11.01.10, 11:57
jest u mnie od kilku tygodni, jest to osoba starsza, schorowana, wymagająca
zainteresowania swoją osobą.
No i właśnie tu jest problem, bo ciągle ma pretensje,że za mało czasu jej
poświęcam,że nie siedzę, nie rozmawiam....a ja mam też swoje obowiązki.
Ponieważ aktualnie nie pracuję zawodowo,to mama wyobraża sobie,że "klapnę" z
nią na kanapie i będziemy rozmawiać non stop...a ja ani nie wiem o czym ,bo
ile można rozmawiać o chorobach i trudach dnia codziennego, ani nie potrafię,
bo wcześnie wyprowadziłam sie z domu rodzinnego i do tego nie jestem typem
gadułysad

Staram się być grzeczna i nie reagować na komentarze,ale zaczyna mnie to
powoli denerwować i chyba sobie z tym nie radzęsad

Obserwuj wątek
    • a1ma Re: moja mama 11.01.10, 12:00
      Niestety, raczej tego nie zmienisz.
      Pozostaje uodpornić się i puszczać takie komentarze mimo uszu.
    • burza4 Re: moja mama 11.01.10, 12:02
      nie miej do siebie pretensji, bo trudno być uszczęśliwionym wizją
      konieczności toczenia przytłaczających rozmów. Takie osoby działają
      jak wampiry energetyczne, lubują się w tematach depresyjnych apotem
      dziwią, że normali ludzie omijają ich szerokim łukiem. Skąd w naszym
      narodzie to upodobanie do wiecznego jęczenia?
    • cherry.coke Re: moja mama 11.01.10, 12:04
      Ja mam tak z babcia. Polecam pytanie o dalsza historie rodziny i genealogie typu
      "a skad pochodzil nasz pradziadek" - temat obszerny, a zawsze mozna sie czegos
      ciekawego dowiedziec.
    • triss_merigold6 Re: moja mama 11.01.10, 12:05
      Krótka piłka: skaży się na dolegliwości? Kierujesz do lekarza. Nie
      chce iść do lekarza? To niech nie zawraca d...y.
      Trzeba się bronić przed wampirami energetycznymi.
      • leneczkaz Re: moja mama 11.01.10, 12:10
        rodzice to Cię raczej nie kochali .. co?
        • skanke każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:19
          a potem będzie płacz, że nie poświęcałam mamie wystarczającej uwagi.
          • triss_merigold6 Re: każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:24
            Taaa... jasne. IMO są inne interesujące i przyjemne formy rodzinnej
            komunikacji i podtrzymywania kontaktów niż rytualne narzekanie.
            Rytualne narzekanie wbija słuchacza w poczucie winy i jest ogólnie
            męczące.
          • echtom Re: każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:38
            Płacz albo ulga. To bardzo niefajna alternatywa - mordęga z wampirem
            energetycznym albo w ogóle brak matki. Szkoda, że tak trudno o
            trzecią drogę, jaką jest normalny przyjacielski kontakt dwóch
            dorosłych osób w rodzinie.
            • triss_merigold6 Re: każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:42
              To jest możliwie m.in. pod warunkiem, że obie strony mają przestrzeń
              tylko dla siebie i żadna nie domaga się kontaktu non stop.
          • ihanelma Re: każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:47
            Tiaa, najlepiej jeszcze dołożyć poczucie winy. Powinna dziewczyna
            sie zwinąć w chińskie Z i słuchać jęczenia 24h/dobę. Co z tego że
            ONA nabawi sie wrzodów i depresji tongue_out. Przecież wiadomo, ze sie
            powinna poświęcić
            • imasumak Re: każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:54
              ihanelma napisała:

              Co z tego że ONA nabawi sie wrzodów i depresji tongue_out. Przecież wiadomo, ze sie
              powinna poświęcić


              Powinna się poświęcić, a następnie powielić wzorzec i zatruwać życie własnym
              dzieciom tongue_out
              • ihanelma Re: każde jęczenie kiedyś sie skończy 11.01.10, 12:56
                O taaak, tradycja zginąć nie może tongue_out
        • triss_merigold6 Re: moja mama 11.01.10, 12:19
          Wręcz przeciwnie. I nie marudzili na tle zdrowotnym ani jakimkolwiek
          innym przesadnie. Dlatego narzekanie, ot tak dla podtrzymania
          konwersacji, mnie irytuje. Towarzysko mogę chwilę ale przez dłuższy
          czas non stop kolory bym nie zniosła.
          • burza4 Re: moja mama 11.01.10, 12:46
            rodzina z zagranicy mówi cichcem, że z kazdego pobytu w Polsce wraca
            do domu psychicznie wykończona, bo ledwie się pojawią są z
            upodobaniem zalewani potokami nieszczęść innych. Tematu na dłużej
            zmienić nie sposób, bo weselsza konwersacja jest skwapliwie ucinana
            w zarodku. Zamiast odpocząć, spędzić święta w radosnej atmosferze i
            cieszyć się rodziną dostają się w szpony nienasyconych narzekaczy i
            cały pobyt wysłuchują opowieści że sąsiadce zepsuła się pralka,
            bliżej im nieznana pani Jadzia ma uporczywą zgagę, a wuj Mietek
            cierpi na zaawansowaną paradontozę...
            Dziwne, że w ogóle jeszcze chce im się przyjeżdżaćsmile
            • lola211 Re: moja mama 12.01.10, 22:20
              Taki typ.
              Moja mama tez ma ten syndrom.Ucinam rozmowy w zarodku, ewentualnie w
              przypływie dobroci udaje, ze slucham.Pogodzilam sie , wiem ze jej
              nie zmienie, na szczescie ma tez duzo zaletsmile.
    • sapalka1 Re: moja mama 11.01.10, 12:54
      Może dać jej coś do roboty lekkiego, a ciekawego? Takie narzekanie wynika czesem
      z nudy. Jeśli zajmie czymś innym myśli i jej i Tobie będzie łatwiej. I tematy
      ciekawsze.
      • skanke Re: moja mama 11.01.10, 13:01
        tak to już jest jeśli nie ma się swojego życia-żyje się życiem innych. może
        matce po prostu brakuje chwili zainteresowania ze strony rodziny i tak
        natarczywie wymusza-nie zna innego sposobu.
        • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 13:07
          A jak często życiem innych żyja młdoe mamy........
        • echtom Re: moja mama 11.01.10, 13:08
          > tak to już jest jeśli nie ma się swojego życia-żyje się życiem
          innych.

          Ale dzieci, nawet dorosłe, nie mogą odpowiadać za życie swoich
          rodziców. Oni mieli mnóstwo czasu, żeby sensownie pokierować własnym
          życiem, rozwinąć jakieś zainteresowania i znaleźć sobie inny cel niż
          zadręczanie najbliższych.
          • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 13:13
            Albo......zająć się opieką, wychowaniem i pracą po to, żeby dać dzieciom
            mozliwośc kształcenia się i szans na lepsze życie. Tylko o tym zwykle się juz
            nie pamięta.
    • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 13:06
      Pomiędzy poswięcaniem się a olewaniem matki jest duża róznica.
      Co to oznacza,m że jest starsza czy schorowana? Na co choruje? Czy ma jakieś
      zainteresowania, przyjaciół, czym zajmowała się zawodowo, czy jest między Wami
      intelektualna przepaść - to wszystko na kolosalne zanaczenie jak się zachowac i
      wpyw na Wasze relacje.
      Jesli matka ma 70 lat a biologicznie jest o 20-starsza, całe życie prowadziła
      dom albo pracowała w fabryce ( Ty skończyłaś studia, nieważne, że dzięki jej
      pomocy i wyrzeczeniom, bo o tym mało kto pamięta), przeczytała z trudem 2
      książki, nic ją nie interesuje, jest przerazona zmianą otoczenia ( np. kąśliwe
      uwagi zięcia) to będzie źle.
      Starsza osoba może potrzebowac serca, zainteresowania, uwagi i nie jest to nic
      zdrożnego.
      Może warto zainteresowac się zdrowiem ( co nie oznacza, że dac sterroryzować),
      iśc z matka do teatru, na wystawę, poprosić, aby zajęła sie przez godzine
      dziecmi,podyskutować o polityce, o tym co ciekawego w telewizji ( jeżeli nie
      wychodzi z domu), podsunąć cos do poczytania, zaprosić koleżanke z matka w
      podobnym wieku.
      Może mama tak jak małe dziecko za wszelką cenę chce zwrócić na siebie uwagę????
      • echtom Re: moja mama 11.01.10, 13:14
        > Może mama tak jak małe dziecko za wszelką cenę chce zwrócić na
        siebie uwagę????

        Dokładnie tak i to może być bardzo uciążliwe dla córki, która sama
        ma małe dzieci albo właśnie je odchowała i chciałaby trochę
        odpocząć. Zapytam wprost - czy mieszkasz ze starą matka, która
        ciągle domaga się Twojej uwagi?
        • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 13:20
          Nie, choć maoja mama jest zapewne znacznie starsza ( metrykalnie) od większości
          rodzicielek mam na tym forum. Psychicznie jest pewnie młodsza od wielu z Was.
          Nie mieszkamy razem. Mama ma swoją pracę, zainteresowania, męża ( mojego ojca),
          i swoją matkę prawie 90 letnią. Też nie zniedołężniała i młodą duchem.
          Zajmowałam się chorymi na raka teściami. Wymagali mojej uwagi.
          • echtom Re: moja mama 11.01.10, 13:31
            To o czym rozmawiamy? Masz młodą matkę, szacuję, że ok. 65 lat,
            która nie zatruwa Ci życia, więc czemu pouczasz innych w sytuacji, o
            której nie masz pojęcia? Nie wiem, jaki był zakres Twojej opieki nad
            teściami i jaką część swojego życia musiałaś im podporządkować -
            całą dobę z ewentualną przerwą na pracę zawodową?
            • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 14:04
              Zgadza się, moja mama urodziła się w czasie Powstania Warszawskiego.
              Natomiast teściowie byli starsi. W róznym okresie różną ilość czasu im
              poświęcałam. Tuz przed śmiercią teściowej było to naprawdę dużo, a w tygodniu
              poprzedzającym zgon wzięłam urlop.
              Wcześniej za soba nie przepadałysmy, ale ten czas był czasem rozmów - dla mnie
              ogromnie męczący, nierzadko przykry, dla teściowej ważny.
      • baba06 Re: moja mama 11.01.10, 13:40
        mama ma 78lat, choruje na serce,szybko się męczy, więc o wyjściach nie ma co
        marzyćsad, cale życie ciężko pracowała zawodowo, a po pracy dom...
        ja wiem,że potrzebuje zainteresowania, dlatego zabrałam ją do siebie i staram
        się jak mogę, ale nie jestem w stanie przez cały dzień poświęcać jej tej uwagi,
        mam jeszcze dziecko i męża,który wykazuje więcej cierpliwości niż jasmile
        Do tego mama jest wyjątkowo powiedzmy kapryśna - tego nie będzie jadła,tego nie
        lubi,to jej nie smakuje - oczywiście ma do tego prawo, ale na prawdę nie podaję
        sushi,pizzy,czy spagetti,tylko staram się gotować odpowiednio dla jej wieku i
        upodobańsad
        Mama jest rzeczywiście jak małe dziecko,chodzi za mną krok w krok, a ja już się
        od tego odzwyczaiłam i nie lubie jak ktoś patrzy mi się na ręcesad

        Od kilku dni próbuję znaleźć jakieś oferty na wyjazd na ferie i o to też są
        pretensje, raz,że po co to w ogóle gdziekolwiek jeździć!,dwa,że tyyyyyle czasu
        spędzać przy komputerze!!!
        • joanna35 Re: moja mama 11.01.10, 13:55
          Babo nie chcę Cię dobijać, ale będzie raczej gorzej niż lepiej. Jak
          długo mama ma z Tobą mieszkać, ma własne mieszkanie?
          • baba06 Re: moja mama 11.01.10, 14:02
            mama ma swoje mieszkanie,ale w odległości 150km, więc jest mi wygodnie jak jest
            u mniesmile

            p.s. wczoraj rozmawiała przez telefon z kuzynką i słyszałam jak mówi,że bardzo
            jej się "u mnie przykrzy", .....zrobiło mi się przykrosad
            • echtom Re: moja mama 11.01.10, 14:04
              A co robiła wcześniej w swoim mieszkaniu?
            • joanna35 Re: moja mama 11.01.10, 14:18
              Jesteś, Babo, jedynaczką?
            • daisy Re: moja mama 11.01.10, 17:18
              "Przykrzy się" to u starszych ludzi najczęściej znaczy: "nudzi się". Kiedyś tak
              się mówiło, również w gwarze. Nie, że jest jej przykro.
              Więc się tak nie przejmuj, ma prawo być znudzona, wyrwana ze swojego środowiska,
              pewnie nie ma żadnych obowiązków. Może wymyśl coś dla niej do roboty? Jak dobrze
              widzi, to może jakieś szydełka czy inne druty?
        • echtom Re: moja mama 11.01.10, 13:55
          Moja mama miała lekką pracę umysłową, po pracy czytała książki, bo w
          domu większość rzeczy robiła gosposia. Miała tylko jedno dziecko i
          dwie osoby do pomocy. Dlatego średnio się moralnie poczuwam do tego,
          żeby przez kilkanaście lat wynagradzać jej "poświęcenie"
          i "wyrzeczenia". Szczególnie, że wychowałam sama troje dzieci, a po
          pracy etatowej dorabiałam zleceniami i zajmowałam się domem. Teraz
          mam 45 lat, dzieci odchowane, jestem w dobrej kondycji i mogłabym
          przeżywać drugą młodość, a zamiast tego będę musiała jeszcze przez
          wiele lat spłacać "dług wdzięczności". I mam zwyczajnie żal do mamy,
          że jest tak skrajnie egocentryczną osobą.
          • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 14:15
            Jesteśmy w podobnym wieku, z tym, że ja mam 2 dzieci. Tez odchowanych,
            studiujących. Moja mama nie miała lekkiej pracy- jest pediatra-, ale w młodości
            szalała nadrabiając to co straciła w dzieciństwie ( kończąca się wojna, ciężkie
            dla wszystkich powojenne lata). Była hippisem, jeżdziła na koncerty, grała na
            gitarze, nie opuściła chyba żadnego studenckiego obozu. Tez nie przepracowała
            się w domu. Dziś na szczęście nie wymaga mojej opieki, ale gdy to sie stanie w
            100% sie nia zajmę. Wiem, że ludzie starsi potrafia byc złośliwi, męczący, moga
            mieć pretensje, ale to są rodzice i naszym moralnym obowiązkiem jest pomoc.
            Nie uwierzę, że mamy nawet ciężko chorej na sece ( to do Baby) nie da się czymś
            zainteresować, zając, spowodować, aby poczuła się kochana i potrzebna.
            P.S. Z moimi rodzicami aż do śmierci mieszkała niania - przedwojenna gosposia
            moich pradziadków, która wychowywała babcię, potem była z nimi w czasie wojny
            dzieląc się wszystkim co przywiozła od wiejskiej rodziny, nastepnie wychowywała
            mame i w mniejszym stopni mnie. Była prostą kobietą, ale czuła się potrzebna i
            bardzo lubiana. Była członkiem rodziny.
            • burza4 Re: moja mama 11.01.10, 14:29
              protozoa napisała:
              > Nie uwierzę, że mamy nawet ciężko chorej na sece ( to do Baby) nie
              da się czymś > zainteresować, zając, spowodować, aby poczuła się
              kochana i potrzebna.

              to uwierz, bo moja śp. babcia taka była. Przestała czytać książki,
              oglądać tv, nic ją nie interesowało. Nie ma to nic wspólnego z
              poczuciem bycia kochaną i potrzebną - to rys charakteru po prostu.
              Mam w rodzinie takie starsze osoby, które są w świetnej kondycji a
              narzekają na wszystko, miałam taką, która z racji wieku miała prawo
              ponarzekać, a zawsze powtarzała, że wszystko w porządku i nie ma co
              się przejmować.
          • berecik7 Re: moja mama 11.01.10, 14:32
            O Jezuuu...znam te upierdliwo-narzekające matki. Moja przyjechała kiedyś mi
            "pomóc" (synek miał 4 miesiące, wcześniej nie widziałyśmy się 2 lata, mieszka za
            granicą). No i zaczęło się. Najpierw odmówiła spania w dużym pokoju (mamy tylko
            2), bo tam "smierdzi psem". Więc zaczęła spać z małym w sypialni. Zamiast
            cichego i szybkiego podawania piersi przeze mnie niemowlęciu w nocy, zaczęło się
            bieganie po pokojach, rozbudzanie dziecka, które nie chciało potem zasnąć. Cisza
            nocna i wypoczynek zrujnowany. Co chwila maraton po sklepach, bo "ten chleb to
            nie taki, jak ona 10 lat temu w Polsce jadła". Rozliczanie - a gdzie ja
            zapodziałam ten zielony wazonik, który 15 lat temu ciocia Krysia dała jej na
            imieniny? A dlaczego nie załatwiłam tego, śmego i owego...? Mogłam
            lepiej....Pożegnałam z ulgą. Na razie nie zapraszam, choć oczekuję drugiego dziecka.
            • berecik7 Re: moja mama 11.01.10, 14:34
              Zapomniałam dodać, że najgorsze chyba było to, że dosłownie bez przerwy
              krzyczała na psa, który bał się dosłownie ruszyć uchem. Cały dzień strofowania
              biednego stworzenia i naszych odpadających uszu...Koszmar.
              • skanke nie zapominajcie, że 11.01.10, 15:09
                być może i my takie będziemy-to jest własnie genetyka!!!
            • protozoa Re: moja mama 11.01.10, 16:09
              No to ja znów jestem inna i z innymi ludxmi sie stykam.
              Babcia- prawie 90 lat, aktywna, ciekawa świata.
              Rodzice o pokolenie młodsi, ale też juz w wieku emerytalnym ani myśla o ciepłych
              kapciach. Zwiedzają świat, pracują, interesują sie wszystkim co dookoła.
              Teściowie - oboje ciężko chorowali, już nie żyją. Jeszcze tydzień przed śmiercia
              teściowa układała mi trasę wycieczki po Bałkanach ( nie miałam zamiaru tam
              jechać, ale teściowa była tam kilka razy i uwielbiała o tym opowiadać. Uczyła
              mnie gotować, pytałam jak to jest, że jej zawsze wychodzi ciasto bez zakalca.
              Z teściem wiodłam prawie do końca dysputy o polityce, spieraliśmy się co do
              pomysłów takiego czy innego ministra. W dniu śmierci zażądał gazet.
              Niania, prawie analfabetka zmarła gdy byłam w ciąży, przedtem chorowała.
              Wyszywała dla mnie serwetki.
              Moja cioteczna babcia - stara panna, złosliwa, wykształcona choć bardzo już
              chora słuchała w radio koncertów, chodziła do teatrów, sporo czytała.
              Nietolerowała telewizji, nieznosiła kina. Codziennie do niej dzwoniłam ( miałam
              2 małych dzieci).
              To nie prawda, że do ludzi nie mozna dotrzeć. Dzieci uczą się oglądając relacje
              z Waszymi bliskimi. Dajecie im, podświadomie, wyraźne komunikaty. I takich
              samych zachowań spodziewajcie sie za kilkadziesiąt lat.
              • joanna35 Re: moja mama 11.01.10, 16:14
                > To nie prawda, że do ludzi nie mozna dotrzeć. Dzieci uczą się
                oglądając relacje
                > z Waszymi bliskimi. Dajecie im, podświadomie, wyraźne komunikaty.
                I takich
                > samych zachowań spodziewajcie sie za kilkadziesiąt lat.

                Wszystko w temacie.
                • burza4 Re: moja mama 11.01.10, 17:26
                  joanna35 napisała:

                  > > To nie prawda, że do ludzi nie mozna dotrzeć.

                  Mam inne doświadczenia, znam osoby które są skupione tylko i
                  wyłącznie na sobie - np. przyjezdnej rodziny nie spytają nawet co u
                  nich słychać, tylko w kółko jojczą o własnych nieszczęściach,
                  problemach i trudnościach. Każdy inny temat jest ucinany, bądź
                  sprowadzany na "właściwe" tory - czyli dotyczące spraw które
                  interesują starszą panią, a od których innym wywracają się flaki.

                  Dzieci uczą się
                  > oglądając relacje > z Waszymi bliskimi. Dajecie im, podświadomie,
                  wyraźne komunikaty. > I takich
                  > > samych zachowań spodziewajcie sie za kilkadziesiąt lat.

                  chęć spotkań zależy najbardziej od tego, co ma się do zaoferowania.
                  Jeśli ktoś jest nudny jak flaki z olejem i oddziaływuje na otoczenie
                  depresynie, to jest sam sobie winny. Chodzi o to, żeby dzieci same
                  chciały widywać się z rodzicami, a nie żeby wyrobić w nich
                  taki wewnętrzny przymus.
                  • echtom Re: moja mama 11.01.10, 17:54
                    > Chodzi o to, żeby dzieci same
                    > chciały widywać się z rodzicami, a nie żeby wyrobić w nich
                    > taki wewnętrzny przymus.

                    Tak, mi też dokładnie o to chodzi. Jeśli tak będzie za 30 lat, stwierdzę, że odniosłam życiowy sukces.
                    • bi_scotti Re: moja mama 11.01.10, 18:34
                      Depresje ludzi starych sa tak powszechne, ze az glupio o tym
                      wspominac; objawiaja sie roznie, wielokrotnie wlasnie trwalym
                      niezadowoleniem, poczuciem opuszczenia, bycia niepotrzebnym. Nawet
                      najbardziej czynni i samodzielni ludzie starsi miewaja trudne
                      okresy, choc oczywiscie, niektorzy potrafia to swietnie ukrywac lub
                      radzic sobie na wlasne sposoby. Niestety, ilosc samobojstw u ludzi
                      powyzej 70 roku zycia jest bardzo wysoka i stale rosnie choc
                      statystyki sa malo-znane i malo-naglasniane, bo np. 15-latek
                      wieszajacy sie z powodu nieszczesliwej milosci jest zawsze wieksza
                      sensacja niz np. 75-latek bioracy za duzo srodkow nasennych z powodu
                      ogolnej samotnosci i poczucia niezrozumienia ... Stosowanie wobec
                      kogokolwiek cierpiacego na jakakolwiek forme depresji wspomnianej
                      powyzej "krotkiej pilki" jest glupota i okrucienstwem - szkoda
                      miejsca na komentarz.
                      Zaczac warto od rozmowy z lekarzem domowym, przy czym zaznacze, ze
                      nie wiem na ile wyksztalceni w zakresie psychicznych dolegliwosci
                      geriatrycznych sa polscy internisci, nawet ci najbardziej
                      zyczliwi ... Jest wiele lagodnych "happy pills", ktore zdecydowanie
                      poprawiaja jakosc zycia seniorow i tych, ktorzy z seniorami maja do
                      czynienia. Warto tez znalezc starszej osobie towarzystwo w Jej wieku
                      przy czym dobrze jesli jest to polaczone z jakas aktywnoscia. Skoro
                      mama nie czuje sie zbyt silna fizycznie, moze da sie namowic na np.
                      klub brydzowy, na jakis wolontariat typu czytanie ksiazeczek chorym
                      dzieciom w szpitalu (ja znam cala "armie" babc i kilku dziadkow,
                      ktorzy to wlasnie robia z imponujacym poswieceniem i
                      zaangazowaniem), moze wlasnie pomysl ze spisaniem wspomnien albo
                      chociaz ulozeniem i opisaniem starych fotografii Ja zaintersuje. No
                      i warto planowac rozmowy smile Przez kilka ladnych lat opiekowalismy
                      sie niesprawnym i bywalo agresywnym dziadkiem - po pewnym czasie
                      nauczylismy sie, ktore tamaty Mu odpowiadaja/ciesza/inspiruja.
                      Babcia/dziadek tez czlowiek - mozna znalezc "klucz" do porozumienia.
                      Choc latwe to czesto nie jest.
                    • meg303 Re: moja mama 11.01.10, 18:41
                      Moja mama może rozmawiać na następujące tematy:
                      1. Moje niechodzenie do kościoła,niemodlenie sie itp
                      2.Opisywanie jakie to nieszczęścia i cierpienia spadną na mnie za w/w
                      3.Ubolewanie nad tym, ze się rozwiodłam i zawarłam ponownie ślub cywilny.
                      4 Użalanie sie nad moim byłym, jaki to on biedny( rozwód z jego winy, ma
                      ograniczone prawa rodzicielskie)
                      5. Narzekanie na wszystko i wszystkich
                      Żadne próby bardziej pogodnej, mniej podnoszącej adrenalinę konwersacji nie
                      przechodzą.
                      • triss_merigold6 Re: moja mama 11.01.10, 19:00
                        I to by było na tyle w temacie, że każdemu starszemu człowiekowi z
                        automatu należy się od dorosłego dziecka czas, ciepło i każdorazowe
                        cierpliwe wysłuchanie.
                        • meg303 Re: moja mama 11.01.10, 19:37
                          Dzięki za zrozumienie.
                          Czasem po prostu sie nie da, mimo najlepszych chęci.
                          • bi_scotti Re: moja mama 11.01.10, 20:12
                            meg303 napisała:

                            > Dzięki za zrozumienie.
                            > Czasem po prostu sie nie da, mimo najlepszych chęci.

                            Wiesz jak to z dobrymi checiami ... pieklo wybrukowane.
                            Nie o to chodzi zeby miec dobre checi i nic ponadto. Gdyby Twoje np.
                            14-letnie dziecko zaczelo ciac sobie wlosy, drapac skore, nie jesc i
                            unikac kontaktow ze swiatem tez byc poprzestala wylacznie
                            na "dobrych checiach" i uprzejmej rozmowie? Watpie. Skargi,
                            przygnebienie, stale niezadowolenie, brak zainteresowania lub
                            nadmierne zainteresowanie cudzymi sprawami, nieumiejetnosc i niechec
                            do utrzymywania sensownych kontaktow towarzyski i inne tego typu
                            zachowania ludzi starszych to w 99.9% symptomy mniejszej lub
                            wiekszej depresji. Tego nie trzeba "znosic" razem z cierpiacymi
                            krewnymi, to sie leczy! Podobnie jak depresje i zalamania w kazdym
                            innym wieku.
                            • aandzia43 Re: moja mama 11.01.10, 20:44
                              Skargi,
                              > przygnebienie, stale niezadowolenie, brak zainteresowania lub
                              > nadmierne zainteresowanie cudzymi sprawami, nieumiejetnosc i niechec
                              > do utrzymywania sensownych kontaktow towarzyski i inne tego typu
                              > zachowania ludzi starszych to w 99.9% symptomy mniejszej lub
                              > wiekszej depresji. Tego nie trzeba "znosic" razem z cierpiacymi
                              > krewnymi, to sie leczy! Podobnie jak depresje i zalamania w kazdym
                              > innym wieku.

                              Tak, bardzo prawdopodobne, że to nie tylko utrwalające się patologie osobowości.
                              Że są to symptomy depresji czy po prostu zachodzących z wiekiem zmian w mózgu.
                              Tylko wytłumacz jednemu z drugim seniorowi, że powinien łykać tabletki "na
                              głowę". Albo, jeśli ma jeszcze takie możliwości, zebrać się do kupy bez leków.
                              Oglądałam z bliska różne przypadki: jeden łyka tablety i jest do zniesienia
                              (przede wszystkim sam dla siebie!), a drugi węszy podstępy i próby otrucia. Nie
                              mówiąc już o tym, że torpeduje wszelkie próby sensownego zorganizowania mu czasu
                              i odwrócenia uwagi od jojczenia. Gehenna.
                            • burza4 Re: moja mama 12.01.10, 12:15
                              bi_scotti napisała:

                              > Skargi,> przygnebienie, stale niezadowolenie, brak zainteresowania lub>
                              nadmierne zainteresowanie cudzymi sprawami, nieumiejetnosc i niechec> do
                              utrzymywania sensownych kontaktow towarzyski i inne tego typu> zachowania ludzi
                              starszych to w 99.9% symptomy mniejszej lub
                              > wiekszej depresji.

                              skąd takie absolutnie przekonanie o chorobowym podłożu takich zachowań? ja
                              uważam że w przypadku 99.9% osób tak się zachowujących nie jest to żadna
                              radykalna zmiana - po prostu całe życie byli upierdliwymi, histerycznymi,
                              egoistycznymi typami, tyle że na starość te wady jeszcze się uwypukliły.

                              jeśli ktoś jest z natury prymitywny, tępawy, nudny i wścibski to
                              prozac niczego nie rozwiąże
                  • joanna35 Re: moja mama 12.01.10, 19:24
                    Droga Burzo w zasadzie się z Tobą zgadzam, ale jednak nie do końca -
                    jestem dzieckiem toksycznej matki i właśnie zaczęłam terapię , bo
                    już dawno okazało się, że na mnie( a myślę, że nie jestem w tym
                    odosobniona) o wiele bardziej "podziałał" przykład własny mojej
                    matki niż gadanie jaka mam być. No cóż.....czasami W. ze
                    mnie "wyłazi" sad I to jest silniejsze ode mnie, bo miałam to
                    wdrukowywane przez 30 lat, chociaż jak byłam młoda i głupia
                    uważałam, że nigdy taka nie będę i że sama chęć wystarczy. W moim
                    przypadku niestety, nie wystarczyłasad
              • aandzia43 Re: moja mama 11.01.10, 20:53
                > To nie prawda, że do ludzi nie mozna dotrzeć.

                Uwierz mi, do niektórych nie można. Nie można wejść w satysfakcjonującą dla nich
                relację nie narażając na szwank własnej psychiki. Wampiry emocjonalne z wiekiem
                stają się bardziej żarłoczne.
                A swoją drogą: gratuluję cywilizowanie starzejących się członków rodzinysmile To
                piękna rzecz. Mam i ja takie osoby w rodzinie. Ale nie tylko takie.
                • meg303 Re: moja mama 11.01.10, 21:55
                  Wiem, ze to sie leczy. Mam brata psychologa i wiele razy on czy ja
                  sugerowaliśmy pomoc specjalisty.
                  Mama na to " moim psychologiem jest pan bóg"
                  Masz jakies pytania?
                  • bi_scotti Re: moja mama 11.01.10, 23:21
                    meg303 napisała:

                    > Masz jakies pytania?

                    Ciagle to samo: co zrobisz gdy podobne trudnosci komunikacyjne
                    zaczniesz doswiadczac ze swoim zbuntowanym (?) badz zdepresjonowanym
                    (?) nastolatkiem/pre-nastolatkiem? Czlowiek z problemami "duszy"
                    jest tak samo bezbronny w kazdym wieku i tak samo potrzebuje
                    wsparcia, pomocy, troski, opieki, zaangazowania. To, ze starszy
                    czlowiek bywa meczaco "upierdliwy" w sytuacji, gdy jest mu zle, nie
                    zwalnia reszty rodziny z obowiazku dbania o osobe Z PROBLEMAMI.
                    Wiekszosc wypowiedzi sugeruje, ze te stare matki czy ojcowie
                    zchowuja sie jak sie zachowuja "na zlosc" reszcie swiata a
                    szczegolnie na zlosc wlasnym dzieciom. Jest to potwornie
                    krotkowzroczna i niesprawiedliwa obserwacja. Gdy chory na raka wije
                    sie z bolu nie zakladamy, ze robi to "na zlosc" rodzinie! Podobnie z
                    choroba duszy - inne objawy, ale bol ten sam, czasem straszniejszy,
                    bo tak malo-rozumiany ...
                    Starym, chorym na smutek i samotnosc ludziom MOZNA pomoc (nawet
                    czasem poczatkowo wbrew nim samym!), ale to wymaga od kazdego z nas
                    indywidualnie zobaczenia w tym "upierdliwym staruszku" wolajacego o
                    pomoc/cierpiacego drugiego czlowieka, ktory najczesciej umiera ze
                    strachu, ze ma juz tak malo czasu na chocby najmniejszy powod do
                    radosci, ktorego dostrzec sam nie potrafi ...
                    Starosc jest wyzwaniem dla jednostek i dla spoleczenstw; jak narazie
                    wiekszosc ludzi kiepsko sobie z tym wyzwaniem radzi sad
                    • echtom Re: moja mama 11.01.10, 23:43
                      > Starosc jest wyzwaniem dla jednostek i dla spoleczenstw; jak narazie wiekszosc ludzi kiepsko sobie z tym wyzwaniem radzi sad

                      Tak, przyznaję, że kiepsko sobie radzę. Wychowałam się w rodzinie nuklearnej z rodzicami starszymi o prawie 40 i 50 lat, którzy utrzymywali kontakty z krewnymi i znajomymi w ich wieku lub starszymi, więc na spotkaniach rodzinnych toczyły się rozmowy wyłącznie o chorobach i polityce. Bliższe relacje z rówieśnikami nawiązałam dopiero na studiach. Wymarzyłam sobie dom pełen życia - dzieci i zwierząt - i udało mi się go stworzyć. Nacieszyłam się nim przez kilka lat i znów wróciłam do "domu starców". I powiem szczerze, że rzygać mi się chce tą starością, która zdominowała całe moje życie, i mam doła, że uciekają mi ostatnie lata młodości, bo niedługo sama będę zgorzkniałą starą kobietą w pustym domu, bez przyjaciół, z którymi prawie nie utrzymuję kontaktów. Ile lat można żyć cudzą starością, zanim przyjdzie własna? Naprawdę wolałabym cieszyć się radosną młodością, którą powołałam do życia, swobodnie rozmawiać i śmiać się z własnymi dziećmi bez wysłuchiwania zgryźliwych uwag na ten temat, jeździć z nimi na wycieczki i robić inne fajne rzeczy, na które za kilka lat będzie za późno uncertain
                    • notting_hill Re: moja mama 11.01.10, 23:43
                      Bardzo to mądrze, bi_scotti napisałas, bo i mnie się takie myśli
                      odnosnie depresji starych ludzi cisną do głowy...
                      Ale Ty zdaje się nie mieszkasz w Polsce, prawda? To jakby wiele
                      tłumaczy.
                      Tak jest, myslę że starzy ludzie stanowią doskonały target dla
                      antydepresantów, tylko że problemem jest mentalność- samym seniorów,
                      bo nie "wypada" sobie tak na skróty "uprzyjemniać" zycia, dwa- ich
                      otoczenia, bo w starość kulturowo wpisany jest smutek i
                      cierpienie...
                      Tu w Polsce nie ma póki co zgody na takie fju- bździu, żeby jeszcze
                      emeryci weseli byli smile.
                      • echtom Re: moja mama 12.01.10, 08:28
                        Antydepresanty nie leczą egocentryzmu. Nawet w tej strasznej Polsce
                        są pogodni starzy ludzie, którzy żyją i dają żyć, a kiedy przychodzi
                        czas, przewracają się i umierają. Sama znałam takich osobiście i nie
                        ma to nic wspólnego z wiekiem i obiektywnym stanem zdrowia. Babcia
                        mojej przyjaciółki, staruszka chora na Parkinsona, do końca
                        bezinteresownie pomagała córce i wnuczce, choć nikt tego od niej nie
                        wymagał. Po prostu spełniała się w radosnym życiu dla najbliższych,
                        zamiast się cierpiętniczo "poświęcać", a na starość wystawiać
                        astronomiczne rachunki. Moja teściowa też taka jest - teraz poważnie
                        choruje i myśli głównie o tym, by sprawiać jak najmniej kłopotu
                        swojej rodzinie. A ja myślę o tym, jak się wyrwać na parę dni, żeby
                        ją odwiedzić, zanim będzie za późno. I ciarki mnie przechodzą na
                        myśl, jaki będzie straszny foch i obraza majestatu, że zostawiam
                        matkę, żeby jechać do obcej baby, do znienawidzonej konkurencji, z
                        którą ośmielam się wesoło i swobodnie rozmawiać przez telefon, bo to
                        przecież jak zdradzanie osoby, która powinna być w moim życiu
                        najważniejsza uncertain
                        • meg303 bi_scoti 12.01.10, 10:17
                          Jest pewna różnica między zbuntowanym nastolatkiem a starsza kobietą. Tego
                          pierwszego mozna sklonić, zmusić etc do leczenia. tego drugiego juz nie.
                          Mój brat zawodowo pomaga obcym ludziom, niestety nie jest w stanie pomóc własnej
                          matce. Po kilku latach prób odpuścił sobie, ja też.
                          Dodam, ze matka zawsze, tzn odkad pamietam( mam 40 lat) była toksyczna,
                          konfliktowa osobą. Nie stała się taka na starość.
                          A z moją siedemnastoletnia córka mam świetny kontakt, żadnych problemów. Może
                          dlatego, ze dałam jej to czego sama nigdy nie miałam, miłośc i akceptację.
                          • echtom Re: bi_scoti 12.01.10, 11:11
                            > Dodam, ze matka zawsze, tzn odkad pamietam( mam 40 lat) była
                            toksyczna, konfliktowa osobą. Nie stała się taka na starość.

                            To jest właśnie prawidłowość, której nie chcą przyjąć do wiadomości
                            szlachetni obrońcy staruszków. Rzadko się zdarza, że pogodna i
                            niekonfliktowa osoba staje się na starość "wampirem" niszczącym
                            rodzinę. Zazwyczaj albo była taka od zawsze, albo mniej lub bardziej
                            się maskowała, odrabiając pańszczyznę poświęcenia dla rodziny i
                            planując w duszy odwet. A na starość może sobie wreszcie na to
                            pozwolić.
                            • echtom PS 12.01.10, 11:23
                              I najgorsze, że przed "toksycznymi" nie ma ucieczki - najpierw
                              zatrują człowiekowi kilkadziesiąt lat życia, a potem zostawią z
                              dożywotnim poczuciem winy, podsycanym przez szlachetne osóbki w
                              rodzaju Protozoi czy Skanke. W realu też słyszałam teksty typu: "Nie
                              kłóć się z matką, bo jak w czasie kłótni dostanie zawału, będziesz
                              miała wyrzuty sumienia". Tak naprawdę to właśnie ci biedni,
                              schorowani staruszkowie są terrorystami bezwzględnie niszczącymi
                              życie bliskich, a ich rodziny bezbronnymi ofiarami pozbawionymi
                              możliwości jakiegokolwiek manewru.
                              • alinawk Re: PS 12.01.10, 12:18
                                I ciekawe też, że ten schorowany, wymagajacy ciepła, życzliwości
                                staruszek/staruszka ma siłę i ochotę ci tak dos.ać że doprowadza
                                cię do płaczu przez trzy dni sad . Ulubiony tekst mojej matki : a bo
                                ty się tak znęcasz nad tymi dziećmi...Znęcanie się owo polega na
                                tym, że od córki (lat 18) wymagam aby coś czasem pomogła w domu, co
                                moja matkę przejmuje zgrozą. Dla niej czas się zatrzymał: moja
                                córka to wciąż dzidziuś a ja powinnam byc robotem obsługujacym
                                wszystkich i mającym niespożyte siły.

                                • echtom Re: PS 12.01.10, 12:45
                                  Moja na odwrót - chciałaby mieć w domu cztery obsługujące ją roboty
                                  i ma pretensje, że za mało wymagam od dzieci. Wtedy przynajmniej
                                  mogę spokojnie i rzeczowo powiedzieć, że sama ode mnie niczego nie
                                  wymagała i niczego mnie nie nauczyła, więc niech teraz nie próbuje
                                  naprawiać na wnukach.
    • alabama8 Re: moja mama 12.01.10, 11:36
      Jak jej zabrakinie to będziesz sobie w brodę pluła, żeś wtedy na tej
      kanapie nie przysiadła ...
      • meg303 Re: moja mama 12.01.10, 11:44
        To przykre, ale kiedy jej zabraknie będe płakać. Ale z żalu za matka jakiej
        nigdy nie miałam.
        --
      • kawka74 Re: moja mama 12.01.10, 12:26
        Czyli na wszelki wypadek należy pozwalać rodzicom na wszystko i żyć pod ich dyktando, żeby uniknąć wyrzutów sumienia?
        To gdzie jest miejsce na własne życie? I kiedy? Po śmierci rodziców?
        • echtom Re: moja mama 12.01.10, 12:41
          > To gdzie jest miejsce na własne życie? I kiedy? Po śmierci
          rodziców?

          Po śmierci też nie ma, bo wtedy trzeba płakać i zagryzać się
          poczuciem winy, że się nie było wystarczająco czułą i troskliwą
          córką.
          • protozoa Re: moja mama 12.01.10, 12:48
            Też matka zzza grobu tego wymaga?
          • kawka74 Re: moja mama 12.01.10, 12:53
            Pięknie.
            Ja rozumiem, że szacunek i tak dalej, ale gdzieś muszą być granice ponoszonych kosztów. Zwłaszcza jeśli te koszta odbijają się dzieciom ciężką czkawką.
            • protozoa Re: moja mama 12.01.10, 12:59
              Nie muszą, to zależy od obu stron, mniemam, ze w większym stopniu od strony
              silniejszej.
        • protozoa Re: moja mama 12.01.10, 12:47
          Nikt nikomu nie każe żyć pod dyktando. I nikt nie powinien zyc pod niczyje
          dyktando - ani rodzice ani dzieci ani wnuki - bez względu na wiek. Rodzice bez
          względu na to czy maja 25 czy 85 lat nie powinni terroryzować dzieci zarówno
          tych 2-3 letnich jak i 50 letnich.
          Niestety, tak jest, że każdy wiek ma swoje prawa. Nigdy bym nie zostawiła
          płaczącego roczniaka, dwulatka i poszła sobie do kawiarni i nie migałabym się od
          zajęcia 85 letnia matka/babcią. Co nie oznacza, ze byłabym na każde skinienie.
          Wydaje mi się, ze te , niestety czekające na odejście matek, panie w swoim
          wytwornym towarzystwie kolegów z korporacji w życiu by nie przyznały się, że ta
          prosta kobiecina to ich matka. Tak, jesteście bardziej bywałe w świecie,
          wykształcone, znacie języki obce, dyskutujecie o filozofii egzystencjalnej itd,
          ale nie pamiętacie o swoich korzeniach.
          Matki zabrane ze swojego otoczenia, wyobcowane, nierzadko zaniedbane pod
          względem zdrowotnym, schorowane, samotne usiłują za wszelka cene zwrócić na
          siebie uwagę. To Wy wpychacie matki przed Bozym Narodzeniem do szpitala, zeby
          nie popsuły swoim wyglądem wystroju Waszego mieszkania, zeby nie daj Boze nie
          weszły w kapciach do salonu w obecności gości.
          To Wy nie odwiedzacie ich tygodniami zabiegane między wycieczką na Mauritius a
          kosmetyczką ( byłam na Mauritiusie, chadzam do kosmetyczki). To Wam nie
          przyjdzie do głowy, zeby porozmawiać o tym jak było kiedyś, iśc do parku, kupić
          modną bluzkę ( matce nie sobie, bo o sobie i dzieciach raczej nie zapominacie),
          ba nie wykupicie recept, nie przypilnujecie, żeby leki były zazywane zgodnie ze
          zleceniem i o czasie.
          Ględzący, starszy człowiek zwraca na siłe rozpaczliwie na sibie uwagę, ale
          bezskutecznie. Staje się więc samotny, złośliwy, niezyczliwy, bo tylko to mu
          zostało. Odrzucony i niekochany. Miłość może pojawić się na chwilke u notariusza
          - gdy matka - o ile cokolwiek ma- zechce sobie kupić na ostatnie lata życia
          miłość przekazując hektary, mieszkanie itd.
          Nie zaprzeczajcie, i tak nie uwierzę, że jesteście inne.
          Nie jestem osoba wierzącą - zawsze byłam zdeklarowana ateistką, ale pamiętam jak
          ktos kiedys powiedział, że Bóg człowiekowi wybaczy, człowiek człowiekowi
          wybaczy, ale los sie zemści. Zobaczycie za kilka lat.
          • kawka74 Re: moja mama 12.01.10, 12:55
            Ty po prostu jeszcze wielu rzeczy nie doświadczyłaś, stąd ta ignorancja.
            Dlatego pozwolę sobie te bzdury przemilczeć.
            • protozoa Re: moja mama 12.01.10, 13:00
              Zbyt długo pracuję i zbyt wiele mam kontaktów z ludźmi, zeby to co piszę było
              bzdurami. Widzę stosunek dzieci do starych, zniedołężniałych rodziców.
              • miedzymorze Re: moja mama 12.01.10, 13:05
                I zupełnie niesłusznie zakładasz, że to co widzisz co całokształt.

                pozdr,
                mi
              • kawka74 Re: moja mama 12.01.10, 13:07
                Widzisz, ale nie doświadczasz. Widzisz - co nie oznacza, że rozumiesz.
                Zakładasz z góry, że za obojętnym czy negatywnym stosunkiem do rodziców kryje się lenistwo, podłość i niewdzięczność dzieci, li i jedynie, co JEST bzdurą.
          • echtom Re: moja mama 12.01.10, 13:04
            Jesteś okrutna. Mieszkam ze swoją matką od 7,5 roku - nie
            zabrałam jej z jej otoczenia, tylko sama porzuciłam dla niej pracę i
            własne niezależne życie. Nie pracuję w korporacji, nie chodzę do
            kosmetyczki, nie byłam na Mauritiusie. Od kilku lat prawie nie
            przyjmuję gości. Poza tym moja matka nie jest "prostą kobieciną",
            tylko wykształconą, inteligentną kobietą, ale "prostej kobieciny"
            też bym się nie wstydziła, tak jak nie wstydzę się swojej teściowej,
            którą bardzo lubię i szanuję. Z natury jestem ludziom życzliwa, ale
            czytając takie podłe, okrutne słowa zaczynam Tobie życzyć, żeby los
            zwalił na Twoje wygodne, luksusowe życie ciężar, którego nie zdołasz
            usunąć ani aborcją ani eutanazją.
            • kawka74 Re: moja mama 12.01.10, 13:10
              Daj spokój.
              Wrzuć na luz.
              Nie warto.
              • echtom Re: moja mama 12.01.10, 13:17
                Masz rację, że nie warto, że to "tylko" forum, ale trudno mi zdobyć
                się na obojętność, gdy ktoś tak okrutnie drwi z mojego (i nie tylko
                mojego) dramatu.
                • protozoa Re: moja mama 12.01.10, 13:21
                  Dramatu? Jesli to taki dramat to przstań wogóle zajmowac się matką, zaproś
                  ślusarza, żeby założył zamek w Twoich drzwiach i....będzie dobrze. A dzień
                  śmierci Twojej matki niewątpliwie będzie Twoim pierwszym dniem wolności. To Ty
                  jednak jesteś okrutna.
                  • echtom Re: moja mama 12.01.10, 13:40
                    Skoro jesteś taka dobra, przyjedź i zajmij się moją mamą, żebym
                    mogła polecieć na ten Mauritius.
                    • echtom PS 12.01.10, 13:43
                      A jeszcze lepiej zabierz ją na dwa tygodnie do siebie, żebym mogła
                      się nacieszyć domem i rodziną.
                      • protozoa Re: PS 12.01.10, 13:48
                        To Twoja mama i jeśli sytuacja Cie przerasta to masz wyjście.
                  • aandzia43 Re: moja mama 12.01.10, 20:35
                    protozoa napisała:

                    > Dramatu? Jesli to taki dramat to przstań wogóle zajmowac się
                    matką, zaproś
                    > ślusarza, żeby założył zamek w Twoich drzwiach i....będzie dobrze.
                    A dzień
                    > śmierci Twojej matki niewątpliwie będzie Twoim pierwszym dniem
                    wolności. To Ty
                    > jednak jesteś okrutna.

                    Protozoa, czy to możliwe, że jesteś aż tak tępa?
                • kawka74 Re: moja mama 12.01.10, 13:31
                  Wiem, że trudno.
                  Nawet jeśli to tylko forum, taka ocena, wydana na podstawie własnej fantazji, a nie znajomości rzeczy z własnego podwórka, może boleć.
            • protozoa Re: moja mama 12.01.10, 13:19
              Nie, nie jestem okrutna. Jestem realistka mocno stąpająca po ziemi. Na swoje,
              mniema, że wygodne, życie zapracowalam sobie, nie biorąc na swoje barki tego
              czego nie chciałam dźwigać - stąd nie urodziłam w okolicach 40 urodzin kolejnego
              dziecka. Tu Cie boli? Bo mnie nie.
              Staram sie zachowywać proporcje między empatią a egoizmem.
              Dlaczego nie przyjmujesz gości? Matka Ci nie pozwala? Watpie, robisz to bo chcesz.
              Porzuciłas dla matki pracę? Watpię, zrobiłas to bo tak Ci było na rekę.
              Jeśli jasno postawi się granice, wciagnie starszych rodziców , czymś ich
              zainteresuje, sprawi, że poczują się potrzebni - konflikt jest mało prawdopodobny.
              Oprócz bardzo ciężkich stanów - ostatnie stadium choroby nowotworowej, stan po
              udarze, wypadku itd, nie ma powodu rezygnowania z własnego życia. Można dzielić
              się i uczuciami i czasem.
              • miedzymorze Re: moja mama 12.01.10, 13:25
                > Nie, nie jestem okrutna. Jestem realistka mocno stąpająca po ziemi. Na swoje,
                > mniema, że wygodne, życie zapracowalam sobie, nie biorąc na swoje barki tego
                > czego nie chciałam dźwigać - stąd nie urodziłam w okolicach 40 urodzin kolejneg
                > o

                Tym bardziej dziwne, że nie mozesz pojąć, że ktoś nie chce brać na barki dźwigania toksycznego rodzica.

                pozdr,
                mi
              • echtom Re: moja mama 12.01.10, 13:29
                > Tu Cie boli? Bo mnie nie.

                Mnie tym bardziej nie. Po prostu z takim życiorysem nie masz
                moralnego prawa pouczać ludzi, jak mają się poświęcać dla innych.
              • aandzia43 Re: moja mama 12.01.10, 20:50
                > Jeśli jasno postawi się granice, wciagnie starszych rodziców ,
                czymś ich
                > zainteresuje, sprawi, że poczują się potrzebni - konflikt jest
                mało prawdopodob
                > ny.

                Jasne, wytłumacz łagodnie schizofrenikowi, że te głosy i to potworne
                poczucie zagrożenia, to coś, co nie istnieje i że nic mu nie
                zagraża. A osobie w ciężkiej depresji, że swiat jest w gruncie
                rzeczy niezły i ma swoje dobre strony. A potem spróbuj wejść w
                zdrową, satysfakcjonującą obie strony relację z toksycznym,
                niedojrzałym pomimo metrykalnie słusznego wieku, człowiekiem.
                Wszystkie trzy posunięcia równie bezsensowne. Naczytałaś się
                Pollyanny i wydaje ci się, że na wszystkie nieszczęścia świata jest
                jedna, radosna recepta.
        • imasumak Terror telefoniczny 12.01.10, 12:47
          Kocham moją mamę, podziwiam ją, ale jednocześnie całe moje dorosłe życie zmagam się z jej potrzebą kontrolowania każdego mojego kroku.

          Oczywiście nie ma mowy o ani jednym dniu bez kontaktu telefonicznego. Jestem w stanie to zrozumieć, ale bywają takie dni, że moja mama musi mnie mieć na oku niemal całą dobę. Wczoraj np porozmawiałam z nią rano, potem po 17, potem zadzwoniła jeszcze po 20, myślałam, że to już koniec, ale nie, skąd - mąż gdy wrócił z pracy około o 23, przyniósł mi komórkę, którą nieopatrznie zostawiłam w korytarzu i nie słyszałam dzwonków. Było 11 nieodebranych połączeń, jak myślicie od kogo? Od mamy. Ponieważ było już bardzo późno, doszłam do wniosku, że nie będę oddzwaniać. Zadzwoniłam dzisiaj o 6 rano. Okazało się, że mama nie spała całą noc, bo była przekonana, że coś się stało. Gdy jej powiedziałam, że po prostu nie słyszałam telefonu, to powiedziała, że powinnam sprawdzać co jakiś czas, czy ona przypadkiem nie dzwoniła. Potem się obraziła uncertain.
          Moja mama jest aktywna zawodowo, ma swoje życie osobiste, swoje zainteresowania. Jednocześnie traktuje mnie, moją siostrę i swoje wnuki jak stadko, nad którymi musi mieć nadzór.
          Czasem to bywa zabawne, jednak najczęściej jest po prostu męczące.
          • protozoa Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 12:51
            Jestem po czterdziestce, mam dorosłe dzieci, męża, starszych, ale aktywnych
            zawodowo rodziców, wiekowa babcię. Kilka razy dziennie telefonujemy do siebie.
            Dzis gdy wracalam do domu po dyżurze mama zadzwoniła czy dojechałam bezpiecznie
            ( fatalna pogoda w Warszawie). I wiesz nie widze w tym nic złego.
            • burza4 Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 13:13
              ty nie widzisz - to nie znaczy, że dla każdego nie ma problemu.
              Eks teściowa dzwoni do córki parę razy dziennie i mimo ogromu miłości, córka
              rzyga tymi telefonami, tą potrzebą wiwisekcji, sprawozdań z tego co i o której
              jadła... naturalnie - to wszystko z dobrego serca, z troski, ale niektórzy
              zapominają że kota też można na śmierć zagłaskać.
              • protozoa Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 13:23
                Czas szybko biegnie. Niedługo nie będzie rzygać telefonami, zamilkna po smierci
                matki. Juz nigdy sie nie odezwie, nie będzie "zagłaskiwać".
                • agnzimka Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 13:29
                  Mądrzy rodzice pozwalają dziecku odejść z domu-co nie znaczy, że się nie interesują. Nie wychowuje się dzieci dla siebie, tylko dla świata.
                • triss_merigold6 Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 14:06
                  I niektórzy odetchną wtedy z ulgą.
                  W otoczeniu (znajomi, dalsza rodzina) widziałam 3 przypadki 90+
                  letnich staruszków z Alzheimerem, horror, wymóg opieki i czuwania
                  non stop. Jak w końcu umarli to rodziny zaczęły dochodzić do siebie.
            • imasumak Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 13:38
              protozoa napisała:

              I wiesz nie widze w tym nic złego.


              Ależ naturalnie. Ale to jest nieco inna sytuacja od tej, która miała miejsce
              wczoraj w moim przypadku.
            • lola211 Re: Terror telefoniczny 12.01.10, 22:33
              Lubisz tak? Prosze bardzo, wydzwaniajcie do siebie.

              Mnie jednakowoz do szalu doprowadza telefoniczny terror.Nieodebranie
              telefonu = tlumaczenie dlaczego.Np dlatego, ze bedac w aquaparku nie
              mam go przy d.pie.Albo zostawilam komóre w domu.Nie jestem do tego
              ustrojstwa przywiazana.No i co słysze? Ze gdyby zemdlała, cos jej
              sie stalo, to bym nawet o tym nie wiedziala.To jest normalne? I w
              dodatku mowi to osoba, ktora 50 lat zyla bez telefonu..

    • protozoa Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 13:42
      Krótka piłka - dom starców. Najlepiej prywatny prowadzony przez siostrzyczki.
      Jakieś 2-3 tys. miesięcznie i pewność, że max po roku matka/ojciec zejdą z tego
      świata. Cicho i bezboleśnie(?). Skończy sie dramat pisiadania sarych rodziców,
      ich narzekania i telefonów. A może jeszcze jakis spadek zostanie? Warto przedtem
      poradzic się notariusza.
      • meg303 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:16
        Kiedy będę stara poprosze sama o dom starców. Nie wychowałam swoich dzieci po
        to aby zmieniały mi pampersy
        Nasze dzieci choć przychodzą przez nas, nie należą do nas.
        A moja matka nie jest prosta kobieciną. Ma wyższe wykształcenie, była nauczycielką.
        • triss_merigold6 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:25
          Gdybym miała znaleźć się trwale w stanie warzywnym to jestem za
          eutanazją. W przypadku rozkwitu (odpukać) Alzheimera - eutanazja i
          mam nadzieję, że ktoś mi humanitarnie poda za dużą dawkę leków
          nasennych.
        • bi_scotti Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:40
          Poczytajcie rozne posty mlodych kobiet tu piszacych. O roznych
          sprawach ... Wiele to ksiazkowe przyklady problemow
          psychicznych/duchowych, z ktorymi wiele sie tu boryka czesto
          kompletnie nie zdajac sobie sprawy z tego, ze mozna im pomoc, ze ich
          odczucia/reakcje/opinie swiadcza o zachwianym balansie emocjonalnym.
          I te kobiety beda sie starzec i ktoregos dnia trudno juz bedzie
          znalezc to piewsze zrodlo ich "upierdliwosci" - tak tez i z tymi
          starymi matkami, ktore dzis siedza na kanapach i maja za zle. Przez
          lata, z roznych wzgledow, czuly sie
          niespelnione/niekochane/nieszczesliwe/niedocenione/przepracowane/
          olane/skrzywdzone ... jeszcze jakies tam. Wielokrotnie przez lata
          przyjmowaly wszystko, co zycie nioslo "na klate", zaciskaly zeby i
          dawaly z siebie wszystko. Wielokrotnie bez usmiechu, bez radosci, w
          poczuciu bycia koniem w kieracie, w pelni zarabiajac na
          etykietke "toksycznej matki". I tak dotrwaly starosci. Przez lata
          NIKT z rodziny tak naprawde nie pochylil sie nad nimi, bo niby
          dlaczego mialby to robic? Panuje w spoleczenstwie przekonanie, ze
          melancholia/depresja/smutek/poczucie krzywdy to FANABERIE, z ktorych
          kazdy "normalny" (?!) czlowiek jest w stanie (lub co najmniej
          powinien) wyciagnac sie sam za uszy. Nawet tu padaja argumenty
          typu "ja moge" czy "ja potrafie" choc przeciez kazdy sobie zdaje
          sprawe z tego, ze "ja to ja" a "ty to ty" i kazda z nas ma zupelnie
          inna wrazliwosc i inny makeup psychiki.
          Do czego zmierzam? A no glownie do tego, ze zyczliwosc wobec
          drugiego czlowieka, szczegolnie czlowieka w rodzinie wymaga czasem
          (czesto?) autentycznego zaangazowania, interwencji, wkroczenia z
          pomoca i nie ogladania sie na to, co bylo ani na to jak "powinno
          byc". Tak wiele potrafimy wybaczyc swoim dzieciom, tak wiele
          tlumaczymy wiekiem i kruchoscia tego wieku - jeszcze musimy sie
          nauczyc tego, ze dokladnie ta sama kruchosc wraca gdy czlowiek staje
          sie babcia czy dziadkiem ...
          Dom starcow? Kiedys tez mi sie to wydawalo takie "szlachetne" wobec
          moich wlasnych dzieci - nie beda sie musialy mna zajmowac, zmieniac
          mi pieluch i inne takie ... Ale to nie jest tak - mozliwosc opieki
          nad starym/chorym/niedoleznym/meczacym rodzicem czy dziadkiem to nie
          tylko naturalna kolej rzeczy ale tez i glebsze doznanie wlasnego
          czlowieczenstwa. Teraz juz wiem, ze ja moich dzieci nie chce
          pozbawic tej jeszcze jednej mozliwosci zrozumienia tego "czegos
          wiecej".
          A wszystko i tak sprowadza sie do najprostszego gestu zwyklej
          codziennej zyczliwosci czlowieka dla czlowieka ...
          • meg303 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:50
            No tak... problem sprowadza się do złych młodych kobiet i biednych,
            skrzywdzonych starych matek.
            Jeśli masz dzieci nastoletnie np, wyślij je jako wolontariuszy do hospicjum.
            niech poćwiczą, sprawdzą się przed ewentualnym testowaniem swojego człowieczeństwa.
            Tobie to tez oszczędzi rozczarowań.
            • wieczna-gosia Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:02
              Naprawde uwazasz ze hospicjum to jest wlasnie ta analogia? To sama
              sie tam przejdz. To jest zupelnie co innego. W pewnym sensie jest to
              trudniejsze tam sa nie tylko terminalne przypadki ale w wypadku ludzi
              starych tam samotnosc az krzyczy- co ja mowie WRZESZCZY. Samotnosc
              nieszczecie i niedola. Z drugiej strony- zamykasz dzrwi i wracasz do
              swojego swiata, majac swiadonosc ze o to zastapil cie ktos inny-
              zabierasz czesc tego cierpienia ze soba ale to zupelnie co innego.

              Spokojnie dawalam rade w hospicjum chociaz bylo ciezko. Na starosc
              mojej amy naloza sie wzajemnie pretensje, emocje, oczekiwania, cos
              czego nikt w hospicjum mi nie dal. I chociaz sie boje i nie wyobrazam
              sobie to jak najdluzej chcialabym dac rade.
        • derena33 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:49
          Wszyscy bedziemy kiedys starzy.

          I zycze milego pobytu w przyjemnych domach starcow, o ile was bedzie
          na nie stac.
          • meg303 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:54
            Widziałaś domy starców w Holandii?
            Może za 40, 45 lat kiedy będę stara u nas też takie będą.
            Życzmy sobie tego.
            • bi_scotti Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:09
              meg303 napisała:

              > Widziałaś domy starców w Holandii?
              > Może za 40, 45 lat kiedy będę stara u nas też takie będą.
              > Życzmy sobie tego.

              Obys nie wypowiedziala w zla godzine. Poziom "abuse" w senior homes
              w calym "cywilizowanym swiecie" jest tragicznie wysoki, naglasniane
              przypadki to czubek gory lodowej - starzy ludzie w domach starcow
              nie sa wartymi zainteresowania wyborcami, nie sa w stanie sie
              poskarzyc, nie ma sensu poprawiac ich warunkow, bo i tak umra ...
              Starszne to ale tak wlasnie to dziala. W Holandii, w Szwecji, w
              Kanadzie, w Stanach, w Niemczech. Sa wyjatki ale oddajac starego
              rodzica nie masz ZADNEGO POJECIA, co go w takim miejscu czeka.
              Powoli, powoli, bardzo powoli spoleczenstwa staja sie wrazliwsze na
              krzywde dzieci; krzywda starych ludzi musi jeszcze poczekac na swoj
              czas sad
              • meg303 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 10:37
                Teściowie mojej siostry mieszkali w holenderskim domu starców. wiele razy ich
                odwiedzałam, wiem jakie mieli tam warunki.
                Osobne mini mieszknie dla siebie, pielęgniarke na dzwonek, posiłki dostaczane
                do pokoju, fryzjer, manikiurzystka.
                Nie uwierzyłabym, gdybym nie zobaczyła na wlasne oczy.
                Oczywiście to kosztuje.
                • bi_scotti Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 17:03
                  meg303 napisała:

                  > Osobne mini mieszknie dla siebie, pielęgniarke na dzwonek,
                  posiłki dostaczane
                  > do pokoju, fryzjer, manikiurzystka.

                  To nie byl Senior Home tylko Independent Living - mowimy o dwoch
                  ZUPELNIE INNYCH sprawach.
                  Indpendent Living maja najczesciej 3 stages - nikt, kto ma/miewa do
                  czynienia z seniorami nie zyczylby sobie przejscia wszystkich 3 sad
                  Tak to niestety jest, ze dopoki jest sie relatywnie sprawnym
                  fizycznie i mentalnie MOZNA sie wielu rzeczy domagac i samemu o
                  siebie dbac. Problem z opieka zaczyna sie tam, gdzie masz do
                  czynienia z ludzmi niesprawnymi i na dodatek np. rzadko przez
                  rodzine odwiedzanymi. Pieniadze w tych ukladach naprawde nie maja
                  zadnego znaczenia, bo tzw. cywilizowanych krajach (np. moim) pewne
                  standardy i tak sa niby gwarantowane prawnie ale to sa standardy
                  odnosnie diety, czystosci itp. - CZULOSCI i CIEPLA nie da sie wpisac
                  w obowiazki zawodowe... Najlepsze rozwiazania sa tam, gdzie jest
                  duzo wolontariuszy ale takich miejsc jest malo. Za pieniadze to
                  ludzie robia od do, normalne. Szczesliwie np. w mojej prowincji
                  wszyscy uczniowie high schools musza odrobic 40 godzin wolontariatu
                  zeby moc graduate, wielu wybiera Senior Homes, bo jest ich troche i
                  np. te, ktore maja weteranow to dodatkowa "ciekawostka" dla
                  niektorych mlodych. Ciekawe, ze wielu mlodym latwiej jest sie
                  zajmowac OBCYMI staruszkami niz wlasnymi babciami czy dziadkami ...
                  Dziwnym stajemy sie spoleczenstwem.
                  • echtom Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 18:56
                    > Ciekawe, ze wielu mlodym latwiej jest sie
                    > zajmowac OBCYMI staruszkami niz wlasnymi babciami czy dziadkami ...
                    > Dziwnym stajemy sie spoleczenstwem.

                    To chyba łatwo rozumieć - odrabiasz 40 godzin i wracasz do swojego życia.
                    • myga Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 19:08
                      moze tez dlatego, ze obcy staruszkowie nie maja do nich pretensji ani
                      wymowek, nie probuja minapulowac poczuciem winy oraz brak zaangazowania
                      emocjonalnego?
          • kawka74 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 14:54
            Wszyscy bedziemy kiedys starzy

            Tylko czy to starość jako taka jest problemem?
            Raczej nie.
            • derena33 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:14
              Starosc, starosc, nie znam wesolych staruszkow, chociaz czasem
              bywaja pogodni.
              Niestety starosc najczesciej nie jest pogodna, bo choroby, czesto
              brak kasy na leki (np. koszty leczenia/lagodzenia alzheimera to
              okolo 600zl miesiecznie), ta depresja ktorej nikt nie chce przyjac
              do wiadomosci, klopoty z pamiecia, z wlasnym cialem i poczucie
              przemijania nie powoduja ze stary czlowiek staje sie optymista i
              trudno sie dziwic.
              Dlatego najlepiej starych ludzi odizolowac w domach starcow razem z
              innymi im podobnymi, by tam w getcie razem dokonywali zywota. a nie
              zeby psuli samopoczucie niedoleznoscia i upierdliwoscia swoim
              mlodym i zdrowym potomkom.
              • kawka74 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:30
                Naprawdę nie wszystkie zachowania starszych ludzi wynikają tylko z samego faktu starzenia i związanych z tym problemów. Nie tak rzadko są po prostu wynikiem takich, a nie innych cech charakteru, na przykład upodobania do rządzenia całą rodziną.
                Takie postrzeganie starszych ludzi, jakie prezentujesz, prowadzi do wniosku, że są to ludzie bez wad - a przecież jasne jest, że to nieprawda.
                • derena33 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:36
                  Wszyscy mamy wady,ktore najczesciej sie poglebiaja w starszym wieku,
                  dlatego na starosc trzeba szukac odpowiedniego do mozliwosci
                  finansowych domu starcow. Zeby skryc sie wstydliwie przed swiatem i
                  nie przeszkadzac swoja obecnoscia innym.
                  • protozoa Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:43
                    Szczerze i serdecznie Ci życzę, abys przez kilka lat skryła się wstydliwie przed
                    światem w domu starców. żebys była poniżana, żeby Toba pomiatano, zebys była
                    odarta z godności, zebys musiała prosic o zmiane podkładu, pampersa, żeby
                    rzucano Ci niejadalne jedzenie. Tak właśnie personel domow starców traktuje ludzi.
                    Macie, Ty i Twoje forumowe koleżanki, które są tak rozdrażnione staszymi
                    rodzicami - duże szanse. Wasze dzieci patrzą i biora przykład.
                    Po co macie zawadzac dzieciom w domu? Smierdzieć? Po co?
                    P.S. A swoją drogą w jakim wieku człowiek przestaje byc człowiekiem a staje sie
                    śmieciem?
                    • kawka74 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:52
                      Derenie33?
                      Toż macie zbieżne poglądy.
                      Mnie?
                      No cóż, jeśli Ci od tego lepiej, to bardzo się cieszę.
                    • derena33 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:57
                      Chyba nie zrozumialas mojej wypowiedzi moja droga Protozoo.
                    • burza4 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 16:05
                      protozoa, przestań tak się pluć dookoła, bo ci moherowy berecik z
                      tego zacietrzewienia spadnie. Pytia się znalazła od siedmiu boleści
                      • protozoa Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 15:15
                        Nie noszę moherowych berecików, mam wystarczająco bujną czuprynę.
                    • atra1 mały off top 12.01.10, 21:27
                      zaraz zaraz, wypisz wymaluj scenki z oddziałów położniczych. Plus
                      jeszcze komentarze od białego personelu, że "co ona wie" albo "mama
                      daj cycka"

                      ale tu juz pani protozoa powiedziałaby, że on ups się zdarza, i że
                      NIE WSZYSCY tacy, że tamto, że siamto


                      piszę to po to, żeby uzmysłowić jak wąskie i jednostronne p.
                      protozoa ma. Temat się zmieni na bliższy ciału i podejście zmieni
                      się też piorunem.
                  • kawka74 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:43
                    Tak jest, wszyscy mamy wady. Na przykład chętnie podcieramy sobie sumienia cudzym kosztem - bardzo popularna rozrywka na tym forum.
              • burza4 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:47
                A ja znam wesołych, i wcale nie są to osoby bez problemów, z dużymi
                emeryturami i żelaznym zdrowiem. Kwestia charakteru.

                Ostatnio z niedowierzaniem dowiedziałam się, że mama znajomego, jest
                grubo po 80tce. Babcia-dynamit, z poczuciem humoru, szalenie
                aktywna, otwarta na ludzi.
                • echtom Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 16:49
                  > A ja znam wesołych, i wcale nie są to osoby bez problemów, z dużymi
                  > emeryturami i żelaznym zdrowiem. Kwestia charakteru.

                  Jak wspomniana przeze mnie babcia przyjaciółki, z Parkinsonem i głodową renciną po mężu. Nie miała po prostu w życiowym biznesplanie opcji, że na starość stanie się dla córki ciężarem. Zawsze była niezwykle pracowita, uczynna i życzliwa ludziom i pozostała taka do 80. roku życia.
        • protozoa Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:45
          Moja babcia ma prawie 90 lat. Nikt nie zmienia jej pampersów, nikomu nawet przez
          mysl nie przeszło zaproponowanie jej domu starców. Ma zamiar doczekac
          praprawnuków. I ma szansę.
          • burza4 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 12.01.10, 15:52
            protozoa napisała:

            > Moja babcia ma prawie 90 lat. Nikt nie zmienia jej pampersów,
            nikomu nawet przez mysl nie przeszło zaproponowanie jej domu
            starców. Ma zamiar doczekac > praprawnuków. I ma szansę.

            Gratulacje. No i co z tego wynika?

            ja np. nie chciałabym doczekać 90 lat. Uważam taką długowieczność za
            przekleństwo.


            • meg303 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 10:23
              Rozmawiałam niedawno z panem 98 letnim. W świetnej kondycji psychicznej i
              fizycznej. Zapytałam o sposob na dozycie tak póznego wieku w dobrej formie. On
              na to, ze czuje sie w obecnym świecie " nie na miejscu", jego żona, znajomi,
              przyjaciele dawno umarli. Życie przestało go cieszyć.
              • echtom Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 10:38
                Przypomniałaś mi końcówkę filmu o Beryl Markham:
                "Zrealizowałam w życiu prawie wszystko, co zaplanowałam. Nie udało
                mi się tylko uciec przed starością - a to tak okropnie nudne."
                • joanna35 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 14:30
                  Od kiedy zaczyna się starość? Pytam, bo może dobrze by było dzień
                  wcześniej się powiesićsmile?
            • protozoa Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 15:14
              A my nie. Żyje w wielopokoleniowej rodzinie i pewnie dlatego rozumiem cos tam
              więcej.
              • aandzia43 Re:Do wszystkich umęczonych toksycznymi rodzicami 13.01.10, 20:09
                protozoa napisała:

                > A my nie. Żyje w wielopokoleniowej rodzinie i pewnie dlatego
                rozumiem cos tam
                > więcej.


                Też żyje w wielopokoleniowej rodzinie. Z zadbanymi przez młodsze
                pokolenie seniorami różnej maści: z upierdliwymi, egocentrycznymi,
                toksycznymi marudami i z pogodnymi, altruistycznymi radośniakami.
                Tak się złożyło, że te marudy cieszą się obiektywnie lepszym
                zdrowiem i powodów do zatruwania atmosfery mają mniej, niż
                schorowani i cierpiący, a zgodni altruiści. I śmiem twierdzić, że
                rozumiem niemało. I nie zamierzam dożyć pewnego wieku, a przede
                wszystkim pewnego stanu umysłowego i cielsnego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka