baska2222
21.11.08, 22:14
Zaczynam sie ostatnio poważnie zastanawiać czy nie popełniam
jakiegoś błędu. Mam córeczkę, która skończyła włąśnie półtora roku.
Jestem z nią w domu, pracuję raz w tygodniu-wtedy opiekuje sie nią
jej tata. Wiktoria jest bardzo do nas przywiązana. Uwielbia gdy
jesteśmy wszyscy razem, jak jedno z nas idzie do pracy to też jest
ok tylko jest bardziej skupiona i nie szaleje tak jak gdy wszyscy są
w domu. Problem zaczyna się gdy ktoś do nas przychodzi lub my kogoś
odwiedzamy -w tym rodzinę. Wszystko jest miło, lubi się pobawić,
wygłupia się, robi teatrzyk, ale nikomu nie pozwala się wziąć na
kolana, przytulić. Gdy ktoś próbuje np babcia, ciocia czy koleżanka
wziąć ją na kolana żeby coś pokazać, przeczytać książeczkę (co z
nami mogłaby robić godzinami) nie usiedzi nawet chwili , od razu
ucieka i protestuje. Dziadków odwiedzamy co tydzień, jesteśmy tam
zawsze 2-3h, miałam nadzieję ze się w końcu do nich przyzwyczai.Ale
nic z tego. Mojej mamie jest przykro, bo to jej szósta wnuczka i
wszystkie poprzednie bardzo lubiły u niej spędzać czas.
Zostawały u niej na noc już przed skończeniem roczku...
Ja nie zostawiłam jej nigdy u babci bo 1) mieszkaja dość daleko 2)
nie miałam wielkiej potrzeby (jestesmy raczej domatorami), 3)
dziadkowie też mają swoje lata i wydawało mi się ze taki absorbujacy
maluch mogłby nadszarpnąc ich zdrowie.
Więc rezultat jest taki własnie jaki jest, słyszałam już nie raz w
mojej rodzinie ze to niedobrze ze dziecko jest tak przywiazane do
rodzicow i ze do nikogo innego nie chce isc.
Muszę dodać ze wychodzę z małą codziennie na spacery, gdzie czesto
spotykam sie z innymi mamami i ich dziecmi i jest super, bawią sie
razem, skacza, piszczą..więc konatkt z innymi ludzmi ma. Gdy w
windzie lub sklepie zagada do niej ktos, to zawsze do wszystkich sie
usmiecha. Przyznaję ze mała nigdy nie została z kimś obcym sama (jak
byla malutka tak-parę razy), ale tez ja nie mam takiej potrzeby zeby
ją komuś oddawać na przechowanie. Póki co dajemy razem radę sami z
męzem. Mam to szczęście ze mogę z nią zostać do czasu aż pójdzie do
przedszkola.
Martwi mnie po prostu czy ta sytuacja jest normalna, czy to może
jakiś okres przejściowy, czy powinnam jednak spróbować na siłę
zostawiać ją u rodziny na trochę zeby faktycznie mi nie wyrosla na
jakiegos odludka. I zeby miala kontakt z dziadkami jak
to "powinno "być.
przepraszam ze sie tak rozpisalam, ale jutro jedziemy do rodzicow a
ja juz sie stresuje. A moze mała wyczuwa ten moj stres?
Sama nie wiem, poradzcie albo napiszcie jak to jest u Was?
pozdrawiam