Gość: agat_31
IP: *.*
03.10.02, 19:25
WitamSzlag jasny mnie dzisiaj trafił. Byłam z wizytą u mojej kuzynki, która przygotowala dla mojej półrocznej córki niespodziankę-śliczniutki, różowiutki chodzik, nowy, specjalnie zamówiony, żeby kolor był dziewczęcy. Ręce mi opadły, nikt nie skonsultował ze mną tego pomysłu. Jestem przeciwna chodzikom, nie miałam zamiaru tego kupować. Kuzynka stwierdziła, że teraz mogę ją wsadzać do chodzika, będzie się "odbijać" i szybciej nauczy się chodzić. Ale ja do jasnej ... nie mam zamiaru niczego przyspieszać, Hania jeszcze nie siedzi samodzielnie. Uważam, że nauczy się sama w swoim czasie. Poza tym uważam, że to zbyt drogi prezent. Przecież gdyby zapytała mogłaby wydać te pieniądze sensowniej, np.:kupić coś swoim dzieciom. Co robicie w takich sytuacjach? Bo ja nie umiałam zrobić jej przykrości, cieszyła się z tego. Wykazałam więc maksimum dobrej woli (i fałszu), "ucieszyłam się" i nawet wsadziłam Hanię w to cudo. Żal było patrzeć na te małe nóżki ciągnące się po podłodze. Będę go wyciągać przy okazji wizyt kuzynki, a potem oddam komuś, kto uznaje tego typu zabawki.Uff, już mi lepiej. Pozdrawiam Aga