Moja koleżanka z roku brała ślub. Nauczona, że domy dziecka nie przyjmują
maskotek poprosiła w zaproszeniach o karmę dla zwierzaków. Za 50zł można kupić
wielki wór suchej karmy zamiast wiąchy kwiatków, która zaraz i tak zgnije.
Zawiozła 2 dostawcze autka pełne jedzenia dla zwierząt do schroniska w
Milanówku. Radość i pomoc przeolbrzymia. Pożytek wielki, kwiatki nie gniją,
maskotki niechciane przez dom dziecka nie zalegają w mieszkaniu, zwierzaki
nakarmione. Pomysł uważam za świetny