Dodaj do ulubionych

Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami

06.01.04, 14:42
Witajcie!
Dopiero od niedawna mam dostęp do internetu i mogę zaglądać na forum, jednak
jak do tej pory nie udzielałam się zbyt często. Przekonałam sie jednak, że w
wielu sprawach potraficie drogie Mamy pomóc, lub przynajmniej pocieszyć.
Teraz chyba ja potrzebuję Waszego wsparcia.
Mam na imię Monika, mam wspaniałą prawie czternastomiesięczną córeczkę i
naprawdę kochanego, cudownego męża. Ostatnio jednak nie zawsze możemy dojść
do porozumienia i tej sprawy dotyczy mój post.
Chodzi o wspólne mieszkanie z moimi rodzicami. Wprowadziliśmy sie do ich
domu od razu po ślubie, wtedy zresztą studiowaliśmy i w domu bywaliśmy tylko
w weekendy. Rodzice udostępnili nam całe piętro (dwa pokoje, malutka
kuchnia, łazienka, przedpokój). Mamy tu bardzo przytulne gniazdko. Mąż
zachwycony teściami, wychwalał ich wśród wszystkich znajomych. Rzeczywiście
moi rodzice nigdy sie nie wtrącają do naszego życia, nie ma czegoś takiego
jak grzebanie po szafkach i kontrolowanie, za to bardzo nam w życiu pomogli.
Dzięki nim obydwoje skończyliśmy studia i mogliśmy przeżyć wspaniałe chwile
podróżując po świecie.
Jednak potem skończyliśmy studia, pojawiło sie dziecko i na stałe
zamieszkaliśmy w rodzinnym mieście.
I chyba wtedy zaczęły sie problemy. Co prawda zawsze mogliśmy liczyć na
pomoc rodziców, ale mój mąż już nie był tak zadowolony. Zwłaszcza ostatnio
jest ciągle rozdrażniony, wszystko go denerwuje, a najbardziej to, że
mieszkamy z moimi rodzicami, a nie sami. A rodziców traktuje trochę jak
intruzów w ich własnym domu (unika ich, a jak przychodzą na góre to często
siedzi przed komputerem i nawet sie nie odwraca).
W rozmowach przyznaje, że męczy go jakaś irracjonalna zazdrość o małą
zwłaszcza względem mojego ojca. Przyznaję, że mój tato ma trochę despotyczny
charakter i zawsze chce mieć rację, ale on dużo pracuje i często wraca
dopiero wieczorem, więc nawet nie spędzamy dużo czasu. Zresztą moi rodzice
mają cudowne podejście do małej i ona aż piszczy z radości jak ich widzi (to
męża też denerwuje).
No i sprawa najważniejsza - finanse. Moi rodzice nie chcą od nas żadnych
pieniędzy na opłaty. Uważają, że pomagając nam spłacają dług względem swoich
rodziców, którzy pomagali im ponad 20 lat, gdy oni studiowali i mieli małe
dziecko (czyli mnie). A nam powtarzają, że my w przyszłości będziemy pomagać
naszemu dziecku/dzieciom i w ten sposób wszystko sie wyrówna.
Zresztą nam i tak jest ciężko, ja jestem na urlopie wychowawczym, maż na
stażu absolwenckim (zarabia 450 zł. + to co dostanie za projekty, którymi
dorabia sobie), a to i tak mało przy dziecku.
Ostatnio pojawiła sie szansa, że mąż zostanie zatrudniony na stałe (i tak
zarobki tylko ok. 1200 zł. na rękę) i mój mąż wymyślił że kupimy sobie
mieszkanie! Sprzedamy samochód, komputer, zapożyczymy sie, weźmiemy kredyt.
Gdy podliczyliśmy koszty, wyszło nam ok. 90 tys. Stwierdziłam, że to
głupota, bo w życiu nie damy sobie rady, ale mąż nie chce mnie słuchać i
teraz mówi już tylko o tym! Powtarza, że marzy o tym, aby sie stąd w końcu
wyprowadzić. Przykro mi z powodu takiego zachowania, bo mamy u moich
rodziców wspaniałe warunki. A mąż ma jakąs trochę chorą ambicję i chce
udowodnić, że on jest głową rodziny i musi mieć swoje mieszkania.
Nie jestem w stanie sie z nim dogadać, ciągle powtarza swoje. Wiem, że jeśli
zdecydujemy sie na to mieszkanie, to rodzice pomogą nam finansowo, ale nie
chcę aby było tak, że oprócz swojego domu będą utrzymywać i nasze mieszkanie.
A mąż z jedej strony przyjmuje pomoc rodziców jak coś co nam się należy, a z
drugiej strony ciągle ma jakieś pretensje (do mnie, a nie do rodziców, bo
wobec nich udaje, że jest ok.)
Inna kwestia to teściowa, która jest osobą bardzo zaborczą, domaga sie
ciągłych wizyt i odwiedzin ale nie pomaga nam w żaden sposób (nawet jak mąż
kilka miesięcy był bez pracy to nawet nie zapytała czy jakoś sobie
radzimy...). Jednak w tej sytuacji mąż twierdzi, że jego matka ma taki
charakter i on jej nie zmieni!!! Dodam tylko , że teściowa NIGDY nie
zaprasza nas na obiady, rzadko częstuje herbatą i jest generalnie troszkę
dziwna.
Nie wiem jak postąpić w tej sytuacji, bo jestem między młotem i kowadłem.
Mąż jest cudownym ojcem i mężem, bardzo mi pomaga, nie pali, nie pije,
ciężko pracuje (bierze każde zlecenie, żeby nam nie brakowało pieniążków).
Wiem, że jest trochę przemęczony, ale czy to usprawiedliwia jego
rozdrażnienie względem moich rodziców, i ta chęć natychmiastowej
wyprowadzki... Gdy zachodzimy do teściowej i u niej jest aż szaro od dymu
papierosowego to nie ma problemu, a jak moja mama głośniej stuknie na dole,
gdy mała śpi, to mąż już robi dziwne miny.

Poradźcie proszę, co robić.
Dużo jest Waszych postów na temat mieszkania z teściami, ale napiszcie jak
Wasi mężowie dogadują sie z Waszymi rodzicami, gdy mieszkacie wspólnie. A
zwłaszcza z Waszymi ojcami, bo tego głównie dotyczą nasze spory.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Monika.
Obserwuj wątek
    • ma.pi Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 15:13
      Chyba bede niezbyt mila, ale dorosnij wreszcze. Jestes dorosla, zalozylas
      rodzine, masz dziecko i chcesz byc wiecznie coreczka mamusi i tatusia.
      Ja sie wcale Twojemu mezowi nie dziwie, tez bym dozyla do tego aby jak
      najszybciej byc na swoim. Nawet kosztem wielkich wyrzeczen.

      A tesciowa nie ma obowiazku utrzymywac doroslego syna i jego rodziny, to on sie
      musi borykac ze swoimi problemami.

      Jak dla mnie to jest chora sytuacja, ze rodzice pomagaja dzieciom przez 20 lat
      ich doroslego zycia.

      Zacznij wreszczie zyc na wlasny rachunek i nie oczekuj, ze ktos powinien Ci
      pomagac. Podejzewam, ze wlasnie to najbardziej wkurza Twojego meza, ze jest
      zalezny od innych i chce to zmienic.

      Jedynie co to zaczelabym od tanszego mieszkania. Napewno mozna znalezc jakies
      male, ewentualnie do remontu za wiele mniejsze pieniadze.

      Pozdr.
      • mama_pyzuni Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 16:20
        Pomyliłam się pisząc, że moi dziadkowie pomagali 20 lat, miałam na myśli 20
        lat temu.
        Może masz trochę racji, chociaż ja wcale nie jestem ukochaną córeczką, która
        chce, aby rodzice ją utrzymywali. Faktycznie do tej pory nie miałam szansy
        usamodzielnić sie, bo najpierw studiowałam na dwóch kierunkach, potem zaraz
        pojawiło sie dziecko.
        Co miesiąc toczymy boje, bo my chcemy dokładać sie do opłat a rodzice nie
        przyjmują, albo zaraz pieniądze wkładają do kieszonki małej.
        Ale nie w tym rzecz, chodzi o to krytykowanie, robienie min, gdy coś sie
        mężowi nie podoba.
        Wśród naszych znajomych (mamy wszyscy ok. 24-26 lat) tylko jedna para mieszka
        samodzielnie i to tylko dlatego, że rodzice obydwojga sie złożyli na
        mieszkanie. Reszty na to nie stać.
        Mój mąż nie może mieć pretensji do moich rodziców, że jego nie stać na
        samodzielne mieszkanie, a tak to w rezultacie wygląda.
        Pozdrawiam również.
        • burza4 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 16:51
          mama_pyzuni napisała:

          > Mój mąż nie może mieć pretensji do moich rodziców, że jego nie stać na
          > samodzielne mieszkanie, a tak to w rezultacie wygląda.

          Wiesz, jeśli ktoś świadomie i odpowiedzialnie podchodzi do życia i swojej
          rodziny, to taka pomoc jest mu czasem przysłowiową ością w gardle. I nie
          oczekuj wdzięczności od kogoś, kto czuje się skazany na czyjąś łaskę, bo
          dojrzały emocjonalnie człowiek źle się z tym czuje i nigdy nie bedzie inaczej.
          On po prostu wolałby nic nikomu nie zawdzięczać. Podejrzewam, że to "wygląda"
          jakby miał pretensję, a w gruncie rzeczy chodzi o to, że musi z tej pomocy
          korzystać i to go po prostu uwiera.

          A szczególnie facet chce miec szansę sprawdzenia się w roli męża i ojca - bez
          ciągłego nadzoru. Ten nadzór nie musi być zamierzony - ale się go czuje. Ty nie
          odczuwasz tego w ten sposób bo to twoi rodzice. Dla niego być może każda uwaga,
          chocby najlepsza w intencjach i niewinna będzie z czasem urastała do rangi
          problemu - bo on czuje się dorosły i chce to udowodnić wszem i wobec.

          Tyle, że jeśli mam być szczera, to i tak bez pomocy rodziców się nie obejdzie -
          bo z takimi dochodami nie ma co marzyć o spłacaniu kredytu. Ale znacznie
          łatwiej byłoby mu przełknac jednorazową pomoc niż stałe uczucie, że nadal jest
          w gruncie rzeczy dzieciakiem podporzadkowanym rodzcicom - w dodatku nie własnym.
    • jolad2 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 15:22
      Witaj Moniko!
      Czytając Twój post wpełni rozumiem Twoje zmartwienie. Moja sytuacja jest w
      wielu kwestiach podobna. Mam cudownego męża, który cieżko pracuje, jest dla
      mnie bardzo dobry, szaleje za naszym synkiem i dużo mi pomaga. Są też moi
      rodzice, z którymi wprawdzie nie mieszkamy, ale bardzo pomogli nam przy zakupie
      mieszkania i cały czas pomagają nam finansowo. To dzięki nim urządziliśmy sobie
      mieszkanie. Do teściów odnoszę się z szacunkiem, ale nigdy nie dostaliśmy od
      nich żadnej pomocy, ani na mieszkanie, ani na ślub, a nawet do tej pory nie
      przyjechali odwiedzić wnuka (ma 4 miesiące), stwierdzili, że i tak będą musieli
      pojawić sie na chrzciny, więc po co jeździć dwa razy. Mój mąż świetnie dogaduje
      się z moim ojcem, ale gorzej z moją mamą. Krytykuje ją (do mnie, nie do niej)
      za każde zachowanie: np. że ciągle gotuje te same potrawy, oczywiście nic mu
      nie smakuje, że dużo mówi, itd. Mnie to bardzo boli. Ostatnio zaczął limitować
      wyjazdy do moich rodziców, którzy nawet do niego stwierdzili, że jeśli chodzi
      tu o kwestię pieniedzy na benzynę, to oni mogą zwrócić koszty. Stwierdził, że
      moi rodzice za często nas odwiedzają (1 na 3 miesiące), a jego to nie byli
      wcale (chociaż muszę przyznać, że byli zapraszani wielokrotnie). Myślę, że ta
      niechęć do mojej rodziny, wynika z kompleksów względem jego rodziców.
      W Twojej sytuacji myślę, ze Twój mąż chce poczuć się niezależny, że to on
      zbudował gniazdko dla Ciebie i dla Twojej córci, chce poczuć się prawdziwą
      głową rodziny, a ta niechęć wobec Twoich rodziców może wynikać z tego, że to
      oni nie dają mu się wpełni zrealizować. Ciężko mi coś Ci radzić, bo sama
      staram się łągodzić sytuację w mojej rodzinie i nie zawsze mi to dobrze
      wychodzi i muszę przyznać, że kłótnie między mną, a moim mężem zawsze mają to
      samo podłoże, a mianowicie moi i twoi rodzice. Pozdrawiam Cię serdzecznie i
      łączę się z Tobą w smutkach.
      • mamaestery Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 16:11
        moze faktycznie problem lezy w tym ze oboje jeszcze nie dorosliscie,nie
        mieliscie tej szansy,ty nadal przy rodzicach chcesz byc a Twoj maz porywa sie z
        motyka na slonce..bo kto wam da kredyt przy takich zarobkach??bardzo zlego w
        waszym malzenstwie chyba zrobil brak samodzielnosci od poczatku..bo to zadne
        malzenstwo kiedy jest sie na utrzymaniu kogos innego tylko zabawa dwojga
        dzieciakow w rodzine..wybacz jezeli zbyt ostro powiedzialam
        bo ja naprawde potrafie zrozumiec Twoje rozterki .ale moze czas najwyzszy
        zaczac zyc swoim zyciem za swoje pieniadze?...
        a co do meza ,zanim podejmie jakiekolwiek proby uzyskania kredytu niech
        naprawde chociaz przez pare miesiecy sprobuje was utrzymac(swoja rodzinkesmile) za
        1200 zl,niech sie dowie ile teraz kosztuje zycie,robi zakupy oplaty z kartka w
        reku,kiedy bedzie musial sobie odmowic przyjemnosci moze zastanowi sie glebiej
        nad swoja decyzja i jakie moga byc jej konsekwencje..
        nawet mieszkajac z rodzicami mozna zyc odpowiedzialnie i samodzielnie...
        pozdrawiam
    • burza4 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 16:11
      Ja też mu się nie dziwię, że wolałby być na swoim, a nie wiecznie coś komus
      zawdzięczać i korzystać z pomocy rodziców. To żadna chora ambicja, to
      najbardziej naturalna potrzeba DOROSŁEGO człowieka. Być u siebie, żyć po
      swojemu, bez nawet najbardziej tolerancyjnych i kochających rodziców za ścianą.
      Bo, jak to mój kolega ładnie określił "ani się pokłócić, ani nago poganiać"...
      Nie dziwię się mężowi, że doskwiera mu ta sytuacja. Dlaczego miałby się odrywać
      od komputera bo wchodzą twoi rodzice? Zapraszał ich żeby przyszli z wizytą?
      Jeśli wpadają żeby zajrzeć na chwilkę, to nie dziw się, że go to drażni - takie
      nalociki choćby w najlepszych intencjach mogą człowieka do szału doprowadzić.
      Piszesz, ze wam jest tak wygodnie. Zdaje się, że jest wygodnie tylko tobie, bo
      męzowi na pewno nie...

      Rodzice mogą mieć najwspanialsze podejście do małej, ale może twój mąż chce ją
      wychowywać po swojemu - co niekoniecznie musi się pokrywać z koncepcją dziadków.

      Twój mąż wygląda na odpowiedzialnego faceta i skoro łapie kazdą robotę, to po
      prostu nie chce przyjmować pomocy tylko dlatego, bo tak wygodniej. Jeśli
      zdecydowałaś się założyć rodzinę, to bądź dorosła. Chciałaś być żoną i matką -
      to bądź. Na własny rachunek. Nie można spędzić życia jako córeczka swoich
      rodziców i obarczać ich swoimi problemami zamiast je rozwiązywać samemu.

      A co do tesciowej - ona NIE MUSI wam pomagać, ona NIE MUSI pytać czy wam
      starcza na życie, bo to tylko wasza sprawa. NIE MUSI też zapraszać was na
      obiadki (bo to w ogóle chora sprawa z tymi obiadkami u rodziców). Dla równowagi
      powiem, że ty tez nie musisz jej nagminnie odwiedzać, skoro nie masz chęci.

      A na marginesie - ludzie - najpierw dorastajcie, potem zakładajcie rodziny -
      będzie mniej problemów...

      A co do relacji mąż-ojciec to na miłość boską normalny facet chce być głową
      rodziny, a skoro jak piszesz twój tata jest dla ciebie co nieco despotyczny, to
      dla twojego męża, któremu pewnie swoje zdanie jakoś tam narzuca, jego
      despotyzyzm jest nie do zniesienia. Bo żaden prawdziwy facet nie pozwoli
      tesciowi spychać się z pozycji głowy rodziny do pozycji jakiegoś pętaka, który
      ma słuchać, bo mieszka u teściów i nie ma nic do gadania.
    • ewulka303 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 16:34
      A ja uważam, że nie ma nic złego w mieszkaniu z rodzicami, jeżeli obie rodziny
      mają zapewnioną intymność i są z tego zadowolone. Samodzielność nie polega
      tylko na płaceniu z własnej kieszeni za wszystko, lecz w odpowiedzialności za
      podejmowane decyzje i ponoszeniu ich konsekwencji. Zapraszanie na obiadki nie
      jest co prawda obowiązkiem, ale powinno być przyjemnością dla obu stron. Czy
      dążymy do całkowitego odseparowania się od starszego pokolenia? Kiedyś było
      normalne, że rodzice, póki mogli, pomagali dzeciom, a dzieci na starość
      opiekowały się rodzicami. A modele dużych, wielorodzinnych domów (np. na
      Śląsku) doskonale zdawały egzamin. Zawsze był ktoś, kto popilnował dzieci albo
      zaniósł zupę starej babci. Pytanie tylko, czy Twój mąż, Moniko. jest w stanie
      wypracować takie warunki współistnienia z Twoimi rodzicami, aby nie prowadziło
      to do bezustannych konfliktów? Jeżeli nie, to faktycznie lepiej się wyprowadzić.
    • szymanka Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 17:15
      Moniko
      myślę, że przede wszystkim boli Cię to, że Twój mąż nie jest wdzięczny Twoim
      rodzicom za pomoc, zwłaszcza że teściowa do pomocy nieskora smile I wcale Ci się
      nie dziwię. Powinien być wdzięczny. Mieszkanie z rodzicami na pewno nie jest
      idealnym wyjściem, ale w Waszym przypadku i tak macie szczęście. Dwupokojowe
      mieszkanie z wygodami, prawie samodzielne, bez opłat, to luksus dla większości
      młodych małżeństw. A on tu jeszcze fochy stroi smile Twoim rodzicom należy się
      wdzięczność z jego strony a nie jakieś tam miny.

      Chociaż mężowe pragnienia własnego mieszkania też są w pełni zrozumiałe. Jak
      dziewczyny wcześniej napisały, dorosły facet chce się wykazać jako głowa
      rodziny, ma swoją ambicję. I to mu się chwali wink Pomyśl jakby to było, gdyby
      takiej ambicji nie miał (a są tacy smile i żył na zasadzie "jak dają, to biorę,
      ważne że wysilać się nie muszę".

      Rozumiem też jego rozdrażnienie sytuacją wspólnego mieszkania. To TWOI rodzice,
      Ty czujesz się przy nich swobodnie, on na pewno nie. Jedno jest pewne, ta
      sytuacja jest dla niego bardzo niewygodna i chce koniecznie ją zmienić.

      I właściwie nie widzę innego wyjścia jak zmiany w obecnym układzie. W innym
      przypadku konflikt będzie narastał.
      Największy problem: finanse. Za pieniądze które macie obecnie na pewno nie
      jesteście w stanie się utrzymać. Kupować w tym momencie mieszkanie? Pakować się
      w kredyty? Hm... Ja bym się chyba nie zdecydowała (nie lubię brać kredytów smile
      Mam wrażenie że Twój mąż nie zna realiów codziennego życia. Jak z 1200 zł chce
      Was utrzymać?
      Dziecko macie jeszcze malutkie, rozumiem że Ty po wychowawczym wrócisz do
      pracy, pieniędzy będzie więcej, może wtedy będzie lepszy moment na zmianę
      mieszkania, zwłaszcza że do tego czasu moglibyście coś zaoszczędzić.
      Wiesz, tak sobie myślę że wyznaczenie konkretnego terminu wyprowadzki i
      podjęcie działań w tym kierunku mogą w jakiś sposób uzdrowić sytuację. Zawsze
      mężowi będzie lepiej myśleć "już za rok czy półtora będę na swoim"
      niż "niewiadomo kiedy będę na swoim".
      Pozdrawiam i życzę cierpliwości smile
    • malafm Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 17:26
      Hej Moniko,

      My też mieszkalismy z moimi rodzicami dosyć długo i to nie w domku ale w bloku
      i w 2 pokojach więc chyba 100 razy gorsza sytuacja...Dopóki nie było dziecka
      to w sumie można powiedzieć, że bardziej tam nocowaliśmy niż
      mieszkali...Oddawaliśmy im jakąś tam kasę i było ok...No tak przynajmniej mi
      się wydawało...Ale faktem jest że przez te 4 lata przynajmniej poszaleliśmy na
      całego bo przysłowiowa "kasa nie grała roli". Teraz wiem, że był to błąd ale
      wcześniej sie nie zastanawialiśmy...chociaż przynajmniej mamy za sobą wiele
      rzeczy na które teraz nie bedzie nas stać...Kiedy urodziła się Wiktorka
      zaczęło być po prostu ciasno, rodzice mieli juz dosyć ciągłej obecności małego
      dziecka - nie chcę powiedzieć że im przeszkadzała bo Oni ją wprost uwielbiają,
      ale byli po prostu zmęczeni...Nie obeszło się bez niepotrzebnych kłótni
      zarówno moich z Nimi jak i naszych wspólnych i wiedziałam: albo sie
      wyprowadzimy albo normalnie się rozstaniemy bo to było nie do wytrzymania.
      Szkoda zagłębiać się w szczegóły ale na pewno wyobrażasz sobie jak to wszystko
      wyglądało. Ponieważ w życiu nie zdecydowałabym się wziąć kredytu na całe zycie
      (po prostu cykor jestem i już) więc zdecydowaliśmy się wynajmować. Nie powiem
      pierwsze mieszkanie to był totalny "niewypał". Nie dość że cholernie dużo kasy
      włożyliśmy w odremontowanie to jeszcze było za daleko od rodziców...I to nie
      chodzi o to że "córuni mamusi" było z tym ciężko. Mama musiała codziennie
      przyjeżdżać do Wiki na 7.30 rano więc z domu wychodziła 6.45 a wracała ok
      17.30. Skoro zobowiązała się nam pomagać w opiece gdy ja jestem w pracy nie
      mogłam wymagać żeby cały dzień była na nasze potrzeby. Znaleźliśmy mieszkanie
      na osiedlu moich rodziców dosłownie 3 bloki dalej. Tutaj remont też nas wiele
      kosztował ale nie ważne grunt, że jest blisko. Oczywiście możemy wynajmować to
      mieszkanie tylko dzięki naprawdę Ich wielkiej pomocy zarówno finansowej jak i
      czasowej ale grunt że jesteśmy "na swoim". Pewnie,że mam lekkiego kaca
      moralnego że dorosła baba korzysta z pomocy rodziców. Ale to nie nasza wina że
      żyjemy w tak durnych czasach. Cieszę się, że mam z pomocy kogo korzystać i
      chociaż czasem też drażni mnie to że w sumie wiedzą wszsytko co się dzieje u
      nas to po prostu odpuszczam.
      Może zanim zdecydujecie się wziąć kredyt pomyślcie o takim rozwiązaniu...
      I na wszeli wypadek mam nadzieję że nie traficie ewentualnie na takiego
      właściciela mieszkania jak my, ale to już inna historia


      Pozdrawiam
      Aśka
    • kite5 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 17:54
      Cześć Moniko
      Ja także razem z mężem i dzieckiem mieszkam u moich rodziców. U nas jednak
      jest trochę inaczej bo to ja za wszelką cenę chciałabym się wyprowadzić
      na "swoje" a mój mąż nie bo jemu jest tak dobrze. Niedługo urodzę drugiego
      dzidziusia (w marcu) i będzie jeszcze lepsza jazda. Ja rozumiem Twojego męża i
      szczerze powiem, że wolałabym żeby to mój mąż dążył do tego żebyśmy się
      wyprowadzili, a nie ja. Ja ostatnio jednak odpuściłam. Mój mąż co prawda nie
      do końca dogaduje się z moim ojcem, ale ze swoim nie miał prawie wcale
      kontaktu więc cieszy się kontaktami takimi jakie ma. To raczej ja mam problemy
      z moim tatą. Nie wiem co jest lepsze. Wszystko zależy od relacji w rodzinie.
      My tak sie dogadaliśmy z rodzicami, że oni płacą czynsz (mieszkamy w bloku -
      ok. 76 m2), a my wszystkie opłaty. Zawsze człowiek czuje się bardziej
      niezależny jak coś ze swojej kieszeni dołoży. Teraz są takie czasy, że nie
      wszystkich stać na ciasne ale własne, ale kiedyś były rodziny wielopokoleniowe
      i żyły.
      Pozdrawiam Ciebie , twojego męża i córeczkę. Kasia
    • mama_pyzuni Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 06.01.04, 20:57
      Bardzo, bardzo dziękuję, że przeczytałyście te moje "gorzkie żale" i
      zechciałyście odpisać. Nawet te krytyczne opinie są dla mnie cenne, bo całe
      popołudnie i wieczór myślałam sobie o tym co napisałyście.
      Przemyślałam całą sytuację, wyobraziłam sobie jak fajnie byłoby mieszkać w
      osobnym mieszkanku i ... hmm całkiem miła wizja!
      Ale nadal uważam, że w sporze z mężem to ja mam rację. I błagam, nie piszcie,
      że jestem ukochaną córcią rodziców, że nie chce rozpocząć życia na własny
      rachunek i że jestem niedojrzała do małżeństwa i posiadania dzieci. Z moim
      mężem byliśmy parą już 6 lat przed ślubem, poznaliśmy sie dobrze i wiemy, że
      możemy na sobie polegać i ufać sobie. I wierzymy, że w przyszłości uda nam sie
      coś osiągnąć, ale teraz kupienie mieszkania nas przerasta. Mąż był dziś na
      spotkaniu u sprawie tych mieszkań (nawet źle oszacowaliśmy cenę, bo gołe
      mieszkanie 50 m. kosztuje 75 tys.)A gdzie umeblowanie i wykończenie?
      Mieszkanie z rynku wtórnego nie wchodzi w grę, bo maż chce kupić coś
      porządnego na długie lata. To jakaś paranoja (powiedział mi, że jestem
      tchórzem, bo nie chcę spróbować). Oczywiście kredyt pewnie musieliby wziąć
      rodzice, bo nam nie przyznają (a my spłacalibyśmy).
      Rozmawiałam dziś delikatnie z mamą i ona powiedziała, że chociaż nie mają nic
      przeciwko naszemu mieszkaniu z nimi, to ona rozumie, że młodzi chcą być na
      swoim (sama mieszkała z teściami), no i może coś nam pomogą.
      Ale ja nie chcę tego wykorzystywać, uważam, że lepiej poczekać trochę czasu,
      aż wyklaruje sie sytuacja z pracą, potem podliczymy nasze oszczędności,
      sprzedamy samochód i może jakąś sumkę uzbieramy, a i z kredytem będzie
      łatwiej. Nie podoba mi się też to, że tylko moi rodzice oferują pomoc, niby
      nie jest powiedziane, że teściowie mają pomagać, ale to niesprawiedliwe
      względem moich rodziców (oni pokryli też ogromną część kosztów wesela).
      No nic, nie będę Wam już zawracać głowy.
      Pozdrawiam.
      Dobranoc.
      • burza4 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 13:57
        A wiesz - powiem ci z innej strony, że ja akurat zupełnie nie rozumiem
        podejścia pt. "musi być nowe, bo na długie lata" - u kogoś, kto z całym
        szacunkiem nie ma złamanego szeląga. Przede wszystkim jak mąż nie ma, to niech
        mysli o tym, na co go stać, a nie co by chciał. Pokutuje u nas jakieś chore
        przekonanie, że mieszkanie jest na lata, jak nie na całe życie.

        Oczywiście każdy by chciał mieć najfajniej, ale czasem dzieje się to takim
        kosztem, że mnie osobiście zastanawia, o czym ci ludzie myślą? Musi być nowe
        nawet kosztem odmawiania sobie wszystkiego przesz najbliższe 25 lat? To nie
        lepiej spuścić trochę z tonu i nie zapożyczać się po uszy, mieć mieszkanie może
        w ciut gorszym budynku ale za to nie być zmuszonym do rezygnowania ze
        wszystkich przyjemności - bo większość pensji idzie na spłatę rat? Patrzę pod
        kątem znajomych - też mieli takie podejście - mają to wymarzone w nowym bloku -
        tylko co z tego - skoro teraz nie mają ani na porządne wakacje, szkoda im na
        teatr, na kino, na wszystko. Co oni mają z zycia poza mieszkaniem, na które ich
        nie stać?

        Ja miałam zawsze wysokie zarobki, ale mieszkanie kupiłam na rynku wtórnym, bo
        na takie było mnie stać bez kredytu. Po paru latach - tez bez kredytu -
        zamieniłam je na 3-pokojowe. Gdybym miała brać kredyt to tym bardziej
        zdecydowałabym się na mieszkanie używane - bo wykończenie mieszkania to średnio
        licząc dodatkowe 50 tys, a remont można robić w ostateczności na raty, w nowym -
        trzeba wszystko za jednym zamachem.

        Po drugie - nie wiem, jak u ciebie, ale jak ja się rozglądałam, to różnica w
        cenie - stare po generalnym remoncie (w zasadzie nic nie trzeba byłoby tam
        robić) a nowe niewykończone to była kwota rzędu 1100 - 1200 zł za metr
        kwadratowy. Żadna ulga podatkowa by mi tego nie zrekompensowała. A jak szukałam
        mieszkania, to oglądałam ich wiele - przekalkulowałam, że do nowego brakuje mi
        ok 80 tys + drugie tyle na wykończenie. Za pieniądze które miałam kupiłam
        mieszkanie po generalnym remoncie przeprowadzonym 2 lata wcześniej (i to w
        ponadprzeciętnym standardzie), i to łącznie z zabudowaną meblami z litego
        drewna kuchnią i szafami wnękowymi. Koszt urządzenia samej kuchni to ok. 10
        tys. zł, a szafy były warte przynajmniej 5. Mankament, że w starych blokach. Za
        to w przeciwieństwie do nowych osiedli w promieniu kilkuset metrów było 5
        przedszkoli i 2 podstawówki, bazarek i mnóstwo sklepów. Coś za coś.
    • gusia29 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 05:55
      Musze przyznac, ze szczena mi opadla pod wpylwem krytycznych postow dziewczyn.
      Wydaje mi sie ze niektore z nas sa po prostu zazdrosne, ze ty masz wsparcie i
      ogromna pomoc od rodzicow. Po przeczytaniu postu Moniki nigdzie nie zalazlam
      dowodu na to, ze jest niedorosla lub pupilkiem rodzicow, po prostu ma
      wspanialych rodzicow. Ktora z nas nie chce dla wlasnych dzieci tego co
      najlepsze?
      Co do decyzji meza to uwazam, ze jest to absolutnie idiotyczny pomysl
      (czasowo), zeby z takimi zarobkami pakowac sie w dlugi po uszy. Jezeli tak
      bardzo upokarza go fakt, ze mieszka za darmo to porozmawiajcie z rodzicami i
      placcie czynsz lub chocby oplaty za prad, wode gas itp. Maz powinien
      zrozumiec, ze czasami musi schowac ambicje i dume do kieszeni i byc wdziecznym
      za pomoc. Perspektywa samodzielnego mieszkania jest super i powinniscie dazyc
      do tego celu, ale na wszystko przychodzi czas.
      Co do kontaktow twoich rodzicow i coreczki to musze ci powiedziec, ze az ci
      zazdroszcze, moi sa zabiegani i z bieda znajduja czas, zeby mojego synka
      zobaczyc raz w tygodniu i to jeszcze ja musze go im zawiezc. Mysle, ze nic nie
      jest w stanie zastapic dziecku dobrego kontaktu z dziadkami.
      Mam nadzieje, ze jakos sie to wam ulozy, bo z doswiadczenia wiem, ze ciezko
      jest patrzec nieodpowiednie zachowanie meza w stosunku do twoich rodzicow,
      ktorzy naprawde chca dla was jak najlepiej.
      Powodzenia i wszystkiego dobrego w Nowym Roku,
      Aga
      • ma.pi Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 21:15
        gusia29 napisała:

        > Musze przyznac, ze szczena mi opadla pod wpylwem krytycznych postow
        dziewczyn.
        >
        > Wydaje mi sie ze niektore z nas sa po prostu zazdrosne, ze ty masz wsparcie i
        > ogromna pomoc od rodzicow. Po przeczytaniu postu Moniki nigdzie nie zalazlam
        > dowodu na to, ze jest niedorosla lub pupilkiem rodzicow, po prostu ma
        > wspanialych rodzicow. Ktora z nas nie chce dla wlasnych dzieci tego co
        > najlepsze?
        > Co do decyzji meza to uwazam, ze jest to absolutnie idiotyczny pomysl
        > (czasowo), zeby z takimi zarobkami pakowac sie w dlugi po uszy. Jezeli tak
        > bardzo upokarza go fakt, ze mieszka za darmo to porozmawiajcie z rodzicami i
        > placcie czynsz lub chocby oplaty za prad, wode gas itp. Maz powinien
        > zrozumiec, ze czasami musi schowac ambicje i dume do kieszeni i byc
        wdziecznym
        > za pomoc. Perspektywa samodzielnego mieszkania jest super i powinniscie
        dazyc
        > do tego celu, ale na wszystko przychodzi czas.
        > Co do kontaktow twoich rodzicow i coreczki to musze ci powiedziec, ze az ci
        > zazdroszcze, moi sa zabiegani i z bieda znajduja czas, zeby mojego synka
        > zobaczyc raz w tygodniu i to jeszcze ja musze go im zawiezc. Mysle, ze nic
        nie
        >
        > jest w stanie zastapic dziecku dobrego kontaktu z dziadkami.
        > Mam nadzieje, ze jakos sie to wam ulozy, bo z doswiadczenia wiem, ze ciezko
        > jest patrzec nieodpowiednie zachowanie meza w stosunku do twoich rodzicow,
        > ktorzy naprawde chca dla was jak najlepiej.
        > Powodzenia i wszystkiego dobrego w Nowym Roku,
        > Aga


        Wiesz, jakbym myslala tymi kategoriami jak Ty i schowala ambicje i dume do
        kieszeni to faktycznie do dzisiejszego dna zylabym na utrzymaniu rodzicow.
        Ale dzieki Bogu mialam ambicje bycia dorosla-samodzielna i mimo wielu wyrzeczen
        i ciezkiej pracy mam wlasny dom i wszystko co w nim sie znajduje bez niczyjej
        pomocy. A rodzice maga okazac swoja pomac w inny sposob, a nie pakujac ostatnie
        oszczednosci do kieszeni dziecka.
        Dla mnie wieksza pomoca bylo to, ze rodzice wierzyli, ze mi sie uda,
        dopingowali do dzialania i pocieszli w razie niepowodzen. I jestem im za to
        wdzieczna, ze nie uzaleznili mnie od swojej pomocy finansowej i nie musze
        dzisiaj sie nikomu zalic, ze od tesciowej to nic nie dostalam, a rodzice
        chalupe mi urzadzili (lub kupili cos innego).

        A tak na marginesie, to majac 1200zl miesiecznie mozna niezle wystartowac. Moj
        brat tyle zarabia, na utrzymaniu ma zone i dziecko i wlasnie mysla o
        przeniesieniu sie na wieksze mieszkanie. Tylko, ze na poczatek nie trzeba
        mierzyc za wysoko i kupic to na co nas stac. I wierzyc w siebie.
        I wcale nie mieszka w dziurze zabitej dechmi tylko miescie wojewodzkim (coby
        nie bylo, ze nie wszedzie da sie za to wyzyc).

        Pozdr.
        • gusia29 Re: ma.pi 08.01.04, 05:20
          Wydaje mi sie, ze niezbyt dokladnie przeczytalas moj post. Nie powiedzialam
          zeby schowal dume i ambicje w kieszen na zawsze tylko do momentu kiedy bedzie
          ich bardziej stac na kupno mieszkania. Dodalam tez ze perspektywa samodzielnego
          mieszkania jest super i, ze powinni dazyc do tego celu. Ale jakos to
          przeoczylas.
          A jezeli chodzi o kategorie mojego myslenia to musze Cie rozczarowac. Nie
          mieszkam z rodzicami od 20 roku zycia, mamy wlasny dom, nowy samochod i domek
          letniskowy wszystko to osiagnelismy razem z mezem z wlasnej ciezkiej pracy i
          wyrzeczen bez jakiejkolwiek pomocy ze strony rodzicow. A wrecz przeciwnie.
          Przez pewien okres wynajmowalismy mieszkanie ale doszlismy do wniosku, ze
          rozsadniej jest zainwestowac we wlasny kat i z wlasnego doswiadczenia wiem, ze
          na wszystko przychodzi czas.
    • grenia Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 13:11
      Witam,

      Moniko, trzeba zdać sobie sprawę z tego że facet to facet i nie mysli jak
      kobieta. To co dla Ciebie jest normalne dla niego zupełnie nie....
      Ja miałam mieszkanie po dziadkach w którym mieszkalismy sami.
      Mąż nie robił w nim nic - doprosić się nie można było o zmienienie żarówki,
      wbicie gwoździa. Bo "to twoje mieszkanie "
      Kupiliśmy dom , mamy ogromny kredyt i małżokowi robota pali się w rękach -
      zanim ja pomyślę że żarówkię trzeba zmienić już zmieniona , szafa
      zrobiona ..........Bo dom jest "nasz"
      I czy to jest logiczne .........?
      Myślę że po prostu musisz zrozumieć że to co czuje twój mąż jest irracjonalne i
      się nie zmieni dopóki będziecie mieszkać z rodzicami ....
      A skoro jest fajnym facetem to pewnie warto żeby mu było dobrze nawet kosztem
      pewnych wyrzeczeń ...........???

      pozdrawiam
    • trapet Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 13:49
      Czesc Monika,
      Mam sytuacje dosc podobna do twojej wiec swietnie cie rozumiem. Tez wielki bol
      mi sprawia to co ja interpretuje jako brak elementarnej wdziecznosci ze strony
      mojego meza dla moich rodzicow.
      Moja opinia na temat mieszkania z rodzicami jest podobna do opinii ewulki303
      (patrz wyzej): uwazam, ze wielopokoleniowe rodziny sa swietne i b. dobre dla
      dzieci, i ze wszyscy moga czerpac korzysci z mieszkania razem, trzeba tylko
      zeby kazdy byl odpowiedzialny i otwarty na innych. Ludzie w dzisiejszych
      czasach sa strasznymi indywidualistami (i egoistami).
      Konkretnie, w twojej sytuacji, ja bym sprobowala porozmawiac z rodzicami.
      Wytlumaczyc uczucia twojego meza i ich prawdopodobne powody (przedmowczynie
      bardzo dobrze je rozszyfrowaly moim zdaniem). Poprosic zeby uwazali jeszcze
      bardziej niz dotad, zeby nigdy sie nie narzucali (nawet z pomoca), nigdy nic
      nie proponowali itd. (zeby twoj maz czul sie maksymalnie niezalezny od nich).
      No i wytlumaczyc, ze z powodu sytuacji z twoim mezem, MUSZA zaakceptowac
      zebyscie placili za mieszkanie u nich (np. oplaty czy dowolnie, do ustalenia).
      Niech sie na to zgodza, a moze wtedy twojemu mezowi bedzie latwiej psychicznie
      zniesc sytuacje (nie bedzie sie czul kompletnie od nich uzalezniony). To na
      poczatek lepsze rozwiazanie niz rzucac sie w nieznane z tak niskimi zarobkami
      tylko dlatego ze twoj maz ma nadszarpniete poczucie dumy i musi sie pokazac ze
      jest "macho" (znam to dobrze, moj ma identycznie)...
      A z mezem mozecie snuc plany na przyszlosc, ze jak tylko bedzie to mozliwe to
      przeprowadzicie sie "na swoje", on bedzie mogl zyc ta nadzieja i bedzie mu moze
      latwiej.
      Powodzenia, Ola
    • lena99 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 14:18
      Witaj,
      Wiesz, ja rozumiem i ciebie i twojego męża. A więc po kolei... Mieszkamy
      osobno, ale tuz po urodzeniu dziecka moja mama była u nas codziennym
      gościem/prawie domownikiem. Mój mąż ją zawsze lubił, ale w tamtym okresie też
      był ciągle rozdrażniony i robił "miny". Takie codzienne obcowanie z teściami
      może każdego zdenerwować. U nas chodziło o to, że moja mama robiła uwagi nt
      maluszka, jak go ubierać, kąpać itp, a mąż odbierał je jako atak na siebie i
      krytykę jego postępowania z dzieckiem. Oczywiście mama w końcu zauważyła, że
      jej ulubiony zięć jest jakiś nie w sosie, ale tłumaczyła, że ona to wszystko
      mówi tylko dla naszego i dziecka dobrasmile. Wiesz, ja też byłam zła, że mąż nie
      okazuje wdzięczności za pomoc mamy (on w pracy, ja czułam się fatalnie po
      porodzie) tym bardziej, że na żadną pomoc od teściowej nie mogłam liczyć. Ale
      w końcu go zrozumiałam. Przyjrzyj się, może twoi rodzice niechcący czynią
      jakieś uwagi nt waszej sytuacji, finansów itp. Ty możesz tego nawet nie
      zauważać, ja np. na sugestie dot. wychowania dziecka czynione przez moją mamę
      w ogóle nie odpowiadam i robię swoje, natomiast nie wiem jak reagowałabym na
      coś takiego ze strony teściów.
      Poza tym pamiętaj, że ty mieszkasz u siebie, a twój mąż niestety nie. Naprawdę
      nie każdy się nadaje do mieszkania w jednym domu z teściami. I nie ma w tym
      nic złego.
      Na twoim miejscu porozmawiałabym poważnie z mężem i spróbowałabym zrozumieć
      jego racje. Może wyobraź sobie sytuację kiedy ty mieszkałabyś w domu teściów,
      też pewnie marzyłabyś o własnym kącie. Oczywiście, w tej chwili nie macie
      szans na kredyt. Ale myślę, że powinniście ustalić jakąś strategię na później.
      Porozmawiajcie, rozważcie za i przeciw mieszkania z twoimi rodzicami, ale na
      spokojnie. Może mogłabyś iść do pracy? Dajcie sobie czas na spokojne
      przemyślenie, czy zostajecie czy chcecie się wyprowadzić (np za 5 lat). Myślę,
      że gdy podejmiecie decyzję (wspólnie!)wtedy mąż się "uspokoi", będzie wiedział
      czego sie trzymać.
      Pozdrawiam serdecznie, Lena

    • martaurb Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 15:50
      Hej Monika!
      Ja Twojego meza troche rozumiem - co prawda nigdy nie mieszkalismy ani z
      jednymi, ani z drugimi rodzicami, ale watpie (wiem ze nie) czy wytrzymalabym
      chocby jeden dzien pod wspolnym dachem z ktorymikolwiek z nich, gdybym
      wiedziala, ze to przez blizej nieokreslana przyszlosc ma byc stan normalny!
      Wyobraz sobie, jak Ty bys sie czula, gdyby sytuacja byla odwrotna, gdybyscie
      mieszkali u rodzicow meza!

      I pamietaj, ze ani Twoi ani meza rodzice nie musza Wam pomagac!!!! To jest ich
      decyzja, czy to robia czy nie, obowiazku nie maja! To jest jakies chore
      podejscie, ze skoro "mlodzi" decyduja sie na zalozenie rodziny, to rodzice maja
      swoje potrzeby usunac w kat i mlodym pomagac! Oni maja prawo do wlasnego zycia
      takiego jakie sami chca miec!!!!
      I na wesele tez nie musza sie dokladac, bo niby dlaczego???? W koncu to Wasz
      slub, a nie ich! I jesli Was nie stac na zorganizowanie go i potrzebujecie
      pomocy rodzicow (co niestety najczesciej sie zdarza) to musicie tak dostosowac
      slub, zeby wszystkie strony zainteresowane bylo na ta impreze stac i chcialy ja
      finansowac! (pomijam przypadki, w ktorych rodzice maja duuuze wymagania co do
      oprawy, a niewielkie mozliwosci finansowe i wychodzi polskie
      przyslowiowe "zastaw sie a postaw sie")
      I tak naprawde to Twoj maz (moim zdaniem) wcale nie musi byc jakos strasznie
      wdzieczny Twoim rodzicom za pomoc! To jest ich wybor, ich decyzja ze Wam
      pomagaja! To im poprawia samopoczucie, nie Twojemu mezowi! Czy on ich o to
      prosil? Nie, to oni sami tak zdecydowali, czyli niejako "uszczesliwiaja Was na
      sile"! (oczywiscie troche to wszystko teraz przerysowalam, ale chodzilo mi
      tylko o wyrazne pokazanie, co mysle)

      A cos, czego nie rozumiem, to podejscie Twoejgo meza do kwestii mieszkania! W
      koncu przy takiej sytuacji finansowej jaka macie, trudno Wam bedzie uzbierac na
      odpowiednio duze i do tego nowe mieszkanie! Czy naprawde nie lepiej byloby
      kupic mniejsze, uzywane, szybciej wyjsc z dlugow i za jakis czas myslec o
      kolejnym? Tym bardziej ze podejscie "mieszkanie na cale zycie" jest conajmniej
      przezytkiem, chocby ze wzgledu na rynek pracy trzeba byc mobilnym i nie
      przywiazywac sie w ten sposob do jednego miasta czy miejsca!!!

      Trzymam za Was z calej sily kciuki zebyscie doszli do porozumienia i znalezli
      wspolna WASZA droge na ktorej oboje bedziecie szczesliwi!

    • mamakrzysiowa Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 17:35
      a tak na marginesie ,żaden bank nie da wam takiego kredytu przy takich
      zarobkach.ate chłopy to dziwna nacja.mieszkaliśmy z mężem przez 2 lata u moich
      rodziców też tak jak wy nie płacąc za nic .stosunki między nami wydawały się
      wręcz idealne. odkąd mamy własne mieszkanie mój mąż zmienił się nie do
      poznania.nie chce jeździć do moich rodziców jak oni są to albo siedzi przy
      komputerze albo sidzi nic się nie odzywa itd tylko jeżeli chodzi o pomoc
      materialną to jakoś mu nie przeszkadza
    • wieczna-gosia Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 07.01.04, 21:37
      Generalnie przychylam sie do stanowiska meza. Facet czuje wiatr w zagle to
      chce na swoje. Ty jestes u siebie on nie i coraz bardziej mu to ciazy wszak
      nie mlodnieje. Kiedys glowa rodziny pobyc trzeba.
      Natomiast uwazam ze sily na zamiary mierzyc trzeba a maz sie do luksusu
      przyzwyczail- stad pomysl na 50 metrow w nowym budownictwie, moze jeszcze z
      garazem i w apartamentowcu? Uwazam ze jesli macie szanse kupic sobie cos
      cokolwiek- watro ja wykorzystac. Bron Boze nie wynajmowac (ktoras mama pisala
      ze nie wziela kredytu bo jest cykor... nich sobie podliczy jaki kredyt przy
      takiej splacie moglaby miec.
      Co do kredytow to kto wie kto wie. Moj maz ma zdolnosc kredytowa ktorej nie
      mial jak mielismy dwoje dzieci. Niech maz szuka, ale kupcie 30 metrow zamiast
      50 i spokojnie dochodzcie do domu z ogrodkiem- to sa inwestycje, a kase
      zbierana dla swietego nigdy na mieszkanie 3 razy sie wyda wink)
      Swoja droga suma jaka wymieniasz jest zachwycajaca wink) jak w raju wink) ja 7 lat
      temu za 65 tysiecy kupilam.... kawalerke 20m. Warszawa miasto stoleczne wink)
      Mezowi z pewnoscia ciazy wdziecznosc w jaka sie wkopuje. Im dluzej bedziecie
      tam mieszkac tym bardziej bedzie mu ciazyc. A ambicje ma nie chora ale calkiem
      zdrowa.
      Moim zdaniem watro z facetem nie rozmawiac na temat zostania tylko na temat
      realniejszego mieszkania do kupienia wink)
    • mama_pyzuni Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 09:46
      Jeszcze raz bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi. Wczoraj mieliśmy wieczorem
      urwanie głowy (drukowanie i składanie projektu) dlatego do komputera dorwałam
      sie dopiero dziś.
      Macie na pewno rację, pisząc, że mojemu mężowi ta pomoc ciąży i nie chce komuś
      zawdzięczać tak wiele (sam to często powtarza) i ja to naprawdę z jednej
      strony rozumiem. Ale ta sytuacja ma tak wiele aspektów.
      1) Mieszkamy obecnie w niedużym (20-tys.) miasteczku. Z pracą krucho, liczą
      się głównie znajomości a nie wykształcenie czy znajomość języków. Zawsze
      planowaliśmy wyjazd do większego miasta lub nawet emigrację…
      2) mój mąż pochodzi z raczej niezamożnej (a raczej trochę niezaradnej życiowo)
      rodziny, od najmłodszych lat on i jego brat musieli liczyć tylko na siebie
      (brak właściwej opieki ze strony rodziców) i na nic nie było ich stać. Mąż w
      nieszczęściu, jakim była śmierć ojca miał to szczęście, że dostał rentę
      rodzinną i dzięki temu był niezależny. Dlatego już nie raz tak było, że jak
      tylko ma trochę pieniędzy to wymyśla na co je wyda (z dnia na dzień chciał
      kupować samochód, komputer, wyjeżdżać na wczasy itd.) Ja jestem racjonalistką,
      wszystko muszę dokładnie przemyśleć i zaplanować, dlatego często wybijam mu z
      głowy te szalone pomysły i jak sie okazuje później - słusznie.

      I jeszcze jedna sprawa - wiele z Was sugeruje, że skoro znaleźliśmy sie w
      takiej sytuacji to znaczy że jesteśmy niedojrzali... Bo sami powinniśmy
      opłacić ślub, mieszkać na swoim i sami utrzymywać siebie i dziecko (będąc pół
      roku po skończeniu studiów). Nie wiem w jakim wieku Wy zawierałyście związek
      małżeński, jakie szkoły kończyłyście? My przed ślubem spotykaliśmy sie 6 lat,
      a musielibyśmy czekać kolejne dwa, aż skończymy studia + jeszcze ze trzy aż
      odłożymy na ślub i wynajęcie skromnego mieszkanka. Potem jakiś rok zanim
      urodzi sie dziecko (miałabym ze 30 lat). A gdzie nasze marzenia o trójce
      dzieci?
      Takie mamy czasy, że młodym jest ciężko, Wy "startowałyście" w dorosły życie
      zapewne kilka lat temu a wtedy były inne realia.
      A te z Was, które tak oburzają sie na pomoc rodziców dzieciom... Czy to
      oznacza, że w przyszłości powiecie swoim dzieciom - jesteście pełnoletni,
      radźcie sobie sami, bo teraz czas na nasze potrzeby. Bo ja mam zamiar pomagać
      swoim studiującym dzieciom z planami i ambicjami. I nie wyobrażam sobie
      sytuacji, że nie pomogę swojej córce, gdy założy rodzinę i będzie miała
      malutkie dziecko!!! Dopóki będę miała oszczędności - będę pomagać im (a nie
      wysyłać duże kwoty na Radio Maryja - jak robi moja teściowa, chociaż
      oczywiście macie rację, że to jej wolna wola). Wtedy jak to mówią moi rodzice
      spłacę dług wobec nich. I uważam, że to naturalna rzecz (oczywiście nie mówię
      o patologicznych sytuacjach, typu rodzice finansujący nałogi dziecka lub gdy
      dziecko nie zechce sie uczyć).

      No nic, znowu sie rozpisałam
      Pozdrawiamy (
      • martaurb Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 14:44
        Hej Monika!
        To ja tylko w ramach wyjasnien - bo czesc Twoich uwag odnosila sie takze do
        mojego postu wink
        - studia skonczylismy z moim mezem w 2000 roku (wiec nie tak az dawno), ja
        pracowalam od 3 roku studiow, w tym od polowy 3 na caly etat (studia dzienne),
        bo moich rodzicow nie bylo stac na utrzymywanie mnie. Maz do konca studiow
        mieszkal u swoich rodzicow i mogl sie "tylko" uczyc
        - po studiach On zaczal prace (od razu na emigracji i zdany tylko na siebie),
        ja zrezygnowalam ze swojej i zaczelam studia podyplomowe (tez na emigracji, ale
        niestety dzielilo nas 600 km)
        - po pol roku ja dojechalam do Niego i przez 2 lata pracowalismy oboje,
        mieszkajac w wynajetym mieszkaniu (kawalerce), ze ktore placilismy horrendalny
        czynsz, ale jakie miasto takie ceny, cieszylismy sie ze mamy dach nad glowa
        - w miedzyczasie kupilismy samochod i wzielismy slub (w polowie 2001) - byl
        taki, jaki chcielismy miec i na jaki bylo nas stac, bo my ponosilismy cale
        koszty
        - 3 mies po slubie przeprowadzilismy sie do innego kraju - nadal emigracja,
        nadal wynajmowane mieszkanie
        - od marca 2003 ja przestalam pracowac (pracowalam jako management consultant,
        czyli nie bylo mnie przez 6 dni w tygodniu w domu, 7 dnia sleczalam przed
        laptopem i nadrabialam zaleglosci, zarabialam niby duzo, ale po odjeciu
        dojazdow i drugiego mieszkania jakie musialam miec zostawalo smiesznie
        malo..... o kosztach psychicznych nie wspomne), zyjemy wiec z jednej pensji
        - w marcu 2004 mamy zostac rodzicami, a w czerwcu skoncze 30 lat wink I my tez
        chcielibysmy conajmniej trojke wink

        I tak samo chcielibysmy naszym dzieciom pomagac, ale nie uszczesliwiac ich na
        sile! (chodzi mi np o to, ze Wy chcielibyscie partycypowac chocby w oplatach, a
        rodzice sie na to nie godza) I na pewno bede starala sie pomoc mojej corce (ma
        byc dziewczynka wink ale nie kosztem mojego zycia, bo poswiecanie sie
        najczesciej do niczego dobrego nie prowadzi, raczej do nieporozumien niz
        radosci....

        W kazdym razie trzymam kciuki, zeby Wam sie udalo! Bo w koncu jak sama na
        poczatku pisalas jestescie ze soba szczesliwi i sie kochacie, wiec szkoda zeby
        Wasza milosc miala sie "porysowac" przez pieniadze albo mieszkanie!!!!!
    • ineta Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 12:28
      Hej!
      Opisujesz prawie moją sytuację. Doskonale rozumiem Twojego męża, bo u nas to
      ja jestem jakby na jego miejscu. Mieszkamy z teściami. Mamy osobne wejście
      (domek), cały poziom dla siebie (jakieś 50m2). Ale oczywiście, jak to w domu,
      jest wewnętrzne połączenie i aby nas odwiedzić teściowa nie musi wyjść na
      zewnątrz i zadzwonoć dzwonkiem do naszych drzwi tylko może nas odwiedzić w
      kapciach. Teściowie to ludzie bardzo kulturalni i tolerancyjni i naprawdę ich
      lubię. Ale nie czuję się u siebie, irytuje mnie coraz więcej rzeczy, a opis
      Twojego męża przy komputerze- to czasami JA!. Nie mogę, jak to ktoś napisał,
      swobodnie po domu chodzić nago.Ktoś, kto mieszka sam nawet nie umie zrozumieć
      jak takie, w końcu drobiazgi, mogą irytować. Teściowa wie kiedy dziacko
      płacze, patrzy krzywo jak z zakatarzonym wychodzę na spacer, kiedy nie
      wytrzymam i krzyknę na małego.. itp. Gdybyśmy mieszkali osobno, nie miałaby o
      tym pojęcia.
      My budujemy własny dom i mam nadzieję, że może w tym roku wyprowadzimy się.
      Zdaję sobie sprawę z zalet takiego wspólnego mieszkania (opieka do dziecka
      itp.) ale chciałabym w końcu poczuć się dorosła! (a mam już prawie 30-
      tkę).Chciałabym decydować sama (lub z mężemsmile) jak urządzę ogród, którą ścianę
      wyburzę w domu, ile zużyję wody i za to zapłacę itp. Mojemu mężowi ta sytuacja
      chyba zbytnio nie ciąży. Ale on, tak jak Ty, jest u siebie a i tak większość
      dnia jest w pracy. Teraz jak wyprowadzka coraz bliżej, to na wiele rzeczy
      przymykam oko, a nawet potrafię sobie wyobrazić jak będzie mi brakowao pewnych
      aspektów z obecnego życia.
      Jak napisałam, rozumiem Twojego męża ale też chyba i Ciebie. W Waszej sytuacji
      nie zdecydowałabym się na wynajęcie mieszkania, bo to po prostu wyrzucanie
      pieniędzy. Może ustalcie wspólnie, że przez np. najbliższe dwa lata,
      wykorzystując pomoc Twoich rodziców, odkładacie na mieszkanie żeby mieć
      większy wkład własny i później wziąść mniejszy kredyt? Chyba jak ma się taki
      jasno wyznaczony cel to łatwiej znieść wiele rzeczy, które teraz irytują.
      Pozdrawiam serdecznie. Aneta
      • evee1 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 16:18
        > tkę).Chciałabym decydować sama (lub z mężemsmile) jak urządzę ogród, którą
        ścianę
        > wyburzę w domu, ile zużyję wody i za to zapłacę itp. Mojemu mężowi ta
        sytuacja
        > chyba zbytnio nie ciąży. Ale on, tak jak Ty, jest u siebie a i tak większość
        > dnia jest w pracy. Teraz jak wyprowadzka coraz bliżej, to na wiele rzeczy
        > przymykam oko, a nawet potrafię sobie wyobrazić jak będzie mi brakowao
        pewnych
        > aspektów z obecnego życia.
        A u nas sytuacje jest jeszcze inna. Mama mieszka z nami, ale to ona trzesie
        calym domem. Wiele razy byly juz dyskusje na ten temat, ale zawsze wychodzi
        na to, ze zeby mama nie czula sie sluzaca i podnozkiem (w jej mniemaniu),
        to po prostu musi miec swoje zdanie. My musimy to zaakceptowac i juz.
        I tak juz bedzie zawsze, bo zwyczajnie nie mamy innego wyjscia.
        • martaurb Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 18:36
          Evee1 sorry, ale to jest juz ewidentny terror psychiczny ze strony mamy!!!
          Serdecznie wspolczuje i podziwiam! Bo jakby to byla moja mama, to nie wiem, czy
          nie spakowalabym jej walizek i nie powiedziala, zeby pojechala gdzies na urlop
          i wrocila, jak juz "wyzdrowieje"
        • tropicana Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 18:48
          Ja mam teściów bardzo dobrych i rodziców również.
          Od początku mieszkaliśmy jednak sami,choć finansowo bywało nielekko.
          Mój mąż ma niemal anielski charakter, ale wydaje mi się, że nie byłby
          zadowolony, zawadzając o skrzydła innych aniołów.
          W naszej małżeńskiej karierze mieszkaliśmy i z moimi rodzicami, i z teściami.
          Tylko po kilka miesięcy - raz w związku z przeprowadzką i kolejny - w związku
          z moją chorobą. NIGDY teściowie nie dali mi odczuć, że jestem osobą
          niepożądaną, nigdy też moi rodzice nie próbowali wychowywać po swojemu mojego
          męża.
          Ale siostra męża, kochana osoba, miała podobny problem.
          Jej mąż, wychowany jako pępek świata, takiego samego traktowania żądał też od
          jej rodziców. Obiady, wychowywanie dziecka, a nawet dopłaty do JEGO potrzeb,
          wcale nie najważniejszych. Ten obłęd przerwała dopiero szwagierka,
          stwierdzając, że teraz przeprowadzają się do jego rodziców. Jej mąż,
          skąpiradło oszczędzające na coraz większe mieszkanie, dopiero wówczas
          zauważył, że rodzice też moga mieć swoje nawyki i potrzeby. Babcia po
          radiomaryjnych zbiórkach nie miała siły na pomaganie rodzinie syna, a dziadek,
          owszem, siłę miał, ale skierowaną na poderwanie młodszej panienki.
          To był horror, co wszyscy przeżyli, ale pan mąż miał pretensje do SWOICH
          rodziców.
          W końcu babka zupełnie zdewociała, dziadek zakochał się na amen i dopiero
          wtedy "młodzi" /ok. 30/ zdecydowali się na zakup własnego kąta.

          Dlatego zrób wszystko, żeby nie mieszkać razem.
          Pozdrawiam Cię serdecznie.
          T.
    • mama_pyzuni Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 08.01.04, 21:45
      Hej Dziewczyny!
      Mam nadzieję, że wszystko sie ułoży. Przede wszystkim mojemu mężowi przeszła
      ta złość i rozdrażnienie, dzisiaj miał świetny humor (czyli taki jak prawie
      zawsze), żartował z moimi rodzicami i już nie jest taki złośliwy.
      Myślę, że dobijał go ten ostatni ogroooomny projekt, ale już dziś go oddał,
      odebrał pieniążki i inaczej patrzy na świat.
      Temat mieszkania został odłożony do czasu wyjaśnienia sie kwestii z pracą,
      jeśli wszystko będzie ok., to chyba przychylę sie do jego szalonego pomysłu
      (mamy trochę oszczędności, sprzedamy laptopa i samochód i wystarczy kredyt 50
      tys. - a jak wyliczyli w banku to raty max. 500 zł.) Da sie przeżyć, tym
      bardziej, że mamy jeszcze jedno źródło dochodu, o którym nie wspomniałam. Mój
      mąż jest piłkarzem (można powiedzieć prawie zawodowym) i nie dość, że robi to
      co uwielbia to jeszcze mu za to płacą (czasem nawet 800 - 1000 miesięcznie, w
      zależności od wygranych meczów).
      Tak więc może później dam Wam znać jak zakończy sie ta nasza historia. Cieszę
      sie, że mogłam Was bliżej poznać.
      I proszę, nie oceniajcie źle mnie (nie jestem nieodpowiedzialną, niedojrzałą
      córunią rodziców), ani mojego męża, że niby wymaga szczególnego traktowania i
      nie docenia (bo on chce chyba dobrze dla nas) no i na końcu moich rodziców (to
      z ich strony nie jest narzucanie sie, po prostu nie wiem co byśmy zrobili bez
      ich pomocy, chociaż jak każdy mają swoje wady).
      Bardzo serdecznie i ciepło Was pozdrawiam.
      Teraz wiem, że naprawdę można na Was liczyć!
      Dobranoc!
      Monika.
      • gusia29 Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 09.01.04, 04:00
        mama_pyzuni napisała:

        > Hej Dziewczyny!
        > Mam nadzieję, że wszystko sie ułoży. Przede wszystkim mojemu mężowi przeszła
        > ta złość i rozdrażnienie, dzisiaj miał świetny humor (czyli taki jak prawie
        > zawsze), żartował z moimi rodzicami i już nie jest taki złośliwy.
        > Myślę, że dobijał go ten ostatni ogroooomny projekt, ale już dziś go oddał,
        > odebrał pieniążki i inaczej patrzy na świat.
        > Temat mieszkania został odłożony do czasu wyjaśnienia sie kwestii z pracą,
        > jeśli wszystko będzie ok., to chyba przychylę sie do jego szalonego pomysłu
        > (mamy trochę oszczędności, sprzedamy laptopa i samochód i wystarczy kredyt 50
        > tys. - a jak wyliczyli w banku to raty max. 500 zł.) Da sie przeżyć, tym
        > bardziej, że mamy jeszcze jedno źródło dochodu, o którym nie wspomniałam. Mój
        > mąż jest piłkarzem (można powiedzieć prawie zawodowym) i nie dość, że robi to
        > co uwielbia to jeszcze mu za to płacą (czasem nawet 800 - 1000 miesięcznie, w
        > zależności od wygranych meczów).
        > Tak więc może później dam Wam znać jak zakończy sie ta nasza historia. Cieszę
        > sie, że mogłam Was bliżej poznać.
        > I proszę, nie oceniajcie źle mnie (nie jestem nieodpowiedzialną, niedojrzałą
        > córunią rodziców), ani mojego męża, że niby wymaga szczególnego traktowania i
        > nie docenia (bo on chce chyba dobrze dla nas) no i na końcu moich rodziców
        (to
        > z ich strony nie jest narzucanie sie, po prostu nie wiem co byśmy zrobili bez
        > ich pomocy, chociaż jak każdy mają swoje wady).
        > Bardzo serdecznie i ciepło Was pozdrawiam.
        > Teraz wiem, że naprawdę można na Was liczyć!
        > Dobranoc!
        > Monika.

        No to swietnie! Zycze wszystkiego dobrego, powodzenia.
      • martaurb Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 09.01.04, 10:01
        Hej Monika!

        Super, ze atmosfera sie poprawila!
        No ale naszej ocenie jestes sama winna - nie napisalas nam wszystkiego wink

        Trzymajcie sie mocno wszyscy troje i powodzenia!
        Marta
        • mama_pyzuni Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 09.01.04, 11:34
          Hej Marto,
          ja również cieszę się, że jest już ok. (no może prawie ok.)
          Faktycznie nie napisałam Wam o tych pieniążkach z klubu, ale wynika to z tego,
          że mąż miał ostatnio półtora miesięczną przerwę w treningach i po prostu
          zapomniałam. Ta przerwa wiązała sie także z przerwą w dochodach, a na stażu
          również jest dopiero od miesiąca i niedawno dostał pierwszą wypłatę (czyli te
          nieszczęsne 450 zł.). Tak więc dopiero za miesiąc te dochody sie zsumują i
          można powiedzieć, że na czysto dostanie 950 zł. (no chyba, że już będzie ta
          praca na stałe).
          Wiem, że różnica w moich i Twoich poglądach wynika z wychowania i relacji
          panujących w rodzinach. I myślę, że nie da ocenić sie, który model rodziny
          jest lepszy. Ja również nie byłam wyręczana w obowiązkach, a wprost
          przeciwnie - zajmowałam sie domem i dużo młodszym braciszkiem (od ok. 12 roku
          życia prasowałam i sprzątałam dom, czasem gotowałam - takie miałam obowiązki i
          lubiłam to robić).
          Ale jednak mój charakter (może trochę znak zodiaku - jestem Rybą) wpływają na
          to, że boję sie wyzwań i rzucania sie na głęboką wodę. Wolę życie spokojne i
          ustabilizowane.
          A Tobie naprawdę zazdroszczę odwagi i tych doświadczeń zdobytych za granicą.
          My z mężem również kilka miesięcy spędziliśmy na tej przysłowiowej emigracji i
          tydzień przed pozytywnym wynikiem testu ciążowego, również podjeliśmy decyzję
          o kolejnym wyjeździe. Ale życie ułożyło sie inaczej a dla mnie fakt, że
          zaszłam tak szybko w ciążę był CUDEM (wcześniej chorowałam na endometriozę, co
          znacznie obniża szanse poczęcia).
          Gdy kończyłam studia (prawnicze - na Uniwersytecie) i zdobyłam dyplom z
          wyróżnieniem - mój promotor (wspaniały profesor Trybunału Konstytucyjnego)
          proponował mi staż w USA lub studia doktoranckie w jego Katedrze. A ja wtedy
          miałam kilkumiesięczne, rozwrzeszczane niemowlę z kolkami, byłam niewyspana,
          wykończona i marzyłam tylko o tym, aby mieć trochę spokoju.
          Teraz okazuje sie, że skończyłam dwa kierunki tylko dla własnej satysfakcji,
          bo zapewne w swoim miasteczku nie zrobię żadnej kariery. I to mnie bardzo boli
          i frustruje!
          Mój mąż po skończonych studiach, aby znaczyć coś w swoim zawodzie musi zdobyć
          uprawnienia i na to potrzebuje ok. 3 lat. Tutaj ma szanse na ustabilizowaną
          pracę, która zaliczy mu sie na poczet stażu pracy (do tych uprawnień). W
          warszawie ciężko jest dostać umowę na czas nieokreślony a tylko taka jest mu
          potrzebna. Ponieważ ja i tak siedzę z dzieckiem potrzeby męża są teraz na
          pierwszym planie!
          Znowu piszę tak długo, ale widzę, że Ty również masz sporo wolnego czasu!
          Pozdrawiam Cię serdecznie. Ciesz się swobodą, bo niedługo będziesz pewnie o
          tym marzyć .
          Trzymajcie się cieplutko, uważaj na siebie, zwłaszcza dworze, jest tak ślisko,
          że nie moge przebrnąć z wózkiem przez śnieg leżący na chodniku.
          pa, pa.
          • mama_pyzuni Do Martyurb 09.01.04, 11:54
            Chciałam tylko dodać, że poprzedni post skierowany jest do Marty (co
            zapomniałam zaznaczyć), mam nadzieję, że go przeczytasz!
            Pozdrowienia.
            • martaurb przeczytalam ;-) 09.01.04, 13:47
              Przeczytalam!
              No wlasnie - mam sporo czasu, bo jak juz pisalam nie pracuje teraz (choc
              szczerze mowiac bardzo bym juz chciala, ale na razie musze czekac na
              pozwolenie - nienawidze biurokracji!!!!! i tez mnie czasami dopada cos na
              ksztalt rozzalenia nad sama soba, ze sie uczylam a teraz siedze w domu! z
              ostatnich rozmow o pracy musialam zrezygnowac, bo oznaczalyby przelot samolotem
              (odleglosc 1000 km niestety) a tego mi na razie nie wolno), Malenstwa jeszcze
              nie ma, a nauke jezyka naszego nowego kraju (chodzilam na uniwersytet) musialam
              przerwac ze wzgledu na Malenstwo bo teraz mam lezec!
              I zycze Wam z calego serca, zeby wszystko sie ulozylo jak najlepiej jak
              najszybciej! Zebyscie po prostu mogli byc szczesliwi i juz!
              A ze taka sytuacja jak Wasza - maz na uczelni, czyli chyba nie "taki glupi", Ty
              z podwojnym dyplomem - czyli tez nie wypadlas sroce spod ogona i problemy
              finansowe jest chora, to juz inna sprawa!!!!
              Mam propozycje wink, ubiegaj sie - jako prawnik masz niesamowite szanse - o
              prace np do Trybunalu Praw Czlowieka czy Rady Europy, to dostaniesz Ty porzadna
              pensje, cala rodzina mnostwo ulawien i udogodnien, a jeszcze bedziemy sie mogly
              spotykac wink
    • sibilli Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 09.01.04, 09:56
      Witajcie!
      Juz dawno nosilam sie z zamiarem opisania mojego przypadku i mysle ze teraz
      odpowiendi apora na to i mam nadzieje ze ocenicie i doradzicei co JA mam
      zrobic w mojej sytuacji.

      Otoz mieszkamy od slubu z moimi rodzicami-w duzym domku w moim pokoju.Moi
      rodzice wybudowali juz dawno dla mnie mieszkanie, ktore czekalo na odpowiednia
      chwile. Moi rodzice naleza do typu:wszystko robia dla dzieci,dla ktorych zyja
      i sa dla nich wszystkim.Mam jeszcze siostre mlodsza.Maz pochodzi z rodziny
      gdzie byli sami chlopcy.Inne wychowanie,rodzice zajeci interesem rodzinnym nie
      poswiecali im duzej uwagi na wychowanie (chodzi o drobiazgi i kwestie
      domyslenia sie)

      Kochamy sie.Jestem w 6 m-cu ciazy zaplanowanej i wymarzonej.Mam swietnie
      platna prace.Maz z wyplata o wiele gorzej ale nie w tym rzecz.

      Pracuje na zmiany (a moj tato dorywczo za granica co jakis czas) wiec w wolne
      dni urzadza z moim tata nasze mieszkanko.Tzn. moj tato nam kladzie flizy.Moj
      maz maluje. Urzadzamy sobie nasze gniazdko (ogromne, bo ok. 200m-to domek
      pietrowy) wedlug wlasnych planow i marzen. Za wszystko placimy sami (glownie
      dzieki moim dochodom) ale w czym problem.

      On ma jakis uraz do moich rodzicow.To prawda,ja czuje sie miedzy mlotem i
      kowadlem,bo maz jest inaczej wychowany. A moja mama traktuje nas (moje
      malzenstwo) jako dzieci...doszedl synek. I tak,uwagi czyni ze on tego nie lbi,
      tego nie zje, ze dlugo spi itp.

      Ze nie mowi do nich mamo i tato (tylko bezosobowo...)

      Ja mu zwracam delikatnie uwage i prosze i wtedy jest afera,ze ja go nie
      zmienie.Ze bedzie inaczej jak bedziemy sami.

      Wczoraj znowu sie poklocilismy,bo wieczorem siedzielismy u siebie w pokoju.Ja
      zeszlam na chile do rodzicow powiedziec dobranoc.Maz gladal TV,wrocil z dyzuru
      dziennego i nie widzial sie z nimi wogole.Prosilam zeby zszedl na dol i
      powiedzial dobrywieczor i dobranoc.(uwazam ze skoro mieszkamy razem to chociaz
      na taka grzecznosc moglby sie zdobyc) Nic chodzlo mi o siedzenie z nimi na
      dole (chociaz oni by chcieli pogadac o wrazeniach z calego dnia itp.)
      Poszedl z laski ale trwalo to troche.

      Oni sa dla niego mili a on malo mowi, nie zapyta sie sam od siebie jak sie
      czuja, jak minal dzien. Gdyby oni sie nie odzywali,milczalby... A jak jedziemy
      w weekend do jego rodzicow to mamie opowiada co slychac...Tesciow mam ok.nie
      pomagaja nam w zaden sposob ale zapraszaja na obiadki, bardzo mnie lubia ale
      to tez dlatego ze ja jestem otwarta, wesola i serdeczna.

      Ja tylko chce zeby maz szanowal moich roidzicow, zeby nie mial do nich
      pretensji o nic. Dzieki nim bedziemy mieszkali razem i to wspaniale ze moj
      tato nam pomaga (oszczedzamy na kosztach robocizny)

      Jak ja mam sie zachowywac ? Pomozcie!
      • martaurb Re: Mąż a wspólne mieszkanie z moimi rodzicami 09.01.04, 10:18
        Hej Sibilli!
        A ja mowie do swoich Tesciow po imieniu, moj maz do swoich (moich rodzicow)
        tez - no bo przeciez mame i tate ma sie tylko jednych!!!! I nikt nie ma z tym
        problemu! (moim zdaniem robienie z takich rzeczy problemu to ewidentne
        czepianie sie!)
        I wcale nie dziwie sie, ze Twoj maz nie ma ochoty specjalnie schodzic do Twoich
        rodzicow i sie witac itp. A opowiadac o wrazeniach z calego dnia to juz w
        ogole! (rzadko ktory facet robi to dobrowolnie, nie tylko z tesciami, ale i z
        zona czy wlasnymi rodzicami!)
        Nie chce, zebys to odebrala jako atak czy cos podobnego, po prostu wydaje mi
        sie, ze Twoj maz wcale nie czuje sie dobrze w takiej sytuacji - ani obecnej,
        ani pewnie przyszlej tez nie bedzie (urzadzanie domku ok, ale czy on bedzie to
        odbieral jako Wasz, czy jako Twoj dom????) Chociaz mam nadzieje, ze jesli
        chodzi o przyszla to nie bede miala racji!
        Faceci sa jacy sa, nie zmienisz wink - Ty zarabiasz wiecej, mieszkacie u Twoich
        rodzicow, Twoi rodzice wybudowali domek, Twoj tata pomaga w urzadzaniu go itp -
        gdzie tam jest miejsce na meza???? Ale moze faktycznie bedzie lepiej jak juz
        bedziecie sami! Bo on bedzie mogl odetchnac! Pomysl, Ty moze jestes
        przyzwyczajona do matkowania Twojej mamy, ale on nie i moze mu to przeszkadzac!
        Czy Twoja mama komentuje, ze Ty czegos nie lubisz? Pewnie nie, bo wie o tym od
        dawna i to zaakceptowala!
        Moj brat i ja tez bylismy wychowywani w ten sposob, ze od najmlodszych lat
        musielismy byc dosc samodzielni, nikt nam sniadanek do szkoly nie robil
        (oczywiscie za wyjatkiem poczatkow podstawowki), lekcji nie sprawdzal, ciuszkow
        nie szykowal itp. I teraz ani on, ani ja nie wyobrazamy sobie, zeby nagle ktos
        mial nam np podsuwac sniadanie pod nos, prac ubrania i oddawac uprasowane do
        schowania do szafki - po prostu bysmy sie podusili! Moze Twoj maz ma podobne
        odczucia? (oczywiscie sniadania czy ciuchy to tylko przyklady)

        Moze sprobuj spojrzec z boku na cala sytuacje albo przekrecic ja i pomyslec, jk
        Ty bys sie czula bedac na miejscu Twojego meza?
        W kazdym razie: Powodzenia!
      • mama_pyzuni Do Sibilli. 09.01.04, 11:52
        Wychowanie i wzorce wyniesione z rodzinnego domu są bardzo ważne i pewnie
        nigdy nie uda sie zniwelować różnic, ale ważne jest, żebyście znaleźli w
        Waszych cechach charakteru to co najlepsze. Jak już wcześniej pisałam mój mąż
        pochodzi z rodziny, gdzie nie było jakiś silnych więzi, u mnie było trochę
        inaczej. I na początku po ślubie mąż mówił, że dopiero teraz przekonał sie co
        to prawdziwa rodzina (u niego w domu nawet świąt czasem nie obchodzono, bo
        matka zabierała sie do swojej matki i sióstr, a męża i dzieci zostawiała z
        niemal pustą lodówką). I wtedy to mojego męża bardzo bolało, ale teraz gdy już
        została mu tylko mama, to nie pamięta złych chwil (tzn. pamięta ale wie, że
        czasu nie cofnie). I tak jest, że moich rodziców czasem nie widzi cały dzień i
        nie ma potrzeby schodzić do nich chociaż na chwilkę, a jak zachodzimy do jego
        matki to mówiąc złośliwie szczebiocze jak ... nie wiem kto.
        No i już jak zapewne przeczytałaś wcześniej wiele dziewczyn podkreśla jak taka
        pomoc innych może ciążyć młodemu facetowi, który w końcu nie jest leniem, nie
        ma dwóch lewych rąk a i tak mimo ciężkiej pracy na niewiele nam starcza i
        trochę jesteśmy uzależnienie od moich rodziców.
        Dobrze, że Wasza przeprowadzka coraz bliżej, my często wspominamy prawie dwa
        lata w akademiku, w pokoju małżeńskim. Niby bez luksusów, a było CUDOWNIE!
        Pozdrawiam Was, w wielu kwestiach Cię rozumiem, ale sama przekonałam sie, że
        im częściej coś mężowi wypominam, to tym bardziej on się upiera, że ma rację i
        się złości.
    • sibilli Re: do mamy pyzuni 09.01.04, 14:04
      Droga Moniko!

      Mam pytanie: wspominalas ze chorowalas na endometrioze.Wlasnie z ta choroba
      boryka sie moja kolezanka... 4 lata po slubie,chyba od 2 probuja miec dziecie
      i niestety bez efektow.
      Jak Ty sie leczylas i jak to dlugo trwalo ? Jak bys mogla odpowiedziec,bo tak
      mi zal mojej kolezanki... miala juz zabieg i ma jeszcze 2 miesiace czasu, a
      jak nie, to ponowna operacja...

      z gory dziekuje

      maria

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka