Dodaj do ulubionych

Słodycze na stole

29.05.09, 20:30
Mam prawie póltoraroczniaka, któremu staram się nie dawać słodyczy,
zwłaszcza "niedomowych". Co jednak zrobić, gdy się jest zaproszonym
do kogoś i na stół wjeżdżają czekoladki, herbatniki, ciasta z kremem
i takie różne? Mały ich sie domaga, gospodarze dziwnie na nas
patrzą. Pół biedy, gdy jesteśmy jedynymi gośćmi, można zaryzykować
wzięcie nas za dziwaków i poprosić o schowanie słodyczy. Trudno
jednak to zrobic, gdy inni goście chcieliby sobie spokojnie jeść
ciasteczka. (Najgorzej, gdy mają oni dzieci, któym wolno jeść to
wszsytko.) Czy jest tu może ktoś, dla kogo taka sytuacja też stanowi
problem? A może ktoś go rozwiązał?
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Słodycze na stole 29.05.09, 20:36
      ja odpuszczam, raz na jakiś czas to co to zaszkodzi? Ale ja nie jestem tą z
      "goszczących się".
    • kra123snal Re: Słodycze na stole 29.05.09, 20:48
      Całe szczęście moje dziecko nie domaga się. Zazwyczaj noszę ze sobą
      coś co może jeść lub zachęcam do zjedzenia owoców.
      • milanaa Re: Słodycze na stole 29.05.09, 21:05
        W domu nie daję, podczas wizyty u rodziny czy przyjaciół pozwalam zjeść słodkie. A gdyby była impreza urodzinowa i inne dzieci zajadałyby się przysmakami to Twojemu tylko by kapała ślina do ziemi? Grunt to nie przeginać w zadną stronę.
    • deela Re: Słodycze na stole 29.05.09, 21:14
      na pewno twoje dziecko szczeznie jak raz kiedys zje troche slodyczy
      wez juz kurde nie przesadza niech dziecko zje pare cholernych ciastek
      • matylda07_2007 Re: Słodycze na stole 29.05.09, 21:16
        Odpuść. Będziecie oboje szczęśliwsi.
      • iskierka40 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 10:19
        wszystko z rozsądkiem i będzie ok.
    • fammpirella Re: Słodycze na stole 29.05.09, 21:19
      jesli jakiemus dziecku nie szkodzi to problem to tak naprawde
      zaden, poza przyzwyczajeniem do podżerania słodkiego. problem
      zaczyna sie jak dziecko ma np: grzybice tak jak mojeuncertain córcia
      skonczy w lipcu 2 latka, ale od paru m-cy kuma, ze slodkiego nie
      wolno, ba, w sklepie mija tzw. gorący punkt przy kasie, gdzie roi
      sie od samowpadających w rece batonikow, wafelkow i innych dropsow i
      pokazuje mi snickersa i mowi, "bedzie bolał brzuszek". tak jej
      powtarzam od m-cy i juz sama wiesmile proponuje, zeby tlumaczyc
      dzieciom, ze za duzo slodkosci po prostu nie wolno, bo zaszkodzi i
      tyle. rozumiejace dziecko latwiej przyjmie odmowe.to lepsze niz
      zdumione oczy gospodarzy i awanturo-negocjacje w gosciach.
      tlumaczyc, tlumaczyc, tlumaczyc. dziecki to homo sapiens. samo "nie"
      nie wystarczy.
    • karra-mia Re: Słodycze na stole 29.05.09, 21:23
      bez sensu
      to że zakazujesz dziekcu - twoja sprawa
      ale wymaganie od reszty towarzystwa, zeby się dostosowali do twoich
      zasad u siebie w domu to jest chore
    • morepig Re: Słodycze na stole 29.05.09, 21:24
      zawsze brałam "nasze" słodycze i pozwalałam ze stołu brac to co sie
      nadawało.
      teraz (4lata) w domu nei jada za duzo, na imprezach żre do woli,
      zwykle jest to i tak mało w porownaniu z innymi dziecmi.no i dzieki
      wczesnodzieciecej tresurze woli muffinki i szarlotke niz lizaki i
      żelki.
      • bei Re: Słodycze na stole 29.05.09, 22:36
        Moj jest niejadkiem- także na slodycze niegdy sie nie rzucał- lubi
        czekolade, ale nie zjada duzo, ostatnio polubił żelki- ma dostęp na
        okragło- ale rzadko sięga po łakocie- bo on w ogole rzadko kiedy cos
        zjesmile
        Ma 4 i pol roku.
    • wespuczi Re: Słodycze na stole 29.05.09, 23:12
      oj znam takich jak ty
      zenujace,

      moje dzieci znaja slodycze, nie jemy w domu za czesto,
      natomist jak wychodzimy dostaja slodycze,
      nawet takie ktore uwazam za obrzydliwe jak chca,
      sprobuja i jakos nie chca wiecej
      takimi zakazami uzyskasz dokladnie odwrotne rezultaty
    • moofka Re: Słodycze na stole 30.05.09, 00:05
      moje dzieci nie maja szlabanu na slodycze
      poczestowane przez gospodarzy jedza na co maja ochote
      i na ogol wcale nie duzo tych slodyczy
      wiec tym bardziej trudno mi zrozumiec twoj problem
      dziecko alergiczne uczylabym, ze tego czy tego nie wolno jemu
      wlasnie i dlaczego i nie oczekiwalabym, ze zniknie to z jego
      otoczenia
      co wiecej wcale bym nie robila z tego tematu i nie kazala
      czestujacym "znikac" lakocie
    • mondovi Re: Słodycze na stole 30.05.09, 00:21
      a masz dziecko alergiczne, czy to słodycze są "złe"?
    • joanna29 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 08:02
      Jadamy malo słodyczy, chyba że mamy napad słodyczowy, ale one zawsze
      sa pod ręką. Mały, oprócz napadów słodyczowych, mimo, że sam jest w
      stanie sobie wyciągnać z szafki jada mało.
      W gościach jak jest tort i placek to coś zje, poza tym sięgnie po
      jakiegos cukierka, ale nie rzuca sie na słodkie.
      Słodycze nie robia na nim wrazenia, pewnie dlatego ze ma jej pod
      reka od urodzenia.
      Miał podejrzenie alergii i zakaz jadania orzechów i kakao. Nie było
      z tym zadnego problemu, lekarz powiedzial, że nie wolno i mały sam w
      żlobków i tym paniom przypominał. Po 2 misiacach jak juz mógł znowu
      jeść tez sie na nie nie rzucił.
    • tijgertje Re: Słodycze na stole 30.05.09, 10:26
      Idac w gosci i kazac gospodarzo chowac slodycze ze stolu to gruba
      przesada wedlug mnie. Moj jest alergikiem, teraz ma 5 lat i nie je
      czekolady, o czym nie omieszka poinformowac kazdego, kto mu ja
      proponuje, wszystko o podejrzanym kolorze ze mna konsultuje, czy na
      pewno nie ma tam czekolady. calkowitych zakazow nigdy nie mial, ale
      wiedzial, ze wielu rzecxzy jesc nie moze, bo go bedzie brzuch bolal
      (mial np biegunki po herbatnikach). W domu sie nie upomina, woli
      jablko czy gruszke i zolty serwink W gosciach wie, ze najpierw musi
      mnie spytac o zgode i pozwalam, ale nie wszystko jak leci, tylko
      okreslony z gory limit. wszystko zalezy tez od ctego, czy wlasnie
      zjadl obiad, czy ma jesc za godzine, w pierwszym przypadku pozwalam
      na wiecej, w drugim zabraniam, bo potem o obiedzie mozna
      zapomniec.Jak byl mniejszy, to uczylam, ze niektore rzeczy sa dla
      starszych i zazwyczaj nosilam ze soba cos, co mogl jesc. To dosc
      dobry sposob, tak samo tlumacze stojace na stole napoje, moze pic
      wode i soku, o gazowane i alkohol sie nie upomina i nie trzeba tego
      pod kluczem przed nim chowac. Ku mojej uciesze jakies dziecko
      zachecilo go do sprobowania coli, plul po niej dalej niz widzial i
      sam zapowiedzial, ze babelkow to on sobie nie zyczywink
    • mama_amelii Re: Słodycze na stole 30.05.09, 12:28
      Znam mamy których dzieci 1,5 roczne nie wiedza co to słodycz i wcale ich nie potepiam.Moim zdaniem bardzo mądrze robisz starajac się dawac tylko domowe słodkości.Na wszystko jest czas,no i przede wszystkim umiar.
      Moja córka od początku jest strasznym łasuchem i w domu słodycze sa schowane i wydzielane.Natomiast w gościach lub jak coś dostanie nie robie problemu do czasu kiedy zje trochę(bo skłonna jest do zjedzenia wszystkiego co leży na stole,az się pożygasadwystarczy na chwilę sie odwrócić.
      Zresztą jak twój 1,5 roczniak zje ciasteczko w gościach to nic mu nie będzie.
    • olimpia_b81 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 13:03
      no jak nie znaja to potem tak jest,ze zobacza i oczy jak 5 zl,
      slinka cieknie,
      nie czaje takich zachowan, ze tylko marchewka i soczek babciny jest
      ok dla dziecka

      dzieci sa tez id rozpieszczania a slodycze(oczywiscie nie jako
      skladnik diety codziennej) sa wg mnie tego czescia
      no i jak znaja smak, dostaja co jakis czas to potem nie rzucaja sie
      w gosciach i niejedza do ostatniego okruszka
      • slonko1335 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 13:17
        Moja nie dostaje słodyczy w domu (no może okazjonalnie i te zdrowsze tylko). Jak
        idziemy w gości to pozwalam wziąć kawałeczek wszystkiego na co ma ochotę. Zwykle
        kończy się na jednym lub dwóch kawałkach. ponieważ nie nawykła do słodkiego to
        jej się od razu mdło robi i wielkie chęci przechodzą. Ze sobą zwykle zabieram
        jej zdrowe przekąski i zwykle to o nie właśnie prosi.
        Podobnie ze słodyczami które jej ktoś przynosi, przecież nie zabiorę dziecku jak
        dostało, na kawałek pozwalam. Na szczęście z jajek niespodzianek które wszyscy
        namiętnie jej znoszą najbardziej interesuje ją niespodzianka....
      • mama_amelii olimpia 30.05.09, 14:14
        Moja córka znała słodycze odkąd zaczeła z nami wszystko jeść.Dostawała po kawałku tego co my jemy.Nie żałowaliśmy za bardzo od roku.Od zawsze je lubi i mogłaby jeść cały czas(niestety tu pojawia się problem,bo wcale nie uwazam,że powinna jeść ile chce i co chce).Wszystko z umiarem.Mysle,że 1,5 roczne dziecko nie zbiednieje jak raz na jakiś czas dostanie slodycz.rozumim mame która woli dac dziecku budyń,ciasto wlasnej roboty,czy owoce niż czekolady,batony,czy mamby.
    • rusalkaamalka Re: Słodycze na stole 30.05.09, 13:36
      Naprawde uwazacie, że dziecko, które jeszcze nie ma póltora roku,
      powinno jeść słodycze? Z umiarem, z rozsądkiem - to w tym wieku wg
      mnie biszkopcik, kawałek domowego ciasta, owocowy deser, budyń,
      naleśniki. A nie czekoladki i ciastka, w których naprawde nie
      wiadomo co siedzi ( a raczej wiadomo aż za dobrze). Dziecko szybko
      się uczy, jak uzyskać łatwą przyjemność, zaczyna rozpoznawać w
      sklepie kolorowe opakowania i domagac się słodyczy. No i niestety
      nie jest tak, że mały zje troszkę i przestaje ( nie wiem, co
      uważacie za troszkę).
      Co do gości i decydowania za nich, co mają podawac w ich domu - jak
      ktoś napisał - no to dzięki, nie chciałabym odwiedzać kogoś, kto ma
      takie podejście. Gdy przychodzi do was wegetarianin, to tez
      serwujecie mu befsztyczki, bo macie na nie ochotę? Ja tam staram się
      dostosować do potrzeb gości.
      Jasne, ze zamierzam podawać dziecku wszelkie słodycze, ale, na
      Swaroga, nie w drugim roku życia!
      Dziękuję za wszystkie życzliwe wypowiedzi, pozdrawiam.
      • matylda07_2007 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 13:40
        To po co pytasz, skoro i tak wiesz co masz robić i będziesz robić?
        • rusalkaamalka Re: Słodycze na stole 30.05.09, 13:46
          Nie pytam, czy dawać słodycze. Pytam, jak ich nie dawać.
          Niektóre osoby nawet mi na to pytanie odpowiedziały.
          • matylda07_2007 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 13:53
            Nie wiem. Ja, kiedy idę w gości, to jestem na ich łasce.
            Często jestem u rodziców, gdzie mieszka też siostrzeniec żywiący się niemal wyłącznie takimi różnościami. Mam więc zasadę, że w domu nie daję (zazwyczaj), a tam je. Nie wydrę Jej z buzi. Poza tym dla Młodego wyrazem miłości do mojej córki, jest właśnie znoszenie słodkości. Całe szczęście Młoda woli domowe ciasto i lody.
            Nie wiem w jakiej zażyłości jesteś ze znajomymi, co możesz im powiedzieć. Może przynoś ze sobą kawałek domowego ciasta? Dla wszystkich.
          • hanalui Re: Słodycze na stole 31.05.09, 15:23
            rusalkaamalka napisała:

            > Pytam, jak ich nie dawać.

            No po prost u nie dajesz...problem ze ty sie zwyczajnie wstydzisz ze
            masz takie zasady a nie inne i nie chcesz wyjsc na nawiedzona i nie
            chcesz "by gadali".
            To ty masz problem a nie wszyscy inni z dzieckiem wlacznie big_grin
            • rusalkaamalka Re: Słodycze na stole 31.05.09, 23:20
              hanalui napisała:

              > rusalkaamalka napisała:
              >
              > > Pytam, jak ich nie dawać.
              >
              > No po prost u nie dajesz...problem ze ty sie zwyczajnie wstydzisz
              ze
              > masz takie zasady a nie inne i nie chcesz wyjsc na nawiedzona i
              nie
              > chcesz "by gadali".
              > To ty masz problem a nie wszyscy inni z dzieckiem wlacznie big_grin


              Wiesz, że może i masz trochę racji!
              A w każdym razie spojrzałam na to z innej strony. Musze to
              przemyśleć. Dzięki smile
      • jakw Re: Słodycze na stole 31.05.09, 08:55
        rusalkaamalka napisała:

        > Naprawde uwazacie, że dziecko, które jeszcze nie ma póltora roku,
        > powinno jeść słodycze?
        Nie tyle powinno, ile zjedzenie jakiegoś słodycza nie powinno mu
        zaszkodzić.

        > Dziecko szybko się uczy, jak uzyskać łatwą przyjemność,
        Jak wiadomo, w celach wychowawczych przyjemność powinna być
        trudna...

        > zaczyna rozpoznawać w sklepie kolorowe opakowania
        Jak rozumiem, batoniki wjeżdżają na stół w opakowaniu i stąd
        rozpoznawanie opakowań z batonikami w sklepie? (bo kolorowe to są
        wszystkie)

        > i domagac się słodyczy.
        A skąd wiesz, że gdyby dziecko nie widziało wogóle sklepowych
        słodyczy na oczy to i tak by się nie domagało? Bo:
        a) zobaczyło jakąś reklamę - oczywiście u strasznych znajomych,
        którzy mieli telewizor, bo, ty, w ramach nieserwowania łatwych
        przyjemności, telewizora wogóle nie posiadasz
        b) zobaczyło inne dziecko sobie kupuje
        Jeśli masz problem z zachowaniem dziecka w sklepie to nie zwalaj
        tego na znajomuych, u których bywacie od czasu do czasu. Nie chcesz
        kupować w sklepie lizaka to nie kupuj. Jeśli młody będzie wiedział,
        że i tak mu nie kupisz, nie będzie wyczyniał różnych harców w tym
        sklepie.

        >No i niestety nie jest tak, że mały zje troszkę i przestaje
        Twoim zadaniem, w ramach wychowania, jest nauczyć młodego co to jest
        troszkę.

        > Co do gości i decydowania za nich, co mają podawac w ich domu -
        jak ktoś napisał - no to dzięki, nie chciałabym odwiedzać kogoś,
        kto ma takie podejście. Gdy przychodzi do was wegetarianin, to tez
        > serwujecie mu befsztyczki,
        A jak przychodzi do ciebie 1 wegetarianin to wszystkim pozostałym
        serwujesz tylko i wyłącznie sałatę? Poproś znajomych żeby było na
        stole coś dla młodego (i określ co, żeby nie było nieporozumień),
        względnie się dogadaj, że coś młodemu przyniesiesz sama. Wtedy
        możesz mu zaproponować:"nie dostaniesz tego batonika, możesz dostać
        galaretkę".

        > Jasne, ze zamierzam podawać dziecku wszelkie słodycze, ale, na
        Dlaczego wszelakie? Słodycze słodyczom nierówne. W takich lodach
        jest jednak ciut coś innego niż w czipsach czy lizaku.

        Po prostu nie wariuj. Jeśli dziecko nie ma problemów zdrowotnych
        związanych ze spożywaniem słodyczy - jeśli zje trochę nic mu nie
        będzie. Ze znajomymi pogadaj - może da się osiągnąć jakiś kompromis
        typu domowe ciasto na stole zamiast kupnego. A dziecko ucz umiaru -
        przyda się, gdy zostanie sam na sam z własnym kieszonkowym i
        sklepikiem szkolnym.
      • hanalui Re: Słodycze na stole 31.05.09, 15:22
        rusalkaamalka napisała:
        > Dziecko szybko
        > się uczy, jak uzyskać łatwą przyjemność, zaczyna rozpoznawać w
        > sklepie kolorowe opakowania i domagac się słodyczy.

        Moj sie jakos nie nauczyla a ma ponad 2 lata. Nie jada czekolady,
        lizakow ciast z kremami i niczego o czym wspomnialas.
        I co najdziwniejsze...do wszystkiego tego ma dostep. U znajomych
        zwykle tez cos takiego jest na stole. A on glupi woli jogurt lub
        banana. wink

        > No i niestety
        > nie jest tak, że mały zje troszkę i przestaje ( nie wiem, co
        > uważacie za troszkę).

        Bo wiesz....zakazany owoc cholernie kusi.

        > Co do gości i decydowania za nich, co mają podawac w ich domu -
        jak
        > ktoś napisał - no to dzięki, nie chciałabym odwiedzać kogoś, kto
        ma
        > takie podejście. Gdy przychodzi do was wegetarianin, to tez
        > serwujecie mu befsztyczki, bo macie na nie ochotę?

        A to sa tylko dzieciowe imprezy??? Czy dla doroslych a dzieci sa
        przy okazji? Bo jak dla doroslych to nie widze problemu. Poza tym
        jesli wszyscy wegetarianie to ok menu jest dla nich..ale jesli 1 lub
        2 to jest dla nich cos osobnego i nie widze powodu by wszyscy
        wcinali surowa marchewke bo ktos jest wegetarianinem na imprezie

        > Ja tam staram się
        > dostosować do potrzeb gości.

        Czyli wszyscy np jedza marchewke i niesolone potrawy bo ty masz
        dziecko w domu big_grin big_grin?

    • ewsyl Re: Słodycze na stole 30.05.09, 15:33
      Moja córeczka to ogólnie niejadek więc i słodycze jej nie pociagają,
      w domu sami też nie jemy no chyba, że od czasu do czasu ale za
      słodyczami tez z mężem nie przepadamy bo wolimy coś treściwszego.Jak
      jesteśmy w gosciach to jak najbardziej wszystkiego spróbujemy czym
      nas poczęstują co by sie nie obrazili na nas i na to samo pozwalamy
      dziecku.A że dziecko ogólnie jedzeniem gardzi bo woli zyc powietrzem
      więc skubnie tu kęs i tam kęs głównie za przykładem starszych dzieci
      bo wiadomo lubi naśladować i na tym koniec. Więc problemu wieliego
      nie ma. Jeśli chodzi o Twój przypadek to tak jak radziło Ci kilka
      mam UMIAR NAJWAŻNIEJSZY. Jęśli dziecko nie ma żadnych przeciwskazań
      zdrowotnych to oszczędz mu tych tortur i pozwól na kilka słodkości
      raz na jakiś czas.
      Ale jeśli sama faktycznie, tak z ręką na sercu nie jadzasz ni tyci
      tyci słodyczy to masz prawo wymagać tego od swojego dziecka.
      • a.g.r.e.s.t Re: Słodycze na stole 30.05.09, 17:41
        > Ale jeśli sama faktycznie, tak z ręką na sercu nie jadzasz ni tyci
        > tyci słodyczy to masz prawo wymagać tego od swojego dziecka.

        Aha, a jesli wymagam od mojego dziecka, żeby nie piło alkoholu i nie
        uprawiało seksu, to tez muszę z ręką na sercu powstrzymac sie od
        tych rzeczy. Przecież to nie chodzi o to, że słodycze sa złe same w
        sobie, tylko ze nie są dla malutkiego dziecka. Dobrze ze przy
        noworodku nie trzeba poprzestawac z reką na sercu na samym mleku.
        • dariafox Dobre,agrest, uśmiałam się hahahahahahahah. 31.05.09, 17:03
          Z ręką na sercubig_grin
    • marcelina4 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 17:58
      rusalkamalka, ja mam identyczny problem jak Ty, ja również dziecku nie daję
      słodyczy i nie mam zamiaru tego robić tak długo, jak będzie to możliwe, pisałam
      o tym niedawno na forum i generalnie przez większość forumek zostałam uznana za
      schizolkę, ale nie zamierzam zmieniac z tego powodu swojego stanowiska.
      ja na razie radzę sobie tak, że zabieram ze sobą przekąski dla córki i nikomu
      się nie tłumaczę dlaczego nie pozwalam dziecku jeść ze stołu słoyczy, po prostu
      proszę o nie częstowanie i nie zachęcanie małej do jedzenia i tyle, zazwyczaj
      skutkuje.
      Moje dziecko na szczęście słodyczy sie nie domaga, może dlatego, że ich nie zna,
      zresztą w gościach zazwyczaj interesuje ja wszystko poza stołem smile pozdrawiam
    • szarsz Re: Słodycze na stole 30.05.09, 18:42
      Ja jestem przeciwnikiem słodyczy, ale wiem, że z całym światem nie
      wygram smile Mój Młody jest dodatkowo alergikiem, nie może mleka i jego
      przetworów.

      No i rozmawiamy sobie PRZED wyjściem z domu. Na wszelki wypadek
      cichcem kupuję coś, co Młody może jeść i daję gospodyni, żeby podała
      na stół, niby że to od niej. Bo zdarza się, że na stół wjeżdżają
      rzeczy, z których Mlody nie może nic sad

      Zawsze robimy przegląd stołu i Młody wie, co może, a czego ma nie
      ruszać. Z tymi co może też się staramy nie przeginać, bo on jest
      okropnie słodyczowy i sam, bez pilnowania, potrafi jeść do wymiotów :
      (
    • ik_ecc Re: Słodycze na stole 30.05.09, 21:03
      Moje dziecko ma alergie, wiec jest troche latwiej ludziom wytlumaczyc
      zeby costam odlozyli chociaz wyzej. Ale tez czasami chodzimy gdzies
      gdzie jest duzo 'zakazanych' rzeczy i duzo gosci i nie moge zadnych
      wymogow stawiac - pilnuje corki wtedy i tyle. Wynajduje jej jadalne
      rzeczy, albo przynosze swoje jedzenie. Sama tez nie jem tego czego
      nie chce zeby ona nie jadla. Ale "jadalne" rzeczy postawione przez
      gosci, nawet jesli nieszczegolne zdrowe, pozwalam jej jesc ile chce.
      W naszym przypadku to glownie chipsy, bo slodycze z reguly maja cos
      czego nie moze jesc.

      Teraz sama sie pilnuje (ma 3 lata). Dzisiaj bylismy na urodzinach -
      rozejrzala sie po stole, pokrecila nosem i wyszukala sobie owoce.

      Wg mnie najwazniejsze jest co robisz w domu. U nas w domu nie ma w
      ogole slodyczy, jest natomiast duzo owocow i warzyw. My (rodzice)
      jemy duzo surowizny. Czasami pieczemy razem z corka ciasto - wtedy
      corka moze go zjesc ile chce - ale ostatnio ciasto jest wyrzucane bo
      nikt go nie konczy.

      Na Twoim miejscu wybralabym cos z postawionych rzeczy, co na upartego
      moze dziecko zjesc i dalabym mu na to wolna lape. Poltoraroczniak
      raczej nie da rady zjesc tego na prawde duzo tak czy inaczej...
    • budzik11 Re: Słodycze na stole 30.05.09, 21:19
      rusalkaamalka napisała:

      Pół biedy, gdy jesteśmy jedynymi gośćmi, można zaryzykować
      > wzięcie nas za dziwaków i poprosić o schowanie słodyczy.

      A dlaczego ktoś miałby chować słodycze w swoim domu, jak przychodzą goście z
      dzieckiem? Nie możesz swojemu dziecku po prostu nie dać, powiedzieć "Nie wolno"?
      Ono nie ma żadnych zakazów, ograniczeń, w domu na wszystko mu pozwalasz? Ja
      wprawdzie problemu ze słodyczami nie mam, ale dzieci sięgają po różne rzeczy -
      kieliszek wina, kubek z kawą - mówię po prostu "Nie wolno" i dzieciom nie daję,
      taka jest zasada. Jeśli ty nie chcesz, żeby dziecko twoje jadło słodycze -
      wystarczy mu nie dać, proste. Trzeba umieć odmawiać.
      Drugim rozwiązaniem j est pozwolenie na jedzenie słodyczy, w końcu wizyty to
      "specjalne okazje", jak dziecko zje trochę słodkości raz na jakiś czas, nie
      umrze od tego. No chyba, że dziecko ma absolutnego bana na słodycze - wtedy
      patrz wyżej.
      • naomi19 Re: Słodycze na stole 31.05.09, 12:22
        Zgadzam się z budzikiem.
        Poza tym to niegrzecznie wprowadzać swoje zasady w czyimś domu (ja i
        moje dziecko jesteśmy tacy ważni- najważniejsi). Jak coś Ci nie
        odpowiada, to a) nie odwiedzaj ich b) zabroń jedzenie i picia
        produktów dla dziecka niestosownych wg Ciebie przynajmniej.
        Poza tym, jak ktoś Cię odwiedza, na stole serwujesz mięso gotowane
        na parze i herbatniki Hipp od 7 miesiąca życia?
    • agazuchwa Re: Słodycze na stole 31.05.09, 09:21

      a gdyby dokładać do stołu swoje słodycze? bedzie domagać się tych
      innych???? nie da się przetłumaczyć, ze są nie dla dzieci? albo
      niedobre?
      • papiki Re: Słodycze na stole 31.05.09, 14:31
        moja córka (2,5 roku) jest alergikiem - mleko i pochodne, kakao,
        konserwanty, mąka pszenna i takie tam inne różne, więc nie mam
        problemu i bez obciachu mówię "nie może, bo alergia" i guzik mnie
        obchodzi, że inni robią wielkie oczy (a robią, bo ci, co nie mają do
        czynienia z alergią, tego nie rozumieją). Córce tłumaczę dlaczego
        nie może i jak inne dzieci jedzą łakocie, ona nie zwraca na nie
        uwagi.
        Jeszcze jak córka się nie urodziła powiedziałam wszystkim, że z
        podaniem słodyczy będę odwlekac jak najdłużej się da. Zamiast
        czekoladek od dziadków dostaje owoce suszone, świeże owoce i warzywa
        (hitem jest teraz kalarepka).
        W słuszności mojej dezycji utwierdzają mnie dzieci znajomych, które
        jak nie chcą obiadu dostają słodycze i jako trzylatki nie mają
        większości zębów.
        A póki co mnie wszyscy chwalą, że potrafię byc taka konsekwentna.
    • black-cat Re: Słodycze na stole 31.05.09, 15:37
      Jeżeli dziecko nie jest uczulone - po prostu pozwolić. Można
      zabierać ze sobą szczoteczkę do zębów i po zjedzeniu słodkości
      wyszorować zęby. Nie zabraniałam jeść slodyczy i nie zabraniam.
      Doszłam do wniosku, że zakazany owoc lepiej smakuje, no i przyjdzie
      taki dzień, że nie będę w stanie kontrolowac tego co je dziecko. A
      wtedy rzeczywiście istnieje ryzyko, że zacznie słodyczami się
      opychać. Zasada jest jedna. Nie podjadamy słodyczy w ciągu dnia. Jak
      ma ochotę, siada, zjada na co ma ochotę i szoruje zęby. Ma 4,5 roku,
      wszystkie zęby zdrowe, nie ma nadwagi. I być może dzięki temu za
      słodyczami nie przepada.
      • black-cat Re: Słodycze na stole 31.05.09, 15:39
        Dzięki temu, ze nie zabraniałam jeść słodyczy oczywiściesmile A jak nie
        chcesz dawać - po prostu tłumacz, że nie wolno.
        • anyx27 Re: Słodycze na stole 31.05.09, 16:56
          Moje dziecko NIGDY nie jadło cukierków, lizaków, żelków, nie piło
          coli czy innych tego typu napojów i innych dziwnych wynalazków
          oblepiających zeby i zawierających sztuczne barwniki wilości kilku
          ton na gram wink. Jada oczywiscie lody, czekoladę, herbatniki,
          biszkopty, serki homogenizowane, placki z jabłkami, naleśniki na
          słodko, ale raz w tygodniu. a podczas diety - ponad miesiąc - nie
          jadła wcale. I jakos nikt z tego tragedii nie robi. Jak ktoś
          próbuje dać jej coś słodkiego - lizaka, cukierka to grzecznie
          odmawia. Nie wiem, być może to kwestia środowiska, w jakim się
          obracamy, bo nasze najbliższe otoczenie (rodzina, znajomi) mają
          podobne podejście - dzieci nie dostają słodyczy w prezencie, nie są
          nimi przekupywane, nie dostają ich w nagrodę, nie wyciągają ich bez
          zgody rodziców na stół, jak przychodza do nich w gości dzieci.
          Jak Jula była młodsza ibyła taka potrzeba, (miała 1-2lata), brałam
          zawsze jej "dozwolone" słodycze, kładłam na stół i ona jadła razem
          z innymi, ale jej słodycze.
          • naomi19 Re: Słodycze na stole 02.06.09, 12:38
            anyx- wklejam post z tematu o dniu dziecka, gdyż chyba go nie
            przeczytałaś,a był do Ciebie. To apropos dawania lizaków, spędzania
            z dzieckiem każdej sekundy wolnej (zarzuciłaś kobiecie, że ona nie
            spędza tyle czasu z dzieckiem, co Ty, więc ona na dzień dziecka
            podaruje mu swój czas, a Ty nie musisz, bo u Ciebie to standart).

            Ja jestem z moim dzieckiem na codzień, nie od święta a z twojej
            wypowiedzi wynika, że u ciebie jest odwrotnie

            Anyx- a podobno pracujesz po 10 godzin dziennie, a w każdy weekend
            córka jeździ do babci. Hmmm... czyli jak jest w końcu? Nie róbmy z
            siebie matek idealnych na siłę. Nie musimy być idealne, pracować po
            10 godzin i miec świetnej pracy, ale jednocześnie spędzać całych dni
            z dzieckiem (nawet jeśli pracujesz w domu to pracujesz i musisz
            zająć się pracą), nie musimy pisać, że pieczemy chleb, doimy krowy,
            uprawiamy pole z żytem (wszystko dla zdrowia naszych dzieci) a potem
            pisać, że każdy wolny czas poświecamy córce/ synowi. Nie osądzajmy
            tez tak łatwo, bo łatwo możemy zostać osądzeni (np wygłaszanie
            osądów, że Matka podająca lizaki dziecku szkodzi mu, kiedy sama
            podaję lizaki). Biję do Ciebie personalnie, bo zauważam wiele
            niespójności w tym co piszesz. Nie pisz, że u kogoś jest odwrotnie,
            bo tego nie wiesz. Może się okazać, że dziecko tej kobiety spędza z
            nią więcej czasu niż Ty ze swoją córeczką. I co wtedy? Która będzie
            matką idealną, lepszą matką? To chyba nie wyznacznik. Tu często
            wyznacznikiem tego, czy kobieta jest dobra matką czy nie jest to, co
            napisze, a że np dziecko ma 4 lata a nie zjadło jeszcze lizaka, a że
            karmiła piersią 16 lat, a że uprawia poletko, bo żywność w sklepach
            to sama chemia, a to, że każdą sekundę spędza na zabawach z dziećmi,
            ale tylko tych edukacyjnych itp. Ja nie próbuję być idealna,
            przyznaję, że potrzebuję też czasu tylko dla siebie, kosmetyczka,
            książka, internet, fryzjer itp. Mam nadzieję, że nie urażę Cię moim
            postem, ale po prostu zastanawiały mnie pewne rzeczy, tym bardziej,
            że szanuję Cię za wiedzę nt boreliozy.
            • naomi19 Re: Słodycze na stole 02.06.09, 12:41
              p/s nie tak trudno znaleźć zdjęcie Twojej córki z lizakiem czy
              innymi tego typu wynalazkami w buzi. Ja tego nie potępiam, masz już
              duże dziecko które spokojnie może jeść w dozwolonych ilościach takie
              rzeczy, i to pewnie mimo choroby. Tylko nie rozumiem po co piszesz,
              że tak nie jest.
    • rusalkaamalka Re: Słodycze na stole 31.05.09, 23:16
      Tak się zastanawiam, dlaczego spokojny w tonie, nienapastliwy post,
      wywołał tyle wręcz agresywnych wypowiedzi. Zwłaszcza że pytałam, czy
      jest tu ktoś, dla kogo też to jest problemem, a odpowiedziało
      mnóstwo osób, dla których nie jest. Zastanawiam się, dziewczyny, czy
      w realu też tak uprzejmie rozmawiacie z ludźmi. A może to
      naciśnięcie na odcisk, kujnięcie w dysonans poznawczy... Zdziwiło
      mnie radykalizowanie mojej wypowiedzi (że nie zamierzam dawać
      słodyczy żadnych i nigdy, ba, że nie mam telewizji pojechała któraś).
      Tym bardziej dziękuję za spokojne, nieoceniające wypowiedzi. Pomysł,
      żeby zabierać ze sobą domowe ciasteczka czy coś w tym guście jest
      bardzo dobry i dziwię się, ze sama na to nie wpadłam smile
      Pozdrawiam.
      • ewikowa Re: Słodycze na stole 01.06.09, 07:59
        Ja tez biore swojesmile Nie lubie jak mala je duzo slodyczy i wlasciwie do 2 latek
        prawie w ogole nie miala slodyczy. Teraz tez bardzo malutko dostaje - i to
        bardziej owoce suszone czy cos takiego. Pakuje w kolorowe torebki zeby malej sie
        podobalo, i woli od ciastek itp.
        Co ciekawe, mala woli ciemna czekolade 70% niz kinderbueno itp.wiec jak jej daje
        czekoladki mala kosteczke to gorzkasmile

        Jak jestem u rodziny i mala sie dobiera do calej tabliczki czekolady to po
        prostu odstawiam glebiej na stolsmile Raz tylko tesciowa przy mnie powiedziala 'ona
        jej nie pozwala' co mi sie niezbyt podobalo, ale widzac jakie ma zeby moj maz i
        ile problemow, wole nie ryzykowac.

        Sama nie biore slodyczy jako prezent dla dzieci jak ide, a jesli juz sie zdarzy
        to daje rodzicom a nie bezposrednio dzieciom. Niech oni zadecyduja czy/kiedy im
        dadza i sama tak wole.

        Owszem, mala napewno bedzie jadla slodycze, ale chcialabym zeby to byl dodatek
        do jedzenia a nie na zasadzie 'lepiej zeby slodkie zjadla niz w ogole nie
        jadla'. Z tym sie nie zgadzam, i tylesmile


      • iglonus Re: Słodycze na stole 01.06.09, 08:51
        Doskonale Cię rozumiem. Moja córka właśnie skończyła 2 lata i do 1,5
        roku nie tknęła słodkiego. Niestety w żłobku są co chwila urodziny i
        torty, rzeczywiście na imprezach u znajomych też podaje się słodkie.
        Ale wydaje mi się, że dość dobrze nauczyłam córkę, że słodkiego
        raczej się nie je. Też często coś zabieram ze sobą albo wybieram coś
        niegroźnego ze stołu. Córka akurat uwielbia jeść, więc czy zje
        jabłko, suszone owoce czy słodkie, nie ma dla niej znaczenia.
        Czekolady jeszcze w ustach nie miała w każdym razie. A w żłobku jak
        ostatnio był tort, o którym nie wiedziałam, to ponoć sama z siebie
        nie chciała! A jak wiem, że będzie, to daję jej do żłobka więcej
        deseru, jakiś jogurt lub owoc i proszę by to dawali. Na dwóch
        latkach była jedynym dzieckiem, które nie przyniosło tortu! Dałam
        owoce, biszkopty i suszone morele, śliwki i żurawinę. I wyobraź
        sobie, że dzieci wszystko zjadły. Można? Można!
        Moja córka też zawsze jest jedynym dzieckiem, które słodkiego
        praktycznie w grupie nie je, ale ja jestem z tego dumna. I dziwię
        się niektórym, że tak łatwo uczą dziecko, że słodkie jest takie
        super i rewelacja.
        A jeśli zaraz mnie ktoś skrytykuje, że biedne dziecko nie ma radości
        w życiu, to wierzcie mi, że ona nie cierpi z braku słodkiego. Byście
        widzieli jak się cieszy, jak dostanie jogurt naturalny, jabłko czy
        inny owoc. To kwestia nauczenia organizmu, co jest dobre, a co nie.
        Jak ja tego nie nauczę, to nikt inny za mnie tego nie zrobi smile
        • karmeliza Re: Słodycze na stole 01.06.09, 09:27
          Ja też świetnie rozumiem Autorkę wątku i nie rozumiem, skąd takie
          agresywne reakcje. Mój synek, 2 latka, od urodzenia ma grzybicę
          jelit i absolutny zakaz na słodkie (w tym również owoce), a ponieważ
          miał okrutne kłopoty ze zdrowiem, jestem na punkcie słodyczy
          absolutnie przeczulona. Już się przyzwyczaiłam, że wychodzę na
          wyrodną matkę, bo nie kupuję dziecku żelków z barwnikami czy innych
          świństw na cukrze i konserwantach. Swoją drogą, dzieciom, które
          dopiero się rozwijają i nie mają jeszcze dość wiedzy i rozsądku,
          żeby samodzielnie decydować, wciska się rzeczy, których żaden
          dorosły by nie tknął - bez żadnej wartości odżywczej, z mnóstwem
          chemii, psujące zęby.
          Uśmiałam się, gdy przeczytałam w tym wątku, że "dzieci są od
          rozpieszczania". Superniania zawsze będzie miała pracę przy takim
          podejściu smile
          A jeśli chodzi o nasze wizyty u innych, to uważam, że ludzie dorośli
          są w stanie uwzględnić potrzeby dziecka (jego chorobę), a jeśli tego
          nie rozumieją, to niestety zawieszam takie kontakty. Zwykle
          uprzedzam o naszych problemach i zabieram ze sobą mufinka własnego
          wypieku (albo karmię małego przed wyjściem z domu, żeby był tak
          najedzony, żeby nie zwracał uwagi co na stole).
          Pozdrawiam Autorkę i podzielam jej podejście do zdrowia dziecka. To
          w końcu my jesteśmy odpowiedzialni, czy dzieciaki będą miały
          nadwagę, próchnicę i nadpobudliwość
        • anyx27 Re: Słodycze na stole 01.06.09, 11:30
          iglonus, kocham cię wink jak to miło, jak ktoś jest podobnie
          nawiedzony jak ja wink
      • agazuchwa Re: Słodycze na stole 01.06.09, 09:59
        hihihi tylko osbie myslę, ze sie pewnie najsmaczniejsze ze
        wszystkiego okażąsmile i wszyscy będa się nimi zajadaćsmile bierz więcej
        • ewikowa Re: Słodycze na stole 01.06.09, 11:25
          aha dodam jeszcze, ze mala (2.5roku) ze wszystkich owocow lubi
          zjadac....cytryne! Jak tylko kroje cytryne, to musze jej plasterek dac!!smile)
          • szarsz Re: Słodycze na stole 01.06.09, 13:00
            Mój mi też cytrynę kradnie dosłownie spod noża. I zjada.
            A wcześniej tak samo jadł cebulę.
    • daga_j Re: Słodycze na stole 01.06.09, 13:30
      Też mam synka w tym wieku, ale pozwalam mu jeść słodycze. Oczywiście ograniczam
      ilość, jak również synkowi nie wszystko smakuje, ale w takiej sytuacji jak
      opisałaś, powiedzmy dziecko zjadłoby ilość którą uznałabym za wystarczającą - co
      bym zrobiła? Gdyby dalej chciał brać słodycze, szybko dałabym mu się napić ale
      poprosiła o owoc (jeśli bym nie zabrała np. słoiczka owoców ze sobą), albo po
      prostu wzięła syna i poszła się z nim pobawić, na pewno uznałby to za ciekawsze
      spędzenie czasu niż napychanie się słodyczami. Ale.. może dzieci które mają
      zakaz słodyczy wolą wykorzystać taką okazję do podjedzenia, to jest dla nich
      nawet lepsze niż zabawa z mamą?...
      • jaktosik Re: Słodycze na stole 01.06.09, 14:15
        Moj ma 2 lata i słodyczy praktycznie nie je, a i nigdy nie było z
        tym większego problemu. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby
        poprosić o wyniesienie czegoś, co gospodarze postawili na stole, to
        moja sprawa co zrobię, jeśli nie chcę, by moje dziecko tego nie
        jadło.

        Mały na szczęśćie przyjął bez większego problemu, że jak rodzice
        mówią, że coś jest nie dla niego, to tak jest i koniec. Czasem
        zamarudzi, ale najwyżej powtórzę trzy razy i tyle. Kiedyś się
        przejmowałam dziwnymi spojrzeniami innych, kiedy mówiłam,że ciasto
        nie jest dla rocznego dziecka, ale teraz mam to gdzieś. Zawsze
        staram się zabrać ze soba coś, co mógłby zjeść (na wypadek, gdyby
        tego nie było na miejscu).
        • naomi19 Re: Słodycze na stole 02.06.09, 12:44
          Bardzo mądry post! Pokazuje, że można mieć swoje zasady
          (jakiekolwiek, tu- nie daję słodyczy) a nie wpajac tych zasad
          wszystkim dokoła. Dziecko wie, że czekolady, żelek, lizaków czy
          czegos tam jeszcze- po prostu mu nie wolno.
    • deprim6 Re: Słodycze na stole 01.06.09, 15:49
      ja też nie karmie dziecka słodyczami ale zjada cukier tez dziecku potrzebny i
      ciastko i cukierek.Nie popadajmy w skrajności co??
      No ale odpowiadając konkretnie na pytanie po prostu nie siedz z dzieckiem przy
      stole niech nie widzi słodyczy albo biezr ze soba zamienniki jakieś nie wiem co
      tam podajesz nie wyobrażam sobie zeby dziecko w swoim jadłospisie nie maiło
      cukrów prostych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka