Dodaj do ulubionych

wyjazd bez dziecka

30.10.08, 11:50
witam. proszę o Waszą radę. moje młodsze dzieko ma 2 lata starsze 4. w marcu
mam możliwość wyjechać na ponad dwa tygodnie, ale bez dzieci (jest dużo
przelotów samolotami).no nie jest to wyjazd dla dzieci. wydaje mi się, że to
za długa rozłąka, szczególnie dla młodszego dziecka. co o tym myślicie, albo
może macie własne doświadczenia?
beata
Obserwuj wątek
    • irenka26 Re: wyjazd bez dziecka 30.10.08, 12:53
      Jak moja siostra (duzo mlodsza ode mnie) miala troche ponad 2 lata,
      nasza mama musiala wyjechac na 3 tygodnie. Tata zajmowal sie
      siostra, a ja ze bylam juz nastolatka to przejelam czesc obowiazkow
      mamy. Siostra, wyjazd mamy przezyla i chyba moge powiedziec,
      bardziej zblizyla sie do mnie i do taty. Po powrocie mamy sostra w
      pierwszym momecie jej nie poznala, ale szybko jej minelo i do tej
      pory to coreczka mamusismile
      Wydaje mi sie, ze najwazniejsze jest z kim zostawisz dzieci. Musza
      czuc sie bezpieczne i juz najlepiej zacznij je przyzwyczajac np. do
      tego ze wiecej czasu beda spedzac z tata czy babcia.
      Zycze powodzenia i jesli podejmiesz decyzje o wyjezdzie - udanego
      pobytu.
    • jagabaga92 Re: wyjazd bez dziecka 30.10.08, 13:05
      Świetnie pamiętam, że jako dziecko zawsze było mi źle, gdy mamy nie było przez
      kilka dni (nawet 2-3 dni).

      Jeżeli spędzasz z dziećmi dużo czasu, to z pewnością będzie im Ciebie brakować.
      Jeśli pracujesz i nie ma Cię z nimi całymi dniami, to nie powinno być aż tak źle.

      Kurcze, my mamuśki tak mamy, że dręczą nas wyrzuty sumienia, że zostawiamy
      dzieci, ale z drugiej strony nie możemy być ich niewolnikami...
      • gabkun Re: wyjazd bez dziecka 30.10.08, 13:26
        Wyjeżdżam na 17 dni daleko, do kraju trzeciego świata, będę miała utrudniony
        kontakt z synkiem (3 lata). W tym czasie będzie pół na pół ze swoim tatą (nie
        jesteśmy razem od roku)i jego mamą oraz z moimi rodzicami. Wszystkich bardzo
        kocha i czuje się dobrze w ich towarzystwie.
        Ja oczywiście już nie mogę spać, bo nie wiem jak Antek zniesie taką rozłąkę.
        Do tej pory najdłuższa rozłąka to równe dwa tygodnie w wakacje (był z moimi
        rodzicami nad morzem). Czy macie jakieś rady? Pomyślałam, że może zrobić mu
        kalendarzyk do odznaczania dni, żeby jakoś ogarnął ten okres? Bardzo proszę o
        radę. Czy dzwonić do niego? Wysyłać mmsy? Oczywiście w miarę możliwości, czy to
        może przynieść odwrotny skutek?
        • magdalas Re: wyjazd bez dziecka 30.10.08, 14:07
          My razem z mężem w maju wyjechaliśmy na 4 dni do holandii. Mała
          zostala ze swoimi rodzicami chestnymi. Miała wtedy 1,5 roku. Wiem że 4
          dni to nie 2 tygodnie, ale jak by była z nimi dłużej to byłoby
          prawdopodobnie tak samo - czyli super. To ja sie martwiłam i
          wydzwaniałam, a oni się dobrze bawili.
          Moim zdaniem to najważniejsze jest to żeby dziecko zostało z kimś do
          kogo ma zaufanie i jest przyswyczajone.
    • yoggi87 Re: wyjazd bez dziecka 30.10.08, 23:56
      za malo napisalas... z kim zostana dzieci? jesli z tata, badz dziadkami i beda
      razem, a nie jedno u jednych dziadkow a drugie u drugich, to chyba ok... zreszta
      2-latkowi juz mozna co nieco wyjasnic. ja bym sie nie zamartwiala az tak.
    • koza_w_rajtuzach Re: wyjazd bez dziecka 31.10.08, 08:38
      Nie pojechałabym. Zresztą zrezygnowałam już z wyjazdu na tydzień na Teneryfę ze
      względu na dziecko. Mój mąż pojechał beze mnie.
      Sama na pewno czułabym się z tym źle jakby mnie mama tak zostawiła gdy byłam
      małym dzieckiem... Wiem, że to byłoby dobre dla Ciebie jakbyś wypoczęła, odcięła
      się od wszystkich obowiązków, odpoczęła od dzieci, ale to chyba jednak za szybko
      na tak długą rozłąkę.
      • paniwaz Pępowinę czas przeciąć mamo! 31.10.08, 09:43
        koza_w_rajtuzach napisała:

        > Nie pojechałabym. Zresztą zrezygnowałam już z wyjazdu na tydzień na Teneryfę
        ze względu na dziecko. Mój mąż pojechał beze mnie.
        > Sama na pewno czułabym się z tym źle jakby mnie mama tak zostawiła gdy byłam
        małym dzieckiem...

        Teorię kozy kultywuje bardzo wiele osób. Ja to rozumiem, choć mam inne zdanie.
        Twierdzę, że w przypadku, kiedy ma się odpowiedzialną i zaufaną osobę, z którą
        dziecko czuję się bezpiecznie jak tata czy dziadkowie, pozostawienie go na jakiś
        czas jest absolutnie normalnym zjawiskiem a wszelkie wątpliwości mamy są
        przejawem jej egoizmu, że nie poradzi sobie ze swoimi emocjami i tęsknotą. Wiem,
        że każda mama jest absolutnie przekonana, że swoim dzieckiem zajmie się
        najlepiej, ale darzenie odpowiedzialnością swoich najbliższych to nie tylko
        zdjęcie ze swoich barków części obowiązków ale okazania najbliższym zaufania
        należnego ich roli (ojca czy dziadka).

        > Wiem, że to byłoby dobre dla Ciebie jakbyś wypoczęła, odcięła się od
        wszystkich obowiązków, odpoczęła od dzieci, ale to chyba jednak za szybko na tak
        długą rozłąkę.


        No właśnie! Nie ma nic gorszego niż zamęczona macierzyństwem mama. Pewnie zaraz
        posypią się argumenty, że nikt nie jest zmęczony i nie potrzebuje urlopu od
        swojego dziecka, ale jak widać tatuś ma dość, jeżeli skwapliwie korzysta z
        samotnego wyjazdu. Pytanie tylko kogo ma dość: dzieci czy żonki? Ponadto wiele
        wyjazdów generownych jest przez pracę zawodową, więc w takich przypadkach tym
        pępowinę trzeba odciąć od swojej strony natychmiast. Praca czy znowu problem z
        ujarzmieniem własnych emocji (czytaj egoizm)?

        Pierwszy raz planuję zostawić swojego synka u rodziców na tydzień (Młody ma 17
        miesięcy), ponieważ organizujemy w domu z mężem remont i choć będę za nim
        szalenie tęsknić, wiem, że będzie pod najlepszą opieką, choć pewnie parę łez
        może uronić za nami. Nie widziałam sensu spędzać urlopów bez dziecka jak do tej
        pory, ale już tej zimy to nastąpi i także zamierzam się pełną piersią cieszyć z
        nart, (dzwoniąc pewnie z każdego stoku z pytaniem co je, co robi, jak jest
        ubrany, czym się bawi jak każda kochająca i opiekuńcza matka). Zatem na koniec
        mała konkluzja - dobrze wybrałaś męża, partnera? - możesz śmiało jechać bez
        swojego dziecka w terminie i w miejsce uznane przez Ciebie za zasadne i warte
        wyjazdu. Pani Wąż
    • bestmarteczka Re: wyjazd bez dziecka 31.10.08, 09:41
      A ja uważam, że powinnaś jechac, dzieciom nic się nie stanie, a Ty
      odpoczniesz. Mam dwie dziewczyny w wieku 2,5 roku i 10 lat i czasami
      zostawiam Je z moją Mamą. Pierwszy raz było trudno, ale tylko dla
      mnie, dziewczyny poradziły sobie świetnie. Oczywiście za każdym
      razem muszę przywieźc jakiś prezent smile
    • ania9943 Re: wyjazd 31.10.08, 13:42
      a moze sprobuj zawiezc je np. do dziadkow najpierw na weekend i
      zobaczysz jak wszyscy dacie sobie rade
      wedlu mnie powinnas jechac, nic im sie nie stanie
      najtrudniejszy pierwszy raz i to pierwsze dwa dni a potem jakos leci
      hm ja jestem w ciazy i prawdopodobnie bede musiala na ok 6 tyg isc
      do szpitala /raz juz na tydzien bylam/ i niestety mimo wielkij
      tesknoty nie bede miala nic do powiedzenia
      pozdrawiam
    • malwin10 jeżdze i nie ma wyrzutów sumienia 31.10.08, 15:53
      praktykuje ten model co poł roku od ladnych paru lat. Pierwszy raz
      wypuscilismy sie na tydzien, jak starsza miala 6 miesiecy; teraz
      zostawiam dwojke (mlodszy dwu-letni). Prawidlowosc jest odwrotna niz
      mogloby sie wydawac: im starsze, tym trudniej (w sensie mentalnym).

      Dzieci zawsze zostaja z moimi rodzicami i wsparciem techninym
      (opiekunka). I wszyscy te wyjazdy lubia, choc kazdy z innych
      wzgledow. Oczywiscie nie jest to scenriusz dla kazdego, ale lepiej
      sprobowac i wiedziec, ze nie lezy, niz zalowac, ze sie nie odwazylas.

      Moi rodzice tez byli z kategorii "free spirits', zadnych urazow
      psychicznych u mnie (juz 30-sto paro letniej) nie odnotowano.

      Ewentualne "kwocze" komentarze proponuje sobie odpuscic, bo w
      niniejszym poscie nie prezentuje prawd objawionych, a jedynie wlasny
      model zyciasmile
    • kra123snal Re: wyjazd bez dziecka 31.10.08, 16:01
      Jeżeli znalazłabyś opiekuna, którego dziecko lubi i lubi z nim
      przebywać, to tak, jedź. Oczywiście musi też być
      odpowiedzialny smile)))))))
      Jeżeli nie ma takiej osoby, to daruj sobie ze względu na dziecko. Ja
      byłam takim dzieckiem i zbyt dobrze to pamiętam.
    • mama-ola Re: wyjazd bez dziecka 31.10.08, 20:31
      Myśmy z mężem wyjechali na tydzień, jak synek miał 1,5 roku.
      Wyglądało na to, że źle to zniósł, a został z bardzo kochającą i
      cierpliwą babcią, którą dobrze znał, bo zajmowała się nim po 10
      godzin dziennie 2 razy w tygodniu od kiedy skończył 11 m-cy. Mimo to
      były pewne szkody psychiczne, że tak to mocno nazwę.

      A ja... cóż, ja myślałam o synku prawie cały czas. "Szkoda, że
      Antosia tu nie ma, to by mu się spodobało; chciałabym mu to pokazać;
      co by tu przywieźć Antosiowi" itp. - to powtarzało się w moich
      myślach najczęściej.
      • batam Re: wyjazd bez dziecka 31.10.08, 21:43
        no kochane kobiety bardzo dziękuję. dzieci zostałyby z babcią, z którą spędzają
        trochę czasu (nie na co dzień). do wyjazdu mam jeszcze trochę czasu, więc mam
        czas poustawiać to sobie w główce. jeszcze nie wiem, co zrobię. trafiłam na taką
        informację "psychologiczną", że dłuższa rozłąka dziecka z matką, powoduje u
        niego taki lęk i zagubienie, że dziecko się zamyka. oczywiście jest to
        uogólnienie i nie znaczy, to że z dziecka wyrośnie roślinka...
        dzięki
        • bast3 Re: wyjazd bez dziecka 01.11.08, 08:02
          Noo, jeszcze są telefony. ja w czasie jakiegoś wyjadu dzwonię do
          małego i mówię, że wrócę niedługo, że kocham, tęsnię i takie tam.
          Nie jest opuszczony.
    • bast3 Re: wyjazd bez dziecka 01.11.08, 08:01
      Kożystaj i jedź. Ja co prawda jeszcze nie zostawiałam małego (2
      latka) na dłużej niż tydzień, ale myślę, że dałby rade. Jeśli ma
      dobrą opiekę to nic mu nie będzie. Na pewno będzie tęsknił, ale
      przecież wrócisz i nadrobisz rozłąkę. A takie wyjazdy bez dzieci
      bardzo pomagają, odpoczniesz i wrócisz pełna chęci do zabawy i
      zajmowania się maluchami. Wszyscy na tym skorzystacie.
    • joannaiwa Re: wyjazd bez dziecka 01.11.08, 19:02
      Poczytaj tutaj, wątek na Wychowaniu dotyczący tego samego

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=85490731&a=85490731
      takie wyjazdy są przejawem egoizmu rodziców, a dziecko jest na tyle bezradne, że nie może się temu przeciwstawić. Rozumiem przymusowe sytuacje życiowe, ale po co Ci właściwie dzieci, skoro musisz od nich odpoczywać na urlopie, zwłaszcza jeśli pracujesz i jest to jeden z nielicznych momentów, kiedy tak naprawdę możesz z nimi pobyć.

      A teksty "moi rodzice byli luzakami i ja teraz też taka jestem" są po prostu żałosne i właśnie wskazują na duży uraz psychiczny i okaleczenie emocjonalne - najlepiej nie przywiązywać się do nikogo, nawet do własnych dzieci, bo przecież za chwilę ich nie będzie, tak jak znikali rodzice. A co do kontaktu telefonicznego z 2-latkiem przez 2 tygodnie - śmieszne po prostu i nawet nie będę tego komentować.
      • naszaheidi Re: wyjazd bez dziecka 01.11.08, 20:42
        Jedz,odpoczniesz,nabiezesz wiatru w zagle.
        My polecielismy z mezem do Indii jak syn mial 9 m-cy,zostal z moja
        mama.Nareszcie zaczla bezproblemowo przesypiac noce,nie wisial na
        niej tak jak na mnie.
        Odpoczelismy na maxa,to nie byla wyprawa dla malucha.Przed wami cale
        zycie,jeszcz sie nacieszyciec soba
      • dee.angel Re: wyjazd bez dziecka 02.11.08, 17:17
        joannaiwa napisała:

        > Poczytaj tutaj, wątek na Wychowaniu dotyczący tego samego
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=85490731&a=85490731
        -
        • joannaiwa Re: wyjazd bez dziecka 02.11.08, 23:21
          dee.angel daruj sobie - z Twojej wypowiedzi widać, że każdy pretekst jest dobry. Jeśli Ci to polepsza samopoczucie - trwaj w swoich złudzeniach. Dziwnie przeoczyłaś fakt, że większość (sic!) matek na tamtym wątku była przeciw takim wyjazdom bez małych dzieci. Nie zauważasz też że psychologowie są przeciwni, bo taka separacja z dużym prawdopodobieństwem (potwierdzone badaniami, a nie czyimś "zdaje mi się") powoduje lęki u dzieci i może zawazyć na ich dalszym rozwoju. No ale każdy zauważa to co mu pasuje. Ty wybierasz swoje potrzeby a nie potrzeby dziecka, nawet jeśli miałoby to być z krzywdą dla niego. Wierzysz w bzdety typu - wypoczęci i zadowoleni rodzice to szczęśliwe dziecko - cudów nie ma jest konflikt potrzeb twoich i dziecka, a realizacja jednych potrzeb jest kosztem drugich. W ogóle nie ma czegoś takiego jak wypoczęci rodzice (no może nieliczni szczęśliwcy)- zmęczenie jest wpisane w rodzicielstwo, a jak ktoś nie przyjmuje tego do wiadomości to nie powinien mieć dzieci.
          A czytałaś nieuważnie - oczywiście że matki bywają zmęczone (nawet często, ja też), ale to nie powód, żeby zostawiać dziecko (można pojechać z dziadkami, z nianią, wygospodarować czas dla siebie). A jeśli utrzymanie związku ma zależeć od odseparowania od dzieci to wyrazy współczucia - dla całej rodziny. Jak się wali w związku to ani dziecko nie pomoże, ani jego brak.
          W życiu nie ma nic za darmo, nad miłością drugiej osoby - dziecka też -trzeba pracować całe życie poczynając akurat w przypadku dziecka już od wczesnego dzieciństwa. Już widzę jak za paręnaście lat Ci wspaniali pseudorodzice, którzy tak chętnie wyjeżdżają bez dzieci zaczną się uskarżać na zerowy kontakt ze swym nastoletnim synem/córką, który/a chętniej gada z dziadkami niż z nimi - no ale kiedy mieli go nawiązać? A za parędziesiat lat, gdy taki pseudorodzic zadzwoni do swojego syna/córki żaląc się że jest stary/niepełnosprawny/w depresji/chory/ czy w inny sposób bezradny (jak małe dziecko właśnie) usłyszy - "sorry, ale wybieramy się właśnie na 2 tygodnie na wczasy bo jesteśmy zmęczeni i musimy zadbać o swój zwiazek (w domyśle byłbyś dla mnie niepotrzebnym balastem). Może zwróć się do najbliższego MOPS albo domu spokojnej starości - oni ci pomogą (dziadków już nie bedzie na świecie, więc nie będzie można im podrzucić pod opiekę)". Ewentualnie wynajmą opiekunkę - jak będzie ich stac i zostanie im reszta przyzwoitości. Winszuję wtedy samopoczucia.
          Jest takie idiotyczne przysłowie "dzieci i ryby głosu nie mają". Na tym forum dzieci się nie wypowiadają, bo nie umieją z reguły jeszcze pisać, czasem nawet mówić. W moich postach staram się często przedstawić w jakiej tak naprawdę pozycji jest dziecko (wymaga trochę wiedzy naukowej, wyobraźni i empatii, której jak widać niektórym rodzicom brakuje).

          Droga autorko wątku - jeśli wiesz, że po Twoim wyjeździe Twoje dziecko nie będzie tęsknić, płakać za Tobą, bać się że już nie wrócisz (co może zaowocować lękami i kompleksami w przyszłości), zrozumie Twoje zmęczenie i z uśmiechem powie Ci pa pa baw się dobrze i przyślij mi kartkę, to jedź. Tyle że jeżeli tak będzie odczuwać Twoje małe dziecko (poniżej jakichś 5-8 lat - różnie u różnych dzieci), to znaczy że matką to Ty jesteś tylko biologiczną, a prawdziwą matką, do której przywiązane jest Twoje dziecko jest zupełnie ktoś inny.

          A do rodziców katolików - zastanówcie się jak się do takich wyjazdów bez dzieci ma "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego". Dziecko też bliżni i komu jak nie krwi z krwi swojej i kości z kości swojej powinniśmy nieba przychylić?

          No i przykład z życia wzięty na koniec (poza innym - synka znajomych, który już przytoczyłam w tamtym wątku). Mam znajomego - facet 39 lat, żona, trójka dzieci, dobry zawód. Od 10 lat na psychoterapii bo do dzisiaj nie może pogodzić się z faktem, że jego ojciec, którego kochał nad życie, zwyczajnie go olewał. Ważniejsza była praca, wyjazdy z kolegami, kontrahentami, oddzielne wyjazdy wypoczynkowe samych rodziców, niż dziecko. To skrzywdzone dziecko tkwi w nim do dzisiaj. I obiecał sobie że nigdy nie zrobi tego swoim dzieciom - i na szczęście dotrzymuje słowa.
          • mama_kotula Joasia :D 03.11.08, 00:19
            No brakowało mi ciebie normalnie <cmok>.
            Nie wiem, co bierzesz, ale to chyba jakiś trefny towar wink
            • joannaiwa Re: Joasia :D i inne matki 03.11.08, 13:02
              Mamo Kotulo - po pierwsze nie jesteśmy po imieniu - bruderszaftu z
              Tobą nie piłam i raczej nie wypiję, używaj zatem nicka. Po drugie
              współczuję autystycznego dziecka, dla matki każdy problem z
              dzieckiem to duży cios, dlatego Twoje złośliwości puszczam mimo
              uszu. Poczytałam trochę o autystycznych dzieciach (jak do tej pory
              moje wiadomości bazowały na filmie Rain Man - nie było potrzeby
              dokształcać się w tym zakresie). zamieszczam zresztą link
              www.dzieci.bci.pl/strony/autyzm/twoj.html
              Z tekstu wynika, że takie dzieci łatwiej opuszczają swoich
              opiekunów, żyją w swoim świecie (nota bene Mruwa ma ten sam problem
              z dzieckiem i mówi o tym otwarcie). Dlatego tak naprawdę nie możesz
              się wypowiadać o uczuciach zdrowych dzieci (to odnośnie wątku na
              wychowaniu). Jeśli ktoś tu coś bierze lub powinien brać (np.
              antydepresanty) to na pewno nie ja.

              Inne matki zachecajace do wyjazdu - dziwię się, że tak lekko
              podchodzicie do zagadnienia i doradzacie nie znając zupełnie dziecka
              i nie licząc się z jego uczuciami. No, ale niech żyje egoizm i nasze
              potrzeby(ironia). Tym bardziej, że nigdy nie kończy się na jednym
              wyjeździe.
              • mama_kotula WTF??? 03.11.08, 13:17
                Przepraszam, ale w obliczu takich argumentów nic mi innego nie przychodzi, tylko
                się wycofać z dyskusji, kręcąc głową z niedowierzaniem.

                Bo nawet nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać.


                PS. Mam dwoje dzieci smile
                • dee.angel Re: WTF??? 03.11.08, 13:41
                  To nie szkodzi, ze masz dwoje smile I tak nic nie wiesz, bo jestes egoistka
                  zapatrzona w siebie smile
                  • joannaiwa [...] 03.11.08, 14:25
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • travka1 Re: WTF???dee.angel 03.11.08, 19:25
                      jak
                      ktoś jest zmęczony to się kładzie i śpi, a nie planuje dwutygodniowy
                      rozrywkowy wypad z mężem bez dzieci.

                      ale co Ty swoim wyjmujesz baterie i kladziesz sie spac bo jestes
                      zmeczona?Patrz a moj jeden i nie rozumie ,ze jestem zmeczona,jest ze
                      mna 24 h i nawet w nocy nie moge spokojnie pospac bo budzi sie z 5
                      razy ...chetnie skorzystam z Twojej rady jak to zrobic- czyli
                      polozyc sie i spac jak jestem zmeczona?smile
                      • joannaiwa Re: WTF???dee.angel do travka 03.11.08, 20:39
                        A męża to nie masz? To z kim chcesz wyjeżdżać?
                        • travka1 Re: WTF???dee.angel do travka 03.11.08, 22:26
                          a jak nie mam? a jezeli maz jest za granica? a jezeli pracuje po 12
                          godzin,albo ciagle w delegacjach? a moze mi nie pomaga, a moze
                          zajmuje sie dzieckiem a i owszem ale ja w tym czasie...nadrabiam
                          zaleglosci w roznych dziedzinach bo musze...
                          Czy to takie dziewne,ze marzy mi sie te pare dni nie myslenia , nie
                          robienia.Ja nawet nie marze o nie wychodzeniu z mezem z lozka , ja
                          marze o nieprzerwanym snie powiedzmy 8 godzinnymsmileDlatego tez sama
                          chetnie bym wyjechala...
                          • joannaiwa Re: WTF???dee.angel do travka 04.11.08, 00:55
                            współczuję - na pewno jesteś już bardzo zmęczona. Znam to też z autopsji, jak każda matka zresztą. Ale co dziecko winne, że tak się Wam w życiu ułożyło? A skoro jest tak związane z Tobą to wyobraź sobie jaki stres przeżyje, gdy znikniesz na 2 tygodnie. A mój organizm przyzwyczaił się do 6 godzin snu i nawet jak mam możliwość to nie śpię wiecej. U Ciebie pewnie też tak będzie.
                            • mama_kotula Re: WTF???dee.angel do travka 04.11.08, 01:06
                              Mój organizm też się przyzwyczaił, do 4 godzin snu wink

                              Polecam lekturę:
                              en.wikipedia.org/wiki/Sleep_deprivation
                              • joannaiwa Re: WTF???dee.angel do travka 04.11.08, 11:24
                                no na szczęście tak żle ze mną nie jest jak w tym artykule, ale
                                dzięki za ostrzeżenie. Napoleon Bonaparte też sypiał tylko 4
                                godziny - masz niezłe perspektywy smile A tak by the way, słyszałam od
                                znajomych (szefowie działów IT w dużych firmach), ze najlepsze
                                notowania ze szkól prywatnych informatycznych ma Polsko -Japońska
                                Szkoła Wyższa Technik Komputerowych, pozostałe oceniane jednak
                                trochę gorzej. nie wiem w której studiujesz, ale przemyśl sobie
                                dobrze strategię wejścia na rynek pracy, chyba że dalej będziesz
                                freelansować zdalnie(co przy niepełnosprawnym dziecku jest chyba
                                najlepszym rozwiązaniem) - wtedy szkoła bedzie miała pewnie mniejsze
                                znaczenie.
                                • mama_kotula Re: WTF???dee.angel do travka 04.11.08, 11:51
                                  Joanno, nie prosiłam cię o rady odnośnie mojego rozwoju zawodowego.
                                  Chciałabym również, abyś nie odwoływała się ciągle do niepełnosprawności mojego syna.
                                  BTW, artykuł o autyzmie który zalinkowałaś wcześniej, jest słaby, polecam inne źródła. Poza tym - moje dziecko nie ma autyzmu, tylko zespół Aspergera, a to spora różnica.

                                  W wolnym tłumaczeniu, to co powyżej napisałam, sprowadza się do tego, co napiszę poniżej (Bj32, przepraszam, najmocniej najmocniej przepraszam, że ci to robię, ale nie zdzierżę):

                                  Won ode mnie i mojego dziecka. Od tej chwili każdy twój post skierowany bezpośrednio do mnie i niezwiązany bezpośrednio z tematem wątku będę zgłaszać moderacji do wycięcia jako wycieczkę personalną.
                                  • joannaiwa Re: WTF???dee.angel do travka 04.11.08, 12:18
                                    no cóż, c'est la vie cherie. A egipskich ręczników nie kupię -
                                    domyśl się dlaczego. Rozumiem, że dzieci na Egipt nie zasłużyły.
                                  • asia_i_p Re: WTF???dee.angel do travka 07.11.08, 07:20
                                    Dopiero każdy następny? Ja już zgłosiłam dwa poprzednie. W życiu
                                    takiej baby nie widziałam.
                                • bj32 Joannaiwa 04.11.08, 12:13
                                  Zejdź, proszę, z dziecka Kotuli.
                                  Ja też mam niepełnosprawne, a sypiam 3 godziny na dobę, bo muszę
                                  pilnować, zeby nie było za dużo wycieczek personalnych na forum.
                                  Zacznę ciąć.

                                  bj32
                      • mmala5 Re: WTF???dee.angel 04.11.08, 10:08
                        Kurcze...chyba czegos nie rozumiem, Twoje dziecko budzi sie 5 razy w
                        ciagu nocy , a Ty chcesz go zostawic i jechac sobie na
                        urlop??????????????????Jestem w szoku!!!!!!
                        Matka????
                • joannaiwa Re: WTF???- Mama Kotula 03.11.08, 14:16
                  PS. Wiem, już pisałam, że podjęłaś odważną i wartościową decyzję.
                  Szkoda tylko że powielasz schemat z pierwszego dziecka przy drugim,
                  no ale tak jest często najprościej dla rodziców.
              • phantomka [...] 03.11.08, 19:17
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • aihnoa joannaiwa i a propos wątku 05.11.08, 14:13
            joannaiwa - Twoje posty są wyjątkowo obrzydliwie napastliwe, jeśli
            faktycznie jesteś katoliczką (bo apelujesz do rodziców katolików) -
            to od takich strzeż nas Boże. Empatii brakuje przede wszystkim Tobie.

            Odnośnie tematu: moi rodzice bardzo dużo podróżowali w czasie mojego
            dzieciństwa i niejednokrotnie były to dłuższe wyjazdy niż 2 tyg.
            (zazwyczaj służbowe - ale dla dziecka w wieku 2-4 lat nie ma
            znaczenia, z jakiego powodu jest wyjazd.)
            Zostawałam z babcią i zawsze cieszyłam się bardzo z ich powrotu, ale
            urazów z tym związanych ani u siebie, ani u rodzeństwa nie widzęwink
            Co więcej: podziwiam, szanuję moich rodziców za to, że umieli nas
            nauczyć samodzielności, odpowiedzialności i MIŁOŚCI, a nie chorego
            przywiązania. (joannaiwa polecam Biblię).
            Uwielbiałam też słuchać opowieści o innych krajach po ich powrocie i
            raczej wpłynęło to rozwijająco na moje dalsze życie, niż
            destrukcyjnie smile

            Myślę, że jeśli dziecko rozwija się normalnie, nie jest nadwrażliwe
            to jednorazowy dwutygodniowy wyjazd bardziej przeżyje matka, niż
            dziecko. A możliwość przebywania także z innymi (zaufanymi) osobami,
            to dobra lekcja uspołeczniająca.

            .. i jeszcze:

            joannaiwa napisała:
            > zmęczenie jest wpisane w rodzicielstwo, a jak ktoś nie przyjmuje
            tego
            > do wiadomości to nie powinien mieć dzieci.


            Współczuję podejścia, pewnie z zazdrości w takim razie nie możesz
            powstrzymać się od złośliwości w stosunku do osób, które mają inne
            zdanie.


            > Już widzę jak za paręnaście lat Ci wspaniali pseudorodzice, którzy
            tak
            > chętnie wyjeżdżają bez dzieci zaczną się uskarżać na zerowy
            kontakt ze swym nas
            > toletnim synem/córką, który/a chętniej gada z dziadkami niż z
            nimi - no ale kie
            > dy mieli go nawiązać? A za parędziesiat lat, gdy taki pseudorodzic
            zadzwoni do
            > swojego syna/córki żaląc się że jest stary/niepełnosprawny/w
            depresji/chory/ cz
            > y w inny sposób bezradny (jak małe dziecko właśnie) usłyszy -
            "sorry, ale wybie
            > ramy się właśnie na 2 tygodnie na wczasy bo jesteśmy zmęczeni i
            musimy zadbać o
            > swój zwiazek (w domyśle byłbyś dla mnie niepotrzebnym balastem).
            Może zwróć si
            > ę do najbliższego MOPS albo domu spokojnej starości - oni ci
            pomogą (dziadków j
            > uż nie bedzie na świecie, więc nie będzie można im podrzucić pod
            opiekę)".


            > No i przykład z życia wzięty na koniec (poza innym - synka
            znajomych, który już
            > przytoczyłam w tamtym wątku). Mam znajomego - facet 39 lat, żona,
            trójka dziec
            > i, dobry zawód. Od 10 lat na psychoterapii bo do dzisiaj nie może
            pogodzić się
            > z faktem, że jego ojciec, którego kochał nad życie, zwyczajnie go
            olewał. Ważni
            > ejsza była praca, wyjazdy z kolegami, kontrahentami, oddzielne
            wyjazdy wypoczyn
            > kowe samych rodziców, niż dziecko. To skrzywdzone dziecko tkwi w
            nim do dzisiaj
            > . I obiecał sobie że nigdy nie zrobi tego swoim dzieciom - i na
            szczęście dotrz
            > ymuje słowa.

            Przykład chybiony - mowa o jednym 2-tygodniowym wyjeździe, a nie o
            olewaniu dzieci. Ja np. NIGDY nie czułam się olewana przez rodziców,
            co więcej - wszystkim życzę, żeby wiedzieli tak jak ja, że mogą na
            swoich zawsze liczyć. Oni na mnie też.
            • joannaiwa Re: joannaiwa i a propos wątku - aihnoa 05.11.08, 15:59
              Moje posty nie są obrzydliwie napastliwe, ale bronię się, gdy ktoś
              atakuje mnie i moje poglądy i to nie zawsze w miły sposób - to
              wszystko. Widzę, że bardzo kochasz swoich rodziców i babcię - to
              bardzo dobrze. Wyjazdy Twoich rodziców były służbowe (sytuacja
              przymusowa) i na pewno ich celem nie było odpocząć od dziecka. To
              jednak coś trochę innego niż wyjazd wypoczynkowy rodziców bez
              dziecka, a o takich tutaj dyskutujemy. Myślę, że wszyscy u Ciebie w
              rodzinie zdawali sobie sprawę, że te wyjazdy są nieuniknione i nikt
              w takiej sytuacji nie obwiniałby rodziców za nie. To tak jakby
              jedynego żywiciela rodziny - kierowcę tira obwiniać o stres
              spowodowany u dziecka nieobecnością ojca. Wiadomo, życiowa
              konieczność. Ręczę Ci jednak, że kierowca tira nie myśli o urlopie
              bez dzieci - za rzadko je widuje i na urlopie zrobi wszystko, aby
              wynagrodzić to dzieciom. To samo zapewne robili Twoi rodzice. I
              pewnie dlatego nie zostawiło to w Tobie i rodzeństwie urazu, miałaś
              bardzo kochającą rodzinę. A może należysz do tego 0,01% dzieci (na
              100% wszystkich) - urodzonych podróżników, o których pisałam na
              Wychowaniu, na których nieobecność rodziców nie robi wrażenia. A
              może nie o wszystkim wiesz lub zdajesz sobie sprawę, a z pewnością
              nie wszystko pamiętasz. Czy możesz z całą pewnością powiedzieć, że
              nie płakałaś (wtedy jako 2-4 letnie dziecko), gdy rodzice
              wyjeżdżali, nie tęskniłaś z nimi, nie domagałaś się ich obecności
              pomimo obecności babci, nie budziłaś się z lękiem w nocy?

              Odnośnie zmęczenia - czy Ty masz dzieci (i własciwie od odpowiedzi
              na to pytanie uzależniam jakąkolwiek dalszą dyskusję z Tobą - tylko
              uczciwie proszę)? Jeśli je masz i udaje Ci się wychowywać je bez
              zmęczenia, to albo jesteś szczęśliwcem, który ma bardzo spokojne i
              grzeczne dzieci, albo masz bardzo dużą pomoc w ich wychowywaniu
              (typu 3 opiekunki, babcia 24/24), albo je tresujesz żeby Ci nie
              przeszkadzały. Najmniej podoba mi się ta ostatnia możliwość, bo już
              dawno doszłam do wniosku, że lepsza kochająca opiekunka niż
              wrzeszcząca matka.
              A wyjazdy nigdy nie są jednarazowe, tylko jakoś tak póxniej wpisują
              się w klimat rodziny i tak już zostaje - dzieci osobno, rodzice
              osobno. Natomiast przykład nie jest chybiony - olewanie dzieci od
              czegoś się przecież zaczyna, np. od takich wyjazdów urlopowych.

              I tak - jestem katoliczką, czytałam Biblię (Stary i Nowy Testament) -
              może skonkretyzujesz do której części się odnosisz? A empatii na
              pewno nie będę czuła do osób, choćby katolików, którzy nie szanują
              swoich dzieci.

              Generalnie Twój post jest nie w temacie, choć jest bardzo napastliwy.
              • aihnoa obok wątku 05.11.08, 22:01
                Ja skomentowałam Twoje *słowa* w tym wątku, Ty komentujesz i spekulujesz nt. sytuacji rodzinnych/umiejętności rodzicielskich Twoich rozmówców - myślę, że jest to różnica.

                Zaspokajając ciekawość: tak, mam dziecko, drugie w drodze, bywam zmęczona, ale Twoje słowa brzmią po prostu bardzo cierpiętniczo, a takie podejście chyba nie jest kluczem do dobrego wychowywania dzieci.

                Być może należę do urodzonych podróżników, a być może do tego % który miał po prostu szczęście mieć kochających, ale rozsądnie czyt.nietoksycznie - rodziców.
                Być może dziecko autorki wątku też do nich należy.

                Dlatego każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, a Ty wkładasz do jednego worka osoby "olewające dzieci" i te, które raz w roku wyjadą same/z mężem na urlop. Skąd wiesz, ile pozostałego czasu poświęcają one dzieciom? Może oprócz tego jednego urlopu mają jeszcze ich 10wink w całości przeznaczonych potomkom.

                To tyle, dla mnie EOT, pozdrawiam
                • joannaiwa Re: obok wątku 06.11.08, 12:28
                  aihnoa napisała:

                  > Ja skomentowałam Twoje *słowa* w tym wątku, Ty komentujesz i
                  spekulujesz nt. sy
                  > tuacji rodzinnych/umiejętności rodzicielskich Twoich rozmówców -
                  myślę, że jest
                  > to różnica.

                  - Wiesz na tym polega dyskusja, że podaje się różne przykłady na
                  poparcie swoich argumentów. Zawsze starałam się aby były tak
                  generalne jak to możliwe - z jednym wyjątkiem, gdy ktoś zaczynał
                  wycieczki osobiste, odpowiadałam tym samym. Co więcej, przeczytaj
                  moje pierwsze posty (tu czy na Wychowaniu), czy widzisz tam
                  cokolwiek osobistego, skierowanego do kogokolwiek personalnie?
                  Powiem jeszcze więcej - na Wychowaniu przytoczyłam fragment książki
                  z zakresu psychologii, właśnie po to żeby nikt mi nie zarzucił, że
                  ja sobie coś wymyślam, albo próbuję coś komuś zarzucić. Nic to nie
                  pomogło. Po prostu temat jest kontrowersyjny o tyle, że niektórzy
                  rodzice praktykują takie wyjazdy a inni nie i jest poważna
                  rozbieżność co do oceny skutków takich wyjazdów. Ja przytoczyłam
                  literaturę fachową + przykłady wzięte z życia moich znajomych, w
                  odpowiedzi usłyszałam jedynie, że ci co praktykują takie wyjazdy
                  uważają że to świetny pomysł i ich zdaniem jest to bez uszczerbku
                  dla małych dzieci.

                  Przykro mi - TO MNIE NIE PRZEKONUJE (sorry BJ 32, ale potrzebuję
                  pewnej ekspresji, żeby nie zostawiać nikomu wątpliwości).
                  >
                  > "Zaspokajając ciekawość: tak, mam dziecko, drugie w drodze, bywam
                  zmęczona, ale
                  > Twoje słowa brzmią po prostu bardzo cierpiętniczo, a takie
                  podejście chyba nie
                  > jest kluczem do dobrego wychowywania dzieci."

                  Nigdy nie starałam się brzmieć cierpiętniczo ani się tak nie czuję,
                  słowa są ułomne jak widać i mogą być różnie interpretowane.
                  Gratuluję dzieci i życzę łatwego porodu.
                  >
                  > "Być może należę do urodzonych podróżników, a być może do tego %
                  który miał po p
                  > rostu szczęście mieć kochających, ale rozsądnie
                  czyt.nietoksycznie - rodziców.
                  > Być może dziecko autorki wątku też do nich należy.
                  >
                  > Dlatego każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, a Ty wkładasz
                  do jednego wor
                  > ka osoby "olewające dzieci" i te, które raz w roku wyjadą same/z
                  mężem na urlop
                  > . Skąd wiesz, ile pozostałego czasu poświęcają one dzieciom? Może
                  oprócz tego j
                  > ednego urlopu mają jeszcze ich 10wink w całości przeznaczonych
                  potomkom."

                  Być może - autorka wątku wie więcej i sama może ocenić, na podstawie
                  tego wątku i wątku na Wychowaniu, gdzie jak wół jest napisane, że są
                  wyjątki (raczej rzadkość). A na forum nie da się rozpatrzeć każdego
                  przypadku osobno. To że każdy musi uważnie obserwować swoje dziecko
                  jest oczywiste jak słońce. Niemniej jednak - wyjątek potwierdza
                  regułę, a zgodnie ze zdaniem psychologów i przykładów z życia
                  wziętych - takie wyjazdy nie są korzystne dla dziecka - są jedynie
                  korzystne dla rodziców co niekoniecznie przekłada się z powrotem na
                  dziecko, i to jest ta podstawowa RÓŻNICA. A w przywiązaniu dziecka
                  do rodziców nie widzę nic toksycznego, gdyż jest to zwykła
                  biologiczna konieczność, obserwowana również w świecie zwierząt. Tam
                  samica, dopóki nie widzi że młode jest w stanie egzystować samo, nie
                  zostawia go pod opieką sąsiadki (no babcia to nie jest w stanie się
                  zająć bo żywot zwierząt krótszy), bo musi sobie zrobić urlop. U
                  zwierząt trwa to krócej, ale to my podobno jesteśmy rozumni i
                  powinniśmy tym bardziej ocenić, czy układ nerwowy naszego małego
                  człowieka jest juz w stanie wytrzymać takie obciążenie w postaci
                  nieobecności rodzica, czy warto jeszcze poczekać. I jeszcze jedno mi
                  się przypomniało - ktoś tu pisał o uspołecznieniu małego dziecka
                  (byc może nawet Ty). Przykro mi ale to też bzdura w przypadku 2-
                  letnich dzieci, a często i sporej części 3-latków (na siłe
                  wypychanych czasami do przedszkola, chociaż nie są jeszcze na to
                  gotowi). Każdy psycholog zajmujący sie rozwojem małego dziecka powie
                  Ci, że tak małe dzieci często (właśnie z uwagi na niedojrzały układ
                  nerwowy) nie są w stanie bawić sie z innymi dziećmi (na porządku
                  jest zabawa równoległa - dzieci bawią się w to samo ale obok siebie)
                  i ciągle jeszcze potrzebują rutyny, stałości otoczenia, w tym
                  opiekunów (sądzisz że jest w tym coś toksycznego?).

                  Najlepiej podsumowuje te wszystkie rozterki moja mama: kiedyś było
                  prościej, ludzie mieszkali w jednym pokoju często spali z dzieckiem
                  w jednym łózku (odpadał problem wyprowdzenia dziecka do innego
                  pokoju - bo go nie było, nauczenia dziecka samodzielnego zasypiania -
                  wszyscy razem kładli się spać, dziecko bawiło się z lub przy
                  rodzicach bo nie było go gdzie wyekspediować), nie było mieszanek -
                  kobiety karmiły piersią, bo nie miały wyboru (nie było rozterek
                  butelkowych mam), ludzie siedzieli raczej na miejscu i nikt nie
                  myślał o wyjazdach na urlop bez dzieci, itd. itp. Oczywiście piszę o
                  tym trochę humorystycznie, bo sama nie bardzo sobie wyobrażam
                  funkcjonowanie w tamtym świecie (człowiek jest wygodny z natury i
                  się przyzwyczaja do pewnych rzeczy, zwłaszcza do pampersów smile)
                  Świat się zmienia, a biologia człowieka nie nadąza - szkoda, a może
                  dobrze? Zobaczymy już wkrótce.
                  >
                  > "To tyle, dla mnie EOT, pozdrawiam"

                  Dla mnie również tyle, EOS pozdrawiam
              • asia_i_p Re: joannaiwa i a propos wątku - aihnoa 07.11.08, 18:17
                > I tak - jestem katoliczką, czytałam Biblię (Stary i Nowy
                Testament) -
                > może skonkretyzujesz do której części się odnosisz?
                Dedykuję Ci cytat (może być niedokładnie,bo cytuję z
                pamięci). "Dlaczego widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki w
                swoim nie widzisz? (. . .), wyjmij pierwej belkę ze swego oka."
                To a propos twojej dbałości o poziom dyskusji i niemiłych ataków na
                Ciebie.
                • bj32 Re: joannaiwa i a propos wątku - aihnoa 07.11.08, 19:45
                  Pozwolę sobie zauważyć, że co było do wycięcia - zostało wycięte.
                  Przedwczoraj... I niemiłe ataki się skończyły.
                  To tak na wypadek, gdybyś uznała, ze admin zasnąłwink
        • suazi1 Re: wyjazd bez dziecka 09.01.09, 18:06
          DZIEWCZYNY!!! joannaiwa zapewne po porodzie ma włączoną
          funkcję "mamuśka", funkcje "kochanka" czy choćby "żona" zapomniano
          jej z powrotem włączyć po porodzie!!! Ona chyba jest maszynką do
          pilnowania swojego dziecka, tak wnioskuję z jej wypowiedzi.
      • jantarowo [...] 02.11.08, 22:46
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • nupik Re: wyjazd bez dziecka 03.11.08, 07:49
      jedź, zrób to dla siebie i dla swojego dziecka. zdarzają się w zyciu rózne
      sytuacje, twoje dziecko musi wiedziec, że czasem znikasz a potem zawsze wracasz.
      nie rób mu krzywdy i nie siedz z nim 3 lata w domusmilejest ich dwoje, na pewno
      zostawisz je pod swietną opieką, bedzie dobrze. dzieci radza sobie dużo lepiej
      niz to przewidujemy. mam taka sąsiadkę, przemiłą zresztą, siedziała z synkiem 3
      lata w domu dla jego dobra oczywiscie. jak zaszłam w drugą ciążę (pierwszy syn
      ma 3 lata)non stop pytała jak ja sobie wyobrazam zostawic go na czas pobytu w
      szpialu (mam cc wi ęc 4 dni zostanę). myslałam ze zartuje (jestem wyrodną
      poświęcającą sobie czas matką, pracującą , nie dużo, ale jednak, wychodzącą z
      kolezankami i zostawiającą dziecko z tatą). ona nie byłaby w stanie zostawic go
      na 2 dni. i nagle dramat - jej mama mieszkająca od lat w USA smiertelnie
      zachorowała. i ta dziewczyna musiała pojechac do nije na miesiąc czy dwa.
      nabawiła się przez to nerwicy totalnej, musiała wybierac między zrosniętym z nią
      niemalże 4latkiem a umierającą matką. bardzo jej wtedy współczułam. ak jak widać
      więc, czasem zyciowe sytuacje (np nasza własna choroba) zmuszą nas do rzostania
      z naszymi nawet malutkimi dziecki na dłużej, więc moze lepiej je przygotowac na
      to, ze zycie takie jest i nie da się przesiedziec go w szklanej bańce z mamusią.
    • mmala5 Re: wyjazd bez dziecka 03.11.08, 15:16
      Jestem ze swoimi dziecmi tak zwiazana, ze ani im, ani sobie nie
      zrobilabym tego!
      Wyjezdzałam na wczasy kiedy ich nie było na swiecie, teraz jest czas
      dla nich, a skoro ktos tego nie rozumie, powinien zastanowic sie czy
      jest gotowy na maciezynstwo.
    • dee.angel Ja nie potrafie zrozumiec jednego 03.11.08, 18:06
      Pojmuje, ze sa kobiety, ktore w momencie zostania matkami czuja ogromne
      spelnienie i nic wiecej im do szczescia nie trzeba. Maja poczucie misji, czy
      jakkolwiek sie to nazwie, czy tez bez jakiejkolwiek terminologi - po prostu chca
      spedzac czas ze swoim dzieckiem (przypuszczam, ze przewaznie maja nie wiecej niz
      jedno) 24h/dobe przez 365 w roku. Ok. Mnie to nie przeszkadza, chociaz na pewno
      troche dziwi. Nie przyszlo by mi jednak do glowy nazwac taka matke
      niepelnowartosciowa kobieta czy zona. To jej wybor i sprawa jej rodziny i jej
      partnera. Jesli im z tym dobrze, to fajno.

      Natomiast w kilku postach przeciwniczek wyjazdu bez dziecka (pomijam ciekawy
      przypadek joannaiwy) pada stwierdzenie wyraznie potepiajace - chcesz byc jeszcze
      kimkolwiek innym ponad/oprocz bycia matka? Zastanow sie nad soba, bo widocznie
      nie doroslas/nie dojrzalas do macierzynstwa! Chcialabym wiedziec, kto daje wam
      prawo do obrazania kogos tylko z powodu innego pogladu na macierzynstwo i zycie
      rodzinne?
      • mmala5 Re: Ja nie potrafie zrozumiec jednego 03.11.08, 18:30
        Nikt tu nikogo nie obraza, a jedynie proponuje aby sie zastanowic,
        czy jest sie gotowym do macierzyństwa.
        Nie jestem matka która siedzi 24h z dziecmi,wychodze do pracy,
        spotykam sie z przyjacółmi,czasem robimy z męzem całonocny wypad i
        wtedy dzieci zostaja z babcią, wiec nie jestem raczej fanatyczka,ale
        wiem ze decydując sie na macierzyństwo musiałam wybrac i zrezygnowac
        z niktórych przyjemnosci....do czasu kiedy dzieci bede mogła zabrac
        z soba lub bedą na tyle duze ze same zdecyduja....Jestem
        najwazniejsza osobą w ich zyciu, wiec jak mogłabym je zostawic na
        tak długo....
    • bj32 Przypominam! 04.11.08, 09:57
      O Netykiecie. Obu stronom.
      Klikanie kosza jest słusznym działaniem, nie powoduje jednak
      natychmiastowego
      zniknięcia niepożądanych treści.

      bj32
    • loola_kr Re: wyjazd bez dziecka 04.11.08, 11:25
      Jeżeli nie pracujesz to rozłąka dla dziecka może być trudna. Jeżeli pracujesz to
      szkoda marnować te 2 tygodnie na wyjazd bez dziecka bo i tak ma się dla niego
      mało czasu.
      • joannaiwa [...] 04.11.08, 12:13
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • bj32 Jeszcze raz: 04.11.08, 12:19
          Nie atakuj personalnie. Nikogo.
          Rozumiemy się?

          bj32
          • loola_kr Re: Jeszcze raz: 04.11.08, 12:25
            oj, a ja nie zdążyłam przeczytać... trudno wink
            • joannaiwa Re: Jeszcze raz: 04.11.08, 14:41
              Mam fory w kasowaniu - w wycietym poście generalnie Cie poparłam,
              jako matka pracujaca tez cenie sobie każda godzinę spedzona z
              dzieckiem, co nie oznacza że matki niepracujące sobie ich nie cenią
              (z wyjątkiej pewnej specyficznej grupy). no ale cicho sza, bo zaraz
              znowu mnie wytna.
          • joannaiwa Re: Jeszcze raz: BJ 32 04.11.08, 14:31
            Coś w wycięciu moich postów dużo szybsza jestes niz np. phantomki
            czy jantarowo, a z usługami konserwacyjnymi niezły myk.

            wiem że masz niepełnosprawne dziecko i tak naprawdę nie o
            niepełnosprawność w tym wszystkim chodzi (myśle że dobrze o tym
            wiesz BJ32, a jak nie to przesledź posty Mamy Kotuli tu czy na
            Wychowaniu - każdy jest atakiem personalnym wobec mnie, bo śmiałam
            podważyć jej teorie dot. wyjazdów bez dzieci). Chodzi tylko i
            wyłącznie o podejście do dzieci (obojętnie czy niepełnosprawnych czy
            zdrowych - jako rodzice kochamy je przecież wszystkie). Ale jak ktoś
            sobie zawikłał życie rodzinne na początku (i bynajmniej nie mówię tu
            o urodzeniu niepełnosprawnego dziecka), to nie powinien propagować
            metod wychowawczych wynikających ściśle z tej konkretnej sytuacji
            rodzinnej, bo może wprowadzić kogoś w błąd, że to standard. Rób jak
            uważasz, musisz ciąć to tnij - Twoje prawo moderatora. Chociaż moje
            ostrzeżenia dot. bezpieczeństwa w internecie i umieszczania zdjęć
            dzieci to mogłaś zostawić. Albo sama cos napisz na ten temat - chyba
            możesz ostrzec przed zbytnia wylewnością w internecie? Co prawda
            każdy jest dorosły i chyba wie co robi - ale sama pomyśl.
            • bj32 Re: Jeszcze raz: BJ 32 04.11.08, 16:33
              A Ty piszesz do mnie jako forumowiczki, czy jako do moderatora?
              Jeśli jako do moderatora i jeśli masz jakieś wątpliwości, czemu
              Twoje posty zostały ocenzurowane, to:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=82565131
              punkty 9, 10, 12.
              Tu też jest kilka ciekawostek:
              forum.gazeta.pl/forum/0,62605,1617503.html
              i tu:
              forum.gazeta.pl/forum/0,62499,2476645.html

              Nie mam mocy sprawczej, żeby usunąć część Twojego postu, w
              której kogoś atakujesz personalnie, a zostawić tę, w której
              przestrzegasz przed szkodliwością zamieszczania zdjęć dzieci w necie.
              Nie jestem moderatorem na forum Wychowanie. Jeśli uważasz, że tam
              Cię Kotula obraziła - pisz do tamtejszej moderatorki. Tutaj usunęłam
              ataki personalne również w stosunku do Ciebie.

              I: nie, nie siedzę bez przerwy przy komputerze. Kosz to sprawa
              administracji zawodowej, nie moja. Nie mam mocy przerobowej na
              przeczytanie absolutnie wszystkiego, co piszenie i natychmiastowe
              usuwanie wszystkiego, co jest niezgodne z zasadami forum.




              A tak prywatnie dodam:
              "Ale jak ktoś sobie zawikłał życie rodzinne na początku (i
              bynajmniej nie mówię tu o urodzeniu niepełnosprawnego dziecka), to
              nie powinien propagować metod wychowawczych wynikających ściśle z
              tej konkretnej sytuacji rodzinnej, bo może wprowadzić kogoś w błąd,
              że to standard."
              To samo można powiedzieć o Twoich wypowiedziach: jeśli ktoś zawikłał
              sobie na początku życie rodząc dziecko i jednocześnie nie mogąc
              zrezygnować z pracy na dowolnie wybrany czas to nie powinien
              propagować metod wychowawczych sciśle z tego wynikających, bo moze
              kogoś wprowadzić w błąd, że to standard. To działa w obie strony.

              Pozdrawiam.
              bj32
              • joannaiwa Re: Jeszcze raz: BJ 32 05.11.08, 13:00
                tyle że moje życie nie jest zawikłane (wręcz przeciwnie bardzo
                uporządkowane: mąż-dziecko-praca, a dziecko było dla mnie
                spełnieniem marzeń). Nie wyjeżdżam bez dziecka, jak wiele innych
                forumowiczek (statystycznie z wypowiedzi - większość - dla
                ścisłości, czyli przeważajaca metoda wychowawcza, co jest bardzo
                pocieszające). A co do braku uprawnień usuwania części postu -
                szkoda.
                • bj32 Re: Jeszcze raz: BJ 32 05.11.08, 17:24
                  Moje życie też nie jest zawikłane: mąż-->dom [a w nim ciężka praca]--
                  >dziecko [rehabilitacja, szkoła itd.] Banalnie proste. Czasem na
                  kilka dni wyjeżdżam bez dziecka. Czasem wyjeżdżam z dzieckiem, a mąż
                  zostaje sam. Czasem mąż wyjeżdża sam. A w przyszłym roku wyjedzie z
                  córką na 2 tygodnie, a ja zostanę sama pierwszy raz od urodzenia
                  małej, czyli [wtedy] od blisko ośmiu lat.
                  A wiesz, co jest fajne:
                  Kocham moja córkę, jestem z nią bardzo związana. I mój mąż też. A
                  ona z nami. I czasami widzę, że ma nas serdecznie dość i z dziką
                  radością spędza czas bez nas, naszej miłości, troski... A za to z
                  babcią, która jej zapewnia całkiem inne wrażenia.
                  Mało tego: rozmawiałam z moja mamą dzisiaj. Mamą, która pracowała i
                  miała dwie kochane córeczki. I była przeszczęśliwa, kiedy czasem
                  mogła sie tychże kochanych córeczek pozbyć, bo pojechały do babci, z
                  babcią wyjechały na wakacje, pojechały same na kolonią lub obóz.
                  Wyjazdy bez dziecka to nie jest metoda wychowawcza. To jest
                  coś, co pozwala odpocząć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. eby
                  nie zdurnieć i nie doprowadzić do zbytniej symbiozy z dzieckiem i
                  nie wychować na siermięgę, nie umiejącą sie poruszać po świecie bez
                  maminej kiecki. Jest jak najbardziej naturalnym odruchem [jak
                  zauważasz: "statystycznie większość"]. Czy serio sądzisz, że jeśli
                  raz na rok, dwa czy trzy lata dziecko przez dwa tygodnie nie bedzie
                  oglądało matki, to dozna ciężkiej traumy, skutkiem której całkowicie
                  utraci więź z rodzicami? To czemu wiekszość z nas żyje, ma sie
                  dobrze i teraz wreszcie rozumie naszych rodziców, którzy baaardzo
                  czule i radośnie nas żegnali, gdy wyjeżdżaliśmy w diabły bez ich
                  troskliwej opieki? I czemu utrzymujemy z nimi kontakt? A oni
                  potrafią nam powiedzieć "jedź, dziecko, ty go/ją masz na codzień;
                  jedź, odpocznij, bo ci tego trzeba"?

                  A co do uprawnień: nikt takowych nie ma. A rozsądni ludzie wiedzą,
                  że ani tu ani na NK nie jest rozsądnie zamieszczać zdjecia swoje,
                  dzieci, wnuków, mieszkania, samochodu, żony, kochanki i karty
                  kredytowej. A jesli ktoś to robi... No cóż. Jego wolasmile

                  Pozdrawiamsmile
                  • joannaiwa Re: Jeszcze raz: BJ 32 06.11.08, 11:24
                    Blanko, Ty masz 8-LETNIĄ córkę (przy czym niedosłuch to nie jest
                    jakiś rodzaj niepełnosprawności, który by wymagał wzmożonej opieki).
                    My mówimy o 2 - 4 latkach. naprawdę niepotrzebnie się oburzasz i nie
                    wiedzieć czemu uważasz że ten wątek dotyczy Ciebie i Twojej rodziny.
                    Nie dotyczy. Ogólna uwaga - ludzie czytajcie uważnie, nigdzie nie
                    powiedziałam że NIGDY nie wolno dziecka zostawić samego (nie mówiąc
                    już o wyjazdach słuzbowych od których zależy nasz byt), piszę -
                    chyba na Wychowaniu - jeden z pierwszych postów, że wystarczy
                    poczekać, aż dziecko dojrzeje do tego (wiek 8 lat !!!!!!, a niektóre
                    dzieci i wcześniej, nawet 5 lat -pamiętasz jak pisałam że nikt nie
                    czyta długich wątków - no to teraz jest najlepsze potwierdzenie).
                    Właśnie dlatego 2 lata byłam z dzieckiem i nie pracowałam, a teraz
                    jestem na część "etatu", bo wiem że dziecko potrzebuje najbardziej
                    czułej opieki właśnie wtedy - to po prostu wynika z niedojrzałości
                    układu nerwowego (a dodatkowo mogłam sobie na to pozolić - nie każdy
                    może i to dopiero jest przykre), później będzie coraz bardziej
                    samodzielne, pójdzie do przedszkola, zacznie mieć swoje
                    zainteresowania, kolegów i to oderwanie od rodziców przyjdzie
                    zupełnie naturalnie. Po prostu nic na siłę!
                    A w ogóle - to nie ja jestem autorką wątku, czemu wszyscy piszą do
                    mnie? Powinnam zmienić nick na dyżurna, ale chyba zajęty. A na
                    poważnie - wiem że głoszę niepopularne poglądy (teraz przecież
                    najważniejsza jest realizacja samego siebie, poczucie wolnosci,
                    młodości, piękności i w ogóle), chociaż nie jestem odosobniona w
                    nich dzięki Bogu - Dziewczyny dzięki za wsparcie.
                    • bj32 Re: Jeszcze raz: BJ 32 07.11.08, 10:37
                      Ania ma 7 nie 8smile
                      Nie, nie biorę tego do siebie. Wiem, ze dotyczy ogólnie
                      tematu, nie mnie osobiście. I jak Ania miała dwa lata, to też nie
                      sądziłam, ze nie mogę jej na tydzień zostawić z babcią. Czy na dwa
                      tygodnie.

                      Co do niedosłuchu...
                      "przy czym niedosłuch to nie jest jakiś rodzaj niepełnosprawności,
                      który by wymagał wzmożonej opieki"
                      Nie wymaga takiej opieki, jak porażenie mózgowe. Nawet nie takiej,
                      jak ADHD. Ale jeśli Ci się wydaje, ze niedosłuch nie wymaga
                      wzmożonej opieki to zajrzyj na Zaburzenia słuchu i mowy. Albo
                      przejdź się kiedyś do PZG czy innego Oratora. Zobaczysz, czy nie
                      wymaga. Owszem, to są normalne dzieci... Do których trzeba cały czas
                      mówi, które trzeba cały czas zachecać do mówienia, których trzeba
                      pilnować, żeby nie pogubiły aparatów, z którymi [jeśli mają implant]
                      trzeba co jakiś czas jechać do Warszawy albo Poznania, które trzeba
                      rehabilitować, rehabilitować, rehabilitować - bez przerwy nieomal.

                      "teraz przecież najważniejsza jest realizacja samego siebie,
                      poczucie wolnosci, młodości, piękności i w ogóle"
                      Serio? No fakt - wyścig szczurów i część kobiet tak ma. Ale
                      wiekszość to chciałaby sobie się pospełniać domowo, a nie zawodowo.
                      Ja jestem w tej luksusowej sytuacji, że mogę.
                      Tyle, że przebywanie bez przerwy z dzieckiem, zwłaszcza dwu-
                      trzylatkiem, który zazwyczaj jest żywiołowy i upierdliwy, na prawdę
                      męczy. I nie chodzi o to, zeby sie wyszaleć, tylko, zeby nie dostać
                      korby i nie robić z siebie umęczonej Matki-Polki w płaszczysku w
                      jodełkę, z siatami zakupów i tłustymi włosami, bo tak sie poświęca
                      dzieciom, że nie ma czasu dla siebie. Owszem, mamy być dla
                      dzieci, ale jak wpiszemy sobie w dowodzie "koń" i damy sie zajecha,
                      to długo sie nami nie pocieszą. Bo nawet jeśli nas szlag nie trafi
                      ani nie wysiądzie nam całkiem kręgosłup i stawy, to nie wyrobimy
                      psychicznie i w którymś momencie zaczniemy warczeć do dzieci i męża,
                      padnie sakramentalne "przez was zmarnowałam młodość, zycie" czy coś
                      i... Jak sądzisz? Co dobrego z tego wyniknie?
                      • joannaiwa Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 20:20
                        Różnimy się drastycznie w podejściu do dzieci i tak już pozostanie. z początku sądziłam, że tylko część matek niepracujących tak ma - są zmęczone ciągłym przebywaniem z dziećmi. Ale to szerszy problem - po prostu część kobiet męczy opieka nad dziećmi, może mają za mało wsparcia, a może po prostu tak mają. Z perspektywy swojego macierzyństwa zarówno jako matka niepracująca (do 2 lat), jak i pracująca (później) - NIGDY nie przyszło mi do głowy, aby wyjechać bez dziecka (mojemu mężowi też nie). Po prostu nie, nawet jeśli nie znałam wówczas zdania psychologów na ten temat. Teraz kiedy znam zagrożenia - tym bardziej nie.
                        • mama_kotula Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 21:28
                          Cytat
                          Ale to szerszy problem - po prostu część kobiet męczy opieka nad dziećmi, może
                          mają za mało wsparcia, a może po prostu tak mają.


                          O, o. Dobry tor myślenia. Zwłaszcza opcja 3: "po prostu tak mają" - ale uwaga,
                          bez negatywnych konotacji. TAK - nie znaczy: gorzej niż te, co tak nie mają.
                          Znaczy: INACZEJ.

                          Cytat
                          Z perspektywy swojego macierzyństwa zarówno jako matka niepracująca (do 2 lat),
                          jak i pracująca (później) - NIGDY nie przyszło mi do głowy, aby wyjechać bez
                          dziecka (mojemu mężowi też nie).


                          Ludzie są różni (tak - matka jest człowiekiem, choć nie wygląda wink).
                          Jednym przyjdzie do głowy, innym nie.
                          Co to oznacza?
                          Ano nic nie oznacza.
                          Zupełnie nic.
                          Nic, ponieważ nie istnieje jedyny słuszny model matki/rodzica czy jedyny słuszny
                          model macierzyństwa, co więcej - nie istnieje jedyny słuszny model dobra
                          dziecka. I to powinno być głównym punktem wyjścia i odniesienia w tej dyskusji.
                          • joannaiwa Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 21:57
                            Każdy rozumie tak jak mu pasuje - w tym problem, bo gdzie tu dzieci i ich uczucia.
                            • mama_kotula Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 22:06
                              joannaiwa napisała:
                              Każdy rozumie tak jak mu pasuje - w tym problem, bo gdzie tu dzieci i ich
                              uczucia.


                              Dobrze, pax, pax, pax, poddaję się. Przepraszam, Joanno, ale mam wrażenie, że w
                              ogóle nie przeczytałaś tego, co napisałam w poprzednim poście.
                              Albo może niezrozumiale napisałam, znaczy - chodzi mi o ten brak jedynego
                              słusznego modelu. Przeczytam to jeszcze raz i może napiszę wyraźniej, albo co.
                              • bj32 Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 22:25
                                Sugeruję "albo co", Kotulo...
                                wink
                                • mama_kotula Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 22:35
                                  bj32 napisała:

                                  > Sugeruję "albo co", Kotulo...
                                  > wink

                                  Ta jest, psze pani wink
                          • bj32 Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 22:19
                            Popieram i podpieram.

                            Generalizowanie, ze matka, która czasem potzrbuje odpocząć od
                            dzicka/dzieci jest nonsensem. Są kobiety, które się spełniają jako
                            Matki - Polki poświęcające się i umartwiające, są i takie, które
                            uważają, że szczęśliwe, wypoczęte matki mają szczęśliwe i zadowolone
                            dzieci. Jedne i drugie mają swoje racje.
                            Narzucanie poglądów, że to czy tamto jest jedynie słuszne nie jest
                            dobrym pomysłem, powoduje wojny i że wpada admin i cenzurujewink
                            A racja jest gdzieś pośrodku...smile
                        • delfina77 Re: Jeszcze raz: BJ 32 08.11.08, 23:46
                          Jestem mama prawie niepracujaca, bo pracuje na czesc etatu a caly swoj wolny
                          czas poswiecam dziecku i bardzo czesto mysle o wyjezdzie z samym mezem, bez
                          dziecka. W tym roku bylismy na Majorce cala rodzina a za rok, dwa moze uderzymy
                          gdzies sami, tylko we dwojke, a Mala z bratem, ktory jest w drodze, zostanie pod
                          opieka babci? Fajnie jest jechac z dziecmi ale bez nich tez jest super, kazdy
                          wyjazd daje cos innego i nie da sie ukryc, ze najlepiej wypoczywa sie bez
                          dzieci. Nie uwazam, ze nie doroslismy do bycia rodzicami - mysle, ze po prostu
                          jestesmy normalni.
    • peia Re: wyjazd bez dziecka 05.11.08, 22:16
      Witaj,
      ja ze wzgledu na remont i brak mozliwosci pracowania nad kilkoma rzeczami
      musialam "oddac" dzieci(1,5mies i 2,6mies) do ukochanej przez nie babci. Znaja
      dom babci jak swoj- mieszkalismy tam dosc dlugo, babcie uwielbiaja. Musialy
      wyjechac do innego miasta (365km) tak, ze ja do nich nie mialam mozlwioscie
      dojezdzac nawet na chwilke. Byly tam 1,5 tyg. Codziennie rozmawialysmy po kilka
      razy, ale po tym 1,5tyg...szok!!! Moja mlodsza coreczka stanela na przedpokoju u
      Babci jak wryta(az sie poplakalam) patrzyla zdziwiona... A zteraz mi staje
      wszystko w gardle. sad Starsza tak sie ucieszyla, e zaczela skakac i wszytsko jak
      nakrecona z pokoju mi przynosic i pokazywac. Pozniej przez jakis 2-3 tyg. nie
      moglam ich nawet na chwile nigdzie zostawic a juz o wyjsciu przed zasnieciem z
      pokoju mowy nie bylo.
      Nie radze. Szkoda nerwow dzieci i swoich.
      Kilka dni, weekend to max.
      Pozdrawiam
    • kowalikm Re: wyjazd bez dziecka 06.11.08, 09:37
      Ja przyznam, że zdarzały mi się dosyć często wyjazdy służbowe, szkolenia czy
      konferencje - taka praca. Zawsze to przeżywałam. Mały był od 3 miesiąca
      przyzwyczajony do bycia z innymi, więc nie było go tak trudno z kimś zostawić.
      Teraz ma 2 lata i 4 miesiące od pół roku chodzi do przedszkola. Wydaje się być
      bardzo samodzielny.
      Ostatnio przyszło mi wyjechać na 4 dni. Została z nim ulubiona ciocia i tata,
      był w domu i przedszkolu. Mimo że max dużo rozrywek starali mu się zapewnić
      przez pierwsze 2 dni dziecko było bardzo smutne.
      Nie przypuszczałam, że 2,5 latek tak wiele rozumie. Pytał ciągle cioci gdzie
      mama a ona odpowiadała - w pracy, w Krakowie. Po 2 dniach uspokoił się, nie
      dzwoniłam bo wtedy robiło mu się jeszcze bardziej przykro.
      Serce mi pękało. Kiedy przyjechałam był na mnie troszkę obrażony, ale za chwilę
      przytulił się z taką siłą...

      To z pewnością będzie trudne dla dziecka...dla Ciebie również - zobaczysz. Ale
      jak musisz - zostaw go pod dobrą opieką...
      • eps Re: wyjazd bez dziecka 07.11.08, 09:45
        ja nie wyjeżdzam bez dzieci i nie zostawiam ich pod czyjąś opieką bo po prostu
        MNIE jest bez nich źle.
        Nie sprawdzałam ale dzieci moze dałyby sobie radę z rozłąką, no ale ja niestety
        nie.
        Albo zostaję z dziećmi w domu albo zabieram je ze sobą jak moge. no ale to
        wynika tylko i wyłącznie z moich takich czy innych przekonań i po prostu dzieci
        nie zostawiam.
    • delfina77 Re: wyjazd bez dziecka 08.11.08, 23:32
      Ja nie mialam jeszcze okazji wyjechac nigdzie bez dziecka ale mysle, ze gdybym
      ja zostawila pod opieka babci, byloby ok. Nie jest jakas beksa i przy odrobinie
      atrakcji jestem pewna, ze dobrze bawilaby sie beze mnie/nas. Jednak taki
      samodzielny wyjazd jest na razie nierealny
    • ruda73 Re: wyjazd bez dziecka 09.11.08, 20:59
      Mam dwie córki (4,5 i 2 lata), synek w drodze. Nigdy nie wyjechałam nigdzie bez
      dzieci i nie zamierzam. Często wyjeżdżamy wszyscy razem i świetnie się bawimy,
      nie mam potrzeby wyjeżdżania bez nich.
      Z kolei mój brat spędza właściwie całe wakacje sam na sam z żoną, dzieci w
      podobnym wieku jak moje zostają z babcią. Niby wszystko jest super, ale zawsze w
      tym czasie chorują. Moja sąsiadka ostatnio wyjechała na 2 tygodnie - dziecko
      miało 4 miesiące i straszne kolki, uznała, że jest tym zmęczona i musi odpocząć.
      Po przyjeździe stwierdziła, że dziecko będąc z babcią noce przesypiało. Więc to
      chyba nie kolki, ale brak czegoś.... Ta sama mama opowiada każdemu kto chce
      tylko słuchać, że chciałaby mieć gromadę dzieci i zajmować sie nimi w domu tak
      długo jak się da.
      Nie chcę żeby to zabrzmiało jak krytyka, bo nie o to mi chodzi, każdy robi jak
      uważa. Ja nie potrzebuję odpoczynku, chociaż moja młodsza córka nie przespała
      jeszcze sama żadnej nocy, pracuję w domu, sypiam po 4 godziny na dobę. Tak się
      tylko zastanawiam, jak dzieci podrosną, co im taka mama powie pokazując zdjęcia:
      pojechaliśmy sami, bo chcieliśmy od Ciebie odpocząć?
      Z drugiej strony chyba lepiej wyjechać i nie być sfrustrowanym. Tak myślę.
      Pozdrawiam
      • delfina77 Re: wyjazd bez dziecka 09.11.08, 22:15
        Ja bym powiedziala dziecku, ze pojechalam, zeby odpoczac, ze dziecko nie
        wszedzie mozna ze soba zabrac i ze moze miec lepsze wakacje z babcia w ogrodku
        niz z mama i tata w hotelusmile Jak dorosnie to zrozumie. Moja mama mowila mi
        ostatnio, ze majac male dzieci najbardziej lubila czas, gdy polozyla nas juz do
        lozka wieczorem i mieli z moim tata czas tylko dla siebie. Doskonale ja rozumiem
        i nie uwazam, ze kochala nas przez to mniej czy ze byla zla matka
        • joannaiwa Re: wyjazd bez dziecka 10.11.08, 17:45
          Zaczęłam cytatem (na Wychowaniu) i tak też chciałabym zakonczyć rozważania. Lise Eliot "Co tam się dzieje? jak rozwija się mózg i umysł w pierwszych 5 latach żcia" (bardzo solidna pozycja, oparta na licznych badaniach naukowych różnych instytutów, sama bibliografia to 44 strony, czysta biologia i chemia): "Ze wszystkich postępów w sferze emocjonalnej i w dziedzinie kontaktów społecznych, które dokonują się w niemowlęctwie, najważniejsze jest pojawienie się przywiązania - silnej więzi, które łączy dziecko z osobą poświęcającą opiece nad nim najwięcej czasu, zazwyczaj z matką (przyp. może być też ojciec, babcia - ale jedna osoba ...) Wielu psychologów uważa przywiązanie za brzemienne w skutki wydarzenie w rozwoju emocjonalnym człowieka, za główne źródło poczucia bezpieczeństwa, samooceny, samokontroli i umiejętności społecznych dziecka. poprzez ten niezwykle intymny związek dziecko uczy się określać swoje uczucia i odczytywać je u innych. Jeśli związek ten jest zdrowy, taki jaki istnieje między Natalie i jej matką (przykład w książce), to będzie się czuło ono kochane i akceptowane i zacznie poznawać wartość afektu i empatii. (...) Przywiązanie wzmacnia stale powiększającą się niezależność w istotny sposób, zwłaszcza pod koniec pierwszego roku życia, gdy dzieci z zapałem zaczynają badać swoje otoczenie. (...) Przywiązanie zdradza wielkie podobieństwo do instynktownego wdrukowania, występującego u potomstwa innych zwierząt, na przykład kaczek, które muszą podążać za pierwszą postacią, którą zobaczą po wykluciu się z jaj. zachowania takie występują u wszystkich gatunków ptaków i ssaków, u których przeżycie młodych zależy od właściwej opieki rodzicielskiej. Znane są z tego zwłaszcza małpy, których potomstwo przez znaczną część niemowlęctwa trzyma się kurczowo sierści matki i drze się wniebogłosy, gdy zostanie od niej oderwane. (...)." Zainteresowanych większą ilością szczegółów odsyłam do tej lektury. nadmienię tylko, że przywiązanie magicznie nie znika w kolejnych latach dzieciństwa i do 5 roku życia utrzymuję się na silnym poziomie.
          Polecam też książkę Barbary Smolińskiej - wieloletniej psycholog dyżurnej w Dziecku, która stanowi zbiór odpowiedzi na listy czytelników. Autorka prezentuje tak mało nośne medialnie i marketingowo poglądy, jak wsparcie postawy rodzica troskliwego (ale nie nadopiekuńczego) zamast skoncentrowanego na jak najszybszym usamodzielnianiu dziecka, podkreśla przywiązanie dziecka do osoby zajmującej się nim najwięcej (matka, ojciec, ale również babcia jeśli rodzice ograniczyli opiekę), z tego też powodu uważa żłobek za ostateczność (zbyt wielu opiekunów), zauważa że spora część dzieci nie jest dojrzała do przedszkola w wieku 3 lat, z przyczyn jak wyżej.

          Para małżeństka jest bardzo ważna - to od niej zaczyna się rodzina. Można jednak swoje małżeństwo wspierać na 1000 sposobów nie prowadzących do izolacji dzieci. Dzieci to nie bagaż, który można oddać do przechowalni na 2 tygodnie, to nie zabawka, którą można odłożyć na półkę, gdy się nią zmęczymy lub znudzimy, to nie pies czy kanarek, którego można oddać do hotelu dla zwierząt (choć zwierzę też tęskni). A rodzice nigdy nie powinni posługiwać się argumentem, że dziecko zabrało im młodość. Ono się przecież na świat nie prosiło.
          Myślę, że osoby, które miały wątpliwości co do wyjazdów - z dziećmi czy bez dzieci - mają już wystarczająco materiału do przemyśleń, dalsza dyskusja zatem (przynajmniej z mojej strony) nie wniesie już nic nowego.
          • olima17 Re: wyjazd bez dziecka 10.11.08, 20:38
            Dziewczyno!skąd w Tobie tyle agresji?Przeciez nikt nie oddaje
            dziecka do przechowalni , nie traktuje jak rzecz, zabawke czy
            bagaż...pytanie było proste czy wyjechac na dwa( DWA!) tygodnie, nie
            miesiące czy lata.Przerażająca jest ta Twoja jednoznaczność-matka
            mysli o wyjeździe na dwa tygodnie a Ty z miejsca opisujesz szeroko i
            szczegółowo jakie to straszne i nieodwracalne zmiany w psychice
            dziecka zajdą, jak to każda matka jest dosłownie przywiązana do
            dziecka od narodzin do śmierci. Przcież żadna z nas matek nie chce
            krzywdy swojego dziecka, każda kieruje sie miłością i dobrem
            dziecka -ja też wychowywałam synka cztery lata na urlopie
            wychowawczym-możesz wierzyc lub nie, ale nigdy, nigdy nie opuściłam
            go nawet na jeden dzień- przez ten czas nie było wyjścia z mężem do
            kina, no bo z kim zostawic dziecko,do restauracji, chyba że z
            kącikiem dla matki karmiacej,na wakacjach-zawsze razem. Dziś młody
            ma pięc lat, chodzi do przedszkola, z wielkimi oporami rozstaje się
            ze mną lub mężem, a ja wróciłam do pracy - i wiesz co -dopiero teraz
            żyję, bo mam czas dla siebie, dla swoich spraw, dla męża i dla
            dziecka i wstyd mi że byłam taka kwoką.Teraz jak mały chce odwiedzic
            babcię którą bardzo kocha i za którą tęskni to jadę z nim choc
            zupełnie mnie tam nie potrzebuje mam wrażenie że nawet nie zauważa
            mojej obecność, podczas gdy drugi z wnuków ( od szwagierki) wożony
            do babci od maleńkiego zostaj u niej sam na dwa czasem trzy tygodnie
            i wyjazdy te nie uczyniły mu żadnej kżywdy na psychice. Dziś też nie
            ruszam się nigdzie bez dziecka, ale do głowy by mi nie przyszło by
            potepiac kogokolwiek z tego powodu lub straszyc go konsekwencjami
            wyjazdu.Dziewczyno,mniej mądrości książkowych, więcej empatii i
            dobra . po prostusmilePozdrawiam.
        • ruda73 Re: wyjazd bez dziecka 10.11.08, 22:13
          Cóż, jak już pisałam nie zamierzam nikogo krytykować, przedstawiłam tylko swój
          punkt widzenia. Ale powyższe tłumaczenie wyjazdu bez dziecka do mnie nie trafia:
          1. jest listopad i jakoś nie wydaje mi się, żeby fajniejsze wakacje były w
          ogródku niż przykładowo nad ciepłym morzem, chyba że to się odnosi do innej pory
          roku, ale chyba i tak fajniej byłoby nad ciepłym morzem niż w naszym zmiennym
          klimacie, 2. zawsze można pojechać tam gdzie dziecko można zabrać, a tak
          naprawdę niewiele jest miejsc, gdzie dziecka zabrać nie można (nie kłamiemy
          dzieci, prawda?)3.a co na pytanie dlaczego nie mogłam/mogłem odpocząć z tobą?
          Jakoś mi to nie pasuje.
          Pozdrawiam

          P.S. Ja najbardziej lubię w ciągu dnia czas który spędzamy wszyscy razem.

          Pozdrawiam
          • delfina77 Re: wyjazd bez dziecka 11.11.08, 22:18
            Nie odnosze sie do tego, ze obecnie jest listopad, urlop kojarzy mi sie bardziej
            z czasem letnim (choc moze byc roznie). Wiadomo, ze praktycznie wszedzie mozna
            jechac z dziecmi, ale jesli chcesz sobie blogo polezec na plazy nie martwiac sie
            o nic a wieczorem popic i potanczyc to raczej dziecka nie wezmiesz, prawda?smile I
            w tym kontekscie wyjazd bez dziecka daje wiecej mozliwosci
            • ruda73 Re: wyjazd bez dziecka 13.11.08, 23:43
              Nie rozumiem takiego podejścia, nie rozumiem i tyle.
              I dalej nie wiem co można by takiemu dziecku powiedzieć, że się odpoczywało od
              niego?
              Okropne.
              • delfina77 Re: wyjazd bez dziecka 13.11.08, 23:59
                Rzeczywiscie okropne, jesli po przyjaciu na swiat dziecka staliscie sie
                wylacznie rodzicami. My jestesmy rodzicami ale jestesmy tez tacy jak dawniejni i
                choc nie wyjezdzalismy jeszcze nigdzie bez dziecka z przyczyn obiektywnych,
                biore taki wyjazd pod uwage. To okropne powiedziec dziecku, ze sie chcialo od
                niego odpoczac? Dlaczego? Kazdy czasem jest zmeczony, nawet towarzystwem
                najlepszego przyjaciela, meza, rodziny. To calkiem normalne. A gdy dziecko cie
                zapyta skad sie biora dzieci to co mu powiesz? Bo obiektywnie rzecz biorac to
                tez jest okropnesmile
                • delfina77 Re: wyjazd bez dziecka 14.11.08, 00:00
                  Poza tym nikt ci nie kaze mowic dwulatkowi, ze wyjechalas sama by od niego
                  odpoczac. Takie male dziecko by nawet tego nie zrozumialo, mozna podac milion
                  innych powodow - jak bedzie starsze i bedzie mialo wlasne dzieci to doskonale
                  cie zrozumiesmile
                • ruda73 Re: wyjazd bez dziecka 14.11.08, 22:23
                  Wiesz co, to ja Ci współczuję jeśli jesteś zmęczona dzieckiem i mężem.
                  I zapewniam Cię, że nie każdy jest zmęczony rodziną, mężem, dziećmi.
                  Ja nie. I nie wyobrażam sobie powiedzieć dziecku że jestem nim zmęczona bez
                  względu na to ile ma lat tak samo jak nie wyobrażam sobie, żeby mąż mi
                  powiedział, że jest zmęczony mną.
                  Skąd wiesz, że staliśmy się wyłącznie rodzicami? Dlatego, że nie wyobrażam sobie
                  wyjazdu bez dzieci? Błąd. Może po prostu lepiej sobie ten czas organizujemy?
                  Mamy inne spojrzenie na świat niż Wy? Chyba tak, bo jakoś nie wpadłam na to, że
                  opowiadanie skąd się biorą dzieci może być okropne.
                  Może moje dzieci są inaczej wychowywane? Ja przy nich odpoczywam. Na wakacjach też.
                  A na leżenie przy basenie i picie drinków miałam czas i pewnie jeszcze będę
                  miała. Na razie wolę go spędzić w milszy sposób, z nie męczącą mnie rodziną.

                  • delfina77 Re: wyjazd bez dziecka 16.11.08, 22:16
                    Moze to kwestia temperamentu dzieci. Niektore dzieci moich znajomych sa tak
                    spokojne, ze nawet jak sa, to tak jakby ich nie bylosmile Ja tez kocham moja
                    rodzine ale moje dziecko to zywe srebro, trzeba miec stale oczy dookola glowy,
                    dlatego nie bede udawac - bardziej odpoczne na wakacjach z samym mezem niz z
                    dzieckiem. Co nie znaczy, ze nigdzie jej nie zabiore - po prostu da sie
                    wygospodarowac czas na to i na to. Dziwi mnie swiete oburzenie innych matek w
                    tej kwestii. A co do zmeczenia innymi osobami - moze jestem inna ale czasem
                    lubie pobyc sama i bylabym zmeczona 24godzinna obecnoscia i towarzystwem
                    kogokolwiek. Dlatego uwielbiam czas, gdy dzieci spia, uwielbiam czasem oderwac
                    sie od domowego kieratu. Ciesze sie, ze Ty chcesz poczekac z tym do czasu, gdy
                    Twoje dzieci dorosna. Ja wole zyc tu i teraz
    • mama303 Re: wyjazd bez dziecka 10.11.08, 21:26
      My uwielbiamy wspólne wyjazdy - całą rodziną. Wakacje to nasz święty
      czas na bycie ze sobą. Nasze dziecko zawsze chce bardzo jechać z
      nami! i nie wyobrażam sobie powidzieć jej - "wiesz kochanie
      postanowiliśmy sobie z tatusiem odpoczac od Ciebie - spędzimy sobie
      super czas we dwoje a Ty kochanie byś nam tylko przeszkadzała".

      Pamietam tez jak czekałam na wakacje z rodzicami jak byłam
      dzieckiem, zawsze jeźdiałam z rodzicami i siostrą i było to bardzo
      ważne, że jesteśmy razem całe dnie. To były naprawdę najcudowniejsze
      chwile z mojego dzieciństwa!
    • ewa9623 Re: wyjazd bez dziecka 10.11.08, 22:15
      Jestem w szoku, jak czytam wszystkie wypowiedzi w tym poście... Te wycieczki personalne naprawdę są poniżej poziomu. Żenada. Zawsze mi się wydawało, że dyskusja na temat zapodany w temacie powinna być rzeczowa i rozwiązywać ( w pokojowy sposób) problemy osoby, która pyta kogoś o zdanie.
      Zatem przechodzę do odpowiedzi dla "batam".

      W tym roku po raz pierwszy z mężem wyjechaliśmy sami na tydzień nad morze. Dzieci (5 i 2) zostały z Dziadkami. Nie byli to moi wymarzeni Opiekunowie, ale wiedziałam, że nie pozwolą, żeby choć włos spadł z głowy dziewczynkom. Powiem tak: nie spodziewałam się, ze będzie aż tak dobrze smile Dzieci były szczęśliwe gdy wróciliśmy, a my wypoczęci (w odnowionym związku wink) mieliśmy tyle energii, żeby się nimi zajmować, że do końca wakacji nie zostawialiśmy ich na krok. Jeszcze w te same wakacje wyjechaliśmy wspólnie razem na wypoczynek.

      Reasumując: tak jak mówiły niektóre moje poprzedniczki - ważne jest z kim zostawiasz dzieci. Ważne jest, żebyś wiedziała, że wyjazd dla siebie to nie jest grzech, ale raczej zbawienie (od najbardziej ukochanych osób, cudownych istot, jakimi są nasze dzieci mamy prawo odpocząć, by za nimi potęsknić, odbudować nasz czasem nadwyrężony instynkt macierzyński, i wrócić pełni energii do kochania i opieki). Tak uważam. smile
      Miłego wyjazdu smile
    • pawel_zet Re: wyjazd bez dziecka 14.11.08, 23:57
      Dla mnie kwestia ilości lotów samolotem nie ma większego znaczenia. Może mam
      wyjątkowe dziecko, ale generalnie nigdy nie miałem z tym dużych problemów,
      zwłaszcza że podczas dłuższych przelotów jest w samolocie jakaś rozrywka
      pokładowa i można dziecku puścić kreskówki.
      Cięzko mi wyobrazić sobie wyjazd gdzieś na urlop bez dziecka. Po prostu czułbym
      się marnie, nie wiedząc, co się dzieje z dzieckiem. Zresztą od tego są wakacje,
      by odpoczywać wspólnie i wspólnie budować relacje rodzinne. Człowiek ma na to w
      domu mało czasu, bo przeważnie przygniata go praca i przeróżne inne obowiązki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka