Dodaj do ulubionych

mamką być... ?

24.01.06, 18:07
Witam! Byłam dziś w szpitalu u kolezanki, która dwa dni temu urodziła.
Weszłam, przywitałam się, ona z dzieckiem przy piersi, w sali druga kobieta
nosi inne maleństwo, które marudzi. Po komplementach dla dziecięcia przy
piersi okazało się, że to synek tamtej drugiej pani, a ona nosi córeczkę
mojej kolezanki. Zdziwiło mnie to i trochę zszokowało. Dodam, że obie panie
spotkały się w sali na położnictwie, ich znajomość trwa jeden dzień,a
koleżanka karmi synka swojej współlokatorki, bo tamta ma mało pokarmu. Niby
nic wielkiego, ale mam jakieś mieszane uczucia... Po 1 - nie wiem, czy
mogłabym karmić czyjeś niemowlę, dziecko zupełnie obcej kobiety (no, gdyby
dziecku groziła śmierć głodowa, to oczywiste i bezdyskusyjne, ale tu inna
sytuacja), a po 2 - nie wiem, czy dałabym swoje dziecko do nakarmienia innej
kobiecie, nic o niej nie wiedząc (np. o jej ewentualnych chorobach), tym
bardziej, że w szpitalu położne mogą nakarmić dziecko mieszanką i nawet jak
bym nie miała mleka, to byłoby wyjście z sytuacji. Dla mojej koleżanki i tej
pani sytuacja była zwyczajna, dla mnie dziwna...
Ciekawa jestem opinii innych osób, wiem, że rola mamki kiedyś była popularna
i nie budziła kontrowersji, ale mnie to jakoś nie przekonuje.
Napiszcie, co o tym sądzicie.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • pampeliszka Re: mamką być... ? 24.01.06, 18:40
      Kurcze, sama nie wiem. Pewnie predzej bym nakarmila cudze dziecko niz dala komus
      swoje...Nasze czasy cechuje niestety duza nieufnosc w stosunku do drugiego
      czlowieka. Bo faktycznie, od razu sie nasuwa- a co to za kobieta, a czy zdrowa itp.
      • mmala6 Re: mamką być... ? 24.01.06, 19:20
        no i macie racje moje drogie, ze takie nieufne jestescie.
        U mnie w sali lezaly dwie dziewczyny,ktore palily cala ciaze i palily zaraz po
        porodzie, co chwile wymykaly sie na papierosa.Jedna z nich urodzila wlasnie
        drugie dziecko, miala wprawe we wszystkim, rowniez w karmieniu piersia.Mleka
        miala duzo, czesto odciagala i wylewala.Ktoregos razu przyszly pielgniarki po
        mleko dla wczesniakow!!!i ona jedyna na naszej sali miala to mleko i w mig
        sciagnela cala buteleczke!!!
        Wiem, ze takie rzeczy sie praktykuje na oddzialach noworodkowych, mowili nam w
        szkole rodzenia.Chodzi o siare,odpornosc i szybszy powrot do zdrowia maluszkow.I
        w tym to mleko mamek ma pomagac.\
        Ciekawa jestem jak te pani pielgniarki rozwiazuja potem problem bolow brzuszka u
        malenstwa, nie wiedza czyje mleko, co ta osoba jadla, kim jest....dziwne.

        Wiec, ja podobnie jak Pam, predzej bym nakarmila cudze niz dala obcemu nakarmic
        swoje.
        • schaapje Re: mamką być... ? 24.01.06, 19:24
          ja tez mam mieszane uczucia. poza sytuacja ekstrealna (!) chyba bym sie nie
          zdecydowala. na zadna z wersji...
          • schaapje ale ja to w ogole jestem dziwna 24.01.06, 19:31
            bo np nie lubie, jak mnie ktos obcy dotyka
            dlatego bardzo sie mecze na wszystkich treningach i fakultetach w szkole, bo
            tam od cholery "energizerow", ktore polegaja glownie na jakims takim macaniu
            sie.... brrrr...
        • ezrapound Re: mamką być... ? 24.01.06, 19:25
          A mnie to jakoś nie szokuje. Co prawda sama rzeczywiście miałabym duże opory,
          gdyby inna matka miała karmić moje dziecko (nie miałabym żadnych oporów przed
          przystawieniem cudzego dziecka do piersi), ale to raczej świadczy o mojej
          nieufności (charakterystycznej dla naszych czasów) niż o szkodliwości
          takiego "mamkowania". Nie wierzę w to, że to, co zje kobieta może zaszkodzić
          dziecku (już nieraz o tym pisałam, chociaż wiem, że to pogląd bardzo obecnie
          kontrowersyjny), co do nikotyny - przenika do mleka w minimalnym stopniu (to
          nic w porównaniu z zanieczyszczonym powietrzem, którym dziecko musi oddychać).
          Problemem byłby oczywiście alkohol, no ale nie sądzę, zeby kobiety na oddziale
          norowodkowym jakoś notorycznie się upijały. Skoro umiały tak sobie nawazjem
          zaufać - nie widzę w tym nic złego.
        • xemm1 Re: mamką być... ? 25.01.06, 10:59
          mmala6 napisała:

          > Ktoregos razu przyszly pielgniarki po
          > mleko dla wczesniakow!!!i ona jedyna na naszej sali miala to mleko i w mig
          > sciagnela cala buteleczke!!!

          W szoku jestem! Na szczęście w naszym szpitalu nie stosowano takich praktyk!
          A raczej to ja prowadziłam walkę, zeby Szymcio dostawał moje mleko w pierwszych
          dobach kiedy się opalał w inkubatorku...
          No chyba, ze to dla takich maluśkich wcześniaczków, chociaż widziałam nawet te
          najmniejsze dostawały mleko sztuczne... Mmala gdzie rodziłaś?
          Podzielam opinię, że prędzej podzieliłabym się swoim mlekiem (ale myślę, ze
          tylko odciąganym), niż pozwoliłabym nakarmić moje.... Ale z drugiej strony
          nigdy nie mów nigdy!
          • xemm1 Re: mamką być... ? 25.01.06, 13:26
            xemm1 napisała:

            >
            > W szoku jestem! Na szczęście w naszym szpitalu nie stosowano takich praktyk!
            > A raczej to ja prowadziłam walkę, zeby Szymcio dostawał moje mleko w
            pierwszych
            >
            > dobach kiedy się opalał w inkubatorku...
            a nie sztuczne oczywiście smile
    • pampusia Re: mamką być... ? 24.01.06, 19:37
      na pewno zgodziłabym się nakarmić czyjeś dziecko, tym bardziej, że po porodzie
      miałam nawał pokarmu. Swoje czy bym dała do karmienia? nie wiem, to zależy od
      osoby, której miałabym dac malutką.
      • kangur4 Re: mamką być... ? 24.01.06, 19:44
        Bez najmniejszego problemu zgodziłabym się nakarmić cudze dziecko. Natomiast ze
        swoim miałaby większe opory - chyba zgodziłabym się na odciągnięte, butelką, bo
        zazdrościłabym tej niepowtarzalnej bliskości. Tak jak Ezra, nie wierzę w jakieś
        straszliwe trucizny w cudzym mleku (samej zdarzyło mi się kilka razy zapalić,
        kiedy karmiłam, więc tym bardziej nie śmiałabym wytykać palcem innych).
        • wejkra Re: mamką być... ? 24.01.06, 21:16
          kangur4 napisała:


          > zazdrościłabym tej niepowtarzalnej bliskości.

          Właśnie o to mi chodziło,karmienie jest dla mnie szczególne właśnie z powodu
          tej cudownej bliskości ze swoim (!)dzieckiem. Nie wiem jak bym się czuła
          karmiąc cudze niemowlę, choć pewnie łatwiej by było, niż gdybym miałabym
          patrzeć jak inna kobieta karmi moje dziecko.
          Jak odwiedzę tę koleżankę już w domu (muszę najpierw przepędzić grypę), zapytam
          ją o odczucia. Ciekawe co powie...
          Dzięki dziewczyny za wszystkie posty i Wasze opinie.
          Pozdrawiam.
        • mooh Re: mamką być... ? 24.01.06, 21:22
          Wirusy zapalenia wątroby typu C oraz HIV przechodzi do mleka kobiecego. Nie
          pozwoliłabym żadnej obcej kobiecie karmić swojego dziecka.
          • kangur4 Re: mamką być... ? 24.01.06, 21:44
            O żesz, o tym zapomniałam. To może odciągnięte po pasteryzowaniu? wink
        • wenus.z.willendorfu Re: mamką być... ? 24.01.06, 21:41
          Dziwne- myślałam, że tylko ja nie miałabym oporów przed nakarmieniem cudzego
          dziecka, widze jednak, że duzo z nas myli podobnie. I ja też nie chciałabym, by
          inna kobieta karmiła moje dziecko.
          • joa8 Re: mamką być... ? 25.01.06, 11:59
            a ja chyba miałabym mniejsze opory, żeby Antka ktoś nakarmił (jakby był
            głodny). Ja wogóle w szpitalu miałam jakiś taki zwięrzęcy głos w sobie: "nakarm
            dziecko, może być mieszanką, może być mlekiem innej matki, ale nakarm dziecko,
            ono nie może być głodne." Więc jakbym troche znała inną kobietę, a ja bym nie
            miała mleka, a Antek byłby głodny, to bym nie miała oporów.
            A do swojej piersi przystawic obce dziecko? No nie wiem?
            • kubona Re: mamką być... ? 25.01.06, 13:33
              nie pozwoliłabym nakarmić innej kobiecie mojego dziecka. ale byc może
              nakarmiłabym cudze.
              • duramgama A być! 25.01.06, 14:01
                Nakarmiłabym dziecko innej kobiety bez wahania.

                A Srajdzinka BYŁA karmiona przez inną kobietę więc chyba powinnam zabrać głos w
                tym wątku...

                Ową kobietą nie była żadna obca osoba więc zostawiłam z nią swoje dziecko bez
                wahania. Sytuacja wyglądała podbramkowo. Od samego poczatku miałam potworne
                kłopoty z laktacją. Udawało mi sie wycisnąć dosłownie kropelkę siary i mała nie
                mogła się najeść. Opieka na oddziale poporodowym wymagała wiele do życzenia
                (mówiąc delikatnie) i kilkanaście razy musiałam prosic w ciagu doby, żeby
                ktokolwiek zechciał mi pomóc. W końcu przyszła znudzona "pani od laktacji" i
                poleciła dokarmiac dziecko glukozą. Bardzo chciałam karmić dziecko własnym
                mlekiem i wiedziałam (z opowieści), że jeśli włoży sie w to dużo pracy i
                cierpliwości mleko w końcu popłynie. Mała dostała ostatecznie glukozę (wbrew
                mojej woli, ale nie miałam siły oponować) i potwornie rozbolał ją brzuszek.
                Płakała niemal całą noc. Kolejna doba przebiegła podobnie.
                Miałam nadal niewiele mleka, ale nieustannie walczyłam przystawiając Srajdzinke
                do piersi.
                pocieszałam się myślą, że gdy tylko wyjdę do domu, pomoże mi w kwestii laktacji
                moja bratowa (matka trojga dzieci), która wówczas karmiła piersią najmłodszego
                syna (miał wtedy 8 m-cy).
                Wróciłam do domu późnym popołudniem, pod wieczór dalismy małej troche mieszanki,
                wszystko zwymiotowała, była ektremalnie poddenerwowana i głodna. Ja -zmęczona i
                zdesperowana. Na dodatek rano okazało się, że krocze (z którym przez pierwsze
                doby nie miałam problemu) zaczeło potwornie boleć (jakies zakażenie wdało sie do
                cewki moczowej, odczuwałam silne parcie i ból przy oddawaniu moczu). MUSIAŁAM
                pojechac do szpitala. Na dworze panował spory chłód, właśnie spadły pierwsze
                sniegi tej zimy.I wtedy przyjechali z odsieczą mój brat z żoną. Postanowilismy,
                że ja z mężem pojedziemy do szpitala, a oni zostaną z małą. Bratowa
                zaproponowała, że najpierw nakarmi małą, a po moim powrocie zrobi coś z moimi
                piersiami. Zgodziłam się bez mrugnięcia okiem. Widziałam jak ja przystawia do
                swojej piersi, byłam przy tym i nie czułam żadnej zazdrości - tylko ulgę. Bo
                moje dziecko ssało z błogą miną, a potem cichutko i spokojnie (po raz pierwszy!)
                usnęło. Mogłam jechać do szpitala, pewna, że dziecku nie stanie sie krzywda, że
                jest pod najlepszą opieką, jaką mogłam jej zapewnić.
                Kiedy wróciłam, Srajdzinka była przebudzona, przewinięta leżała na kocyku i
                rozglądała się ciekawie po pokoju.
                Bratowa pomogła mi zrobic masaż, okłady, przystawiła mi dziecko do piersi i
                mleko połynęło na dobre.

                Taka jest nasza historia. Bez pomocy "tej obcej kobiety" być może musiałabym
                karmić dziecko od początku wyłącznie mieszanką, a tak udało nam sie razem
                powalczyć o laktację i zmniejszyc ilość stresów i u mnie i u małej.
                Faktem jest, że dostała troche inne przeciwciała, niz od własnej matki, ale to
                ceną, która spokojnie mogłysmy zapłacić.
                • kangur4 Re: A być! 25.01.06, 14:07
                  Wruszyłam się...

                  Na Twoim miejscu zrobiłabym tak samo. BTW - Fajną masz bratową.
                • duramgama Re: A być! 25.01.06, 14:10
                  Przepraszam za literówki i lekki chaos w tej opowieści, ale pisze jedna ręką,
                  tzrymając Srajdzinkę. musze już lecieć. pa
                • joa8 Re: A być! 25.01.06, 14:11
                  dokładnie o takiej sytaucji myślałam, pisząc, że nie miałabym oporów przed tym,
                  żeby inna kobieta nakarmiła Antka!
                  Niezwykła historia.
                  Jest taki film "Księga Diny" i tam główna bohaterka, jak rodzi syna, nie
                  może/nie umie go nakarmić. Szuka mamki. I kiedy jej dziecko przyssysa się do
                  piersi tej kobiety, nasza bohaterka oddycha z prawdziwą ulgą. A między dwoma
                  kobietami rodzi się przyjażń smile
                  • xemm1 Re: A być! 25.01.06, 14:42
                    i do historii Duram odnosi się moje" nigdy nie mów nigdy"...
                    Duram piękna historia...
                    • duramgama Re: A być! 25.01.06, 15:12
                      Uśpiłam moje marudzące dziecko więc mogę na spokojnie napisać jeszcze kilka słów.

                      Myślę, że większość świeżo upieczonych matek zgodziłaby się na taki układ.
                      Pewnie pmiętacie jak wszystko w człowieku buzuje po porodzie. Chce się być
                      najlepszą, chce się mieć najdoskonalszy start z możliwych, jak najpiękniej
                      przyjąć tego małego człowieczka na świecie i jak coś się sypie, mamy wrażenie,
                      że nie podołamy nawet z najbardziej błahą rzeczą jak zrobienie herbaty, nie
                      mówiąc juz o tak powaznej sprawie jak karmienie...

                      Miałam ogromny stres, bo od początku wiedziałam, że będę (CHCIAŁAM!!!) karmić
                      piersią własne dziecko. To było dla mnie jasne jak słońce. Byłam więc cholernie
                      zawiedziona, ale i szalenie zdeterminowana, kiedy okazało się, że nie ma tak
                      lekko...
                      Przede wszystkim chodziło mi spokój małej. Czułam, że jest bardzo głodna,przez
                      co nie mogła spokojnie spać. Naprawdę to było jedne z najrozsądniejszych w moim
                      mniemaniu wyjść - mam zaufanie do własnej bratowej, znam ją - jest zdrowa,
                      czysta i kocha ponad wszystko nowordki i niemowlaki (można powiedziec o niej
                      sporo niesympatycznych rzeczy, ma niemało wad, o których pisać nie będę, bo nie
                      o to tu chodzi, ale za malutkie dzieci oddałaby życie, interesuje się nimi i
                      wiele o nich wie, i jestem pewna, że byłaby doskonałym neonatologiem lub pediatrą).

                      Może gdyby to była obca osoba -zawahałabym się, może nawet odmówiła... (no,
                      chyba, że od tego zależałoby życie dziecka -sprawa jest wtedy bezdyskusyjna),
                      ale w tym przypadku - potraktowałam to jako... taką wyspę spokoju w tym całym
                      poporodowym chaosie.
                      I byłam bardzo wdzięczna losowi, że tak sie to wszystko skończyło. Gdyby choć
                      jedna osoba na całym oddziale w szpitalu, zajęłaby się mną w ten sposób (mam tu
                      na myśli pracę, by pomóc laktacji), być może Srajdzinka nie musiałaby dostawać
                      glukozy i uniknęłybysmy dalszych stresów.

                      I tak na koniec powiem Wam, że od tamtej pory mówimy na moją bratową "ciocia od
                      cyca"smile
                      • mooh Re: A być! 25.01.06, 15:35
                        Duram, na Twoim miejscu chyba żadna z nas nie miałaby wątpliwości. Co innego
                        bratowa, siostra, kuzynka, przyjaciółka. To nie są OBCE osoby. Co innego
                        kobieta, z którą los zetknął nas po raz pierwszy na oddziale położniczym i o
                        której nie wiemy NIC. Oczywiście, gdybym zanalazła się z dzieckiem w jakichś
                        trudnych okolicznościach, na przykład klęski żywiołowej, wokół nic, czym można
                        by nakarmić noworodka, a w piersiach pusto, to sama błagałabym tę obcą kobietę,
                        by nakarmiła mi dziecko. Ale w normalnych okolicznościach, gdy mam pod ręką
                        gotową mieszankę, wybieram raczej mieszanką. Ale nie miałaby oporów, żeby
                        nakarmić cudze niemowlę.
                        Swoją drogą, Duram, to bardzo ładna historia. Srajdzinka ma fajną ciocię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka