Dodaj do ulubionych

Po co nam te dzieci

    • popka5 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 14:21
      "<<toman5 napisal:


      ten kto ma -
      czuje się Bogom równy.Z dwóch powodów: o pierwsze po urodzeniu dziecka miałam
      uczucie, że je stworzyłam. I był to akt stworzenia nierównie potężniejszy niż
      wszystko, czego dokonałam wcześniej, a trochę tego było. Po drugie dla małego
      dziecka JEST się Bogiem - absolutną opoką i wszechpotężną dawczynią
      wszystkiego. To daje niesłychaną moc, ale tez i wielką odpowiedzialność >>"


      pieknie napisane.
      • ambrig Zupełnie z innej strony 22.12.06, 14:33
        Ja chciałam miec dziecko / i mam/ zupełnie z innego powodu. Tak bardzo
        kochaliśmy się, że uważałam, że to cudowna możliwość żeby była istota, która
        jednocześnie będzie trochę moim ukochanym mężem i troche mną. Z całą
        świadomością, że to zupełnie ktoś inny od nas i odrębny. I cały czas jak patrzę
        na moje dorosłe już dzieci to mam frajdę z tego, że mają cechy niektóre, które
        kocham w moim mężu. W ogóle nie patrzyłam na nie nigdy w kategoriach tego, czy
        się przydadzą na starość i czy mi ograniczają wolność.
    • enlightened 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:12
      Wiekszosc ludzi ma dzieci po to zeby ratowac swoje nieudane malzenstwa...
      Biedacy nie zdaja sobie sprawy na co sie skazuja... Dzieci = nieprzespane
      noce, obsrane pieluchy, skonczone zycie. Mnie osobiscie sie nie spieszy...
      • sonia765 Re: 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:23
        enlightened napisał:

        > Wiekszosc ludzi ma dzieci po to zeby ratowac swoje nieudane malzenstwa...
        > Biedacy nie zdaja sobie sprawy na co sie skazuja... Dzieci = nieprzespane
        > noce, obsrane pieluchy, skonczone zycie.

        Przeczytałam wątek nie chcąc go komentować, ale teraz nie zdzierżyłam.
        enlightened, skąd takie doświadczenie życiowe? Skąd taka teoria? Człowieku, ile
        Ty masz lat? 17? Tylko młody wiek może usprawiedliwić takie farmazony jakie
        wypisujesz.
        • enlightened Re: 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:34
          > Tylko młody wiek może usprawiedliwić takie farmazony jakie
          > wypisujesz.

          Dzieki za komplement - mlody nie jestem jezeli patrzysz na lata ale czuje sie
          pelen zycia - brak sprzatania gowna, halasu i nieprzespancyh nocy robi swoje
          (choc i te sie zdarzaja, choc z calkiem innych powodow)...
          • tatamatyldzi Re: 99% ludzi ma dzieci po to 22.12.06, 15:45
            przejdź na kreacjonizm, bo teoria doboru naturalnego może być dla Ciebie bardzo
            brutalna wink
    • thetaa Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 15:34
      Alez glupoty wypisujecie, co to w ogole za pytanie:
      warto czy nie warto?
      Dzieci sie chce lub nie chce miec, instynkt macierzynski ma sie rozwiniety
      mniej lub bardziej, czasem uswiadomiony dopiero z chwila urodzenia dziecka -
      lub nie;
      dziecko to nie przedmiot,zeby sobie nim cos zaspokajac, rownie dobrze mozna
      miec i nie miec dziecka w ramach - EGOIZMUcrying((
      Dziecko daje tyle samo nam, co my jemy, to jest wzajemnoscwink
      Ale nie kazdemu jest ona potrzebna i tyle;
      co tu dywagowac - kazdy ma inne potrzeby emocjonalne;
      problem w tym,zeby miec ich swiadomosc,zanim sie czlowiek na dziecko zdecyduje -
      lub nie!
    • mola.m Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 17:24
      Warto mieć dzieci. Po co? Choćby po to by dowiedzieć się co to znaczy kochać
      kogoś bezwarunkową i bezgraniczną miłością... Ale oczywiście powodów jest dużo
      więcej. Np. by mieć dla kogo żyć i starać się utrzymać "na powierzchni", by
      codziennie słyszeć "kocham cię". Dla jasności sytuacji dodam, że sama jestem
      matką trójki, ale bynajmniej nie jestem typem Matki Polki co to wszystko dla
      dzieci. A jeśli chodzi o rozwydrzone bachory z Superniani - cóż... Za okropne
      zachowanie dzieci w 100% odpowiedzialni są ich rodzice, którzy nie mają pojęcia
      o wychowywaniu dzieci. Tak na marginiesie... Większość ludzi, którzy kupują
      sprzęt agd przed jedo użyciem najpierw czyta instrukcję a gdy ma urodzić im się
      dziecko najczęściej nie przychodzi im do głowy by cokolwiek przeczytać na temat
      wychowania potomka.
    • wiola361 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 18:57
      Myślę, że jest to dobry temat na jakąś opasłą książkę. Ja w każdym razie byłabym
      w stanie ją napisać. Mieć dzieci czy nie mieć "oto jest pytanie"... . Mam 36
      lat, jesteśmy z mężem 11 lat po ślubie i wszystkim życzę takich relacji jakie
      nas łączą. Dzieci nie mamy. Jest to nasza świadoma, przemyślana i ustalona
      jeszcze przed ślubem decyzja, chociaż ostatnimi czasy ten rozmawiamy na ten
      temat i zastanawiamy się powtórnie czy wybraliśmy słusznie ten model życia.
      Jesteśmy niewierzący z wyboru, więc religijne argumenty nakazujące posiadanie
      tzw. "potomstwa" odchodzą na bok. Jesteśmy bardzo niezależnie myślącymi ludźmi,
      a zatem presja rodziny, opinia społeczna na ten temat również nam "zwisa i
      powiewa". Część argumentów na tak i na nie jakie pojawiły się w naszych domowych
      dyskusjach (o różnej skali ważności)przytaczam poniżej:
      ARGUMENTY NA NIE:
      1.Własna wygoda, egoizm -i kto nam tego zabroni? Będziemy żyć jak nam się podoba.
      2. Dobrze nam razem -po co ktoś trzeci?
      3. Jak chcemy możemy w każdej chwili spakować plecak i wybyć na kilka dni w góry.
      4.Mam problemy z bezsennością, a dziecko niestety pospać nie da.
      5. Poród, ciąża, szpital, fizjologia, ginekolog, łożysko,krew,itd. BRRRR!!!
      6. Tycie, rozstępy, pieluchy,kolka niemowlęca,zasypki, szczepienia, alergie...
      etcetera.
      7.Gorsza sytuacja finansowa i mieszkaniowa.
      8. Świat czasem nie wydaje się aż takim wspaniałym miejscem, aby powoływać nowe
      istnienie.
      9. Jak go wychowamy zgodnie z naszymi zasadami to będzie człowiekiem, który w
      życiu pocierpi,bo nie będzie "przystawał" i będzie miał swoje zdanie, a tego się
      nie lubi.
      10. Nie podoba mi się obecne tzw młode pokolenie, z tym bezmyślnym wyrazem na
      twarzy i w markowych ciuchach, ewentualnie japiszonów idących po trupach do
      kariery(w większości, są wyjątki).
      11. Jak by nam miał wyrosnąć tępy, "łysy blokers", albo jakby się dziewczynka
      wdała w babcię Helenkę, to lepiej łepek ukręcić zaraz po urodzeniu.
      12. Niektóre cechy fizyczne nie podobają mi się i nie mam ochoty aby te geny
      przetrwały. Na mnie koniec.Moja prywatna zemsta na piegach, skłonności do tycia
      itd...
      13.Dziecko nie zapewni opieki ani bytu na stare lata. Albo będzie nam siedzieć
      na karku bez pracy do 40-tki, albo się "wyuczy" i wyjedzie za lepszym życiem w
      świat.I na święta może (albo nie) prześle życzenia mailem).
      14. A może zanim dorośnie to ta cywilizacja zje już własny ogon i zginie?
      -zanieczyszczenia, epidemie, wojny, zmiany klimatyczne i inne takie. Mojego
      życia mi nie szkoda, ale nie chcę widzieć cierpienia swojego dziecka.
      15.Na świecie już żyje tysiące nieszczęśliwych dzieci, których nikt nie chce i
      nie kocha. Może zamiast powoływać na świat swoje, dać ciepło i dom jednemu z
      nich? Ale nawet gdybyśmy to chcieli zrobić, polskie procedury adopcyjne to
      koszmar. Za mało zarabiamy, za małe mieszkanie itd.
      ...ja mogę tak jeszcze długo, ale kto zechce to czytać?
      ARGUMENTY NA TAK:
      1.Nowe doświadczenie i wyzwanie życiowe.
      2. Zrozumienie jak to jest być mamą i tatą.
      3. Przekazanie dziecku czegoś ważnego od siebie
      4. Byłoby "nas" więcej, weselej w domu, mielibyśmy mniej czasu na
      "filozofowanie, że świat nie ma sensu".
      5. Pod pozorem zabawy z dzieckiem, można się pobawić jego kolejką.
      6. Jest dla kogo piec ciasto, ubierać choinkę,robić prezenty.
      7. Mogłabym mojemu dziecku stworzyć ciepły, normalny dom jakiego sama nie miałam.

      Na razie argumentów na nie jest jednak więcej i raczej nie zdecydujemy się na
      dziecko. A mój "zegar biologiczny" w miejscu nie stoi. I za parę lat dyskusja na
      temat czy mieć dzieci, będzie już tylko czysto teoretyczna. Szkoda, że życie
      jest jedno i nie można wypróbować kilku jego wariantów. Wiele osób mówi, że
      będziemy żałować swojej decyzji. Jeśli tak, trudno. Myślę jednak, że gorzej by
      było gdybyśmy się zdecydowali je mieć i później tego żałowali. A rozmyślić się
      już nie da... .


      • aurita Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 19:52
        4.Mam problemy z bezsennością, a dziecko niestety pospać nie da.

        na to akurat , dziecko jak znalazl, czasami jestem tak zmeczona ze nie pamietam
        jak sie do lozka doczolguje smile

        Czy ja dobrze zrozumialam ze autorka nie ma dzieci i podpuszcza forumowiczki?
        Dziecko to nie przedmiot, kariera itp. nie widze argumentow "za" lub "przeciw"

        Nie da sie wytlumaczyc radosci jaka niesie dziecko. Zaluje ze tak pozno
        zaczelam. Bede starala sie jeszcze o jedno. Z calych sil. Bo tak.

        PS. Dziecko urodzilam w wieku 36 lat ale oprocz jednej ciotki (ktora nie grzeszy
        delikatnie mowiac inteligencja) NIKT nigdy mnie sie nie pytal dlaczego nie mamy
        dzieci. Macie jakichs cholernie wscibskich znajomych/rodzicow/przyjaciol itp.
        Moze odpowiadajecie im poprostu ze to nie ich sprawa?
        • wiola361 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 21:17
          No cóż, niezbyt uważnie przeczytałaś moją wypowiedź. Naprawdę nic mnie nie
          obchodzą opinie innych osób na to czy mamy dzieci czy nie, to moja i tylko moja
          decyzja. Nie mam też zamiaru nikogo podpuszczać. A swoją drogą ciekawa jestem co
          przez to rozumiesz? Jeśli chcesz mieć dzieci to je miej. I miej ich ile tylko
          chcesz. To też Twoja sprawa i twój wybór. A ja nie oceniam decyzji innych ludzi.
          Tym bardziej, że to oni sami ponoszą ich konsekwencje. Poza tym dziecko nie jest
          dla mnie przedmiotem tylko człowiekiem i dlatego tym bardziej zdaję sobie sprawę
          z odpowiedzialności, jaką jest powołanie go do życia bądź nie. Forum jest po to
          aby ludzie mogli podzielić się swoimi poglądami i poznać poglądy innych.Ja tylko
          tyle zrobiłam. Jeśli Cię to drażni, to po co tu wchodzisz?
          • blum5 Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 21:28
            no wlasnie po co?lepiej ich nie miec wtedy cale zycie mozna spedzic skupiajac
            sie TYLKO NA SOBIE,kochac tylko siebie; czyz to nie cudownie?

          • aurita Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 22:49
            hmmm jakby Ci to powiedziec.... autorka watku nie jestes Ty ale niejaka gazaro.
            Moja wypowiedz tylko w pierwszej czesci (bezsennosc i dziecko) dotyczyla czegos
            co powiedzialas. Ogolnie nie odpowiadalam na Twoj post, tylko bralam udzial w
            dyskusji. Nie bierz wszystkiego do siebie,

            I zgadnij dlaczego wchodze na e-dziecko?
            • aurita Re: Po co nam te dzieci 22.12.06, 22:50
              powyzsze bylo do wioli of kurs
      • agpili Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 19:05
        Jakbym czytała o sobie i swoich wahaniach! Nawet potencjalna babcia Helenka się
        zgadza, acz myślę, że Helenkę zniosłabym lżej niż Marysię, czyli moją własną
        rodzicielkę! wink
        Chciałabym Ci zwrócić uwagę na pewien post, który napisał ktoś dużo, dużo
        wcześniej. Że jeśli się doświadczyło dobrej miłości rodzicielskiej w
        dzieciństwie, a potem dobrej miłości małżeńskiej, to raczej mur-beton chce się
        mieć dziecko - dla przekazania dalej tego cudu uczuć, dla stwarzania czegoś
        fajnego w tym świecie.
        Uczę i mam do czynienia z rozmaitymi dzieciakami, i mogę zaświadczyć, że są
        fajne. Nieprawda, że współczesny młody człowiek jest z zasady zły,
        zdemoralizowany, itd. Czasem to mi było wstyd, kiedy leniłam się z czymś a
        któryś z moich uczniów co dzień jeździł do szkoły 20 km i jeszcze pieszo szedł
        na pociąg (ci "straszni" nastolatkowie?), albo dziewczynka na wózku forsowała
        przeszkody muzeum, bo chciała obejrzeć wystawę. Niektóre dzieci wspaniałe są,
        naprawdę. Tak, jak niektórzy dorośli. I z ich powodu aż chce się żyć.
        Moim problemem - a może i twoim? - jest to, że akurat w moim prywatnym życiu na
        tę wspaniałość nie natrafiłam. Pochodzę z patologicznej rodziny, miałam
        paskudne dzieciństwo. Oczywiście marzyłam, że spotkam mężczyznę - rycerza w
        białej zbroi, który wyzwoli mnie z tego domu i stworzymy razem lepszy dom,
        pełen miłości i kochanych dzieci. Naprawdę marzyłam o ciąży, rodzeniu, kupki
        mnie nie przerażały, czułam też, że byłabym dobra mamą dla dziecka i kochająca
        żoną dla męża. Ale było jak było. Prawdopodobnie gdybym poznała w tamtych
        czasach dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyznę, byłabym szczęśliwą posiadaczką
        wymarzonej rodziny z trojgiem dzieci. Ale nie poznałam, a rycerze w moim wieku
        niespecjalnie kwapili się do zakładania rodziny. Panowie zawsze niegotowi.
        Naprawde nie zdarzył mi się ani jeden narzeczony, który by chciał tego, co ja.
        Raczej tacy, co to by budowali chaty w Bieszczadach i żyli po indiańsku albo
        tacy, co się zbierali na powieść czterotomową i dzieci by im zakłóciły wenę.
        Wreszcie poznałam kogos bardzo odpowiedzialnego - urzekł mnie tym i sądziłam,
        że mamy podobne pragnienia, bo mi ciągle przytakiwał, na wszystko się zgadzał.
        Cóż, wzięliśmy ślub i okazało się, że mąż przytakiwał dla świętego spokoju, a
        tak naprawdę, to nie ma marzeń. Jest dziwnie zwrócony w przeszłość, przyszłości
        się boi, decyzji też, zmiana to dla niego katastrofa. Dąsa się o przestawiony
        mebel, wpada w szał, gdy mu kot naleje na buty i chce zwierza wyrzucać z domu,
        kiedy leżałam w szpitalu, nie chciał mnie odwiedzić, bo jego ojciec też był
        hipochondrykiem i nie da się drugi raz oszukiwać - w ogóle jest pełen
        podejrzeń, zatopiony we własnym bezpiecznym świecie rytuałów, nieotwarty na
        ludzi. Słabo się dogadujemy. Ale jest bardzo uczciwy, pracowity itp. Tylko
        iskry bożej w nim nie ma. I jak tu mówić o miłości i jej efekcie - dziecku?
        Lubimy się z meżem lub nawet jakoś kochamy, lecz słabo, płomiennego uczucia nie
        ma, oboje zdajemy sobie z tego sprawę. Do rozwodu też się nie kwapię, bo czuję,
        że bym zgrzeszyła odrzuceniem tak w sumie porządnego mężczyzny i bezpiecznego
        domu, który udało nam się stworzyć: po mojej rodzinie chyba zresztą i sam
        Frankenstein wydałby mi się słodkim miśkiem. Jest spoko, ale ze mnie jest taka
        maszynka, co bez miłości i prawdziwej bliskości nigdzie nie pojedzie. Już
        raczej bez pieniedzy, mieszkania czy etatu. Więc u mnie, poza tymi wszystkimi
        obawami, które opisałaś, jest deficyt miłości - a gdyby tego deficytu nie było,
        miałabym w pupie wszystkie obawy i urodziłabym trójkę. smile)) Dlatego zachęcam
        wszystkie rodziny, w których nie brakuje tego podstawowego elementu a jest
        jakaś obawa przed dzieckiem - odważcie się! Macie to, co najważniejsze! smile))
      • goshas3 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 15:05
        wiola 361,
        po tym co napisałaś, jestem pewna, że byłabyś wspaniałą mamą.
        Dziękuję za ten post.
    • marzec7 Kocham ogromnie moje dzieci, a one kochają mnie 22.12.06, 21:26
    • llora Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 00:42

      Powód jest jeden-przedłużenie gatunku(czysta socjobiologia).

      Swoje dzieci maja słonie,myszy,pająki.
      Rodzice(lub jedno z nich)chronią je przed niebezpieczeństwem i
      zimnem,karmia,uczą "przetrwania".
      Rodzice homo sapiens osiagneli wyższy poziom rozwoju.
      Dodatkowo jeszcze kochają.
      Ale to niczego nie zmienia.
      Prawda jest brutalna...

      Jestem młoda(22 lata) i z całą pewnoscia stwierdzam,ze jestem gotowa na dziecko.
      Nie moge Ci napisać dlaczego,po prostu chce je mieć,jest to dla mnie oczywiste
      i naturalne.Instynkt.Dlatego jestem opiekunką,dlatego odwiedzałam pare lat temu
      dom małego dziecka("zalazek"instynktu),dlatego czytam-mniej lub bardziej
      regularnie to forum.
      Nie wiem jak przeżyje okres pomiedzy zakonczeniem pracy opiekunki(kiedys trzeba
      isc do normalnej pracy) a urodzeniem własnego dziecka.Koło mnie musi być jakiś
      malec!Znamienne,ze dzieci(wszystkie,które znam) sie do mnie garną.Czują ten
      instynkt?

      Brzmi to zawsze dziwnie dla dalszych znajomych(ta zwariowana,roztrzepana Kaska
      i dziecko?)natomiast blizsi wiedzą,ze imprezy już dawno przestały być dla mnie
      priorytetem(szalałam i to ostro ale w wieku ok.16 lat)i jestem w stanie
      ograniczyć znacznie ich ilosc lub w ogole na jakiś czas zrezygnować.
      Jeżeli chodzi o inne formy spotkań ze znajomymi to i tak trzeba mieć wszystko
      zaplanowane(ludzie pracuja,studiują,to nie czasy liceum i "spontan" rzadko sie
      zdarza.)
      To tyle do punktu pierwszego.

      Punkt drugisurprised kogoś zawsze sie martwisz.Zreszta sądze(a przynajmniej mam
      nadzieje),że kiedy bede umierać moje dziecko nie bedzie "maleństwem" wink)

      Punkt 3:nie oglądałam superniani ale byłam opiekunką czwórki dzieci(dwojką
      nadal sie zajmuje) i wierz mi,choć czasem doprowadzaja do szału-mozna
      wytrzymaćsmile

      Po prostu-Twój czas jeszcze nie nadszedł.
    • lila1974 Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 08:59
      Nie rozpatrywałam z ołówkiem w ręku, jakie są argumenty "za" a jakie "przeciw".
      Dalam się ponieść instynktowi i wzorcom wyniesionym z rodzinnego domu.
      Moja rodzina jest szczęśliwa, więc ja też chcę taką stworzyć.
      Tak wiem - TO EGOIZM - mam tego pełną świadomość ale jest mi z tym SUPER tongue_out
      • woman-in-love Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 12:56
        Masz rację - mamy dzieci, bo TAK TRZEBA. koniec kropka.
    • zoja79 Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 14:25
      Dziwnie to jakoś rozpatrywać w kategoriach "po co". Chyba jest bardzo mało
      osób, które z kartką w ręku wymieniają argumenty za i przeciw. Ja się
      zakochałam, poczułam że to właśnie z tym człowiekiem chcę przeżyć moje życie, a
      dzieci pojawiły się jako naturalna "konsekwencja" miłości. Wczoraj byłam na
      tradycyjnym ubieraniu choinki w domu rodziców, 85-letnia babcia, która
      wszystkimi jeszcze chciałaby dyrygować, mama z siostrą spierające się gdzie
      przypiąć aniołka, mój tata strugający z siebie wariata, bo przecież nie można
      odmówić ukochanym wnukom owinięcia dzidka girlandami i ten dźwięczny śmiech
      maluchów, dla mnie najcudowniejszy dźwięk świata. Czułam się tam dobrze i
      bezpiecznie, to rodzina daje mi siłę, dla mnie ma wyższej wartośći a bez dzieci
      rodzina byłaby niekompletna. To jest dla mnie w życiu naprawdę ważne, reszta to
      pryszcz.
    • silvik Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 16:39
      Mausia napisała:
      "Argumenty ZA:
      żebym nie musiała studiować ani pracować: rodzinie, znajomym i mężowi mówię, że
      ciężko pracę i naukę pogodzić z wychowywaniem dziecka, dzięki temu mogę być w
      domu (a pieniążki i tak mam, bo mąż pracuje i dobrze zarabia, starcza mi i
      mojemu dziecku na wszystko)"
      A ja pracuję i jednocześnie studiuję, i mam 3,5 letniego synka...
      Nie rozumiem takiego podejścia jak Mausia, być całkowicie zależna od
      innych...Mąż przecież nie musi być na zawsze(z różnych powodów...)
      a zostać sama z dzieckiem, bez pracy, bez wykształcenia...Nie potrafiłabym całe
      życie być na garnuszku męża...
      Pozdr.


    • lmblmb Nie żałuję tej decyzji. 23.12.06, 17:27
      gazaro napisała:

      > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci.
      > Oto są moje:
      > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce

      Fakt. Ale ten fakt z (rosnącym) wiekiem przestaje mieć znaczenie. Ciężej jest
      spontanieczniewyskoczyć do kogoś na imprezę, ale za to można u nas robić. Dzieci
      czasami widzą kogoś śpiącego w pokoju z telewizorem i szybko lecą rano nas o tym
      powiadomić wink

      > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie

      Z maleństwem? Po dwóch latach to już nie jest maleństwo. Moje mają 6 i 8, i mam
      spokój.

      > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani.

      Ja też nie, tak jak 90% pozostałych z nas (rodziców).

      Nie żałuję tej decyzji.

      Mam komentarz do wszystkich pań piszących zdania w rodzaju "mogę wyjść gdzie
      chcę": Proponuję zawsze być sobą. Jeśli Panie nie dorosły do tego, żeby być
      matkami, to nie widzę powodu, żeby się tego wstydzić. Moja siostra ma 36 lat, a
      jej dzieci mają dopiero 1 i 3 lata.
    • yagiennka A po to 23.12.06, 18:46
      Dlaczego warto miec dzieci:
      - wzbogacają nasze życie o doświadczenia, których nic innego nie jest w stanie
      nam dać
      - dają wiele radości, gdy obserwujemy ich dorastanie i dojrzewanie
      - potrafią nadać życiu nowy sens
      - dają niespożytą siłę w walce z przeciwnościami losu
      - zapełniają dom swoim dziecięcym śmiechem i świeżymi pomysłami, przy dzieciach
      można odmłodnieć smile
      - sprawiają, że nie czujemy się samotni, zwłaszcza na starość
      - zapewniają przedłużenie gatunku wink (w końcu bez dzieci byśmy wymarli)
      Generalnie widzę przeważające korzyści niż niedogodności, problemy typu:
      odebranie niezależności i wolności to banialuki a nie powody do rezygnowania z
      dzieci.
    • teyoo Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 21:51
      Prawda jest taka, że jedni chcą mieć dzieci (i je mają) a drudzy takowych nie
      chcą. I ci pierwsi gremialnie atakują drugich, rzucając epitetami "jesteście
      nienormalni, powinniście się leczyć" albo protekcjonalizm "jak dorośniesz, to ci
      się odmieni". Przy czym obie strony jednakowo miotają się w ekstremalnych
      wyrażeniach (lukier i ciucianie + agresja z jednej, a określenia "rzygać mi się
      chce na widok bachora" z drugiej), tylko że "dzieciatym" uchodzi to płazem, a
      "nie-dzieciatym" dostaje się etykietka chorego potwora.. bo głoszą niepopularne
      poglądy.. To tyle po lekturze niniejszego wątku.

      // Posiadanie dzieci nie ma nic wspólnego z 'dojrzałością'. Ileż osób pisało, że
      też nie chciały mieć dzieci, a jak urodziły, to od razu im przeszło.. i
      wyjaśniają - hormony. Więc kilka związków chemicznych trudno potraktować jako
      legendarną "dojrzałośc". Tak więc argument ten jest chybiony.

      // Rozmnożenie się po to tylko, by "miał ci kto podać szklankę wody na starość",
      uważam za wysoce egoistyczne. Gdzie ta wszechogarniająca bezinteresowna miłośc
      do dziecka, o której z lubością się rozpisujecie? Jeśli macie dzieci w
      konkretnym użytkowym celu - by zapewnić sobie wygodne życie na stare lata (godna
      podziwu pewność, że dzieci się wami zajmąwink to OK, nic mi do tego, ale nie
      mydlijcie oczu idealistycznymi farmazonami i przyznajcie uczciwie, że kierujecie
      się własnym interesem. Będzie uczciwie i szczerze.

      // Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę możliwości adopcji? Jeśli pragniecie po
      prostu mieć dziecko, to droga wolna - domy dziecka są pełne. Ale jakoś nikt się
      nie rwie do tego.. hmm... dziwne. Nikt nie chce? A tu przecież tylu wielbicieli
      dzieciaczków.. wink Aaa, bo własny to co innego! No a co za różnica?

      // Ktoś tu pisał komicznie brzmiące patetyczne pierdoły o "nieśmiertelności".
      Ubawiłam się nieźle. Naprawdę w to wierzycie? Że w jakiś cudowny sposób dziecko
      was unieśmiertelni? Jak? Będąc kawałkiem waszego DNA? Hehe.. prawda jest taka,
      że umrzecie, i tyle. Skończy się wszystko. Żadnej nieśmiertelności, po prostu
      zjedzą was robale. A jeśli to nieśmiertelność metaforyczna, to też nie wiem,
      czemu wam na tym zależy. Że niby jak umrzecie, dzieci będą was wspominać. No i
      co z tego? Przecież wtedy już nie będziecie istnieć i nawet się o tym nie dowiecie..

      Ja osobiście nie chcę mieć dzieci, ale nie mam nic do "dzieciatych". Nie podoba
      mi się tylko ta agresja, gdy tylko ktoś wyrazi niepoprawny politycznie pogląd
      (jak autorka wątku), że nie chce mieć dzieci. Od razu rzuca się cały tłum matek
      z pianą na ustach i z oburzeniem.. a te łagodniejsze cedzą z wyższością
      "dorośniecie, to zmieni wam się optyka". A miejcie sobie i dziesiątkę dzieci,
      ale zrozumcie, że są osoby, które dzieci mieć nie chcą, nie potrzebują i nie są
      bynajmniej nienormalne ani niedojrzałe. Co tu jest do rozumienia? Wystarczy
      tolerancjasmile
      No i rozumiem, że można mieć dzieci z powodów innych niż wymieniłam u góry, ale
      chodzi mi o to, że wiele osób je wymienia, uważając przy tym, że to takie
      wziosłe i cudowne, a okazuje się, że nie za bardzo.
      • aurita Re: Po co nam te dzieci 23.12.06, 22:39
        Dziwne ale jak przeczytalam dwa pierwsze zdania to pomyslalam "ta nie ma dzieci".

        Mam tylko jedno pytanie: nie chcesz miec dzieci a wiec czy planujesz adopcje?

        Tak na marginesie DD sa pelne ale dzieci do adopcji brak, w Wie czeka sie na
        dziecko podnad dwa lata. Dzieci z DD maja najczesciej nieuregulowana sytuacje
        prawna i nie mozna ich adoptowac. Ponadto aby byc zakwalifikowanym do adopcji
        trzeba przebyc skomplokowana procedure. Jakie sa kryteria gdzie chetnych
        rodzicow jest wiecej niz dzieci kazdy moze sobie wyobrazic. To nie jest "wolna
        droga, adoptujcie sobie"

        I odpowiem Ci ze tak, ja rozwazam taka mozliwosc jezeli nie uda mi sie urodzic
        drugiego dziecka to ja mysle o adopcji. Tylko nie wiem ( a raczej wiem) co moj
        maz o tym mysli...


        A na drugim marginesie ktos napisal ze aby chciec miec dziecko trzeba bylo
        doznac wielkiej milosci (jakos tak, tylko ze ladniej), mi sie wydaje ze Ci co
        nie chca dzieci (bez obrazy bo mi rybka czy macie czy nie) czesto nie
        doswiadczyli takiej milosci lub tez zostali wychowani na piedestale (to tak jak
        ja) a nie oszukujmy sie, jak sie rodzi dziecko to z piedestalu sie spada na
        zbity pyszczek.


        A na trzecim marginesie: mozna nie chciec miec dzieci ale teksty o
        "smierdzacych bachorach na widok ktorych chce sie zygac sa porazajace". Co
        bedzie jak wasi partnerzy znowu zaczna srac do pieluch? Bedziecie na nich zygac???

        A na czwartym marginesie: WESOLYCH SWIAT!!!!! i niech Bociany docieraja tylko
        tam gdzie sa mile widzianesmile
      • yagiennka Jesteś trochę zabawna i niewiele rozumiesz :) 23.12.06, 22:44
        To nie dojrzałość decyduje o tym, że chcemy miec dzieci ale mając dzieci
        błyskawicznie dojrzewamy. Stajemy się odpowiedzialni już nie tylko za siebie ale
        i za innego, małego człowieka.
        Na pewno nikt nie chce miec dzieci tylko po to aby zajęły się nim na starość,
        ale nie ma w tym powodzie NIC złego. Jest to zwykłe ludzkie uczucie, mając
        dzieci mamy nadzieję, że odpłacą nam się kiedyś za opiekę i miłość tym samym.
        Zwykłe prawo dawania i brania, wszystkie relacje między ludźmi się na tym
        opierają, coś dajesz i coś dostajesz w zamian. Altruzizm jest fikcją, nie
        występuje w przyrodzie.
        Wyobraź sobie że nie każdy czuje sie na siłach pokochać cudze dziecko. Poza tym
        adopcja to długi i żmudny proces, kolejka oczekujących jest długa, mija kilka
        lat czasami zamin załatwione zostaną wszystkie formalności.
        Hehe, i nie rozumiesz tego pojęcia "nieśmiertelności", to po prostu przekazanie
        swoich genów, my odejdziemy dzieci zostaną, urodzą swoje dzieci itd. Odwieczny
        cykl życia. Wydaje mi sie że w Twoim przypadku faktycznie nie dorosłaś do bycia
        matką. Ale przyjmij do wiadomości że inni mają swoje zdanie, zupełnie inne od
        twojego. A ty po prostu w ogóle nie rozumiesz o czym mowa. Nazywa sie to
        prostymi słowami a owszem, chodzi o coś większego. Proste uczucia właśnie są
        najszlachetniejsze.

        • verdana Ja wiem, po co. 24.12.06, 10:20
          Po co mieć dzieci?
          Proste - ja sobie siedzę i czytam posty, a trójka moich dorosłych lub
          nastoletnich dzieci robi pierogi, myje podloge i szoruje łazienkę.
          O!
          • pewna_kobieta Re: Ja wiem, po co. 24.12.06, 16:12
            Z moich obserwacji wynika, że najczęściej za innymi młodymi ładnymi kobietami oglądają się mężczyźni spacerujący ulicami z dziećmi. Z jednej strony pchają przed sobą wóżek, a z drugiej strony ich wzrok błądzi na boki. To tatusiowie najczęściej desperacko podrywają hostessy w hipermarketach. A że robią to trzymając za rękę dziecko to ich szanse w porównaniu z tymi bezdzietnymi są o wiele mniejsze. Wystarczy, że kobieta się do nich uśmiechnie, a oni puszczają dziecko i lecą do niej... Może wiedzą, że przez swoje zobowiązania rodzinne mają mniejsze szanse, dlatego też nie chcą przegapić okazji, która może jest już jedyną w życiu...Takie jest życie niestety. Więcej ich interesują długie nogi kobiety niż płacz dziecka. Odebrać dziecko z przedszkola pojadą jedynie wtedy, gdy na daną zmianę pracuje młoda przedszkolanka (wiem z relacji koleżanki - przedszkolanki, jak często jest podrywana przez "odpowiedzialnych i szczęścliwych" tatusiów). I po co mężczyźni płodzą dzieci?...

            Moja ocena zaistniałego stanu rzeczy - żeby nie było wątpliwości - jest naganna. Chciałeś mieć dziecko to się zajmuj dzieckiem, a nie spódniczkami.
            • moofka Re: Ja wiem, po co. 25.12.06, 00:36
              pewna_kobieta napisała:

              >Wystarczy, że kobieta się do nich uśmiechnie, a oni puszczają dziecko i le
              > cą do niej... Może wiedzą, że przez swoje zobowiązania rodzinne mają mniejsze
              s
              > zanse, dlatego też nie chcą przegapić okazji, która może jest już jedyną w
              życi
              > u...Takie jest życie niestety. Więcej ich interesują długie nogi kobiety niż

              > acz dziecka. Odebrać dziecko z przedszkola pojadą jedynie wtedy, gdy na daną
              zm
              > ianę pracuje młoda przedszkolanka (wiem z relacji koleżanki - przedszkolanki,
              j
              > ak często jest podrywana przez "odpowiedzialnych i szczęścliwych" tatusiów).
              I
              > po co mężczyźni płodzą dzieci?...

              __________________
              aaaaaaaaaaa stek bzdur
              facet to facet - z dzieckiem czy bez, za rozneglizowaną dupą zawsze sie obejrzy
              na jakosc ojcostwa to nie wpływa, stwierdzam z calym przekonaniem tongue_out
              • pewna_kobieta Re: Ja wiem, po co. 25.12.06, 16:22
                Do moofki
                Napisałaś coś o jakości ojcostwa. Skoro mężczyźni wolą słuchać hostessy w hipermerkecie a nie swojego dziecka, skoro tracą nim zainteresowanie jak zobaczą atrakcyjną laskę - to chyba jakość ojcostwa nie jest zbyt wysoka.

                Jak się rozejrzysz po ulicy to po pierwsze kobiet pchających wózki dziecięce jest o wiele więcej niż mężczyzn. A jak już któryś wyjdzie na spacer z dzieckiem, to albo się rozgląda na boki i z dzieckiem w ogóle nie rozmawia, albo prowadzi długie rozmowy przez telefon komórkowy, jednocześnie drugą ręką prowadząc dziecko.

                Wiele kobiet się uskarża, że ich mężowie mało się zajmują dziećmi. Zobacz na placu zabaw ile jest kobiet z dziećmi, a ile mężczyzn. Oni mając do wyboru piaskownicę a blondynkę/brunetkę/szatynkę zawsze wybiorą to drugie. Kobieta mając do wyboru opiekę nad dzieckiem a fryzjera/kosmetyczkę/fitness/kino zawsze wybierze to pierwsze.
                • alfama_1 Re: do pewna_kobieta 25.12.06, 16:43
                  Nie znam mężczyzn, którzy wybierają hostessę a nie dziecko. Znam matki, które
                  chodzą do fryzjera.
                  Na podstawie nieprawdziwych uogólnień wysnuwasz błędne wnioski.
                  • yagiennka Re: do pewna_kobieta 26.12.06, 17:13
                    Dokłądnie. Ja znam tatusiów którzy zsaleją za swoimi dziećmi i wszystkie
                    hostessy mają gdzieś. Czesto też widzę taką scenke, gdzie mamusia sobie idzie
                    obok a tatuś niesie na rękcah swoje dziecko wpatrzony w nie jak w obrazek, tez
                    nie raz widzę tatusiów z wózkami lub prowadzących dzieic za rękę a mamusia
                    gdzies z boku, lub po prostu prowadza je oboje. Nie ma to jak bzdurne
                    uogólnienia. Bywa po prostu różnie. Jak kobieta ma męża idiotę i prostaka to
                    oczywiście że ten woli hostessy a dziecka się wstydzi. Ale i idioci sa na świecie.
                    • pewna_kobieta Re: do pewna_kobieta 26.12.06, 20:41
                      Problem w tym, że większość mężczyzn jest obojętnych na los własnych dzieci. Zdarzają się wyjątki - jeden na milion. Mam przed oknem widok na plac zabaw - oprócz dzieci są na nim same kobiety. Mężczyzna pojawia się tam bardzo rzadko, prawie wcale. Widać mężczyźni mają ciekawsze zajęcia niż zabawa z dzieckiem.

                      A to, że gdy likwikowano Fundusz Alimentacyjny podniosła się wrzawa społeczna też do ciebie nie przemawia? Mnóstwo dzieci jest w kraju utrzymywanych z pieniędzy państwa, bo szanowni tatusiowie w ogóle nie chcą płacić na własne dziecko. Porównajcie sobie proporcje samotnych matek i samotnych ojców - one jasno pokazują, że mężczyźni często mają gdzieś swoje dzieci, a kobiety nie. Zresztą są domy dla samotnych matek, a domów dla samotnych ojców nie ma, bo by nie było chętnych. Moje ogólnienia są prawdziwe, wystarczy tylko przejrzeć statystyki.
                      • alfama_1 Re: do pewna_kobieta 26.12.06, 21:03
                        > Mam przed oknem widok na plac zabaw - oprócz dzieci są na nim same kobiety.
                        Mężczyzna pojawia się tam bardzo rzadko, pra
                        > wie wcale. Widać mężczyźni mają ciekawsze zajęcia niż zabawa z dzieckiem.

                        Np.są wtedy w pracy. Wieczorami widzę wielu ojców na placach zabaw.

                        > Porównajcie sobie proporcje samotnych matek i samotnych ojców - one jasno
                        pokazu
                        > ją, że mężczyźni często mają gdzieś swoje dzieci, a kobiety nie.

                        Zechciej dostrzec złożoność problemu. Sądy przyznają opiekę nad dziećmi
                        częściej matkom niekoniecznie dlatego, że ojcowie nie chcą zajmować się
                        potomstwem. Nie chce mi się tu wchodzić w szczegóły, to temat na inny wątek.
                      • moofka Re: do pewna_kobieta 27.12.06, 08:56
                        no coz, ja na plac zabaw nie chodze wprawie w ogóle wink
                        czy po tym mozna juz ocenic jakosc stopien mojego zaangazowaia w macierzynswto
                        i milosc do synka?
                    • sonia765 Re: do pewna_kobieta 27.12.06, 12:24
                      yagiennka napisała:

                      > Dokłądnie. Ja znam tatusiów którzy zsaleją za swoimi dziećmi i wszystkie
                      > hostessy mają gdzieś. Czesto też widzę taką scenke, gdzie mamusia sobie idzie
                      > obok a tatuś niesie na rękcah swoje dziecko wpatrzony w nie jak w obrazek

                      Ja znam żonatego kolesia, który za babami lata, ale za córeczkę dałby sie
                      poćwiartować - na monitorze w pracy zdjęcie małej, na wyświetlaczu w komórce
                      też, ciągle opowiada co cudownego powiedziała, zrobiła, itd.
                      Znam też takiego, który od żony odszedł, a ta z zemsty utrudnia mu kontakty z
                      córkami i nastawia przeciw niemu. Facet przeżywa to strasznie, ciągle o tym
                      mówi.
      • aga1000 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 14:25
        Bardzo fajny i prawdziwy post.Dużo trafnych spostrzeżeń. Chyba faktycznie
        "dzieciaci" bez pardonu i uzywając dziwnych argumentów atakują tych, którzy
        potomstwa nie mają. Nie rozumiem tylko dlaczego.
        PS Jestem matką dwójki małych dzieci.
      • bez_grzechu Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 18:27
        teyoo napisala:

        ** (BTW - nie zamierzam brac tu stron, ale nie powstrzymam sie zeby nie
        skomentowac smile **
        (...)
        // Posiadanie dzieci nie ma nic wspólnego z 'dojrzałością'. Ileż osób pisało, że
        też nie chciały mieć dzieci, a jak urodziły, to od razu im przeszło.. i
        wyjaśniają - hormony. Więc kilka związków chemicznych trudno potraktować jako
        legendarną "dojrzałośc". Tak więc argument ten jest chybiony.

        ** Chyba te hormony jednak pomagaja dojrzewac... Bo mimo wszystko - dojrzalosc
        jest potrzebna w obliczu odpowiedzialnosci za dziecko. **

        (...)

        // Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę możliwości adopcji? Jeśli pragniecie po
        prostu mieć dziecko, to droga wolna - domy dziecka są pełne. Ale jakoś nikt się
        nie rwie do tego.. hmm... dziwne. Nikt nie chce? A tu przecież tylu wielbicieli
        dzieciaczków.. wink Aaa, bo własny to co innego! No a co za różnica?

        ** Z tym sie zgodze, ze rzeczywiscie nie powinno byc zadnej roznicy. Ale z
        drugiej strony adopcja jest b. trudna do przeprowadzenia (przeszkoda moze byc
        wymagany max. wiek, minimalne zarobki itd.) **

        // Ktoś tu pisał komicznie brzmiące patetyczne pierdoły o "nieśmiertelności".
        Ubawiłam się nieźle. Naprawdę w to wierzycie? Że w jakiś cudowny sposób dziecko
        was unieśmiertelni? Jak? Będąc kawałkiem waszego DNA? Hehe.. prawda jest taka,
        że umrzecie, i tyle. Skończy się wszystko. Żadnej nieśmiertelności, po prostu
        zjedzą was robale. A jeśli to nieśmiertelność metaforyczna, to też nie wiem,
        czemu wam na tym zależy. Że niby jak umrzecie, dzieci będą was wspominać. No i
        co z tego? Przecież wtedy już nie będziecie istnieć i nawet się o tym nie
        dowiecie..

        ** Najpierw, gwoli wyjasnienia - rozni ludzie maja rozne potrzeby, w tym, ze
        tak powiem, duchowe, i dla wielu jest bardzo wazne, ze beda wspominani po
        smierci etc. Ale nawet te badziej doslowne znaczenie "niesmiertelnosci" jest w
        pelni uzasadnione - w koncu to przeciez oczywiste ze jestesmy tez naszym DNA, i
        ze jezeli go przekazemy to ta czesc nas bedzie zyla po naszej osobistej
        smierci. **

        (...)

        ** Pozdrawiam!
        BG
    • paulajal Re: Po co nam te dzieci 25.12.06, 19:35
      Uważam co prawda sporo osób mieć dzieci nie powinno, patrząc na niektórych
      rodziców... Uważam też, że nie ma się do czego zmuszać, że każdy ma prawo do
      własnego wyboru, nawet jeśli jest nim skrajny egoizm.
      Ja akurat jestem szcześliwą i spełnioną mamą, ale uczciwie przedstawię za i
      przeciw:


      ZA:
      - zaznanie uczucia takiego absolutnie bezgranicznego pokochania i uwielbienia
      kogoś
      -strasznie dużo radości i śmiechu
      -zbliżenie z partnerem po przyjściu na świat owocu naszej miłości

      PRZECIW:
      -pobudki ok 5-6rano
      -niemożliwość wysypiania się i czasami skrajne zmęczenie
      -pewne ograniczenia w wyjściach, szaleństwach
      -nieustanny niepokój o moje najukochańsze dziecko, o jego zdrowie, przyszłosć
    • fiordilligi Re: Po co nam te dzieci 25.12.06, 19:55
      Pamiętam swoje życie, kiedy nie było w nim moich dzieci - było fajnie,
      swobodnie, wygodnie. Teraz mam dwoje dzieci i nie jest już ani tak samo
      wygodnie, ani tak samo swobodnie ale jest nadal fajnie, fajniej, o wiele
      fajniej jest.
      Dzieci kochają i uczą kochać. Byłabym teraz jak miedź brzęcząca, gdybym nie
      miała przy sobie dzieci - potencjału mozliwości, który zaskakuje, który mnie
      uczy, jak złożony jest człowiek i że każdy jest inny, nawet jak zrodził się ze
      mnie, wyskoczył z mojego brzucha - a jednak to człowiek, który ma SWOJE zdanie.

      Zdaję sobie sprawę, że dla bezdzietnych to dziwnie i śmiesznie brzmi - tak samo
      dla mnie brzmia czasem wypowiadane przez nich krytyczne opinie o rodzicielstwie
      i dzieciach w ogóle, własnie w stylu "jadę sobie gdzie chcę". Bzdura, że
      mogłabym sobie jechać gdzie chcę i kiedy chce - ziemia to nie niebo - zawsze
      bedzie ograniczenie, jak nie dziecko to praca albo jej brak. Wole jeździc
      rzadziej, niz zawsze wtedy, kiedy mam ochotę - ale za to z dziecmi .
      Uwielbiają jeździć wszędzie, wręcz mobilizują mnie do pakowania się o czwartej
      nad ranem.
      Wolę martwic się o kogoś, bo jak kogoś nie będzie, to będę sie martwić o
      siebie - a to jest gorsze, moim zdaniem.To juz tak jest, że z istoty
      człowieczeństwa wypływa troska o innych, najcześciej małych lub słabszych.

      Nie uważam się za niewolnicę, a "superniania" to w moim mniemaniu program
      komercyjny, który ma przyciągnąć widownię a nie pokazywać wyłaczną
      prawdę.Dzieci wychowywane , a nie hodowane, prezentuja raczej inny, niż w
      programie, sposób bycia.Już nic bardziej błędnego nie ma, jak ufać telewizji.

      i najważniejsze: z dziećmi się rozmawia, one słuchają pieknie, doskonale
      rozumują i potrafią nas nagrodzić wspaniałymi słowami, które sie długo pamięta.

      Być może traktuje moje macierzyństwo wzniośle, ale jestem przekonana, że
      wiekszość rodziców tak do tego podchodzi od chwili, kiedy weźmie na rece swoje
      dziecko. Tego niestety nie da się opisać tym, którzy z wyboru nie chcą mieć
      dzieci. Tak w skrócie można uzasadnić brak wzajemnego zrozumienia - to taka
      mała przepaść - pokonać ją jest dość trudno, w zasadzie się nie da .

      pozdrawiam wszystkich
      Fiordilligi
      -
    • crusk moje 3 powody... 25.12.06, 21:44
      żeby dzieci mieć:

      1. Świat postrzegany przez dziecko jest prostszy od świata dorosłych. Warto
      nauczyć się, gdzie można odpuścić, a dziecko jest świetnym nauczycielem.
      2. Mając dziecko, przez rok-dwa owszem trudniej ruszyć się z domu, ale można
      robić rzeczy, które „dorosłym” nie przystoją (zjeżdżanie z wielkiej dmuchanej
      zjeżdżalni to naprawdę niezła frajda).
      3. I jeszcze to ciepełko. I „kocham Cię moja mamo” „dobrze, ze jesteś mamo” itd.
      W dorosłych ustach nie brzmi to tak szczerze jak w dziecinnych.

      Zanim urodziłam syna trudno było mi to zrozumieć. Raczej skłaniałam się przeciw
      posiadaniu dziecka. Dziecko wywołuje uczucia, o których nie mają pojęcia
      bezdzietni. Tajemnica tkwi w tym, że tego nie da się opisać. Trzeba poczuć.
      Czasem są to uczucia negatywne, dlatego niech ma dzieci ten, kto chce.
      • sonia765 Re: moje 3 powody... 27.12.06, 12:30
        crusk napisała:
        > 3. I jeszcze to ciepełko. I „kocham Cię moja mamo” „dobrze, z
        > e jesteś mamo” itd.

        Nie jestem do końca przekonana, czy bardzo małe dziecko rozumie dokładnie sens
        słów "kocham cie", czy rozumie co to miłość, czy raczej mówi tak swojej mamie w
        rewanżu.
        Natomiast czasami za 10 lat to samo dziecko mówi "nienawidzę cię", "żałuję że
        mnie urodziłaś" i wtedy dopiero boli. Mimo, że to pewnie wyraz buntu, ale wtedy
        zabrzmi to równie sugestywnie i szczerze, a któraż matka słysząc to nie
        rozpłacze się?
    • paulini86 Re: Po co nam te dzieci 26.12.06, 16:29
      mam nadzieje ze nigdy bachor mis ie nie przytrafi, bo to koniec życia
      • malazuzia Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 14:05
        Nie dla każdego dziecko jest bachorem i nie każda kobieta powinna zostać matką.
    • aania25 Re: Po co nam te dzieci 26.12.06, 17:39
      Ja podam jeden argument za:
      W te swieta gdzy skladalismy sobie zyczenia, moje 3.5 letnia corcia nie wiedzac
      co mi zyczyc powiedziala "Kocham Cie" a mezowi zyczyla duzo cukierkow, zeby
      nauczyl sie mowic po angielsku i zeby sie z nia bawil. To bylo po prostu
      wspaniale. To ze powiedziala Kocham Cie bylo tak szczere, ze nie sposob tego
      porownac do niczego. Wiele razy sie mowi komus ze sie kogos kocha ale to jest
      milosc zobowiazujaca do czegos. Milosc dziecka jest nieskazitelnie
      bezinteresowna. To jest wspaniale.
    • ello12 dla ich dobra ;) 26.12.06, 18:12
      bardzo lubię bawic się z dziecmi ale jestem niskiego wzrostu i boję się że
      dziecko też takie będzie. Nie chciałbym nikogo unieszczęliwiac
      • rozentali Ludzie głupoty wypisują 27.12.06, 01:52
        Czy warto mieć dzieci?

        Tak samo można zapytać:

        Czy warto przeżyć miłość spełnioną?

        Dla jednych to "wymiana płynów ustrojowych", a dla innych to Cud we Wszechświecie.
        Nie jest lekko wychowywać dzieci. O nie. Ludzie często sobie nie radzą.
        Ale. Gdy patrzę na małżeństwa bezdzietne, do ok. 37 roku życia są to ludzie
        weseli, spełnieni, żyjący z radością i czerpiący z życia wiele przyjemności,
        potem to się zmienia, dziwaczeją, smutnieją, otaczają się kotami (nie mam nic
        przeciw kotom). podróże nie sprawiają już takiej radości, urodziny dobijają,
        wsłuchani są w swoje kiszki, wątroby i guzki. Nie ma o czym z nimi gadać, bo to
        smutne samoluby.
    • ozpol Po co nam te dzieci - zeby bzdury pisaly jak TY!!! 27.12.06, 10:16
      Gdyby twoi rodzice tak mysleli jak ty to bys takim bzdetow nie pisala.
      Moze pomysl jaka przyjemnoscia jest miec rodzicow i jak przyjemnosc dasz swoim
      dziecia,
      a o wrzeszczacych to moze to jestes ty jak mialas 3 lata i bylas rozuszczona
      malenka..
      Oj smutne to ...dorosnie to moze zrozumiesz jak nie bedzisz miala dzieci i
      niebedzisz cie czula czescia czyjegos zycia
      gazaro napisała:

      > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci.
      > Oto są moje:
      > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce
      > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie
      > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani.
    • aga1000 O rany! 27.12.06, 12:56
      Początek jak w temaciesmile)) Pytanie (wybacz autorko wątku) wydaje mi się głupie
      i podpuszczające do jakichś zupełnie beznadziejnych dyskusji. czy naprawdę
      trzeba szukac argumentów do nieposiadania dzieci i na odwrót do tego, ze się je
      ma?! No dajcie spokój, mimo tego że nasz kraj staje się cinajmniej dziwny (żeby
      nie uzyć mocniejszych słow) to ciagle nikt nie może nas zmusić do jednej albo
      drugiej opcji.
      I jeszcze słowko o pojawiającej się teorii dotyczącej "zapuszczenia
      intelektualnego" rzekomo występującego nagminnie u rodziców. No błagam, sami na
      pewno znacie "zapuszczonych" singli czy DINKów tyrajacych kilkanaście godzin
      dziennie, a w weekend rozwijających się intelektualnie i manualnie klikajac
      pilotem i ogladając "intelektualną:" sieczkę w TV. Z drugiej strony łatwo też
      znaleźć mamusie, dla których szczytem wysiłku intelektualnego jest przeczytanie
      "Pani Domu" tudzież "Dziecka". Smiem twierdzić, ze nie dzieci tu winne bądź nie
      tylko osobnicze predyspozycje i lenistwo bądź zwykła umysłowa niemoc. Znani mi
      sa rodzice, którzy własnie po urodzeniu sie dziecka zaczęli robić doktoraty,
      uczyć sie nowych rzeczy bo głupio, żeby dziecko miało "głupich" rodziców.
      Zatem nie upraszczajmy i nie róbmy z rodziców jednostek ogłupiałych, bo
      wychowanie dziecka to naprawdę duzy wysiłek w tym także intelektualny. i wcale
      nie taka prosta sprawa. A czasu fakt-zwłaszcza przy małych dzieciach-ma się dla
      siebie niewiele. Ale może dlatego łatwiej go docenić i zorganizować i nie
      rozmieniać się na drobne.
      Pozdrawiam

      gazaro napisała:

      > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci.
      > Oto są moje:
      > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce
      > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie
      > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani.
    • majkimama Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 14:51
      Moje argumenty ZA:
      - poznajesz uczucie obezwładniającej miłości (nie do porównania z czymkolwiek,
      - możesz kształtować drugiego człowieka, pokazywać mu świat, przekazywać ważne
      wartości,
      - możesz robić rzeczy, o których już dawno zapomniałeś jak lepienie bałwana,
      robienie łańcucha na choinkę, etc,
      Moje argumenty przeciw:
      Tylko jeden - jeśli nie masz w sobie pragnienia dziecka to nie powinieneś go mieć.
    • dr_grey Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 15:05
      Myślałam, ze obecnie najgrubsza czerwona linia podziału przebiega między
      zwolennikami PiS i resztą big_grinDD. A tu widzę, że to jest między dzieciatymi i
      niedzieciatymi. Ekstra. Co Wy wszyscy redukujecie dysonans poznawczy i
      koniecznie samych siebie przekonujecie, że warto/nie warto?
      • mamapaptylka Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 15:30
        jak się ma dzieci to się człowiek nie zastanawia po co. Ma sie je po to żeby
        były. I wcale się człowiek nie zastanawia co by było bez nich skoro z nimi jest
        dobrze. Nie obchodzi mnie w tej chwili co będzie jak będzie nastolatkiem, jak
        dorośnie. Był ślicznym, pachnącym niemowlaczkiem (tak, mamie nawet dziecięce
        kupki pachną), teraz jest energicznym dwulatkiem (energicznym, nie
        negrzecznym). Moje życie nie ma nic wspólnego z tym z Superniani. Poprostu nie
        zastanawiam się co by było gdybym sie nie zdecydowała na dziecko, tak samo jak
        nie zastanawiam się co by było gdybym nie poznała męża, zdecydowała się na inny
        kierunek studiów czy na mieszkanie w innym mieście. Przez takie gdybane można
        na głowę dostać. Szanuję tych którzy dzieci mieć nie chcą i wcale nie zamierzam
        nikogo do rodzicielstwa namawiać. Ja porostu jestem z moim Paptylkiem
        szczęśliwa. I myślimy o powiększeniu rodziny. Pozdrawiam wszystkich rodziców i
        nie-rodziców też.
        • kaszamanna1 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 16:06
          Nawiązując do wypowiedzi silvik, której dziecko daje argument zwalniający ją
          ze studiowania i pracowania odnoszę wrażenie, że jest to osoba bez
          jakichkolwiek ambicji, żeby nie powiedzieć mocniej. Jak można czuć się dobrze
          siedząc w domu z dzieckiem i cieszyć się, że mąż na nią zarabia, ja czułabym
          się chyba jak śmieć, bo urodzić dziecko nie jest żadną filozofią (jeśli nie
          jest się bezpłodnym)- trudniej wykazać się w innej dziedzinie i być kimś, a nie
          tylko matką...
          • kaszamanna1 Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 16:19
            rozwijając wątek odnoszę wrażenie, że często matkami zostają osoby, które nic
            innego nie potrafią, nic więc dziwnego , że w tym znajdują spełnienie. To
            smutne, ale więcej dzieci rodzi się wśród osób bez wyższego wykształcenia, a ja
            myślę, że żeby móc coś swojemu dziecku przekazać, to samemu trzeba być kimś i
            mieć mu co przekazać, a nie tylko dać dach nad głową i jedzenie.
            Druga sprawa, którą chcę poruszyć to zachwyt kobiet będących już matkami,
            często wydaje im się, że Pana Boga za nogi złapały i że ich dziecko to jakiś
            cud świata. Zgodziłabym się tu z wypowiedzią crisesa, który uważa, że to
            naturalny proces odnajdywania się w sytuacji, muszą sobie to wytłumaczyć na
            plus, bo inaczej można zwariować. To naturalna reakcja psychologiczna, często
            jest tak, że jak coś nam się przytrafi w życiu to tak to sobie wytłumaczymy, że
            to najlepsze co mogło się zdarzyć. Prawda jest taka, że dziecko wyniszcza
            organizm matki, karmienie często powoduje wypadanie włosów i inne skutki
            uboczne, na pewno nie zawsze ale często. Więc organizm matki musi sobie jakoś z
            tym radzić, żeby się godzić na taki proces trzeba być zaślepionym w tą małą
            istotę, która w rzeczywistości jest niemal jak pasożyt, trzeba jej poświęciś i
            zdrowie i czas. Pomijam kwestię bólu, porodu itd.Nikt by się na to nie
            decydował, gdyby hormony aż tak w umyśle nie przestawiały priorytetów.
            • crises Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 14:38
              To prawda, że w macierzyństwie (nie piszę "rodzicielstwie", bo dotyczy to
              głównie kobiet) realizują się osoby, dla których wszelkie inne drogi
              samorealizacji są zamknięte. Oczywiście, wychowanie dziecka jest bardzo
              absorbujące, jeśli chodzi o czas i wysiłek, ale nie oszukujmy się - nie wymaga
              żadnych szczególnych umiejętności ani predyspozycji, zwłaszcza intelektualnych.

              Mnie np. straszliwie śmieszą osoby, które publicznie opowiadają, że przed
              urodzeniem dziecka byli nikim, nie wiedzieli, kim są i czego chcą w życiu, a
              dopiero dziecko dało im kopa, energię, cel, dzięki dziecku stali się energiczni,
              zorganizowani, aktywni. Rozumiem, że gdyby się okazało, że są bezpłodni, pewnego
              pięknego dnia poszliby do stajni i powiesiliby się na lejcach?

              (crises jest kobietą. wink )
              • justyna302 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 15:55
                crises napisała:
                Oczywiście, wychowanie dziecka jest bardzo
                > absorbujące, jeśli chodzi o czas i wysiłek, ale nie oszukujmy się - nie wymaga
                > żadnych szczególnych umiejętności ani predyspozycji, zwłaszcza
                intelektualnych.

                Ojojoj, ale tutaj to już dałaś plamę! Wychowanie dziecka na wartościowego
                człowieka wymaga wyjątkowych umiejętności i predyspozycji. Zwłaszcza
                intelektualnych! No i dużo serca.
                Nie każda kobieta te cechy posiada choć biologicznie prawie każda jest zdolna
                do rozrodu. No i z tego powodu biorą się mali zwyrodnialcy rozbierający
                koleżanki na lekcjach, stąd biorą się panny dla których najważniejsze są tipsy,
                fura i komóra.
                • crises Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 18:55
                  Wartościowych ludzi mamy bardzo mało, z czego wniosek, że statystyczna
                  rzeczywistość jest taka, że jedni mało wartościowi ludzie wychowują masowo
                  innych mało wartościowych ludzi.
                  • justyna302 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 20:19
                    crises napisała:

                    > Wartościowych ludzi mamy bardzo mało, z czego wniosek, że statystyczna
                    > rzeczywistość jest taka, że jedni mało wartościowi ludzie wychowują masowo
                    > innych mało wartościowych ludzi.

                    Ja bym nie była aż taką pesymistką. Wokół siebie widzę mnóstwo fajnych ludzi. A
                    głupimi nie zawracam sobie głowy. No, chyba, że wyrastają z nich politycywink
                    • crises Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 23:04
                      Jak dla mnie to jakiś 1-2% znanych mi ludzi jest dla mnie na tyle cenny, że
                      przejęłabym się ich nagłym wyparowaniem z powierzchni Ziemi. Cała reszta nie
                      wnosi nic bądź jest łatwo zastępowalna.
                      • bez_grzechu Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 19:25
                        crises napisała:

                        > Jak dla mnie to jakiś 1-2% znanych mi ludzi jest dla mnie na tyle cenny, że
                        > przejęłabym się ich nagłym wyparowaniem z powierzchni Ziemi. Cała reszta nie
                        > wnosi nic bądź jest łatwo zastępowalna.

                        Hmm, crises, to moze cos mowic o reszcie spoleczenstwa, to prawda... Ale rownie
                        dobrze moze to cos mowic wlasnie o Tobie.
                        • jop Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 15:32
                          Och, statystycznie większość ludzi jest przeciętna - to tak na przestrogę
                          wszystkim, którzy uważają, że akurat ich dziecko będzie kimś wyjątkowym, a już
                          na pewno wynajdzie lekarstwo na raka albo coś równie genialnego.

                          Ja tam na tle ogółu społeczeństwa jestem z siebie bardzo zadowolona - wystarczy
                          mi, że zajrzę na nieomal dowolne forum na gazeta.pl i od razu dochodzę do
                          wniosku, że w przypadku większości kryteriów mieszczę się w paru górnych % - ta
                          świadomość w zasadzie mi wystarczy do ogólnego zadowolenia z siebie (a co myślą
                          o mnie inni, wisi mi miękkim kalafiorem).
              • mama303 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 11:16
                Uważaj z tym wyrażaniem opini nt bezpłodnosci. Nie wiesz o czym piszesz -
                bezpłodnośc to chroba społeczna prowadzaca do b. powaznych konsekwencji w
                psychice człowieka - może niestety prowadzic tez do samobójstwa.
            • anabel26 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 23:14
              Uważam, że dzieci są potrzebne i prawie każdy człowiek chce je mieć. To
              naturalna kolej rzeczy, przekazanie dalej pewnych swoich cech, rzeczy,
              wiadomości. To potrzeba kochania i uczenia. Owszem, posiadanie dziecka wymaga
              poświęcenia, ale jak to jest wynagrodzone, gdy widzi się swoją ukochaną osobę,
              która rośnie, jest coraz mądrzejsza, a to wszystko dzięki nam. A na starość nie
              jesteśmy sami, tylko mamy wnuki!
            • bez_grzechu Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 19:22
              kaszamanna1 napisała:


              > (...) Prawda jest taka, że dziecko wyniszcza
              > organizm matki, karmienie często powoduje wypadanie włosów i inne skutki
              > uboczne, na pewno nie zawsze ale często. (...)

              Nieprawda. Z sama ciaza organizm wieksosci kobiet radzi sobie doskonale,
              dodatkowo najprawdopodobniej w czasie ciazy rozwijajacy sie zarodek a potem
              plod "zasila" organizm matki tzw "stem cells" (przepraszam, nie moge sobie
              przypomniec polskiego odpowiednika), ktore moga naprawiac np niektore
              wady/uszkodzenia serca (choc tez i wiele innych rzeczy). To stwierdzono
              przynajmniej u szczorow czy myszy, a komorki zarodka daja sie wykryc u ludzkich
              matek - nawet w wiele lat po porodzie.
              To tyle na temat wyniszczajacej ciazy smile

              > (...) Nikt by się na to nie
              > decydował, gdyby hormony aż tak w umyśle nie przestawiały priorytetów.

              A skad wlasciwie wiadomo kiedy kieruja nami "hormony", a kiedy nie? Moze tych
              wxzesniejszych wypadkow jest duzo wiecej niz sie nam wydaje..
    • aga1000 Ale o co właściwie chodzi? 27.12.06, 18:55
      Tak mi przyszło do głowy patrząc na ten wątek-własciwie co maja na celu takie
      pytania i do kogo są kierowane? Ludzie z wyboru nie mający dzieci natychmiast
      odpowiedzą "nie warto" no w końcu to sami wybrali. i OK Ale przepraszam, czy
      ktoś się spodziewa że rodzic nodpowie "nie warto mieć dzieci"? Osoby bezdzietne
      piszą o dzieciach abstrakcyjnych, w ogóle; no moze kojarzą koszmarnego bachora
      sąsiadów. A rodzice myślą o swoim konkretnym dziecku, urodzonym, wychowywanym z
      pierwszym uśmiechem, pierwszym zębem, pierwszą awanturą i anginą. I ktos się
      spodziewa, ze ojciec lub matka napiszą-"nie nie warto było żeby mój syn/moja
      córka przyszedł/przyszła na świat"? Że napiszą, ze ich wielki wysiłek i trud i
      wielka miłość są nic niewarte bo trudno się wyrwać na kolacje lub do kina?

      Tak BTW ciekawe jaki odsetek rodzicśów, którzy tu piszą, tez jakiś czas temu
      miał superzaplanowane wygodne życie i zero miejsca w nim dla potomków i nagle
      bach, dziecię przyszło na świat ( bo jakby to powiedzieć-jedyne co daje pewność
      nie zajscia w ciążę to a.szklanka wody zamiast b. ovariohisterektomia c. kastracja
    • kamilakustron Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 20:15
      Dzieci to to po co warto żyć. Wozić je po świecie, rozpiesczać ... i
      cieszyśsięcałe życie z tego ,że po prostu sąi nas kochająi cóżwięcej chcieć...
      Siądzie taki człowieczek na Twoich kolankach spojrzy w oczka i powie kocham
      CIę. To jest najważniejsze i właśnie po to warto mieć dzieci. Warto, warto,
      warto........
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka