mama_pyzuni
06.01.04, 14:42
Witajcie!
Dopiero od niedawna mam dostęp do internetu i mogę zaglądać na forum, jednak
jak do tej pory nie udzielałam się zbyt często. Przekonałam sie jednak, że w
wielu sprawach potraficie drogie Mamy pomóc, lub przynajmniej pocieszyć.
Teraz chyba ja potrzebuję Waszego wsparcia.
Mam na imię Monika, mam wspaniałą prawie czternastomiesięczną córeczkę i
naprawdę kochanego, cudownego męża. Ostatnio jednak nie zawsze możemy dojść
do porozumienia i tej sprawy dotyczy mój post.
Chodzi o wspólne mieszkanie z moimi rodzicami. Wprowadziliśmy sie do ich
domu od razu po ślubie, wtedy zresztą studiowaliśmy i w domu bywaliśmy tylko
w weekendy. Rodzice udostępnili nam całe piętro (dwa pokoje, malutka
kuchnia, łazienka, przedpokój). Mamy tu bardzo przytulne gniazdko. Mąż
zachwycony teściami, wychwalał ich wśród wszystkich znajomych. Rzeczywiście
moi rodzice nigdy sie nie wtrącają do naszego życia, nie ma czegoś takiego
jak grzebanie po szafkach i kontrolowanie, za to bardzo nam w życiu pomogli.
Dzięki nim obydwoje skończyliśmy studia i mogliśmy przeżyć wspaniałe chwile
podróżując po świecie.
Jednak potem skończyliśmy studia, pojawiło sie dziecko i na stałe
zamieszkaliśmy w rodzinnym mieście.
I chyba wtedy zaczęły sie problemy. Co prawda zawsze mogliśmy liczyć na
pomoc rodziców, ale mój mąż już nie był tak zadowolony. Zwłaszcza ostatnio
jest ciągle rozdrażniony, wszystko go denerwuje, a najbardziej to, że
mieszkamy z moimi rodzicami, a nie sami. A rodziców traktuje trochę jak
intruzów w ich własnym domu (unika ich, a jak przychodzą na góre to często
siedzi przed komputerem i nawet sie nie odwraca).
W rozmowach przyznaje, że męczy go jakaś irracjonalna zazdrość o małą
zwłaszcza względem mojego ojca. Przyznaję, że mój tato ma trochę despotyczny
charakter i zawsze chce mieć rację, ale on dużo pracuje i często wraca
dopiero wieczorem, więc nawet nie spędzamy dużo czasu. Zresztą moi rodzice
mają cudowne podejście do małej i ona aż piszczy z radości jak ich widzi (to
męża też denerwuje).
No i sprawa najważniejsza - finanse. Moi rodzice nie chcą od nas żadnych
pieniędzy na opłaty. Uważają, że pomagając nam spłacają dług względem swoich
rodziców, którzy pomagali im ponad 20 lat, gdy oni studiowali i mieli małe
dziecko (czyli mnie). A nam powtarzają, że my w przyszłości będziemy pomagać
naszemu dziecku/dzieciom i w ten sposób wszystko sie wyrówna.
Zresztą nam i tak jest ciężko, ja jestem na urlopie wychowawczym, maż na
stażu absolwenckim (zarabia 450 zł. + to co dostanie za projekty, którymi
dorabia sobie), a to i tak mało przy dziecku.
Ostatnio pojawiła sie szansa, że mąż zostanie zatrudniony na stałe (i tak
zarobki tylko ok. 1200 zł. na rękę) i mój mąż wymyślił że kupimy sobie
mieszkanie! Sprzedamy samochód, komputer, zapożyczymy sie, weźmiemy kredyt.
Gdy podliczyliśmy koszty, wyszło nam ok. 90 tys. Stwierdziłam, że to
głupota, bo w życiu nie damy sobie rady, ale mąż nie chce mnie słuchać i
teraz mówi już tylko o tym! Powtarza, że marzy o tym, aby sie stąd w końcu
wyprowadzić. Przykro mi z powodu takiego zachowania, bo mamy u moich
rodziców wspaniałe warunki. A mąż ma jakąs trochę chorą ambicję i chce
udowodnić, że on jest głową rodziny i musi mieć swoje mieszkania.
Nie jestem w stanie sie z nim dogadać, ciągle powtarza swoje. Wiem, że jeśli
zdecydujemy sie na to mieszkanie, to rodzice pomogą nam finansowo, ale nie
chcę aby było tak, że oprócz swojego domu będą utrzymywać i nasze mieszkanie.
A mąż z jedej strony przyjmuje pomoc rodziców jak coś co nam się należy, a z
drugiej strony ciągle ma jakieś pretensje (do mnie, a nie do rodziców, bo
wobec nich udaje, że jest ok.)
Inna kwestia to teściowa, która jest osobą bardzo zaborczą, domaga sie
ciągłych wizyt i odwiedzin ale nie pomaga nam w żaden sposób (nawet jak mąż
kilka miesięcy był bez pracy to nawet nie zapytała czy jakoś sobie
radzimy...). Jednak w tej sytuacji mąż twierdzi, że jego matka ma taki
charakter i on jej nie zmieni!!! Dodam tylko , że teściowa NIGDY nie
zaprasza nas na obiady, rzadko częstuje herbatą i jest generalnie troszkę
dziwna.
Nie wiem jak postąpić w tej sytuacji, bo jestem między młotem i kowadłem.
Mąż jest cudownym ojcem i mężem, bardzo mi pomaga, nie pali, nie pije,
ciężko pracuje (bierze każde zlecenie, żeby nam nie brakowało pieniążków).
Wiem, że jest trochę przemęczony, ale czy to usprawiedliwia jego
rozdrażnienie względem moich rodziców, i ta chęć natychmiastowej
wyprowadzki... Gdy zachodzimy do teściowej i u niej jest aż szaro od dymu
papierosowego to nie ma problemu, a jak moja mama głośniej stuknie na dole,
gdy mała śpi, to mąż już robi dziwne miny.
Poradźcie proszę, co robić.
Dużo jest Waszych postów na temat mieszkania z teściami, ale napiszcie jak
Wasi mężowie dogadują sie z Waszymi rodzicami, gdy mieszkacie wspólnie. A
zwłaszcza z Waszymi ojcami, bo tego głównie dotyczą nasze spory.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Monika.