Dodaj do ulubionych

matka parcująco-bawiąca się

16.09.09, 13:54
Po lekturze tego i innych forów, dochodzę do wniosku, że większość pracujących
matek po powrocie do domu spędza czas siedząc na podłodze i budując z klocków,
ubierając lale, stawiając babki w piaskownicy, zjeżdżając na zjeżdżalni,
rysując, malując i lepiąc z plasteliny. Oczywiście wraz z dzieckiem, żeby nie
było...
Czy naprawdę tak jest?? Że czas-dla-dziecka, rozumiany wyłącznie jako
uczestniczenie w tym, co typowe dla jego wieku, wypiera całą pozostałą
aktywność życiową?? I wcale nie myślę wyłącznie o obowiązkach domowych, ale
również o związku, przyjaciołach, pasjach, hobby, odpoczynku.
Czy 3 lub 4 letnie dziecko (i starsze), nie powinno przypadkiem bawić się
SWOIMI zabawkami samo lub z innymi dziećmi, od czasu do czasu włączając w to
rodziców? Czy nie powinno uczestniczyć w życiu rodzinnym jak normalny członek
tejże rodziny, a nie jako centrum gromadzące całą aktywność rodziców?
Sorry, może uznacie, że wątek zbyt emocjonalny, ale jakoś nie mogę się
nadziwić obrazkowi, na którym kobieta w garsonce i szpilkach, z pustym
żołądkiem i zmęczeniem na twarzy stawia wieżę z klocków lego.
Chyba w pewnym momencie dziecko pozwala rodzicom na prowadzenie jednocześnie
własnego życia, prawda? Zwłaszcza, że ono również musi mieć czas dla siebie.
Obserwuj wątek
    • broceliande Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 13:57
      Ja się nie lubię bawić, serio.

      Lubię robić z dzieckiem ciast albo mu czytać. Mały jest jedynakiem,
      a mimo to nalegam, żeby sam się bawił. Pocieszam się, że od zabawy
      ma rówieśników w przedszkolu.

      Wstyd się przyznać, ale puszczam mu bajkę, kiedy chce i oddycham z
      ulgą: mogę poczytać, posprzątać, popichcić...
      • broceliande Jeszcze te pasje i przyjaciele. 16.09.09, 13:59

        No właśnie wolę poczytać, niż się bawić. Kiedy przychodzą goście,
        mały pomaga urządzić przyjęcie. Nie wyganiam go do innego pokoju
        (zresztą swojego nie ma), tylko normalnie siedzi z nami, aż pójdę go
        położyć.
        • gonia28b Re: Jeszcze te pasje i przyjaciele. 17.09.09, 07:36
          ... i też nie tylko o przyjmowanie gości...
      • gonia28b Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 07:35
        broceliande napisała:

        > Lubię robić z dzieckiem ciast albo mu czytać(...)
        > Wstyd się przyznać, ale puszczam mu bajkę, kiedy chce i oddycham z
        > ulgą: mogę poczytać, posprzątać, popichcić...

        no tak, ale w tym wątku właśnie nie chodzi o czas na pichcenie
        sprzątanie itp. smile
    • gaskama Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 14:07
      Wypowiem się za siebie, nie wiem, jak jest u innych. Wracam z pracy
      o 17.30. Obiad jem w pracy, więc nie ma pustego brzucha. Albo jestem
      już ubrana na luzie (nie muszę się na codzień ubierać elegancko)
      albo się przebieram. I generalnie od tego momentu w dużym stopniu
      jestem do dyspozycji syna, rodziny. Podobnie robi niemąż. Na
      przestrzeni ostatnich lat trochę sytuacja się zmienia, na nasze
      plany wpływa też pora roku. A więl wiosną, latem, wczesną jesienią
      dominują spacery, zabawy w lesie, często jazda na rowerze. Przy
      brzydkiej pogodzie zabawy w domu. Czytanie synowi książeczek,
      wspólne projekty (budowanie domu ze stołu, auta z kartonu), zabawa
      wspólna na komputerze, na play stacji. Inaczej to wyglądało, jak syn
      miał rok, trzy, pięć, czy teraz 7 lat. Ja nie lubie sptrzątać, nie
      lubię pichcić. Czasem gotuję, to co lubi syn, czyli hamburgery,
      kluchy. Syn pomocny w takich akcjach, dostaje własny nóż i też
      pomaga. Nie umiałabym wrócić do domu o 17.30 i powiedzieć synowi, że
      mnie nie widziła cały dzień a teraz ja sobie poczytam. Na poczytanie
      mam czas, jak syn pójdzie do kolegi, pójdzie spać, lub bawi się u
      babci. Tak, ja jestem taką mamą, która po powrocie z pracy prawie
      całą swoją uwagę poświęca dziecku.
      • broceliande Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 14:21
        Tak mi uświadomiłaś, że ja też jestem w domu o 17.30, ale ja już go
        sobie odbieram o 15.00 (to już zaraz!) z przedszkola. To jednak
        więcej z nim jestem. Siedzi u mnie w biurze, gramy w gry, czasem coś
        porysuje.
    • iziula1 Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 14:20
      Wszystko to rozłożenie sił i czasu.
      ja do zabawy z dziećmi przystępuje po zdjęciu szpilek i założeniu
      dzinsów.
      Potem przygotowuje obiad i dopiero mam czas na zabawę z najmłodszym.
      Starszy odrabia w tym czasie lekcje, potem biegnie na podwórko.Więc
      jednego mam z głowy smile
      Oczywiście w trakcie budowy wieeży z klocków lub ustawiania
      samochodzików na parkingu przeglądam jak te lekcje zostały odrobione!
    • mim288 Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 14:25
      Zdejmuję garsonkę i szpilki i owszem często bawię się. Z pustym
      brzuchem? czesem tak, ale to dobrze działa na linię. Moje dzieci
      mnie potrzebują, i uważam, że mają prawo do bycia z mamą (i fakt że
      mam pracuje wcale tego nie zmienia), jak podrosną bedą mnie
      potrzebowac mniej (nie sądze by jako nastolatki nabmiernie pragneły
      mego codziennego towarzystwa w ich działaniach) to będe ieć czas na
      poczytanie, pasje itd.
      • jot-em-ka Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:32
        Wasze wypowiedzi są bardzo wyważone - ja też się zgadzam z tym, że należy
        zapewnić dziecku swój czas i obecność. W pierwszym poście pisałam raczej o
        postawie, która często z forum się przebija, a mianowicie:
        "obiad/sen/odpoczynek/mąż NIGDY KOSZTEM dziecka" - a przecież żadna z naszych
        aktywności nie musi się odbywać właśnie tym kosztem. Wspólny czas z dzieckiem
        (zwłaszcza w wieku przedszkolnym i szkolnym) to nie muszą być tylko zabawy
        typowo dziecięce.
        Obserwuję wiele matek, które z cierpiętniczą i głęboko znudzoną miną spędzają
        kolejny dzień w piaskownicy i lepią kolejną babkę, ale wg nich robią to w imię
        "czasu dla dziecka" itd.
        A przecież można wciągnąć to dziecko w coś, co się samemu bardzo lubi, a nie
        tylko robić to, co lubi ono.
        • broceliande Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:35
          To chyba niedobrze, dziecko pewnie czuje, ze mama nie podziela
          entuzjazmu. Ja wolę być uczciwa i czasem mówię wprost, że "nie mam
          ochoty".
          A babki mogę robić. Kiedyś się tak wciągnęłam, że nie zauważyłam, że
          mały obok je piasekbig_grin
        • iziula1 Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:40
          Powiem tak: dla mnie czas z Sebciem to frajda, wystarczą
          kredki,klocki, kilka babek z piasku i uwielbiamy gonitwy po domu.
          Z Piotrkiem musze juz się bardziej wysilić.Ma 12 lat. W gre wchodza
          mecze ( ja odpadam-robi to mąż)basen, rower, scrablle.
          Nie zmuszam się. Są chwile, dni kiedy nie mam ochoty/jestem
          zmęczona/ mam zły nastrój wtedy się nie zmuszam. Czytam, biore
          rower, lub internet.
          Mysle,że w moim domu panuje równowaga.
          Nie poświęcam sie, nie robie coś kosztem męża, po prostu wiem,że
          kiedyś dzieci odejdą i wtedy będę tęsknić za zalaną
          łazienka,babkami z piasku i innymi rzeczami.
          Więc ciesze się tym co mam i jest teraz.
        • alabama8 Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:45
          jot-em-ka napisała:
          "... A przecież można wciągnąć to dziecko w coś, co się samemu
          bardzo lubi, a nie tylko robić to, co lubi ono..."


          Roczne? Dwuletnie? Trzyletnie? Generalizowanie jest bardzo nie
          dobrym zwyczajem. Pojedziesz na narty z dwulatkiem? Skusisz się na
          rajd rowerowy z trzylatkiem?

          Od 4 roku życia w górę już można realizować wspólne pasje. Ale z
          młodszym dzieckiem jest już trudniej. Zabierzesz berbecia na jogę?
          Do spa? Będziecie razem zbierać znaczki? Piszesz że kobiety z
          dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym lepią babki? Bez żartów, to
          sport dla maluchów.
          Dziecko wymaga od rodzica zmiany trybu życia. Ilu jest takich którzy
          usiłują udowodnić, że pojawienie się dziecka nic nie zmieniło i
          potem wchodzą z noworodkiem na Giewont albo prażą się na plaży w
          Sopocie. Dziecko wymaga zmiany trybu życia, wymaga poświęcenia
          czasu, nie ważne że nie znoszę huśtawek, że nie lubię grać w
          chińczyka - robię to dla dziecka.

          Powiedź mi w jaką swoją pasję ty wciągnełaś swoje dziecko gdy miało
          rok, dwa, trzy? W jaką wciągnełaś gdy jest starsze?
          • agni71 Re: alabama 16.09.09, 17:17
            Pojedziesz na narty z dwulatkiem?

            Wiesz co? W zeszłe ferie, jak starsze córki próbowały swoich sil na
            nartach, to moja mała, wówczas 2-latka, tez koniecznie chciała
            jeżdzić. Okazalo sie, ze nawet mozna wypozyczyć takie male butki z
            nartami i córcia była zachwycona smile Wiec tak - mozna i 2-latke
            zabarać na narty.

            > Dziecko wymaga od rodzica zmiany trybu życia. Ilu jest takich
            którzy
            > usiłują udowodnić, że pojawienie się dziecka nic nie zmieniło i
            > potem wchodzą z noworodkiem na Giewont albo prażą się na plaży w
            > Sopocie.

            a tu sie zgodzę.
        • gaskama Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:48
          Ja w Twoim pytaniu z pierszego postu wyczytałam ironię. Mogłam
          odpowiedzieć ironicznie i pewnie byłaby pyskówka, albo starać się w
          sposób wyważony. Zgadzam się z tym, co pisze alabama. 5-cio, czy 7-
          mio latkiem mogę już trochę posterowac, ale jak był młodszy, to byłą
          w 100% matką pracująco bawiącą się. Z przerwami na momenty, kiedy
          tatuś był ojcem pracująco bawiącym się.
          • broceliande Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:52
            Ale pisała o dziecku 3-4 lata i ja tak odpisywałam. Z czterolatkiem
            jeździłam na nartach, ale klocków z nim nie układałam. On już sam
            robił statki kosmiczne. Natomiast mu czytałam. Teraz ma ponad pięć,
            więc prawie się z nim nie bawię. Czytam mu, pieke ciast, sprzątam
            (on ładnie poleruje meble).
            • gaskama Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 14:57
              Każdy ma też inne dziecko. Mój zaczyna soboty i niedziele od
              pytania "no to mama, jakie mamy plany na dziś". Uwielbia, jak w
              jakiś konkretny sposób mamy zaplanowany dzień. Sam nie lubi się
              bawić. Jak wpada na podwórko, to drze się "W co się bawimy".
              Ostatnio odkrył monopol, wersję dla dorosłych. Wcześniej graliśmy w
              scrabble.
              • broceliande Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 15:03
                Siedem lat ma?
                Pewnie, że każde dziecko jest inne. Każda mama też. Ja bardzo lubię
                łaskotki, przytulasy, ale klocki albo rozmawiające samochody
                odpadają.

                To fajnie, że nie Twój syn nic nie narzuca, chce, żebyście Wy coś
                wymyślili. Ja staram się mieć zaplanowane weekendy. Grzyby, narty, w
                ogóle góry, domek campingowy...
                Ale jak w domu zostajemy, to robię "dzień bajek" albo czytam. Albo
                robimy ciasto.
                Z grami idzie średnio, bo on MUSI wygraćsad
          • jot-em-ka Re: Drobne sprostowanie 16.09.09, 15:18
            gaskama napisała:
            Z przerwami na momenty, kiedy
            > tatuś był ojcem pracująco bawiącym się.

            - Już sam fakt, że to napisałaś, świadczy o tym, że jednak miałaś to mimo
            wszystko wyważone.
            Słuchajcie, ja napisałam w pierwszym poście, że mówię o dziecku 3-4 letnim i
            starszym - i jeszcze raz podkreślam - z takim niekoneicznie trzeba się wyłącznie
            bawić w gadające samochody.
            Jeśli chodzi o dziecię młodsze, to prawdę mówiąc wydaje mi się, że przy
            odrobinie wysiłku może być nieco prościej - pierwsze 8-9 msc jeździ w wózku,
            więc można na spacer iść gdzie się lubi, słuchać sobie muzyki, poczytać, jak
            zaśnie w wózku. Gorzej w domu, no ale wówczas jest to jednak w przeważającym
            stopniu pielęgnacja.
            Można ewentualnie iść na basen z takim dzieckiem.
            • jot-em-ka cd 16.09.09, 15:19
              Potem do 3 lat zabawy non stop, ale potem chyba można zacząć trochę żyć własnym
              zyciem? wink
    • na_pustyni Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 15:09
      Heh, zapraszam do mnie - po dziesiątym "mamooo, pobaw się ze mną" na pewno byś
      ustąpiła wink Czas dla siebie mam po 20-ej. Wyjściem byłoby sadzanie jej przed
      telewizorem. Albo rodzeństwo w wieku zbliżonym.
    • triss_merigold6 Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 15:37
      Już kiedyś pisałam, że to dla mnie lekki absurd. Po przyjściu z
      pracy (z dzieckiem po przedszkolu i zakupami) przebieram sie,
      rozpakowuję zakupy i muszę zjeść obiad oraz nakarmic potomka. Bez
      ciepłego jedzenia w postaci obiadu nie funkcjonuję. Dziecko bawi się
      samo, ja odpowiadam na pytania i od czasu do czasu biorę w czymś
      udział. Czytam potomkowi wieczorem. Odpoczywam jak idzie spać.
    • shellerka Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 15:53
      smile)) przewiduje wątek na przynajmniej 200 postówsmile

      moje dziecko, kiedy nie pracowałam pozwalało mi na zjedzenie obiadu. jestem z
      tych wyrodnych, które jak im się nie chce bawić z dzieckiem, a to domaga się
      zabawy, to albo włączam do swoich zajęć, albo włączam jim jamabig_grin
      • agni71 Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 18:10
        Nie pracuje zawodowo wiec pewnie nie powinnam sie wypowiadać w tym
        wątku, ale chciałam dodac, że świetnym sposobem na zajęcie dziecka
        jest sprawienie mu rodzeństwa smile Dzieci bawia sie ze soba, a ja
        moge w tym czasie zając sie obowiązkami lub rozrywką smile
        Gdybym wracała glodna z pracy, to na pewno pierwsza rzeczą po
        powrocie byloby zjedzenie obiadu - nie mam zbyt dobrego humoru kiedy
        jestem głodna...Nie wyobrażam sobie nie zaspokoić tak podstawowej
        potrzeby przed zabawą z dzieckiem.
        • kocianna Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 18:57
          A ja mam wrazenie, ze zawsze jest cos kosztem czegos. Albo ktos kosztem kogos.
          Potrzebowalam NAPRAWDE duzo czasu, zeby zrozumiec, ze nie jestem tylko
          pracownikiem, matka, zona i pania domu, ale przede wszystkim sobą, i jesli o
          siebie nie zadbam, to nie zadba nikt. Ale... ale i tak mam wyrzuty sumienia, że
          w pracy zrobię zakupy spożywcze przez internet, że czytam Chmielewską zamiast
          "Pana Kuleczki", że buduję wieżę zamiast przeczytać recenzję pracy doktorskiej
          mojego męża.
          • phantomka Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 20:55
            A ja sie wlasnie dzisiaj zastanawialam, skad rodzice biora czas,
            zeby te wszystkie rozwojowe zabawy wprowadzac. No mi jest po prostu
            ciezko, chociaz czasem lubie cos z moja Manka porobic. Zanim wrocimy
            z przedszkola, zjemy obiad, potem z reguly wychodzimy gdzies na
            godzine. Wracamy o 18 i dziecko juz jest troche zmeczone. Ew. pobawi
            sie chwile z ojcem i od 20 juz spi.
            • anyx27 Re: matka parcująco-bawiąca się 16.09.09, 21:13
              Ja mam dośc komfortową sytuację, bo nie pracuję na etat, więc kiedy musze coś
              załatwić, pójść na zakupy, czy do lekarza, to robię to do południa, kiedy młoda
              (4.5roku) jest w przedszkolu. Ale pracować też muszę, z tym, ze sama ustalam
              czas i godziny. różnie to bywa, z tym czasem poświęconym dziecku, ale napiszę,
              jak to było dzisiaj. Akurat dzisiaj miałam wyjazd służbowy z mężem (pracujemy
              razem), a więc młoda do przedszkola o 9.00, a my do roboty. wracajac,
              odenbraliśmy młodą ok. 15.00. przyjechaliśmy, młoda zjadła podwieczorek i o
              16.00 uciekła do kolezanki, która mieszka w tej samej bramie. siedziala tam do
              19.00. (raz ona jest u kolezanki, raz Zosia u niej). wrócila, zjadła kolację,
              wykąpała się, rozwiązałyśmy razem jakąś książeczkę z zadaniami i tyle. teraz juz
              chrapie smile

              a np. w sobotę Julka wstała ok. 8.00, a my po 10.00. zanim wstalismy zjadła
              sniadanie i włączyła na komuterze ubieranki. jak juz się zebraliśmy,
              pojechaliśmy na zakupy, potem obiad i Zosia do nas przyszła. Dziewczyny bawiły
              się do 17.00, po czym wyszły na dwór. ja z nimi, ale oczywiscie ja plotkowałam z
              mamą Zosi, wiec nie mozna powiedziec, ze spedzałam z nią czas. jak wróciłyśmy
              ok. 20.00, to zagraliśmy we trójkę w chińczyka, a potem Julka do spania.

              W niedzielę Julka do południa bawiła się sama w swoim pokoju, a my sie
              obijalismy wink po obiedzie długi spacer - młoda na rowerze.
              póżniej młoda okupiła komputer.

              Moje dziecko bawi się w przedszkolu, a w domu w dużej mierze sama, ewentualnie
              z koleżanką.

              Robię to, na co mam ochotę i czas. Staram się zachować równowagę - nie
              zaniedbywać ani dziecka, ani siebie, ani męża (to dość łatwe, bo razem pracujemy
              i spędzamy ze sobą dużo czasu). Nie jestem wszak tylko mamą, ale i kobietą, i
              żoną. jeśli któregoś dnia nie mam siły, to się z młodą nie bawię, co oznacza, że
              nie siedze z nią i nie gram w nic, nie buduję, nie idę itd.

              Czytam jej przed snem prawie codziennie. jak nie, to puiszczam bajki z CD.
              • elk19300 Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 00:42
                4,5 latkla sama sobie przygotowuje sniadanie i zjada zanim rodzice wstana ????
                Jak mozna tego dokonac?
                • lolinka2 Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 07:30
                  Zupełnie normalnie: dziecko od małego wie, gdzie jest kuchnia i do
                  czego służy oraz, że rodzice to nie 24-h służący; moje na śniadanie
                  jadają albo serek/jogurt albo płatki z mlekiem, od wielkiego dzwonu
                  kanapkę. Wzięcie sobie któregokolwiek z powyższych (vel posmarowanie
                  kromki krojonego chleba i położenie na niej plastra krojonej wędliny)
                  nie przerasta nawet możliwości mojej 3-latki. Piją albo mleko albo
                  wodę.
                • anyx27 Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 10:56
                  elk19300 napisała:

                  > 4,5 latkla sama sobie przygotowuje sniadanie i zjada zanim rodzice wstana ????
                  > Jak mozna tego dokonac?

                  ona robi juz tak od kilku miesiecy conajmniej smile

                  kiedys jak sie budzila, to nas tez od razu zrywala. teraz uwaza, ze im dluzej
                  rodzice spia, tym lepiej, bo ma luz i "rodzice nie mówią co ma robić" wink idzie
                  do łazienki, robi siusiu, myje raczki i pędem do lodówki wink oczywiscie nie
                  przygotowuje obiadu z dwóch dań, ale albo zmaruje chlebek dżemem, albo bierze
                  jogurt (ewentulanie mleko) i je z płatkami.
    • figrut Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 02:16
      Nie bawię się z dziećmi. Bawiłam się, jak miałam jedynaczkę. Chłopcy bawią się
      sami ze sobą. Ja jestem od rozstrzygania sporów i braniu udziału w grze. Branie
      udziału w grze, to np. przełażenie nad namiotem z krzeseł, koca i ręczników i
      proszenie "czy mogę prosić pilotów o zniżenie lotu do minimum, bo wlecieliście
      na mój tor lotu ?". Przy niechętnym wychodzeniu do przedszkola "uwaga, zapinać
      pasy, szykować się do lotu, schylić głowy bo śmigła już uruchomione, lecimyyyy
      wrrrrr.....". Nie lubię bawić się pełną parą z dzieckiem, nie wychodzi mi to.
      Wolę wprowadzić fantazję w codzienne życie, niż organizować plan dnia z
      podziałem na zabawę i na poważne życie. Wieczorem często czytam dzieciakom, albo
      opowiadam bajkę która się toczy jak gra online tongue_out Opowiadam im realną bajkę
      (albo bajkowy real) o myszce i pajączku którzy mieszkają w dziurce za łóżkiem i
      tpoczą podobne życie do domowników.
    • anias29 Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 08:13
      Hehe, temat podobny do tego o spacerowaniu/placu zabaw bezpośrednio po odebraniu dziecka z przedszkolawink

      IHMO wszystko zależy od sytuacji. Ja mam tak, że 3 dni w tygodniu kończę pracę o 15, a 2 dni o 18. Po pracy spędzam czas z dzieckiem i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żebym mogła np. dwa razy w tygodniu pouczęszczać popołudniami na fitness - bo wtedy dziecko widywałabym tylko wieczorem (rano śpi, kiedy wychodzę do pracy).
      Ale uważam, że spędzanie czasu z dzieckiem nie musi polegać na poświęcaniu większości tego czasu na aktywne zabawy. Lubię z dzieckiem po prostu "być". Na placu zabaw bawi się z innymi dziećmi, w domu bawi się sam. Często spotykam się też z koleżankami mającymi dzieci w podobnym wieku, więc dzieciaki bawią się razem.
      Ale ponieważ zwykle z pracy nie wracam ani głodna, ani jakoś szczególnie zmęczona - z chęcią po przedszkolu (odbieram 3 razy w tygodniu) chodzę z dzieckiem na spacery, na teatrzyk, do biblioteki, itp. W domu codziennie czytamy, gramy w różne gry, a czasami jakieś prace plastyczne urządzamy albo teatrzyk. Natomiast nie bawię się wcale, w sensie "siedzenia na podłodze i....".
    • jot-em-ka Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 08:28
      To ja mam jeszcze jedno pytanie - wiem, że wątek zakładał, że rozmawiamy o
      czasie dla dziecka. A jak wygląda kwestia pogodzenia tego wszystkiego jeszcze z
      czasem dla partnera? Czy związek kobiety, która jest matką, realizowany jest po
      zaśnięciu dziecka? Czy gdy mąż/niemąż wraca do domu, poświęcacie sobie (tylko i
      wyłącznie sobie) chociaż chwilę?
      • anias29 czas dla partnera;) 17.09.09, 08:50
        Zależy co masz na myśli przez "realizację związku"wink

        • jot-em-ka Re: czas dla partnera;) 17.09.09, 08:54
          smile))
          Wspólna rozmowa, jakieś codzienne czułości, wsparcie - no wszystko to, co
          powoduje, że związek jest związkiem, a nie formalnością. Nie mówię o seksie big_grin
          • anias29 Re: czas dla partnera;) 17.09.09, 08:59
            jot-em-ka napisała:

            > Nie mówię o seksie big_grin

            Aaa, ufff;P big_grin

            > Wspólna rozmowa, jakieś codzienne czułości, wsparcie.

            Te akurat aspekty można, a wręcz należy realizować również w obecności dziecka.
        • jot-em-ka Pytanie przewrotne 17.09.09, 08:57
          Właściwie to dochodzimy do zasadniczej kwestii - czy czas dla dziecka jest
          ważniejszy, niż czas dla partnera? Czy, założywszy, że nie mamy dzieci, po
          wpadnięciu po pracy do domu, w którym jest mąż, również nie jemy obiadu itd
          tylko siadamy obok męża i robimy z nim to, co on lubi? smile
          Jeśli założyć, że mamy udany związek, to czas dla męża jest równie ważny, jak
          czas dla dziecka. I jak czas dla nas. Przecież wszyscy jesteśmy członkami
          jednej, równej rodziny.
          • anias29 Re: Pytanie przewrotne 17.09.09, 09:14
            Hehe, ale w moim przypadku ten "czas tylko dla dziecka" ma miejsce, gdy mąż jest
            jeszcze w pracy. Gdy ja kończę później - mąż ma "czas tylko dla dziecka".

            Tak, w czasach przeddzieckowych również nie siadałam po pracy do obiadu itp.
          • ledzeppelin3 Re: Pytanie przewrotne 17.09.09, 11:10
            Wydaje mi się, że chcesz coś udowodnić (sobie albo/i innym)
            Że dzieci nie są w związku najważniejsze? Są równie ważne, jak ja czy partner.
            Że małżeństwa dzieciate mają mniej czasu dla siebie? Pewnie mają. Ze mają
            lepiej? Pewnie nie mają tongue_out
            Że, posiadając dzieci, nie trzeba poświęcać im czasu? Jeden poświęca cały czas,
            inny nie, jeden lubi spędzać czas z dziećmi, dla kogoś innego to katorga (i ma z
            tego powodu wyrzuty sumienia, szczególnie porównując się do innych), najlepiej
            nie oglądać się na innych
            Tak naprawdę to kwestie indywidualne, każdy żyje jak lubi, jeden ma 5-ro dzieci
            i jest szczęśliwy, inny nie ma wcale albo ma jedno i jest szczęśliwy, czy można
            te różne style życia porównać pod kątem "kto ma lepiej"- pewnie można, ale
            wniosków miarodajnych raczej się nie wyciągnie
      • agni71 Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 08:58
        Czy gdy mąż/niemąż wraca do domu, poświęcacie sobie (tylko i
        > wyłącznie sobie) chociaż chwilę?

        Jak mąz wraca z pracy, to je obiad i często wtedy rozmawiamy.
        Oczywiście, dzieci maja w tym samym czasie równiez milion spraw do
        mnie czy do niego, ale staram sie uczyć je, ze tatus teraz je - jak
        zje to bedzie do ich dyspozycji, i że mama chce teraz porozmawiać z
        tatusiem, a one będą miały za chwile mozliwośc powiedzieć swoje.
        Niekiedy wychodzimy gdzies razem po południu, np. ostatnio na
        grzyby, to wtedy tez jest okazja porozmawiać. Ale przyznaję, ze
        głównie mamy czas dla siebie, jak dzieci juz sa w łóżkach.
      • anyx27 Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 11:00
        jot-em-ka napisała:

        > To ja mam jeszcze jedno pytanie - wiem, że wątek zakładał, że rozmawiamy o
        > czasie dla dziecka. A jak wygląda kwestia pogodzenia tego wszystkiego jeszcze z
        > czasem dla partnera? Czy związek kobiety, która jest matką, realizowany jest po
        > zaśnięciu dziecka? Czy gdy mąż/niemąż wraca do domu, poświęcacie sobie (tylko i
        > wyłącznie sobie) chociaż chwilę?

        nie wiem, jak to jest u innych, ale mój mąż pracuje na etacie na zmiany po 12h,
        więc chodzi rzadziej do pracy, niż inni (choć pracuje tyle samo godzin i w
        weekendy tez). 2 razy w tyg. chodzi na nocki, wiec nie zauwazam, ze go nie ma wink
        potem ma 2 dni wolnego i wtedy pracujemy razem (mam dzialalnosc i mąż mi
        pomaga). spedzamy wiec ze sobą duzo czasu i zawodowo i prywatnie. praktycznie co
        weekend gdzies wychodzimy sami bez malej, albo nawet siedzimy w domu, ale mala
        śpi u babci, wiec mamy cza tylko dla siebie.
    • laminja Re: matka parcująco-bawiąca się 17.09.09, 10:52
      wychodzę z założenia, że potrzeby dzieci się zmieniają, więc w miarę naszych
      możliwości dostosowujemy się do tego. Są etapy, w których dzieci potrzebują
      więcej naszej czynnej atencji, w innych wystarczy, że jesteśmy w zasięgu głosu
      :p Oczywiście im więcej rodzice pracują tym bardziej dzieci są spragnione ich
      uwagi, ale to wszystko trwa do pewnego wieku, dzieci w wieku szkolnym mają coraz
      więcej swoich spraw i coraz mniejsze potrzeby zabawiania - za to większe
      rozmowy, wspólnego oglądania filmu, czy uprawiania sportu. Nasz sześcioletni syn
      najchętniej do 20 siedziałby na placu zabaw, a potem jeszcze skoczył do kolegi.
      Coraz częściej znika w swoim pokoju. Więcej czasu dla siebie mamy w weekendy,
      wtedy dzień poświęcamy dzieciom, a wieczorem często gdzieś wychodzimy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka