próbowałam i nawet mam sukcesy ( jak to brzmi...), a
                          jednak byłam wdzięczna w innym wątku Mamalgosi za poddanie nowego pomysłu i być
                          moze przeczytam książkę poleconą przez Samboragę.
                          Jeżeli bowiem do tego małego człowieka nie dociera to, co mu mówię, to aby
                          dotarło nie zawsze wystarczy krzyknąć to samo czy powtórzyć to samo
                          wielokrotnie,nie zawsze trzeba uważać, ze zmiana ma się dokonać tylko w nim,
                          czasem trzeba trochę zmienić swoje nastawienie, czasem zmienić metodę... czasem
                          pogodzić się z drobnymi " niepowodzeniami", a zawalczyć o rzeczy wielkie. Po
                          prostu dwie osoby muszą się " dostroić".

                          > Może się mylę, ale ze wcześniejszych notek Nati odnoszę wrażenie graniczące z
                          > pewnością, że takie rozwiązania zostały już przećwiczone.

                          No to przepraszam za zajmowanie czasu. Niekiedy rzeczywiście forumowicze podają
                          rozwiązania już przećwiczone, jedni szybciej się orientują, co było
                          przećwiczone, inni wolniej.
                          To w takim razie bardzo współczuję.
                          • nati1011 Re: co to znaczy poradzić ? 03.10.08, 14:13
                            > No to przepraszam za zajmowanie czasu. Niekiedy rzeczywiście
                            forumowicze podają
                            > rozwiązania już przećwiczone, jedni szybciej się orientują, co było
                            > przećwiczone, inni wolniej.
                            > To w takim razie bardzo współczuję.


                            Nie przepraszaj - Twoje rady są dla mnie bardzo cenne - nawet jeżeli
                            piszesz o tym co już zrobiłam. To wtedy potwierdzasz, ze robiłam
                            dobrze smile)
                          • skrzynka3 Re: co to znaczy poradzić ? 06.10.08, 22:29
                            Mader a mnie akurat to co napisalas w tamtym poscie bardzo
                            pomoglo smile i sie przydalo. Nie po raz pierwszy zdarza mi sie ze
                            piszesz cos do kogos innego co idealnie trafia w odpowiednia
                            chwile smile
                            Czytam ten watek bardzo uwaznie z powodow osobistych.
                            Tez mam aktualnie kryzys z jedna latorosla i czesc nitek jest
                            zbiezna z tym co pisze Nati sad

                            U nas rzeczywiscie potwierdzily sie zaburzenia SI.Jest dysgrafia i
                            dysortografia (po mamusi smile)Sa od zawsze jak ja to nazywam klopoty
                            z "opanowaniem czasu, przestrzeni i przedmiotow".

                            Robilismy w domu, sami rozne rzeczy zalecone przez terapeute SI i na
                            pewno nie bylibysmy tu gdzie jestesmy gdyby nie to. Dowiadywanie sie
                            o zaburzeniach SI uswiadomilo mi tez jak odbiera swiat moje dziecko,
                            skad wynika wiele Jego problemow.
                            Bylo wiele roznych strategii, sposobow, zmian w nas (tak my tez
                            swoimi bledami nie pomagalismy wiele razy naszemu synkowi).

                            Jest postep.

                            Ale czasem...czlowiek gdera, zamartwia sie, denerwuje,
                            krzyczy...rece i skrzydla opadaja.

                            Dla mnie akurat ten post przyszedl w dniu kryzysu i pozwolil
                            popatrzec na to z pewnego dystansu.

                            Dziekujesmile




                            "Dlaczego kobieta ma tak dużo pracy w domu?
                            A śpi w nocy to i się jej zbiera!"
                            • mader1 Re: co to znaczy poradzić ? 06.10.08, 22:45
                              Dziękuję

                              > Dla mnie akurat ten post przyszedl w dniu kryzysu i pozwolil
                              > popatrzec na to z pewnego dystansu.

                              W moim przypadku tez tak czasem jest. Martwię się czyms, ale w taki " codzienny
                              sposób" i nawet nie mam czasu czy siły o tym pisać, a potem czytam czyjś post,
                              radę, fragment tekstu... i ... pomaga mi tego dnia smile
                            • nati1011 Re: co to znaczy poradzić ? 07.10.08, 08:40
                              skrzynka3 napisała:

                              > Jest postep.
                              >
                              > Ale czasem...czlowiek gdera, zamartwia sie, denerwuje,
                              > krzyczy...rece i skrzydla opadaja

                              smile) Trzymaj sie Skrzynka. Ja też tak mam. Teoretycznie wiem, że są
                              postępy, ale chciałabym już, zaraz, a nie za kilka miesięcy... W
                              końcu rodzice też są ludxmi i czasem brak im anielskiej
                              cierpliwości.

                              > Bylo wiele roznych strategii, sposobow, zmian w nas (tak my tez
                              > swoimi bledami nie pomagalismy wiele razy naszemu synkowi).
                              >

                              A ja myślę, ze to normalne i naturalne, że rodzice w pierwszej
                              kolejności stosują to, co w ich wypadku bywało skuteczne. Dopiero
                              jak to nie pomoże, to szukają przyczyny i pomocy. I wtedy czasem
                              dowiadują sie, ze ich dziecko widzi te sprawę inaczej. ALe czy to
                              wina rodziców? Czy dziecka? To po prostu trudna sytuacja, z którą
                              trzeba się zmierzyć. Popełniając pewnie błedy, ale przecież robiąc
                              to wszystko z miłości.

                              Mader - ja tez dziekuję. Ty zawsze potrafisz napisać tak do
                              człowieka - bez wciskania go w podłogę smile)
          • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 21:00
            magdalaena1977 napisała:


            > Trochę mnie przeraziły takie zaściankowe poglądy w ustach osoby
            tak sensownej i
            > sympatycznej jak Ty.
            Być może zaściankowa jestem dlatego, ze mieszkam w zaścianku i
            stamtąd pochodzę


            >
            > (psycho)terapie są dla osób psychicznie chorych i z różnymi
            zaburzeniami natury
            > psychicznej. Są im równie potrzebne jak rehabilitacja osobie
            niesprawnej
            > ruchowo.
            Jeśli masz ochotę, to poczytaj, co miałam na myśli - w poście
            powyżej, do imbirki


            I jeśli ta forma leczenia jest dostępna tylko dla "wielkomiastowych i
            > bogatych" to jest to kwestia wyłącznie niedostatków naszego
            systemu ubezpieczeń
            Oczywiście. Tylko często w poradach nie bierze się tego pod uwagę.
            Kiedyś dziewczynka w jednej z klas pokazywała zdjęcia z pobytu na
            jakiejś egzotycznej wyspie (nie pamiętam, jakiej). Gdy koleżanka
            westchęła: "Chciałabym tam być...", tamta zdzwiona zapytałą: "To
            czemu nie pojedziesz?". I to nie było ze złośliwością, czy jakąś złą
            wolą - po prostu gdy się coś ma, czasem zapomina się, ze nie każdy
            może to mieć


            • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 02.10.08, 23:04
              mamalgosia napisała:

              > magdalaena1977 napisała:
              > > Trochę mnie przeraziły takie zaściankowe poglądy w ustach osoby
              > > tak sensownej i sympatycznej jak Ty.
              > Być może zaściankowa jestem dlatego, ze mieszkam w zaścianku i
              > stamtąd pochodzę

              > > (psycho)terapie są dla osób psychicznie chorych i z różnymi
              > > zaburzeniami natury psychicznej.
              > > Są im równie potrzebne jak rehabilitacja osobie niesprawnej ruchowo.

              > Jeśli masz ochotę, to poczytaj, co miałam na myśli - w poście
              > powyżej, do imbirki

              W takim razie muszę przyznać, że nie bardzo wiem, o co Ci chodziło.
              Uważasz psychoterapię za wymysł bogatych mieszczuchów czy nie ?

              > > I jeśli ta forma leczenia jest dostępna tylko dla "wielkomiastowych i
              > > bogatych" to jest to kwestia wyłącznie niedostatków naszego
              > > systemu ubezpieczeń
              > Oczywiście. Tylko często w poradach nie bierze się tego pod uwagę.
              Ale to znacznie uczciwsze, jeśli chodzi o zdrowie.
              Przykro jeśli Jaś - wcześniak z wielodzietnej wiejskiej rodziny nie ma szans na
              dodatkowe szczepionki i porządną rehabilitację, które dostanie Krzyś - wcześniak
              wyczekany jedynak menadżerów z Warszawy. Ale nie ma sensu tłumaczyć sobie, że
              „ta cała rehabilitacja pani, to tylko męczenie dzieciaka”.
              • mamalgosia Re: dyscyplina bez "klapsa" 03.10.08, 09:34
                magdalaena1977 napisała:


                >
                > W takim razie muszę przyznać, że nie bardzo wiem, o co Ci
                chodziło.
                > Uważasz psychoterapię za wymysł bogatych mieszczuchów czy nie ?
                Powiem szczerze: nie chce mi sie brnąć w ten temat, bo musiałabym
                zejść na sprawy prywatne, a tego chcę uniknąć. Nie, nie wymysł
                mieszczuchów (bogatych), ale wymysł (skoro już użyłaś tego słowa)
                nadużywany i to częściej właśnie przez bogatych mieszczuchów
                (kontynuując Twoje nazewnictwo). Często jest konieczna, częstop
                neipotrzebna, a pomiędzy tymi dwiema skrajnościami jest kontinuum
                sytuacji, wktórych można pomóc byciem z daną osobą, pracą nad nią /z
                nią, czy po prostu miłością. Ale można - zamiast tego wspólnego
                wysiłku - powiedzieć: "idź ty lepiej z tym dzieckiem/ze sobą na
                terapię". I o takie sytuacje mi chodzi. Ale naprawdę już nie chcę
                tego drążyć. Jesli o mnie chodzi, to mogę pozostać w Twoich (i nie
                tylko Twoich) oczach zaściankowa. Tym bardziej, że rzeczywiście taka
                jestemsmile


    • pawlinka Re: dyscyplina bez "klapsa" 03.10.08, 20:49
      u nas sposobem jest wspólne sprzątanie. Nie udaje mi się nic
      osiagnąć, kiedy staję w drzwiach pokoju i mówię: "ale tu
      bałagan!!!!!" a już zupełnie przegrywam, kiedy denerwuję się,
      krzyczę, gadam za dużo.
      Co działa najczęściej (bo ja mam normalne dzieci, więc nie ma "raz
      na zawsze")? Krótkie zdanie: "miejsce bluzy jest w szafie", "księżki
      nienawidzą leżeć na podłodze", "brudy - do pralki"... Lubie sprzątać
      i muszę - lokalowe warunki. Pomagam im, bo co to znaczy "zrób tu
      porządek"? Abstrakcja zupełna. Inaczej brzmi: "najpierw sprzątnijmy
      samochodziki z podłogi", "teraz klocki...". Moje dzieci też lubią,
      kiedy w domu jest przejrzyściesmile mówią o tym.
      • verdana Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 16:06
        A ja tu widze zupelnie inny problem niz powolność lub balaganiarstwo
        dziecka.
        Problem jest nie w dziecku, a w calej rodzinie. Toczy się w niej
        permanentna wojna domowa, o sprawy wazne i niewazne. W takiej wojnie
        nie ma remisu, sa zwycięzcy i pokonani.
        Wobec tego obie strony starają się zyskać przewagę - i Twoje dziecko
        nie słucha, bo jesli poslucha, to przegra. Bo zrobi cos nie dlatego,
        ze sama doszła do tego, ze warto, tylko dlatego, że Ty wygrałas.
        Wiec tym bardziej nie masz szans, aby poddała się i zaczęła być
        posluszna.
        Cos szwankuje nie z dzieckiem, tylko z komunikacja i ze stosunkami w
        rodzinie.
        • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 18:24
          Verdana:

          > Cos szwankuje nie z dzieckiem, tylko z komunikacja i ze stosunkami
          w
          > rodzinie.

          zapewniam Cię, że zarówno stosunki jak i komunikacja w naszej
          rodzinie jest w jak najleszym porządku. I nie ma mowy o rywalizacji.
          W spokojnych rozmowach córka w zupelnosci się zgadza z naszymi
          wymaganiami i wie, ze robi źle - ale na codzień nie potrafi nad tym
          zapanować.

          > Problem jest nie w dziecku, a w calej rodzinie. Toczy się w niej
          > permanentna wojna domowa, o sprawy wazne i niewazne.

          Proponuję w przyszłości zastanowić się dwa razy zanim napisze sie
          coś takiego o rodzinie, której się w życiu na oczy nie widziało.
          • verdana Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 21:45
            Jesli Ty mowisz a onanie robi, Ty się denerwujesz, ze dziecko nie
            sluchai pytasz co robić - to naprawde, wina nie lezy tylko w
            dziecku. To, ze komunikacja szwankuje nie oznacza, ze ze spoba nie
            rozmawiacie, ze nie jest milo, ze corka nie ma do Ciebie zaufania.
            Oznacza to tylko, ze corka nie liczy sie z tym, czego od niej
            oczekujesz, ze puszcza mimo uszu Twoje prosby. To jest wlasnie
            szwankowanie komunikacji.
            Wiesz, czasem (to wiem z wlasnego doswiadczenie) warto szukac
            przyczyn konfliktow i zaburzeń wtakze w swoim dzialaniu, a nie tylko
            w dziecku. Psychologowie dziecięcy twierdza, ze niemal w 100%.
          • mirellka74 Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 22:21
            > > Problem jest nie w dziecku, a w calej rodzinie. Toczy się w niej
            > > permanentna wojna domowa, o sprawy wazne i niewazne.
            >
            > Proponuję w przyszłości zastanowić się dwa razy zanim napisze sie
            > coś takiego o rodzinie, której się w życiu na oczy nie widziało.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20823&w=51238201&a=54474409
            Przepraszam Cie bardzo, ale z tego co piszesz to milosci tu nie za
            wiele miedzy doroslymi....
            Ale, jak to bylo? Milosc to nie uczucie przeciez.....
            Proponuje jeszcze wpisac w wyszukiwarke slowo "corka" i
            osobno "syn", dwa bieguny wypowiedzi.
            Dla mnie przerazajace jest to wszystko.....
            Im szybciej zrozumiesz, ze problem jest w rodzicah, a nie w dziecku
            tym lepiej bedzie sie Wam zylo w przyszlosci.
            Pozdrawiam
            M.
            • mader1 Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 22:46
              No dobra, ale trzymajmy się tego

              "Dzisiaj jesteśmy innymi ludźmi. Obydwoje. W kwietniu
              będziemy obchodzić 10 rocznicę ślubu, a 3 lata temu do Asi dołączył Kubuś."

              Pisze o niej Asia smile W tym wątku tak nie pisała ...
              Trzeba się z Asią dogadać smile))) poczekać aż dojrzeje smile
              Na forum psychologia był taki wątek o dzieciach bałaganiarzach...
              Wiemy, że nawet dorośli bałaganiarze , którzy już znają problem, a mało tego,
              wiedzą, że powinni z nim walczyć, mają z tym kłopot...
              Ci, którzy nie radzą sobie z emocjami, już jako dorośli ludzie też obiecują
              sobie poprawę, pracują nad tym ze spowiednikiem, mają do dyspozycji sakramenty,
              a ciągle wybuchają... To samo z każdym problemem...
              Nie łudźmy się, że jeżeli nasze dziecko ma jakąś " wadę", a problem ze sobą, z
              cechą, z która się urodziło czy ją nabyło, pozbędzie się jej pod wpływem
              rozmowy, krzyku czy zastosowania jakichś " sposobów"... Towarzyszymy mu w
              dźwiganiu jego krzyża, który dostało. Towarzyszymy.Staramy się pomóc,wychować...
              • verdana Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 23:25
                Moze jeszcze o komunikacji:
                Ja naprawde mam dobry kontakt z dziecmi. I mówilam synowi "ucz się".
                Mówiłam "przeciez mozesz, dlaczego nie odrabiasz lekcji",
                mówiłam "nie bąż leniwy", mówiłam " nie dostaniesz się do liceum, na
                studia, zmarnujesz sobie zycie".
                Syn słyszał "jesteś glupi, nic z ciebie nie będzie".
                Tyle.
                Gdyby nie mądry psycholog, zmarnowałabym dziecko, mimo ze bylo nam w
                domu fajnie, ja dziecko naprawde nie tylko kochałam, ale lubiłam,
                ono gadalo z nami chętnie i swobodnie. I to ja musialam się
                zmienić, nie dziecko.
                Dzisiaj prowadził pierwsze zajecia ze studentami. Gdyby nie zmiana
                stosunkow w rodzinie, dzisiaj w najlepszym przypadku sprzedawałby w
                sklepie.
                • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 01:04
                  Jak wybierałam się na studia i martwiłam się, czy zdam, to moja mama pocieszała
                  mnie , że nic się nie stanie, bo "w razie czego ich stać i pójdę na płatne".
                  Do dziś nie może zrozumieć, dlaczego odbierałam to jako brak wiary w moje
                  możliwości.
                  • a_weasley Re: dyscyplina bez "klapsa" 07.10.08, 10:42
                    magdalaena1977 napisała:

                    > moja mama pocieszała mnie , że nic się nie stanie,
                    > bo "w razie czego ich stać i pójdę na płatne".
                    > Do dziś nie może zrozumieć, dlaczego odbierałam
                    > to jako brak wiary w moje możliwości.

                    No to jest nas dwoje, bo ja też nie rozumiem.
                    Pocieszanie osoby, że na pewno zda, nie odnosi rezultatu. Sprawdzone wielokrotnie.
                    Natomiast wiadomo również, że człowiek się tym bardziej denerwuje, im o wyższą
                    stawkę gra. Toteż zwrócenie mu uwagi, że stawka nie jest aż tak wysoka, jak mu
                    się intuicyjnie zdaje, uważam za pomysł rozsądny.
              • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 09:27
                mader1 napisała: > Pisze o niej Asia smile W tym wątku tak nie
                pisała ...

                I nie pisałam tez Kubuś tylko młody smile Po prostu za dużo pisze o
                innych - nie chciałabym, by przeze nie ktoś mógł ich zidentyfikować.

                A jeżeli ktoś wyciaga sprawę sprawę sprzed 12 lat (i to na takim
                forum) i projektuje ją na sytuacje dzisiejszą, to naprawdę szkoda
                więcej pisac. Jakby dobrze doczytali, to wiedzieliby, ze przez
                pierwsze 6 lat nie zgłąszałam uwag do córki. Pisała o tym nawet w
                tym wątku. A wtedy - problemy małżeńskie (ciekawe kto ich nie miał)
                były już bardzo starą historią.

                Na marginesie - to do Verdany i Mirelki - życzę wam takiej miłości
                małżeńskiej jaka łączy mnie i męża.

                A córce próbuję pomóc - bo wiem, ze z takim podejściem do obowiazku
                bedzie JEJ w życiu bardzo ciężko. Za parę lat nie bedzie przy niej
                mamy, która będzie o wszystkim pamiętać i pomagać.
                • verdana Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 09:31
                  No wybcz, ale przeciez nikt Ci nie napisał, ze Wy się nie kochacie -
                  staramy się tylko wytlumaczyć, ze rodzina jest całoscia. Nie da się
                  zmienić zachowania jednego dziecka bez zmiany zachowań rodziny.
                  NIGDY nie jest tak, ze wszyscy pozostali robia dobrze, a tylko to
                  jedno, niegrzeczne, nieusluchane, sprawiające kłopoty dziecko - xle.
                  I ze cała wina lezy tylko w nim.
                  Poki się tego nie uzna, nie ma zadnych szans na zmianę zachowania
                  dziecka i tyle.
                  • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 10:52
                    Verdana:

                    Mała ma wyjątkowo twardy charakter i w sumie 1 problem: opór przed
                    podporządkowaniem się komukolwiek i brak akceptacji dla tzw
                    czynników zewnetrznych. Od amłego było widac, ze charakterek to ona
                    ma.

                    Pierwsze spotkanie z psychologiem i pedagogiem zaliczyliśmy jak
                    miała 4,5 roku - bo miała pójśc wczesniej do zerówki. Przy tej
                    okazji była też rozmowa o zachowaniu i problemach wychowawczych - bo
                    przecież takie zawsze sie pojawiają. Potem bylo kilkanaście innych
                    konsutacji i rozmów w poragni pedagogiczno-psychologicznej. Z 2
                    powodów. Bo było podejrzenia zaburzeń rozwojowyc (padaczka) i przy
                    okazji bieżąca konsultacja w zakresie zachowania. Bo skoro już tam
                    były "znajome" siły fachowe - to co jakiś czas prosiłąm o radę.
                    Szczególna potrzeba pojawiłą sie, gdy urodził się młodszy brat.
                    Córka nie potrafiła zaakceptować pojawienia się "konkurencji". Mimo
                    iż stosowaliśmy wszystkie metody łagodzące ten stres. Przez kilka
                    lat - mimo miłości do brata - było widać w niej opór przed tą
                    akceptacją. To był pierwszy powód buntu. I tak jest do dziś. Nie
                    idzie jej wytłumaczyć, ze 4 -rolatek mausi mieć mniej obowiązków niż
                    11-stolatek. Bo co do przywilejów to już problemów nie ma. Potem
                    nawarstwiły sie problemy w szkole. Przez pół roku prosiłam szkołę o
                    pomoc - ale zbywano mnie, twierdząc, ze z dzieckiem nie ma zadnego
                    problemu. Dopiero znowu przez poradnie udało uzyskać mi sie pomoc.
                    Przez cały drugi semestr Asia była pod opieką 2 specjalistów
                    (psycholog i pedagog). Chodziął na spotkania przynajmniej 3 razy w
                    tygodniu i wtedy, gdy miała problem. Dodatkowo 1-2 razy w tygodniu
                    ja spotykałam się z panią psycholog. Przewałkowaliśmy wszystko od
                    ciazy poczynając. Takie "maglowanie" (łacznie z całej rodziny)
                    przeszliśmy dwukrotnie (raz po pojawieniu sie brata, drugi raz
                    teraz) i w opini specjalisty nie było większych uwag do naszego
                    sposobu funkcjonowania jako rodziny, czy problemów w komunikacji.
                    Były drobe, korygowane na bieząco i pewnie parę jeszcze by się
                    znalazło.

                    To nie jest tak, ze ja zwalam całą winę na dziecko. Nie jest też
                    tak, zę jej nie akceptuję. Ja po prostu wiem, zę w społeczeństwie
                    trzeba pewne umiejętnosci posiadać i pewne rzeczy akceptować - jak
                    choćby to, ze trzeba często robić coś na co nie mamy ochoty lub
                    zaakceptowac podległość (w szkole, pracy, społeczęństwie). Zawsze
                    pod kogoś podlegamy. I nie zawsze są to ludzie mądrzejsi od nas czy
                    lepsi. Ale nie da sie walczyć ze wszystkimi. Warto walczyć o sprawy
                    ważne, ale nie można zmarnować życia na walkę z rzeczami, które i
                    tak niczego nie zmnienią.

                    I nie jest też tak, że to nasze wychowanie nie przynosi efektów -
                    przynosi, wiele razy o tym pisałam. Ale ja jestem słaba. Wykończona
                    przez chorobę i nie zawsze mam siłę czy nawet możliwość, by ciągnąć
                    coś miesiacami. A niestety, jak ja musze się położyć na kilka dni,
                    to moja córeczka zwalnia sie ze wszystkiego czego nie mogę
                    dopilnować. Miałam nadzieję, że jak bedzie mieć 10-11 lat, to będzie
                    mi już z nią łątwiej. A tu nie widać końca... Ja już tak po prostu
                    po ludzku wykończona jestem. A ze syn jest spokojny i grzeczny? No
                    cóż, albo nie jesteśmy takimi beznadziejnymi rodzicami, skoro nie
                    zepsuliśmy obojga, albo po prostu taki ma charakter. Jeden dostaje
                    urodę, drugi madrośc, trzeci talent muzyczny... ani to nasza zasługa
                    ani wina. ALe nad wszystkim trzeba pracować. Jeden nad talentem,
                    drugi nad wadami. Bez pracy mozna zmarnować i dziecko zdolne i
                    niegrzeczne.
                • mirellka74 Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 09:41
                  Na marginesie - to do Verdany i Mirelki - życzę wam takiej miłości
                  > małżeńskiej jaka łączy mnie i męża

                  Prosze Cie....
                  Dziekuje za zyczenia, ale wybacz ....nie skorzystamwink
                  Kazdemu wedlug potrzeb.
                  Pozdrawiam
                  M.
            • isma Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 00:20
              Wiesz, Mirellka, nie pamietam, czy masz jedno dziecko, czy wiecej, ale ja sama,
              jako wychowujaca jedynaczke, mysle sobie, ze to nie jest takie proste...

              Mysle, ze to jest naprawde wyzsza rodzicielska szkola jazdy, zeby sprawiedliwie
              obdarzac miloscia i uwaga dwoje, troje, czworo dzieci. Zeby nie faworyzowac
              tego, ktore jest do nas bardziej podobne (zwlaszcza w zakresie naszych zalet
              wink)). Albo zeby nie spisac na straty tego, ktore wydaje sie obce,
              nieprzeniknione, a w dodatku bez nas - rodzicow, jak sie wydaje, znakomicie
              sobie radzi...
              Ja tez bylam jedynaczka, ale obserwowalam - i obserwuje po dzis dzien - jak to
              wyglada miedzy moja babcia a jej dziecmi. Nieciekawie, naprawde.

              Wiec, jesli Tobie sie udalo wychowac dwojke tak, zeby nie odczuly one ani
              miligrama roznicy w Twoim zachowaniu, to gratuluje.
              Ale jesli nie...
              • k_j_z Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 05:34
                isma napisała:

                .
                >
                > Wiec, jesli Tobie sie udalo wychowac dwojke tak, zeby nie odczuly one ani
                > miligrama roznicy w Twoim zachowaniu, to gratuluje.
                > Ale jesli nie...


                Ale dlaczego maja nie odczuwać miligrama różnicy?
                Przecież "sprawiedliwie" to nie "tak samo i tyle samo".
                każde dziecko jest kimś innym i wyjątkowym.
                Więc dlaczego mamy je traktować tak samo?
                >
              • mirellka74 isma 06.10.08, 08:31
                Mam dwie corki 9 i 3.5, kocham je absolutnie po rowno, tyle ze ja
                nie dziele milosci, ale ja mnożęwink
                Oczywiscie, ze sa momenty, ze z racji wieku czasem wiecej mojej
                uwagi ma mlodsza corka, ale szczerze mowiac sa to tylko momenty.
                Mnie w wypowiedziach nati oprocz mega stanowczosci wypowiadanych
                sądow uderza polaryzacja w podejsciu do obojaga dzieci.
                Corka- klamliwa, krnąbrna, uparta, balagniara.Wlasciwie jedyna
                zalete, ktora wylowilam to odwaga.
                A mnie sie jawi dziewczynka z charakterem, ktorej ciagle ktos lamie
                kregoslup (np. konserwatyzmem, zbyt duzymi wymaganiamiitp), a ona w
                akcie buntu zachowuje sie tak jak sie zachowuje.
                A synek-ideal, grzeczny, posluszny, spolegliwy, bezproblemowy...
                Moje dzieci isma czasem moze i czuja miligram roznicy w moim
                zachowaniu, ale kazda dostaje tyle samo miligramow milosci i
                akceptacji.
                Pozdrawiam
                M.
                • verdana Re: isma 06.10.08, 09:14
                  Oczywiscie, ze dzieci nie traktuje się identycznie, ale nie widze
                  zadnego problemu, by kochac jei lubic tak samo. I wiem (bio
                  wielokrotnie pytałam), ze zadne z nich nie czuje się pokrzywdzone
                  czy "mniej lubiane".
                  Natomiast czesto widze takie zjawisko - jedno dziecko jest znacznie
                  latwiejsze w wychowaniu, albo po prostu mlodsze - i to ono jest
                  tym "wzorowym" dzieckiem. Kocha sie oboje rowno, ale jedno jest to
                  grzeczne, drugie - nie. I to wystarczy, aby były klopoty, z
                  obojgiem.
                  • isma Re: isma 06.10.08, 09:22
                    No wiec wlasnie.
                    Ja nie widze nic szczegolnie dziwnego w tym, ze Nati traktuje dzieci
                    roznie. Grunt, to to, zeby w takim samym stopniu je kochac, znaczy
                    sie chciec ich dobra, tyle.
                    Dlatego mysle, ekhm, ze Mirellka troche przesadza...
                    • nati1011 Re: isma 06.10.08, 10:57
                      isma napisała:
                      > No wiec wlasnie.
                      > Ja nie widze nic szczegolnie dziwnego w tym, ze Nati traktuje
                      dzieci
                      > roznie. Grunt, to to, zeby w takim samym stopniu je kochac, znaczy
                      > sie chciec ich dobra, tyle.

                      Ot to. Chcieć ich dobra. Nie da się dwojga dzieci całkowicie róznych
                      (płciowo, wiekowo, charakternie) traktować tak samo. Ale dla obojga
                      chcemy jak najlepiej. Gdyby mi nie zależało na córce, to machnełabym
                      ręką czakając te parę lat jak wyfrunie z domu. Albo faszerowała ją
                      lekami, co sugerował lekarz - i miała w domu bezwolne cielę.
                • nati1011 Re: isma 06.10.08, 09:19
                  mirellka74 napisała:
                  > Mnie w wypowiedziach nati oprocz mega stanowczosci wypowiadanych
                  > sądow uderza polaryzacja w podejsciu do obojaga dzieci.
                  > Corka- klamliwa, krnąbrna, uparta, balagniara.Wlasciwie jedyna
                  > zalete, ktora wylowilam to odwaga.
                  > A mnie sie jawi dziewczynka z charakterem, ktorej ciagle ktos
                  lamie
                  > kregoslup (np. konserwatyzmem, zbyt duzymi wymaganiamiitp), a ona
                  w
                  > akcie buntu zachowuje sie tak jak sie zachowuje.


                  Zapomniałaś jeszce dopisać, ze pod przymusem została przeniesiona do
                  innej szkoły i rodzice nie zważali na jej łzy i rozpacz.

                  Proponuję zaczać rozróżniać między akceptacją dziecka a pewnych jego
                  zachowań. Rozumie, że ty w domu wymagasz tyle samo od 3,5 latki co
                  od 9-ciolatki - zeby było sprawiedliwie.
                  • mirellka74 Re: isma 06.10.08, 09:31
                    > Zapomniałaś jeszce dopisać, ze pod przymusem została przeniesiona
                    do
                    > innej szkoły i rodzice nie zważali na jej łzy i rozpacz.
                    >
                    Prawda.
                    > Proponuję zaczać rozróżniać między akceptacją dziecka a pewnych
                    jego
                    > zachowań. Rozumie, że ty w domu wymagasz tyle samo od 3,5 latki co
                    > od 9-ciolatki - zeby było sprawiedliwie.
                    Wymagam od nich zupelnie innych rzeczy, bo roznia sie wiekiem, to
                    oczywiste.
                    Ale nie wymagam np. bezwzglednego podporzadkowania sie moim
                    zaleceniom, chetnie podyskutuje, pojde na uklad, czy wspolnie
                    wypracujemy tzw. zgnily kompromis.
                    I corki, glownie starsza, dzieki temu nie ma poczucie, ze robi
                    cokolwiek pod przymusem, nie szamocze sie w zbyt ciasnej klatce
                    moich oczekiwan.
                    A jesli chodzi o akceptacje....akceptuje moje corki z calym ich
                    wachlarzem wad i zalet, a zachowania....szczerze przyznam, ze trudno
                    byloby mi takie nieakceptowane przeze mnie na szybko wymienic.
                    A moze to dlatego, ze maja dobre wzorce w domu pelnym milosci i
                    wiedza, co mozna, a co nie, bez mojego zrzedzenia.Po prostu patrza.
                    Pozdrawiam
                    M.
          • magdalaena1977 Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 23:48
            nati1011 napisała:

            > Verdana:
            > > Cos szwankuje nie z dzieckiem, tylko z komunikacja i ze stosunkami
            > > w rodzinie.
            > zapewniam Cię, że zarówno stosunki jak i komunikacja w naszej
            > rodzinie jest w jak najleszym porządku.
            Ja też myślałam to co Verdana.
            Bo problem opisujesz nam subiektywnie - TY nie potrafisz skłonić córki do
            robienia tego co TY oczekujesz. Niezależnie od obiektywnego sensu Twoich
            zarzutów, nie tylko córka jest mało posłuszna. Zapewne Ty jesteś mało przekonująca.
            Nadajecie na różnych falach, nie trafiacie do siebie. Gdybyście miały dobrą
            komunikację, to nie miałabyś problemów.

            Tak hipotetycznie: Skąd wiesz, czy przekonałabyś inne dziecko do porządku i
            punktualności ?
      • isma Re: dyscyplina bez "klapsa" 06.10.08, 00:01
        Otoz to.
        Problem balaganiarstwa jest mi znany doglebnie - najpierw jako pole
        permanentnego konfliktu w moim domu rodzinnym, poniewaz moja rodzicielka jest
        pedantka, a my z Tata, ekhm, wprost przeciwnie. No i o ile w odniesienu do Taty
        rodzicielka odpuszczala, to mnie starala sie "wychowac" - co wzbudzalo we mnie
        zrozumiale poczucie skrajnej niesprawiedliwosci wink)).

        Nie wychowala.

        A w naszym domu nienawidzimy sprzatac wszyscy troje...
        I jedyne, co pomaga, to wlasnie wspolne sprzatanie - znaczy sie ja zarzadzam, ze
        slubny do mopa, a dziecko do scierki do kurzu, po czym sama ide do segregowania
        sterty prania, no i jakos sie robi. Wspolnie oczywiscie wyklinamy to nasze
        nieszczescie ile wlezie, a na koniec w ramach nagrody puszczamy sobie Garfielda
        wink)).

        Oczywiscie, to zalezy od relacji wewnatrzrodzinnych w ogolnosci, nie tylko w
        kwestii sprzatania. U nas jest tak, ze sie nie tworzy jakiejs struktury
        doroslych "wydajacych polecenia" i dzieci, ktore maja sie im "podporzadkowac". I
        staramy sie nie sprzedawac ideologii, ze w zyciu sie pedanteria przydaje, czy
        cos takiego.
        Jest konkretna robota do zrobienia, to sie trzeba za nia brac, tyle.
    • minerwamcg Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 19:00
      Moja przyjaciółka pojechała w odwiedziny do swojej przyjaciółki.
      Gospodyni Marta ma dwoje dzieci, moja przyjaciółka, Magda,
      przyjechała ze swoją córką.
      Cała trójka bawi się w pokoju dziecinnym. Jest pora kolacji, Marta
      prosi dzieci, żeby sprzątnęły pokój. Dzieci odpowiadają, że już, że
      zaraz etc. Po którymś razie Magda nie wytrzymuje, wkracza do pokoju:
      - Za dziesięć minut wchodzimy, co będzie na wierzchu, wyrzucamy do
      kosza!
      Zamyka drzwi i słyszy zza nich szept swojej córki:
      - Posprzątajmy... Ja ją znam, ona naprawdę to zrobi!
        • nati1011 Re: dyscyplina bez "klapsa" 05.10.08, 21:19
          no niektóre faktycznie nie mają smile)

          Ale dzisiaj np młoda sama była zdziwiona i dumna z siebie, bo tak
          ciagle narzeka, ze my tacy nie na czasie, a dziś mama jednej z
          koleżanek powiedziała, ze jej córka moze iść na festyn tylko z młoa,
          bo tylko do niej ma zaufanie, ze nie zrobia niczego głupiego. A te
          wszystkie koleżanki, co to niby mają od młodej lepiej - okazało się,
          ze nie wchodza w grę jako towarzystwo do samodzielnego wypadu smile))

          Młoda była baaardzo zdziwiona, ale potem przyszła i się przytuliła i
          stwierdziła, zę to miłe było wink)) Była okazja pogadać o ścisłym
          związku obowiązków z przyjemnosciami smile
    • mader1 Nasze opinie 06.10.08, 11:14
      No dobra, ale już wygłosiliśmy swoje opinie w sprawie córeczki Nati. Myślę, że
      jeżeli Nati uzna, że jej się coś z naszych spostrzeżeń przyda, przeczyta sobie
      to jeszcze raz, na spokojnie - bo w duchu polemiki trudno o spokój w swojej
      własnej sprawie...
      Jak będziemy wiele razy powtarzać to samo, to nikt już nie będzie taki odważny,
      żeby napisać nam o swoich problemach. Raz wystarczy smile
    • mader1 Ranne śniadanie :( 06.10.08, 11:22
      Zapamiętałam taki fragment z postu Mamalgosi o śniadaniu porannym, że taka jest
      prawda, że jej zalezy, żeby zjadły rano sniadanie" ... no, przyznaję, że mi też
      zalezy. Z pewnością bardziej niż im. Moje dzieci są szczupłe (piękne, piękne) i
      jak sobie wyobrażam i obserwuję, mało odporne na głód czy zimno...
      Ale tak dla pociechy i może uelastycznienia swojego stanowiska,napiszcie czy
      Wasze dzieci jedzą przed wyjściem śniadanie ?
      Ostatnio rozmawiałam z mamą dziewczynki i ona powiedziała, że sama nie przełknie
      nic przed pracą, jej dziecko też odmówiło i ona daje tylko jakieś picie ( mleka
      nie). To dobra mama, dba o dzieci.
      A jednak jej dziecko wychodzi bez śniadania , bo odmówiło i nic się nie dzieje.
      Może więc przesadzam, że mi zależy ?
      • nati1011 Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 11:28
        no mi też zależy na tym śniadaniu. Wg mnie dzieko powinno coś zjesc.
        Moja musi - bo ma refluks żołądkowy i brak śniadania (w dłuższym
        okresie ) grozi odnowieniem nadżerki lub wrzodów - choć z drugiej
        strony tych nabawiła sie też jedząc śniadanie.
      • magdalaena1977 Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 11:38
        mader1 napisała:
        > Ostatnio rozmawiałam z mamą dziewczynki i ona powiedziała, że sama
        > nie przełknie nic przed pracą, jej dziecko też odmówiło i ona daje
        > tylko jakieś picie ( mleka nie).
        To właśnie miałam na myśli mówiąc o wyrastaniu z dziecinnych problemów. Dorosły
        jak chce, to pije kawę, a kanapkę je w pracy.
        Lubi wybierać się na spokojnie (tak jak ja), wstaje wcześniej, ten kto lubi
        dłużej pospać, musi się rano zwijać.
        Jak ktoś nie lubi jakiegoś produktu, to go nie kupuje, nie gotuje - nie grymasi
        i zjada to, co kupił.
        • nati1011 Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 11:51
          magdalaena1977 napisała:
          > To właśnie miałam na myśli mówiąc o wyrastaniu z dziecinnych
          problemów. Dorosły
          > jak chce, to pije kawę, a kanapkę je w pracy.

          Mała różnica - dorosły sam ponosi odpowiedzialność i robi to na
          własny rachunek. Dziecko jest pod opieką rodziców. Pozwalając im
          jeść tylko to co chcą skończyło by się na czipsach, cukierakach i
          coli.... o oczywiscie chorobie.
          • mirellka74 Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 12:00
            Mała różnica - dorosły sam ponosi odpowiedzialność i robi to na
            > własny rachunek. Dziecko jest pod opieką rodziców. Pozwalając im
            > jeść tylko to co chcą skończyło by się na czipsach, cukierakach i
            > coli.... o oczywiscie chorobie

            A ja pozwalam, jak zjedza obiad, ale glownie w weekendy, do filmow,
            czy po prostu tak pochrupac.
            Ale mowie tez, glownie starszej panience, ze oczywiscie moze zjesc
            jak ma ochote, ale :
            czy chce znowu denerwowac sie na fotelu dentystycznym, a przeciez
            dopiero co wyleczylysmy wszystkie zeby?
            I ze lepiej utrzymywac wage (jest szczupla, ale nie chuda) niz potem
            na hurra sie odchudzac i przechodzic katorgi
            Decyzje pozostawiam jej i wiecie ze to dziala?
            Je umiarkowanie, a ma pelen dostep do szafki ze slodyczami i tym
            podobnymi.
            Po prostu stwarzam takie wrazenie, ze to jej osobista decyzja, ja
            tylko naswietlam konsekwencjesmile
            Jak nie cgce zjesc sniadania, ok, daje jej kanapke do szkoly, bo
            obiad ma tam ok.12.
            Pozdrawiam
            M.

            • k_j_z Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 12:31
              moje jedzą.
              I robia soie same (matkę maja zbyt leniwą, chociaż akurat sniadanie
              w ich przypadku jest najprostsze)
              Płatki albo jak kto woli rzeczy z mlekiem. latem i zima kiedy ciepłe
              kaloryfery mleko zimne, jesienią i wiosną, kiedy jeszcze chłodno
              mleko podgrzane.
              Nigdy nie zmuszałam. Ba, wyglada, że nigdy mi specjalnie nie
              zależało, żeby jadłysmile)
              chociaż "nie ma grania bezśniadania" "nie ma grania bez ubrania"
              ignacy mam nadzieję teraz tez zjada. zresztą, on juz wie, że źle się
              czuje, jak nie zje rano.
              Dla czipsów nie ma u nas miejsca. tak, jka dla makdonaldów i tym
              podobnych.
              Słodycze umiarkowane i nie wszystkie
              Rzadko grymaszą.
              mam wyjątkowe szczęście? Pewnie tak.
              Chociaz nie sprzątają. Tzn. sprzatają, kiedy muszą. maja swoje
              pzrydziały i nie ma odwołań.
              Tak się zastanawiam dłużej i chyba raczej fajne egzemplarze mi się
              trafiły
          • magdalaena1977 Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 12:47
            nati1011 napisała:

            > magdalaena1977 napisała:
            > > To właśnie miałam na myśli mówiąc o wyrastaniu z dziecinnych
            > problemów. Dorosły
            > > jak chce, to pije kawę, a kanapkę je w pracy.
            >
            > Mała różnica - dorosły sam ponosi odpowiedzialność i robi to na
            > własny rachunek. Dziecko jest pod opieką rodziców.
            No oczywiście. Ale na tym właśnie polega "wyrastalność" takich problemów. Że
            spora część z nich wynika z koniecznych ograniczeń narzucanych dziecku.

            > Pozwalając im jeść tylko to co chcą skończyło by się na czipsach,
            > cukierakach i coli...
            Ale nie na zawsze. Wielu studentów po opuszczeniu domu rodzinnego przechodzi
            przez etap fast-foodów, chipsów, coli (i alkoholu). Ale z czasem zaczynają
            doceniać określone dania z tradycyjnej kuchni i gotować na własną rękę.
            • madziaq Re: Ranne śniadanie :( 07.10.08, 16:27
              > Ale nie na zawsze. Wielu studentów po opuszczeniu domu rodzinnego przechodzi
              > przez etap fast-foodów, chipsów, coli (i alkoholu). Ale z czasem zaczynają
              > doceniać określone dania z tradycyjnej kuchni i gotować na własną rękę.

              O, to prawda smile Ja miałam taki etap po wyprowadzeniu się z domu. Kiedy
              mieszkałam z babcią i rodzicami, wszystko miałam podetknięte pod nos (przez
              babcię wink). Powiem więcej, życie w naszej rodzinie w dużym stopniu kręciło sie
              wkoło jedzenia.

              Kiedy poszłam "na swoje" przeszłam przez etap dań gotowych pod tytułem "wywal
              wszystko na patelnię i zaczekaj aż się zagrzeje". Etap trwał jakiś rok, po czym
              dania gotowe wyszły mi uszami, nauczyłam się gotować, pochlebiam sobie, że
              całkiem nieźle. Wrzodów ani innych schorzeń się od rocznego życia na mrożonkach
              nie nabawiłam wink Więc wydaje mi się, że dziecku chipsy też po pewnym czasie się
              znudzą i nie umrze od ich nadmiernego spożycia wink Oczywiście pomijam sytuacje,
              gdy dziecko ma np alergię na jakiś składnik chipsów - wtedy nie ma zmiłuj.

              Co do śniadań to jadam prawie zawsze. I zawsze są to płatki z mlekiem, bo o 6.30
              mój żołądek innych rzeczy nie przyswaja. Sporadycznie, jak zaśpię, pędzę do
              pracy bez śniadania z planem zjedzenia kanapki zaraz po przyjściu. Ale jak już
              docieram to jestem autentycznie na granicy omdlenia, więc widocznie dla mnie
              takie rozwiązanie nie jest dobre. Ale np mój mąż robi się głodny tak około
              południa. Więc rano nie je nic absolutnie, a do pracy zabiera stosowną ilośc
              kanapek. Dzieci nie mamy, ale myślę, że jeśli dziecko samo mówi, że nie jest
              głodne, to nie ma co w nie na siłę tego śniadania wmuszać, tym bardziej jeśli np
              jedno z rodziców też nie jest w stanie rano nic przełknąć. Wypadałoby jednak się
              zatroszczyć o to, żeby dziecko miało co zjeść później, jak już zgłodnieje.
      • mama_kasia Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 13:12
        > Wasze dzieci jedzą przed wyjściem śniadanie ?

        Nie jedzą. Też nie lubię jeść rano śniadania.
        Córka ma kanapkę do szkoły. Robi sobie sama (9 lat).
        A syn czasami nawet do szkoły nie bierze. Jest o to
        mała przepychanka słowana między nami. Próbujemy przekonać
        siebie nawzajem do naszych racji. Jeszcze nie wiem, co z tego
        wyniknie wink
      • mamalgosia Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 13:49
        Skasowało mi postsad

        Kiedyś była modna pewna dieta, w której nie jadło sie nic do godziny
        12tej. Koleżanka zachwalała mi te dietę, mówiła jak się dobrze czuje
        stosując ją.
        Jeśli chodzi o dorosłych, to mogą sobie chodzić o suchych pyszczkach
        i pustych żołądkach całą dobę, ale jakoś co do dzieci to jestem
        nieugięta. Może to przez wpajane mi latami "Kto nie je śniadania,
        ten ma robaki"smile - a która matka chce by jej dziecko miało robaki?smile
        • verdana Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 14:13
          Chca to jedza, nie to nie. Chociaż , gdyby byly chore, pewnie bym
          pilnowała. Podobnie ubierają się jak chcą - nie chcą szaliczka i
          sweterka - to nie wkladają.
          I nie jest wcale prawdą, ze takie "niepilnowanie", konczy sie na
          tym, ze zdrowe dziecko je byle co, źle się ubiera i choruje.
          Przeciwnie - wstarczy nie kupowac do domu słodyczy i chisow, to co
          dziecko kupi za wlasne pieniadze - to i tak nie jest duzo.
          Nie mam tez przeswiadczenia, ze jesli ja nie dopilnuje, to dziecko
          samo sobie nie da rady, zachoruje, zejdzie na złą drogę. Gorzej - ja
          nawet nie mam przeswiadczenia, ze wiem lepiej od dzieci, co jest dla
          nich dobre.
      • samboraga Re: Ranne śniadanie :( 06.10.08, 21:07
        Je. Ja nie mogę bez śniadania rano, syn chyba też, tyle że je wooolno. No i mam
        obawy związane ze szkolnym sklepikiem - chipsów nie ma, ale te drobne
        cukiereczki, najtańsze za dosłownie kilka groszy, przy dobrze gospodarowanej
        tygodniówce mógłby je jeść codziennie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka