Płacenie za kolację

02.01.10, 12:35
Wzięło mnie na feministyczne tematy tongue_out

Większość z was zajęta i zaobrączkowana, ale jak widzicie płacenie za obiad, kolację na randce? Dwie dorosłe osoby, widzące się pierwszy raz (albo pierwszy raz będące ze sobą na takim spotkaniu), przychodzi do płacenia rachunku i facet rzuca się do rachunku jak tygrys, na moją sugestię, że płacę za siebie reaguje popłochem w oczach.
Oto nieznana mu sytuacja, z którą nie wie, jak sobie poradzić. Niektórzy się wręcz szarpią (!), wyrywając mi etui z rachunkiem, jakby widok przejedzonych pieniędzy mógłby mi skalać niewinne, kobiece oczęta. Żenujące. Jestem dorosła, samodzielna, zarabiam na siebie i stać mnie do cholery na tę kolację.
Można oczywiście płacić "na przemian", żeby uniknąć zamieszania, ale nie zawsze mam na to ochotę, zwłaszcza, gdy nie wiem, czy jeszcze się spotkamy.

Jest jeszcze jedna sprawa - wprawdzie nigdy mi się to osobiście nie zdarzyło, ale słyszałam opowieści o facetach rzuconych przez kobiety, którzy głośno narzekali ile to kasy wydali na nie na kolacyjki i prezenty. Wole dmuchać na zimne.
Z kobietami jakoś nie ma tego problemu i można się do siebie przyjemnie zbliżyć głowami wspólnie studiując rachunek tongue_out
    • sowa_hu_hu Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:42
      Ja wyznaję zasadę, że jeśli to facet zaprasza mnie to niech płaci,
      chyba, że idziemy po kolacji do drugiej knajpy na drinka to wtedy ja
      moge zapłacić... Jeśli spotykam sie z facetem juz jakiś czas płacimy
      naprzemiennie. No chyba, że on sie upiera, ja nie mam kasy, to niech
      płaci. W każdm razie żyłą nigdy nie byłam, nie naciagałam facetów,
      zawsze mam jakąś tam kase jak sie umawiam żeby ew zapłacić.
    • 18_lipcowa1 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:47
      Ja uważam, że płaci ten kto zaprasza.
      I owszem, częściej płacili za mnie faceci ( oczywiście często
      proponowałam, że zapłacę, ale słyszałam NIE ) i ja nie mam nic
      przeciwko temu. Nie szarpię się, nie kłócę. Chcesz? To płać.
      Obgadasz mnie potem? Mam to w D.
      • alanis11 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:53
        Jesli mnie zapraszasz pierwszy raz i każesz mi płacić oczekujesz tego to
        zakrawa o jakąs kpinę. Jesli spotykamy się dłużej , jesteśmy razem to już co
        innego, mogę płacić za nas ,za siebie wymiennie itd
        Lipcowa jak to facet miałby Cię obgadać w sytaucji gdy za Ciebie płaci ?
        • 18_lipcowa1 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:03

          > Lipcowa jak to facet miałby Cię obgadać w sytaucji gdy za Ciebie
          płaci ?

          Odnioslam sie do postu morgen. Tego pierwszego.
      • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:53
        Kurde, ale czy to zawsze facet zaprasza? Czy dwoje ludzi nie może się po prostu
        umówić na spotkanie? RAZEM?
        • purchawkapuknieta Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:03
          Czy dwoje ludzi nie może się po prostu
          > umówić na spotkanie? RAZEM?

          może. ale wtedy to nie jest randka, tylko spotkanie dwojga ludzi, którzy umówili
          się. razem. i niech płacą rachunek razem.

          randka to rytuał. juz na tyle zliberalizowany, że zaprasza również kobieta, ale
          rytuał. na randkę się za pra sza. i płaci osoba, która zaprosiła.

          nie wyobrażam sobie, bym płaciła rachunek za randkę "na pół". (zrzucalismy sie
          na piwo w szkole średniej.) nie wyobrażam sobie, ze dorosły czlowiek,
          niezależnie od płci, wychodzi z taka propozycja. mówimy o kawie i ciastku, o
          obiedzie itp. a nie o weekendzie na kajmanach.
          • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:09
            Cytatnie wyobrażam sobie, ze dorosły czlowiek,
            > niezależnie od płci, wychodzi z taka propozycja.


            Chyba różnie rozumiemy dorosłość i niezależność.
            • purchawkapuknieta Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:14
              zdecydowanie.
            • girasole01 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 20:54
              Wiesz morgen, wydaje mi sie, ze purchawce chodzi o to, ze dokladne
              rozliczanie sie z drobnych kwot jest troche zenujace. Zalezy jeszcze
              co kto uwaza za drobne kwoty, ale generalnie tez nie wyobrazam sobie
              sytuacji, ze po kolacji jedna z osob wylicza dokladnie za ile ona
              zjadla i wypila i wyjmuje te np. 91,30 PLN z portfela, albo prosi
              pania kelnerke o wydanie reszty w konkretnych nominalach, bo trzeba
              sie podzielic. Mozna oczywiscie poprosic o oddzielne rachunki, ale
              jak sie np. zamowi wino na spolke to nie da sie na kazdym rachunku
              po pol wina. Ja preferowalam zawsze placenie naprzemienne tak jak
              napisala purchawka - jedna osoba placi za kolacje, druga za drinka
              po kolacji. Sama czulabym sie zazenowana jakby facet chcial mi
              zwrocic za kawe i ciastko.
              A to czy sie z kims drugi raz spotkasz chyba potrafisz przewidziec
              juz podczas pierwszej randki, prawda? smile Wiec jesli czujesz, ze nie
              zamierzasz wiecej pani/pana widziec to sie rozliczaj, a w przeciwnym
              razie powiedz "nastepnym razem ja place" i tyle smile
        • 18_lipcowa1 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:04
          morgen_stern napisała:

          > Kurde, ale czy to zawsze facet zaprasza? Czy dwoje ludzi nie może
          się po prostu
          > umówić na spotkanie? RAZEM?
          >

          No nie moze, bo zawsze ktos musi wyjsc z inicjatywa.
          • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:07
            A mylisz się - w przypadku randek internetowych można się umówić razem smile
    • elza78 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:53
      zawsze czulam sie neizrecznie gdy ktos proponowal plaenie rachunku, zwykle
      rozsadne jest placenie kazdy za swoje ale tylko w przypadku randek, jak juz jest
      zwiazek i wspolna kasa to wiadomo nei ma co robic szopek
      • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:56
        No i właśnie o to chodzi. W przypadku stałych związków czy z przyjaciółkami po
        prostu płacimy często naprzemiennie, jest szybciej i nie zawsze obie mamy drobne.

        Ale nie odpowiada mi rola damulki, która odwraca dyskretnie wzrok, podczas gdy
        jej pan płaci rachunek.
        • elza78 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:02
          tez mi to nigdy nei odpowiadalo dlatego takie sprawy omawialam zwykle na poczatku wink
          wiekszy obciach jest przy wyrywan ou sobei wzajemnie rachunku niz przy
          wczesniejszym omawianiu tego kto za co placi wink
    • donkaczka Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 12:54
      chodzisz na randki z facetami? oo

      a czemu ma sie rzucac z poplochem w oczach? elegancko i z usmiechem nie moze
      zaproponowac, a kobieta elegancko i z usmiechem zgodzic sie lub nie? tylko zaraz
      musi byc szarpanie?
      nie spotkalam sie z takimi sytuacjami, raczej na spokonie i krotka dyskusja sie
      konczyly, da sie wyczuc czy to glebokie przekonanie i chec pokrycia rachunku,
      czy tylko kurtuazja
      czesto jesli spotkania sa cykliczne z kolezanka czy kumplem (nie randkowe) to
      proponuje ze zaplace ja dzis, ktos kolejnym razem
      i funkcjonuje to przyjemnie, bez studiowania rachunki i odliczania swojej czesci
    • niya Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:02

      Nigdy nie pozwoliłam facetowi za mnie zapłacic i w d... miałam jego focha o to.
      Jak któraś lubi jak się za nią płaci to mi nic do tego, ale ja sama nigdy na to
      nie pozwalałam.
      • karolina.chonly Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:23
        "Nigdy nie pozwolilam..." zabrzmialo, jakby ich ze stu bylo... albo
        i wiecej smile ale z takim podejsciem to nic dziwnego, bo pewnie zaden
        nie chcial sie juz spotkac nastepny raz wink
        Osobiscie jakbym byla facetem i zobaczyla taka pseudo nizalezna
        probujaca nie wiadomo co udowodnic osobe to bym wiala ze hej smile
        • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:49
          Gdybym spotkała takiego buca, jak ty, też wiałabym, gdzie pieprz rośnie tongue_out
        • elza78 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 19:37
          nie no oczywiscie lepiej taka co za drinka z cytrynka i rajstopy wszystko w
          loziu zrobi prawda? big_grin
    • broceliande Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:11
      Można od razu poprosić o osobne rachunki.
      • broceliande Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:26
        Jeśli ktos mnie zaprasza do domu (czy nas, bo jestem parzysta),
        wiadomo, że za jedzenie nie płacę, mogę przyjść z winem.
        Ale jeśli nie chce mu się dla nas pichcić, proponuje restaurację, to
        uważam, że płacimy za siebie.
        Generalnie, takie spotkania pociągają koszty za sobą.
        Nie mogłabym tak, na krzywy ryj.
    • imasumak Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 13:43
      Na pierwszych randkach pozwalałam płacić facetowi. Potem, w trakcie związku,
      zależnie od okoliczności.
      • nicol.lublin Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 14:56
        ja z reguły nie płacę jeśli jest to randka. tylko pierwsze
        spotkanie/a to często randka nie jest, wtedy proponuję zapłatę
        rachunku na pół, często ta propozycja zostaje przyjęta - co
        poczatkowo mnie dziwiło (dawno nie byłam na randce, bo wczesniej
        byłam 15 lat w związku, randkuje od niedawna)

        ja na twoim miejscu proponowałabym zapłatę na pół, a w razie
        popłochu w oczach faceta, pozwoliłabym zapłacić za siebie. nie
        wyobrażam sobie szarpaniny z rachunkiem.
    • bellinetta Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 15:21
      Ja płacę zawsze za siebie smile
      Nie akceptowalam sytuacji, kiedy ktos mi cos funduje. Jak szlam z kims do
      restauracji, od razu mówiłam, jeżeli idziemy na kolacja, ja płacę za siebie, to
      sa moje zasady. Jezeli nie uszanujesz mojej decyzji, to jest to pierwsza i
      ostatnia nasza wspólna kolacja. Prosta sprawa, zawsze działało.

      Teraz jak się umawiam ze znajomymi czy przyjaciółmi, nadal płace zawsze za siebei.

      Jeżeli jestem z mężem w restauracji, to za kolację płaci mąż albo płacę ja. Mąż
      jest właściwie jedyną osobą, której pozwalam płacic za siebei w restauracji smile
    • nati.82 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 15:46
      Jeśli mnie facet zapraszał, to on płacił. Jak już się spotykałam jakiś czas z
      moim mężem i przeszliśmy z etapu randek na bycie ze sobą, to raz płaciłam ja,
      raz on. Kiedyś się spotykałam z gościem, któremu chciałam postawić drinka w
      knajpie, a on się obraził, że chcę za niego płacić. Więcej się z nim nie widziałam.
    • sandorianka Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 15:48
      W czym problem, skoro się upiera niech płaci.
      A jak chce niech sobie później pogada, może musi sobie w ten sposób ulżyć. Taka
      męska natura, najpierw zgrywają "gentelmenów", a jak się ich w tyłek kopnie to
      plotkują.
    • panirogalik Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 15:56
      W czasach studenckich panowie z którymi się umawiałam nie mieli grosza przy
      duszy więc oczywiste dla mnie było ze płaci każdy za siebie. Natomiast dzisiaj,
      gdybym randkowała, pozwoliłabym płacić za siebie i nie miałabym żadnych
      wyrzutów. Bez przesady, dla faceta w moim wieku, nieżonatego, taki obiad czy tam
      kino co jakiś czas nie powinno stanowić poważnego wydatku. Tym bardziej ze mnie
      wcale nie ciągnie do najdroższych knajp. Inaczej jeszcze bym to traktowała
      gdybyśmy tak się mieli codziennie spotykać, wtedy faktycznie, zaproponowałabym
      wspólne płacenie. A jakby mi który to kino czy tam dwa piwa w pubie wypominał
      pękłabym ze śmiechu.
    • przeciwcialo Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 15:59
      Jesli ktos mnie zaprasza to płaci.
      Ewentualnie takie rzeczy jak płacenie omawia się zani się usiadzie
      do stołu, szarpanie się z rachunkiem jest niesmaczne.
      • des4 tylko razem 02.01.10, 16:17
        należy sie lybrealnie, postympowo i femynystycznie dzielić
        kosztami...możliwe są różne warianty

        a/ płaci facet, a po wyjściu z knajpy kobieta wyciąga porponetkę i
        zwraca facotewi równowartość zjedzonego żuru i pyr na podstawie
        skrzętnie zachwanego racunku...

        b/ zrzucają się wspólnie w trakcie płacenia, w tym wariancie
        pożądane jest posiadanie dużej ilości 20 - 10-groszówek, coby
        rozliczyć się akuratnie, i broń Boże aby któreś nie przepłaciło...

        c/ w przypadku jeśli jedno wypije więcej niegazowanej wody
        mineralnej z jednej zamówionej butelki, a rachunkek nie
        wyszczególnia rozbicia, tylk opiewa na cala butelkę, należy się
        rozliczyć w drodze obupólnych negocjacji i podpisanych oświadczeń
        ile które wypiło, np. w proporcji 1/3 do 2/3...

        d/ wariant najprostszy: każde zamawia sobie i płaci sobie...
    • morgianna Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 16:10
      No ale sorry co to za facet który nie poczuwa się do uregulowania rachunku za
      randkę na którą sam zaprasza? Dla każdego który ma jaja poniżej godności będzie
      wisieć finansowo na kobiecie. Żeby nie było nie jestem pańcią która szuka
      takiego pod którego mozna się podpiąć ale uważam że to jest to podstawowe
      minimum żeby poczuć sie z facetem dobrze i bezpiecznie bo jaki majętny by nie
      był kawa czy nawet obiad nie zrujnują go finansowo do cholery.
    • kicia031 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 16:42
      Na pierwsza randke raczej nie umawia sie na kolacje, bot o zbyt zobowiazujace,
      czasowo i finasowo. Jak uciec w trakcie drugiego dania, gdy facet okaze sie
      nudnym burakiem, sprytnie zamaskowanym?

      Wystarczy kawa - czy drink w porze przedkolacyjnej.

      Oczekuje, ze facet, ktory chce mnie oczarowac, zalatwi sprawe rachunku bez
      mojego udzialu - moj chlop zawsze tak jakos zaplacil, np gdy byla w toalecie, ze
      w ogole nie wiedzialam, ze cos takiego mialo miejsce. Ot -po prostu facet sie
      zatroszczyl bym miala komfort nie myslenia o pieniadzach, tylko o nim.
    • gku25 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 16:55
      Za pierwszą kolację płacił facet, później umawialiśmy się że na przemian i moim
      zdaniem było to ok. Choć spotkałam się z jednym chłopaczkiem (dosłownie) który
      twierdził, że przy mnie zbankrutujetongue_out Bo jak ja za kolację zapłaciłam 5 dych to
      było ok, ale jak on za moją ciabattę zabecalował 14 plnów to już bolałotongue_out Dodam
      jeszcze, że chłopaczek był na utrzymaniu rodziców i samego kieszonkowego na
      drobne wydatki miał coś w granicach tysiąca zł.
    • lola211 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 19:26
      ale jak widzicie płacenie za obiad, ko
      > lację na randce?

      Ja jestem staroswiecka w pogladach- placi zawsze facet.
    • velluto Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 20:10
      Zawsze było dla mnie oczywiste, że na randce płaci facet - nie przyszłoby mi do
      głowy rwanie się do rachunku, skoro zostałam zaproszona. Jestem niezależna i nie
      muszę tego na każdym kroku udowadniać sobie i innym.

      Zasadniczo nie umawiałam się z burakami, którzy by rozliczali nakłady finansowe
      na kobietę swoich marzeń, więc myślenie w tych kategoriach jest mi obce.
    • liliankaa77 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 20:16
      Uważam, że pogląd: płaci facet- bo taką ma płeć jest buraczany, prymitywny i kojarzy mi się z udostępnianiem swoich wdzięków za kasę.
      • bi_scotti Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 21:41
        Dwoje doroslych ludzi umawiajacych sie obiad (randke?) taki szczegol
        winno ustalic PRZED wspolnym zasiasciem do stolu. Uwazam, ze na
        pierwszej randce nalezy "byc Dutch" czyli rozliczyc sie fifty/fifty
        i jesli OBIE strony maja ochote na nastepna randke, moga sie umowic,
        ze potem juz raz jedno, raz drugie itd. Wedlug mnie, zalozenie, ze
        on zaplaci dzis a ja jutro, w przypadku randki, jest zakladaniem z
        gory, ze nastepna randka bedzie miala miejsce a to moze byc troche
        planowanie na wyrost wink
        Podobnie jak Morgen, jestem zdania, ze jako dorosla, samodzielna,
        sama na siebie zarabiajaca osoba, mam prawo oczekiwac szacunku dla
        moich decyzji odnosnie placenia za moje jedzenie! Jesli ja chce
        placic, a facet sie buntuje, ja dosc krotko Go informuje, ze uwazam
        takie zachowanie za wyraz braku szacunku dla mnie i owszem, jak mu
        tak zalezy - moze dzis placic ale juz NIGDY wiecej ja mu tej szansy
        nie dam, bo sie wiecej z nim nie spotkam. Jeszcze sie taki nie
        zdarzyl, ktory by takie dictum uznal za najlepszy way out na
        przyszlosc wink
        • des4 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 22:11
          i dlatego każdy facet od ciebie ucieka...
      • lola211 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 22:25
        A mnie sie kojarzy z kultura i klasa.Poczawszy od tego, ze to facet
        zaprasza kobiete na randke, a jak zaprasza to ona jest gosciem, wiec
        płaci on.Gdyby mi facet wyskoczył z propozycja placenia po polowie
        to by bylo nasze ostatnie spotkanie.
    • katia.seitz Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 21:48
      Za pierwsze spotkanie rachunek uregulował facet, ale ja zaproponowałam, że
      zapłacę (odmówił, ale potem przyznał, że podobało mu się to smile )
      Najczęściej płaciliśmy chyba "każdy za siebie", póki kasa nie stała się wspólna wink
    • asia_i_p Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 22:19
      Płacenie każdy za swoje. Jeżeli jednak jedna strona się upiera i wyraźnie jej
      zależy, żeby zapłacić, to czemu nie? Jeżeli poza tym ta osoba jest sensowna, to
      może być zwykła nadgorliwość, a nie stereotypowe podejście do kobiety.
    • attiya Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 22:24
      widocznie nie każdy chce się zbliżyć owymi głowami smile
      a szkoda bo to może być taki miły wstęp do następnych spotkań
      i następnego studiowania r-ów smile
    • morgen_stern P.S. 02.01.10, 22:25
      Właśnie wróciłam ze spotkania, zapłaciłam za siebie, facet nie oponował wink
      akurat wyszło na pół, więc krótka piłka. Ogólnie było fajnie, nie tylko dlatego wink
      • triss_merigold6 Re: P.S. 02.01.10, 22:52
        Wychodzę z założenia, że na spotkaniu typu randka płaci facet
        (zwłaszcza pierwszy raz, bo potem może być na zmianę). Na spotkaniu
        neutralnym, czysto koleżeńskim każdy za siebie aczkolwiek jeśli
        kolega sie upiera to nie oponuję.
    • ardzuna Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 22:46
      morgen_stern napisała:

      > Wzięło mnie na feministyczne tematy tongue_out
      >
      > Większość z was zajęta i zaobrączkowana, ale jak widzicie płacenie
      za obiad, ko
      > lację na randce?

      Jako zdeklarowana feministka uważam ze płaci zdecydowanie tylko i
      wyłącznie facet (zakładam ze nie jest już w wieku biednego studenta
      bez grosza przy duszy).

      Facet ma udowodnić że jest w stanie w przyszłości ofiarowywać coś z
      posiadanych zasobów swojej przyszłej, jak zakładamy, wybrance.
      Relacja ma zostać ustawiona w ten sposób że nie ja, przyszła Matka
      Polka radzę sobie zawsze dzielnie sama nie korzystając w żaden
      sposób z uczynności czy ofiarnosci faceta, tylko że facet też
      potrafi dawać. Niezależnie od tego czy związek ma być krótkotrwały
      czy nie. Ten krótkotrwały zawsze może się wydłużyć. A jeśli myślę
      perspektywicznie o związku i dzieciach, to ja jako kobieta inwestuję
      więcej zdrowia i energii w urodzenie potomka i wychowanie
      przynajmniej w czasie, kiedy karmię piersią, więc musze sobie
      znaleźć faceta który przynajmniej bedzie rokował, że jego wkład w
      związek będzie z grubsza równoważny.

      Dwa razy spotkałam się ze strony faceta z sugestia płacenia po
      połowie i obydwa razy były natychmiastowym końcem dwóch flirtów.

      Jeśli facet w pewnym wieku jest zbyt biedny, żeby zaprosić kobietę
      którą uwodzi na obiad czy kolację, to trzeba się głęboko zastanowić
      dlaczego - czy nie dlatego, że jest leserem, którego przez całe
      życie trzeba będzie utrzymywać. Może ma inne lepsze powody, ale w
      takim razie powinien też być odpowiednio pomysłowy żeby zaprosić
      kobietę na ciekawą randkę bez wkładu finansowego. To jest
      inwestowanie zasobów innych niż materialne.
      • myelegans Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:07
        Na pierwsza randke rozpoznawcza to sie umawialam przewaznie na kawe, zebym sie
        mogla na wszelki wypadek wczesniej ewakuowac, nie byc skazana na przedluzajace
        sie kolacje z nieciekawym w praniu typem. Mialam kilka takich randek w ciemno i
        pozniej dmuchalam na zimne.

        Jak facet wyraznie na mnie leci i zaprasza na kolacje, to zawsze proponowalam,
        zeby np. dac napiwek, albo zaplacic za drinki, ale zawsze odmawiali. Bylam
        biedna studentka i nie bardzo stac mnie bylo na drogie, wytworne restauracje, bo
        do takich przewaznie zapraszali. W ramach rewanzu zapraszalam do siebie na
        kolacje, albo robilam piknik w plenerze. Pozniej przewaznie jakos sie
        wyrownywalo, ale mialam szczescie to takich z gestem, ktorzy wiedzieli o mojej
        sytuacji finansowej, sami niezle, a nawet b. dobrze zarabiali, wiec placili, za
        mnie i za siebie i nie mialam z tym problemu, jak sie wyrywalam, to odmawiali.

        Teraz tez czesto place za znajomych, ktorym wiem, ze sie gorzej powodzi, to tak
        zeby sie rownowaga w przyrodzie utrzymala.
        • phantomka Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:17
          drinki, raz drugie.
          Natomiast, na pewno zdarzaly sie sytuacje, w ktorych to facet za
          mnie placil. Nie czulam sie zeszmacona, zalezna, lat mi przy tym nie
          odjelo (to a'propos tej doroslosci) No ale ja i w reke dam sie
          pocalowac i w drzwiach przepuscic. Taka niedzisiejsza jestem.
          A wytlumacz jeszcze autorko, jak umowic sie w przypadku randek
          intern. razem? Rozumiem, ze moze sie zdarzyc, ze w jednej sekundzie
          wysylacie maila z taka propozycja, ale to jednak bardzo rzadkie
          zjawisko. Z reguly jednak ktos pierwszy wychodzi z taka inicjatywa
          mimo wszystko.
          • phantomka Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:19
            Ucielo mi poczatek posta: mialo byc, ze moja ostatnia pierwsza
            randka, czyli z moim obecnym partnerem byla na takiej zasadzie, ze
            raz on placil za drinki, a nastepne kupowalam ja.
          • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:26
            Co wyście się tak uparły z tym zapraszaniem "kto pierwszy"? To jakiś objęty
            uświęconym tabu rytuał? Czasem to po prostu wychodzi z rozmowy, trudno zauważyć
            ten moment "kto pierwszy", zwłaszcza, że często ja wychodzę z inicjatywą, bo nie
            lubię pierniczenia o niczym i słania dziesiątków maili. I co, w takim wypadku
            powinnam zapłacić rachunek na pierwszym spotkaniu, bo wypowiedziałam
            sakramentalne "to co, kiedy się spotykamy?". Śmieszne.
            • phantomka Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:34
              Uparlysmy sie, bo sa pewne zasady, chocby savoir vivre, w ktorym to
              podstawowa zasada jest, ze r-k placi zapraszajacy, a nawet, ze gdy
              zaprasza kobieta, to dzentelmen i tak powinien uregulowac rachuneksmile
              Straszne wiem. Jaka Ty musisz byc skrupulatna w zyciu, skoro
              wszystko musi byc po rowno.
              • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:44
                Tak, taka jestem skrupulatna, och, straszne po prostu.
                I nie chciej wiedzieć, gdzie mam zasady sv tongue_out
                • phantomka Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:34
                  Czy Ty wiesz, ze poza Toba na tym swiecie jest jeszcze troche ludzi?
                  Bo mam wrazenie, ze o tym zapominasz. Ty mozesz miec sv gdzie sobie
                  tylko zamarzysz, ale skoro pytasz, dlaczego sie czepiam pewnych
                  kwestii, to Ci odpowiadam, bo sa zasady. Ty sie trzymasz swoich, ja
                  swoich. Ty chyba nalezysz do radykalnego feminizmu lesbijskiego, bo
                  wszedzie weszysz spiski meskie, hehe.
                  • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:45
                    No to ty uświadom sobie, że nie wszyscy tych twoich zasad przestrzegają, a ja
                    nie będę cię przekonywać, że jedynie moje są słuszne, zresztą nie miałam takiego
                    zamiaru. Proste jak budowa cepa, nie?
                  • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:47
                    Ach, no i daruj sobie te radykalne lesbijki, może to ty je wszędzie wywęszasz tongue_out
                    Nawet, kurna, nie jestem lesbijką, ale do niektórych tutaj to nie dociera, jak
                    widać.
            • ardzuna Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:43
              morgen_stern napisała:

              > lubię pierniczenia o niczym i słania dziesiątków maili. I co, w
              takim wypadku
              > powinnam zapłacić rachunek na pierwszym spotkaniu, bo
              wypowiedziałam
              > sakramentalne "to co, kiedy się spotykamy?". Śmieszne.

              Zaproszenie to w tym wypadku ustalenie miejsca spotkania. Ty mogłaś
              się chcieć spotkać w parku w obecności dwóch przyzwoitek albo
              zaproponowac od razu miły pobyt w twoim łożu. Bez konsumpcji
              jakichkolwiek pokarmów, fundujesz co najwyżej oświetlenie i
              ogrzewanie żeby nie było po ciemku i pod kołdrą.
              • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:59
                Oho, zaczynają się osobiste wycieczki i żaluzje tongue_out coś cię bodzie?
                • ardzuna Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:07
                  A gdzie ty tu widzisz osobiste wycieczki i żaluzje? Nie jesteś
                  cokolwiek przewrażliwiona?
                  • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:49
                    Może jestem. szczególnie po tym, jak to matki polki na mnie naskoczyły zbiorowo
                    przekonując, że moje płacenie za siebie jest oznaką radykalnego feminizmu oraz
                    udowadnianiem nie wiadomo czego. Może to one teraz chcą mi coś udowodnić, ino
                    nie wiem, co tongue_out
                    • ardzuna Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 01:01
                      Ja tylko napisałam ze nawet jeśli to ty wyszłaś z inicjatywą
                      spotkania jako takiego, to jeszcze nie było to zaproszeniem do
                      knajpy, bo mówiąc spotkanie mogłaś mieć na myśli coś względnie
                      bezkosztowego (2 skrajnie odmienne od siebie przykłady).

                      A co do drugiego wątku twojej wypowiedzi, to nie widzę żeby ktoś ci
                      tu zarzucał radykalny feminizm smile
        • bi_scotti Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:19
          Wcale nie zakladam, ze facet w moim wieku (mam dorosle dzieci) musi
          byc w na tyle dobrej sytuacji finansowej by mogl spokojnie wylozyc
          gotowke na supr-drogi obiad w jakims up scale posh-posh miejscu. A
          ja z kolei nie za bardzo lubie takie tam cheapo mamas&papas, wiec
          jesli ja mam miec przyjemnosc i on ma miec mozliwosc przezycia do
          nastepnego czeku wink to gdzie sie musimy spotkac po srodku, najlepiej
          w ukladzie, ze kaZdy placi za siebie.
          Co innego, gdy jest to wyraznie wyartykulowane "ja ciebie
          zapraszam" - wtedy sprawa jest jasna, prosta i oczywista smile
          Podobnie zreszta w ukladach kolezenskich - spotykamy sie ze
          znajomymi w roznych konfiguracjach ksiegowych: raz my zapraszamy,
          raz oni, raz jest Dutch ... - najwazniejsze to umowic sie wyraznie
          PRZED - wtedy wszystko jest jasne i proste.
          Bo ja np. inaczej zamawiam, gdy place za siebie, a inaczej gdy ktos
          placi za mnie (w takich okolicznosciach ZAWSZE wybieram tansze
          dania, bo choc czesto wiem, ze ktos tam jest bardzo zamozny, to nie
          lubie takich sytuacji wykorzystywac).
          Dodam tez, ze jako matka 2 synow, mocno bym byla zaskoczona gdybym
          sie dowiedziala, ze Ich dates oczekuja, ze chlopcy beda zawsze za
          nie placic. To juz jednak nie te czasy - i bardzo dobrze smile
          • myelegans Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:39
            Bi-scotti, to zalezy od okolicznosci przyrody. Dwoje studentow, na budzecie nie
            pojdzie do 4-gwiazdkowej knajpy i nie bedzie oczekiwalo, ze chlopak pokryje caly
            rachunek.
            Ja, jako studentka na ostrym budzecie zaproszona wyraznie przez pana, ktory byl
            lekarzem, prawnikiem do wytwornej restauracji, mnie po prostu na to nie bylo
            stac, jedynie co moglam zaproponowac to zaplacenie za drinki, albo napiwek (20%
            , w tym przypadku). Nie moglam sie rujnowac i juz. Wiedzieli w jakiej jestem
            sytuacji.

            Teraz gdybym sie umawiala randkowo, zaplacilabym za siebie, zrobila gest w tym
            kierunku, gdyby moja sytuacja byla zdecydowanie lepsza ot drugiej strony, nie
            mialabym problemu zaplacenia za oboje, bo nie wypaliloby mi dziury w budzecie.

            Dla mnie sprawiedliwie, to nei po rowno, ale kogo na ile stac.
      • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:16
        Cytat> Facet ma udowodnić że jest w stanie w przyszłości ofiarowywać coś z
        > posiadanych zasobów swojej przyszłej, jak zakładamy, wybrance.
        > Relacja ma zostać ustawiona w ten sposób że nie ja, przyszła Matka
        > Polka radzę sobie zawsze dzielnie sama nie korzystając w żaden
        > sposób z uczynności czy ofiarnosci faceta, tylko że facet też
        > potrafi dawać. Niezależnie od tego czy związek ma być krótkotrwały
        > czy nie.


        Nie mam zamiaru być dla niego matka polką, ani dla żadnego innego zresztą, a kwestia tego, co ma mi dać, nie siedzi bynajmniej w jego portfelu tongue_out

        Cytat> Jeśli facet w pewnym wieku jest zbyt biedny, żeby zaprosić kobietę
        > którą uwodzi na obiad czy kolację, to trzeba się głęboko zastanowić
        > dlaczego


        Wysnuwasz jakieś strasznie daleko idące wnioski. Ani on, ani ja nie jesteśmy biedni, nic sobie tym cholernym rachunkiem nie musimy udowadniać, poza tym, że jesteśmy w tej relacji równoprawnymi partnerami - po prostu każde płaci za siebie i jest git. Nikt nie czuje się z tym źle, to chyba o to chodzi?
        • lola211 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:24
          Nikt nie czuje się z tym źle, to chyba o to chodzi?
          >
          No ale piszesz ze faceci sa ogolnie zaskoczeni twoja checia
          dokladania sie do rachunku.To chyba jednak nie jest to dla nich
          fajne.
          • triss_merigold6 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:28
            A tam, dorabianie ideolo do nieporozumień komunikacyjnych. Jak panu
            zależy na kontynuowaniu znajomości to płaci przynajmniej na
            pierwszych randkach.
            • bi_scotti Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:34
              Co jest az tak skomplikowanego w prostej artykulacji "ja ciebie
              zapraszam"? Albo na haslo "chodzmy na obiad", prosta
              odpowiedz "swietnie, umowmy sie w piatek na osma, kazde placi za
              siebie" - ZERO watpliwosci, kazdy wie na czym stoi i czego sie
              spodziewac smile
              • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:39
                a) nikt nikogo "nie zapraszał", po prostu umówiliśmy się
                b) no sorry, ale wyskakiwanie podczas pierwszej rozmowy telefonicznej jak Filip
                z konopii "ale każdy płaci za siebie" zakrawa na jakąś obsesję, ja jej
                bynajmniej nie mam, po prostu PŁACĘ ZA SIEBIE i jest to dla mnie oczywiste. Na
                szczęście dla wielu facetów również.

                Może rzeczywiście się nie rozumiemy, bo nie uprawiam tańców godowych typu
                "sprawdźmy, czy pan się nadaje na ojca moich dzieci".
                W moim wypadku spotyka się po prostu dwoje ludzi, którzy mają wobec siebie
                jakieś tam oczekiwania i plany, ale nie mają one wiele wspólnego planowaniem
                rodziny..
                • myelegans Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:49
                  Morgen, to jest swietna taktyka, jezeli badasz grunt i sytuacja jest malo
                  klarowna, nie stwarza oczekiwan rewanzu i mozesz miec latwy odwrot bez
                  swiadomosci, ze ktos tu zostal wykorzystany. Wtedy wybieram takie miejsce na
                  ktore mnie po prostu stac.

                  Narandkowalam sie i naromansowalam wiele, z moich doswiadczen, to faceci ktory
                  byli bezinteresowni finansowo, byli tacy sami uczuciowo.
                  Moj obecny, kiedy bylismy jeszcze na bardzo wczesnej fazie randkowania uparl sie
                  splacic moje dlugi na karcie kredytowej, dlatego, zebym bez sensu nie placila
                  20% odsetek, to byl gest-pozyczka z oprocentowaniem 0, o ktora mi suszyl glowe
                  przez miesiac.
                  • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:56
                    myelegans, mój ex-mąż płacił moje rachunki, kiedy byłam spłukana i bez pracy,
                    ale drobna różnica polegała na tym, że my już byliśmy parą (ale nie małżeństwem
                    i nie mieszkaliśmy razem). Doskonale rozumiem, co masz na myśli. Facet, który
                    nie zaoferowałby się z pomocą w takim wypadku byłby w moich oczach skończony.
                    Kiedy pojechałyśmy z eks na wakacje było dla mnie logiczne, że będę wydawała
                    więcej, bo ona zarabiała ode mnie sporo mniej. Nie rozliczałyśmy rachunków na
                    pół, ale przecież byłyśmy parą, nie szłyśmy przecież na pierwszą randewu.
                • ardzuna Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:51
                  morgen_stern napisała:

                  > W moim wypadku spotyka się po prostu dwoje ludzi, którzy mają
                  wobec siebie
                  > jakieś tam oczekiwania i plany, ale nie mają one wiele wspólnego
                  planowaniem
                  > rodziny..

                  Na tym etapie może nie, ale emocje czasami prowadzą nas krętymi
                  ścieżkami, podobnie jak i nasza płodność dopóki znajdujemy się w
                  okresie rozrodczym (chociaż ja osobiście o wpadkach na razie tylko
                  słyszałam, Bogu dzięki).
          • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:35
            Są zaskoczeni, bo rzadko się z tym spotykają.
            A teraz akurat miałam na myśli dzisiejszą sytuację.
            • triss_merigold6 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:39
              Głupia jesteś, było dać facetowi szansę się wykazać. Oni to lubią,
              robi im dobrze na ego i potencję.
              • lola211 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:47
                Otoz to.Faceci to lubia, a ty im z miejsca odbierasz przyjemnosc
                poczucia sie jak prawdziwy mezczyzna.
              • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:50
                Tak, tak, i jeszcze powinnam go pomacać po bicepsach i mruknąć "misiu, ale ty
                jesteś silny". No, thanks, obywam się bez podobnych zagrywek i znam lepsze
                sposoby na podbudowywanie facetowi ego.
                • triss_merigold6 Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:57
                  Jakie zagrywki, normalny rytuał godowy. Nie bądź przewrażliwiona,
                  oni naprawdę mają wdrukowaną potrzebę wykazywania się.
                • lola211 Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:00
                  A zebys wiedziala.Moze i zagrywki, ale skuteczne.
                  • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 03.01.10, 00:04
                    Nie tłumaczcie mi tego jak dziecku, nie urwałam się z choinki. Napisałam
                    wyraźnie, że potrafię to zrobić w inny, bardziej odpowiadający mi sposób.
        • ardzuna Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:40
          morgen_stern napisała:

          > Nie mam zamiaru być dla niego matka polką, ani dla żadnego innego
          zresztą, a kw
          > estia tego, co ma mi dać, nie siedzi bynajmniej w jego portfelu tongue_out

          Bo nie siedzi, ale trzeba sprawdzić jego zdolność do dawania, która
          wyraża się między innymi przez zdolność do zapłacenia za kolację. A
          także zdolność do samodzielnego ekonomicznie funkcjonowania, która
          wyraża się także w tym ze jest w stanie się utrzymać oraz
          zainwestować dajmy na to 60 złotych raz na jakiś czas. Tym bardziej
          że to on zaprasza, więc przy okazji sprawdzasz, czy jest dobrze
          wychowany. To nie oczywiście znaczy że płacenie za kolację to jedyny
          test tej zdolności i jeśli zapłaci to potrafi dawać przez całe życie
          i wszystko czego potrzebujesz w wymiarze niematerialnym.

          Oczywiście jesli chodzi człowiekowi tylko o niezobowiązujący seks,
          to można sobie odpuścić takie kwestie, bo wystarczy że facet się
          będzie odpowiednio zachowywał w łóżku oraz w krótkich wspólnych
          chwilach poza nim.

          Ty rób jak chcesz, ja sobie w ten sposób z potencjalnego wspólnego
          życia wyeliminowałam 2 skąpców i jestem z tego powodu bardzo
          szczęśliwa.

          > Cytat> Jeśli facet w pewnym wieku jest zbyt biedny, żeby
          zaprosić kobietę
          > > którą uwodzi na obiad czy kolację, to trzeba się głęboko
          zastanowić
          > > dlaczego

          >
          > Wysnuwasz jakieś strasznie daleko idące wnioski.

          Że trzeba się głęboko zastanowic dlaczego? To w ogóle nie jest
          daleko idący wniosek.

          Ani on, ani ja nie jesteśmy bi
          > edni, nic sobie tym cholernym rachunkiem nie musimy udowadniać,

          Ale ja nie piszę o was dwojgu, tylko generalizuję. I podtrzymuję
          wniosek. Nie widziałaś nigdy w życiu 40-letnich niebieskich ptaków,
          którzy żerują na partnerkach?

          > steśmy w tej relacji równoprawnymi partnerami - po prostu każde
          płaci za siebie
          > i jest git. Nikt nie czuje się z tym źle, to chyba o to chodzi?

          A proszę bardzo, tylko proszę z tego nie robić wzorca metra z
          Sevres smile
          • morgen_stern Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:47
            Z tym wysnuwaniem wniosków to nie zrozumiałyśmy się - myślałam, że pijesz
            bezpośrednio do mojej sytuacji.

            Nie twierdzę, że to wzorzec z Sevres, ale pewna alternatywa, jakże przyjemnie
            odmienna w zalewie płacących rachunki dżentelmenów tongue_out
            • ardzuna Re: Płacenie za kolację 02.01.10, 23:54
              morgen_stern napisała:

              > Nie twierdzę, że to wzorzec z Sevres, ale pewna alternatywa, jakże
              przyjemnie
              > odmienna w zalewie płacących rachunki dżentelmenów tongue_out

              Dla portfeli dżentelmenów na pewno przyjemna ;-] Faceci mają trudno,
              myślę ja sobie. Spotka sie taki z jedną, która się obrazi jak nie da
              jej zapłacić, potem z następną, dla której niepostawienie jej
              kolacji będzie końcem znajomości - i jak tu żyć?!

    • gladys_g randka to rytuł godowy 02.01.10, 23:33
      randka to rytuł godowy i jako taki rządzi się swoimi zasadami. Kobieta ładnie się ubiera i czesze, meżczyzna wciąga brzuch, oboje starają się robic jak najlepsze wrażenie i na koniec za kawę czy wino płaci mężczyzna. To taka gra.
      Można w nią grać i jest miło, obie strony znają konwencje, wiec energie wkładaja w oczarowywanie drugiego, albo można zmieniać czy łamać zasady i wprowadzac element niepewnosci co do schematu.

      Bardziej udane miałam randki, podczas których obie strony grały w damsko-męską grę; randki, podczas których zmieniałam zasady, czyli np domagałam się uiszczenia części rachunku - jakoś nie szły juz tak gładko.
      • bi_scotti Re: randka to rytuł godowy 03.01.10, 00:02
        W obliczu tego, ze statystycznie (obecnie) czesciej to kobiety
        inicjuja pierwsze spotkania jak rowniez w koncu pierwsze proponuja
        np. malzenstwo czy wspolne zamieszkanie, odwrocenie tradycyjnych (?)
        rol tych rytualow godowych wink juz nastapilo. Mimo, ze jestem od
        wielu z Was starsza, mam poczucie konwersowania z rowiesniczkami
        mojej babci, sorry smile
        Nie da sie miec ciastka i go zjesc - wyrazanie kobiecosci w
        zerowaniu na sponsorach darmowych kolacji jest zdecydowanie passe! I
        chwala bogu.
        • lola211 Re: randka to rytuł godowy 03.01.10, 00:07
          tradycyjnych (?)
          > rol tych rytualow godowych wink juz nastapilo

          Mozliwe,dawno na randce nie bylam.A jak kiedys sie zdarzy, to jednak
          liczyc bede, ze pan emeryt sie szarpnie i nie bedzie zalował kilku
          zlotych w zamian za spedzenie ze mna czasu, z "golcami" umawiac sie
          nie zamierzam.
        • ardzuna Re: randka to rytuł godowy 03.01.10, 00:11
          bi_scotti napisała:

          > W obliczu tego, ze statystycznie (obecnie) czesciej to kobiety
          > inicjuja pierwsze spotkania jak rowniez w koncu pierwsze proponuja
          > np. malzenstwo czy wspolne zamieszkanie, odwrocenie tradycyjnych
          (?)
          > rol tych rytualow godowych wink juz nastapilo. Mimo, ze jestem od
          > wielu z Was starsza, mam poczucie konwersowania z rowiesniczkami
          > mojej babci, sorry smile

          Nie wiem jak inne, ale niżej podpisana rówieśniczka twojej babci nie
          potwierdza twoich statystyk (skąd je czerpiesz?).
          Poza tym nie zaobserwowałam, zeby nastąpiło odwrócenie tradycyjnych
          rytuałów godowych w postaci zapładniania samca przez samicę. Gdybys
          miała jakies statystyki na to że teraz faceci zachodzą w ciążę,
          zmienię zdanie i przygrucham sobie jakiś egzemplarz zapraszając go
          do knajpu na mój koszt, bo chcę mieć więcej dzieci ale nie chcę być
          wyłączona z pracy na czas okołoporodowy i połogu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja