Dodaj do ulubionych

Laborki na polibudzie :)

13.12.09, 16:28
Na dzisiejsze zajęcia prowadząca przyprowadziła dwójkę dzieci
w wieku przedszkolnym tłumacząc że mąż chory
dzieci jak dzieci ani specjalnie ciche ani specjalnie rozbrykane
ale
ich bieganie rozmowy kłótnie mogą przeszkadzać
jak ma się do rysowania projekt i krąży pomiędzy komputerem arkuszami
poza tym lepiej też mieć prowadzącą dla siebie
a nie zabieganą z chustkami kakałkami i odpowiadającą "róbcie jak uważacie"
i
po 1,5 godzinie grupa osób kategorycznie zażądała usunięcia dzieci
i poszanowania dla ich pieniędzy studiów i pracy
pani dr się nadęła obraziła i zaczerwieniła
w czasie przerwy dzieci gdzieś zniknęły,zajęła się nimi szatniarka
ale baba była oburzona naszym zachowaniem
z jednej strony jako matka ją rozumiem, bo są sytuacje, gdzie na prawdę nie ma
co zrobić z dzieciakiem
a z drugiej, nie wyobrażam sobie np faceta przychodzącego do pracy z dziećmi,
im to nawet do głowy nie przyjdzie
jako studentka bulę ciężkie pieniądze za naukę i też chciałabym być traktowana
serio

a najbardziej jestem zdumiona asertywnością kolegów z grupy, no ja bym tak nie
potrafiła tongue_out
Obserwuj wątek
    • angazetka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 16:43
      Ja zaś jestem zdumiona tupetem pani prowadzącej - przyszła do pracy,
      a zajmowała się swoimi dziećmi. Superprofesjonalnie.
    • nangaparbat3 Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 16:44
      Przeczytałam: latarki na podudzie.
      I pomyslałam, ze dla rowerzystek.
      • ardzuna Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 17:13
        Czas wyłączyć komputer, choć na godzinę ;-]
        • nangaparbat3 Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 19:38
          Bardzo bym chciala, ale mam jeszcze dzisiaj duzo roboty, na kompie też, niestety.
      • joanna35 Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 00:43
        Ja przeczytałam "Labradorki na polibudzie"smile Czas się pożegnaćsmile
    • kropkacom Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 17:40
      Ciekawe czy jak by ni z gruszki ni z pietruszki nie przyszła na zajęcia bo nie
      miała z kim dzieci zostawić to studenci by nie krzyczeli że nie szanuje swojej
      pracy i ich pieniędzy?

      A co do facetów, no cóż mają żony które zostaną z przychówkiem zawsze i kosztem
      wszystkiego. Prawda? tongue_out
      • angazetka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 17:48
        > Ciekawe czy jak by ni z gruszki ni z pietruszki nie przyszła na
        zajęcia bo nie
        > miała z kim dzieci zostawić to studenci by nie krzyczeli że nie
        szanuje swojej pracy i ich pieniędzy?

        Nie sądzę. Sytuacje awaryjne się zdarzają, a laborki, ktore się nie
        odbyły, wystarczy nadrobić w innym terminie.
        • kropkacom Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 17:51
          Skoro nie odbycie się zajęć w terminie to żaden problem dla studentów to
          faktycznie mogła sobie odpuścić. No cóż, przekombinowała.
      • figrut Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 18:23
        > A co do facetów, no cóż mają żony które zostaną z przychówkiem zawsze i kosztem
        > wszystkiego. Prawda? tongue_out
        Przykra prawda niestety...
    • ola_motocyklistka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 18:04
      Miałam podobną sytuację. Pani mgr przyszła na ćwiczenia z córką. Ale córka była
      mega grzeczna, niewidzialna wręcz. Albo rysowała na kartkach albo na tablicy
      sobie mazała. Nie absorbowała uwagi prowadzącej, nie bylo problemu.

      Inna, moim zdaniem niepoważna sytuacja i podejście tej samej prowadzącej.
      Przychodzę na zajęcia na 11 godzinę. A tu kartka na drzwiach, ze zajęcia
      przeniesione na 4 godziny później.
      Prychnęłam, poszłam na zakupy i pojechałam do domu. \na zajęcia nie przyszłam,
      bo nie miałam z kim córki zostawić. \Pani na zajęciach sprawdziła listę i
      obiecała konsekwencje wyciągnąć na nieobecnych. Skarga poszła, pani wycofała się
      z "obietnic"
    • figrut Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 18:22
      Jako, że większość dwóch lat liceum przejeździłam do szkoły z córą, potrafię
      postawić się w sytuacji tej kobiety i nie życzyłabym sobie usunięcia dzieci z
      sali. Warunek byłby jeden - dzieci to nie rozbrykane diabły wcielone, a pani
      przy dzieciach podczas zajęć robi tylko niezbędne rzeczy.
      • beniusia79 moj tesc byl nauczycielem, czesto bral swoje 13.12.09, 18:27
        dzieci na zajecia,ktore prowadzil w liceum. tesc dzieci mial sporo,
        wiec co chwile ktores bylo u niego w pracy, czasem bral nawet 3, 4
        naraz.... zagranica normalnym jest, ze np. mlode mamy zabieraja
        swoje dzieci na zajecia. sama robilam rozne kursy i nieraz
        przytrafialo sie, ze pan docent lub pani docentka przyprowadzila
        dziecko lub dzieci i jakos problemu nikt z tego nie robil.... bez
        przesady...
        • angazetka Re: moj tesc byl nauczycielem, czesto bral swoje 13.12.09, 18:30
          Dziecko na zajęciach mogłoby być pod warunkiem, że nie przeszkadza w
          normalnym trybie odbywania tychże. Jeśli studenci nie mogą się
          skupić, a prowadzącą ich olewa, bo przygotowuje kakao dla pociech,
          to coś jest mocno nie w porządku.
    • wieczna-gosia Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 18:31
      z drugiej strony- kilka razy mi sie zdarzylo ze studentka byla z
      niemowlakiem bo nie chciala brac dziekanki- ja to rozumie tak ze
      grzeczne dziecko- siedzi, niegrzeczne0 wychodzi.

      Ja mialam pare razy taka sytuacje ze nie bylo zmiluj, niania nie
      przyszla dziadkowie nie mogli, kolezanki elefonu nie podnosza, maz w
      Poznaniu. Przychodzilam i mowilam- ze jest do wyboru- robimy zajecia
      i ryzykujemy czy odwolujemy co jest dla nich i dla mnie problemem bo
      musimy je odrobic a laboratorium jedno i oblozenie czasowe straszne.
      Nigdy studenci nie powiedzieli to wynocha- raczej byli wdzeczni ze
      nie powiesilam karteczki zajecia odwolane zapraszam w sobote o 7 rano
      smile

      a a propos maz- u mojego meza wiekszosc facetow- od czasu do czasu
      ktos przyprowadza dziecko. Bo jak na negocjacje przyjezdzaja ludzie z
      3 roznych krajow to dzieciaka z grypa sie kladzie u szefa na kanapie
      i sekretarka poi herbata. trudno sie mowi.
    • bellinetta Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 18:33
      Rozumiem studentów, tez wolałabym aby prowadząca zajeła się studentami, nż
      swoimi dziećmi. Pewnei bym tez chciała, żeby je wyproszono z zjęc. Laboratorium
      mozna przeniśc na inny termin, nic się nie stanie, a takei prowadzenie zajęc dla
      mnie - brak profesjonalizmu.

      Mozna z innej strony spojrzeć - jeżeli dziecko siedzi cichutko i nie absorbuje
      całego otoczenia, to może i zajęcia były właściwie wykorzystane.

      • beniusia79 gdy sie ma ruchliwe dzieci, 13.12.09, 18:39
        nie napisze niegrzeczne, to zawsze mozna dzieciakom gdzies w kacie
        puscic bajke na leptopie lub dac jakas gre lub cos podobnego by je
        zajac...
        • damakama Re: gdy sie ma ruchliwe dzieci, 13.12.09, 19:32
          raz wzięłam syna (5 latka) na dodatkowe popołudniowe zajęcia z licealistami - i
          choć siedział grzecznie w moim gabinecie za ścianą (komputer + rysowanie) to
          miałam okropne wyrzuty sumienia, że jestem nie fair w stosunku do uczniów (syn
          był tak mało absorbujący, że to grupa mi przypomniała, żeby go do domu zabrać
          smile), gdyby przeszkadzał w zajęciach pewnie zaproponowałabym ich przeniesienie na
          inny termin
    • gaja78 Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 19:47
      Dzieci nikt co prawda nigdy nie przyprowadził na żadne z moich zajęć, ale inne
      wielce rozpraszające rzeczy się działy i jakoś nikomu nie przeszkadzały. Ze
      swoich studiów wyniosłam przekonanie, że taka właśnie jest specyfika uczelni
      technicznej - inżynier to inżynier, robi swoje i robi to dobrze w każdych
      warunkach. Rozumiem ćwiczenia czy wykłady, ale laboratorium nie kojarzy mi się z
      wysiłkiem intelektualnym, ciszą, skupioną atmosferą i siedzeniem w miejscu.
      Natomiast kojarzy mi się z samodzielną pracą.

      Może i nieładnie wyszło z przyprowadzeniem dzieci na zajęcia, ale bardziej niż
      ich obecnością jestem zdziwiona waszą reakcją.
      • wieczna-gosia Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 20:30
        mi sie laborka kojarzy z uzywaniem sprzetu z kolei i charakteryzuje
        sie tym ze nie mozna jej tak po prostu sobie odrobic- co wymaga z obu
        stron i dyscypliny i jednoczesnie pewnej wyrozumialosci. O ile
        cwiczenia moglam sobie odwolac a nastepnie dopasowywac sie ze
        studentami do bolu (albo oni ze mna, np 3 rok na mojej uczelni mial
        tyle wyjazdow ze zasadnioczo umawialsmy sie na 2,5 godziny bez przerw
        zeby robic zajecia z wyprzedzeniem a przeciez ja nie musialam sie na
        to godzic) o tyle predzej bym sobie lape odgryzla niz odwolala
        laborke.
    • epistilbit Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 19:49
      Powiem szczerze, dzieci przeszkadzały. Były grzeczne jak to dzieci, ale jak się
      rysuje mapę terenu na arkuszu a0 to przeszkadza nawet nierówność ławki. Co do
      odrabiania zajęć o 7 rano nie ma bola, zgodnie z regulaminem studiów zajęcia
      które nie odbyły się z winy prowadzącego mają być odrobione w terminie
      odpowiadającym studentom tongue_out
      • wieczna-gosia Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 20:25
        u nas laboratorium jest po prostu wolne o 7 rano. Pozniej- nie jest i
        tyle- wina czy niewinnosc nie maja nic do tego- jak byla Barborka czy
        otrzesiny i studenci chcieli nie wiec zajac- to ja bylam
        wspolpracujcym zajeciowcem i naprawde szlam ludziom na reke i na te 7
        bym wstala, chociaz w zasadzie ich wina.
        jak moja nie ma sprawy dostosowywalam sie jak moglam- moga sobie
        wybrac ktory weekend na 7 rano smile
    • anias29 Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 19:51
      > a z drugiej, nie wyobrażam sobie np faceta przychodzącego do pracy z dziećmi

      O, przepraszam, mój osobisty małżonek prowadził raz zajęcia z niemowlęciem na
      ręku - były to właśnie ćwieczenia i laborki na polibudzie;P
      Ja miałam wtedy atak kamicy nerkowej i kompletnie nie mogłam zajmować się
      dzieckiem, które przespało większość zajęćwink
      • phantomka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 20:37
        Ja z tych niby asertywnych, ale tez wyrozumialych, wiec przy
        grzecznych dzieciach nie mialabym pretensji. I do tego nie trzeba
        byc matka, wystarczy byc czlowiekiemsmile
      • elza78 Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 20:45
        jak on smial, powinien zwrocic pieniadze studentom za ksztalcenie wink
        i jeszcze doplacic smile
        jak to zaoczniacy na polibudzie zawsze maja wrazenie ze finansuja 100% swoich
        studiow - sa w bledzie niestety uncertain

        pozdrowka
        • epistilbit Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 21:32
          A niby czemu nie?
          Dzienni nie finansują wcale.
          Nie chce rozpętywać wojny dzienni vs zaoczni.
          Ale godzina moich zajęć jest podana na początku roku akademickiego.
          Nie jest tanio.
          Dobrym zwyczajem jest odliczanie od kwoty następnego semestru kwoty z zajęć,
          które się nie odbyły.
    • echtom Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 20:58
      O matko, stanął mi przed oczami wątek na WO o dziecku przeszkadzającym pasażerom w autobusie. A gdyby w czasie zajęć fachowcy nap... młotem pneumatycznym za oknem, też byście zeszli i kazali im przestać?
      • angazetka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 21:03
        A jakby lekarka, do której przyszłaś, zamiast tobą zajmowała się
        swoim dzieckiem, byłabyś zachwycona? Albo urzędniczka?
        • kub-ma Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 21:30
          Dzieci były dość grzeczne, więc obecność dzieci w takiej sytuacji bym
          zaakceptowała. Nawet u lekarza i w urzędzie.
          • angazetka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 21:35
            Zaakceptowałabyś też urzędniczkę, która mówi "a czego mi pani głowę
            zawraca?" i odwraca się, by zabawiać dziecko?
            • kub-ma Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 23:35
              Przedstawiasz skrajną sytuację, a przecież nie o takiej jest mowa.
              • angazetka Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 23:46
                Na pewno?
                Cytatpoza tym lepiej też mieć prowadzącą dla siebie
                a nie zabieganą z chustkami kakałkami i odpowiadającą "róbcie jak
                uważacie"

                To cytat z pierwszego postu.
                • kub-ma Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 07:26
                  Może faktycznie trzeba było w danym przypadku robić jak uważają?
                  Dyskutujemy nad sytuacją, której nie byłyśmy świadkami. Ja potrafię
                  zaakceptować takie wyjątkowe sytuacje (jeżeli dzieci nie są super
                  rozbrykane). Dla Ciebie to nie jest do przyjęcia. I oczywiście masz
                  prawo zareagować.
                  • wieczna-gosia Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 08:31
                    a moze faktycznie nalezalo tak odpowiedziec?

                    sluchajcie tam po prostu byly dzieci. czy zajecia wymagaly uciecia
                    pytan takim tekstem niezaleznie od dzieci lub ich braku- nie wiemy i
                    sie nie dowiemy smile
        • echtom Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 23:44
          Słuchaj, ja rozumiem, że studenci by się wkurzyli, gdyby prowadząca miała zwyczaj regularnie przyprowadzać swoje pociechy na zajęcia, ale wyjątkową jednorazową sytuację można chyba odpuścić?
      • epistilbit Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 21:33
        Pudło. Laboratorium jest na izolowanej działce, ba jest wyciszone tongue_out
        • echtom Re: Laborki na polibudzie :) 13.12.09, 23:47
          Przecież napisałam w trybie warunkowym tongue_out A skojarzyło mi się tylko dlatego, że z tamtego wątku wynikła konkluzja, iż we współczesnej potwornie hałaśliwej i rozpraszającej cywilizacji dziecko jest jedynym "przeszkadzaczem", którego dziwnym trafem nikt nie może znieść.
    • irmaaa Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 01:36
      Raz w życiu awaryjnie zabrałam dziecko na zajęcia ze studentami. Siedziało z
      laptopem, książkami i piciem przy osobnym biurku. Odezwało się raz- kiedy
      chciało siku. Moi studenci wyrażali szczerą chęć zabawienia córki. Fajni byli smile
      • moofka Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 08:17
        Odezwało się raz- kiedy
        > chciało siku. Moi studenci wyrażali szczerą chęć zabawienia córki. Fajni byli :
        > )

        wlasnie
        fajni byli
        a ta grupa byla niefajna
        konczylam studia dzienne i podejscie klijęt płaci i wymaga w stosunku do
        edukacji jest obce
        student zaoczny rozumiem nigdy nie liczy na wyrozumialosc wykladowcy wink
        to i on nie musi sie nia wykazywac
    • asia_i_p Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 07:52
      Rozumiałabym taką reakcję, gdyby dzieci mocno przeszkadzały. Albo gdyby nie
      przeszkadzały, ale byłby to drugi raz.
      No chyba, że baliście się, że przez obecność tych dzieci nie skończycie
      projektów - wtedy rzeczywiście jest bardziej opłacalna byłaby opcja zajęcia nie
      odbywają się. Prowadząca powinna była dać taki wybór.

      Inna rzecz, że studenci też mogli takie rozwiązanie zaproponować, zamiast
      najpierw dusić w sobie uczucia przez półtorej godziny, a potem strzelać tekst o
      poszanowaniu dla pieniędzy, studiów i pracy. To nie jest asertywność -
      asertywnością byłoby powiedzieć na samym początku, że na takie rozwiązanie się
      nie godzimy albo po tej 1,5 godzinie, że rozwiązanie, na które się zgodziliśmy,
      jednak nie działa. A nieprotestowanie najpierw i atak potem jest trochę nie
      fair. Tekst o poszanowaniu świadczy o kompleksach - zawsze, kiedy z takim
      tekstem wyjeżdżam do uczniów, mam poczucie totalnej klęski, bo wiem, że cofnęłam
      się poza ostatnie okopy i że gdybym się rzeczywiście, konsekwentnie domagała
      tego szacunku, to nie musiałabym o tym mówić.
      • kub-ma Re: Laborki na polibudzie :) 14.12.09, 07:58
        Też się zastanawiam, czy trzeba było kategorycznie żądać zamiast
        normalnie porozmawiać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka