triss_merigold6
04.02.10, 10:18
Przy okazji jakiejś rozmowy na tematy organizacyjne podzieliłam się
z eksem info o swoich prokreacyjnych planach do realizacji w
najbliższej przyszłości. Na zasadzie KOMUNIKATU a nie pytania o
zdanie/opinię.
Po paru dniach eks wystąpił ze spiczem, że obawia się, iż pojawienie
się nowego dziecka spowoduje, że potomek zejdzie na dalszy plan,
będzie zaniedbany, nieszczęśliwy, zaszkodzi mu to, a w ogóle skończy
się jak w reportażu interwencyjnym z "Uwagi", bo mój obecny partner
skrzywdzi dziecko.
Czy za obawami poszła propozyja większego czasowego zaangażowania
ojca w życie syna? Nie, qrde, skądże. Przy planowaniu wakacji prawie
się pobiliśmy, bo tatuś ma zamiar tylko tydzień urlopu poświęcić
dziecku.
Czy skorzystał z rad dotyczących poszukania artykułów, forów, porad
psychologów etc. dla rodziców w rodzinach rekonstruowanych,
rozwiedzionych etc.? Jasne, że nie, bo po co. Lepiej truć mi d...ę.
To jest cholerny brak szacunku. Zwerbalizowane oczekiwanie, że
zrezygnuję z planów prokreacyjnych, po to, żeby całkowicie i w pełni
skupić się na jedynym następcy tronu.
Koledze czy w ogóle znajomemu mężczyźnie w takiej sytuacji
rodzinnej, facet by nawet nie brzdąknął, że powinien - ze względu na
dobro i pierwszoplanowość jedynaka - zrezygnować z dzieci w nowym
związku.
Obawy o kasę i czy jedynakowi nie ubędzie standardu życia z powodu
rodzeństwa jeszcze bym zrozumiała ale takie jałowe smęcenie mnie
tylko wk....