Dziewczyny swego czasu pisalam o 3 miesiecznym przewleklyym kaszlu u
mojego syna, ktory w koncu ustal po podsniu zyrteku (byly
podejrzenia zapalenia pluc, oskrzeli, przeziebienie).Od maja
wrocilam do pracy i na dzien dobry przypaletala sie dziecku
jelitówka

....nie jado nie chcialo pis przez 4 dni i z tym
niejedzeniem zostalo do dzis. A od wczoraj znowu potworny katar,
napady duszacego kaszlu (w nocy koszmar!!!), marudzenie, brak
goraczki i innych objawow choroby (poza tym ze dziecko o godzinie 20
juz spi a z reguly szlo spac okolo 21.30).jesci nie je, no ale sie
nie dziwie, bo mu w gardle cos zalega i jak tylko cos chce dac to
odruch wymiotny.Jedynie mloko przecjhodzi.
Do tego odkad wrocilam do pracy to mam istny koszmar w domu. Wyjsc
do pracy nie moge bo wyje az sie zanosi, kapac musze sie z nim, bo
inaczej nie wejdzie do wanny, a jak maz chce go wyciagnac to tez
wyje, bo ja w nij nadal siedze, jak jedziemy samochodem i ja siedze
z przodu, to musi mnie trzynac za paluszek bo inaczej wyje. jak
wracam z pracy to na krok mnie nie opuszcza, nawet z mezem nie
pojdzie po poludniu na spacer jak ja w domu zostaje. juz jestem
zalamana i rozwazam rezygnacje z pracy. Nie umiem sobie z tym
wszuystkim pioradzic. Pracuje tylko na pol etatu wiec myslama ze tak
bardzo dziecko nie ucierpi, tym bardziej ze z dziadkami zostaje. A
teraz nawet ja po poludniu idziemy do ziadkow to mlody placze bo
mysli ze go tam zostawie i siedzy mi na kolanach lub trzyma za
noge....nawet do kibelka razem musimy isc.
czy ktoras z was tez tak miala. Synek ma 16 miesiecy. pocieszcie...