attiya
02.01.10, 15:08
Składałam podanie do żłobka. Po mnie przyszły jeszcze dwie mamy, które miały
numery 49,50. Rozmawiałam z kierowniczką przedszkola o szansie dostania się do
placówki. Pytam się jak to jest z samotnymi rodzicami. Więc pani mi odpowiada,
że w tym roku u nich ważna jest kolejność zgłoszeń i meldunek. Jedna z pań,
która do tej pory słuchała nagle stwierdza, że ona i tak się dostanie bo jest
samotną matką . Na to ta druga mama, że gdyby te kryterium było najważniejsze,
to rodziny pełne nigdy nie mogłyby się załapać na miejsce w żłobku. I zaczęło
się, że ta pani to samotna matka i ona musi iść do pracy i powinna z tej racji
mieć przywileje itepe. A pani jej z grubej rury, że przywileje to już były a
ona nie widzi powodu dlaczego jej pełna rodzina miała by być gorsza z samej
racji bycia pełną. Nie wytrzymałam i spokojnie powiedziałam do niej, że to ani
jej ani moja wina, że jest samotna, bo każdy sobie - wliczając w to wyjątki
oczywiście - tak układa życie jak chce i jeśli ona zdecydowała się być matką
samotną to powinna wiedzieć, że będzie niestety miała pod górkę. Pani oburzyła
się i zaczęła pisać podanie o przyjęcie jej w pierwszej kolejności. Więc pani
kierownik znowu, że nie ma takich szans, że obowiązuje kolejność zgłoszeń.
No cóż, w ubiegłym roku składając podanie do żłobków mimo zdecydowanie
mniejszych numerków, nie dostałam się, bo nawet jak ktoś był na 200-setnym
miejscu a był samotnym rodzicem to i tak był pierwszy. I wiem, że w jednym ze
żłobków 3/4 miejsc zajmują dzieci z rodzin niepełnych. Teoretycznie, bo
rodzice żyją razem ale związki są nieformalne i w ten sposób mieli takowe
pierwszeństwo.
Aha - i proszę nie piszcie mi jak to samotni maja źle, i że powinni mieć owe
przywileje. W końcu - jak już pisałam, pomijam wyjątkowe sytuacje - każdy jak
sie decyduje zostać samotnym rodzicem, to powinien wiedzieć, że lekko mieć nie
będzie.