Witajcie..
RZadko tu pisze choc, czytam czasem i sie dopisuje w watkach. Teraz jednak
napisze co mi sie dzis rano przytrafilo z nasza 22 mies.Majeczka, zebyscie
mamusie mialy przestroge.
Zapewne uwazacie, jak i my , na male przedmioty, ktore dziecko wkladac moze
do buzki, aby nic zlego sie nie stalo.
Jednak dzis obnizylam czujnosc na moment, a mala znalazla nakretke od butelki
po wodzie. I nagle uslyszalam tylko jak sie dlawi, dusi....podbieglam
momentalnie do Niej, a moja coreczka miala juz oczy na wierzchu i slabla...
Boze, myslalam, ze umre..
Szybko chwycilam ja, na szczescie zimna krew zadzialala, choc bylam
przerazona i, jednoczesnie wolajac meza "Ratunkuuuuuuuuuuu!" zaczelam dzialac.
Udalo sie, nakretka wypadla do buzki, juz z gardla i wciaz tkwila tam, a
dziecko charczalo...w koncu , jak juz widzialam, ze jest widoczna i uda mi
sie ja wyciagnac reka, zrobilam to.. Boze, nikomu nie zycze takich strasznych
przezyc..
Mala wiele razy sie krztusila itp, sama sobie radzila jakos, ale tym razem
nie wyobrazam sobie, gdybym nie byla obok..
Maz tez dolecial w oka mgnieniu, bo akurat jeszcze byl w domu, a potem, juz
po wszystkim , malenka straasznie sie poplakala chyba ze strachu bardziej niz
z bolu.., ja rozryczalam sie jak bobr po tym wszystkim i wszyscy w trojke
objelismy sie i drzelismy jak ...robaczki.

Uwazajcie na swoje pociechy, kochane mamy, bo czasem to tylko chwilka..
"Zawsze" uwazam, tak wiem, ale jednak zdarza sie taki moment nieuwagi.., a
mala ma ostatnio straszne pomysly wkladania malych rzeczy do buzi..