Dodaj do ulubionych

Ja - mama i moja mama

12.01.04, 17:42
Cześć dziewczyny,
ostatnio dużo na tym forum żalów do matek o te i inne sprawy;
w związku z tym chcę Was zapytać o coś, co interesuje mnie prywatnie i
zawodowo - czy z Waszego mamowego doświaczenia wynika, że prawdą jest
obiegowa opinia, że po urodzeniu dziecka (kolejnych dzieci)przez córkę jej
relacje z matką ulegają jakiejś poważniejszej zmianie, przeważnie na lepsze?
Czy Wasze mamy jakoś inaczej zaczęły Was traktować, czy Wy same na nowo
spojrzałyście na swoje matki, ich macierzyństwo, Wasze rodziny? Co się
zmieniło między Wami?
Sama sobie najpierw odpowiem na to pytanie, że w moim przypadku urodzenie
pierwszego dziecka paradoksalnie jakoś odcięło mnie od matki, z którą
zresztą nigdy nie byłam zbyt blisko (mimo że sama mnie wychowywała),
natomiast po urodzeniu drugiego dziecka to mama (jeszcze bardziej) odcięła
się ode mnie. I wiecie co, po tym wzajemnym odcięciu nasze relacje
unormowały się, co znaczy, że nie ma już między nami wzajemnych żalów,
pretensji, ale też jakichkolwiek oczekiwań i chyba głębszych emocji) też.
A jak u Was te sprawy - jestem ciekawa każdej odpowiedzi.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • kolorko Re: Ja - mama i moja mama 12.01.04, 19:57
      Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale myślę, że nasze relacje się
      nie zmieniły, może stałam się bardziej opiekuńcza w stosunku do mamy, a mama
      zaczęła mnie traktować bardziej dorośle. Ale kochamy się tak samo a może
      jeszcze mocniej jeśli to możliwe. Tylko szkoda, że dzieli nas aż 100 km, i
      widzimy się stanowczo za rzadko (mój mąż też żałuje, bardzo lubią się wzajemnie)
      pozdrawiam- Ania
    • bazylea1 Re: Ja - mama i moja mama 12.01.04, 21:04
      u mnie zmieniło się na lepsze, o dziwo moja mama nabrała dużej pokory w
      dawaniu mi rad (przedtem dawała rady 'nie do odrzucenia'). chyba zrobiło się
      tak dlatego ze karmiłam piersią, z dużymi problemami ale przetrwałam i na
      dodatek dziecko swietnie rosło a ona miała kompleks na tym tle. jak jej mówię
      o aktualnych teoriach które są całkiem sprzeczne z ówczesnymi to nie obrusza
      się tylko dziwi. a i ja z drugiej strony spojrzałam na nią inaczej, jednak jak
      człowiek zostaje rodzicem to dopiero widzi jaki trud się z tym wiąże no a
      jeszcze kiedyś nie było pampersów, słoiczków itd... i nawet czasem słucham jej
      rad mimo ze są sprzeczne z dzisiejszymi teoriami, wyciągam dla siebie
      zdroworozsądkową średnią. ale nigdy bym nie chciała żeby to ona zajmowała sie
      moim dzieckiem jak ja pójdę do pracy, bo znów mogłyby wrócić 'rady nie do
      odrzucenia'.

      tylko jedna rzecz mnie martwi, że przejęłam jej kompleksy na tle kobiecości,
      mam syna ale może w przyszłości trafić sie też córka, nie wiem jak jej tego
      nie przekazać.
    • umargos Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 01:37
      Ja miałam zawsze dość kiepskie stosunki z moją mamą, pomimo bardzo silnej więzi
      (z obu stron), której nie przecięło nawet wyjazd na studia daleko od domu i
      znaczne usamodzielnienie się. Poprawiało się powoli przez lata oddzielenia przy
      coraz rzadszych wizytach z mojej strony i przez 10 lat braku rewizyty z
      drugiej. Bardzo długo usiłowałam wywalczyć akceptację dla moich wyborów
      życiowych, bo bardzo tej akceptacji potrzebowałam, zamist ciagłych uwag, żalów
      o to co robię, bo nie tak sobie wymarzyła...Potem zaczęło się poprawiać,
      stopniowo, żeby poprawić się prawie całkiem po moim ślubie. Trochę tak jakby
      mama poczuła się zwolniona częściowo z odpowiedzialności za mój los i przestała
      się o tenże los ciągle martwić, bo spadło to na mojego męża :o))) Trochę mnie
      to śmieszy, bo sama tez sobie radziłam całkiem nieźle.

      Po urodzeniu dziecka część niepokojów mojej mamy wróciła. Chyba obawiała się,
      że ja się na mame nie nadaję...bo tez słabo w gruncie rzeczy mnie zna. Teraz po
      prawie 11 miesiącach już sie tak nie boi. Za to teraz uważa (ale nie nudzi na
      ten temat), że za bardzo rozpieszczam małą, za dużo uwagi jej poświęcam (znaczy
      jestem na każde zawołanie), nie mogła zrozumieć mojego uporu w kwestii
      karmienia piersią (fakt radziłam sobie średnio, bo dziecku było chudzielcem),
      wymyśliła w związku z tym, że mamincóreczka mi wyrośnie i niesamodzielna beksa,
      co się bedzie w nieskończoność kurczowo trzymać mojej spódnicy (znaczy ja nie
      wiem czy nie będzie, ale wizji nie snuję, no inie zapowiada się póki co). Z
      dawaniem rad na szczęście nie przesadza, skrzydeł zasadniczo też stara się nie
      podcinać, choc czasem jej sie wymsknie, ale wyraźnie bliższe czy raczej
      cieplejsze stały się nasze relacje...choc to raczej skutek nowej miedzy nami, a
      bliskiej mamie płaszczyźnie porozumienia - dziecku. Bardzo kocha wszystkie
      dzieci swoich dzieci, troszczy się o nie i rozpieszcza, trochę świruje jak
      przyjeżdżamy, bo kombinuje od razu jakby nas zatrzymać dłużej :o))) I stała się
      dzięki tym dzieciom (wnukom) łagodniejsza dla własnych...dla mnie i rodzeństwa.

      Moje własne podejście mało się zmieniło, bo zawsze miałam bolesną świadomość
      jak bardzo zapracowana jest mama i jak bardzo dba o "dom" i o nas...niestety
      tak bardzo dbała o jakość tej "fizycznej" strony życia, że zabrakło miejsca na
      wspólne rozmowy o problemach dorastających a potem dorosłych dzieci, nie było
      zaufania wystarczającego, zeby sie mamie pozwierzać, siłą rzeczy dość pokazna
      część, przynajmniej mojego, życia umknęła jej w 100%. Teraz jest lepiej, bo
      teraz ona ma więcej czasu na to żeby porozmawiać...nie ciąży na niej obowiązek
      wychowywania i utrzymywania. Choć takiej prawdziwej przyjacielskiej więzi
      zbudować nam się juz nigdy nie uda. Zawsze będą tematy dotyczace mojego zycia o
      których z mamą rozmawiać nie będę, bo nie bedę chciała i takie, których uniknę
      jak zapyta...

      Pozdrawiam
      Ula
    • gusia29 Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 05:22
      Zawsze mialam dobre kontakty z mama. Po urodzeniu dziecka chyba zaczelam ja
      bardziej doceniac widzac czym to pachnie. Z jej strony nie widze duzych zmian,
      moze tylko zobaczyla, ze "doroslam".
    • maadzik3 Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 10:56
      Z mama zawsze bylam bardzo, bardzo blisko. Teraz zajeta wlasnym, 7-miesiecznym
      dzieckiem mniej mam czasu na kontakty z nia, ale i tak widzimy sie prawie
      codziennie (rodzinna firma). Byla i jest osoba do ktorej mam najwieksze
      zaufanie.
      Magda
      • melka_x Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 12:40
        Mnie bardzo zbliżyło. Poczułam, że mam ogromny dług do spłacenia, i że jedynym
        sposobem tej spłaty jest przekazanie całego dobra, które dostałam od mamy
        swojej córce. Pewnie zabrzmiało to jak z grubej rury, ale tak to czułam. No i
        mama była prócz męża i mojego ojca jedyną osobą, przy której można było bez
        końca snuć opowieści jak to Natalia ziewnęła, a jak mrugnęła oczkiem, a jak
        się przeciągnęła. Dla niej było to równie fascynujące.
    • ooleczka Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 13:11
      Dopiero po urodzeniu naszego pierwszego synka zrozumieliśmy wiele zachowań
      naszych Rodziców. Nagle okazało się jasne, jak bardzo się o nas boją, jak
      bardzo nas kochają, itd. Spojrzeliśmy z mężem na wszystko z zupełnie innej
      perspektywy. I jesteśmy bardziej wyrozumiali dla "starych" smile

      Co do mojej Mamy. Tak, bardzo się zbliżyłyśmy. Wprawdzie już po ślubie
      nastąpiło "ocieplenie kontaktów", ale dopiero po urodzeniu się synka jesteśmy
      sobie tak bliskie, jak chyba nigdy wcześniej.
      • burza4 Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 14:56
        ooleczka napisała:

        > Dopiero po urodzeniu naszego pierwszego synka zrozumieliśmy wiele zachowań
        > naszych Rodziców. Nagle okazało się jasne, jak bardzo się o nas boją, jak
        > bardzo nas kochają, itd. Spojrzeliśmy z mężem na wszystko z zupełnie innej
        > perspektywy. I jesteśmy bardziej wyrozumiali dla "starych" smile

        Nie mogłabym bardziej się zgodzić. Sama warczałam, że mama jest nadopiekuńcza,
        a sama... jak moje dziecko pierwszy raz wybrało się samo autobusem, to
        dzwoniłam co 5 minut na komórkę gdzie jest... Jak teraz śmiga na nartach to
        nogi się pode mną uginają...

        A co do samych układów - nie wiem w którym momencie się poprawiły. Jako
        nastolatka miałam mnóstwo zastrzeżeń do moich rodziców - m.in. za ich oschłość
        i brak czułości. Byłam przekonana, ze mnie nie kochają. Teraz tę miłość widzę
        na każdym kroku, okazywaną przez pomoc w trudnych chwilach, przez stałą troskę,
        przez ich radość, że wreszcie po wielu zakrętach ułożyłam sobie życie.

        Nie wiem, czy ma to związek z urodzeniem córki. Raczej nie do końca. Mam
        wrażenie, że kiedyś tam zaczęli mnie postrzegać jako dorosłą osobę - nie
        dlatego że sama jestem matką, ale dlatego że zaczęłam radzić sobie w życiu bez
        ich pomocy - i to ze sprawami, które dla nich były problemem. Oni nie bardzo
        potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości - a ja tak; i nagle z dziecka
        przeskoczyłam w rolę rodzinnego doradcy. Bo ja wiedziałam co i jak w banku, jak
        wypełnić PIT, gdzie się dowiedzieć o to, czy tamto. Ojcu na swój sposób
        imponowałam tym, że zarabiam o wiele więcej od niego, że sobie radzę - sama z
        dzieckiem po rozwodzie.

        Niestety jest też druga strona medalu - wychowana mimo wszystko w domu, gdzie
        się nie okazywało czułości, ja też nie potrafię jej okazywać. Póki córka była
        mała - tak, ale ona rosła jak szalona i jakoś mi się wydawało niestosowne
        kizianie pannicy mojego wzrostu... A przecież nadal to dziecko. A tak sobie
        obiecywałam, ze będę inna, że będę z córką o wszystkim rozmawiać. A ta gadzina
        jest szalenie skryta od maleńkości - wyrobrażałam sobie długie rozmowy na
        babskie temety... jak jest na wakacjach to szału dostaję rozmawiając z nią
        przez telefon. Jak tam? fajnie. jaką macie pogodę? fajną. A jakie koleżanki?
        fajne.... i to wszystko co ma do powiedzenia.
    • l.e.a Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 17:09
      witam

      niestety moja mama uważa ( nie jestem pewna czy w dalszym ciągu )że urodzenie
      dziecka było moim błędem ... bo po co > na co ? bo cięzkie czasy, bo miałam
      karierę robić ...

      a moje dzieckoi mój mąż to największe skarby jakie posiadam...
      moja mama nie proponuje mi pomocy w opiece nad dzieckiem - pomimo, że dzieli
      nas 500km i przyjeżdżamy do niej w odwiedziny 2-3 x w roku woli wcześniej
      zakończyć chorobowe i wrócic do pracy niż pobyć ze mną i wnukiem . pomimo to
      bardzo ją kocham jest moją mamą, wiem,że życie ją nie oszczędza i nie ma
      obowiązku zajmowania się moja rodziną... mimo wszystko to boli sad

      co innego teściowa - jestem jej wdzięczna za każdą pomoc, i okazywaną miłość

      denerwuje mnie tylko jedna rzecz: czemu moja mama próbuje mi wmówić,że teściowa
      jest nami zmęczona i tak naprawde to ona doskonale wie, że chciałaby od wnuka i
      nas odpocząć sad
      • ulala72 Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 17:24
        Dziewczyny, naprawdę ciekawe są te Wasze historie. Każda inna i każda bardzo
        ważna.
        Może za jakieś dwadzieścia parę lat na tym forum napiszą tak o nas nasze
        córki? Myślicie o tym, jak to będzie, kiedy one będą matkami? Ja często o tym
        myślę...
        Pozdrawiam mamy i Wasze mamy.
        • betty_julcia Re: Ja - mama i moja mama 13.01.04, 22:31
          Ja zawsze byłam bardzo zżyta z rodzicami, zwłaszcz z mamą, ale urodzenie
          przeze mnie Julii jeszcze bardziej nas zbliżyły. Mnie i mamę. Już nie
          rozmawiamy ze sobą raz dziennie przez telefon ale czasami kilka razy, no i
          widujemy się też bardzo często bo mieszkamy blisko siebie.
          Ale przede wszystkim ja inaczej spojrzałam na rodziców. Chciałabym potrafić
          tak wychować swoje dziecko/dzieci aby miały do mnie i mojego męża taki
          szacunek, respekt jak ja do moich rodziców, chciałabym żeby mnie tak bardzo
          kochały i miały taki kontakt z nami jak ja z rodzicami. Zdaję sobie sprawę
          jakie to trudne, ile decyzji należy podjąć ile wyborów, nerwów, stresów i
          strachu o dziecko.
          poza tym dopiero teraz zrozumiałam co moja mama przeżyła tracąc przed
          urodzeniem mnie dwoje dzieci. Teraz to rozumiem. Wcześniej wiedziałam o tym
          ale nie rozumiałam, nie wiedziałam jaki straszny to ból. Teraz mogę się
          domyślić i kocham ją jeszcze bardziej.
    • danka24 Re: Ja - mama i moja mama 14.01.04, 02:53
      Przez długą część życia wydawało mi się, że jestem z mamą bardzo blisko.
      Dopiero po tym, kiedy naprawdę poznałam, co to znaczy okazywać uczucia i
      doświadczać tego od kogoś – wiedziałam, jaka byłam do tej pory uboga
      emocjonalnie ... no cóż, to były czasy „zimnego wychowu”: zero okazywania
      emocji, raczej wymagania. Codzienne „-Jak ci poszło w szkole?” - pytanie
      oczywiście o stopnie. 5 minus? A dlaczego minus? Problemy innej natury były dla
      rodziców nieważne.
      Bliska jest mi wypowiedź Umargos. Dla mojej Mamy też istotne było zaspokojenie
      naszych fizycznych potrzeb, tak bardzo, że zabrakło miejsca na zwierzenia. Może
      nie 100, ale 98% moich problemów było i jest jej całkowicie nieznanych...
      Nie pamiętam, kiedy moi rodzice mówili mi, że mnie kochają...dlatego do dzisiaj
      przechowuję w komórce smsa wysłanego przez nich w Walentynki 3 lata temu, dla
      zabawy, o treści „KOCHAMY CIEBIE”. To jeden z moich największych skarbów.
      Oczywiście pojawienie się Kubusia to wielkie wydarzenie – Mama go uwielbia i
      uważa za „swojego” synka (zawsze podejrzewałam, że moi rodzice chcieli, żebym
      była chłopcem). Relacja między nami, do tej pory – mimo pozorów – bardzo uboga –
      wzbogaciła się o nową, jakże nośną płaszczyznę: Kubusia. To jest temat zawsze
      gorący, a ponieważ ciągle coś się dzieje – wreszcie mamy o czym rozmawiać
      Wzruszam się widząc, jak mój synek wyzwala w nich pokłady czułości, jakich ja
      nie zaznałam. To znaczy, że są reformowalni.
      Wracając do Mamy – cieszę się, jak zapomina o swoich wpojonych „zasadach” , w
      chwili gdy ulega 2-letniemu wnuczkowi, który ciągnie ją za rękę, prosząc o
      wspólne szaleństwo.
      Problemy „fizyczne” teraz oczywiście też są arcyważne tzn jak jesteśmy u
      dziadków, to jestem dokładnie odpytana, co dziś Kubuś zjadł, czy już może coś
      dostać do jedzenia itp.
      Sądzę, że nasze relacje zmieniły się o tyle, że kiedyś byłam oceniana jako
      dziecko, a teraz ocenie podlega to, czy ich wnuk jest dobrze zaopiekowany...czy
      jestem dobrą matką. Nie zmienia to emocjonalnego chłodu między nami...
      niestety... buuuuuuuu sad((((((((((((((
      Danka
    • marcin-kaminski Re: Ja - mama i moja mama 14.01.04, 09:57
      Z moją mamą zawsze miałam idealne kontakty. Jest moją przyjaciółką. Po
      urodzeniu Kubusia faktycznie zbliżyłyśmy się jeszcze bardziej. Wiem, że jest
      ze mnie bardzo dumna, że sobie doskonale radzę, nie mając blisko żadnej pomocy
      (w Wawie, gdzie mieszkamy z mężem nie mam rodziny).
    • mama1232 Re: Ja - mama i moja mama 14.01.04, 11:07
      Kontakty moje z mamą zmieniły się na korzyść. Teraz dopiero,jak mam swoje
      dziecko,wiem ,jak bardzo trzeba się dla niego poświęcać. Będę wdzięczna mojej
      mamie za to do końca życia,bardziej niż do tej pory...
      • ulala72 Re: Czy mówicie to mamom? 14.01.04, 14:42
        To bardzo krzepiące poczytać o Waszych emocjach i przemyśleniach. SMS "Kochamy
        Cię" to naprawdę wielka rzecz. I w związku z tym mam pytanie - czy WY mówicie
        swoim mamom, że je kochacie? ale nie tak "Mamo, kochana jesteś, że mi
        pomogłaś", tylko tak bez okazji, z serca?
        A do wszystkich mam-córek z "zimnego wychowu" mam inne pytanie - czy
        czytałyście książeczkę Hanny Samson "Zimno mi,mamo"? To prawie o mnie.
        Przeczytajcie sobie przy okazji.
        Pozdrawiam
        • bazylea1 Re: Czy mówicie to mamom? 14.01.04, 18:02
          oj Ulala aż tak dobrze to nie jest... lata zimnego wychowu zrobiły swoje. co
          ciekawe moja mama oburza sie teraz gdy mój synek zajęczy a ja nie lecę od razu
          na łeb na szyję go pocieszać.
    • a.l.o.e.s Re: Ja - mama i moja mama 14.01.04, 22:28
      Zawsze wydawało mi się, że moje kontakty z mamą są idealne. Niedawno okazało
      się, że nie zgrzytało, bo nie miało powodu, nigdy nie zrobiłam niczego, z czym
      ona by się nie zgadzała (bez żadnych starań z mojej strony, poprostu tak
      wychodziło). Cóż, ponad rok temu zrobiłam rzecz, zdaniem mojej mamy, okropną.
      Nie dość, że urodziłam drugie dziecko, co samo w sobie jest ledwo tolerowalne,
      to jeszcze ośmieliłam się urodzić chłopca, co jest bezwzględnie niewybaczalne.
      Mama, przez jakiś czas, starała się ukrywać swoje uczucia. Z czasem szło jej
      coraz gorzej, aż w końcu ja przestałam udawać, że tego nie widzę. I...
      kontaktu nie ma, tak zwyczajnie i poprostu, nie ma. Smutne to, ale niestety
      prawdziwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka