lili-pop
24.01.09, 10:12
Zacznę od tego,że moja córcia była ideałem pod względem spania od urodzenia. Pobudka raz w nocy, zero problemów z usypianiem itd.
Przeprowadziliśmy się w październiku (miała wtedy 10 miesięcy) i już pierwszej nocy w nowym domu rozpoczął się koszmar.
Płacz, właściwie to zle określenie- krzyk z zamkniętymi oczami, chodzenie po łóżku,obijanie się o barierki...
Zabieranie jej do naszego łóżka pomagało.
Teraz jest coraz gorzej!
Dzisiejsza noc tylko nas w tym utwierdziła.
Mała zasypia bez problemu, ok 1.00 budzi się i dalej przebudza co kilkanaście minut (mleko,smoczek,pogłaskanie jakoś to łagodzi).
Ale jest moment gdy nic już nie pomaga oprócz mojego przytulania.
Mała krzyczy z całych sił- nie jest to typowy krzyk,gdy jej się coś nie podoba. Ona sobie zdziera gardło, wygina się, przewraca...
Zabranie jej do łóżka nic nie pomaga. Jedyne co ją uspokaja to moje tulenie.
Nie wiem czy dzień przeprowadzki a te problemy to zbieg okoliczności.
W listopadzie dostała dziwnych konwulsji- pojechałysmy do szpitala, tam przez tydzien robiono badania (EEG) , mała dostała jeszcze zapalenie płuc więc stwierdzono,że to drgawki gorączkowe,choć gorączki nie miała.
Na 2 lutego mamy wizyte u neurologa.
Mam przeczucie, że to na tle nerwowym. Ona nie raz próbuje zasnąć ale nagle coś nią "wzdryga" i znów krzyk...
Co o tym myślicie...błagam. Chodzę po ścianach, córeczka też jest wykończona..