Obserwuję moją teściową i to co wyczynia dla swojego jedynego (póki co :

),
7.5 letniego wnuka i...nie rozumiem. Wiem, że można kochać, rozpieszczać, ale
to co ona robi to jest idiotyzm. Teściowa jest po operacji kręgosłupa, 2 dni
po powrocie do domu zadzwonił wnuczek a ona myślałam, że ze szczęścia zejdzie.
Rozwaliło mnie pytanie w stylu "a co chcesz jutro na obiadek jak do babci
przyjdziesz?" podczas gdy była niecały tydzień po operacji i miała leżeć i
dużo wypoczywać! On dla mnie traktuje teściową jak służkę "babcia zrób mi
naleśniki, kisiel, kluseczki itp" a ta od razu leci i robi, choć nieraz
żądanie pada o godz. 23-ej. Powiedzcie, czy babcie Waszych dzieci też się
zachowują jak służące wobec swoich wnuków? Słyszałam, że to normalne, bo
babcie tak mają, ale czy one naprawdę nie widzą że te dzieci nie szanują ich
przez to, tylko mają je za służące - tak jest w przypadku mojej teściowej?
Przed operacją teściowej było dokładnie tak samo, a jak np zwróciliśmy jej
uwagę, że on jest niedobry to oczy by wydłubała za niego. Zero szacunku do
samej siebie czy co?