Dodaj do ulubionych

Moje małżeństwo

24.10.09, 13:14
Tyle tu się ostatnio mówi na temat idealnych małżeństw i idealnych
partnerów, że postanowiłam przedstawić Wam swoje małżeństwo, które
jest.... całkowitym zaprzeczeniem ideału... a wręcz powoli robi się
koszmarem. Pozwolę sobie na szczerość, bo używam nicka, pod którym
nikt mnie nie zna i tak naprawdę nie wiem czego od Was oczekuję, bo
wiem, że już dawno powinnam od niego uciec.
Wyobraźcie sobie takie małżeństwo. Ona - ekstrawertyk, inteligentna,
zadbana i atrakcyjna (choć mam wiele kompleksów wiem, że podobam się
facetom), osiągająca sukcesy zawodowe, bardzo zaradna, dla której nie
ma rzeczy niemożliwych. Ambitna, energiczna, oczytana, kochająca
świat i wszystkich ludzi.
On - introwertyk, wiecznie narzekający, zmęczony i niezadowolony. Nie
interesujący się kompletnie niczym oprócz oglądania piłki nożnej w
TV, dla którego szczyt marzeń to leżenie od rana do wieczora i
nicnieorobienie. Nie lubiący czytać, mało inteligentny, mało zaradny,
wszystko przychodzi mu z ogromnym trudem. Nie ma ŻADNEJ rzeczy, na
której by się dobrze znał i nie ma ambicji żeby jakąś wiedzę zdobyć.
Do tego wszyscy ludzie są według niego nienormalni i nie warto się z
nimi zadawać, wszyscy go denerwują, przeszkadzają mu, jest strasznym
rasistą.
Kiedy zaszłam w ciążę kompletnie się tym rozwijającym w moim brzuchu
dzieckiem nie interesował (choć niby bardzo chciał dziecko). Nie
pomagał mi, nie troszczył się, nawet nie chciał przyłożyć ręki do
brzucha kiedy dziecko kopało. Pierwszy rok dziecka to była tragedia.
Kompletnie żadnej pomocy i wsparcia z jego strony! Dopiero po 1 roku
poczuł do dziecka miłość i jako tako zaczął się nią interesować i mi
pomagać.
W ogóle nie mogę na niego liczyć...Miałam straszliwie ciężki poród i
głupie położne wysłały mnie do domu bez sprawdzenia rozwarcia (w UK).
Zwijałam się w domu z bólu, gryzłam ściany, dostałam krwawienia, a on
jak gdyby nigdy nic poszedł spać. Prawie siłą zmusiłam go, żeby
zawiózł mnie do szpitala. Ledwo zdążyłam, bo zaczęłam rodzić na
korytarzu.
Inny przykład - jechaliśmy z rocznym dzieckiem pociągiem. Był
straszliwy tłok i udało mi się jedynie wsiąść do pierwszego z brzegu
przedziału, który okazał się cały zarezerwowany. Jakiś pan odstąpił
mi na chwile miejsca, a w tym czasie mój mąż miał znaleźć dla nas
miejsce. Tzn. ja poprosiłam go, żeby znalazł, a on stanął w
korytarzu i kompletnie to olał. Facet stał i czekał, ja czekałam, a
on sobie tam po prostu stał. Wstałam więc i z torbą, oraz malutkim
dzieckiem na ręką chodziłam od przedziału do przedziału, żeby ktoś mi
ustąpił. Do tej pory płakać mi się chce na samą myśl. Takich
przykładów mam wiele...
Żeby było jeszcze gorzej - w ogóle ze sobą nie sypiamy. W ciągu dwóch
ostatnich lat kochaliśmy się dwa razy! Z mojej inicjatywy... i było
beznadziejnie. Jesteśmy 9 lat razem i nigdy nie miałam z nim orgazmu.
Wiele razy mówiłam mu co i jak lubię, ale NIGDY nawet nie starał się
spełnić moich marzeń czy zadowolić mnie tak jakbym chciała. On nigdy
nie potrzebował zbyt wiele seksu i zawsze inicjatywa była po mojej
stronie, ale teraz już zwyczajnie niczego mi się inicjować nie chce,
bo w moich oczach on już mężczyzną nie jest.
Mam wrażenie, że mam w domu dwójkę dzieci. On naprawdę nic nie
potrafi sam zrobić, wszystko o co go proszę (np. umycie naczyń) robi
z wielką łaską i jest przy tym tak zdenerwowany, jakbym poprosiła go
o nie wiadomo jak trudną przysługę. Wszystkie naprawy w domu robię
ja, mój tato, lub on po długim rozmowach i instrukcjach z mojej lub
mojego taty strony.
Kompletnie nie ma poczucia humoru i totalnie przerastają go wszelkie
problemy. Kompletnie nie czuje się przy nim bezpieczna (kiedyś jakiś
facet zbluzgał mnie przy nim, a on nawet nie zareagował), nie mam w
nim żadnego wsparcia. Co więcej - ja go już chyba po prostu nie
kocham. Kompletnie mnie nie interesuje, nie czuję współczucia kiedy
jest chory, nie potrafię się do niego przytulić, a wręcz uciekam
nawet od jego dotyku. Czuje, że z dnia na dzień jest coraz gorzej i
boję się, że w końcu go znienawidzę.
Żeby nie było - mam ciężki charakter, jestem nerwowa i apodyktyczna.
Straciłam do niego cały szacunek i jedyne co mnie przy nim trzyma to
to, że nas (mnie i dziecko) kocha i, jak twierdzi, nie wyobraża sobie
życia bez nas. Boję się go skrzywdzić odejściem, ale prawda jest
taka, że krzywdzę go na każdym kroku, lekceważę go, poniżam, traktuje
jak śmiecia. Wiele razy mówiłam mu, że już go chyba nie kocham,
żebyśmy się rozstali, żeby znalazł sobie inną, a on jakby kompletnie
nie rozumie o co mi chodzi i twierdzi, że przecież wszystko jest w
porządku, kocha mnie i w życiu by mnie nie zostawił.
Jestem strasznie nieszczęśliwa... wiem, że powinnam odejść, ale jest
mi tak strasznie ciężko. Bądź co bądź spędziłam z nim prawie 1/3
mojego życia i jest mi naprawdę bliską osobą. Pojawił się w moim
życiu kiedy byłam ciężko chora i przez wiele lat bardzo mnie w mojej
walce o wyzdrowienie wspierał. Od początku wiedziałam, że to nie jest
facet dla mnie, już po paru miesiącach bycia razem chciałam od niego
odejść podając te same powodu, które przytoczyłam wyżej i co? wciąż
jestem z nim... nie wiem jak to się stało... Płakać się chce....
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa1 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 13:25
      po tym wszystkim co ci zrobil boisz sie go skrzywdzic odejsciem?
      no doprawdy, zasluzylas sobie na oltarz.
    • bombastycznie Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 13:33
      on Cię wcale nie kocha. wnioskujesz że Cie kocha tylko po jego słowach, a czym
      są słowa, a czym czyny? to jak on się zachowuje świadczy o tym że ma Ciebie w
      nosie. Mówi że Cię kocha żebyś poczuła się winna za ewentualne odejście. Mówi
      tak żebyś go nie zostawiła, żeby miał kogoś kto dla niego ugotuje, posprząta i
      dziecko urodzi. Nie zastanawiaj się zbyt długo, tym bardziej że już wiesz o tym
      że go nie kochasz, wiesz że czujesz się nieszczęśliwa. Jedyne co Was łączy to
      dziecko. Z Twojego opisu wywnioskowałam, że Twój mąż zachowuje się jakby był w
      ciągłej depresji, ale może po prostu już taki ma charakter, mimo wszystko zbyt
      długo się z nim męczyłaś.
      • bluematylde Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 13:47
        No właśnie on zawsze powtarza jak bardzo nas kocha... jak pytam jak
        to się objawia, bo ja w ogóle tego nie widzę, to odpowiada mi "stale
        o Was myślę.." Wczoraj wyjechał sam na wesele znajomej, bo nie
        mieliśmy z kim zostawić dziecka. Ja rozumiem, że ludzie nie za bardzo
        życzą sobie dzieci na weselu, ale w takiej sytuacji jestem w szoku,
        że znajoma tego nie zaproponowała i w szoku, że pomimo tego mój mąż
        pojechał sam... A zaczęłam pisać o weselu, bo nie ma go przez cały
        weekend i normalnie jestem szczęśliwa! Jak go nie ma to jestem
        weselsza, spokojniejsza, szczęśliwsza.
        • bombastycznie Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 13:51
          prosze bardzo, masz kolejny powód na to że mąż ma Cię gdzieś. On się Tobą i
          Waszym dzieckiem nie interesuje w ogóle, bo gdybyście, Ty i Twoje dziecko, mieli
          dla niego jakieś znaczenie, to zostałby z Wami w domu. Moim zdaniem to jest
          zupełnie jakieś dziwne zachowanie. Ciekawa jestem jak się tłumaczył gościom na
          weselu dlaczego jest sam.
        • daisy Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 13:59
          Nie wiem, nad czym się zastanawiasz i jakich szukasz odpowiedzi. Przecież
          wszystko sama dobrze wiesz, aż za dobrze. Zamiast czekać na niewiadomoco po
          prostu weź i rozwiedź się jak najszybciej. Z tego, co piszesz, wynika, że i tak
          będziesz sobie w brodę pluła, że tak długo z tym czekałaś.
          Rozwód to nic miłego, ale też żadna skomplikowana sprawa, jeśli nie macie
          pokręconej sytuacji majątkowej. Moja przyjaciółka (z dzieckiem, jak ty) niedawno
          dostała rozwód na jednym godzinnym posiedzeniu - da się. I odżyła.
          I przestań obarczać męża winą za własną inercję. Jesteś z nim, bo tak ci
          wygodnie (sama najlepiej wiesz dlaczego), a nie bo masz takie dobre serduszko.
          Weź się w garść.
    • insomnia0 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 14:00
      nie rob sobie tego..nie krzywdz siebie..nie niszcz swojego zycia.. badz
      szczesliwa.. zmien to...
      twoje dziecko bedzie widzialo Ciebie jako nieszczesliwa matkę... tego chcesz?
      odejdz... on bedzie zawsze ojcem twojego dziecka... ale Ty pomysl o sobie o
      swoim zyciu.. czy chcesz je tak zaprzepascic? chcesz je przegrac z takim gosciem..?

      pozwol sobie na normalne zycie.. radosne i pelne milosci..


      zostaw go..
    • nombrilek Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 14:01
      No nie moge, nie chce mi sie wierzyc ze sa takie glupie baby.

      Kocha Cie, tak?
      no faktycznie po tych wszystkich przykładach tak traktuje sie osobe
      którą sie kocha.

      A wogole to poprostu zapytam, po co z nim jestes? bo chyba nie z
      faktu ze przydarzyła sie wpadka, bo dziecko pojawiło sie pozniej.
    • gryzelda71 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 14:16
      Straciłam do niego cały szacunek i jedyne co mnie przy nim trzyma to
      to, że nas (mnie i dziecko) kocha i, jak twierdzi, nie wyobraża sobie
      życia bez nas.


      Nie kocha ciebie.Ale wierze,że nie wyobraża sobie życia bez was.Nie byłoby już
      tak wygodnie.
    • daisy Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 14:39

      > Ona - ekstrawertyk, inteligentna,
      > zadbana i atrakcyjna (choć mam wiele kompleksów wiem, że podobam . się
      facetom), osiągająca sukcesy zawodowe, bardzo zaradna, dla której nie ma rzeczy
      niemożliwych. Ambitna, energiczna, oczytana, kochająca świat i wszystkich ludzi.
      ----------------------------------

      A tak na marginesie, to twoje wyobrażenie na własny temat jest błędne. Gdybyś
      rzeczywiście taka była, byłabyś zupełnie z kim innym. Powinnaś do tego dodać:
      bardzo niepewna siebie, o obniżonym poczuciu własnej wartości. Nie piszę tego,
      żeby cię zdołować, ale dlatego, że być może w tym tkwi problem. Z twojego opisu
      widać, że zdecydowałaś się na związek z tym facetem, chociaż go nie kochałaś.
      Sądzę, że zrobiłaś to ze strachu przed samotnością, z niemożności odrzucenia
      czyjegoś uczucia, bo nie wierzysz, że mogłabyś chcieć i dostać więcej.
      A teraz cierpisz, ale dalej z nim siedzisz. Bo cię kocha...
      Kocha? To jego broszka. Ważne jest, czy ty kochasz jego!
      • marzeka1 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 14:55
        "Nie
        interesujący się kompletnie niczym oprócz oglądania piłki nożnej w
        TV, dla którego szczyt marzeń to leżenie od rana do wieczora i
        nicnieorobienie. Nie lubiący czytać, mało inteligentny, mało zaradny,
        wszystko przychodzi mu z ogromnym trudem. Nie ma ŻADNEJ rzeczy, na
        której by się dobrze znał i nie ma ambicji żeby jakąś wiedzę zdobyć. "- opis
        pana + inne jego "akcje" są tak odstręczające, że aż dziw bierze, że jesteś z
        kimś takim.Aha, zgadzam się z diasy, masz chyb zaburzone postrzeganie własnej
        osoby, ktoś, kto jest ambitny, energiczny i ZARADNY, kopnąłby takiego pana w
        dupę. Kurczę, masz jedno życie, JEDNO, dlaczego je marnujesz i jesteś w nim
        nieszczęśliwa??????
        • angazetka Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 15:19
          Mogę się tylko pod tym podpisać. Dziewczyno, spędziłaś z nim 1/3
          dotychczasowego życia - i starczy! Jak możesz być z człowiekiem
          tępym, leniwym, bez ambicji i w dodatku takim, który Cię nie szanuje?
          • marzeka1 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 15:54
            "Jak możesz być z człowiekiem
            tępym, leniwym, bez ambicji i w dodatku takim, który Cię nie szanuje? "- no bo
            pan mówi, że kocha i myśli, boskie, po prostu boskie. Tez powiem założycielce
            wątku, że ją kocham i o niej myślę.... gadanie NIC nie kosztuje, czasem nie
            wiem, dlaczego niektóre kobiety tak czepiają się słów, gdy w związku z facetem
            tak ważne są czyny, działanie.
            • triss_merigold6 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 15:57
              Dylemat gracza giełdowego - im większa inwestycja tym trudniej się
              wycofać ze stratą.
              • marzeka1 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 16:03
                Ale jakie tu widać szansę na zysk? Nie mam skłonności do depresji, ale na samą
                myśl, że miałabym żyć z TAKIM panem, mam dreszcze.Organicznie nie znoszę
                rozmemłanych,niepozbieranych, głupich facetów, na dodatek pogardzających
                kobietami, gdy sam pan NIC sobą nie reprezentuje. Cóż za marnowanie życia przy
                kimś takim!
                • triss_merigold6 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 16:09
                  Nie wiem jaka nadzieja na zysk, sam opis wprawia w nastrój męcząco -
                  depresyjny.
                  Z drugiej strony presja opinii, rodziny i dziecka. Bo w sumie cóż on
                  takiego złego robi? Jakieś pieniądze przynosi, nie pije, nie szlaja
                  się, nie bije, nie zdradza, kłopotów większych nie sprawia. W tym
                  kraju kobiecie trudno odejść od faceta tylko dlatego, że pan jest
                  wampirem emocjonalnym. Mogę się założyć, że dziecku sprzedawałby
                  tekst, że mamusi odbiła szajba.
                  Nie wiem, najkorzystniej byłoby go jakoś humaniarnie uśpić.
      • lolinka2 Re: Moje małżeństwo 26.10.09, 16:33
        daisy, nie mogłabym zgodzić się bardziej smile
    • triss_merigold6 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 15:46
      Jasne, że Cię kocha. Jak pasożyt żywiciela.
    • stinefraexeter Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 19:02
      Ja to widzę tak: jesteś zagubioną, trzęsącą się w środku ze strachu kobietką,
      która boi się podjąć jakąkolwiek decyzję.

      Tak bardzo gardzisz swoim mężem, ale w rzeczywistości brak ci jaj, żeby wreszcie
      zacząć działać.

      Myślisz, że twój mało inteligentny mąż tego nie widzi? Myślisz, że on nie wie,
      jak bardzo masz go dość? A mimo to wciąż u jego boku tkwisz. Wbrew temu, co
      sądzisz, to on jest silniejszą stroną w waszym związku. I dlatego sam nie
      proponuje rozstania. Ty zaś czekasz w zasadzie na to, aż on ci sam pod nos
      podetknie papiery rozwodowe.
    • bluematylde Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 19:54
      Kochane dziewczyny. Wszystko co napisałyście to prawda, włącznie z
      tym o mnie samej. Tak - boje się odejść, tak - panicznie boję się
      samotności i samotnej starości, tak - ostatnimi czasy, będąc na
      wychowawczym przez 2 lata (z wyboru) bardzo straciłam wiarę w siebie,
      do tego wydaje mi się, że ja już z nikim nie potrafiłabym ułożyć
      sobie życia (przykład - jakiś czas temu miałam okazję umówić się z
      bardzo fajnym facetem, który bardzo na spotkanie nalegał i nie byłam
      w stanie tego zrobić). Zresztą całe życie gram, a tak naprawdę, w
      środku jestem przestraszoną, straszliwie samotną dziewczynką. Nie
      wiem czy mój mąż nie zdaje sobie sprawy z tego, że już go nie kocham,
      czy tylko tak udaje, ja natomiast czuję, że on jednak w jakiś sposób
      mnie kocha. Sęk w tym, że nigdy przez te 9 lat mi tego nie
      okazywał...
      • sapalka1 Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 12:47
        Zycie jest krótkie. Jeśli nie odejdziesz od niego teraz - wyobraź sobie co
        będziesz mogła na przed śmiercią o swoim zyciu powiedziec... "przeżyłam życie z
        facetem, którego nie kochałam, nie szanowałam, który mnie nie szanował i nie
        kochał" (słowa to nie wszystko). Paskudnie, prawda? Zostaw go i zacznij zyć i
        być szczęśliwą. Czy Ty nie karzesz się za coś pozostając w tym związku? Zostaw
        go i pokaż swojemu dziecku szczęśliwe życie
    • mrs.solis Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 20:01
      Sorry,ale zgadzam sie z forumkami,ktore twierdza,ze on cie nie
      kocha. On potrzebuje ciebie,zeby przjejsc jakos przez zycie,bo
      jestes ta ktora dzwiga garb w tym zwiazku. Gdyby maz cie kochal to
      na twoje slowa o braku milosci z twojej strony zaczalby sie bardziej
      starac i widzialabys jak bardzo go zranily takie slowa. Tu wyglada
      na to,ze po twoim starym te slowa splynely jak po kaczce. Chyba
      nadszedl czas zeby sie pozegnac zanim naprawde znienawidzisz go do
      tego stopnia,ze nie bedziecie nawet w stanie dla dobra dziecka
      przebywac w jednym pomieszczeniu.
    • kol.3 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 20:02
      Bardzo bym była ciekawa opowieści Twojego męża o Waszym małżeństwie.
      Niby taki denny drewniany facet, ale wspierał Cię przez lata w długiej
      chorobie... Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku.
      • bluematylde Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 20:39
        Wiesz - ja również bardzo ciekawa byłabym jego opowieści, bo za
        każdym razem jak z nim o tym rozmawiam, a podejmowałam już naprawdę
        tysiące rozmów, pisałam listy itd. w których mówiłam mu co mnie
        gryzie, co mi w nim przeszkadza i prosiłam o to, żeby powiedział mi
        co mu przeszkadza u mnie. NIGDY nie doczekałam się odpowiedzi z
        jakimikolwiek zarzutami w stosunku do mnie (a naprawdę chciałam je
        usłyszeć, naprawdę chciałam walczyć o ten związek i sama się
        zmienić), ZAWSZE było to samo - zmienię się, poprawię się, lub - o co
        Ci chodzi? przecież wszystko jest w porządku, wszystkie małżeństwa
        mają gorsze i lepsze chwile... Nie rozumiem go. Nie wiem czy naprawdę
        nie widzi problemu czy tylko udaje głupiego. Dla niego zawsze jestem
        (jego słowa) idealna i najlepsza. Baaardzo chciałabym, żeby choć raz
        do mnie krzyknął, wykrzyczał co czuje, zdenerwował się na mnie,
        powiedział, że jestem taka i owaka. Nigdy to się nie zdarzyło.
        No ale prawda zawsze leży po środku, wiadomo, że pisze z mojego tylko
        punktu widzenia.
      • marzeka1 Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 20:39
        "Tak - boje się odejść, tak - panicznie boję się
        samotności i samotnej starości"- a pan mąż zapewnia ci super towarzystwo? I przy
        takim podejściu zapewni wspólna starość? Będziecie dwoma starymi grzybami, ty
        będziesz grzybem, który na dodatek miał świadomość, jak jest źle i pozwolił na
        zmarnowanie życia. Tez będę starym grzybem, ale przynajmniej robię wszystko, by
        zyć jako szczęśliwa kobieta, nie zawsze mi się udaje, ale robię, co w mojej
        mocy, by być szczęśliwą.
    • mysia-mysia bluematylde! 24.10.09, 22:28
      sprawdź pocztę
      • bluematylde mysia-mysia 24.10.09, 22:33
        Wyślij jeszcze raz, bo nie miałam skonfigurowanej skrzynki.
        • mysia-mysia Re: mysia-mysia 25.10.09, 23:09
          wysłałam
    • anmoko Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 22:45
      Kochana, musisz sama podjac decyzje. My Ci w tym nie pomozemy, sama
      najlepiej wiesz jak tam jest miedzy Wami. Ale sprobuj wziac sie w
      garsc (moze wizyta u madrego psychoterapeuty?), bo szkoda zycia.
      Uszy do gory, bedzie dobrze! smile
      • daisy Re: Moje małżeństwo 24.10.09, 23:44
        Smutna Matyldo, nie bój się. Cóż takiego złego może się stać? Popatrz życiu w
        oczy. Możesz się rozwieść i zostać sama z córką. Czy i to nie byłoby lepsze niż
        twoja obecna sytuacja?
        Strach, litość - to nie są dobre motywacje w związkach. Ani w życiu. Wypuść tego
        faceta, on też pewnie odżyje z kim innym. I nie martw się, że cię kocha. Jeśli
        kocha, to będzie walczył, może wreszcie doczekasz się tej upragnionej
        komunikacji. Ale bardzo wątpię...
        Nawzajem się wypuśćcie z tego wampirycznego uścisku.
        • czar_bajry Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 01:51
          Dziwię się że jeszcze trwasz w tym związku.
    • iwles Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 01:17

      odejdź zanim znienawidzisz siebie za to, że z nim jestes.
    • wieczna-gosia Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 07:30
      sluchaj a dlaczego w zasadzie z nim jestes? Bo opisalas faceta
      skladajacego sie z samych wad...
      • bluematylde Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 08:20
        Wieczna-gosiu - fakt, obecnie widzę w nim same wady i z dnia na dzień
        jest coraz gorzej. Doszło do tego, że denerwuje mnie wszystko co
        robi, każdy jego ruch i nie widzę w nim żadnych zalet. Tak jak
        pisałam poznałam go w bardzo trudnym okresie mojego życia i bardzo
        mnie wtedy wspierał. Trwałam tak z nim wiedząc, że nie jest to facet
        dla mnie. Patrząc na te 9 lat wstecz jedyne zalety jakie w nim widzę
        to to, że był przy mnie bez względu na wszystko, że mnie wspierał,
        opiekował się mną, zawsze mogłam na niego liczyć, dał mi tą czułość i
        miłość jakiej wtedy potrzebowałam i zawsze był dla mnie bardzo dobry.
        Teraz jednak myślę sobie, że to co robił tak naprawdę nie wymagało
        żadnego wysiłku, bo jak przyszło co do czego i zaczęło się prawdziwe
        życie, prawdziwe problemy (typu moja bardzo trudna ciąża i trudny
        poród, lub sytuacja w pociągu czy inne jak szukanie pracy,
        odpowiedzialność za dziecko) to okazało się, że w ogóle nie mogę na
        niego liczyć. Wtedy też właśnie zaczęłam się od niego bardzo oddalać
        i tak naprawdę staliśmy się obcymi sobie ludźmi, mieszkającymi pod
        jednym dachem, którzy nawet wieczorami wychodzą osobno.
        Wiecie co - chciałabym, żeby on mnie zdradził, znalazł sobie inna, bo
        wtedy odejście byłoby o wiele łatwiejsze.
        • wieczna-gosia Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 08:38
          nie da sie zjesc ciastka i miec ciastko....
        • majan2 Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 21:21
          Łatwo pisać, odejdź, ale skoro czujesz sie z nim źle, masz swoja pracę to może
          jednak warto dać sobie szanse na szczęscie?
    • sabka22 Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 19:30
      Wiesz co jakbyś o mnie pisała....normalnie jak z mojego życia,pare
      szczegułów się różni,aż niemożliwe.
      Tylko ja chyba dam sobie spokuj,tez mi ciężko bo facet twierdzi ze
      chce być ze mną do końca życia ale ja nie moge go sobie tak
      zmarnować,potrzebuje miłości i oparcia a on mi tego nie daje.
      Mam już napisany wniosek o alimenty ale ciężko do sądu dojść....
    • cathy1976 Re: Moje małżeństwo 25.10.09, 22:01
      Przecież Ty wiesz sama, że musisz odejść.
      Nie czekaj na żaden impuls, na wydarzenie, które sprawi, że decyzja
      niejako 'sama się podejmie' i nie Ty będziesz odpowiedzialna za
      rozpad małżeństwa.
      Już wystarczająco daleko zaszliście-macie wspólne dziecko! Nie
      brnijn dalej.
      Wiem jak się możesz czuć, bo właśnie tak czułam się pod koniec
      mojego pierwszego małżeństwa (na szczęście bezdzietnego). Odeszłam
      kiedy sobie uświadomiłam że jednym powodem dla którego tkwe w
      bezsensownym związku jest jakieś idiotyczna niechęć do zmian, choćby
      to miały byc zmiany na lepsze.
      Jeszcze w 5 lat po rozstaniu odczywam ulgę.
      powodzenia
      • karla134 Re: Moje małżeństwo 26.10.09, 04:03
        Uciekaj jak najszybciej!!!możesz ratować przede wszystkim siebie, a jeśli chodzi o dzieci(czy są czy ich niema)dorosną i będą miały swoje życie, a ty! zostaniesz sama jak palec.
        Wierz mi znam podobny przypadek i taką osobę co żyje w takim związku, chorym związku! który zmienił zupełnie jej osobowość i światopogląd jest to bardzo inteligentna osoba i z tym mogła daleko zajść, no ale co z tego sterowana jak robot, nie wiem jak można aż tak człowiekiem manipulować w taki sposób, teraz to chyba nie ma zbyt wielu przyjaciół raczej wrogów, a co gorsza ta farsa się pogłębia.
        Pozdrawiam i życzę dużo siły bo nie będzie łatwo. smile
    • pesteczka5 Re: Moje małżeństwo 26.10.09, 07:09
      A może jednak pogadaj z psychologiem? Pomógłby Ci uporządkować swoje
      uczucia. Masz wielkie poczucie winy wobec męża, uważasz, że masz
      dług wdzięczności, jednocześnie pogardzasz nim, irytuje Cię.
      Chciałabyś mocnych uczuć, trzęsienia ziemi - żeby on walczył,
      pokłócił się, wykrzyczał, a on jest taki letni, stały, deklaratywny,
      co Cię doprowadza do pasji. Masz dość, a jednak coś Cię trzyma.
      Nienawidzisz go niemal, masz poczucie bezsensu, ale nie jesteś na
      tyle swego pewna, żeby go tak po prostu rzucić. To mi przywodzi na
      myśl, że męczysz się, ale nie tylko z mężem, a sama ze sobą. Nie
      chcę stawiać diagnoz, bo nic o Was nie wiem i nie jestem
      psychologiem - ale gorąco namawiam Cię na rozmowę z fachowcem.
      Nabierzesz, być może, jasności, jak to jest. Może nie do końca tak,
      jak to teraz widzisz. Jeśli problemy z mężem, to może trzeba
      działać, a jak ze sobą? Wówczas z mężem czy bez, będziesz mieć je
      nadal...
      Wszystkiego dobrego Ci życzę. Nie tkwij w tym. Nabierz dystansu,
      jasności, porób porządki - ale najpierw rozeznanie, bo teraz jesteś
      jak dziecko we mgle.
    • daga_j Re: Moje małżeństwo 26.10.09, 16:25
      Według mnie powinnaś jednak się z nim rozstać. Co to prezentujesz to nie jest
      małżeństwo - to jakiś chory układ. Ty nie jestem w nim szczęśliwa, nie kochasz i
      nie szanujesz męża - więc naprawdę dla dobra tej rodziny powinniście się
      rozstać. Ile lat jeszcze chcesz chodzić taka sfrustrowana, nieszczęśliwa,
      niespełniona? Jak się rozwiedziesz to będziesz mogła zacząć nowe życie, być może
      znajdziesz męskiego faceta, przy którym poczujesz się jak kobieta, adorowana,
      doceniana, gdzie będzie czułość. Pokażesz dziecku jak to powinno funkcjonować!
      Wiesz, nie dziwię się, że Twojemu mężowi jest tak wygodnie i on nie chce się
      rozstawać. To prosty typ, lubi spędzać czas na kanapie i Ty mu to umożliwiasz,
      jako jedna z niewielu kobiet na świecie które by na to poszły, no to słuchaj,
      jak on ma szukać innej? Lepszej nie znajdzie. Masz rację - NIC Was nie łączy, od
      lat, dawna miłość minęła, wdzięczność za poprzednie lata (w chorobie) pozostaną
      w Twej pamięci, ale nie masz obowiązku spłacać tego "wirtualnego" długu w
      nieskończoność. Zrób coś dla siebie, zasługujesz na to, poradzisz sobie. Każdy
      jest kowalem swojego losu, nie musisz bać się o to jak sobie poradzi Twój mąż,
      jest dorosły i musi się wziąć za siebie, nie umie zadbać o rodzinę to na nią nie
      zasługuje. On zasługuje na przeczytanie Twojego postu i to w formie
      rozszerzonej, która będzie się świetnie nadawała na pozew sądowy. Jego wyraźna
      niechęć do działania w związku, do bycia głową rodziny lub chociaż aktywnym
      członkiem (hm dobrze powiedziane wink sprawia, że rozwód mógłby być orzeczony z
      jego winy, aczkolwiek nie znam Ciebie w tym związku, może zadowolisz się
      rozwodem z obopólną winą ale tak czy siak, należy Ci się nowe życie, nie marnuj
      kolejnych lat przy kimś, kto na to nie zasługuje!
    • mamavinca Re: Moje małżeństwo 26.10.09, 17:27
      To straszne i smutne co napisalas....Mysle ze ten watek powinien byc
      przestroga dla innych par(mlodych ludzi), ktore widza ze partner nie
      jest tym wlasciwym a mimo tego brna dalej w zwiazek, ktory i tak nie
      ma sensu bo ludzie sie przeciez nie zmieniaja...Mysle ze masz na
      tyle odwagi by naprawic swoj blad i zrobic to co nakazuje Ci rozum
      bo zycie ma sie przeciez tylko jedno!
    • 40stka Re: Moje małżeństwo 26.10.09, 21:28
      "Ona - ekstrawertyk, inteligentna, zadbana i atrakcyjna (choć mam wiele
      kompleksów wiem, że podobam się facetom), osiągająca sukcesy zawodowe, bardzo
      zaradna, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Ambitna, energiczna, oczytana,
      kochająca świat i wszystkich ludzi.”
      – czyli chodzący ideał.
      Który stwierdza, że „krzywdzę go na każdym kroku, lekceważę go, poniżam,
      traktuje jak śmiecia.

      Ostatnimi czasy … wydaje mi się, że ja już z nikim nie potrafiłabym ułożyć
      sobie życia (przykład - jakiś czas temu miałam okazję umówić się z bardzo fajnym
      facetem, który bardzo na spotkanie nalegał i nie byłam w stanie tego
      zrobić)…
      " - czyli uczciwość nie jest mocną stroną
      "Zresztą całe życie gram, a tak naprawdę, w środku jestem przestraszoną,
      straszliwie samotną dziewczynką.”
      „Od początku wiedziałam, że to nie jest facet dla mnie, już po paru miesiącach
      bycia razem chciałam od niego odejść podając te same powodu, które przytoczyłam
      wyżej i co? wciąż jestem z nim... nie wiem jak to się stało...”

      „Wiecie co - chciałabym, żeby on mnie zdradził, znalazł sobie inna, bo wtedy
      odejście byłoby o wiele łatwiejsze.”
      – i tu kłania się problem z dorosłością:
      braniem odpowiedzialności za siebie i innych, podejmowaniem decyzji i
      ponoszeniem ich konsekwencji.

      On – absolutny zbiór wad…
      obecnie widzę w nim same wady i z dnia na dzień jest coraz gorzej. Doszło do
      tego, że denerwuje mnie wszystko co robi, każdy jego ruch i nie widzę w nim
      żadnych zalet.”

      "Teraz jednak myślę sobie, że to co robił tak naprawdę nie wymagało żadnego
      wysiłku, bo jak przyszło co do czego i zaczęło się prawdziwe życie, prawdziwe
      problemy … to okazało się, że w ogóle nie mogę na niego liczyć."
      - jako
      opiekunka osób chorych wiem, że skąd przebywanie z takimi osobami to sama
      przyjemność. Nic tak korzystnie nie wpływa na ludzi jak ciężka choroba, strach i
      cierpienie.
      "Wtedy też właśnie zaczęłam się od niego bardzo oddalać i tak naprawdę
      staliśmy się obcymi sobie ludźmi, mieszkającymi pod
      jednym dachem, którzy nawet wieczorami wychodzą osobno.”
      „…poznałam go w bardzo trudnym okresie mojego życia i bardzo mnie wtedy
      wspierał. Trwałam tak z nim wiedząc, że nie jest to facet dla mnie. Patrząc na
      te 9 lat wstecz jedyne zalety jakie w nim widzę to to, że był przy mnie bez
      względu na wszystko, że mnie wspierał,
      opiekował się mną, zawsze mogłam na niego liczyć, dał mi tą czułość i miłość
      jakiej wtedy potrzebowałam i zawsze był dla mnie bardzo dobry.„

      ...pojawił się w jej życiu kiedy była ciężko chora i przez wiele lat bardzo ją w
      walce o wyzdrowienie wspierał.
      „Dla niego zawsze jestem (jego słowa) idealna i najlepsza. Baaardzo
      chciałabym, żeby choć raz do mnie krzyknął, wykrzyczał co czuje, zdenerwował się
      na mnie, powiedział, że jestem taka i owaka. Nigdy to się nie zdarzyło.”


      Cóż nie przesądzam kto bardziej zawinił w rozpadzie tego związku, ale jak wynika
      z przytoczonych cytatów sposób przedstawienia sytuacji jest mało konsekwentny i
      spójny.
      Autorka ma wyraźne problemy oceną samej siebie, a tym samym całej sytuacji w
      której się znalazła.
      Ponadto nie znamy relacji męża. A jak wiadomo każdy medal ma dwie strony. Więc
      tym bardziej trudno o poważną ocenę i radę.
      Moim zdaniem należałoby zacząć od wizyty u psychologa, może nawet u psychiatry.
      Być może te obniżenia nastroju i samooceny będą wymagały wsparcia leczeniem
      farmakologicznym. Przynajmniej przez jakiś czas.
      Potem możnaby spróbować wizyty u doradcy rodzinnego, ewentualnie terapii
      małżeńskiej.
      Tylko to trzeba zrobić samemu i jest to trudniejsze od wyżalania się na forum.
      • bluematylde Re: Moje małżeństwo 27.10.09, 07:01
        40stko dziękuję Ci za tego posta. Nie jestem ideałem o czym napisałam
        niżej. Wiem, że mam bardzo trudny charakter - jestem apodyktyczna,
        wybuchowa, lubię stawiać na swoim itd. Co do uczciwości to tu się nie
        zgodzę, bo to właśnie ona nie pozwoliła mi na spotkanie z tym
        facetem. Po prostu nie byłam w stanie zrobić takiego świństwa mojemu
        mężowi, pomimo wszystko, pomimo tego, że od niego pod tym względem
        nie dostaje nic, więc generalnie powinnam mieć to gdzieś.
        Pewnie masz rację, że potrzebuje terapii, jestem tego świadoma. Moje
        życie nie należy i nie należało do najłatwiejszych, co oczywiście nie
        pozostało bez wpływu na moją psychikę. Czuję się strasznie zagubiona,
        rozbita i nawet nie tyle niekonsekwentna co przerażona potencjalnymi
        skutkami moich decyzji.
        • mamavinca Re: Moje małżeństwo 27.10.09, 09:19
          Wszystko bedzie dobrze, musisz miec tylko duzo sily i wiary w
          siebie! Zycze Ci abys spotkala kogos na swej drodze kto pomoze Ci
          byc szczesliwa i odmieni Twoje zycie.
        • 40stka Re: Moje małżeństwo 27.10.09, 09:45
          bluematylde napisała:
          > Co do uczciwości to tu się nie zgodzę, bo to właśnie ona nie
          > pozwoliła mi na spotkanie z tym facetem. Po prostu nie byłam w
          > stanie zrobić takiego świństwa mojemu mężowi, pomimo wszystko,
          > pomimo tego, że od niego pod tym względem nie dostaje nic, więc
          > generalnie powinnam mieć to gdzieś
          - no i tu jest problem systemu wartości: moim zdaniem to, że oceniasz zachowanie męża jako złe nie uprawnia do nielojalności. I wcale nie powinnaś "mieć to gdzieś". Dałaś mu słowo a pacta sunt serwanda.
          > Pewnie masz rację, że potrzebuje terapii, jestem tego świadoma.
          > Moje życie nie należy i nie należało do najłatwiejszych, co
          > oczywiście nie pozostało bez wpływu na moją psychikę. Czuję się
          > strasznie zagubiona, rozbita i nawet nie tyle niekonsekwentna co
          > przerażona potencjalnymi skutkami moich decyzji.
          - nie chodziło mi o ocenę Twojego charakteru tylko Twojego stanu psychicznego. Po prostu uważam, że znajdujesz się w stanie, który uniemożliwia spokojną i racjonalną ocenę sytuacji, w tym Twojego małżeństwa. Kłopoty chodzą stadami. Takie życie. Problemy jednak należy rozwiązywać po kolei czyli: najpierw Ty sama i Twoje zdrowie, a dopiero potem kwestia małżeństwa i relacji z mężem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka