lipsmacker
03.12.09, 22:35
Moj maz szuka aktualnie dwoch robotnikow na etaty. Obdzwonil 19stu
kandydatow z sekcji "szukam pracy" w anonsach. Takich co konkretnie
pisali ze praca taka a taka i tresc ich gloszenia dokladnie pasowala
do tego co maz ofiaruje (dzialo sie to na przlomie dwoch tygodni).
Dzwonil w godzinach 9.30-10.30. 7miu obudzil. 11stu na pierwsze
pytanie "czy jest Pan zainteresowany praca na takim a takim
stanowisku?" odpowiedzialo ze nie. 8miu odpowiedzialo ze tak i
zostali umowieni na rozmowy. Jeden z nich zadzwonil pol godziny po
umowionej porze spotkania z zapytaniem czy bedzie mial samochod
sluzbowy bo jak nie to on nie bedzie dojezdzal. Dwoch kolejnych nie
stawilo sie i nie odezwalo sie wiecej. Trzeci i czwarty na rozmowie
powiedzieli ze nie chca na etat tylko na czarno. Piaty powiedzial ze
jak chcielismy to juz przyszedl ale wlasciwie to zona dala
ogloszenie a on byl na rencie od 85go roku, teraz mu zabrali ale
kombinuje jak by na nia wrocic. Szosty na rozmowie ucieszyl sie z
proponowanych zarobkow, zaklinal sie ze bardzo chce te prace bo ma
chore dziecko i musi zarabiac na rodzine, po zlozonej mu ofercie od
tygodnia nie moze sie stawic sie na badania lekarskie bo ciagle mu
dzien nie pasuje. Na szczescie dwaj pozostali naprawde chca
pracowac. Dwaj. Na 19 osob "szukajacych" pracy. 17stu chyba ktos
placi za zasilanie statystyk bezrobocia. Nadmienie ze rzecz dzieje
sie w najbiedniejszym wojewodztwie Polski.