Dodaj do ulubionych

wnętrostwo - kto po zabiegu?

27.08.06, 13:53
Mój synek nie ma jednego jąderka i mimo naszych nadziei jakoś mu się wciąż
nie chce zstąpić do moszny. Ma 13,5 m-ca i wciąż podobno jest szansa, że
zejdzie. Jeżeli nie to po ukończeniu 2 lat będzie miał zabieg. Czy któraś z
Was jest po takim zabiegu? Jak to wygląda i jak może to przeżyć bardzo
wrażliwe dziecko i panikująca mamusia? Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • arras-k Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 27.08.06, 20:15
      Mój synek jak sie urodził miał wnętrostwo, ale jąderko na szczescie mu zstąpiło
      jak miał 6 tygodni.Niestety później pojawiła sie przepuklina mosznowa i przez
      nią jąderko zaczeło uciekać do pachwiny. Do roku przepuklina pojawiała sie
      rzadko i jaderko było zawsze w moszni, dopiero jak mały skończył roczek to
      przepuklina co raz częsciej wchodziła do moszni i jakgdyby wypychała jaderko ku
      grórze.Dlatego też ze wzgl.na przepukline synek musiał mieć zabieg jej
      usunięcia.Gdy ją usunięto to przy okazji zrobiono tak, by jąderko nie miało już
      drogi ucieczki z moszni do pachwiny.Zabieg mojego synka dotyczył głównie
      przepukliny, jaderko mocowano jakby przy okazji .Na prawde nie jest tak
      strasznei jak sie wydaje, da sie przeżyć!Dzieko szybko dochodzi do siebie,
      jedyne co pozostaje po zabiegu to strach dziecka przed lekarzem i szpitalem, no
      i w przypadku mojego synka cienka kreska (blizna)przy pachwinie (w przypadku
      twojego dziecka to będzie pewnie blizna na mosznie i pachwinie)!W razie jakis
      pytań to pisz na adres gazetowy, w miare możliwości odpowiem.
      Pozdrawiam
      • emwu55 Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 28.08.06, 20:55
        dziękuję za odpowiedź. Szczeże mówiąc, myślałam, że więcej mam podzieli się
        wiedzą ale cóż. Pozdrawiam
        • agami78 Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 30.08.06, 12:13
          Mój synek też nie ma jąderek w mosznie. Ma już 1,5 roku i nie zstąpiły mu jeszcze. Lekarz powiedział, że przed drugim rokiem życia będzie musiał mieć zabieg. Ale jeszcze czekamy kilka miesięcy. Też jestem spanikowana i płakać mi się chciało jak się dowiedziałam.
          Może jest więcej mam, których synkowie mieli taki zabieg i chciałoby podzielić się doświadczeniami z tym związanymi.
          • bella43 Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 30.08.06, 16:51
            Mój synek mial zabiek jak miał 2 lata i 3 miesiące (teraz ma 5,5 lat). Był
            operowany w Szpitalu w Dziekanowie Leśnym. Do szpitala przyjeli nas w czwartek,
            operacja była w piątek a w sobote bylismy już w domu. Pamietał dwa miesiace,
            póżniej zapomniał. Nie było tak zle. Teraz chodzimy tylko na kontrole.
            Pozdrawiam
    • kotek15 Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 31.08.06, 13:09
      Synek miał wnętrostwo obustronne, jesteśmy po 2 zabiegach a 3 czeka nas w
      przyszłym roku. U nas sprawa była o tyle skomplikowana że jądereka były w
      brzuszku i same napewno by nie zeszły. pierwszą operację miał w wiekieku 1,5
      roku drugą 22 m-cy a trzecia będzie ok 2,5 roku, Na pierwszą szliśmy strasznie
      przerażeni, przy drugiej wiem co nas czeka ale jak tylko podjeżdzamy pod
      Instytut idąc nawet na kontrole to synek już płacze, w zasadzie boi sie kazdego
      białego fartucha. My w dniu operacji stawialiśmy sie na oddziale o 7 30 rano
      synek dostawał głupiego jasia i około 8 30 miał operacje trwało to ok 1,5 h,
      potem kilka h bez jedzenia i picia, na następny dzień już sam chodził i
      wychodzi się do domu,szew ok 5 cm i malutki na mosznie po 7 dniach zdjęcie
      szwów. za trzecim razem ja jestem juz spokojna ale synek chyba zmiesie to
      jeszcze gorzej teraz jest starszy i coraz więcej rozumie. na noc prosiłam
      dodatkowe środki uspokajające i przeciwbólowe żeby lepiej spał i się nie
      wiercił, a co dziwne to pierwszą noc spał na brzuszku.
      w razie pytan pisz na priv, my chodzimy do IMiDz a Warszawie
      pzdr
      • kasssannndra Re: kotek15 31.08.06, 19:48
        Ac zemu zabieg wykonywany aż 3-krotnie.Przeicez jeden na jedno jadro a drugi na
        drugie, to po co trzeci zabieg?
        • kotek15 Re: kotek15 01.09.06, 10:54
          bo drugiego nie udało sie sprowadzić do moszny za 1 razem , tylko do połowy a
          teraz z pachwiny do moszny
          pzdrM
    • pomadam Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 01.09.06, 23:20
      Witam !

      Mój synek ma 19 mies i jutro, czyli 02.09 (sobota) bedzie operowany na
      wnętrostwo obustronne ( jądra wysoko w pachwinach )przez prof. Jankowskiego w
      pryw klinice Certus w Poznaniu.

      Można więc powiedzieć, że będe na bardzo bieżąco w temacie. Jeśli moje dziecko
      pozwoli to w niedzielę lub poniedziałek opiszę/odpowiem na pytania dotyczące
      tego zabiegu.

      W tej chwili mogę Ci powiedzieć że od 24.00 ( z piątku na sobotę )juz nie wolno
      mu pić ani jeść, o 7.30 stawiamy sie w klinice, tam wykonują Maćkowi wszystkie
      badania a od 10.00-15.00 prof operuje. Jest to 3-4 chłopców, czyli od 1-1,5 h
      na zabieg. Po zabiegu zostajemy w szpitalu całą noc a dnia następnego około
      9.00 prof wypisuje do domu.

      I jeszcze jedna uwaga, po przeczytaniu kilku postów na temat operacji
      wnętrostwa i zasięgnieciu języka pośród znajomych i rodziny, dowiedziałam się,
      że taka operacja MUSI byc podzielona na dwa etapy (najpierw jedno jądro a po
      jakimś czasie drugie) Więc podczas wizyty u profa zapytałam jak to jest z tymi
      etapami i dlaczego tak się robi?! Na co on odpowiedział, że jeśli operacja
      przebiega dobrze, (np jąder nie tzreba szukać w brzuszku)to on wykonuje zabieg
      w jednym rzucie, bo nie widzi najmniejszego powodu żeby dwa razy poddawać
      narkozie tak małe dziecko !!!! I wg niego nie ma powodu by dzielić ten zabieg
      na dwa.!!!!

      Bardzo więc zdziwiona zaczęłam rozpytywać dalej, bo jesli on mówi tak a w
      szpitalach robi sie inaczej, to o co tu chodzi ?????? I od znajomej doktorki
      otrzymałam rozwiązanie rebusa, "... z jednej operacji robią sie dwie i NFZ
      oddaje szpitalowi pieniądze "razy dwa"...". Tragedia...

      Pozdrawiam
    • emwu55 Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 04.09.06, 19:35
      tak w IMiD to może jest fajnie ale jak się mieszka w KOłobrzegu gdzie nie ma
      profesorów to można mieć stracha tak jak ja. Dziękuję, że się ktoś odezwał. Mam
      wciąż nadzieję, że zejdzie samo. Pozdrawiam
      • arras-k Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 04.09.06, 19:57
        Badź dobrej myśli, bo w większosci przypadków jednak schodzi, zwłaszcza jak
        jest w pachwinie.Mojemu synkowi zeszło, miał wtedy 6 tyg., tylko ze u nas
        pojawiła sie przepuklina sad Jeśli twój synek ma jąderko w pachwinie to masuj
        mu "do dołu" te pachwiny, to podobno pomaga.
        • pomadam Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 04.09.06, 23:42
          Hymmm... No chyba nie do konca tak jest, bo to zależy w którym miejscu jądro
          się znajduje.
          U nas jąderka były niby w pachwinie, ale bardzo wysoko i dr po badaniu
          powiedział, że jadra tak wysoko osadzone raczej nie zejda same, tym bardziej,
          że Synecznik ma już 20 msc. i jak do tej pory to sie nie stało.
          Mało tego oba jąderka były ruchome ale tylko do pewnego miejsca, było widac że
          cos je dalej blokuje, oczywiscie była to obustronna przepuklina.
          Jeszcze przypomniałam sobie, że innym dowodem świadczącym o pzrepuklinie
          była "historia" Maćkowych jąderek.
          Tuz po porodzie dowiedziałam sie, że jąder całkowicie brak, nie ma. W następnej
          dobie były juz wysoko ale juz nie w brzuchu, a kilka dni pózniej w kanałach
          pachwinowych. I tak zostały. Prof stwierdził, że to najlepszy dowód że cos je
          zatrzymało bo tempo ich przesówania było zawrotne i gdyby nie blokada to by
          zeszzły same w ciągu kilku tygodni.

          A druga sprawa to masowanie. Kiedy byłam na pierwszej wizycie u chirurga z
          maleńkim Synkiem (2 msc) to lekarz zalecił, zwracanie szczególnej uwagi na
          pachwiny i NIEBADANIE samodzielne jąder. Dlatego że jądra są bardzo delikatne,
          mozna dziecku zrobic krzywdę i sprawić mu ból.

          Wiesz, jesli faceta zbyt mocno klepniesz w j..a to sie zwinie w kłębek a
          masujac musisz ucisnąc pachwiny a czy wiesz z jaka siła to zrobić ?
          A swoją drogą, czy potrafisz umiejscowić dokładnie to zaginione jajko ? Ja
          potarfiłam to zrobic do chwili, kiedy mój Kurczak był malutki. Potem kiedy
          przytył za Chiny nie umiałam ich zlokalizować, nawet moja pediatra miała z tym
          problem.
    • pomadam JUŻ PO !!!!! 04.09.06, 23:00
      Witam !

      Jesteśmy juz po zabiegu ! Huuurraaa ! Mamy to za sobą, ale sie cieszę !

      Wszystko dobrze poszło, oba jąderka są w mosznie. Na brzuszku dwie ranki po
      około 2 cm każda i na jaderkach też dwie ale duuużżo mniejsze, po klika
      milimetrów. Moszna fioletowa jak ślieczka ale to przjedzie i przez jakis czas
      nie wolno "ciskać" jąderek przez sadzanie na kolanie albo na koniku bujanym itp
      itd.

      Nie wiem co dokładnie Cię interesuje, nasz zabieg wygładał tak:
      7:30 przyjecie do szpitala, badanie przez lekarza dziecięcego, anastezjologa i
      profa. Około 10:00 Mały dostał "głupiego jasia" i dzieki najwyższemu za to, bo
      energia go rozpierała i już powolutku mieliśmy dość. Dosłownie w 5 min synek
      nam odpłynął, nawet siedzieć nie mógł. Kilka minut po 11 zabrano go na blok
      operacyjny i dopiero tam zrobiono mu wkłócie i pobrano krew do badań, więc
      oszczedzonu jemu i nam dodatkowego stresu. Dokładnie o 12:30 śpiący i jęczący
      Synecznik był juz z nami ! Nie dawano mu szpitalnej piżamki czy czegos takiego,
      oddałam go w normalnej bawełnianej koszulce, spodniach od dresu i z pielucha i
      w całym tym rynsztunku dostałam spowrotem. Wygładał jakby nic sie nie zmieniło !
      Położyłam do obok siebie ale nie spał tylko jęczał, otwierał oczy i chciał
      wsytać !!! A potem raczka starał sie sięgnąc do opatrunku ! Dostał wiec
      znieczulenie w zastrzyku i sie uspokoił. Po całkowitym wybudzeniu bardzo szybko
      zorientował sie w jakiej pozycji nie boli i że nie może wstawać, chodzic itp.,
      ból go ograniczał. Więc grzecznie leżał na łozku i oglądał telewizję. Przed
      snem jeszcze raz dostał środki pbólowe, bo cały czas szarpał się za buzie i
      popłakiwał, zachowywał sie jak przy ząbkowaniu, palec w buzi itp a to sie
      okazało, że miał podraznione gardło od intubacji i to gardło tak go bolało. I
      to były ostatnie środki pbólpwe jakie dostał !
      Po około 3h od operacji kazano man go poic łyzeczką, powoli i po troszke a nasz
      Maciek zachowywał się tak jak zagubiony podróżnik na Sacharze, jak
      przestawalismy mu sączyc wodę to zaczynał sie drzeć. Więc przez 2,5 h cały czas
      go poiliśmy kropla po kropli. Potem dostał herbatkę i bardzo wodnita kaszke,
      pzrez noc pił soczki a rano zjadł śniadanie (parówka, chlebek).
      W nocy troche pomagałam mu sie obracać z boku na bok, nad ranem sam sie
      przewrócił na brzuch a rano po przebudzeniu usiadł na łóżku i po chwili juz
      chciał łazić. Lekarz powiedział że możemy go puścic na podłoge bo szwy i ból
      dadzą mu znać co może robic a czego nie.
      I po wizycie profa dostalismy wypis, zapłaciliśmy grzecznie i o 12:00 w
      niedzielę bylismy juz w domu.

      Dzis zdjęłam mu opatrunki. Cały czas uważam kiedy robi kupkę, bo w zasadzie
      problemem jest tylko to, że Mały jeszcze używa pieluch i jak usiądzie z kupa w
      pieluszce to umaże sobie całą pupę a ranki powinny byc czyste.
      Nie mamy go kapać, więc myjemu mu ciałko mokrą szmatka a pupke przecieramy gazą
      zamoczona w roztworze nadmanganianu potasu.
      Mały łazi, siada, rojbrzy na całego jest tylko troche ospały, tzn wyjatkowo
      ładnie i długo śpi. Zobaczymy jak długo smile

      Jeśli masz pytania, chętnie odpowiem .

      Sczęśliwa Mama
      • emwu55 Re: JUŻ PO !!!!! 05.09.06, 19:40
        To dobrze, że już jesteście po. Ale z opisu to różowo to nie wygląda
        szczególnie ta intubacja. Ten mój maminy cycek(mimo, że od małego na butelce bo
        cycka nie chiał tak mu w szpitalu butla posmakowała) to okropny histeryk. Tego
        się boję bo każde nawet niewielkie uderzenie wywołuje taką histerię, że godzinę
        z rąk potrafi nie schodzić. MATKO - MUUUSI ZEJŚĆ SAMO I KONIEC.
        Pozdrawiamy i cieszymy się razem z Wami.
    • pszachna Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 20.09.06, 22:43
      Witam,
      nasz synek ma to samo odnośnie prawego jąderka.
      Stwierdził to lekarz-pediatra na pierwszej wizycie w przychodni.
      Zastanawia nas to czemu w szpitalu nie dostaliśmy takiej informacji.
      Powiedzcie kiedy u waszych maleństw stwierdzono wnętrostwo.
      Pozdrawiam
    • pomadam Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 21.09.06, 21:45
      Witaj !

      Tak jak pisałam wyżej u nas wnętrostwo stwierdzono w pierwszym badaniu zaraz po
      porodzie. I na wszystkich późniejszych kontrolach i podczas badań moszna zawsze
      była pusta.
      A może u was jądro jest wędrujace ?

      pzdr
      • pszachna Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 22.09.06, 18:02
        Witam,
        niestety jąderko nie jest wędrujące. Po prostu go nie ma. Pytaliśmy kiedy u
        waszych pociech zauważono problem, ponieważ u nas zauważono dopiero na
        pierwszej wizycie z przychodni. W szpitalu niczego nie zauważyli. Zastanawia
        nas fachowość personelu w szpitalu Praskim w W-wie. Dodam, że złanany obojczyk
        wykryli dopiero w trzeciej dobie.
        pozdrawiamy
    • agami78 Re: wnętrostwo - kto po zabiegu? 05.12.06, 22:29
      Mój synek jest już dwa tygodnie po zabiegu. Miał dwa jąderka wędrujące.
      Do szpitala pojechaliśmy o godzinie 8.00, od godz 3 w nocy nie mógł nic jeść ani pić. Ciężko było szczególnie rano, bo wołał pić, ale włączyliśmy mu bajkę i pomogło. Badanie krwi i moczu mieliśmy zrobione wcześniej. W szpitalu założyli mu wenflon i po godz 9 dali mu głupiego jasia i odleciał. Zabieg trwał około 40 minut. Aha jeszcze musieliśmy kupić dwa plastry bioklusive na ranki na brzuszek.
      PO zabiegu przyjechał na salę już wybudzony. Na brzuszku miał dwa cięcia i na woreczku mosznowym też. Trochę popłakiwał, ale dali mu pyralginę w kroplówce i zasnął. Po trzech godzinach dawaliśmy synkowi łyżeczką wodę niegazowaną. Wyszliśmy ze szpitala już wieczorem. Synek mógł zjeść lekką kaszkę na noc. W nocy pił soczek, a od rana już mógł wszystko. Lekarz nie pozwolił mu chodzić 10 dni. Musiał być noszony i gdyby nie pomoc obu babć, to byłoby ciężko. Po 10 dniach zdjęli mu szwy. Strasznie płakał, ale go nie bolało, tylko był przewrażliwiony. Na drugi dzień mógł zrobić kilka kroków. Za tydziń mamy jechać do kontroli. Dla mnie to było straszne przeżycie, ale wiem, że musiał mieć ten zabieg. Jeszcze do tej pory płacze jak mu nawet chcę założyć pieluszkę na noc. Na szczęście załtwia się już do nocnika i z utrzymaniem czystości ranek nie miałam problemów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka