Dodaj do ulubionych

życie towarzyskie e-mamy

05.11.09, 20:26
czy zwracacie uwagę na kwestię pewnej równowagi w relacjach ze znajomymi?
najczęściej to my gościmy znajomych i fajnie, ale od czasu do czasu
oczekiwałabym rewanżu, bo czemu tylko ja mam skakać przy garach?

ostatnio rozmawialiśmy z małżem, który spotkał kogoś wieki nie widzianego. I
mówi mi, że ten ktoś się przymilił o wizytę u nas. Jakoś nie wykazałam
entuzjazmu dla takiego tupetu. Ten facet nigdy nie był w zażyłych stosunkach z
moim, ostatnio widzieli się z 10 lat temu, ja o facecie nigdy nie słyszałam
nawet - i mam wyskakiwać z kolacją dla znajomego-znajomych? bo ciekawy jest
jak mieszkamy? skoro gościowi zależy na kontaktach, to wypadałoby chyba
najpierw wyjść z zaproszeniem do siebie, a nie wpraszać się do prawie obcych
ludzi?

Albo taka sytuacja - mąż stwierdza, że dawno się nie widzieliśmy z Iksińskimi.
Mówię więc, że owszem, bo Iksińscy byli u nas wielokrotnie, ale w zasadzie
przez 8 lat my do nich byliśmy zaproszeni raptem raz, więc wydaje mi się że
też mogliby się wysilić. Nie jest to jedyna para, która dzwoni i proponuje
spotkania, ale wychodzi na to, że chętnie, ale nas. Wygodnictwo?

mnie zaczęła taka jednostronność wkurzać, przesadzam?

Obserwuj wątek
    • e.mama.s Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 20:31
      Ja bardzo dobrze gotuję i i urządzam super przyjęcia z super
      zakaskami i w ogole, ale teraz coraz mniej czasu i inne ważne
      zrzeczy na głowie i zaczyna mi się to coraz mniej podobać bo jak
      zauważylaś urobi się czlowiek bardzo. Więc teraz jak ktoś chce wpaść
      to się wymiguje. Prawda znajomi się rozpuścili.
    • triss_merigold6 Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 20:37
      Jednostronność znam, bo w wieku wczesnostudenckim jako jedna z
      nielicznych dysponowałam mieszkaniem bez rodziców i 3/4 imprez było
      u mnie, z Sylwestrami włącznie. Potem już we własnym mieszkaniu to
      samo, wielokrotne spędy na kilkanaście-20 osób. Znudziło mi się.
      Teraz zapraszam pojedyncze osoby, najczęście pakiet koleżanka +
      dziecko w wieku mojego. Żadnych kolacji nie robię.
      • phantomka Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 20:48
        Najczesciej to my wychodzimy do kogos. Zapraszamy znajomych,
        przychodza, ale jakby zliczyc, to jednak my czesciej goscimy u
        kogos. U nas kazdy znajomy, ktory wdrapie sie na 4 pietro,
        stwierdza, ze to jego ostatnia wizyta u nas, hehe.
        Mamy jednych takich znajomych (a wlasciwie jest to szwagier i jego
        zona) ktorzy najchetniej zamieszkaliby u nas, a sami nigdy nie
        zaprosili. O ile zone jego rozumiem, bo jest z zupelnie innej
        kultury (Nepalka) i kieruje sie innymi zasadami, o tyle szwagra nie
        rozumiem i tym sposobem nie toleruje go rowniez w domu, tzn. jego
        zona moze do mnie przyjezdzac, on juz nie jest mile widziany, o czym
        wie (chociaz zlozylo sie na to kilka jeszcze kwestii zwiazanych z
        brakiem wychowania w stosunkach miedzyludzkich)
      • burza4 Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 21:00
        ja się zastanawiam, czy ludzie nie czują, że zwykła przyzwoitość nakazywałaby
        zrewanżować się od czasu do czasu?

        Wkurza mnie, że każdy kontakt przebiega pod hasłem "musimy się spotkać", ale
        zaproszenie nie pada, tylko czekają na nieśmiertelne "to wpadnijcie do nas".
        Małż ubolewa, że się znajomości rozluźniają, ale czy ja mam być jedynym KaOwcem
        wśród znajomych?
        • triss_merigold6 Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 21:11
          Byłam KO-wcem. Wyjazdy wakacyjne i na narty też zdarzało mi się
          organizować. Teraz od dłuższego czasu mam to głęboko w d... bo
          skupiam się na dziecku, partnerze i zarabianiu pieniędzy. Poza tym z
          przedszkolakiem mam zdecydowanie mniejszą mobilność niż jako
          bezdzietna.
          • burza4 Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 21:38
            Lubię spotykać się z ludźmi, mąż lubi spotkania u nas, bo nie musi jeździć. Jego
            w ogóle nie rażą takie sytuacje jak z tym starym "koleżką". Mnie wręcz zatkało
            że komuś do głowy mogło przyjść bezceremonialne domaganie się zaproszenia od
            kogoś, kogo się przelotnie zna z grilla u wspólnych znajomych. Nie lubię takich
            tupeciarzy, a biedny mąż nie rozumie, czemu pogoniłam go z pomysłem kolacjismile
            • attiya Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 08:36
              burza4 napisała:

              > Nie lubię takich
              > tupeciarzy, a biedny mąż nie rozumie, czemu pogoniłam go z pomysłem kolacjismile

              w szczególności, że to pewnie Ty (zakładam, że tak) musiałabyś ową kolację
              przygotować, podać, posprzątać smile
              no fakt, "biedny" mąz smile
      • lilka69 triss merigold 06.11.09, 10:40
        ja tez dysponowlam wlasnym mieszkaniem na studiach ale NIE ZAPRASZALAM na
        imprezy. zeby mi zwymiotowali na nowiutkie sciany? po prostu zapaszalam 1-2
        osoby na kulturalne winko.
        • angazetka Re: triss merigold 06.11.09, 11:03
          > ja tez dysponowlam wlasnym mieszkaniem na studiach ale NIE
          ZAPRASZALAM na imprezy. zeby mi zwymiotowali na nowiutkie sciany?

          Współczuję towarzystwa na studiach wink
          • lilka69 angezetka 06.11.09, 16:51
            no coz, tacy to byli przyszli lekarze...
            • elza78 Re: angezetka 06.11.09, 17:31
              lilka majac na uwadze bzdury ktore wypisujesz ty i protozoa to w kontekscie
              lekarzy nic juz nie zdziwi - rzeczywiscie kwiat polskiej mlodziezy konczy studia
              medyczne.
              przyslowiowe bulke przez bibulke... a ... big_grin
              • lilka69 elza 07.11.09, 08:08
                protozoa wcale nie wypisuje bzdur. jej wypowiedzi sa logiczne i prawdziwe.

                a poza tym spokoj mam w sercu jak wiem, ze ty czuwasz nad forum. kwintesencja
                spojnosci w pogladach i madrosci.
              • an_ni Re: angezetka 07.11.09, 17:09
                zdziwiona?? nie od dzis wiadomo ze lekarze pija najwiecej - i studia
                i praca stresujace i wyczerpujace
                • lilka69 lekarze pija najwiecej 08.11.09, 14:10
                  sadze, ze to prawda.
        • szyszunia11 Re: triss merigold 07.11.09, 09:23
          lilka69 napisała:

          zeby mi zwymiotowali na nowiutkie sciany?

          ???? naprawde miałas taki problem???
    • 18_lipcowa1 Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 20:58
      nie przesadzasz
      my sie staramy z mezem robic tak zeby bylo raz u nas, raz u kogos
    • polaola Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 21:47
      My najlepiej lubimy spotykac sie ze znajomymi na gruncie neutralnym,
      czyli w knajpie, na wspolnym spacerze, wycieczce rowerowej albo na
      pikniku w naturze. Chodzenia po cudzych chalupach nigdy nie lubilam,
      a jesli przyjmuje gosci u siebie to tylko na drinka albo kawe
      (zadnych kolacji czy obiadow).
      • gawliki Re: życie towarzyskie e-mamy 05.11.09, 22:09
        burza4,tak jak u nas.........wszyscy cos ie spotkamy,dzwonimy-to kiedy sie
        spotkamy?i czekaja/////az padnie,to zapraszamy..
        moj maz tez nie wiedzi problemu,ale ja juz mam dosc.....od czasu do czasu chce
        gdzies wyjsc na zmiane...a tak zawsze u nas wszyscy....no prawie,boz 1 kolezanka
        sie spotykamy tez u niej.a tak zawsze mi szkoda dzieci,wiec u nas ....
        masa razy impra za impra u nas i zadnego-to mze teraz zapraszamy do siebie..
    • cathy1976 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 07:23
      o jeny- to nie przygotowuj żadnycj kolacji i tyle.
      Dla mnie problem jakiś wyimaginowany- prowadzimy dośc bujne (jak na
      dwójke bardzo malych dzieci) życie towarzyskie ale jak nie mam
      ochoty spotykac sie u mnie, to mówię, że nie chcę. I tyle.
      Spotykamy sie wtedy u znajomych, albo wychodzimy gdzieś i nie ma
      problemu.
      • burza4 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 15:47
        nie wyobrażam sobie zaprosić gości na wieczór i podać słone
        paluszki. Zresztą to nie kwestia szykowania kolacji bo lubię kuchnię
        włoską a ta jest mało praco i czasochłonna. Od czasu do czasu chcę
        wyjść do kogoś, a nie jedynie skakać dookoła gości.

        Ponieważ jest jak jest, po paru latach organizowania imprez u
        siebie, przestałam reagować na zaczepki i zapraszać wszystkich
        którzy tylko wspomną o chęci spotkania. Tyle, że skutek jest taki,
        że teraz regularnie spotykamy się jedynie z kilkoma osobami, zamiast
        kilkudziesięcioma, jak kiedyś.

        Trochę przykro, bo wychodzi na to, że fajni byliśmy, jak można się
        było u nas zabawić, zjeść i wypić. Bo jak tę sytuację inaczej
        odebrać?
        • iwoniaw No niestety, na to wygląda 06.11.09, 17:08
          pociesz się, że teraz zostali ci PRAWDZIWI przyjaciele i znajomi.
          U nas jak u większości - równowaga jakaś panuje, może nie wyliczona co do
          spotkania, ale i do nas przychodzą i my chodzimy do ludzi.
          Wpraszania się obcych facetów sobie w ogóle nie wyobrażam.
    • lila1974 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 08:12
      Mamy fajną paczkę, Często spotykamy się w 5-6 małżeństw i chyba nikt nie czuje
      się wykorzystywany, bo imprezy chodzą po domach. Oprócz imprez typu urodziny,
      imieniny, spotykamy się ... na karty, na grilla, z okazji grzybobrania ... każdy
      pretekst jest dobry smile

      Oprócz tej zwartej grupy spotykamy się w różnych układach osobno i też raz u nas
      raz u kogoś.

      Mój dom jest domem otwartym i chętnie widzę w nim gości.
      Nie mam poczucia wykorzystywania ... wręcz przeciwnie, widzę, że ludzie
      zapraszani zawsze starają się zrewanżować tym samym.
    • wieczna-gosia Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 08:40
      faktycznie jakos tak wychodzi, ze wpadamy do kogos- ale z drugiej
      strony jak juz jestem zaproszona to przynosze wino, ciasto czy
      salatke, czipsy itd. Jakos tak sie sklada ze nasze mieszkanie okupuje
      glownie mlodziez licealna oraz podstawowkowa smile my zas okupujemy
      ieszkania znajomych co to male dzieci, nie ma niani i wyjsc nie
      mozna, ja mam wrazenie ze oni tak wola bo i tak sie nie wyrwa oboje.

      ale przyznam ze zupelnie nie dbam o te rownowage smile okupacja to duze
      slowo jakos sie widzielismy ostatnio latossmile

      A moje indywidualne spotkania bez meza sa zwykle po knajpach albo u
      jednej kolezanki, ktora uwielbia zapraszac gosci i im gotowac,
      nastepnie bgrac na gitarze i ZAWSZE u niej zmywam i ona chyba to lubi
      smile
    • jkl13 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 09:12
      U nas jest podobnie, tzn. spotykamy się zazwyczaj u nas, ale mi to
      odpowiada. Mamy małe dzieci, znajomi raczej bezdzietni, więc tak nam
      wygodniej.
      A co do stania przy garach, to nie mam z tym problemu, bo podczas
      takich wizyt gotujemy wspólnie, a prowiant kupujemy na przemian,
      więc i wydatków dużych nie ma. A czasami zdarza się tak, że znajomi
      wpadają z własnymi produktami, okupują nam kuchnię i sami gotują, a
      my "leżymy i pachniemy" w oczekiwaniu na wypasioną kolację big_grin
      • blekitny.zamek Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 09:29
        Nie przesadzasz. Mnie też to denerwuje.
        Nie raz słyszałam,po wizycie u nas,to teraz my was zapraszamy,kiedyś tam,w
        jakimś nieokreślonym czasie i cisza..
        Jedna znajoma za każdym razem,jak mnie widziała,to tłumaczyła się,dlaczego teraz
        nie może nas zaprosić,do tej pory nie doczekałam się obiecanego zaproszenia,a
        już parę lat minęło smile
    • deodyma Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 09:54
      nie przesadzasz.
      mnie tez by to wkurzalo.
      na szczescie u nas jest inaczej, czyli raz u kogos, pozniej u nassmile
    • kicia031 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 10:17
      Kiedys reguly dobrego wychowania bardzo gokladnie precyzowaly, kto
      kogo wizytuje i w kakich okolicznosciach, kiedy powinna nastapic
      rewizyta itd.

      Zobacz np tu:
      Wizyty i rewizyty – typy i odmiany - materiał z 1938 r.
      Gość w dom – Bóg w dom głosi przysłowie o tradycyjnej polskiej
      gościnności. Przyjmowanie jednak i składanie wizyt nasuwa różne
      wątpliwości, gdyż współżycie towarzyskie jest ujęte w ramy ogólnie
      przyjętych zwyczajów, które powinny być rozsądnie i bez przesady
      przestrzegane. Formy te powstały dlatego, by stosunki między ludźmi
      ująć w pewna prawidła, mające na celu uchronienie się od robienia
      sobie wzajemnej przykrości. Zasad tych jednak nie wystarcza się
      tylko nauczyć, lecz trzeba się w nie wczuć i nimi się przejąć i aby
      nie popełnić rzeczy niewłaściwej, wprowadzając je w życie, trzeba
      się kierować nade wszystko taktem, który pouczy jak postąpić w danej
      chwili i przestrzeże przed tym, czego uczynić nie należy. Zwyczaje w
      Polsce pod wpływem zaborów nabrały różnych odcieni i odchyleń, są to
      jednak przeważnie rzeczy drobne, które trudno kwestionować według
      wartości kodeksu towarzyskiego. W stolicy zaś, wszelkie formy
      naginają się do tempa życia, szybkości i intensywności pracy i
      olbrzymich nieraz odległości, to też w życiu codziennym tzw.
      przesądy towarzyskie mają usprawiedliwioną tu szeroka i rozciągliwą
      skalę. Nie można więc trzymać się tylko kurczowo przepisów i
      formułek, tym więcej, ze w miarę czasu często upraszczają się i
      przystosowują do warunków życiowych, lecz dobrze je znając wyczuć
      kiedy i jak zastosować je w życiu.

      Kodeks towarzyski rozróżnia kilka rodzajów wizyt: wizyty pierwsze,
      wizyty poślubne, po proszonym obiedzie lub kolacji, w domu w którym
      się jeszcze nie było („visites de digestion”wink, wizyty urzędowe,
      kondolencyjne, noworoczne, pożegnalne i powitalne, konwenansowe i
      serdeczne odwiedziny.

      Wizyty pierwsze składa się wówczas, gdy pragnie się nawiązać
      stosunki towarzyskie po osiedleniu się w jakiejś miejscowości. Bez
      względu na stanowisko powinno się złożyć wizytę, jeżeli mieszka się
      na prowincji proboszczowi panifil, staroście, burmistrzowi,
      urzędnikom i rejentowi. Oficerowie jednego pułku, koledzy biurowi, w
      ogóle ludzie, których łączą stosunki koleżeńskie lub zawodowe
      powinni składać sobie wizyty. Nowomianowany lub przeniesiony do
      innej miejscowości urzędnik powinien sam, lub jeżeli jest żonaty, to
      z żoną, złożyć wizytę swym zwicrzchnikom. Również młoda para po
      powrocie z podróży poślubnej lub nie wcześniej jak w miesiąc lub dwa
      po ślubie składa wizyty najpierw w rodzinie, rozpoczynając od
      najbliższych krewnych, następnie przyjaciołom, znajomym, tym
      wszystkim, którzy ofiarowali jakiś prezent ślubny, tym którzy byli
      proszeni do orszaku ślubnego i na uroczystość do kościoła, dalej w
      domach gdzie młody człowiek lub jego żona bywali jeszcze przed
      ślubem, o ile wspólnie uznają, że należy nadal te stosunki utrzymać
      i wizyty urzędowe.

      Znajomym panom nieżonatym wizytę składa tylko mąż – paniom, żona.
      Osiedlając się w jakiejś miejscowości składa się wizyty bez różnicy
      wieku, czy ilości lat małżeństwa, chyba że chce się nawiązać
      stosunki z ludźmi znacznie młodszymi, wówczas zawsze znajdzie się
      okazja w towarzystwie, pracy społecznej i tp., by ich do siebie
      poprosić. Wizyty urzędowe składa się tylko urzędnikom wyższej rangi.
      Małżeństwo nigdy nie składa wizyty osobie niezamężnej lub
      nieżonatej, o ile ta osoba nie jest w bardzo podeszłym wieku a w
      stosunkach towarzyskich małżeństwa składając wizytę kierują się
      straszeństwem wieku lub lat po ślubie, choć na te rzeczy mniej
      zwraca się uwagę przy wspólnej sympatii i serdecznej chęci
      wzajemnego poznania się.

      Wizyty „de digestion” składa się do ośmiu dni po przyjęciu w domu w
      którym dotychczas się nie bywało, bez względu na to czy skorzystało
      się z zaproszenia, czy też nie.

      Wizyty konwenansowe składa się co parę miesięcy w domu, z którym nie
      utrzymuje się stosunków zażyłych. Jeżeli wyjeżdża się na dłuższy
      czas, w podróż, na urlop itp. odwiedza się wszystkich znajomych, by
      się z nimi pożegnać. Po powrocie rozpoczyna się znów wizyty, by w
      ten sposób zawiadomić, że chce się nadal stosunki towarzyskie
      utrzymać.

      Wizyty kondolencyjne składa się po wypadku śmierci w domu
      zaprzyjaźnionym, nie wcześniej jak po tygodniu od smutnego
      zdarzenia.

      Wizyty noworoczne składa aię wszystkim krewnym, znajomym, kolegom
      biurowym i tym, z którymi utrzymuje się tylko stosunki konwenansowe.
      Dowiedziawszy się o przyjściu na świat dziecka w rodzinie
      zaprzyjaźnionej, idzie się zaraz pogratulować rodzicom
      nowonarodzonego, lecz wizyta ta powinna trwać tylko bardzo krótko.
      Wizyty te składa się w godzinach południowych lub około godziny 5-ej
      po południu. Wizyty pierwsze, poślubne i urzędowe składa się około
      godziny 6-ej po południu.

      Inne wizyty można złożyć w godzinach południowych około 12-ej,
      ponieważ jednak przypadają na porę przygotowań obiadowych, zwykle
      sprawiają kłopot i lepiej ich zaniechać. Nie składa się nigdy wizyt
      w porze obiadowej, która waha się zwykle między godzina 1-sza a 4-tą
      po południu, w godzinach rannych i w porze zajęć zawodowych.

      Wizyty pierwsze konwencjonalne i urzędowe nie mogą trwać krócej niż
      kwadrans i nie powinny przekraczać pół godziny, o ile jednak rozmowa
      staje się miła i ciekawa można tę wizytę przeciągnąć znacznie
      dłużej.

      Wizyty pierwsze rewizytuje się najdalej do ośmiu dni, jeżeli stanie
      coś na przeszkodzie, co termin ten przesunie, należy się koniecznie
      usprawiedliwić.

      Po raz drugi nie można być z wizytą u znajomych, którzy nie oddali
      nam pierwszej wizyty, również jeżeli nie oddali drugiej, bez
      słusznego powodu, który usprawiedliwili.

      Z następnymi wizytami nie robi się już tych ceremonii, jeżeli
      stosunki stają się bardziej serdeczne.

    • edit38 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 10:18
      Ja mam troszkę odmienne spostrzeżenie. Ja znowu widzę że każdemu nie chce się
      tyłka z domu ruszyć i nas odwiedzić więc ciągle słyszę „może nas odwiedzicie?” Z
      tym że ja nigdy nie szykuję żadnych obiadów i kolacji dla znajomych i na takie
      też nie jeżdżę, mam na myśli zwykłe spotkanie przy kawie, herbacie i cieście
      bądź paluszkach. Gdyby chodziło o proszone obiady i kolacje to również wolałabym
      jechać do kogoś.
    • kicia031 dodam jeszcze 06.11.09, 10:21
      Ze wzgledu na mniejsza mobilniosc - wciaz jeszcze relatyenie male
      dziecko - czesto przyjmuje gosci u siebie, ale urzadzam zadnych
      superhiper przyjec, a czesto odwiedzialjace mnie kolezanki gotuja
      cos razem ze mna - na pewno nie bede stawac na glowie z powodu czyis
      odwiedzin.
    • angazetka Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 10:26
      Najprościej jest spotykać się w knajpce - wtedy nie ma problemu z
      rewanżami, wykorzystywaniem jednej strony itd. Moje życie
      towarzyskie przebiega głównie na obiadach i kolacjach gdzieś w
      restauracji. Tylko większe imprezy (typu urodziny) są w domach.
      • ledzeppelin3 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 17:05
        Spotykamy się z kilkoma parami, jest zwykle wizyta-rewizyta, czasem są mniejsze
        albo większe dysproporcje, ale to są przyjaciele, wyzysku i przymusu nijakiego
        nie ma. Z tym, że to naprawdę kilka słownie kilka par.
        Tylko znajomych nie zapraszam do domu.
        Jakoś nie mamy z chłopem ambicji mieć domu otwartego i "mnóstwa znajomych".
        Dom pełen dzieci i my to optimum, a raz w miesiącu wyżycie towarzyskie z ludźmi,
        o których wiemy że nam dupy nie obrobią wystarcza.
        • marripossa Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 17:20
          Ja nie mam warunków mieszkaniowych więc chadzam w gości smile Ale zawsze robimy
          potluck, czyli każdy coś przynosi do jedzenia (ciepłe danie) tak że goszczący
          się nie przepracowują w kuchni. Zawsze się umawiamy kto co przynosi tak żeby
          było jedzeniowo-różnorodnie.
    • elza78 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 17:33
      ja tam wole wychodzic na konkretne imprezy z ludzmi a nie umawiac sie na obiadki
      sratki w domu, za duzo roboty i wieje nuda big_grin
    • burza4 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 18:06
      wiele z was pisze, że gościcie się przy kawie/ciastkach. Tak mnie to zastanowiło
      - w jakich godzinach zapraszacie gości i mnie więcej ile takie wizyty trwają?

      szczerze mówiąc nie bardzo sobie wyobrażam imprezę od 18 do 23 tylko przy winku
      i krakersach. Raz byłam na takiej i wyszłam lekko zdegustowana, miała to być
      parapetówka w nowym domu, część gości przyjechała spoza miasta, i właśnie na
      stole było tylko ciasto. Chyba gospodarze zapraszając przyjezdnych powinni wziąć
      pod uwagę że ktoś może zgłodnieć jeśli z domu musi wyjść o 16 tej a impreza
      kończy się grubo po północy? żeby nie było - to z gospodarzy najwięksi balangowicze.

      Reasumując, osobiście uważam, że coś by podać wypadało, choćby sery pleśniowe i
      kabanosy. Ja i tak z czystego lenistwa wyspecjalizowałam się w szybkich acz
      efektownych daniach, inne panie domu wyjeżdżają np. z pieczonym udźcem z
      nowozelandzkiej jagnięciny, małżami duszonymi w białym winie itp... kompleksów
      można się nabawićsmile. Fakt, sytuacja o tyle inna, że nikt nie ma małych dzieci.
      • ledzeppelin3 Re: życie towarzyskie e-mamy 06.11.09, 21:01
        Ja robię jednodaniowe coś na ciepło (lazanię albo rybę albo co) i deser. Czyli
        wyżera jest. Czasem w wersji najłatwiejszej- makaron z pesto i pomidorami z
        puszki i serem grana padano, przy ludziach można zrobić, 5 min roboty, do tego
        winko białe
    • szyszunia11 Re: życie towarzyskie e-mamy 07.11.09, 09:36
      tez bym mnie taka sytuacja denerwowała, może z jedym zstrzeżeniem - nie mam potrzeby spotykac się regularnie z kilkudziesięcioma osobami. Kilka/kilkanascie w zupełności mi wystarczy jesli chodzi o regularne spotkania.
      Ja bardzo lubie bywac u kogoś więc - zapraszam!wink ale rzecz jasna nie tylko w nadziei na rewizytę, tez lubię byc panią domu, zrobić nastrój, deskę serów, nalesniki itd.smile natomiast uwielbiam posiedziec u kogoś, to zawsze jest prostsze bo nie wymaga ode mnie wysiłku np. sprzatania, ale nie o to chodzi. Przede wszystkim inaczej samkuje kawa zaparzona dla mnie przez kogoś, ciasto (zawsze jestem podświadomie ciekawa czym będziemy poczęstowani), zawsze to bardzo miłe, jak ktoś specjalnie na tę okazję zapali tea-light'a, właczy jakąś fajna muzykę. Uwielbiam to!
      • asiara74 Re: życie towarzyskie e-mamy 07.11.09, 09:49
        A ja właśnie w celu uniknięcia takich sytuacji oczekiwania na rewizytę unikam
        ostatnio goszczenia się w domu. Kiedyś na początku małżeństwa przyjeżdzali od
        czasu do czasu znajomi, nawet na nocleg. Z wiekiem mi się zmieniło, nie chce mi
        sie właśnie latać przy garach, znosić hałasu produkowanego przez większą ilość
        dzieci i tyle. Nie oczekuje też zapraszania do domu innych osób.

        Jesli chcemy sie spotkać to idziemy do knajpy, na plażę, jedziemy na narty. My
        home is my castle.
    • gagunia Re: życie towarzyskie e-mamy 07.11.09, 09:59
      Rzadko przyjmujemy gości. Średnio 3-4 razy w roku. W czasach studenckich i
      wczesnomałżeńskich (tzn, kiedy nie mieliśmy dziecka) niemal wszystkie imprezy
      odbywały się u nas. Sylwestry, andrzejki, urodziny, imieniny, sobotnie piwo
      przed wypadem na imprezę, oblewanie egzaminów itp itd. Zawsze my zapraszaliśmy.
      Fakt, że ostro imprezowaliśmy w owych czasach, ale nasi znajomi też lubili się
      bawić. Rewanż z ich strony odbywał się jednak niezwykle rzadko. To od nas
      wychodziła inicjatywa organizowania imprez i to my zapraszaliśmy. Pewnego dnia
      się wkurzyłam i powiedziałam, że pieprzę- niech każdy zadba o własny tyłek, nie
      mam zamiaru organizować ludziom czasu wolnego. No i się skończyło. A później
      urodziłam dziecko i od tamtej pory już w ogóle nie organizuję imprez w domu.
      Sporadycznie wpada ktoś znajomy, ale nie są to wielkie bankiety tylko
      posiedzenie przy kawie albo piwie.
    • e_lizzy_benett Re: życie towarzyskie e-mamy 07.11.09, 17:33
      Nie przesadzasz. Chociaż pamiętam podobny wątek na forum jakiś czas temu, w
      którym przeważała opcja pt. liczenie wizyt jest małostkowe - chcesz-zapraszasz,
      nie to nie. Uspokoiłam się dzięki Twojemu wątkowi, że jednak nie jestem
      małostkowa smile
      U mnie z wizytami wiąże się inny problem - kiedykolwiek się spotykamy stoły
      uginają się od ogromnej ilości (pysznego, dodam) jedzenia. Jako, że z czasem u
      mnie różnie zawsze w wielkim stresie szykuję się do rewizyt. Nie wspomnę o
      kosztach takich spotkań. Niezręcznie jednak byłoby mi przyjąć gości skromniej
      niż jestem przyjmowana.
      tak więc nadmierna gościnność przyjaciół też bywa przyczyną stresów smile
    • somebody1234 Re: życie towarzyskie e-mamy 07.11.09, 19:08
      U nas spotkania z dobrymi znajomymi właściwie w miarę po równo (chociaż często
      to jest taki spontan że nikt tego nie liczy i często są to imprezki składkowe
      czyli co kto przyniesie) ja wtedy przy garach nie siedzę i nie pichcę (no chyba
      że mam mega fazę ) a po imprze naczynia do zmywarki i po sprawie...natomiast co
      do spotykania się z tzw znajomymi co to się ich dawno nie widziało to często
      kończy się na knajpie...i dobrze bo cęsto ten znajomy co to był fajnym kolesiem
      10 lat temu okazuje się totalnym bucem i akurat...spotykam się w knajpie wpijamy
      parę piw i rozchodzimy do domów na kolejne 10 lat...no ale jezeli okaże się że
      co jednak całkiem fajny gość to często następne spotkanie wychodzi w chacie...i
      często wtedy dołącza do grupy naszych "składkowych" znajomych...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka