popka5 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 14:21 "<<toman5 napisal: ten kto ma - czuje się Bogom równy.Z dwóch powodów: o pierwsze po urodzeniu dziecka miałam uczucie, że je stworzyłam. I był to akt stworzenia nierównie potężniejszy niż wszystko, czego dokonałam wcześniej, a trochę tego było. Po drugie dla małego dziecka JEST się Bogiem - absolutną opoką i wszechpotężną dawczynią wszystkiego. To daje niesłychaną moc, ale tez i wielką odpowiedzialność >>" pieknie napisane. Odpowiedz Link Zgłoś
ambrig Zupełnie z innej strony 22.12.06, 14:33 Ja chciałam miec dziecko / i mam/ zupełnie z innego powodu. Tak bardzo kochaliśmy się, że uważałam, że to cudowna możliwość żeby była istota, która jednocześnie będzie trochę moim ukochanym mężem i troche mną. Z całą świadomością, że to zupełnie ktoś inny od nas i odrębny. I cały czas jak patrzę na moje dorosłe już dzieci to mam frajdę z tego, że mają cechy niektóre, które kocham w moim mężu. W ogóle nie patrzyłam na nie nigdy w kategoriach tego, czy się przydadzą na starość i czy mi ograniczają wolność. Odpowiedz Link Zgłoś
enlightened 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:12 Wiekszosc ludzi ma dzieci po to zeby ratowac swoje nieudane malzenstwa... Biedacy nie zdaja sobie sprawy na co sie skazuja... Dzieci = nieprzespane noce, obsrane pieluchy, skonczone zycie. Mnie osobiscie sie nie spieszy... Odpowiedz Link Zgłoś
sonia765 Re: 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:23 enlightened napisał: > Wiekszosc ludzi ma dzieci po to zeby ratowac swoje nieudane malzenstwa... > Biedacy nie zdaja sobie sprawy na co sie skazuja... Dzieci = nieprzespane > noce, obsrane pieluchy, skonczone zycie. Przeczytałam wątek nie chcąc go komentować, ale teraz nie zdzierżyłam. enlightened, skąd takie doświadczenie życiowe? Skąd taka teoria? Człowieku, ile Ty masz lat? 17? Tylko młody wiek może usprawiedliwić takie farmazony jakie wypisujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
enlightened Re: 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:34 > Tylko młody wiek może usprawiedliwić takie farmazony jakie > wypisujesz. Dzieki za komplement - mlody nie jestem jezeli patrzysz na lata ale czuje sie pelen zycia - brak sprzatania gowna, halasu i nieprzespancyh nocy robi swoje (choc i te sie zdarzaja, choc z calkiem innych powodow)... Odpowiedz Link Zgłoś
tatamatyldzi Re: 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:45 przejdź na kreacjonizm, bo teoria doboru naturalnego może być dla Ciebie bardzo brutalna Odpowiedz Link Zgłoś
thetaa Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 15:34 Alez glupoty wypisujecie, co to w ogole za pytanie: warto czy nie warto? Dzieci sie chce lub nie chce miec, instynkt macierzynski ma sie rozwiniety mniej lub bardziej, czasem uswiadomiony dopiero z chwila urodzenia dziecka - lub nie; dziecko to nie przedmiot,zeby sobie nim cos zaspokajac, rownie dobrze mozna miec i nie miec dziecka w ramach - EGOIZMU(( Dziecko daje tyle samo nam, co my jemy, to jest wzajemnosc Ale nie kazdemu jest ona potrzebna i tyle; co tu dywagowac - kazdy ma inne potrzeby emocjonalne; problem w tym,zeby miec ich swiadomosc,zanim sie czlowiek na dziecko zdecyduje - lub nie! Odpowiedz Link Zgłoś
mola.m Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 17:24 Warto mieć dzieci. Po co? Choćby po to by dowiedzieć się co to znaczy kochać kogoś bezwarunkową i bezgraniczną miłością... Ale oczywiście powodów jest dużo więcej. Np. by mieć dla kogo żyć i starać się utrzymać "na powierzchni", by codziennie słyszeć "kocham cię". Dla jasności sytuacji dodam, że sama jestem matką trójki, ale bynajmniej nie jestem typem Matki Polki co to wszystko dla dzieci. A jeśli chodzi o rozwydrzone bachory z Superniani - cóż... Za okropne zachowanie dzieci w 100% odpowiedzialni są ich rodzice, którzy nie mają pojęcia o wychowywaniu dzieci. Tak na marginiesie... Większość ludzi, którzy kupują sprzęt agd przed jedo użyciem najpierw czyta instrukcję a gdy ma urodzić im się dziecko najczęściej nie przychodzi im do głowy by cokolwiek przeczytać na temat wychowania potomka. Odpowiedz Link Zgłoś
wiola361 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 18:57 Myślę, że jest to dobry temat na jakąś opasłą książkę. Ja w każdym razie byłabym w stanie ją napisać. Mieć dzieci czy nie mieć "oto jest pytanie"... . Mam 36 lat, jesteśmy z mężem 11 lat po ślubie i wszystkim życzę takich relacji jakie nas łączą. Dzieci nie mamy. Jest to nasza świadoma, przemyślana i ustalona jeszcze przed ślubem decyzja, chociaż ostatnimi czasy ten rozmawiamy na ten temat i zastanawiamy się powtórnie czy wybraliśmy słusznie ten model życia. Jesteśmy niewierzący z wyboru, więc religijne argumenty nakazujące posiadanie tzw. "potomstwa" odchodzą na bok. Jesteśmy bardzo niezależnie myślącymi ludźmi, a zatem presja rodziny, opinia społeczna na ten temat również nam "zwisa i powiewa". Część argumentów na tak i na nie jakie pojawiły się w naszych domowych dyskusjach (o różnej skali ważności)przytaczam poniżej: ARGUMENTY NA NIE: 1.Własna wygoda, egoizm -i kto nam tego zabroni? Będziemy żyć jak nam się podoba. 2. Dobrze nam razem -po co ktoś trzeci? 3. Jak chcemy możemy w każdej chwili spakować plecak i wybyć na kilka dni w góry. 4.Mam problemy z bezsennością, a dziecko niestety pospać nie da. 5. Poród, ciąża, szpital, fizjologia, ginekolog, łożysko,krew,itd. BRRRR!!! 6. Tycie, rozstępy, pieluchy,kolka niemowlęca,zasypki, szczepienia, alergie... etcetera. 7.Gorsza sytuacja finansowa i mieszkaniowa. 8. Świat czasem nie wydaje się aż takim wspaniałym miejscem, aby powoływać nowe istnienie. 9. Jak go wychowamy zgodnie z naszymi zasadami to będzie człowiekiem, który w życiu pocierpi,bo nie będzie "przystawał" i będzie miał swoje zdanie, a tego się nie lubi. 10. Nie podoba mi się obecne tzw młode pokolenie, z tym bezmyślnym wyrazem na twarzy i w markowych ciuchach, ewentualnie japiszonów idących po trupach do kariery(w większości, są wyjątki). 11. Jak by nam miał wyrosnąć tępy, "łysy blokers", albo jakby się dziewczynka wdała w babcię Helenkę, to lepiej łepek ukręcić zaraz po urodzeniu. 12. Niektóre cechy fizyczne nie podobają mi się i nie mam ochoty aby te geny przetrwały. Na mnie koniec.Moja prywatna zemsta na piegach, skłonności do tycia itd... 13.Dziecko nie zapewni opieki ani bytu na stare lata. Albo będzie nam siedzieć na karku bez pracy do 40-tki, albo się "wyuczy" i wyjedzie za lepszym życiem w świat.I na święta może (albo nie) prześle życzenia mailem). 14. A może zanim dorośnie to ta cywilizacja zje już własny ogon i zginie? -zanieczyszczenia, epidemie, wojny, zmiany klimatyczne i inne takie. Mojego życia mi nie szkoda, ale nie chcę widzieć cierpienia swojego dziecka. 15.Na świecie już żyje tysiące nieszczęśliwych dzieci, których nikt nie chce i nie kocha. Może zamiast powoływać na świat swoje, dać ciepło i dom jednemu z nich? Ale nawet gdybyśmy to chcieli zrobić, polskie procedury adopcyjne to koszmar. Za mało zarabiamy, za małe mieszkanie itd. ...ja mogę tak jeszcze długo, ale kto zechce to czytać? ARGUMENTY NA TAK: 1.Nowe doświadczenie i wyzwanie życiowe. 2. Zrozumienie jak to jest być mamą i tatą. 3. Przekazanie dziecku czegoś ważnego od siebie 4. Byłoby "nas" więcej, weselej w domu, mielibyśmy mniej czasu na "filozofowanie, że świat nie ma sensu". 5. Pod pozorem zabawy z dzieckiem, można się pobawić jego kolejką. 6. Jest dla kogo piec ciasto, ubierać choinkę,robić prezenty. 7. Mogłabym mojemu dziecku stworzyć ciepły, normalny dom jakiego sama nie miałam. Na razie argumentów na nie jest jednak więcej i raczej nie zdecydujemy się na dziecko. A mój "zegar biologiczny" w miejscu nie stoi. I za parę lat dyskusja na temat czy mieć dzieci, będzie już tylko czysto teoretyczna. Szkoda, że życie jest jedno i nie można wypróbować kilku jego wariantów. Wiele osób mówi, że będziemy żałować swojej decyzji. Jeśli tak, trudno. Myślę jednak, że gorzej by było gdybyśmy się zdecydowali je mieć i później tego żałowali. A rozmyślić się już nie da... . Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 19:52 4.Mam problemy z bezsennością, a dziecko niestety pospać nie da. na to akurat , dziecko jak znalazl, czasami jestem tak zmeczona ze nie pamietam jak sie do lozka doczolguje Czy ja dobrze zrozumialam ze autorka nie ma dzieci i podpuszcza forumowiczki? Dziecko to nie przedmiot, kariera itp. nie widze argumentow "za" lub "przeciw" Nie da sie wytlumaczyc radosci jaka niesie dziecko. Zaluje ze tak pozno zaczelam. Bede starala sie jeszcze o jedno. Z calych sil. Bo tak. PS. Dziecko urodzilam w wieku 36 lat ale oprocz jednej ciotki (ktora nie grzeszy delikatnie mowiac inteligencja) NIKT nigdy mnie sie nie pytal dlaczego nie mamy dzieci. Macie jakichs cholernie wscibskich znajomych/rodzicow/przyjaciol itp. Moze odpowiadajecie im poprostu ze to nie ich sprawa? Odpowiedz Link Zgłoś
wiola361 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 21:17 No cóż, niezbyt uważnie przeczytałaś moją wypowiedź. Naprawdę nic mnie nie obchodzą opinie innych osób na to czy mamy dzieci czy nie, to moja i tylko moja decyzja. Nie mam też zamiaru nikogo podpuszczać. A swoją drogą ciekawa jestem co przez to rozumiesz? Jeśli chcesz mieć dzieci to je miej. I miej ich ile tylko chcesz. To też Twoja sprawa i twój wybór. A ja nie oceniam decyzji innych ludzi. Tym bardziej, że to oni sami ponoszą ich konsekwencje. Poza tym dziecko nie jest dla mnie przedmiotem tylko człowiekiem i dlatego tym bardziej zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką jest powołanie go do życia bądź nie. Forum jest po to aby ludzie mogli podzielić się swoimi poglądami i poznać poglądy innych.Ja tylko tyle zrobiłam. Jeśli Cię to drażni, to po co tu wchodzisz? Odpowiedz Link Zgłoś
blum5 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 21:28 no wlasnie po co?lepiej ich nie miec wtedy cale zycie mozna spedzic skupiajac sie TYLKO NA SOBIE,kochac tylko siebie; czyz to nie cudownie? Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 22:49 hmmm jakby Ci to powiedziec.... autorka watku nie jestes Ty ale niejaka gazaro. Moja wypowiedz tylko w pierwszej czesci (bezsennosc i dziecko) dotyczyla czegos co powiedzialas. Ogolnie nie odpowiadalam na Twoj post, tylko bralam udzial w dyskusji. Nie bierz wszystkiego do siebie, I zgadnij dlaczego wchodze na e-dziecko? Odpowiedz Link Zgłoś
agpili Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 19:05 Jakbym czytała o sobie i swoich wahaniach! Nawet potencjalna babcia Helenka się zgadza, acz myślę, że Helenkę zniosłabym lżej niż Marysię, czyli moją własną rodzicielkę! Chciałabym Ci zwrócić uwagę na pewien post, który napisał ktoś dużo, dużo wcześniej. Że jeśli się doświadczyło dobrej miłości rodzicielskiej w dzieciństwie, a potem dobrej miłości małżeńskiej, to raczej mur-beton chce się mieć dziecko - dla przekazania dalej tego cudu uczuć, dla stwarzania czegoś fajnego w tym świecie. Uczę i mam do czynienia z rozmaitymi dzieciakami, i mogę zaświadczyć, że są fajne. Nieprawda, że współczesny młody człowiek jest z zasady zły, zdemoralizowany, itd. Czasem to mi było wstyd, kiedy leniłam się z czymś a któryś z moich uczniów co dzień jeździł do szkoły 20 km i jeszcze pieszo szedł na pociąg (ci "straszni" nastolatkowie?), albo dziewczynka na wózku forsowała przeszkody muzeum, bo chciała obejrzeć wystawę. Niektóre dzieci wspaniałe są, naprawdę. Tak, jak niektórzy dorośli. I z ich powodu aż chce się żyć. Moim problemem - a może i twoim? - jest to, że akurat w moim prywatnym życiu na tę wspaniałość nie natrafiłam. Pochodzę z patologicznej rodziny, miałam paskudne dzieciństwo. Oczywiście marzyłam, że spotkam mężczyznę - rycerza w białej zbroi, który wyzwoli mnie z tego domu i stworzymy razem lepszy dom, pełen miłości i kochanych dzieci. Naprawdę marzyłam o ciąży, rodzeniu, kupki mnie nie przerażały, czułam też, że byłabym dobra mamą dla dziecka i kochająca żoną dla męża. Ale było jak było. Prawdopodobnie gdybym poznała w tamtych czasach dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyznę, byłabym szczęśliwą posiadaczką wymarzonej rodziny z trojgiem dzieci. Ale nie poznałam, a rycerze w moim wieku niespecjalnie kwapili się do zakładania rodziny. Panowie zawsze niegotowi. Naprawde nie zdarzył mi się ani jeden narzeczony, który by chciał tego, co ja. Raczej tacy, co to by budowali chaty w Bieszczadach i żyli po indiańsku albo tacy, co się zbierali na powieść czterotomową i dzieci by im zakłóciły wenę. Wreszcie poznałam kogos bardzo odpowiedzialnego - urzekł mnie tym i sądziłam, że mamy podobne pragnienia, bo mi ciągle przytakiwał, na wszystko się zgadzał. Cóż, wzięliśmy ślub i okazało się, że mąż przytakiwał dla świętego spokoju, a tak naprawdę, to nie ma marzeń. Jest dziwnie zwrócony w przeszłość, przyszłości się boi, decyzji też, zmiana to dla niego katastrofa. Dąsa się o przestawiony mebel, wpada w szał, gdy mu kot naleje na buty i chce zwierza wyrzucać z domu, kiedy leżałam w szpitalu, nie chciał mnie odwiedzić, bo jego ojciec też był hipochondrykiem i nie da się drugi raz oszukiwać - w ogóle jest pełen podejrzeń, zatopiony we własnym bezpiecznym świecie rytuałów, nieotwarty na ludzi. Słabo się dogadujemy. Ale jest bardzo uczciwy, pracowity itp. Tylko iskry bożej w nim nie ma. I jak tu mówić o miłości i jej efekcie - dziecku? Lubimy się z meżem lub nawet jakoś kochamy, lecz słabo, płomiennego uczucia nie ma, oboje zdajemy sobie z tego sprawę. Do rozwodu też się nie kwapię, bo czuję, że bym zgrzeszyła odrzuceniem tak w sumie porządnego mężczyzny i bezpiecznego domu, który udało nam się stworzyć: po mojej rodzinie chyba zresztą i sam Frankenstein wydałby mi się słodkim miśkiem. Jest spoko, ale ze mnie jest taka maszynka, co bez miłości i prawdziwej bliskości nigdzie nie pojedzie. Już raczej bez pieniedzy, mieszkania czy etatu. Więc u mnie, poza tymi wszystkimi obawami, które opisałaś, jest deficyt miłości - a gdyby tego deficytu nie było, miałabym w pupie wszystkie obawy i urodziłabym trójkę. )) Dlatego zachęcam wszystkie rodziny, w których nie brakuje tego podstawowego elementu a jest jakaś obawa przed dzieckiem - odważcie się! Macie to, co najważniejsze! )) Odpowiedz Link Zgłoś
goshas3 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 15:05 wiola 361, po tym co napisałaś, jestem pewna, że byłabyś wspaniałą mamą. Dziękuję za ten post. Odpowiedz Link Zgłoś
llora Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 00:42 Powód jest jeden-przedłużenie gatunku(czysta socjobiologia). Swoje dzieci maja słonie,myszy,pająki. Rodzice(lub jedno z nich)chronią je przed niebezpieczeństwem i zimnem,karmia,uczą "przetrwania". Rodzice homo sapiens osiagneli wyższy poziom rozwoju. Dodatkowo jeszcze kochają. Ale to niczego nie zmienia. Prawda jest brutalna... Jestem młoda(22 lata) i z całą pewnoscia stwierdzam,ze jestem gotowa na dziecko. Nie moge Ci napisać dlaczego,po prostu chce je mieć,jest to dla mnie oczywiste i naturalne.Instynkt.Dlatego jestem opiekunką,dlatego odwiedzałam pare lat temu dom małego dziecka("zalazek"instynktu),dlatego czytam-mniej lub bardziej regularnie to forum. Nie wiem jak przeżyje okres pomiedzy zakonczeniem pracy opiekunki(kiedys trzeba isc do normalnej pracy) a urodzeniem własnego dziecka.Koło mnie musi być jakiś malec!Znamienne,ze dzieci(wszystkie,które znam) sie do mnie garną.Czują ten instynkt? Brzmi to zawsze dziwnie dla dalszych znajomych(ta zwariowana,roztrzepana Kaska i dziecko?)natomiast blizsi wiedzą,ze imprezy już dawno przestały być dla mnie priorytetem(szalałam i to ostro ale w wieku ok.16 lat)i jestem w stanie ograniczyć znacznie ich ilosc lub w ogole na jakiś czas zrezygnować. Jeżeli chodzi o inne formy spotkań ze znajomymi to i tak trzeba mieć wszystko zaplanowane(ludzie pracuja,studiują,to nie czasy liceum i "spontan" rzadko sie zdarza.) To tyle do punktu pierwszego. Punkt drugi kogoś zawsze sie martwisz.Zreszta sądze(a przynajmniej mam nadzieje),że kiedy bede umierać moje dziecko nie bedzie "maleństwem" ) Punkt 3:nie oglądałam superniani ale byłam opiekunką czwórki dzieci(dwojką nadal sie zajmuje) i wierz mi,choć czasem doprowadzaja do szału-mozna wytrzymać Po prostu-Twój czas jeszcze nie nadszedł. Odpowiedz Link Zgłoś
lila1974 Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 08:59 Nie rozpatrywałam z ołówkiem w ręku, jakie są argumenty "za" a jakie "przeciw". Dalam się ponieść instynktowi i wzorcom wyniesionym z rodzinnego domu. Moja rodzina jest szczęśliwa, więc ja też chcę taką stworzyć. Tak wiem - TO EGOIZM - mam tego pełną świadomość ale jest mi z tym SUPER Odpowiedz Link Zgłoś
woman-in-love Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 12:56 Masz rację - mamy dzieci, bo TAK TRZEBA. koniec kropka. Odpowiedz Link Zgłoś
zoja79 Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 14:25 Dziwnie to jakoś rozpatrywać w kategoriach "po co". Chyba jest bardzo mało osób, które z kartką w ręku wymieniają argumenty za i przeciw. Ja się zakochałam, poczułam że to właśnie z tym człowiekiem chcę przeżyć moje życie, a dzieci pojawiły się jako naturalna "konsekwencja" miłości. Wczoraj byłam na tradycyjnym ubieraniu choinki w domu rodziców, 85-letnia babcia, która wszystkimi jeszcze chciałaby dyrygować, mama z siostrą spierające się gdzie przypiąć aniołka, mój tata strugający z siebie wariata, bo przecież nie można odmówić ukochanym wnukom owinięcia dzidka girlandami i ten dźwięczny śmiech maluchów, dla mnie najcudowniejszy dźwięk świata. Czułam się tam dobrze i bezpiecznie, to rodzina daje mi siłę, dla mnie ma wyższej wartośći a bez dzieci rodzina byłaby niekompletna. To jest dla mnie w życiu naprawdę ważne, reszta to pryszcz. Odpowiedz Link Zgłoś
silvik Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 16:39 Mausia napisała: "Argumenty ZA: żebym nie musiała studiować ani pracować: rodzinie, znajomym i mężowi mówię, że ciężko pracę i naukę pogodzić z wychowywaniem dziecka, dzięki temu mogę być w domu (a pieniążki i tak mam, bo mąż pracuje i dobrze zarabia, starcza mi i mojemu dziecku na wszystko)" A ja pracuję i jednocześnie studiuję, i mam 3,5 letniego synka... Nie rozumiem takiego podejścia jak Mausia, być całkowicie zależna od innych...Mąż przecież nie musi być na zawsze(z różnych powodów...) a zostać sama z dzieckiem, bez pracy, bez wykształcenia...Nie potrafiłabym całe życie być na garnuszku męża... Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
lmblmb Nie żałuję tej decyzji. 23.12.06, 17:27 gazaro napisała: > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci. > Oto są moje: > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce Fakt. Ale ten fakt z (rosnącym) wiekiem przestaje mieć znaczenie. Ciężej jest spontanieczniewyskoczyć do kogoś na imprezę, ale za to można u nas robić. Dzieci czasami widzą kogoś śpiącego w pokoju z telewizorem i szybko lecą rano nas o tym powiadomić > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie Z maleństwem? Po dwóch latach to już nie jest maleństwo. Moje mają 6 i 8, i mam spokój. > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani. Ja też nie, tak jak 90% pozostałych z nas (rodziców). Nie żałuję tej decyzji. Mam komentarz do wszystkich pań piszących zdania w rodzaju "mogę wyjść gdzie chcę": Proponuję zawsze być sobą. Jeśli Panie nie dorosły do tego, żeby być matkami, to nie widzę powodu, żeby się tego wstydzić. Moja siostra ma 36 lat, a jej dzieci mają dopiero 1 i 3 lata. Odpowiedz Link Zgłoś
yagiennka A po to 23.12.06, 18:46 Dlaczego warto miec dzieci: - wzbogacają nasze życie o doświadczenia, których nic innego nie jest w stanie nam dać - dają wiele radości, gdy obserwujemy ich dorastanie i dojrzewanie - potrafią nadać życiu nowy sens - dają niespożytą siłę w walce z przeciwnościami losu - zapełniają dom swoim dziecięcym śmiechem i świeżymi pomysłami, przy dzieciach można odmłodnieć - sprawiają, że nie czujemy się samotni, zwłaszcza na starość - zapewniają przedłużenie gatunku (w końcu bez dzieci byśmy wymarli) Generalnie widzę przeważające korzyści niż niedogodności, problemy typu: odebranie niezależności i wolności to banialuki a nie powody do rezygnowania z dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
teyoo Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 21:51 Prawda jest taka, że jedni chcą mieć dzieci (i je mają) a drudzy takowych nie chcą. I ci pierwsi gremialnie atakują drugich, rzucając epitetami "jesteście nienormalni, powinniście się leczyć" albo protekcjonalizm "jak dorośniesz, to ci się odmieni". Przy czym obie strony jednakowo miotają się w ekstremalnych wyrażeniach (lukier i ciucianie + agresja z jednej, a określenia "rzygać mi się chce na widok bachora" z drugiej), tylko że "dzieciatym" uchodzi to płazem, a "nie-dzieciatym" dostaje się etykietka chorego potwora.. bo głoszą niepopularne poglądy.. To tyle po lekturze niniejszego wątku. // Posiadanie dzieci nie ma nic wspólnego z 'dojrzałością'. Ileż osób pisało, że też nie chciały mieć dzieci, a jak urodziły, to od razu im przeszło.. i wyjaśniają - hormony. Więc kilka związków chemicznych trudno potraktować jako legendarną "dojrzałośc". Tak więc argument ten jest chybiony. // Rozmnożenie się po to tylko, by "miał ci kto podać szklankę wody na starość", uważam za wysoce egoistyczne. Gdzie ta wszechogarniająca bezinteresowna miłośc do dziecka, o której z lubością się rozpisujecie? Jeśli macie dzieci w konkretnym użytkowym celu - by zapewnić sobie wygodne życie na stare lata (godna podziwu pewność, że dzieci się wami zajmą to OK, nic mi do tego, ale nie mydlijcie oczu idealistycznymi farmazonami i przyznajcie uczciwie, że kierujecie się własnym interesem. Będzie uczciwie i szczerze. // Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę możliwości adopcji? Jeśli pragniecie po prostu mieć dziecko, to droga wolna - domy dziecka są pełne. Ale jakoś nikt się nie rwie do tego.. hmm... dziwne. Nikt nie chce? A tu przecież tylu wielbicieli dzieciaczków.. Aaa, bo własny to co innego! No a co za różnica? // Ktoś tu pisał komicznie brzmiące patetyczne pierdoły o "nieśmiertelności". Ubawiłam się nieźle. Naprawdę w to wierzycie? Że w jakiś cudowny sposób dziecko was unieśmiertelni? Jak? Będąc kawałkiem waszego DNA? Hehe.. prawda jest taka, że umrzecie, i tyle. Skończy się wszystko. Żadnej nieśmiertelności, po prostu zjedzą was robale. A jeśli to nieśmiertelność metaforyczna, to też nie wiem, czemu wam na tym zależy. Że niby jak umrzecie, dzieci będą was wspominać. No i co z tego? Przecież wtedy już nie będziecie istnieć i nawet się o tym nie dowiecie.. Ja osobiście nie chcę mieć dzieci, ale nie mam nic do "dzieciatych". Nie podoba mi się tylko ta agresja, gdy tylko ktoś wyrazi niepoprawny politycznie pogląd (jak autorka wątku), że nie chce mieć dzieci. Od razu rzuca się cały tłum matek z pianą na ustach i z oburzeniem.. a te łagodniejsze cedzą z wyższością "dorośniecie, to zmieni wam się optyka". A miejcie sobie i dziesiątkę dzieci, ale zrozumcie, że są osoby, które dzieci mieć nie chcą, nie potrzebują i nie są bynajmniej nienormalne ani niedojrzałe. Co tu jest do rozumienia? Wystarczy tolerancja No i rozumiem, że można mieć dzieci z powodów innych niż wymieniłam u góry, ale chodzi mi o to, że wiele osób je wymienia, uważając przy tym, że to takie wziosłe i cudowne, a okazuje się, że nie za bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 22:39 Dziwne ale jak przeczytalam dwa pierwsze zdania to pomyslalam "ta nie ma dzieci". Mam tylko jedno pytanie: nie chcesz miec dzieci a wiec czy planujesz adopcje? Tak na marginesie DD sa pelne ale dzieci do adopcji brak, w Wie czeka sie na dziecko podnad dwa lata. Dzieci z DD maja najczesciej nieuregulowana sytuacje prawna i nie mozna ich adoptowac. Ponadto aby byc zakwalifikowanym do adopcji trzeba przebyc skomplokowana procedure. Jakie sa kryteria gdzie chetnych rodzicow jest wiecej niz dzieci kazdy moze sobie wyobrazic. To nie jest "wolna droga, adoptujcie sobie" I odpowiem Ci ze tak, ja rozwazam taka mozliwosc jezeli nie uda mi sie urodzic drugiego dziecka to ja mysle o adopcji. Tylko nie wiem ( a raczej wiem) co moj maz o tym mysli... A na drugim marginesie ktos napisal ze aby chciec miec dziecko trzeba bylo doznac wielkiej milosci (jakos tak, tylko ze ladniej), mi sie wydaje ze Ci co nie chca dzieci (bez obrazy bo mi rybka czy macie czy nie) czesto nie doswiadczyli takiej milosci lub tez zostali wychowani na piedestale (to tak jak ja) a nie oszukujmy sie, jak sie rodzi dziecko to z piedestalu sie spada na zbity pyszczek. A na trzecim marginesie: mozna nie chciec miec dzieci ale teksty o "smierdzacych bachorach na widok ktorych chce sie zygac sa porazajace". Co bedzie jak wasi partnerzy znowu zaczna srac do pieluch? Bedziecie na nich zygac??? A na czwartym marginesie: WESOLYCH SWIAT!!!!! i niech Bociany docieraja tylko tam gdzie sa mile widziane Odpowiedz Link Zgłoś
yagiennka Jesteś trochę zabawna i niewiele rozumiesz :) 23.12.06, 22:44 To nie dojrzałość decyduje o tym, że chcemy miec dzieci ale mając dzieci błyskawicznie dojrzewamy. Stajemy się odpowiedzialni już nie tylko za siebie ale i za innego, małego człowieka. Na pewno nikt nie chce miec dzieci tylko po to aby zajęły się nim na starość, ale nie ma w tym powodzie NIC złego. Jest to zwykłe ludzkie uczucie, mając dzieci mamy nadzieję, że odpłacą nam się kiedyś za opiekę i miłość tym samym. Zwykłe prawo dawania i brania, wszystkie relacje między ludźmi się na tym opierają, coś dajesz i coś dostajesz w zamian. Altruzizm jest fikcją, nie występuje w przyrodzie. Wyobraź sobie że nie każdy czuje sie na siłach pokochać cudze dziecko. Poza tym adopcja to długi i żmudny proces, kolejka oczekujących jest długa, mija kilka lat czasami zamin załatwione zostaną wszystkie formalności. Hehe, i nie rozumiesz tego pojęcia "nieśmiertelności", to po prostu przekazanie swoich genów, my odejdziemy dzieci zostaną, urodzą swoje dzieci itd. Odwieczny cykl życia. Wydaje mi sie że w Twoim przypadku faktycznie nie dorosłaś do bycia matką. Ale przyjmij do wiadomości że inni mają swoje zdanie, zupełnie inne od twojego. A ty po prostu w ogóle nie rozumiesz o czym mowa. Nazywa sie to prostymi słowami a owszem, chodzi o coś większego. Proste uczucia właśnie są najszlachetniejsze. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Ja wiem, po co. 24.12.06, 10:20 Po co mieć dzieci? Proste - ja sobie siedzę i czytam posty, a trójka moich dorosłych lub nastoletnich dzieci robi pierogi, myje podloge i szoruje łazienkę. O! Odpowiedz Link Zgłoś
pewna_kobieta Re: Ja wiem, po co. 24.12.06, 16:12 Z moich obserwacji wynika, że najczęściej za innymi młodymi ładnymi kobietami oglądają się mężczyźni spacerujący ulicami z dziećmi. Z jednej strony pchają przed sobą wóżek, a z drugiej strony ich wzrok błądzi na boki. To tatusiowie najczęściej desperacko podrywają hostessy w hipermarketach. A że robią to trzymając za rękę dziecko to ich szanse w porównaniu z tymi bezdzietnymi są o wiele mniejsze. Wystarczy, że kobieta się do nich uśmiechnie, a oni puszczają dziecko i lecą do niej... Może wiedzą, że przez swoje zobowiązania rodzinne mają mniejsze szanse, dlatego też nie chcą przegapić okazji, która może jest już jedyną w życiu...Takie jest życie niestety. Więcej ich interesują długie nogi kobiety niż płacz dziecka. Odebrać dziecko z przedszkola pojadą jedynie wtedy, gdy na daną zmianę pracuje młoda przedszkolanka (wiem z relacji koleżanki - przedszkolanki, jak często jest podrywana przez "odpowiedzialnych i szczęścliwych" tatusiów). I po co mężczyźni płodzą dzieci?... Moja ocena zaistniałego stanu rzeczy - żeby nie było wątpliwości - jest naganna. Chciałeś mieć dziecko to się zajmuj dzieckiem, a nie spódniczkami. Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: Ja wiem, po co. 25.12.06, 00:36 pewna_kobieta napisała: >Wystarczy, że kobieta się do nich uśmiechnie, a oni puszczają dziecko i le > cą do niej... Może wiedzą, że przez swoje zobowiązania rodzinne mają mniejsze s > zanse, dlatego też nie chcą przegapić okazji, która może jest już jedyną w życi > u...Takie jest życie niestety. Więcej ich interesują długie nogi kobiety niż pł > acz dziecka. Odebrać dziecko z przedszkola pojadą jedynie wtedy, gdy na daną zm > ianę pracuje młoda przedszkolanka (wiem z relacji koleżanki - przedszkolanki, j > ak często jest podrywana przez "odpowiedzialnych i szczęścliwych" tatusiów). I > po co mężczyźni płodzą dzieci?... __________________ aaaaaaaaaaa stek bzdur facet to facet - z dzieckiem czy bez, za rozneglizowaną dupą zawsze sie obejrzy na jakosc ojcostwa to nie wpływa, stwierdzam z calym przekonaniem Odpowiedz Link Zgłoś
pewna_kobieta Re: Ja wiem, po co. 25.12.06, 16:22 Do moofki Napisałaś coś o jakości ojcostwa. Skoro mężczyźni wolą słuchać hostessy w hipermerkecie a nie swojego dziecka, skoro tracą nim zainteresowanie jak zobaczą atrakcyjną laskę - to chyba jakość ojcostwa nie jest zbyt wysoka. Jak się rozejrzysz po ulicy to po pierwsze kobiet pchających wózki dziecięce jest o wiele więcej niż mężczyzn. A jak już któryś wyjdzie na spacer z dzieckiem, to albo się rozgląda na boki i z dzieckiem w ogóle nie rozmawia, albo prowadzi długie rozmowy przez telefon komórkowy, jednocześnie drugą ręką prowadząc dziecko. Wiele kobiet się uskarża, że ich mężowie mało się zajmują dziećmi. Zobacz na placu zabaw ile jest kobiet z dziećmi, a ile mężczyzn. Oni mając do wyboru piaskownicę a blondynkę/brunetkę/szatynkę zawsze wybiorą to drugie. Kobieta mając do wyboru opiekę nad dzieckiem a fryzjera/kosmetyczkę/fitness/kino zawsze wybierze to pierwsze. Odpowiedz Link Zgłoś
alfama_1 Re: do pewna_kobieta 25.12.06, 16:43 Nie znam mężczyzn, którzy wybierają hostessę a nie dziecko. Znam matki, które chodzą do fryzjera. Na podstawie nieprawdziwych uogólnień wysnuwasz błędne wnioski. Odpowiedz Link Zgłoś
yagiennka Re: do pewna_kobieta 26.12.06, 17:13 Dokłądnie. Ja znam tatusiów którzy zsaleją za swoimi dziećmi i wszystkie hostessy mają gdzieś. Czesto też widzę taką scenke, gdzie mamusia sobie idzie obok a tatuś niesie na rękcah swoje dziecko wpatrzony w nie jak w obrazek, tez nie raz widzę tatusiów z wózkami lub prowadzących dzieic za rękę a mamusia gdzies z boku, lub po prostu prowadza je oboje. Nie ma to jak bzdurne uogólnienia. Bywa po prostu różnie. Jak kobieta ma męża idiotę i prostaka to oczywiście że ten woli hostessy a dziecka się wstydzi. Ale i idioci sa na świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
pewna_kobieta Re: do pewna_kobieta 26.12.06, 20:41 Problem w tym, że większość mężczyzn jest obojętnych na los własnych dzieci. Zdarzają się wyjątki - jeden na milion. Mam przed oknem widok na plac zabaw - oprócz dzieci są na nim same kobiety. Mężczyzna pojawia się tam bardzo rzadko, prawie wcale. Widać mężczyźni mają ciekawsze zajęcia niż zabawa z dzieckiem. A to, że gdy likwikowano Fundusz Alimentacyjny podniosła się wrzawa społeczna też do ciebie nie przemawia? Mnóstwo dzieci jest w kraju utrzymywanych z pieniędzy państwa, bo szanowni tatusiowie w ogóle nie chcą płacić na własne dziecko. Porównajcie sobie proporcje samotnych matek i samotnych ojców - one jasno pokazują, że mężczyźni często mają gdzieś swoje dzieci, a kobiety nie. Zresztą są domy dla samotnych matek, a domów dla samotnych ojców nie ma, bo by nie było chętnych. Moje ogólnienia są prawdziwe, wystarczy tylko przejrzeć statystyki. Odpowiedz Link Zgłoś
alfama_1 Re: do pewna_kobieta 26.12.06, 21:03 > Mam przed oknem widok na plac zabaw - oprócz dzieci są na nim same kobiety. Mężczyzna pojawia się tam bardzo rzadko, pra > wie wcale. Widać mężczyźni mają ciekawsze zajęcia niż zabawa z dzieckiem. Np.są wtedy w pracy. Wieczorami widzę wielu ojców na placach zabaw. > Porównajcie sobie proporcje samotnych matek i samotnych ojców - one jasno pokazu > ją, że mężczyźni często mają gdzieś swoje dzieci, a kobiety nie. Zechciej dostrzec złożoność problemu. Sądy przyznają opiekę nad dziećmi częściej matkom niekoniecznie dlatego, że ojcowie nie chcą zajmować się potomstwem. Nie chce mi się tu wchodzić w szczegóły, to temat na inny wątek. Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: do pewna_kobieta 27.12.06, 08:56 no coz, ja na plac zabaw nie chodze wprawie w ogóle czy po tym mozna juz ocenic jakosc stopien mojego zaangazowaia w macierzynswto i milosc do synka? Odpowiedz Link Zgłoś
sonia765 Re: do pewna_kobieta 27.12.06, 12:24 yagiennka napisała: > Dokłądnie. Ja znam tatusiów którzy zsaleją za swoimi dziećmi i wszystkie > hostessy mają gdzieś. Czesto też widzę taką scenke, gdzie mamusia sobie idzie > obok a tatuś niesie na rękcah swoje dziecko wpatrzony w nie jak w obrazek Ja znam żonatego kolesia, który za babami lata, ale za córeczkę dałby sie poćwiartować - na monitorze w pracy zdjęcie małej, na wyświetlaczu w komórce też, ciągle opowiada co cudownego powiedziała, zrobiła, itd. Znam też takiego, który od żony odszedł, a ta z zemsty utrudnia mu kontakty z córkami i nastawia przeciw niemu. Facet przeżywa to strasznie, ciągle o tym mówi. Odpowiedz Link Zgłoś
aga1000 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 14:25 Bardzo fajny i prawdziwy post.Dużo trafnych spostrzeżeń. Chyba faktycznie "dzieciaci" bez pardonu i uzywając dziwnych argumentów atakują tych, którzy potomstwa nie mają. Nie rozumiem tylko dlaczego. PS Jestem matką dwójki małych dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
bez_grzechu Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 18:27 teyoo napisala: ** (BTW - nie zamierzam brac tu stron, ale nie powstrzymam sie zeby nie skomentowac ** (...) // Posiadanie dzieci nie ma nic wspólnego z 'dojrzałością'. Ileż osób pisało, że też nie chciały mieć dzieci, a jak urodziły, to od razu im przeszło.. i wyjaśniają - hormony. Więc kilka związków chemicznych trudno potraktować jako legendarną "dojrzałośc". Tak więc argument ten jest chybiony. ** Chyba te hormony jednak pomagaja dojrzewac... Bo mimo wszystko - dojrzalosc jest potrzebna w obliczu odpowiedzialnosci za dziecko. ** (...) // Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę możliwości adopcji? Jeśli pragniecie po prostu mieć dziecko, to droga wolna - domy dziecka są pełne. Ale jakoś nikt się nie rwie do tego.. hmm... dziwne. Nikt nie chce? A tu przecież tylu wielbicieli dzieciaczków.. Aaa, bo własny to co innego! No a co za różnica? ** Z tym sie zgodze, ze rzeczywiscie nie powinno byc zadnej roznicy. Ale z drugiej strony adopcja jest b. trudna do przeprowadzenia (przeszkoda moze byc wymagany max. wiek, minimalne zarobki itd.) ** // Ktoś tu pisał komicznie brzmiące patetyczne pierdoły o "nieśmiertelności". Ubawiłam się nieźle. Naprawdę w to wierzycie? Że w jakiś cudowny sposób dziecko was unieśmiertelni? Jak? Będąc kawałkiem waszego DNA? Hehe.. prawda jest taka, że umrzecie, i tyle. Skończy się wszystko. Żadnej nieśmiertelności, po prostu zjedzą was robale. A jeśli to nieśmiertelność metaforyczna, to też nie wiem, czemu wam na tym zależy. Że niby jak umrzecie, dzieci będą was wspominać. No i co z tego? Przecież wtedy już nie będziecie istnieć i nawet się o tym nie dowiecie.. ** Najpierw, gwoli wyjasnienia - rozni ludzie maja rozne potrzeby, w tym, ze tak powiem, duchowe, i dla wielu jest bardzo wazne, ze beda wspominani po smierci etc. Ale nawet te badziej doslowne znaczenie "niesmiertelnosci" jest w pelni uzasadnione - w koncu to przeciez oczywiste ze jestesmy tez naszym DNA, i ze jezeli go przekazemy to ta czesc nas bedzie zyla po naszej osobistej smierci. ** (...) ** Pozdrawiam! BG Odpowiedz Link Zgłoś
paulajal Re: Po co nam te dzieci 25.12.06, 19:35 Uważam co prawda sporo osób mieć dzieci nie powinno, patrząc na niektórych rodziców... Uważam też, że nie ma się do czego zmuszać, że każdy ma prawo do własnego wyboru, nawet jeśli jest nim skrajny egoizm. Ja akurat jestem szcześliwą i spełnioną mamą, ale uczciwie przedstawię za i przeciw: ZA: - zaznanie uczucia takiego absolutnie bezgranicznego pokochania i uwielbienia kogoś -strasznie dużo radości i śmiechu -zbliżenie z partnerem po przyjściu na świat owocu naszej miłości PRZECIW: -pobudki ok 5-6rano -niemożliwość wysypiania się i czasami skrajne zmęczenie -pewne ograniczenia w wyjściach, szaleństwach -nieustanny niepokój o moje najukochańsze dziecko, o jego zdrowie, przyszłosć Odpowiedz Link Zgłoś
fiordilligi Re: Po co nam te dzieci 25.12.06, 19:55 Pamiętam swoje życie, kiedy nie było w nim moich dzieci - było fajnie, swobodnie, wygodnie. Teraz mam dwoje dzieci i nie jest już ani tak samo wygodnie, ani tak samo swobodnie ale jest nadal fajnie, fajniej, o wiele fajniej jest. Dzieci kochają i uczą kochać. Byłabym teraz jak miedź brzęcząca, gdybym nie miała przy sobie dzieci - potencjału mozliwości, który zaskakuje, który mnie uczy, jak złożony jest człowiek i że każdy jest inny, nawet jak zrodził się ze mnie, wyskoczył z mojego brzucha - a jednak to człowiek, który ma SWOJE zdanie. Zdaję sobie sprawę, że dla bezdzietnych to dziwnie i śmiesznie brzmi - tak samo dla mnie brzmia czasem wypowiadane przez nich krytyczne opinie o rodzicielstwie i dzieciach w ogóle, własnie w stylu "jadę sobie gdzie chcę". Bzdura, że mogłabym sobie jechać gdzie chcę i kiedy chce - ziemia to nie niebo - zawsze bedzie ograniczenie, jak nie dziecko to praca albo jej brak. Wole jeździc rzadziej, niz zawsze wtedy, kiedy mam ochotę - ale za to z dziecmi . Uwielbiają jeździć wszędzie, wręcz mobilizują mnie do pakowania się o czwartej nad ranem. Wolę martwic się o kogoś, bo jak kogoś nie będzie, to będę sie martwić o siebie - a to jest gorsze, moim zdaniem.To juz tak jest, że z istoty człowieczeństwa wypływa troska o innych, najcześciej małych lub słabszych. Nie uważam się za niewolnicę, a "superniania" to w moim mniemaniu program komercyjny, który ma przyciągnąć widownię a nie pokazywać wyłaczną prawdę.Dzieci wychowywane , a nie hodowane, prezentuja raczej inny, niż w programie, sposób bycia.Już nic bardziej błędnego nie ma, jak ufać telewizji. i najważniejsze: z dziećmi się rozmawia, one słuchają pieknie, doskonale rozumują i potrafią nas nagrodzić wspaniałymi słowami, które sie długo pamięta. Być może traktuje moje macierzyństwo wzniośle, ale jestem przekonana, że wiekszość rodziców tak do tego podchodzi od chwili, kiedy weźmie na rece swoje dziecko. Tego niestety nie da się opisać tym, którzy z wyboru nie chcą mieć dzieci. Tak w skrócie można uzasadnić brak wzajemnego zrozumienia - to taka mała przepaść - pokonać ją jest dość trudno, w zasadzie się nie da . pozdrawiam wszystkich Fiordilligi - Odpowiedz Link Zgłoś
crusk moje 3 powody... 25.12.06, 21:44 żeby dzieci mieć: 1. Świat postrzegany przez dziecko jest prostszy od świata dorosłych. Warto nauczyć się, gdzie można odpuścić, a dziecko jest świetnym nauczycielem. 2. Mając dziecko, przez rok-dwa owszem trudniej ruszyć się z domu, ale można robić rzeczy, które „dorosłym” nie przystoją (zjeżdżanie z wielkiej dmuchanej zjeżdżalni to naprawdę niezła frajda). 3. I jeszcze to ciepełko. I „kocham Cię moja mamo” „dobrze, ze jesteś mamo” itd. W dorosłych ustach nie brzmi to tak szczerze jak w dziecinnych. Zanim urodziłam syna trudno było mi to zrozumieć. Raczej skłaniałam się przeciw posiadaniu dziecka. Dziecko wywołuje uczucia, o których nie mają pojęcia bezdzietni. Tajemnica tkwi w tym, że tego nie da się opisać. Trzeba poczuć. Czasem są to uczucia negatywne, dlatego niech ma dzieci ten, kto chce. Odpowiedz Link Zgłoś
sonia765 Re: moje 3 powody... 27.12.06, 12:30 crusk napisała: > 3. I jeszcze to ciepełko. I „kocham Cię moja mamo” „dobrze, z > e jesteś mamo” itd. Nie jestem do końca przekonana, czy bardzo małe dziecko rozumie dokładnie sens słów "kocham cie", czy rozumie co to miłość, czy raczej mówi tak swojej mamie w rewanżu. Natomiast czasami za 10 lat to samo dziecko mówi "nienawidzę cię", "żałuję że mnie urodziłaś" i wtedy dopiero boli. Mimo, że to pewnie wyraz buntu, ale wtedy zabrzmi to równie sugestywnie i szczerze, a któraż matka słysząc to nie rozpłacze się? Odpowiedz Link Zgłoś
paulini86 Re: Po co nam te dzieci 26.12.06, 16:29 mam nadzieje ze nigdy bachor mis ie nie przytrafi, bo to koniec życia Odpowiedz Link Zgłoś
malazuzia Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 14:05 Nie dla każdego dziecko jest bachorem i nie każda kobieta powinna zostać matką. Odpowiedz Link Zgłoś
aania25 Re: Po co nam te dzieci 26.12.06, 17:39 Ja podam jeden argument za: W te swieta gdzy skladalismy sobie zyczenia, moje 3.5 letnia corcia nie wiedzac co mi zyczyc powiedziala "Kocham Cie" a mezowi zyczyla duzo cukierkow, zeby nauczyl sie mowic po angielsku i zeby sie z nia bawil. To bylo po prostu wspaniale. To ze powiedziala Kocham Cie bylo tak szczere, ze nie sposob tego porownac do niczego. Wiele razy sie mowi komus ze sie kogos kocha ale to jest milosc zobowiazujaca do czegos. Milosc dziecka jest nieskazitelnie bezinteresowna. To jest wspaniale. Odpowiedz Link Zgłoś
ello12 dla ich dobra ;) 26.12.06, 18:12 bardzo lubię bawic się z dziecmi ale jestem niskiego wzrostu i boję się że dziecko też takie będzie. Nie chciałbym nikogo unieszczęliwiac Odpowiedz Link Zgłoś
rozentali Ludzie głupoty wypisują 27.12.06, 01:52 Czy warto mieć dzieci? Tak samo można zapytać: Czy warto przeżyć miłość spełnioną? Dla jednych to "wymiana płynów ustrojowych", a dla innych to Cud we Wszechświecie. Nie jest lekko wychowywać dzieci. O nie. Ludzie często sobie nie radzą. Ale. Gdy patrzę na małżeństwa bezdzietne, do ok. 37 roku życia są to ludzie weseli, spełnieni, żyjący z radością i czerpiący z życia wiele przyjemności, potem to się zmienia, dziwaczeją, smutnieją, otaczają się kotami (nie mam nic przeciw kotom). podróże nie sprawiają już takiej radości, urodziny dobijają, wsłuchani są w swoje kiszki, wątroby i guzki. Nie ma o czym z nimi gadać, bo to smutne samoluby. Odpowiedz Link Zgłoś
ozpol Po co nam te dzieci - zeby bzdury pisaly jak TY!!! 27.12.06, 10:16 Gdyby twoi rodzice tak mysleli jak ty to bys takim bzdetow nie pisala. Moze pomysl jaka przyjemnoscia jest miec rodzicow i jak przyjemnosc dasz swoim dziecia, a o wrzeszczacych to moze to jestes ty jak mialas 3 lata i bylas rozuszczona malenka.. Oj smutne to ...dorosnie to moze zrozumiesz jak nie bedzisz miala dzieci i niebedzisz cie czula czescia czyjegos zycia gazaro napisała: > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci. > Oto są moje: > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani. Odpowiedz Link Zgłoś
aga1000 O rany! 27.12.06, 12:56 Początek jak w temacie)) Pytanie (wybacz autorko wątku) wydaje mi się głupie i podpuszczające do jakichś zupełnie beznadziejnych dyskusji. czy naprawdę trzeba szukac argumentów do nieposiadania dzieci i na odwrót do tego, ze się je ma?! No dajcie spokój, mimo tego że nasz kraj staje się cinajmniej dziwny (żeby nie uzyć mocniejszych słow) to ciagle nikt nie może nas zmusić do jednej albo drugiej opcji. I jeszcze słowko o pojawiającej się teorii dotyczącej "zapuszczenia intelektualnego" rzekomo występującego nagminnie u rodziców. No błagam, sami na pewno znacie "zapuszczonych" singli czy DINKów tyrajacych kilkanaście godzin dziennie, a w weekend rozwijających się intelektualnie i manualnie klikajac pilotem i ogladając "intelektualną:" sieczkę w TV. Z drugiej strony łatwo też znaleźć mamusie, dla których szczytem wysiłku intelektualnego jest przeczytanie "Pani Domu" tudzież "Dziecka". Smiem twierdzić, ze nie dzieci tu winne bądź nie tylko osobnicze predyspozycje i lenistwo bądź zwykła umysłowa niemoc. Znani mi sa rodzice, którzy własnie po urodzeniu sie dziecka zaczęli robić doktoraty, uczyć sie nowych rzeczy bo głupio, żeby dziecko miało "głupich" rodziców. Zatem nie upraszczajmy i nie róbmy z rodziców jednostek ogłupiałych, bo wychowanie dziecka to naprawdę duzy wysiłek w tym także intelektualny. i wcale nie taka prosta sprawa. A czasu fakt-zwłaszcza przy małych dzieciach-ma się dla siebie niewiele. Ale może dlatego łatwiej go docenić i zorganizować i nie rozmieniać się na drobne. Pozdrawiam gazaro napisała: > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci. > Oto są moje: > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani. Odpowiedz Link Zgłoś
majkimama Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 14:51 Moje argumenty ZA: - poznajesz uczucie obezwładniającej miłości (nie do porównania z czymkolwiek, - możesz kształtować drugiego człowieka, pokazywać mu świat, przekazywać ważne wartości, - możesz robić rzeczy, o których już dawno zapomniałeś jak lepienie bałwana, robienie łańcucha na choinkę, etc, Moje argumenty przeciw: Tylko jeden - jeśli nie masz w sobie pragnienia dziecka to nie powinieneś go mieć. Odpowiedz Link Zgłoś
dr_grey Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 15:05 Myślałam, ze obecnie najgrubsza czerwona linia podziału przebiega między zwolennikami PiS i resztą DD. A tu widzę, że to jest między dzieciatymi i niedzieciatymi. Ekstra. Co Wy wszyscy redukujecie dysonans poznawczy i koniecznie samych siebie przekonujecie, że warto/nie warto? Odpowiedz Link Zgłoś
mamapaptylka Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 15:30 jak się ma dzieci to się człowiek nie zastanawia po co. Ma sie je po to żeby były. I wcale się człowiek nie zastanawia co by było bez nich skoro z nimi jest dobrze. Nie obchodzi mnie w tej chwili co będzie jak będzie nastolatkiem, jak dorośnie. Był ślicznym, pachnącym niemowlaczkiem (tak, mamie nawet dziecięce kupki pachną), teraz jest energicznym dwulatkiem (energicznym, nie negrzecznym). Moje życie nie ma nic wspólnego z tym z Superniani. Poprostu nie zastanawiam się co by było gdybym sie nie zdecydowała na dziecko, tak samo jak nie zastanawiam się co by było gdybym nie poznała męża, zdecydowała się na inny kierunek studiów czy na mieszkanie w innym mieście. Przez takie gdybane można na głowę dostać. Szanuję tych którzy dzieci mieć nie chcą i wcale nie zamierzam nikogo do rodzicielstwa namawiać. Ja porostu jestem z moim Paptylkiem szczęśliwa. I myślimy o powiększeniu rodziny. Pozdrawiam wszystkich rodziców i nie-rodziców też. Odpowiedz Link Zgłoś
kaszamanna1 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 16:06 Nawiązując do wypowiedzi silvik, której dziecko daje argument zwalniający ją ze studiowania i pracowania odnoszę wrażenie, że jest to osoba bez jakichkolwiek ambicji, żeby nie powiedzieć mocniej. Jak można czuć się dobrze siedząc w domu z dzieckiem i cieszyć się, że mąż na nią zarabia, ja czułabym się chyba jak śmieć, bo urodzić dziecko nie jest żadną filozofią (jeśli nie jest się bezpłodnym)- trudniej wykazać się w innej dziedzinie i być kimś, a nie tylko matką... Odpowiedz Link Zgłoś
kaszamanna1 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 16:19 rozwijając wątek odnoszę wrażenie, że często matkami zostają osoby, które nic innego nie potrafią, nic więc dziwnego , że w tym znajdują spełnienie. To smutne, ale więcej dzieci rodzi się wśród osób bez wyższego wykształcenia, a ja myślę, że żeby móc coś swojemu dziecku przekazać, to samemu trzeba być kimś i mieć mu co przekazać, a nie tylko dać dach nad głową i jedzenie. Druga sprawa, którą chcę poruszyć to zachwyt kobiet będących już matkami, często wydaje im się, że Pana Boga za nogi złapały i że ich dziecko to jakiś cud świata. Zgodziłabym się tu z wypowiedzią crisesa, który uważa, że to naturalny proces odnajdywania się w sytuacji, muszą sobie to wytłumaczyć na plus, bo inaczej można zwariować. To naturalna reakcja psychologiczna, często jest tak, że jak coś nam się przytrafi w życiu to tak to sobie wytłumaczymy, że to najlepsze co mogło się zdarzyć. Prawda jest taka, że dziecko wyniszcza organizm matki, karmienie często powoduje wypadanie włosów i inne skutki uboczne, na pewno nie zawsze ale często. Więc organizm matki musi sobie jakoś z tym radzić, żeby się godzić na taki proces trzeba być zaślepionym w tą małą istotę, która w rzeczywistości jest niemal jak pasożyt, trzeba jej poświęciś i zdrowie i czas. Pomijam kwestię bólu, porodu itd.Nikt by się na to nie decydował, gdyby hormony aż tak w umyśle nie przestawiały priorytetów. Odpowiedz Link Zgłoś
crises Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 14:38 To prawda, że w macierzyństwie (nie piszę "rodzicielstwie", bo dotyczy to głównie kobiet) realizują się osoby, dla których wszelkie inne drogi samorealizacji są zamknięte. Oczywiście, wychowanie dziecka jest bardzo absorbujące, jeśli chodzi o czas i wysiłek, ale nie oszukujmy się - nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności ani predyspozycji, zwłaszcza intelektualnych. Mnie np. straszliwie śmieszą osoby, które publicznie opowiadają, że przed urodzeniem dziecka byli nikim, nie wiedzieli, kim są i czego chcą w życiu, a dopiero dziecko dało im kopa, energię, cel, dzięki dziecku stali się energiczni, zorganizowani, aktywni. Rozumiem, że gdyby się okazało, że są bezpłodni, pewnego pięknego dnia poszliby do stajni i powiesiliby się na lejcach? (crises jest kobietą. ) Odpowiedz Link Zgłoś
justyna302 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 15:55 crises napisała: Oczywiście, wychowanie dziecka jest bardzo > absorbujące, jeśli chodzi o czas i wysiłek, ale nie oszukujmy się - nie wymaga > żadnych szczególnych umiejętności ani predyspozycji, zwłaszcza intelektualnych. Ojojoj, ale tutaj to już dałaś plamę! Wychowanie dziecka na wartościowego człowieka wymaga wyjątkowych umiejętności i predyspozycji. Zwłaszcza intelektualnych! No i dużo serca. Nie każda kobieta te cechy posiada choć biologicznie prawie każda jest zdolna do rozrodu. No i z tego powodu biorą się mali zwyrodnialcy rozbierający koleżanki na lekcjach, stąd biorą się panny dla których najważniejsze są tipsy, fura i komóra. Odpowiedz Link Zgłoś
crises Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 18:55 Wartościowych ludzi mamy bardzo mało, z czego wniosek, że statystyczna rzeczywistość jest taka, że jedni mało wartościowi ludzie wychowują masowo innych mało wartościowych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
justyna302 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 20:19 crises napisała: > Wartościowych ludzi mamy bardzo mało, z czego wniosek, że statystyczna > rzeczywistość jest taka, że jedni mało wartościowi ludzie wychowują masowo > innych mało wartościowych ludzi. Ja bym nie była aż taką pesymistką. Wokół siebie widzę mnóstwo fajnych ludzi. A głupimi nie zawracam sobie głowy. No, chyba, że wyrastają z nich politycy Odpowiedz Link Zgłoś
crises Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 23:04 Jak dla mnie to jakiś 1-2% znanych mi ludzi jest dla mnie na tyle cenny, że przejęłabym się ich nagłym wyparowaniem z powierzchni Ziemi. Cała reszta nie wnosi nic bądź jest łatwo zastępowalna. Odpowiedz Link Zgłoś
bez_grzechu Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 19:25 crises napisała: > Jak dla mnie to jakiś 1-2% znanych mi ludzi jest dla mnie na tyle cenny, że > przejęłabym się ich nagłym wyparowaniem z powierzchni Ziemi. Cała reszta nie > wnosi nic bądź jest łatwo zastępowalna. Hmm, crises, to moze cos mowic o reszcie spoleczenstwa, to prawda... Ale rownie dobrze moze to cos mowic wlasnie o Tobie. Odpowiedz Link Zgłoś
jop Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 15:32 Och, statystycznie większość ludzi jest przeciętna - to tak na przestrogę wszystkim, którzy uważają, że akurat ich dziecko będzie kimś wyjątkowym, a już na pewno wynajdzie lekarstwo na raka albo coś równie genialnego. Ja tam na tle ogółu społeczeństwa jestem z siebie bardzo zadowolona - wystarczy mi, że zajrzę na nieomal dowolne forum na gazeta.pl i od razu dochodzę do wniosku, że w przypadku większości kryteriów mieszczę się w paru górnych % - ta świadomość w zasadzie mi wystarczy do ogólnego zadowolenia z siebie (a co myślą o mnie inni, wisi mi miękkim kalafiorem). Odpowiedz Link Zgłoś
mama303 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 11:16 Uważaj z tym wyrażaniem opini nt bezpłodnosci. Nie wiesz o czym piszesz - bezpłodnośc to chroba społeczna prowadzaca do b. powaznych konsekwencji w psychice człowieka - może niestety prowadzic tez do samobójstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
anabel26 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 23:14 Uważam, że dzieci są potrzebne i prawie każdy człowiek chce je mieć. To naturalna kolej rzeczy, przekazanie dalej pewnych swoich cech, rzeczy, wiadomości. To potrzeba kochania i uczenia. Owszem, posiadanie dziecka wymaga poświęcenia, ale jak to jest wynagrodzone, gdy widzi się swoją ukochaną osobę, która rośnie, jest coraz mądrzejsza, a to wszystko dzięki nam. A na starość nie jesteśmy sami, tylko mamy wnuki! Odpowiedz Link Zgłoś
bez_grzechu Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 19:22 kaszamanna1 napisała: > (...) Prawda jest taka, że dziecko wyniszcza > organizm matki, karmienie często powoduje wypadanie włosów i inne skutki > uboczne, na pewno nie zawsze ale często. (...) Nieprawda. Z sama ciaza organizm wieksosci kobiet radzi sobie doskonale, dodatkowo najprawdopodobniej w czasie ciazy rozwijajacy sie zarodek a potem plod "zasila" organizm matki tzw "stem cells" (przepraszam, nie moge sobie przypomniec polskiego odpowiednika), ktore moga naprawiac np niektore wady/uszkodzenia serca (choc tez i wiele innych rzeczy). To stwierdzono przynajmniej u szczorow czy myszy, a komorki zarodka daja sie wykryc u ludzkich matek - nawet w wiele lat po porodzie. To tyle na temat wyniszczajacej ciazy > (...) Nikt by się na to nie > decydował, gdyby hormony aż tak w umyśle nie przestawiały priorytetów. A skad wlasciwie wiadomo kiedy kieruja nami "hormony", a kiedy nie? Moze tych wxzesniejszych wypadkow jest duzo wiecej niz sie nam wydaje.. Odpowiedz Link Zgłoś
aga1000 Ale o co właściwie chodzi? 27.12.06, 18:55 Tak mi przyszło do głowy patrząc na ten wątek-własciwie co maja na celu takie pytania i do kogo są kierowane? Ludzie z wyboru nie mający dzieci natychmiast odpowiedzą "nie warto" no w końcu to sami wybrali. i OK Ale przepraszam, czy ktoś się spodziewa że rodzic nodpowie "nie warto mieć dzieci"? Osoby bezdzietne piszą o dzieciach abstrakcyjnych, w ogóle; no moze kojarzą koszmarnego bachora sąsiadów. A rodzice myślą o swoim konkretnym dziecku, urodzonym, wychowywanym z pierwszym uśmiechem, pierwszym zębem, pierwszą awanturą i anginą. I ktos się spodziewa, ze ojciec lub matka napiszą-"nie nie warto było żeby mój syn/moja córka przyszedł/przyszła na świat"? Że napiszą, ze ich wielki wysiłek i trud i wielka miłość są nic niewarte bo trudno się wyrwać na kolacje lub do kina? Tak BTW ciekawe jaki odsetek rodzicśów, którzy tu piszą, tez jakiś czas temu miał superzaplanowane wygodne życie i zero miejsca w nim dla potomków i nagle bach, dziecię przyszło na świat ( bo jakby to powiedzieć-jedyne co daje pewność nie zajscia w ciążę to a.szklanka wody zamiast b. ovariohisterektomia c. kastracja Odpowiedz Link Zgłoś
kamilakustron Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 20:15 Dzieci to to po co warto żyć. Wozić je po świecie, rozpiesczać ... i cieszyśsięcałe życie z tego ,że po prostu sąi nas kochająi cóżwięcej chcieć... Siądzie taki człowieczek na Twoich kolankach spojrzy w oczka i powie kocham CIę. To jest najważniejsze i właśnie po to warto mieć dzieci. Warto, warto, warto........ Odpowiedz Link Zgłoś