Na dzisiejsze zajęcia prowadząca przyprowadziła dwójkę dzieci
w wieku przedszkolnym tłumacząc że mąż chory
dzieci jak dzieci ani specjalnie ciche ani specjalnie rozbrykane
ale
ich bieganie rozmowy kłótnie mogą przeszkadzać
jak ma się do rysowania projekt i krąży pomiędzy komputerem arkuszami
poza tym lepiej też mieć prowadzącą dla siebie
a nie zabieganą z chustkami kakałkami i odpowiadającą "róbcie jak uważacie"
i
po 1,5 godzinie grupa osób kategorycznie zażądała usunięcia dzieci
i poszanowania dla ich pieniędzy studiów i pracy
pani dr się nadęła obraziła i zaczerwieniła
w czasie przerwy dzieci gdzieś zniknęły,zajęła się nimi szatniarka
ale baba była oburzona naszym zachowaniem
z jednej strony jako matka ją rozumiem, bo są sytuacje, gdzie na prawdę nie ma
co zrobić z dzieciakiem
a z drugiej, nie wyobrażam sobie np faceta przychodzącego do pracy z dziećmi,
im to nawet do głowy nie przyjdzie
jako studentka bulę ciężkie pieniądze za naukę i też chciałabym być traktowana
serio
a najbardziej jestem zdumiona asertywnością kolegów z grupy, no ja bym tak nie
potrafiła