Możecie się poczuwać do winy (przynajmniej częściowej)

Tak się wczytywałam w co niektóre wątki, że zawiódł mnie słuch (kuchenka
dawała znać pikając przez minutę!), węch (zadymiłam całą kuchnię i salon...)
oraz poczucie czasu(miało się gotować 25min. stało na płycie znacznie dłużej),
że o poczuciu przyzwoitości nie wspomnę... Jak rasowa Matka Wyrodna, spaliłam
dziecięciu obiad i musiało się ono zadowolić słoiczkową zupką, którą osobiście
pogardziłabym z całą stanowczością. Srajdzinka na szczęście nie znała
zaplanowanego menu i zupę przecierową Gerbera potraktowała jak gdyby nigdy
nic, ze stoickim spokojem.
Tylko jak mam teraz doczyścić garnek, który wygląda tak, jakby był w służbie
kominiarskiej minimum dziesięć lat? Macie jakiś sposób? Próbowałam go szorować
Cifem, ale jest oporny... A śmiałam się kiedyś z mamy, która permanentnie
przypalała jedzenie dla psa...