wenus.z.willendorfu
06.01.06, 11:07
Dziecię moje jako istota wyraźnie nadaktywna (przynajmniej jak na moje
potrzeby...) w niektórych sytuacjach (np. po przyjściu ze spaceru rozbierałam
małą i wkładałam do łóżeczka, a sama wracałam na dół po wózek) musiało zostać
spacyfikowane poprzez włożenie do łóżeczka, gdzie przynajmniej krzywdy sobie
nie zrobi, a najwyżej mi bębenki w uszach popękają.
Niestety, niestety, od kilku dni obserwujemy, że Frutka próbuje przechodzić
górą i choć zwykle cieszymy się z nowych umiejętności naszej córeczki, teraz
ta okoliczność nie nastąpiła.
Dzisiaj zapadła więc heroiczna decyzja: odwracamy łóżeczko "dziurą" do przodu
(usłużnie wyjaśniam, że Frutka ma łóżeczko odziedziczone po licznych innych
dzieciach, model z odpiłowanym dwoma szczebelkami, które to miejsce do tej
pory było przy ścianie). Niewiele myśląc, odwróciłam łóżeczko i teraz już od
godziny Frutka ma świetną zabawę polegającą na wchodzeniu i wychodzeniu z
legowiska. Niestety, w ten sposób pozbawiłam się ostatniego bezpiecznego
miejsca, w którym spokojnie ją mogę na kilka minut zostawić i muzę się
zastanowić nad konieczną reorganizacją kilku codziennych czynności...
Może ktoś ma jakiś patent na chwilowe unieruchomienie małego
piętnastomiesięcznego tajfunu? W krzesełku do karmienia, mimo pasów, trochę
się obawiam.