Na placu zabaw

30.04.07, 13:34
Na naszych placach zabawa bawi się duzo dzieciaków pod opieką rodziców i babć.
Może my jacyć bardzo ostrożni jesteśmy ale są piekunowie, którzy jak dziecko
potrafi już chodzić to niezbyt interesują się jego bezpieczeństwem.
Ja już przywykłam do tego widoku ale mąż to podskakuje na ławce jak 2 latek
spada z huśtawki, zjeżdżalni bądź wypada z karuzeli na głowę czy plecy.

Nasza córka ma 4 lata i jakoś zawsze stramy się patrzeć na jej bezpieczeństwo
podczas zabawy. Teraz to już sama sobie radzi przy wchodzeniu, schodzeniu i
zjeżdzaniu.


A bardzo często to dziecko dostaje lanie gdy spadnie z jakiegoś urządzenia a
nie rodzic ochrzan za niedopilnowanie maluszka.

Mężowi mówię spkojnie ale on i tak nie może patrzeć na te sceny.
A co najdziwniejsze te dzieciaczki zawsze spadną jak kot na 4 łapy a te
dopilnowane to już tak nie potrafią.

Jak jest na waszych placach zabaw ??
    • grzalka Re: Na placu zabaw 30.04.07, 13:55
      Moje 2,5-latki od roku sami sobie radzą na drewnianych konstrukcjach i
      zjeżdżalniach- w zeszłym roku ich asekurowałam (tzn. byłam obok jakby leciał) w
      tym roku już nie. Na huśtawki i karuzelę sami nie wchodzą, bo za głupi, ale z
      resztą sobie dają radę bez problemu. Jakieś tam drobne wypadki są, ale te
      zdarzają się im nawet na prostej drodze- typowe dla dzieci bardzo energicznych
      • dlania Re: Na placu zabaw 30.04.07, 14:14
        "A co najdziwniejsze te dzieciaczki zawsze spadną jak kot na 4 łapy a te
        dopilnowane to już tak nie potrafią."
        Ciekawe spostrzeżenie. Jakby moi rodzice wiedzieli, po jakich drzewach łaziłam w
        wieku 5-6 lat, po bagnach, rurach, śmietniskach itp., to by dostali palpitacji.
        I zyje.
        Moja córka w tym samym wieku, wychowana przeze mnie asekurancko, nawet do
        zwykłej huśtawki czy drabinki podchodzi z respektem. I przeszła juz kilka
        "dramatycznych" lądowań.
        Tylko co w tej sytuacji: mam jej pozwolic rozbijać sobie głowe, żeby sie oswoiła?
    • alicez Re: Na placu zabaw 30.04.07, 14:26
      Ja na ogrodzonym placu zabaw nie chodzę za synkiem (22 m-ce) krok w krok. mam
      go zawsze "na muszce" ale nie czuje mojego oddechu na karku. Nie interweniuję
      też w drobne sprzeczki w piaskownicy, chyba że inne dziecko wyrządza mojemu
      ewidentną krzywdę.
    • olamazur Re: Na placu zabaw 30.04.07, 14:46
      Mam takie spostrzeżenie, że niektórym rodzicom po prostu się nie chce zajmować
      dziećmi. Przychodzą na plac zabaw i siadają z gazetą czy krzyżówką na ławce, a
      dziecko niech sobie radzi samo. Nie tyle sobie przemyśleli, że tak będzie
      lepiej (bo np. dziecka uodporni się na upadki), co w ogóle o tym nie myślą, bo
      chcą jak najszybciej wrócić do gazety.

      Ja akurat uważam, że dziecku trzeba towarzyszyć i tak robię.
    • olamazur Re: Na placu zabaw 30.04.07, 15:39
      Osobny temat stanowią rodzice, którzy karmią swoje dzieci na placu zabaw. W
      mojej okolicy to jakaś epidemia! Już widziałam panią ganiającą za dziewczynką z
      jogurtem i pakującą jej łyżeczkę do brudnej gębuli. Widziałam panią z kanapkami
      w papierze śniadaniowym wyciągającą na siłę malucha z piaskownicy, bo "trzeba"
      zjeść. W sobotę koło mnie stała dziewuszka, która brudną rączką (przed chwilą
      robiłą babki) skubała sobie bułkę do buzi. Jak usiłowała wleźć do piaskownicy
      nie podpierając się rękami, to się przewróciła i usłyszała reprymendę: "No co
      ty robisz. No co ty robisz. No co ty robisz!" oraz pouczenie: "Jak jemy, to się
      nie bawimy!". A komunikat powinien być przecież dokładnie odwrotny: "Jak się
      bawimy, to nie jemy!"...

      O co tu chodzi?... Nie słyszeli o higienie, myciu rąk przed jedzeniem, zdrowym
      odżywianiu, wyrabianiu u dzieci właściwych nawyków żywieniowych?... Przecieram
      oczy ze zdumienia, może wy macie jakiś pomysł...
      • alicez Re: Na placu zabaw 30.04.07, 16:33
        ja karmię synka na placu zabaw. Jak idziemy na 3-4 godziny na spacer to mój
        syn słaniłby sie na nogach z głodu, bo z niego straszny żarłok. ale wycieramy
        ręce jak dostaje coś do rączki (rzadko), najczęściej dostaje serek. jemy i
        pijemy zawsze na ławce, nie w piaskownicy.
        • edyta341 Re: Na placu zabaw 30.04.07, 18:38
          Z tym jedzeniem to w ogóle jest jakaś obsesja. Mamy i babcie ciągle i wszędzie
          dokarmiają dzieci - w piaskownicy, w teatrze, w kinie. Ludzie, dzieci spokojnie
          wytrzymają bez jedzenia 3 czy nawet 4 godziny. Czy Wy też tak często jecie?
          W sobotę byłyśmy z córeczką w teatrze, w czasie przerwy dzieci objadały się
          serkami, jogurtami, lizakami, cukiereczkami. Przedstawienie trwało tylko 60 min.
          Ja myślę, że zdrowymi nawykami żywieniowymi nikt się specjalnie nie przejmuje,
          grunt żeby dziecku zapchać żołądek.
          • alicez Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:22
            A co mam zrobic jak akurat w trakcie wizyty na placu zabaw ( tak jest
            zazwyczaj, około 10.00) wypada drugie śniadanie? Jak mój synek wstaje i je
            sniadanie o 6.30 to mam czekać do obiadu (13.00), bo fakt, ze synek je na placu
            zabaw pzreszkadza jakimś mamom, niniom, babciom...
          • ik_ecc Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:23
            edyta341 napisała:

            > Ludzie, dzieci spokojnie
            > wytrzymają bez jedzenia 3 czy nawet 4 godziny. Czy Wy też tak często jecie?

            Tak, ja akurat bardzo czesto musze jesc, taka mam dolegliwosc. 3 godziny bez
            jedzenia sa dla mnie na granicy wytrzymalnosci.

            Zawsze mam przy sobie cos do jedzenia, dla siebie i dla corki. Nie dokarmiam
            podczas zabawy, ale podczas powrotu z placu zawsze. Nosze ze soba nawilzone
            chusteczki i czasami myje wczesniej corce lapy - zalezy gdzie sie bawila,
            czasami nie myje. Uwazam, ze nadmierna sterylizacja jest szkodliwa. smile
    • ik_ecc Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:19
      nunik napisał:

      > A co najdziwniejsze te dzieciaczki zawsze spadną jak kot na 4 łapy a te
      > dopilnowane to już tak nie potrafią.

      Dlaczego jest to dziwne?

      Ja corke (22 mies) asekuruje jak najmniej i to od momentu kiedy jeszcze nie
      umiala chodzic. Mloda rzadko kiedy sie przewraca czy z czegokolwiek spada, a
      jak juz, to z reguly sie otrzasa i biegnie dalej. Jak placze, to wiem ze
      rzeczywiscie sie walnela - ale to na prawde rzadkosc.
      • ik_ecc Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:24
        Acha, nie robie tego z lenistwa, tylko z przekonania.

        ik_ecc napisała:

        > nunik napisał:
        >
        > > A co najdziwniejsze te dzieciaczki zawsze spadną jak kot na 4 łapy a te
        > > dopilnowane to już tak nie potrafią.
        >
        > Dlaczego jest to dziwne?
        >
        > Ja corke (22 mies) asekuruje jak najmniej i to od momentu kiedy jeszcze nie
        > umiala chodzic. Mloda rzadko kiedy sie przewraca czy z czegokolwiek spada, a
        > jak juz, to z reguly sie otrzasa i biegnie dalej. Jak placze, to wiem ze
        > rzeczywiscie sie walnela - ale to na prawde rzadkosc.
      • moniqep Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:35
        Co do jedzenia na spacerach.w kinie,czy teatrze. Moze dzieci maja stale pory
        posilow i o tej wlasnie godzinie sa glodne.Przestrzegam higieny,nawet jestem
        troszke na tym punkcie przeczulona.
        Jednak jak jest ladna pogoda wychodzimy bez 2 sniadania i jestesmy dlugo poza
        domem wiec jemy cos na spacerze.Bulke,parowke,banana czy serek. Przecieram race
        mokra chusteczka.Oczywiscie lepiej umyc woda i mydlem ale nie zawsze jest mozliwosc.
        Jesli chodzi o dalsze wyjscia. Przed wyjsciem z domu dziecko nie jest glodne i
        odmawia jedzenia. Wtedy zdaza sie ,ze wlasnie w kinie czy na zakupach przychodzi
        pora jedzenia i dziecko domaga sie posilku. Jesli juz wracamy do domu to sie
        powstrzymujemy. W innych przypadkach daje dziecku jesc.
        • prolens Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:50
          1. Ja nie chodze za dziecmi bo mam trojke maluchow (3 lata i 2 x 15 miesiecy),
          wiec jest to niemozliwe. Ale staram sie bywac na placach zabaw wtedy, gdy malo
          jest innych dzieci. Na sprzety niebezpieczne nie pozwalam blizniakom wchodzic
          (np. zjezdzalnia), na bezpieczne wchodza sami. Oczywiscie ze spadaja czesto, np
          z obrzeza piaskownicy, ale jak sami sie nie naucza sprawnie wchodzic i
          wychodzic z piasku, bede ich jeszcze dlugo musiala asekurowac.
          A asekurowanie dwulatkow jest dla mnie smieszne, no chyba ze w naprawde
          niebezpiecznych miejscach ale takich na placach zabaw z reguly nie ma.

          2. Po co towarzyszyc stale dziecku skoro super samo sie bawi? W domu tez
          chodzicie stale za dziecmi?

          3. Trzylatce nie pomagam w ogole (jedynie ja hustam). Nauczylam j akorzystac ze
          sprzetow i bawi sie sama.

          4. Karmie dzieci podczas przerwy w zabawie, sadzam do wozka i zajadaja. Nie
          widze nic zlego w II sniadaniu na powietrzu.
        • moniqep Re: Na placu zabaw 30.04.07, 19:51
          Co do pilnowania dzieci na placach zabaw. Tam gdzie ja chadzam z corka nie
          widuje duzo niebezpiecznych wypadkow.Tak naprawde czasem dziecko sie potknie i
          przewroci. Moje tylko raz spadlo/zsunelo sie na glowe ze zjezdzalni. Chyba
          wszystko zalezy jak dziecko jest sprawne i jak dobrze sobie radzi. Moje super
          sobie radzi wiec jesli juz wiem ,ze daje rade to za nia nie chodze. Siedze i
          obserwuje. Jesli jestem na placu ktorego dobrze nie znamy a wspinaczki na
          zjezdzalnie sa strome wtedy asekuruje.Jesli prosi o pomoc bo sama nie daje rady
          to pomagam i jesli widze,ze jest bezpiecznie zachecam do samodzielnosci. Na
          placach ktore znamy nie ma takiej potrzeby by chodzic za dzieckiem i ciagle
          pilnowac.
          Z kolei denerwuje mnie jak mamy nie reaguja na zle zachowanie swoich dzieci.
          tzn.ich dziecko bije inne po glowie lopatka,sypie w oczy piach i wyrywa zabawki
          a mama udaje ze nie widzi.
          • aldona_t1 Re: Na placu zabaw 30.04.07, 20:54
            Mnie zaś okrutnie denerwują rodzice rzucajace się na pomoc mojemu dziecku. Od
            dawna sam wchodzi na zjeżdżalnie i inne sprzety- ja tylko zaczyna sie wspinać,
            od razu jakaś wystraszona mama krzyczy do mnie: Ojej- dziecko wchodzi na
            zjeżdzalnię! (nie wiem, chyba nie wyglądam na niewidomą, nie czytam też nigdy
            gazet na ławce). Ew. łapią go za ręke mówiąc: czekaj, ja ci pomogę, bo
            spadniesz!
            Wiem, ile potrafi mój syn, wiem, kiedy muszę stać blisko, a kiedy mogę patrzeć
            z oddali, dlaczego inni mi się wtrącają?
    • asientos kochane moje! 30.04.07, 21:22
      1. Jestem z tych wyrodnych siedzących na ławkach, co to rączki dziecku nie
      podadzą. Cóż jestem w ciąży, ale nawet jak nie byłam to siedziałam bo:
      a. moje dziecko nie toleruje pomocy - ma 2,5 roku, ale od roku bryka mniej
      więcej samo.
      b. koleżanka ma "asekurowane dziecko" i po kolejnym złamaniu ortopeda
      powiedział, że to jej wina, bo nie nauczyło się upadać - skutek: brak odruchów
      obronnych, teraz drugie wychowywane "z ławki"
      c. moje dziecko to typ żywczyka, więc bieganie za nią najzwyklej w świecie nie
      ma sensu, gdy ją łapię to przestaje panować nad odruchami i np. puszcza się
      drabinek, kiedy wie, że musi liczyc na siebie jest uwazniejsza
      d. na obcym placu zabaw najpierw robimy obchód - jesli sobie daje radę to
      puszczam samopas ubraną w jaskrawe kolory, coby się w oczy rzucała.

      Co do jedzenia: są niejadki, które na dworze jedzą z przyjemnością, czemu z
      tego rezygnować? Kwestie higieny każda matka może rozwiązać sama. Nie uznaję
      ganiania za dzieciakiem z bananem do piachu, ale jesli grzecznie wsuwa Danonka
      na spacerze to co w tym złego.

      Wkurzaja mnie: osoby hiperpomocne. Patrzę przez palce, bo albo sięto toleruje,
      albo narzeka na znieczulicę. Skoro dziecko się gramoli , cięzko ale jednak,
      zostawcie je w spokoju, uwierzcie, że matka z ławki z reguły to widzi i zna
      swoje dziecko, a wy widzicie je tylko chwilę i nie macie pojęcia o jego
      ruchliwości itd. Moje dziecko cały czas jest napominane przez ciocie: uważaj,
      bo spadniesz. Odpowiada - dlaczego mam spaść??
    • andziulindzia Re: Na placu zabaw 30.04.07, 21:26
      Moja trzylatka jest samodzielna. Sama potrafi wejść na zjeżdżalnię i bez
      problemu zjeżdża, sama wchodzi na huśtawki, drabinki, jeździ na rowerku, bawi
      się z innymi dziećmi. Do spięć w piaskownicy dochodzi rzadko bo uczyłam małą
      metody wymiany przy sporach o zabawkę. Nie łaziłam za nią krok w krok, ale też
      nie zostawiałam bez kontroli czytając gazetkę na ławce.

      Zgroza ogarnia mnie jak widzę babcie/opiekunki, które nie pozwalają oddalać się
      na krok od siebie 2-3 letnim dzieciom, izolują je od innych dzieci, nie
      zabierają ze sobą na spacery sprzętu piaskownicowego, rowerka, wózeczka dla
      lalek. Takie biedactwo nie potrafi sobie poradzić w grupie i albo jest
      nieśmiałe i wycofane albo agresywne.
    • sabko Re: Na placu zabaw 30.04.07, 21:49
      My z mężem to raczej z tych mało pilnujących smile Nasz 2 latka świetnie radzi
      sobie na placu zabaw. Sama wchodzi i zjeżdża z niskiej zjeżdżalni, wchodzi po
      siatce itp. Jedynie z huśtawkami uważamy bo po pierwsze łatwo spaść a o drugie
      boję się, że inne dziecko zeskakując może ją uderzyć.
      Moja mama gdy jest z Oliwką pilnuje ją dużo bardziej, nie dziwcie się babcią to
      jest zrozumiałe że ona boją się bardziej aby maluchom nie stała się przy nich
      jakaś krzywda.
      Co do jedzenia to gdy wychodzimy na długo mała ma soczek i np kawałek słodkiej
      bułki ale nie je tego w piaskownicy tylko na ławeczce po wytarciu rączek. Nie
      wiem co jest złego w jedzeniu na dworze, przecież my też czasem jemy lody bądź
      ciastko siedząc w parku na ławce.
    • oli77 Re: Na placu zabaw 30.04.07, 23:49
      My należymy do grupy tych, co nie spuszczają z oka, staram się przewidywać
      wszelkie niebezpieczeństwa. Niestety ma to swoje minusy, bo synek jest mało
      odważny ale są też plusy, bo jest ostrożny. Co się komu podoba wink
      • ik_ecc Re: Na placu zabaw 30.04.07, 23:59
        oli77 napisała:

        > bo synek jest mało
        > odważny ale są też plusy, bo jest ostrożny.

        Jaka jest roznica pomiedzy "malo odwazny" a "ostrozny". I tu strachliwy i tu.
    • koza_w_rajtuzach Re: Na placu zabaw 01.05.07, 09:34
      Na swojej posesji mam trampolinę, huśtawkę, zjeżdżalnię, a tuż przed bramą
      zwieźliśmy piasek, aby wszystkie dzieci z okolicy mogły się w nim bawić, a nie
      tylko moja córeczka. Powiem szczerze, że jakoś specjalnie nie zwracam uwagi co
      moje 15 miesięczne dziecko robi. Uwielbia wspinać się na trampolinę i dotąd
      nigdy z niej nie spadła (trampolina nie jest zresztą wysoka), po schodkach
      tarasowych wchodzi bez problemu na dwóch nogach i nigdy się nie wywróciła,
      schodzi w ten sam sposób. Lata, bawi się, a ja ją tylko obserwuję. Widzę, że
      jest bardzo samodzielna i dumna jestem z tego. Często obie się bawimy, chodzimy
      za rączkę, wygłupiamy się, ale trochę samodzielności też nie zaszkodzi.
      Jak w piasku mała bawi się z dziećmi to tylko miejscami spoglądam, aby zobaczyć
      czy nadal w nim siedzi. Zresztą wiem, że jakby gdzieś się wybierała, to inne
      maluchy szybko by mnie o tym poinformowały. Zresztą dojście do ulicy zajęło by
      jej conajmniej 7 minut, więc nie ma możliwości, aby coś jej się stało, bo
      doglądam jej zdecydowanie częściej.
    • olamazur co do jedzenia 02.05.07, 08:37
      Przeważnie piszecie, że dziecko chce jeść na dworze. Oczywiście, nie neguję
      tego, może tak być, tylko że ja obserwuję co innego - rodzice uważają, że
      dziecko _musi_, dzieci są innego zdania. Za dzieckiem, które chce, nie trzeba
      ganiać z łyżeczką po całym placu ani wyciągać na siłę z piaskownicy. Nie trzeba
      namawiać: "no zjedz, no ugryź, no jeszcze kawałek, sieeeeedź! pójdziesz, jak
      zjesz" itd. itd.
      No i to rodzice zabierają jedzenie na plac zabaw, nie czekają wcale na to, że
      dziecko na placu samo się zorientuje, że jest głodne i o jedzenie poprosi,
      tylko przychodzą obładowani, a jak już je mają przy sobie, to się skupiają na
      tym, żeby wszystko było zjedzone, bo po co brać z powrotem do domu. Takie są
      moje obserwacje.
      Sama jestem matką 2-latka, który o jedzenie na dworze nigdy nie poprosił.
      (A potrafi poprosić, bo gada świetnie). Czyli można na dworze nie jeść i
      przeżyć smile
      • asientos Re: co do jedzenia 02.05.07, 11:10
        nie toleruję ganiania za dzieciakiem, ale mam niejadka, więc jak pokażę bułkę i
        zje to super.
    • mama007 Re: Na placu zabaw 02.05.07, 09:42
      u nas obowiazuje zasada 'mozesz wlezc wszedzie skad potrafisz sama zejsc'. jesli
      corka wpakuje sie gdzies gdzie siadzie i wola 'maaaamooooooo wez mnie stad', to
      wiecej nie wchodzi (sama, nie z zakazu). zazwyczaj jestem w niedalekiej okolicy
      jak jest na czyms, ale czasem tez siedze na lawce, czasem o zgrozo czytam
      ksiazke (jak jest cieplo i duzo jestesmy na dworze to ucze sie w piaskownicy itp).
      jedyne chyba na co jestem naprawde uczulona to hustawki - nie pod katem ze moje
      spadnie, tylko ze nie zauwazy np jak ktos sie husta i podejdzie i dostanie w
      glowe albo ktos skoczy akurat z hustawki. moze dlatego ze sama mialam taki
      wypadek jak bylam w wieku corki...
Pełna wersja