Dodaj do ulubionych

Po 20 latach czuję zal i wściekłość

09.11.09, 12:47
Do moich rodziców, wcześniej nigdy o tym nie myślałam, przyjmowałam, że tak ma
być. W ogóle o tym nie myślałąm, życie toczyło się do przodu.
Ale od jakiegoś roku te wszystkie wydarzenia wracają do mnie , myśli cisną mi
się do głowy, a ja czuję właśnie takie rozgoryczenie i nie umiem tego opanować.
Było tak:
Jako wczesna nastolatka miałam potwornie bolesne miesiączki. Moja matka,
specjalnie nie piszę mama, bo aż mnie skręca, nie zrobiła z tym NIC. O ile
jestem jej w stanie wybaczyć, że nie poszła ze mną do lekarza, o tyle nie mogę
zrozumieć, jak mogła nie dać mi czegoś przeciwbólowego. No nic, zero reakcji,
ja umierałam w łazience, a ona obok gadała sobie w najlepsze z ciotką. Dzisiaj
ja sama jestem mamą, mam córkuóżąćżńęęśączkować. Stąd może też moje myśli. Nie
wyobrażam sobie takiej sytuacji, w jakiej ja byłam. Zrobiłabym wszystko, żeby
ulżyć mojemu dziecku.
to raz.
Następne o czym myślę, jak miałam 17 lat, pojechałąm na miesiąc na OHP do
Czechosłowacji jeszcze wtedy. Rodzice wiedzieli, kiedy wracam, ale nikt nie
wyjechał po mnie na dworzec, targałam wielki wór ciuchów i butów sama,
autobusem, w końcu kawałek od domu poprosiłam jakiegoś faceta, żeby mi to
chwilkę popilnował, a sama poleciałam do domu po matkę, żeby pomogła mi to
dżwigać, bo sama nie dałam rady.

Przez 3 lata jeżdziłam kawał drogi do szkoły, wychodziłam z domu 1,5 godziny
przed zajeciami i jechałam na drugi koniec miasta, 3 przesiadki. A mój
zmotoryzowany ojciec jechał bardzo niedaleko do pracy,pół godziny po mnie
wychodził z domu i był szybciej niż ja. Nigdy mnie nie podwiózł. A ponieważ
miał swoją działalność, nie musiał być na konkretną godzinę, nikt go nie
rozliczał.
Takich przykładów można mnożyć.

Za to teraz moi cały czas gadają, że sie o coś tam martwią, zwłaszcza matka.
Ale tak na dobrą sprawę, to nic poza gadaniem. Do własnych wnuków raczej nie
zadzwonią, jak przychodzą do nas, to nie mają sobie za wiele do powiedzenia.
Tylko pieniądze dzieciom wciskaja.
Nie chcę być taka jak oni, i mam nadzieję że nie jestem i nie będę.

Moja matka teraz na starość by mmnie wysyłała do lekarza, a coś, to doradza. A
gdzie była wtedy?
Może dlatego że mam dzieci, widzę to wszystko wyrażnie i w głowie mi się to
nie mieści. Jestem rozżalona.
Musiałąm sie wygadać, ale wcale nie jest mi lżej.
Obserwuj wątek
    • iwonapa Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 12:51
      mam córkuóżąćżńęęśączkować

      Miało być: mam córkę, która niedługo zacznie miesiączkować.
      • broceliande Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 12:55
        Ja też pamiętam różne świństwa, które rodzice mi robili.
        A oni to już nawet nie żyją.
        Faktycznie, wszystko wraca, kiedy samemu ma się dziecko.
      • gryzelda71 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 12:55
        Rozumiem,ze prosiłaś matkę o coś na ból,a ona olewała.Ojca zeby podwiózł,a on
        odmawiał
        • kropkacom Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 12:59
          A musiała prosić? To rodzice w końcu a nie obce osoby.
          • gryzelda71 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:12
            A czy ja napisałam,ze musiała?Pytam czy prosiła.
            • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:13
              Rózne sa systemy wychowywania dziecka. Może w domu autorki nalezało
              poprosic?
          • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:14
            Ale jasnowidzami też nie są.
            • kropkacom Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:24
              Ale chyba, za przeproszeniem, ślepi też nie byli. No chyba że własnym dzieckiem
              nie zaprzątali sobie głowy?
              • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:12
                Czy 17-latkę można uznać za dziecko? Moim zdaniem raczej nie.

                Moi rodzice zachowywali się podobnie, to znaczy nikt po mnie nie
                wyjeżdżał ani mnie nigdzie nie odwoził, a już na pewno nie odkąd
                skończyłam podstawówkę. A mogli! wink Ale oprócz mnie mieli jeszcze
                dwoje młodszych dzieci, masę innych problemów, pracę w gospodarstwie
                i w głowie mi nie postało mieć o to do nich pretensje. Sorry, ale z
                dorastaniem naturalnie wiąże się zwiększony zakres samodzielności i
                oczekiwanie, że rodzice (dokąd właściwie? do 18-tki, dokąd się z
                nimi mieszka) będą w lot zgadywali pragnienia nastoletnich dzieci i
                spełniali je wszystkie jest po prostu głupie.

                Szczerze powiedziawszy wydaje mi się, że Autorka tym
                rozpamiętywaniem przewin swoich rodziców próbuje utwierdzić się w
                przekonaniu, że sama jest rodzicem idealnym, a przynajmniej o wiele
                lepszym. Ale to się dopiero okaże. Równie dobrze jej dzieci mogą
                mieć pretensje do niej, że była nadopiekuńcza i wtrącała się im we
                wszystko.
                • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:19
                  Tez cos w ten deseń chodzi mi po głowie. Może dadgorliwie troszczy
                  się oswoje. Tylko czy aby nie zrobi krzywdy w druga strone.
                • kropkacom Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:25
                  > i w głowie mi nie postało mieć o to do nich pretensje.

                  A autorce stanęło że dla niej to nie było w porządku. No cóż, jakimi jesteśmy
                  rodzicami w oczach naszych dzieci dowiemy się też pewnie za 20 lat. To że nie
                  mieliśmy dla nich czasu, ochoty interesować się takim nastolatkiem itd może
                  odbić się czkawką ... Bo to co nam rodzicom pasuje nie musi się pokrywać z
                  oczekiwaniami dziecka.
                  • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:39
                    Interesowanie się nie jest zero-jednynkowe, może mieć różne
                    natężenie i sposób w jaki się wyraża jest zależny od wielu
                    czynników, czasem poza kontrolą rodziców.

                    "Żal i wściekłość" pod 20 latach z powodów takich jak wymienione
                    wydaje mi się mimo wszystko nadmiarową reakcją. Może Autorka ma
                    aktualnie jakieś życzenia względem rodziców, ale ponieważ teraz jest
                    już dorosła i powinna sobie radzić sama to powściekać się na nich
                    może najwyżej za błędy przeszłości. Oczywiście to tylko moje
                    przypuszczenia.

                    Może jestem nieco uprzedzona, bo znam ludzi, którzy mając lat 30+ są
                    na całkowitym lub częściowym utrzymaniu rodziców, i mimo, że dostali
                    od nich własne domy i samochody, że mamusia im napełnia lodówkę i
                    robi pranie, to w wolnych chwilach najbardziej lubią rozstrząsać jak
                    to rodzice ich skrzywdzili i krzywdzą nadal.
                • maman3 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 20:51
                  Wyobraź sobie, że można nie wiedzieć, że na bóle menstruacyjne
                  bierze się leki- i nie wiąże sie to z ciemnotą- to rodzice nam
                  pokazują, co trzeba zrobic i co mozna, jeżeli przez całe twoje życie
                  nikt nie zapytał- boli cię?, to uwierz, nie pobiegniesz do matki ze
                  skargą, że cos ci dolega, nie przyjdzie ci to głowy; a co do oceny
                  rodziców po 20 latach- też tak mam, wzbiera we mnie żal, że tyle
                  spraw zlekceważyli, zignorowali- patrzę na nich przez swoje
                  macierzyństwo-i faktycznie- jestem lepszą matką, niż oni oboje byli
                  rodzicami, co nie znaczy, ze moje dzieci za 20 lat nie ocenią mnie
                  równie surowo, mam tylko nadzieje, że będa lepszymi rodzicami, niz
                  ja matką, bo chyba taka powinna być kolej rzeczy...
                  • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 20:55
                    > Wyobraź sobie, że można nie wiedzieć, że na bóle menstruacyjne
                    > bierze się leki- i nie wiąże sie to z ciemnotą-

                    No właśnie, matka mogła nie wiedzieć. Może sama nigdy nie brała.
                    • maman3 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 21:19
                      Nie przeinaczaj mojej wypowiedzi, bri.Dziecko moze nie wiedziec,
                      matka również, owszem, ale wówczas z reguły próbuje pomóc inaczej-
                      okłady, masaże, jest przy dziecku- i teraz autorka wątku
                      pisałaby;"moja mama nie wiedziała, co podac, ale zawsze przy mnie
                      była, czułam jej troskę"
          • majan2 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 21:31
            Rozumiem cie doskonalem, po urodzeniu starszej córki poszłam na terapie chodze
            juz 3 lata, dopiero wtedy naprawdę poczułam jak słabo traktowali mnie rodzice,
            jak byłam i w sumie do dzisiaj jestem opuszczona, na szczęcie mam fjanego męza
    • maniusza Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 12:54
      hm ja Cię dobrze rozumiem.. też mnie czasem tego typu myśli
      nachodza, nawet często.

      mogę Ci doradzic jedynie to co ja robię i z tego co czytam u Ciebie
      sama do tego nie doszłaś - najlepsze co można zrobić to uświadomic
      sobie co nasi rodzice robili zle i zrobić wszytsko by ich błędów nie
      powielić.
      ja tak robię - idealem nie jestem (oj nie..) ale widzę ze to
      skutkuje w moich relacjach z synami
      a z tą goryczą w sobie.. ja nauczyłam się zyć
    • iwonapa Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:05
      Ale mi sie w głowie nie mieści, jak tak?
      I dlaczego dopiero teraz tak mnie to boli.
      Tak jak napisałam, przez te wszystkie lata nie myślałam o tym.
      Rodziców nie prosiłam o tabletkę, bo miałam 11 lat i chyba myslałam, że na to
      nie ma lekarstwa? że mam cierpieć? Nie wiem, nie wiedziałam że na to są
      tabletki? To moja mama powinna wiedzieć i dać
      Nie prosiłam o podwożenie ani o wyjście na dworzec
      Teraz dopiero z perspektywy lat widzę, jaki to absurd
      To o to trzeba prosić?
      Jako rodzic bez proszenia SAMA dałabym tabletkę, wyjechała na dworzec, czy
      podwiozła do szkoły, bo dla mnie to naturalne, mam dzieci i dbam o nie, kocham i
      pomagam. Eh.....
      • maniusza Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:10
        no i o to chodzi - dobrze że Ty tak czujesz w stosunku do swoich
        dzieci. a nie podania tabletki wijącemu się z bólu dziecku nic nie
        usprawiedliwia.
        cóz to za pytanie czy poprosiłas o tabletkę? poprosic to ja mogę
        koleżankę w pracy jak mnie boli a nie mam tabletki przy sobie.

        każda normalnie czująca matka czy ojciec reaguje w takim momencie -
        pyta co się dzieje co boli i pomaga. niby proste...
        • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:19
          Z tego co pamiętam z czasów swoich pierwszych miesiączek Gardan,
          Pyralgina czy nawet zwykła wata to były towary mocno deficytowe,
          które trudno było kupić nawet w dużym mieście jak Warszawa. Może
          matka po prostu nie miała akurat tych tabletek. Dwadzieścia parę lat
          temu nie było ibupromu w każdym kiosku.
          • velluto Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 15:33
            bri napisała:

            > Może
            > matka po prostu nie miała akurat tych tabletek. Dwadzieścia parę
            lat > temu nie było ibupromu w każdym kiosku.

            za to tabletki "z krzyżykiem" można było kupić wszędzie. A jak nie -
            to szło się do apteki. Bez przesady.
            • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 16:18
              Aspiryna na bóle menstruacyjne?!
              • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 16:49
                Tabletki z krzyzykiem były na ból głowy stosowane.
              • generation-me Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 16:51
                Tak. ASA działa przeciwbólowo.
                • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 16:55
                  I nasila krwawienie.
                  • avvg Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 03:50
                    Już nie wdawając się w szczegóły, które leki jak działały i czy były
                    dostępne, to chyba normalne, że jeśli dziecko przychodzi do matki i
                    skręca się bólu, to ona staje na głowie, żeby mu pomóc jak umie/ może,
                    nie? Dzisiaj dałaby córce tabletkę i przyłożyła termofor do brzucha, a
                    dawniej w przypływie desperacji wysmarowała nos dżemem z poziomek,
                    chcąc jej przynieść jakąkolwiek ulgę. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że
                    moje dziecko co miesiąc cierpi, a ja co miesiąc na to patrzę i nic nie
                    robię, nie okazuję nawet wsparcia psychicznego.
          • selavi2 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 17:02
            Miałam 15 lat(rok 1979) kiedy zaczełam miesiączkować i pamiętam dobrze, ze
            Gardan i Pyralgina były dostepne bez problemu i bez recepty, w przeciwieństwie
            do podpasek, waty czy papieru toaletowego.
            Nigdy nie było problemu braku tabletek przeciwbólowych, to raczej indolencja i
            nieświadomość matki jest tu dla mnie problemem.
            • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 20:30
              Ja mówię o latach osiemdziesiątych i to raczej drugiej połowie.
              Nieistotne zresztą, w Twojej okolicy proszki były, u mnie czasem
              były, czasem nie.

              Matka ma prawo być pewnych rzeczy nieświadoma i nie musi wiedzieć
              wszystkiego, jest tylko człowiekiem w końcu. Może mieć gorszy dzień,
              mogła mieć osobiste problemy, o których Autorka wątku mogła nie
              wiedzieć. Nie musi skakać non-stop wokół niemałego przecież dziecka
              (skoro miesiączkowała nie miała 5 lat).
              • triss_merigold6 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 20:39
                I tak co miesiąc przez dłuższy czas nie zauważała?
                Mnie rodzice na kolonie i obozy odwozili na dworzec i przywozili -
                też lata 80-te.
                Ale spoko, niektóre się cieszą, że w ogóle miały michę i kąt do
                spania.
                • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 20:53
                  Mogła nie wiedzieć, że coś się z tym da zrobić. Jeśli Autorka miała
                  w domu tylko kąt i michę do spania (ach, te Twoje "psie" metafory),
                  powodów do żalu miałaby pewnie znacznie więcej. Czemu zwierzając się
                  nam ograniczyła się jedynie do tak mało spektakularnych?
      • franczii Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 19:23
        Moze twoja mame okres tak nie bolal i nie wyobrazala sobie bo nigdy sama nie
        musiala zazywac tabletek. Moja mama zawsze sie dziwila, ze ja sie tak skrecam i
        omdlewam z bolu i wprawdzie dawala tabletke, raz nawet sie przestraszyla i
        pobiegla do sasiadki bo w domu nie bylo ale do tych moich bolesci z
        niedowierzaniem podchodzila i prorokoweala z mina wszechwiedzacej : "Ty to
        jeszcze nie wiesz co to znaczy jak cos naoprawde boli"tongue_out Teraz juz wiem co to
        znaczy kiedy boli ale i tak okres i pms jest czyms okropnym, ze bez lekarstwa
        nie da sie funkcjonowac.
    • lena_madzia Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:07
      dobrze cie rozumiem!!!!
      Człowiek zaczyna rozumieć i dostrzegac takie rzeczy dopiero jak sam
      ma dzieci!!!
      Ale moja matka jest może jeszcze lepsza:
      W wieku 7 lat musiałam na całe dwa miesiące wyjechać do sanatorium.
      Dla 7 latki taki czas to wieczność. Strasznie za rodzicami
      tęskniłam. Ojciec starał sie odwiedzac mnie raz na tydzień,
      natomiast matka odwiedziła nie przez ten okres słownie: raz!!!
      po prostu wiecej jej sie nie chciało.
      do dzis to pamietam...


      To jest tylko jeden przykład.
      a drugi taki gdzie oboje mi podpadli na maxa
      to jak mój synek -wtedy noworodek- trzy tygodnie musiał spedzic w
      szpitalu a ja razem z nim -ANI RAZU nas nie odwiedzili!!! NAWET nie
      zadzwonili!!!

      Az rodzice dziecka z drugiego łóżka sie dopytywali czy moi rodzice
      żyją???
      ZA to jak ich duchowy znajomy (już nie będe pisać jaka to wiara)
      leżał w tym samym szpitalu to za przeproszeniem po doopach sie
      piętami kopali żeby go odwiedzić. I jakos udało im sie znależć czas
      zrobić to około 5 razy!
      I tak wszystko wygląda do dziś... stosunek do mojego syna a ich
      wnuczka to jest jedno wielkie w dupiemanie.
      Co innego mój brat i jego dzieci...
      moja matka jest taka że chyba niejedna macocha jest lepsza sad

      nie rozumiem dlaczego tak jest. nie było miedzy nami jakichs wojen
      czy czegoś takiego. Zawsze byłam grzecznym spokojnym dzieckiem, ale
      zdaje sie że niechcianym.
      • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:15
        Apropos chorego noworodka w szpitalu- i dla niego i dla innych
        zdrowiej jest jak sie tabuny gości nie plątaja po oddziale.
        • lena_madzia Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 15:43
          przeciwcialo napisała:

          > Apropos chorego noworodka w szpitalu- i dla niego i dla innych
          > zdrowiej jest jak sie tabuny gości nie plątaja po oddziale
    • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:09
      1- miesiączki- może mama uznawala że nic się nie da z tym zrobić i
      swoje musisz odcierpiec?
      2- Czy samodzielność która posiadłaś az tak strasznie cie uwiera?
      • iwonapa Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:17
        przeciwcialo napisała:

        > 1- miesiączki- może mama uznawala że nic się nie da z tym zrobić i
        > swoje musisz odcierpiec?
        > 2- Czy samodzielność która posiadłaś az tak strasznie cie uwiera?

        1/ może, ale nawet nie spróbowała
        2/ to nie samodzielność mnie uwiera, tylko brak zainteresowania, takiej zwykłej
        ludzkiej troski o własne dziecko
        • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:18
          No ale może też tak zostali wychowani, bez rozczulania sie nad soba
          i otoczeniem.
          • triss_merigold6 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:24
            O ile pamiętam z historii to pruska pedagogika nie dała
            rewelacyjnych efektów społecznych.
            Jeso po co szukać wyjaśnień? Niektórzy są zwyczajnie tępi,
            prymitywni, leniwi i uważają, że dziecku to najwyżej micha i kąt do
            spania.
            • joanekjoanek Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 22:30
              po to szukać wyjaśnień, żeby było łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego, tak?

              jeśli wyjaśnieniem jest "głupi, leniwi..." i tak dalej - to też jest wyjaśnienie. Też trzeba do tego dojść i przyjąć do wiadomości. Bo inaczej żyć nie idzie, tak? Człowiek potrzebuje zrozumieć.

              wyjaśnienie to nie to samo co usprawiedliwianie.
              Usprawiedliwianie (w tym wątku nadreprezentowane) jest głupie i złe, tu zgoda.
          • bezzznaczenia :( 09.11.09, 13:29
            I u mnie tak było. Nikt niczego nie zaproponował, nikt nie poradził,
            borykalam sie z tym sama. A na dokładkę, gdy prosiłam o pomoc, to
            mnie albo ignorowano, albo mowiono wprost NIE. To nie roznie bywało
            usprawiedliwiane. Njaczęsciej tym, ze wymagam zbyt duzo. Teraz
            uwazam ze wiele rzeczy bylo niesprawiedliwych, nieslusznych, ale
            taie rozpamietywanie nie niesie nic dobrego i trzeba raczej
            wyciagnac z tego wnioski i zirzumiec: ze rodzice wobec dzeicka maja
            przede wszystkim obowiązki.
    • alabama8 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:35
      To się pozbądź tego żalu i wściekłości i kiedyś po prostu o to
      wszystko zapytaj rodziców. Mamo dlaczego nie dawałaś mi środków
      przeciwbólowych, tato dlaczego nigdy ci nie przyszło do głowy żeby
      mnie podwieźć? Zapytaj, spokojnie, a potem będziesz mogła ich olać.
    • sapalka1 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 13:52
      Jeżeli nie pomogło wygadanie się tutaj, spróbuj porozmawiać z jakąś
      przyjaciółką/koleżanką z meżem. Pewne rzeczy możemy wypierać bardzo długo,
      dopiero jakaś sytauacja, przeżycie powoduje uwolnienie wcześniejszych emocji,
      bólu, traumy. Pewnie podobnie było u Ciebie, pojawienie się dziecka na świecie,
      sytuacje związane z nim, które przypominają Ci bolesne chwile - budzą dawne
      uczucia.
      Jeśli nie znajdziesz jakiegoś sposobu poradzenia sobie z nimi (rozmowa z bliska
      osobą, terapia)- wybuchniesz. Możesz wtedy powiedzieć za dużo swoim rodzicom, za
      dużo czyli to czego będziesz żałowała. Czasem taki wybuch pomaga, ale czasami
      niesie za sobą ogromne szkody.
      Doceń w sobie to, że nie powtarzasz błędów rodziców.
      • iwonapa Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:07
        sapalka1 napisała:

        > Jeżeli nie pomogło wygadanie się tutaj, spróbuj porozmawiać z jakąś
        > przyjaciółką/koleżanką z meżem. Pewne rzeczy możemy wypierać bardzo długo,
        > dopiero jakaś sytauacja, przeżycie powoduje uwolnienie wcześniejszych emocji,
        > bólu, traumy. Pewnie podobnie było u Ciebie, pojawienie się dziecka na świecie
        > ,
        > sytuacje związane z nim, które przypominają Ci bolesne chwile - budzą dawne
        > uczucia.
        >

        I tego własnie nie rozumiem, przeczytaj sobie mój post po Tobie
    • iwonapa Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:04
      To nie pojawienie się dziecka spowodowalo takie emocje, bo dzieci mam już od
      prawie 14 lat(syn) i 11 (córka).
      Nie wiem, czym to jest spowodowane. Kontakt z matką mam dobry, dzwonimy do
      siebie, spotykamy się na mieście

      Kiedyś pamietam była rozmowa, ale nie dotyczyła tych sytuacji, tylko czegoś
      innego. Matka się zapytała: dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
      Strasznie się wtedy zdziwiłam, że o niczym nie wie, że taka nie zorientowana, o
      co chodzi. Musiała wiedzieć, nie wierzę, że taka "ślepa". Nie wie, co sie w domu
      dzieje?
      A może nie chciała widzieć?
      • przeciwcialo Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:11
        Może za kilka lat dzieci tez ci powiedza- Nie widzialaś???
        Ludzie sa rózni. W jednych daje się czytac jak z ksiązki, inni sa
        zamknieci i małomówni do tego.
        • gabrielle76 Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:20
          tez uwazam ze o dzieci trzeba samemu dbac a nie czekac az one poproszą, przeciez
          jak widze ze moje dziecko cierpi to oczywiste ze musze mu ulzyc w tym
          cierpieniu, jesli jest mozliwosc podwiezienia dzieci do szkoły to robimy to
          chociaz maja blisko, współczuję droga autorko, tez mam takich pare żali do
          rodzicó, tyle ze ja im to wygarnełam
          • przeciwcialo Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:24
            Kurcze, no ale 20- 30 lat temu była ciut inna rzeczywistość. Matki
            nie kwoczyły nad dziecmi, nikt albo prawie nikt ni odwoził dzieci do
            szkoły. dzieci z kluczem na szyi latały po podwórku i traumy z tego
            powodu nie miały.
            • kropkacom Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:27
              Autorka ma. I warto tym już dziś pomyśleć póki dzieci jeszcze małe...
              • przeciwcialo Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:30
                Ma traume od braku tabletek i dxwigania plecaka.
                • kropkacom Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 14:36
                  A czemu nie? Za banalne? Ja tu widzę po prostu brak troski o dziecko.
                • avvg Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 10.11.09, 03:53
                  > Ma traume od braku tabletek i dxwigania plecaka.

                  Co, mało Ci? Chciałabyś, żeby jej jeszcze dorzucili tyranie na
                  wykopkach, głodzenie i molestowanie seksualne?
            • aandzia43 Re: Nie rozumiem: dlaczego właśnie teraz? 09.11.09, 21:04
              przeciwcialo napisała:

              > Kurcze, no ale 20- 30 lat temu była ciut inna rzeczywistość. Matki
              > nie kwoczyły nad dziecmi, nikt albo prawie nikt ni odwoził dzieci do
              > szkoły. dzieci z kluczem na szyi latały po podwórku i traumy z tego
              > powodu nie miały.

              Jak ktoś miał samochód i nim jeździł codziennie, to raczej odwoził czxłonków
              rodziny do szkoły i do pracy. Latanie z kluczem na szyi nie było tożsame z
              brakiem wrażliwości na powtarzające się co miesiąc cierpienie dziecka. Różne
              były matki wtedy i różne są teraz. A traumy dzieci miały i wtedy, jak widać po
              załozycielce postu.
    • zolza78 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:21
      ja też tak mam. i też zaczeło wracać, odkąd mam dziecko...
      takich przykładów, jak opisałaś, było mnóstwo.

      Ale najbardziej nie mogę pojąć jednego.
      Moja młodsza siostra kilka lat temu dostała się do Buffo - tańczyła
      i śpiewała i jestem z niej potwornie dumna. Bo to naprawdę było nie
      lada wyzwanie... Obejrzałam ja w sumie chyba w ponad 50-ciu
      przedstawieniach, musicalach, itp. Dacie wiare, że moja mama NIGDY
      nie znalazła na to czasu??? NIGDY nie widziała D. na scenie. Ja tam
      siedziałam i łzy mi spływały po policzkach z dumy, że to MOJA
      SIOSTRA. A mama zawsze była zapracowana aż tak, ze nie przyszła.
      Dodam, że nie pracowała zawodowo. Zajmowała sie wychowywaniem
      czwróki dzieci. Ale pranie i sprzątanie zawsze było ważniejsze.

      Nie mieści mi sie to w głowie.
      My z mężem bierzemy urlopy na te dni, kiedy Młody bierze udział w
      przedstawieniach w przedszkolu. Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym
      przegapić, jak zabija smoka...
      • beamek8 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 00:03
        A może po prostu bała się, że będzie wyglądała nie na miejscu w teatrze?
        Normalnie chadzała w takie miejsca?
        • lila1974 beamek8 10.11.09, 11:37
          Że co????
    • majenkir Re: 09.11.09, 14:21

      Kiedys taki zimny wychów byl popularny, niestety...
      Nie ma co rozpamietywac, przeszlosci to nie zmieni.
    • iwonapa Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:29
      OK, może z tym podwozeniem sie nie domyślali, a ja im nie powiedziałam.
      Ale co do bolesnych miesiączek, to matka wiedziała, bo jej mówiłam, a poza tym
      byłam zielona i wymiotowałam - widziała i słyszała.
      I nie była niczym wielkim zajęta, nie pracowała, młodszych dzieci nie miała
      • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:34
        Moałam w liceum kolezankę która mdlała w szkole z bólu. Wiec w dni
        miesiączki nie chodziła do szkoły a mama jej tylko termofor dawałą i
        mówiła że tak musi byc.
        I meczyła sie dziewczyna do matury.
    • lolinka2 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:42
      TERAPIA
      żebyś poradziła sobie z żalem i wściekłością
      żeby nie rzutowały one na twoje obecne relacje z rodzicami
      żebyś nie przegięła w żadną stronę przy swoich dzieciach
      żebyś nie żyła przeszłością.....
      • czar_bajry Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:53
        Wiesz w czasach o których piszesz nie było takiego trendu aby trząść się nad
        dzieckiem jak barani ogon, był mniejszy dostęp do środków przeciwbólowych niż
        teraz, i może to zdrowiej, teraz przy każdej pie... bierzemy tabletki.
        Inaczej też było z wizytami u gina. ja poszłam pierwszy raz jak w ciąży byłamtongue_out.
        Może matka nie zdawała sobie sprawy iż tak bardzo cierpisz?
        Sama pamiętam ile razy wracałam sama z obozu do domu, jak moi starsi by po mnie
        przyjechali to chyba zapadła bym się ze wstydu pod ziemię że jak gó...arę mnie
        traktują.
        Sama poruszałam się po mieście, jeździłam do rodziny i na różne inne wyjazdy.
        Nikt mnie nigdzie nie woził i byłam szczęśliwa.
        Moje dzieci są i były wożone wszędzie aby broń Boże coś się im nie stało a jak
        już weszły w wiek nastoletni to nijak nie mogłam zrozumieć że one nie wiedzą
        gdzie jest jakaś ulica czy jak tam dojechać.
        Sądzę że mimo wszystko miałam fajniejszą młodość niż moje dziecismirk
        Wg. mnie Twój żal jest bezpodstawny chyba że jednak nie piszesz wszystkiego.
        • przeciwcialo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:57
          Dokładnie.
        • kawka74 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 16:16
          > Wiesz w czasach o których piszesz nie było takiego trendu aby trząść się nad
          > dzieckiem jak barani ogon

          Nie wiem, kiedy to było, bo moja matka zachęciła mnie do wizyty u ginekologa dość wcześnie, a jeśli chodzi o bolesne miesiączki, od czasu, kiedy mnie ta cudowna przypadłość dosięgła, miałam do dyspozycji środki przeciwbólowe, zwolnienie z WFu i święty spokój, bo matka krążyła wokół jak skrzyżowanie pielęgniarki z ochroniarzem.
          A jeśli chodzi o wychodzenie na dworzec - bardzo to lubiłam i w niczym mi to nie przeszkadzało, bo nie miałam ambicji uchodzić za Bóg wie jak samodzielną, a kwestia obciachu nie istniała.
          A żal autorki wątku chyba nie dotyczy asortymentu aptek polskich, czy też problemów komunikacyjnych, tylko zwyczajnej obojętności rodziców wobec dziecka, która miejsca mieć nie powinna.
          • czar_bajry Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 19:06
            Ja piszę o latach 80smile ale faktycznie nie nie o zaopatrzenie aptek tu chodzi.
            I nadal sądzę że albo autorka nie pisze wszystkiego albo przesadza.
            • kawka74 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 19:19
              > Ja piszę o latach 80smile

              Ja też.
              I nie sądzę, żeby przesadzała. Brak troski i życzliwości rodzica nie jest normalny i można z jego powodu czuć się fatalnie nawet po latach.
        • aandzia43 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 21:29
          czar_bajry napisała:

          > Wiesz w czasach o których piszesz nie było takiego trendu aby trząść się nad
          > dzieckiem jak barani ogon, był mniejszy dostęp do środków przeciwbólowych niż
          > teraz, i może to zdrowiej, teraz przy każdej pie... bierzemy tabletki.

          Chwilunia! Zaczęłam miesiączkowiać w latach siedemdziesiątych i pyralginę miałam
          zawsze w domu. I aspirynę na grypę też. Ciekawe, czy matka naszej bohaterki była
          w stanie zauważyć np. gorączkę u dziecka, katar, czy sraczkę. Nie żartuję, teraz
          też są mamy ślepe na wiele objawó choroby u swojego dziecka, jeśli to dziecko ma
          więcej niż 7 lat. To nie ejst kwestia czasów. To kwestia wrażliwości.

          > Sama pamiętam ile razy wracałam sama z obozu do domu, jak moi starsi by po mnie
          > przyjechali to chyba zapadła bym się ze wstydu pod ziemię że jak gó...arę mnie
          > traktują.

          Z obozów wracałam sama, jeśli nie miałam zbyt ciężkiego bagażu. W razie potrzeby
          mogłam liczyć na rodzinę.
          • czar_bajry Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 00:45
            Chwilunia! Zaczęłam miesiączkowiać w latach siedemdziesiątych i pyralginę miała
            > m
            > zawsze w domu. I aspirynę na grypę też.

            Mnie raczej chodziło o to że nie było dostępu do leków tak jak teraz wyboru
            zresztą też nie, vit C też miałamsmile
        • marzenaanna1 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 22:24
          ten żal nie jest bezpodstawny
      • joanekjoanek Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 22:34
        lolinka2 napisała:

        > TERAPIA
        > żebyś ....

        terapia srapia.
        na wszystko terapia.
        żeby ktoś życie przeżył za ciebie.

        to naprawdę nie jest recepta na wszystko.
        • lolinka2 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 12:17
          joanekjoanek napisała:
          > terapia srapia.
          > na wszystko terapia.
          > żeby ktoś życie przeżył za ciebie.
          >
          > to naprawdę nie jest recepta na wszystko.

          A ty co, joanek?
          Źle trafiłaś z wyborem terapeuty, czy nie masz odwagi cywilnej
          przyznać się, że też potrzebujesz?
          Z reguły gwałtowne reakcje świadczą o tym, że piszący ma problem....
          • joanekjoanek Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 14:27
            "źle trafiłam" wielokrotnie.
            znaczy, veni, vidi i doszedłszy do wniosku jak powyżej.
            nie widzę tu gwałtowności, raczej zniecierpliwienie myśleniem magicznym i serwowaniem go innym.
    • gryzelda71 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:48
      A ja czułam złość i żal w czasie kiedy to się działo.Nie telepie mnie po 20
      latach.Inaczej wychowuje własne dzieci,ale i możliwości mam inne.
    • evenjo Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 14:57
      Może warto pomyśleć o terapii. Nie dlatego, żebyś była wariatką, ale
      dlatego, że to -żal, wściekłość, gorycz itp, itd - nie minie tak
      łatwo. Coś się uruchomiło w tobie-może właśnie związane z
      dojrzewaniem twojej córki, twojego dziecka, które w jakiś sposób
      przypomina ci ciebie samą sprzed lat. Warto z tym popracować-dla
      ciebie samej, w przyszłości.
    • teraz_asia Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 15:33
      Może faktycznie 20 lat temu był inny model wychowywania dzieci.
      Faktycznie nie było takiego hiperniańczenia- ale co innego luźne
      podejście do wychowania i opieki, a co innego ignorowanie potrzeb
      dziecka. Ja byłam "puszczona luzem"- niemal całkowicie- byłam
      najstarsza, dobrze się uczyłam i to wystarczyło- własciwie nikt mnie
      nie kontrolował, byłam mega samodzielna dzięki temu.
      Ale kiedy skręcało mnie przy miesiączce (znam ten ból...), mamie
      wystarczył jeden rzut oka- dostawałam tabletkę, ciepły koc i
      herbatę. Do szkoły jeździłam autobusem sama, o zgrozo, od wieku 8
      lat, ale kiedy wracałam z jakichś wyjazdów, zawsze mogłam liczyć na
      to, że tato będzie czekał na dworcu. Oczywiście, kiedy miałam 16- 17
      lat, to tylko mimochodem pytał- przyjechać po ciebie? (na co
      zazwyczaj reakcja było gwałowne Nieee!- ale pytanie padało.)
      I to wystarczyło- żadnej traumy nie miałam, czułam, że moge na nich
      liczyć, ale że zasadniczo dają mi żyć tak, jak chcę. A sama raczej
      obsesyjnie staram się w drugą stronę- żeby zluzować z tym
      pilnowaniem, żeby odpuścić, nie kontrolować, dać na luz. Żeby moje
      dzieci nie czuły się specjalnie osaczone.
    • anik0987 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 16:29
      Ja mam podobnie, wiele żalu, zwłaszcza do matki, ale moje żale są nieco
      większego kalibru. A że teraz moje stosunki z matką są jeszcze gorsze, to
      zamierzam przeprowadzić rozmowę, po której ograniczę te kontakty do minimum,
      albo do zera. Co do zimnego wychowu i metod wychowawczych sprzed lat - miałam na
      co dzień okazję obserwować metody wychowawcze stosowane w domach moich
      koleżanek, u których spędzałam sporo czasu, i jakoś tam panowały normalne
      zasady, a rodzice interesowali się swoimi dziećmi. Metody metodami, ale każdy
      człowiek rozum ma. Chyba, że do wychowywania dzieci nie jest stworzony. Dlatego
      uważam, że niektórzy niekoniecznie powinni mieć dzieci.
    • triss_merigold6 Miałaś michę i kąt do spania? Miałaś 09.11.09, 19:41
      Miałaś miche i kąt do spania? Miałaś. Do szkoły jeździlaś?
      Szczęściara, mogli Cię posłać do dojenia krów w PGR.
      A poza tym po staropolsku czcij ojca swego i matkę swoją, bo
      oczekiwanie od rodzicow troski i zainteresowania to wydumana
      fanaberia tych co się nowomodnych poradników naczytali i d... im się
      poprzewracało.
      Interesujący jest sposób w jaki niektóre ematki stosują wyparcie i
      redukcję dysonansu poznawczego.
      • bi_scotti Ogol i szczegol 09.11.09, 20:04
        Jedno jest wazne, czy czujesz sie dobrze przygotowanym do zycia, w
        miare szczesliwym czlowiekiem? Jesli tak, to mimo bledow i
        zaniedban, Twoi rodzice wykonali jednak porzadnie prace wychowawcza
        i obysmy wszyscy mogli kiedys tak o sobie powiedziec! Jesli nie, to
        powinnas z rodzicami porozmawiac szczerze o tym, co tu piszesz. Mnie
        tez to sie wydaje byc troche przesadnym rozgrzebywaniem jakichs malo-
        istotnych detali ale skoro Cie mecza, to warto o tym pogadac. Bo byc
        moze Oni mieli w tym jakas mysl/metode i sama Ich lepiej zrozumiesz
        jak sobie wszystko wyjasnicie.
        Tak w ogole to my wszyscy - rodzice, przy najlepszych checiach i
        staraniach, bledy popelniamy, czegos nie doslyszymy, nie
        zauwazymy ... Zycie. Ja moim rodzicom wybaczam (juz nie zyja oboje)
        to, co wtedy wydawalo mi sie krzywda i mam cicha nadzieje, ze moje
        dzieci tez mi wybacza to, o czym wciaz nie wiem co by wybaczyc
        nalezalo wink
        • verdana Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 20:18
          Naprawdę, jesli po latach pamieta sie jako traumę dziecinstwa (co do
          tabletek przeciwbolowych - cóż, nie jest przypadkiem, ze gardanu już
          nie ma - nawet wtedy wiedziano, że zgony po gardanie nie sa
          rzadkoscią, a nic innego nie dzialalo... wiem, bo tez się wtedy
          męczylam, ale matka tlumaczyla, dlaczego nic mi nie daje), ze raz
          rodzice nie pojechali po 17 latke!!! na dworzec, i że rodzice
          uwazali, ze do szkoly chodzi się samemu - to oznacza tylko, ze
          rodzice naprawde byli b. dobrzy.
          Jestem przekonana, ze dzieci tu obecnych matek, ktore uwazaja, ze
          robia wszystko jak trzeba, i że zapewniaja swoim pociechom idealne
          dziecinstwo, za dwadziescia lat też napisza, ze ich dziecinstwio
          bylo koszmarem bo... bo cokolwiek, czego mama nawet nie zauwazyła.
          • kropkacom Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:14
            Skoro dla tej kobiety te wydarzenia zostawiły piętno z którym sobie rady nie
            może dać to widać tak jest. Co nam wypomną nasze dzieci nie wiemy ale pewnie
            sporo. Nie ma co jednak walczyć o idealizacje i nietykalność rodziców bo to nie
            są święte krowy a po prostu trzeba się strać być dobrym właśnie rodzicem. I
            jeszcze, tutaj bardzo dobrze widać tą różnicę, co my uważamy za właściwe a co
            zapamięta dziecko.
            • bri Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:19
              Kiedy właśnie wymaganie od rodziców stuprocentowej uwagi na potrzeby
              potomków (do końca życia? bo ciężko 17-latkę nazwać dzieckiem) to
              jest idealizowanie.
              • kropkacom Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:27
                Nikt nie mówi o stu procentach przecież. Nie histeryzuj. Kobieta ma problem a wy
                jej gadacie że na pewno to jej wina bo za dużo chciała. Nastolatek to nadal
                dziecko swoich rodziców a nie z kopa dorosła samowystarczalna istota.
                • bi_scotti Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:36
                  kropkacom napisała:

                  > Kobieta ma problem a w
                  > y
                  > jej gadacie że na pewno to jej wina bo za dużo chciała. Nastolatek
                  to nadal
                  > dziecko swoich rodziców a nie z kopa dorosła samowystarczalna
                  istota.

                  No dobra, ale minelo 20 lat i przez tych 20 lat nalezalo juz nabrac
                  pewnego dystansu do bzdurek z lat nastoletnich. Wiadomo, zawsze sie
                  cos tam bedzie starym pamietalo, ze byli tacy czy inni, ale warto
                  brac to na spokoj i traktowac tego jako najwiekszej tragedii
                  zyciowej!
                  Inaczej bysmy ntu rozmawialy z NASTOLATKA, ktora w tym momencie ma
                  problemy z olewajacymi ja rodzicami, a inaczej sie rozmawia z
                  dorosla kobieta o jej wspomnieniach z dziecinstwa!
                  • kropkacom Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:41
                    No widać nie nabrała dystansu więc nie ma o co się spierać. Nie siedzisz jej w
                    głowie.
              • triss_merigold6 Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:29
                Nadzieja 17-latki, że ktoś po nią przyjedzie na dworzec po
                miesięcznej nieobecności jest oczekiwaniem 100% uwagi?
                Interesujące co w takim razie uważasz za poświęcenie MINIMUM uwagi
                nastolatce.
                • bri Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:50
                  Wściekłość z tego powodu po 20-latach to Twoim zdaniem zasadna
                  reakcja?

                  > Nadzieja 17-latki, że ktoś po nią przyjedzie na dworzec po
                  > miesięcznej nieobecności jest oczekiwaniem 100% uwagi?

                  Nie. Ale kilka pojedynczych wydarzeń, jako dowód, że było się
                  lekceważonym przez rodziców i uzasadnienie wściekłości po 20 latach
                  to też za mało. Może stało się coś więcej, ale te opisane wydarzenia
                  to IMHO za mało, żeby stwierdzić, że rodzice nie okazywali jej
                  troski.
                  • kropkacom Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:52
                    Nie ma zasadnych reakcji. Są tylko reakcje.
                    • bri Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 22:02
                      Nie zgadzam się.
                • przeciwcialo Re: Ogol i szczegol 10.11.09, 08:53
                  Siedemnastolatka to prawie dorosły człowiek. Nie jedenastolatka ale
                  siedemnastolatka.
                  Dla mnie to robienie z igły wideł.
            • bi_scotti Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:32
              kropkacom napisała:

              > Nie ma co jednak walczyć o idealizacje i nietykalność rodziców bo
              to nie
              > są święte krowy a po prostu trzeba się strać być dobrym właśnie
              rodzicem.

              Zgadza sie - starac sie! A ze staraniami i ich skutkami roznie
              bywa wink I z tej perspektywy, z perspektywy juz doroslego czlowieka,
              trzeba umiec znalezc w sobie owo przyzwolenie na poplenienie bledow
              i to wybaczenie wlasnym rodzicom za bledy popelnione. Nie chodzi o
              idealizacje rodzicow ale o swiadomosc, ze NIKT nie jest bez winy i
              ze tak naprawde to liczy sie "produkt koncowy". Nie dajmy sie
              zwariowac - z tego powodu, ze nastolatka zwijala sie z bolu raz na
              miesiac nie wynika jeszcze, ze byla niekochana, olana i pozostawiona
              kompletnie sama sobie. Ja np. nigdy nie pozwolilam uspic mojego syna
              do pewnych zabiegow (mimo zalecen), patrzylam z pelnym spokojem na
              Jego bol i zyje w poczuciu, ze mialam racje. On mi to moze kiedys
              wypomni a moze nie, ale jesli to zrobi to ja jestem gotowa
              podyskutowac smile Rodzic tez czlowiek - bladzi, bywa uparty, ma swoje
              powody a czasem bywa zmeczony i ma reszte swiata (lacznie z
              dzieckiem!) w nosie. I to jest jak najbardziej normalne.
              • triss_merigold6 Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:36
                Dorosły człowiek nie jest tylko produktem końcowym działań swoich
                rodziców ale także efektem wpływów całego otoczenia społecznego i
                własnej pracy (lub braku pracy) nad sobą. I całe szczęście, że można
                także być udanym, wartościowym i szczęśliwym człowiekiem WBREW
                RODZICOM.
              • kropkacom Re: Ogol i szczegol 09.11.09, 21:36
                Czasami rodzic powinien potrafić powiedzieć "przepraszam popełniłem błąd" i
                wtedy można przebaczyć. Czasami można przejść nad sprawami przykrymi to porządku
                dziennego bez tych słów a czasami nie. A nadzieja to matka wiesz kogo.
          • iwonapa : Do Verdany 09.11.09, 22:01
            verdana napisała:

            > Naprawdę, jesli po latach pamieta sie jako traumę dziecinstwa , ze raz
            > rodzice nie pojechali po 17 latke!!! na dworzec, i że rodzice
            > uwazali, ze do szkoly chodzi się samemu - to oznacza tylko, ze
            > rodzice naprawde byli b. dobrzy.
            >

            Verdana, nie generalizuj
            Przekreciłaś całego mojego posta, albo nie zrozumiałąś o czym piszę

            Absolutnie nie mam traumy z tego powodu, że RAZ po mnie nie pojechali, albo
            chcieli żebym sama chodziła do szkoły
            Coś pomyliłaś
      • bri Re: Miałaś michę i kąt do spania? Miałaś 09.11.09, 20:46
        Triss, nie przesadzaj. Żaden rodzic nie jest w stanie zapewnić
        dziecku troski i zainteresowania przez 100% czasu, a zdarza się
        czasem, że przedkładają własny interes nad interes dziecka, bo
        inaczej się czasem nie da. Niektóre kobiety np. biorą rozwód
        dlatego, że same nie są szczęśliwe w małżeństwie, ignorując fakt, że
        dzieci będą z tego powodu cierpieć.
        • triss_merigold6 Re: Miałaś michę i kąt do spania? Miałaś 09.11.09, 21:22
          Autorka zaznaczyła, że te przykłady są jednymi z wielu podobnych
          zachowań rodziców. Oczywiście, że pewnie to mniej bolesne przejawy
          lekceważenia niż życie pod jednym dachem z tatusiem alkoholikiem
          wysyłającym dziecko żeby kradło na wódkę ale nie jest tematem wątku
          licytacja kto miał gorzej, prawda?
          Nie sądzę, żeby autorka oczekiwała od rodziców poświecenia 100%
          czasu niemniej przywiezienie z dworca po miesięcznym obozie nie jest
          wysiłkiem awykonalnym. Podobnie jak zainteresowanie się boleśnie
          miesiączkującą nastolatką. Moja matka potrafiła mi dac pyralgin i
          jakoś nie uważała, że skoro ból zesłała natura to należy go znosić.

          Jesli rodzice są szczęśliwi osobno, zrównoważeni i traktują się
          neutralnie to dziecko nie cierpi z powodu odmiennego od standardu
          układu. Nie czytałaś tu na forum zwierzeń pań, które marzyły, żeby
          starzy się wreszcie rozwiedli, bo atmosfera w domu była mało
          budująca?
    • kicia031 chyba zylam w innym swiecie 09.11.09, 21:11
      urodzilam sie w 70 roku, czyli dawnieju niz wiekszosc pewnie
      forumowiczek.
      Moja rodzina popelnila mnostwo bledow wychowawczych, ale raczej byly
      one zwiazane z nadopiekunczoscia, niz brakiem uwagi czy opieki.
      Podobnie bylo w rodzinach moich kolezanek i kolegow. Oczywiscie,
      czasy byly inne, ale na miare owczesnych mozliwosci rodzice starali
      sie zapewnic mi wszystko, co tylko mogli.

      Usprawiedliwianie pozbawionych troski rosdzicow teza, ze wtedy byly
      inne czasy wydaje mi sie bzdura.

      Polecam lekture ksiazek Alice Miller.
      • triss_merigold6 Re: chyba zylam w innym swiecie 09.11.09, 21:26
        Jestem rocznik 74. Moim rodzice, ich znajomi, moi krewni, rodzice
        bliskich koleżanek byli bardziej nadopiekuńczy niż olewczy. I
        starali się zapewnić bezpieczeństwo oraz - na miarę ówczesnych
        możliwości - przyzwoite warunki życia. Po prostu myśleli o dzieciach
        a nie dzieci były "przy okazji".
        • aandzia43 Re: chyba zylam w innym swiecie 09.11.09, 21:38
          I
          > starali się zapewnić bezpieczeństwo oraz - na miarę ówczesnych
          > możliwości - przyzwoite warunki życia. Po prostu myśleli o dzieciach
          > a nie dzieci były "przy okazji".

          I o to chodzi! Nie "przy okazji", bo dzieci się po prostu ma, bo taka jest kolej
          rzeczy i dzieci każdy mieć może (a nawet powinien), bo to jest święte prawo i
          powinność każdego, bo bez dzieci to ruja i poróbswto i jeden wielki bezsens,
          panie dzieju!
    • aandzia43 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 21:49
      Wyłazi ci coś w bólach po latach. I dobrze, że wyłazi. Bo jakby nie wyłaziło, to
      przypuszczalnie byłabyś matką popełniającą te same błędy co twoja. Żyłabyś w
      matrixie swoich rodziców i byłabyś ich kopią. Traktowałabyś swoje dziecko tak,
      jak twoi rodzice ciebie. I może jeszcze rzucałabyś się wściekle na każdego, kto
      cieszy się/cieszył się wiekszą niż ty troską rodziców i kto czule traktuje swoje
      dzieci. Albo przynajmniej traktowałabyś ich z lekkim lekceważeniem, jak
      mięczaków i lalusiówwink Ewolucja trochę boli.
      • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 21:52
        Może za tym dzisiejsze żale Autorki wątku to reperkusja jej (jak mi
        się zdaje) postu sprzed jakiegoś czasu, w którym to opisywała jak
        nawrzeszczała na córkę, bo ta nie dość entuzjastycznie zareagowała
        na jej propozycję pójścia do biblioteki? wink
    • iwonapa Małe sprostowanie 09.11.09, 21:52
      Nie czułam się w dzieciństwie ani młodości niekochana przez rodziców, albo jakoś
      przez nich "olewana". Te wydarzenia, o których piszę, jakaś tam część, bo nie da
      sie wszystkiego wymienić, to takie incydenty, ale bardzo ważne, które teraz
      spowodowały napisanie tego postu. Moi rodzice chyba byli zdania, że dają mi co
      trzeba, jedzenie, dom, ciuchy. Ale jakiejś takiej większej uwagi od nich nie
      było. Nie za bardzo wtrącali sie w moje życie, w sensie masz sie uczyć i być w
      domu o 22. Nie zauważali szczegółów, które są ważne.
      Pewnie, że mogłam im o czymś tam powiedzieć, ale nie o to chodzi
      Chodzi o to, żeby sami z siebie, rozumiecie?
      • czarneoczy Re: Małe sprostowanie 09.11.09, 22:24
        Rozumiemy smile
        Nie rozumiem za to oburzenia dziewczyn nad twoimi rzekomymi "wymogami" względem
        rodziców...
        Ja też lata 70 urodzona, czasy kryzysu i stania w zarąbistych kolejkach po watę
        do apteki pamiętam nader dobrze.
        Ale rodzice zarówno moi jak i zaprzyjaźnieni trzęśli się nad nami tak samo jak
        współczesne matki nad swoimi dzieciami. I nie odbieram tego jako rozpieszczenia
        czy trzymania pod kloszem.
        Mama zawsze wiedziała kiedy jestem zdechła, wku...ona na świat, chora czy
        napieprza mnie brzuch przy okresie. I pracowała na pełny etat i miała jeszcze
        młodsze dziecko... Tata też jakoś dziwnym trafem spostrzegawczy był i nie
        musiałam NIGDY łopatologicznie prosić rodziców o leki czy pomoc w razie
        potrzeby. Odprowadzana na dworzec też byłam, odbierana też i to jako stara 20
        paroletnia baba i nie odczuwałam tego jako nadopiekuńczości czy nadmiernej
        kontroli (zresztą oboje z bratem wsadzaliśmy ostatnio Mamika do PKS do
        ciechocinka jak jechała kuracjusza odgrywać, do Ustronia zawieźliśmy ją w
        dwójkę, a przecież taksówki też są, mogła se sama na dworzec poginać, ręce ma
        sprawne, nogi też...). Było mi najnormalniej najprzyjemniej w świecie kiedy
        potrafili wygospodarować czas i odwieźć mnie na dworzec. I potrafili dać mi dużo
        swobody i luzu jednocześnie.
        Podobnie traktowany był mój brat i o dziwo pępowiny mamy odcięte dość mocno i
        szybko tongue_out za to do maminego domu wracamy jak do siebie. i tęsknimy za tatą...
    • marzenaanna1 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 22:11
      Hej, mam to samo, żal za rzeczy ktore dla nas są oczywiste, a moja mama ich nie
      robila. Rozpamietuje to często, analizuje, wypłaczę i na trochę jest lepiej.
      Potem znowu to wraca. Czytałam kiedyś świetny wywiad z Wojciechem Eichenbergerem
      na ten temat, radził zeby wyplakac cała złosc, smutek i wybaczyc, ale juz wiem,
      ze to starcza na krótko. Żal w sercu jest ogromny i jak widzisz dopiero jako
      osoby dorosle uswiadamiamy sobie, ze mozna było inaczej. Moja lista też jest
      dluga smile Dziękuję, ze poruszyłas ten temat, że mozemy się przekonac, ze nie
      jestsmy same, to zawsze jakos pomaga. Z drugiej strony, po przeczytaniu kilku
      odpowiedzi na Twój list, zastanawiam się czy te wszystkie osoby, ktore Cię
      skrytykowały lub nie zrozumiały nie są jeszcze na etapie naszych mam ???
      Pozdrawiam serdecznie
      • bri Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 22:19
        >skrytykowały lub nie zrozumiały nie są jeszcze na etapie naszych
        mam ???

        Co masz na myśli? Na jakim etapie jest Twoim zdaniem Twoja matka?
        • iwa070513 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 23:16
          doskonale rozumiem autorkę postu.Mam tak samo albo jeszcze gorzej,bo
          moi rodzice wogóle się nie interesują ani mną ani moją rodzinką.Moja
          matka jak zadzwonię potrafi tylko prawić morały i pół godziny gadać
          o niczym.Nigdy nie mogłam na ich pomoc liczyć i nigdy nie liczyłam.A
          moje dzieci nigdy nie dostały złotówki od moich rodziców.Ale mama
          mojego męża jest super.
      • kicia031 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 22:22
        Czytałam kiedyś świetny wywiad z Wojciechem Eichenbergere
        > m
        > na ten temat, radził zeby wyplakac cała złosc, smutek i wybaczyc,
        ale juz wiem,
        > ze to starcza na krótko.


        A ja uwazam, ze wywieranie presji na ofiare, by wybaczyla swoje
        krzywdy jest zwykla bezczelnoscia, i dodatkowym krzywdzebiem
        czlowieka, ktory swoje juz wycierpial.

        Jak bedzie chcial to wybaczy, ale traktowanie braku wybaczenia jako
        dowodu nizszego poziomu duchowego jest tak naprawde zadawniem
        kolejnych ran.
        • ledzeppelin3 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 09.11.09, 23:02
          Współczuję Ci, ale pomyśl- zdajesz sobie z tych wszystkich rzeczy sprawę, nie
          zrobisz tego swoim dzieciom.(albo będziesz umiała przeprosić i naprawiać krzywdy)
          Więc możesz mówic o wielkim sukcesie, który zawdzięczasz wyłącznie sobie.
          To będzie dla Ciebie źródłem siły i satysfakcji.
          Ból, wściekłość- to naturalne uczucia w obliczu braku dostatecznej opieki a
          pewnie i miłości.
          Pozwól sobie na nie. One muszą być, żebyś sama mogła być inna. Kiedyś
          złagodnieją i zaczniesz to olewać.
          Nie przejmuj sie zgorszonymi kwokami! Zawsze wysyczą, że biednym rodzicom
          ubliżasz, a złość piękności szkodzi. I jeszcze, hipokryty jedne, że TRZEBA
          WYBACZAĆ. Bo inaczej niby spokoju ducha nie osiągniesz. Nie, nic nie musisz. To
          bzdura. Grunt, ze zdajesz sobie sprawę z wściekłości i żalu do rodziców, bo
          większość pań to pisze "Rodzice" z wielkiej literki i nie dopuszcza do siebie
          żadnych "negatywnych" uczuć. Bo złość nie przystoi panience. A jeszcze na mamę z
          tatką? I jeszcze usłyszysz, że twardym trzeba być i nie oglądać się za siebie.
          A ja Ci powiem, ze za siebie oglądają się tylko ludzie o mężnym sercu. A tchórze
          uciekają i zakłamują rzeczywistość.
          Dasz radę.
          • thaures Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 00:43
            Nie czuję żalu ani wściekłości-ale pamiętam jak przed maturą panikowałam,że nie
            zdam historii. Zawsze się dobrze uczyłam ,ale widocznie wtedy ta panika
            udzieliła się i mojej mamie. Po wyjściu z egzaminu zobaczyłam ją przed szkołą -
            spytała jak mi poszło.Ja powiedziałam,że zdałam na 4, a mama
            powiedziała-idiotka, odwróciła się i poszła. Bardzo mnie to do tej pory
            rozśmiesza. Potem podobną panikę zrobiłam przy obronie drugiej pracy
            magisterskiej- i w dzień egzaminu zobaczyłam mamę na uczelni-przyniosła mi
            czekoladki ( dobrze się po nich myśli !!) i w ogóle przyszła mnie podtrzymać na
            duchu.Myślałam,że padnę (miałam z 35 lat), ale do tej pory mnie to wzrusza.
            • emilly4 Rozmowa z rodzicami.... 10.11.09, 02:32
              Jak dla mnie takie sytuacje wynikaja z tego jak blisko jest sie ze swoimi
              rodzicami. Ja z moja mama czesto i gesto rozmawialysmy na przerozne tematy. Ona
              mi opowiadala jak to bylo za jej czasow mlodosci, kiedy dosrastala, kiedy
              wyjezdzala na kolonie, szla pierwszy raz do szkoly i tak dalej. Dzieki temu
              dowiedzialam sie pewnych rzeczy, nie balam sie zapytac, poprosic...to nigdy nie
              bylo problemem.
              Co innego matka, czy ojciec kompletnie olewajacy...ale w wielu przypadkach takie
              sytuacje niezrozumienia wynikaja z braku konwersacji.
              Podejrzewam, ze gdyby autorka watku rozmawiala ze swoimi, powiedziala, ze milo
              by bylo gdyby czasem ojciec podwiozl ja do szkoly, a mama dala cos
              przeciwbolowego, albo nalala wrzatku do termoforu, przytulila, zapytala...
              Niektorzy rodzice tak byli traktowani przez swoich rodzicow i nie wiedza, ze
              komus trzeba w czyms pomoc...zimne wychowanie nie jest dobre.
              A bez sensu jest takie wspominanie, trzeba bylo wczesniej porozmawiac, a nie
              wyzygiwac, ze mama nie pomogla. Skoro teraz kontakt z rodzicem jest bardzo dobry...
              Jak mnie bolal brzuch to tylko krzyczalam do ojca, zeby pobiegl do apteki, czy
              kiosku po jakis ibuprom...stal nade mna i pytal " To az tak cie boli?"...bo skad
              mial wiedziec?
              • aandzia43 Re: Rozmowa z rodzicami.... 10.11.09, 09:18
                Emily, żeby dziecko poprosiło o coś dla siebie, musi być w domu
                atmosfera i bezsłowne przyzwolenie na to, że w ogole może ono czegoś
                dla siebie chcieć/poprosić o coś/zażądać czegoś. Bez tego nie
                poprosi, bo zwyczajnie nie będzie wiedziało, że coś mu się należy.
                Wytworzenie takiej atmosfery to jest robota dla rodziców. Dziecko
                jest z góry na straconej pozycji. Ono tylko powiela narzucony mu
                schemat. I najczęściej przenosi w swoje dorosłe życie. Chociaż naszej
                bohaterce chyba sie udało nie przenosićsmile
    • drinkit Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 08:50
      Ale w czym problem? Że miałaś bolesne miesiączki i Twoja matka gadała w tym
      czasie z ciotką?
    • migotka-2 Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 10:22
      Wiesz chyba Cię rozumiem, bo u mnie jest podobnie tzn ja nie czuje jakiejś nadmiernej wściekłości. Z moją mamą nigdy się nie mogłam porozumieć, myślę że główną przyczyną są bardzo odmienne charaktery, jej postępowanie czasem bolało, czasem śmieszyło, czasem było zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Jak dojrzałam tłumaczyłam sobie że niełatwe miała życie i dlatego jest tak dziwnie. Przykłady jej nieodpowiedniego zachowania w stosunku do swoich córek i wnuków można mnożyć. Jednak staramy się wszyscy traktować takie fochy z przymrużeniem oka. Jeżeli babcia przesadza to zawsze znajdzie się ktoś, kto ją do pionu postawi (dzieci, wnuki). Co prawda do dziś, a minęło już wiele lat pamiętam jaką małą wiedzę miała moja mama na mój temat i to nie dlatego że nie chciałam się z nią dzielić moim życiem, a dlatego że obawiałam się że jakiekolwiek informacje będą wykpione, przekazane dalej lub uznane za nieistotne. Moja rada dla Ciebie to ucz się na błędach popełnianych przez rodziców ( nikt nie jest doskonały) jednak nie rozpamiętuj ich bo po co sobie zatruwać byt. Pewnie że nie jest to łatwe ale zastanów się czy postawa pt. "ile złego mi oni zrobili" nie zatruwa Twojego życia. Lepiej się skupić na miłych rzeczach.
    • wieczna-gosia Re: Po 20 latach czuję zal i wściekłość 10.11.09, 10:51
      Iwonapa bylam na tej drodze zalu dojmujacego do rozdzicow- to nie
      jest fajna droga. Mi w kazdym razie proby rozliczen z przeszloscia
      nie pomogly- natomiast teraz staram sie rozliczac na bierzaco. Bo
      wiesz dlaczego rodzice terz sie bardziej o coebie troszcza- bo
      zmienia sie uklad sil. A reki, ktora bedzie szklanke wody podawac sie
      nie kasa tylko lize. Tak juz jest i korzystaj poki rodzice na tyle
      zdrowi ze pomartwia sie o ciebie i cos dla ciebie zrobia bo dociera
      do nich wlasnie ze warto. Dokladnie pamietam moment w ktorym moi
      rodzice zaczeli zmieniac stosunek do mnie moich wyborow zyciowych
      itd.

      I mysle ze to sa takie wspomnienia bo ja tez oczywisceie moglabym cos
      takiego wyciagnac z pamieci ale nie o oto chodzi ze miesiaczka czy
      sama na dworcu, tylko o poczucie ze nie bylam kochana- tez tak
      mialam. Sadze zreszta ze moi rodzice mnie kochali, ale jak to mowia
      sa rozne jezyki milosci. I jesli ja potrzebuje przytulania,
      poglaskania duzo czulosci a moi rodzice z milosci niewatpliwej daja
      mi jesc i kupuja ubrania- to rozdzwiek rosnie.

      I jednak uwazam ze dziecko, ani nastolatka nie musi o tym wiedziec-
      to dorosly musi zdawac sobie sprawe z tego ze byc moze jego dziecko
      potrzebuje innych gestow milosci niz to co on z siebie daje, a co dla
      niego jest wyrazem milosci wlasnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka