burza4
05.11.09, 20:26
czy zwracacie uwagę na kwestię pewnej równowagi w relacjach ze znajomymi?
najczęściej to my gościmy znajomych i fajnie, ale od czasu do czasu
oczekiwałabym rewanżu, bo czemu tylko ja mam skakać przy garach?
ostatnio rozmawialiśmy z małżem, który spotkał kogoś wieki nie widzianego. I
mówi mi, że ten ktoś się przymilił o wizytę u nas. Jakoś nie wykazałam
entuzjazmu dla takiego tupetu. Ten facet nigdy nie był w zażyłych stosunkach z
moim, ostatnio widzieli się z 10 lat temu, ja o facecie nigdy nie słyszałam
nawet - i mam wyskakiwać z kolacją dla znajomego-znajomych? bo ciekawy jest
jak mieszkamy? skoro gościowi zależy na kontaktach, to wypadałoby chyba
najpierw wyjść z zaproszeniem do siebie, a nie wpraszać się do prawie obcych
ludzi?
Albo taka sytuacja - mąż stwierdza, że dawno się nie widzieliśmy z Iksińskimi.
Mówię więc, że owszem, bo Iksińscy byli u nas wielokrotnie, ale w zasadzie
przez 8 lat my do nich byliśmy zaproszeni raptem raz, więc wydaje mi się że
też mogliby się wysilić. Nie jest to jedyna para, która dzwoni i proponuje
spotkania, ale wychodzi na to, że chętnie, ale nas. Wygodnictwo?
mnie zaczęła taka jednostronność wkurzać, przesadzam?