Kidyś siedzieliśmy z M na kanapce i tak sobie rozmawialiśmy...Niusia
(wtedy dwulatka) bawiła się spokojnie "czymś tam" w drugiej części
pokoju.M zaczyna się dopraszać wieczornego misianka

Ja na to:" ale
przestań.Jestem strasznie chora:boli mnie głowa" itd.M na to:"ale
kochanie ja mam już takie pełne j..a(swoją drogą brzydko się
wyraził

.No i już nie pamiętam jak się zakończył ten wieczór...
Po kilku dniach poszłam z Niusią do apteki aby uzupełnić lekowe
zapasy.I tak sobie proszę po kolei:Coś przeciw bólowi,coś na grypę
itd.No i w tym momencie moje dziecko mówi (bardzo wyraźnie,bo
prędzej gadała niż siusiała do nocniczka):
-Mamusiu...
Ja na to:
-Słucham kochanie(strasznie dumna,że moja dwulatka tak ładnie mówi)
N:
-Czy ty jesteś chora?
Ja:Nie to tylko tak na zapas...
N:
-Bo już myśłam,że jesteś chora.Tata ma teraz pełne j..a a ty ciągle
jesteś chora!!!
Nie muszę chyba mówić o minie Pani aptekarki i uśmieszkach ludzi w
kolejce...Nawet reszty nie zabrałam z wrażenia

))