Dodaj do ulubionych

dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców

14.03.10, 08:13
Witajcie!

Piszę sprowokowana przemyśleniami po niedawnym spotkaniu z
dzieciatymi przyjaciółmi. Przemyślenia dotyczą denerwującej mnie mody
na dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców.

BARDZO NIEDOBREJ I EGOISTYCZNEJ MODY, dodam bardzo mocno,
zniesmaczona swoimi obserwacjami.

Zapanował obowiązujący trend 'życia aktywnego' i 'aktywnego
rodzicielstwa'. Co on oznacza?

Że współczesna mama nie siedzi już zamknięta z dzieckiem w domu,
zyskała prawo do 'realizacji własnych potrzeb' i bycia 'szczęśliwą,
zrealizowaną zawodowo kobietą' zamiast skoncentrowaną na dziecku
Matką Polką. Zapanował przymmus utrzymania dotychczasowej aktywności
'dla dobra mamy i dziecka', mimo diametralnej zmiany sytuacji
życiowej.

Sporo rodziców uważa obecnie, że ' nie można zamykać się dla świata i
koncentrować tylko na dziecku' oraz 'przecież dziecko nie może nas
zdominować'. Panuje tendencja do 'oswajania dziecka z otoczeniem',
która polega na zabieraniu nieraz bardzo malutkich dzieci w ruchliwe,
pełne ludzi miejsca (galeria handlowa, koncerty, tłumne spotkania
towarzyskie) lub dalekie podróże (Egipt, Tunezja) - ludzie usiłują
przyzwyczaić dzieciaka do takiego funkcjonowania, by rodzice mogli
się spokojnie zabawić, zażyć rozrywki, oderwać się od spraw jedynie
niemowlęcych. Wprawdzie dziecka ma się również czasem dosyć, ale to
dążenie do dopasowania dziecka do niczym nie ograniczonego trybu
życia rodziców jest dla mnie strasznie niedojrzałe!
Dla mnie dziecko ogranicza dotychczasową swobodę i to bardzo. To w
mnie naturalne, bo centrum świata zaczyna zajmować człowiek, który ma
potrzeby kompletnie inne od mojego dotychczasowego stylu życia.
Dziecko ma prawo nie żyć tak szybko jak my z mężem i nie uczestniczyć
w lubianych przez nas intensywnych rozrywkach tego świata.
Przyjmuję to i zamierzam dostosować tryb życia do potrzeb malucha, a
nie odwrotnie.

W tej modzie na 'ciekawego świata, odważnego, oswojonego z ludźmi,
stymulowanego bodźcami malucha' nie ma tylko jednego: właśnie dziecka
z jego potrzebami. Są za to rodzice - wszechobecni, podpierający się
argumentami rodem z kolorowych pism, TV i wypowiedzi 'znanych i
lubianych', że dziecko nie może zakładać nam klepek na oczy ani
kajdanów.

A dlaczego dziecko nie może mieć potrzeb niezgodnych ze stylem życia
rodziców?

No po prostu mnie roznosi, kiedy widzę, jak dzieciątka znajomych są
męczone w imię 'aktywnego trybu życia rodziców'.
Jest np. coweekendowe wożenie kilkmiesięczniaka po galeriach
handlowych (zaznaczam - dla zabicia nudy, nie dla zarobienia po
prostu zakupów!), jeżdżenie z nim po całej Polsce niemal co drugi
weekend. 'No bo co się w końcu dziecku stanie? Nic przecież. Oswoi
się.' No nic się nie stanie, oprócz dezorientacji, zmęczenia
nadmiarem bodźców i przeraźliwego płaczu. Dziecko mówi 'mamo, tato -
ja nie chcę', ale nie ma prawa głosu, bo prawo głosu mają głównie
potrzeby rodziców.
Z niesmakiem obserwuje jak na spotkaniach towarzyskich rodzice
zmęczonego i marudnego niemowlaka, po kilku godzinach spotkania nie
wybierają się o 19.00, 20.00 do domu z uwagi na maluszka - o nie!
Jest próba usypiania dziecka w łóżku gospodarzy i rozczarowanie, że
maluch nie chce spać. W końcu zmęczony pada, a po godzinie zapłakany,
spocony i totalnie rozbity się budzi z płaczem protestu. I co wtedy?
No jak to co - przecież nie damy się zdominować - spróbujemy go
jeszcze a trochę uśpić. Szlag mnie wtedy trafia.

Zostanę mamą za ok. m-c i zamierzam po prostu szanować potrzeby
dziecka. Okazuje się to być mocno napiętnowane przez znajomych, mąż
jest buntowany. No w końcu moje podejście grozi, że mocno wypadniemy
z aktywnej wesołej paczki.

Bez bólu serca odsuwam moją potrzebę szaleństwa na windsurfingu,
zagranicznych wojaży i realizacji swoich zawodowych pasji i uznaję,
że mój maluch jest teraz najważniejszy. I jako malutkie dziecko, ma
po prostu prawo do zdrowego i regularnego trybu życia, do
oszczędzenia mu tysiąca wyjazdowych bodźców co weekend, do obecności
mamy i taty. No przecież nas nie ubędzie, jeśli nacieszymy się
rodzicielstwem.

Bawią mnie 'umoralniające gadki' znajomych:
Nie mów, że jak mały będzie miał 6 tygodni, to nie pojedziecie do
nowego domu X (300km) na parapetówę. My zabraliśmy tygodniowe
niemowlę nad morze 200km, przecież nie można się zamknąć w domu, nie
te czasy!

Ale czemu ty mówisz, że nie będziecie jeździć jak dotychczas na
weekendowe wypady. Nie jeden zorganizujemy, nie martw się - przecież
dziecko nie zamknie was w domu, nie szalej!

No co ty mówisz, że będzie dobrze jak w ogóle gdziekolwiek się
wybierzecie w pierwszym okresie! My się wybieraliśmy jak mała miała 2
m-ce i nic się jej nie stało. Nie panikuj, nie możesz dać się tak
zdominować.

Jestem w końcówce ciąży i słabo mi się robi, kiedy aktywni rodzice
usiłują mnie naprostować.

A może zamiast pseudoargumentów o prawie rodzica do samorealizacji, o
konieczności aktywności, o potrzebie stymulacji rozwoju dziecka bla
bla bla, ci rodzice mieli odwagę powiedzieć głośno:
UWAŻAMY, ŻE DZIECKO NIE MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ,
WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO NASZYCH POTRZEB.

smile
No ale to już jest już niepolityczne, prawda?

Spotykacie się z takimi rodzicami?
A może sami nimi jesteście? jeśli tak, to czego się obawiacie - jaką
część 'swobody życiowej' zabiera Wam Wasze dziecko?

Failte

Obserwuj wątek
    • aphoper1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 08:22
      U nas jest odwrotnie niż napisałaś. Ale czasem tęsknię za trochę aktywniejszym
      życiem, zwłaszcza że większość ciąży było zagrożenie i musiałam leżeć plackiem...
      Pomału jednak uczymy się, że możemy czasem zaprosić znajomych (choć wypraszamy o
      19), pojechać gdzieś z Małą itp. No ale ma już pół roczku...
    • monika3411 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 08:30
      Szczerze mówiąc nie spotkałam się z czymś takim. No ale ja nie udzielam się
      towarzysko, bo mam 6 miesięczną córeczkę i w związku z tym moje rozrywki
      ograniczyły się do spacerów po parku oraz do zakupów (takich codziennych)
      wieczorem w osiedlowym spożywczaku kiedy mogę wyskoczyć po nie bez córeczki. Nie
      jestem więc na bieżąco z trendami, czuję się szczęśliwa mogąc poświęcić córeczce
      każdą chwilę i nie tęskno mi za imprezami i innymi rozrywkami. Ostatnio
      zastanawiałam się czy wyjazd latem nad morze (Ania będzie miała 10 miesięcy) na
      tydzień - dwa nie byłby dla niej zbyt męczący i obciążający.
      • bubcia75 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 11.04.10, 10:51
        monika3411 napisała:

        >> zastanawiałam się czy wyjazd latem nad morze (Ania będzie miała
        10 miesięcy) na
        > tydzień - dwa nie byłby dla niej zbyt męczący i obciążający.

        Nic się nie martw. 10 miesięczne dziecko to nie noworodek, do już
        całkiem spore dziecko. Tylko trochę źle myslisz - im krótszy wyjazd,
        tym gorzej dla dziecka. Dziecko potrzebuje kilku dni, żeby się
        zaaklimatyzować w nowym klimacie, jeżeli mieszkasz daleko od morza.
        Pediatrzy zalecają, aby wakacyjny wyjazd trwał ze 3 tygodnie, wtedy
        dziecko najwięcej z niego skorzysta. Czasem jest to niemożliwe, ze
        względu na urlop, więc pojedź na minimum 2 tygodnie.
        Ja byłam w zeszłym roku z 3 miesięcznym dzieckiem nad morzem, a
        mieszkam w okolicy Warszawy. Dziecko wspaniale zniosło podróż,
        właściwie to ją przespało z przerwami na karmienie i przewinięcie) i
        nie było to żadne "dostosowywanie dziecka do moich potrzeb".
        Cudowne, morskie powietrze bardzo korzystnie wpływa na organizm
        dziecka. Mały dużo spał na spacerach, był radosny i mało marudził.
        Codziennie spędzaliśmy długie godziny na spacerach. Polecam Wam
        wyjazd przed sezonem, np. w 2 połowie czerwca, wtedy jest już
        ciepło, a nie ma tłumów na plaży. Te tłumy nad polskim morzem w
        sezonie mogą zepsuć wypoczynek.
    • justyska775577 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 08:45
      hm... ja to nawet wypraszam gości (jak ktoś wpadnie czasami) po 18 bo zaraz będzie kąpiel i niestety mam to gdzieś czy ktos się obrazi czy nie, my mamy swoje godziny , swoje rytuały i nic tego nie zmieni smile
      Synek ma 5 miesięcy i nawet nie byliśmy z nim u teściów bo mieszkają 500 km od nas i czekamy z tym do wakacji, kiedy będzie ciepło i kiedy będziemy mogli tam zostać przynajmniej tydzień aby nie przemęczać tymi wojażami maluszka...
      mam cudowną mamę także czasami wyskoczymy gdzieś z mężem smile

      różni są ludzie, cóż ja wolę mieć zdrowe, wyspane, zadowolone po wspólnej zabawie i zawsze uśmiechnięte dziecko smile

      nie daj się jakimś presją otoczenia, może Ci znajomi przestaną Was odwiedzać, cóż chyba nie wielka strata, napewno znajdziecie innych smile
      Pozdawiam

      <Maciuś kończy dziś 5 miesięcy! smile>
      • monnap Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 16:08
        Ja uwazam ze to co napisalas jest troszke naciagane. To, ze rodzice
        zabieraja dzieci na wycieczki, nie zawsze wiaze sie z placzem i
        ogromnym zmeczeniem. Moj syn uwielbia wychodzic i wyjezdzac. Owszem
        ograniczylismy nieco wyjazdy wlasnie ze wzgledu na dziecko, co nie
        znaczy ze w ogole mamy zamknac sie w domu i wywalac ludzi jak nas
        ktos odwiedza za pozno. Mozna poswiecac czas dziecku, ale nie dajmy
        sie zwariowac, a co z twoim zyciem? My jak idziemy gdzies na
        impreze, to bierzemy pod uwage to ze bedziemy musieli wczesniej
        wyjsc, zawsze tez mamy wozek i jak syn zasnie bez problemu to spi w
        wozku. Najlepiej byc elastycznym i dostosowac sie do sytuacji. Moze
        dziecko milo cie zadziwi i okaze sie ze wcale nie jest tak zle
        gdzies z nim wyjsc. Jak przychodza do nas znajomi, to przeciez mozna
        zachowywac sie ciszej, moj syn spi u siebie w pokoju, a my mamy czas
        na towarzystwo, nie wiem jak mialoby to czemus przeszkadzac. Ku
        twojemu zgorszeniu wyjezdzamy tez regularnie na dalekie wycieczki.
        Moj syn mial piec miesiecy jak kapal sie w oceanie i bardzo mu sie
        to podobalo. Na wyjazdach nie placze w ogole, wiec nie wiem skad
        masz takie wnioski, tym bardziej ze nie masz jeszcze wlasnego
        dziecka.Moze jak pobedziesz w domu sama przez pewien czas, to tez
        bedziesz miala ochote gdzies wyjsc i pobawic sie. Dziecko jest
        wazne,ale twoje samopoczucie rowniez.
        • sarling Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 17:34
          Większość dziewczyn napisała, ze złoty sposób to umiar.
          I bardzo się się z tym zgadzam.
          Szarpanie malucha, bez względu na jego potrzeby, a z uwzględnieniem
          wyłącznie swoich potrzb jest po prostu głupie.
          To trochę tak jakby dziecko było jednym z elementów lansu. "A, mam
          już odpicowane mieszkanko, to sobie jeszcze pokój dla bobaska
          strzelę, fajnie będzie".
          Ale poświecenie swojego czasu wyłącznie dla dziecka jest bardzo
          bardzo trudne, bez względu na miłość to tegoż.
          10 miesięcy z pierwszym dzieckiem nauczyło mnie, że okazjonalne
          wyjście do CH mnie nieco zresetuje, a dziecka nie zabije.
          Że dziecko świetnie znosi jazdę samochodem, jeśli nie ma się ambcji
          przejechania 500 km w 4 godziny.
          Że trzeba mieć świadomosć czekajacych mnie ograniczeń, ale
          macierzyństwo nie musi być równoznaczne z klatką.
          No i że wszystkie moje postanowienia przed rodzeniem dziecka
          były okazały się mglistym wspomnieniem tongue_out
    • maks_olo Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 08:49
      też jestem z dziećmi w domu
      czasem tęskno za jakimś wyjazdem, imprezą, ale nie żal mi życia smile
      zawsze chciałam mieć dzieci i wiedziałam, że to ja będę dla nich, a nie one dla
      mnie...
      jak starszy syn miał 3 miesiące, to pojechaliśmy z nim na tydzień urlopu, ale
      było to niedaleko domu, mieszkaliśmy w domku znajomych, synek miał swój wózek,
      swoje łóżeczko, rytm dnia się nie zmienił

      teraz kiedy chłopcy już podrośli, nadal staram się nie jeździć z nimi w dalekie
      podróże, czy po centrach handlowych - wiem, że nie jest to dla dzieci
      atrakcyjne, więc po co męczyć...

      jednym z plusów tego, że już nie jestem tak aktywna, jest docenienie czasu,
      który spędzam poza domem bez dzieci - zdarza się to raz na miesiąc, jak już
      dzieci śpią, a taki wypad gdzieś z Mężem jest naprawdę mile spędzony, a nie
      męczeniem dzieciaczków...

      ostatnio widziałam w centrum handlowym odwaloną mamuśkę z noworodkiem
      przewieszonym przez ramię!!! dziewczynka (bo cała na różowo) nie miała jeszcze
      nawet dobrze otwartych oczu... sad
    • aphoper1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 08:58
      Po chwili przemyślenia: jednak to nie jest tak, że nie mam swoich potrzeb i dla
      zdrowia psychicznego jednak staram się je realizować, także ku niezadowoleniu
      dziecka:
      - spokojna kawka przy forum ranowink
      - po uśpieniu (śpimy razem) wymykam się do kuchni pobyć z M, poczytać itp (jak
      się budzi, jest bardzo niezadowolona z tego faktu)
      - za 2 tyg jedziemy paręset km na Święta do mojej Rodziny
      - wróciłam na studia (choć tylko kilka godzin w tygodniu)...
    • blue_romka Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 09:08
      Dlaczego chcesz zrezygnować z windsurfingu? Zawiążesz miesięczniaka
      w chustę i na deskę! wink

      W pełni się zgadzam z Twoją opinią. Założyłam zbliżony wątek- Matka
      Polka.
      Pozdrawiam.
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 09:43
        Widziałam, już się tam wypowiedziałam.
        Pozdravka!

        Są jeszcze na świecie ludzie szanujący nie tylko siebie, ale przede
        wszystkim dziecko!
        Bo niedawno to już trochę w to zwątpiłam, rozglądajac się wokół.

        Failte
        • anouk.4 do failte 14.03.10, 10:41
          no i fajnie że masz swoje poglądy na macierzyństwo.
          ale mam prośbę , napisz po ok 2 miesiącach po urodzeniu jak cudowne jest
          "zamknięcie w domu z dzieckiem", a po pół roku od urodzenia, że nigdy przez 6
          miesięcy nie zdarzyło ci się dopasować sposobu spędzenia dnia do własnych
          potrzeb , a nie do schematu dnia niemowlaka.
          po prostu nalepszy jest złoty środek. jasne że dziecko staje się najważniejsze,
          ale naprawde nic mu się nie stanie jeśli sporadycznie (podkreślam raz na jakiś
          czas) trochę mu zmienimy schemat dnia i pójdzie spać o 21 a
          nie o 19. zresztą dużo zależy od temperamentu niemowlaka.
          pozdrawiam.
          mama dwojga
          • mimi_gda Re: do failte 14.03.10, 10:51
            Chciałam napisać to samosmile
          • ryokun do anouk.4 14.03.10, 11:31
            Ja napisze po 7 miesiacach- to ja dostosowalam sie do maluszka i
            jego potrzeb. Korona z glowy mi nie spadla, a dziecko mam radosne i
            zadowolone. Nie rozumiem co to znaczy " w zamknieciu"??? Moj synek
            ma kontakt z innymi dziecmi w podobnym wieku, z innymi ludzmi (nie
            tylko z najblizsza rodzina). Od samego poczatku nastawialam sie na
            bycie "mama", co wcale nie oznacza "niewolnika". Owszem na poczatku
            jest trudno bo trzeba sie calkowicie podporzadkowac nowemu czlonkowi
            rodziny, zmienic wiele nawykow ale obserwacja malenstwa podczas
            robienia wielu nowych postepow...bezcenne. To sie nazywa swiadome
            macierzynstwo.I kropka.
            • anouk.4 Re: do anouk.4 14.03.10, 13:17
              ryokun napisała:

              Nie rozumiem co to znaczy " w zamknieciu"???


              zacytowałam tylko założycielkę wątku, przeczytaj początek jej wypowiedzi, że
              jest teraz przymus , moda na aktywne rodzicielstwo, co oznacza że matka nie
              siedzi zamknięta w domu z dzieckiem.
              • thunder_storm Re: do anouk.4 14.03.10, 14:06
                zgadzam się całkowicie z anouk.4 ciekawa jestem co założycielka wątku powie za
                pół rokuwink ja myślę, że teraz to hormony jeszcze mieszają w głowie bo te całe
                historyjki są przekoloryzowane! Bo która kobieta w 7 dni po porodzie pojechała
                by nad morze? jak autorka wątku urodzi będzie wiedziała o czym mówię, a jednak w
                co tygodniowe wypady na zakupy do centrów handlowych też nie wierzę, bo przecież
                kogo na to stać? A jak stać to tacy na pewno nie zabierają dziecka ze sobą, a
                zostawiają z opiekunką! więc myślę, że każda z tych historii jest niestety
                podkoloryzowana pod wpływem hormonów! A autorka wątku zobaczy jeszcze sama jak
                cudownie wyjść z domu chociażby na kawę do znajomych, albo na 5 minut po bułki
                do sklepu samej bez dziecka, jaka to jest wycieczkasmile i jak się poczuje jak jej
                ktoś powie, że ma siedzieć w domu zamknięta! Wszystko widzi się później w innych
                barwach niestetysad a jak jeszcze dochodzą jakieś problemy z dzieckiem tak jak u
                nas np wnm to kobieta marzy o jakimś wyjściu bo czuję, że wariuję z ciągłego
                zamartwiania się w samotności o rozwój dziecka, a tata po pewnym czasie nie
                wystarczy do pocieszania. I dziecko też nie jest szczęśliwe czując nieszczęśliwą
                mamę.
                • ryokun "ciekawe co powie autorka postu za..." 15.03.10, 00:58
                  2, 5,10 miesiecy, za rok czy 2...?A moze powie, ze kocha swoje
                  dziecko???Przedstawiacie macierzynstwo w niezbyt korzystnych
                  kolorach. Pewnie zaraz zostane zlinczowana ale uwazam, ze jesli
                  swiadomie planuje sie dziecko to raczej nie traktuje sie opieki nad
                  nim jako kary. Pojawiaja sie komentarze, ze tego a tego nie bedzie
                  wolno zrobic. Wyjscie na kawe ze znajoma czy kapiel w wannie to
                  luksus...bzdury. Owszem z pewnych przyjemnosci na poczatku trzeba
                  zrezygnowac bo w koncu rodzice sa dla dziecka ale przy dobrej
                  organizacji z mezem czy rodzina takie wyscie na kawke jest zawsze
                  mozliwe. Ze swojego doswiadczenia powiem, ze tylko brakuje mi wyjsc
                  z mezem do kina ale codziennie wynagradza mi to usmiech naszego
                  synka. Moze jestem troche w bardziej komfortowej sytuacji bo
                  malenstwo od poczatku bylo spokojne, zasypia sam od 4 miesiaca i
                  przesypia noc az do 7-7:30 rano. Potrafi sam sie zajac ale mnie
                  sprawiaja przyjemnosc dlugie zabawy podczas ktorych moge obserwowac
                  i cieszyc sie z postepow synka. Dodam, ze studiuje w domu
                  (po "dogadaniu sie" z uczelnia tylko 1 dzien w tygodniu mam
                  zajecia). Spotykam sie ze znajomymi gdy mam zastepstwo meza ale
                  najczesciej to nas odwiedzaja. Mozna?Oczywiscie, ze tak. Jezeli
                  komus "przeszkadza" dziecko w wycieczkach po calym swiecie,
                  wspinaczce wysokogorskiej czy robieniu kariery zawodowej to chyba
                  powinien zweryfikowac swoje priorytety. Moze lepiej oszczedzic sobie
                  i malenstwu tych wszystkich "wyrzeczen" i zrezygnowac z posiadania
                  dziecka.

                  P.S.Jak widac czas na forum tez jakims cudem sie znajduje.

                  • aphoper1 Re: "ciekawe co powie autorka postu za..." 15.03.10, 07:15
                    Dzieci są różne. Moja nie sypia prawie wcale w ciągu dnia (wczoraj np. 10 minut
                    na spacerze), a w nocy budzi się co 1-2h. I jest to bardzo trudne, choć jest
                    wyczekana, wywalczona, wyleżana wiele miesięcy w szpitalu i kochana najbardziej
                    na świecie.
                    I czasem idzie zwariować, ale i tak jest pięknie. Tylko fakt, że ja potrzebuję
                    trochę dorosłych też pooglądać czasem...
                  • thunder_storm Re: "ciekawe co powie autorka postu za..." 15.03.10, 14:00
                    ryokun napisała:

                    > 2, 5,10 miesiecy, za rok czy 2...?A moze powie, ze kocha swoje
                    > dziecko???

                    oczywiście że tak, jak i każda mama! Ale nas interesuję czy powie, że kobieta
                    która urodziła dziecko nie ma prawa do spotkań towarzyskich, do wypadu na zakupy
                    czy wyjazdu na wakacje. I czy faktycznie odpowiada jej siedzenie zamkniętej
                    samej
                    w domu w imię tego, że niby dziecko zmęczą znajomi, czy rodzina którzy
                    przyjdą w goście na kawę.



                    Przedstawiacie macierzynstwo w niezbyt korzystnych
                    > kolorach. Pewnie zaraz zostane zlinczowana ale uwazam, ze jesli
                    > swiadomie planuje sie dziecko to raczej nie traktuje sie opieki nad
                    > nim jako kary.

                    ale przepraszam kto tak napisał? to jest czysta nadinterpretacja! Czy
                    napisanie, że kobieta która siedzi cały czas w domu ma ochotę pogadać z ludźmi,
                    zrobić coś innego niż na co dzień jest równoznaczne z tym, że czas z dzieckiem
                    jest karą?


                    Pojawiaja sie komentarze, ze tego a tego nie bedzie
                    > wolno zrobic. Wyjscie na kawe ze znajoma czy kapiel w wannie to
                    > luksus...bzdury.

                    to nie są żadne bzdury! kąpiel w samotności to luksus i to wielki jak ja miałam
                    dziecko z kolkami z WNM nie było mowy o żadnej kąpieli w spokoju, a o kawie ze
                    znajomą to już zupełnie nie było mowy, co nie oznacza, że marzyłam o chwili
                    spokoju, o oderwaniu się od rzeczywistości i jak już kolki się skończyły
                    dlaczego mieliśmy odmówić sobie wyjścia na imprezę pierwszych urodzin córki
                    przyjaciółki? oczywiście była to impreza dla dzieci, ale nie można mówić, że
                    moje wówczas 4 miesięczne dziecko coś skorzystało, tylko głownie my ponieważ
                    było to coś innego niż na co dzień.


                    Owszem z pewnych przyjemnosci na poczatku trzeba
                    > zrezygnowac bo w koncu rodzice sa dla dziecka ale przy dobrej
                    > organizacji z mezem czy rodzina takie wyscie na kawke jest zawsze
                    > mozliwe.

                    No właśnie według autorki wątku dobra matka która urodziła dziecko powinna się
                    zamknąć w domu i nie myśleć o przyjemnościach dla siebie w ogóle, a całkowicie
                    poświęcić się dziecku, dlatego piszemy, że ciekawe jesteśmy co powie jak
                    zasmakuję już tej samotności, ciągłego zmęczenia itd


                    Ze swojego doswiadczenia powiem, ze tylko brakuje mi wyjsc
                    > z mezem do kina ale codziennie wynagradza mi to usmiech naszego
                    > synka. Moze jestem troche w bardziej komfortowej sytuacji bo
                    > malenstwo od poczatku bylo spokojne, zasypia sam od 4 miesiaca i
                    > przesypia noc az do 7-7:30 rano. Potrafi sam sie zajac ale mnie
                    > sprawiaja przyjemnosc dlugie zabawy podczas ktorych moge obserwowac
                    > i cieszyc sie z postepow synka.

                    a komu nie sprawia to przyjemności? przecież to, że chce się pobyć z ludźmi nie
                    oznacza, że dziecko nas nie cieszy!


                    Dodam, ze studiuje w domu
                    > (po "dogadaniu sie" z uczelnia tylko 1 dzien w tygodniu mam
                    > zajecia). Spotykam sie ze znajomymi gdy mam zastepstwo meza ale
                    > najczesciej to nas odwiedzaja. Mozna?Oczywiscie, ze tak.

                    no właśnie według autorki wątku powinnaś siedzieć w domu skupiona tylko na
                    dziecku a nie na studiach czy wychodzić do znajomych.


                    Jezeli
                    > komus "przeszkadza" dziecko w wycieczkach po calym swiecie,
                    > wspinaczce wysokogorskiej czy robieniu kariery zawodowej to chyba
                    > powinien zweryfikowac swoje priorytety. Moze lepiej oszczedzic sobie
                    > i malenstwu tych wszystkich "wyrzeczen" i zrezygnowac z posiadania
                    > dziecka.
                    >
                    > P.S.Jak widac czas na forum tez jakims cudem sie znajduje.
                    >


                    to wszystko co napisałaś jest poplątane z pomieszanym.
            • failte Re: do anouk.4 16.03.10, 23:55
              Piszę w tym wątku właśnie o tym, że nie widzę w zachowaniu znajomych
              właśnie tego "bycia mamą" czy "bycia rodzicem".
              Zamiast tego widzę "bycie lekkoduchem", który udaje, że dziecko jest
              jedynie towarzyszem dorosłych rozrywek (do określenia tychże osób
              używam etykietki "rodzic aktywny") - to mnie właśnie oburza.
              Piszę też o tym, że "bycie lekkoduchem" , jako nowa moda, stoi w
              opozycji do bycia "matka poświęcającą wszystko".

              Od samego poczatku nastawialam sie na bycie "mama", co wcale nie
              oznacza "niewolnika".

              ryokun, o tego typu ZJAWISKA, o to PODEJŚCIE mi właśnie chodzi!
              Napisałaś o 'byciu mamą" w opozycji do "bycia niewolnikiem".
              Sama piszę o trzecim sposobie na dziecko - "byciu lekkoduchem"
              (etykietka: "rodzic aktywny"). Piszę o doginaniu dziecka do niczym
              nie ograniczanych potrzeb własnych.
              Obserwowani rodzice realizują swoje potrzeby równocześnie pomijając /
              pogwałcając / ignorując naturalne potrzeby dziecka. Dzieje się to
              nagminnie, a nie sporadycznie. Jest to stałe postępowanie, a nie
              jednorazowe zdarzenie.

              O to chodziło w tym niezrozumianym przez wiele osób wątku.
              ryokun, dzięki za ten głos.
              • thunder_storm Re: do anouk.4 17.03.10, 07:20
                słuchaj po pierwsze to co opisałaś, rozumiejąc to dosłownie, przecież ociera się o patologię, więc sorry ale nazwanie tego jako rodzić aktywny jest nieporozumieniem! Ja Ci powiem tak, że czytając to co opisałaś tzn chodzenie z dzieckiem na koncerty, na co weekendowe imprezy i nie wychodzenie z nich pomimo zmęczenia dziecka, co weekendowe wyprawy do C.H. to brzmi tak nieprawdopodobnie, że ja osobiście podzieliłam to przez 10 i w ten sposób wyszedł mi normalny rodzic, który od czasu do czasu też chciałby zadbać o swoje potrzeby, przyjemności itp. Powiem Cie również, że pomimo tego, że jestem bardzo młodą osobą, mam młodych znajomych którzy też posiadają dzieci i nikt nie zachowuję się tak jak tu opisałaś swoich znajomych, naprawdę wiele widziałam, o wiele rodzin patologicznych się otarłam, dlatego tak ciężko mi w to uwierzyć! Naprawdę nie wiem w jakim to towarzystwie się obracasz, ale ja mając naprawdę szerokie grono znajomych nie znam ani jednej takiej rodziny! I podejrzewam, że większość osób które się tu wypowiadały po prostu też ciężko im było uwierzyć w te historie.

    • 18_lipcowa1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 09:59
      Dziecko dopasowało się do naszego trybu życia, ale jest on dość
      spokojny.
    • walasia1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 10:07
      A mi się wydaje, ze jak zwykle prawda leży po środku. My zabieraliśmy mała do
      centrów handlowych lub w odwiedziny od samego początku, ale staraliśmy się
      pilnować jej rytuałów. Czasem karmienie wypadało na parkingu w samochodzie wink
      Zdarzało mi się nocować u rodziny. Tam tez pilnowaliśmy rytuałów (kąpiel lub
      mycie o odpowiedniej porze, usypanie). Chyba to wszystko zależy od dziecka,
      nasza znosiła to bardzo dobrze (im mniejsza tym lepiej - teraz trochę gorzej).
      Za to źle znosi długie podróże. Niestety musieliśmy z nią jechać wyrobić
      paszport do konsulatu ... Mieszkamy tu sami i nie możemy jej z kimś zostawić ...
      Podróż około 1,5 h ale dużo czasu na miejscu .. czekanie, powrót zakończył się
      ryczącym dzieckiem (którego nie można było w żaden sposób uspokoić). Dzięki temu
      po prostu przekonaliśmy się, że na podróż autem do Polski musimy jeszcze sporo
      poczekać, bo dziecko to nie dorosły i nie wyrobi wielu godzin wpięte w fotelu.

      A co do wyjazdów i wczasów ... też zależy jak dziecko znosi zmianę miejsca ..
      może to kwestia przyzwyczajenia albo dziecka ...
      • poznanianka77 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 10:20
        Myslę, że wszystko trzeba umieć wypośrodkować. Szanuję swoje dziecko
        i nie ciagam ze soba na głosne koncerty, na wyjścia do znajomych do
        późnej nocy, ale od początku nie mam stałego, dziennego rytuału i
        mojej córce to nie przeszkadza. Mam starszego 13-letniego syna,
        który jest dzieckiem niepełnosprawnym. I nie jestem w stanie trzymać
        się stałych godzin codziennie, bo jednego dnia ma więcej
        rehabilitacji, innego ma wizytę u 3 lekarzy (na którą czekałam
        czasami pół roku, więc nie przełożę, bo córka ma czas drzemki-
        pakuję ją w chustę, syna w wózek inwalidzki i idziemy) Tu gdzie
        mieszkam nie mam innej rodziny, mąż wraca koło 17 więc lekarze i
        rehabilitacja są na mojej głowie. Musiałam zabrać 2 miesięczną
        córeczkę w długa podróż, jechalismy na kontrolne badania w Centrum
        Zdrowia Dziecka na które czekałam rok. Miałam dwa wyjścia odstawić
        na tydzień od piersi i poprosić kogos z rodziny, żeby przyjechał do
        nas się nią zająć albo zapakowac ze sobą.
        • magnefar Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 10:31
          Jak miałam 6 miesięcy (w latach 80tych) byłam z dziadkami nad morzem (u rodziny)
          cały tydzień. Wiem tylko z opowieści, że wytrzymałam podróż pociągiem bez
          problemu, nawdychałam się jodu i przez pól roku nie chorowałam - a byłam bardzo
          chorowitym dzieckiem.
          Nie wiem czy sama oddałabym moje 6miesięczne dziecko pod opiekę moich rodziców
          na tydzień + 600 km podróży... Jednak wtedy to się sprawdziło i nie osądzam
          rodziców że byli nieodpowiedzialni, ponieważ każdemu ten wyjazd wyszedł na dobre...
          • laura801 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 10:54
            należy znaleźć złoty środek, aby twoje potrzeby były zaspokojone i dziecka. U
            mnie znajomi nie są wypraszani, kąpie dziecko, usypiam i dalej gadamy, tatuś
            zostaje z gośćmi, albo na odwrót. Zabieramy dzieci na wakacje, ale jak nad
            morze, to gdzieś najbliżej nas, aby skrócić maksymalnie podroż. Po centrach
            handlowych nie chodzimy, pewnie dlatego, że nie lubię.
            Nie zabieramy dzieci w bardzo długie podróże, na większe zakupy, w głośne
            miejsca. Wydaje mi się, że staramy się robić to co lubimy, ale uwzględniając
            potrzeby dzieci.
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 00:20
        ale staraliśmy się pilnować jej rytuałów
        Zjawisko które opisuję polega na ignorowaniu rytuałów, jeśli tylko
        krzyżują plany rodzicom.

        czekanie, powrót zakończył się ryczącym dzieckiem (którego nie
        można było w żaden sposób uspokoić).

        Osoby usiłujące mnie 'naprostować' o których napisałam powiedziałyby
        Ci: "To trzeba je było przetrzymać. Zmęczy się i zaśnie. Nie możesz
        się przecież dać uwiązać!"

        "na podróż autem do Polski musimy jeszcze sporo poczekać, bo
        dziecko to nie dorosły i nie wyrobi wielu godzin wpięte w fotelu
        "
        Na takie stwierdzenia od "rodzica aktywnego" jakiego próbowałam
        opisać usłyszałabyś: "Ale co ty opowiadasz! Wszystkie dzieci super
        znoszą podróże! Śpi w foteliku, nie marudzi, raz-dwa robisz w nocy
        450km i jesteś nad morzem!". Albo uraczyliby Cie opowieścią o
        tygodniowym maluchu jadącym nad morze. smile
    • miska_malcova Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 10:49
      failte, w zasadzie spokojnie mogę się z Tobą spokojnie zgodzić smile

      Mój syn, jego spokój, dobre samopoczucie i zdrowie jest dla mnie najważniejsze.

      Ma niespełna 3 miesiące, ale nie chodzę z nim do hipermarketu czy galerii
      handlowej. Zakupy robi mąż, a ja z małym zostaję w domu - nie jestem mu
      potrzebna na zakupach, sam świetnie sobie poradzi ze sporządzoną listą zakupów.
      Jak musieliśmy jechać do galerii na zakupy, to nakarmiliśmy małego, zostawiliśmy
      go z babcią i wróciliśmy na następne karmienie smile Do galerii "dla sportu" czy
      zabicia czasu nie jeździmy, wolimy jechać na spacer do Lasku Wolskiego.
      Większość zakupów (bielizna, kosmetyki) robię przez Internet, bo nie znoszę
      biegać po sklepach.

      Spędy rodzinne celem "oglądania dziecka" ograniczyłam do niezbędnego minimum, a
      pierwsi goście (oprócz babć) pojawili się dopiero 2 tygodnie po naszym powrocie
      ze szpitala.

      Prowadzimy dość spokojne życie, więc knajpy, koncerty, restauracje nas akurat
      nie interesują. Podróże... Hm, jak będzie starszy. Póki co latem pojedziemy w
      Tatry pochodzić po dolinkach, ale będzie miał już 7 miesięcy.

      Umoralniające gadki mam w głębokim poważaniu. Robię to, co uważam za słuszne.
      Pierwszy atak umoralniających gadek musiałam odeprzeć na imieninach u teściowej,
      gdzie zaatakowano mnie mądrościami: "nie noś go, bo się przyzwyczai", "nie chodź
      na spacery, bo się zaziębi", "nie dawaj smoczka, bo nie będzie chciało jeść".

      A w kwestii samorealizacji... Czasu i sił mam na to mało, dozuję sobie zajęcia i
      jestem zadowolona. Zaczęłam powtarzać angielski, wróciłam do moich "papierowych
      dłubanek", czyli do robienia kartek i zaproszeń. Do pracy wracam dopiero w
      lipcu, czyli będę z małym w domu 7 miesięcy, a potem zamierzam pracować w domu.

      Robię swoje!
    • 1.tulipanna Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 10:57
      mam 2mc córkę, małego wrażliwca
      mała jest spokojna, dużo śpi, sama zasypia,ale jedncześnie jest
      małym niewolnikiem rytuałówsmile, jakiekolwiek zmiany w otoczeniu,
      odstępstwa od schematu (stała godzina spaceru, kąpieli, snu) zle na
      nią działają, staje się płaczliwa, podenerwowana
      jest jeszcze zbyt mała na spotkania towarzyskie czy dalekie wyjazdy
      jak byłam w ciąży byłam przekonana, że latem wyjedziemy z nią na
      fajne dalekie wakacje
      no ale wtedy mało o dzieciach wiedziałam
      dostosowuję się do potrzeb mojego dziecka, niech poznaje świat
      powoli, w swoim tempie, ma na to jeszcze duuużo czasu
      • penguin33 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 11:32
        Nie dajmy się zwariować! Wszystko jest ok w granicach rozsądku,
        żadne ekstremum nie służy nikomu. Ja nie wyobrażam sobie siedzieć z
        dzieckiem tylko w domu, ale też nie ciągam dziecka po centrach
        handlowych godzinami. Z pierwszym dzieckiem na pierwszy wyjazd
        pojechaliśmy jak miała 5 miesięcy, za granicę jak miała 7 miesięcy -
        dziecko w nosidle, a my na zmianę probowaliśmy się uczyć
        windsurfingu, na drzemki wracaliśmy do hotelu. Regularnie od 6.
        miesiąca życia jeździliśmy na konie - zamienialiśmy się opieką nad
        dzieckiem. Nie zauwazyłam, zeby moje dziecko było z powodu tych
        atrakcji poszkodowane w jakikolwiek sposób, wręcz przeciwnie, po
        każdym wyjeździe widziałam wyraźny rozwój małej, na plus. Teraz ma 3
        lata i uwielbia gdzieś wyjść, wyjechać, coś fajnego zrobić, i to
        mnie cieszy. Bo aktywne w miarę możliwości życie rodziców uczy też
        dziecka aktywności i ciekawości świata.
    • chococino Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 11:50
      Bardzo mądry i wyważony tekst. Podpisuje się pod nim obiema rękami i nogami.
    • pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 14:30
      Ja nie czuję takiej presji o której piszesz ani nie mam takich
      znajomych... Jako 30tolatka już się sporo w życiu wybawiłam i
      wyimprezowałam a twoje opisy pasują mi do nastoletnich rodziców dla
      których celem życia jest dobra impreza.
      Uważam z resztą, że nie ma nic złego w ciąganiu dziecka nawet do
      centrów handlowych czy na wakacje o ile dziecko dobrze to toleruje i
      nie powoduje to u niego płaczu. To czemu nie?

      Wg mnie trzeba się do siebie wzajemnie dostosować. Ani bezwzględne
      dostosowanie rodzica do dziecka ani dziecka do rodzica nie jest
      dobre. W pierwszym przypadku cierpią bowiem rodzice zatracając
      całkowicie siebie a w drugim dziecko, którego potrzeby nie są
      realizowane. Jak ktoś napisał wyżej - trzeba znaleźć złoty środek.
    • syswia chrzanisz okrutnie 14.03.10, 17:02
      Chrzanisz jak rozhisteryzowana panienka, co to nie ma doswiadczenia,
      ale wie najlepiej. Nie wszystkie kobiety maja potrzebe calkowitego i
      bezwarunkowego poswiecenia sie dziecku, nawet jesli powolaly je na
      swiat z miloscia. Niektore maja, ale rewiduja swoje poglady z
      roznych wzgledow. Inne maja i ich nie rewiduja, bo realizuja sie
      wyjacznie jako matki i panie domu.

      Zyj i daj zyc innym bez egzaltowanego moralizatorstwa. A, i napisz
      za 5 miesiecy, czy jestes bezwarunkowo szczesliwa i nigdy nie
      doswiadczylas frustracji z powodu zajmowania sie WYLACZNIE
      dzieckiem. Napisz tez jakie sa Twoje relacje z malzonkiem/partnerem,
      jak on sie na to wszystko zapatruje i jakie sa Twoje relacje z
      rodzina i ze znajomymi.

      Swiat nie jest zero-jedynkowy. Nie ma jednego jedynie slusznego
      modelu macierzynstwa, tak samo jak nie ma dwoch dokladnie takich
      samych kobiet i dwojga dokladnie takich samych dzieci.

      I tak jest pieknie.

      Zycze szczesliwego macierzynstwa.

      Matka aktywna.
      • rulsanka Re: chrzanisz okrutnie 14.03.10, 21:02
        Podpisuję się obiema rękami. Żyj i daj żyć innym. Są różni rodzice i różne
        dzieci. Najważniejsze, żeby ślepo nie naśladować innych, bo wtedy mamy "Matki
        Polki" "matki aktywne", "karmiące piersią" itp. Jeżeli będziesz postępować
        zgodnie z własną intuicją i harmonijnie reagować na potrzeby dziecka, to będzie
        dobrze, w podróży, czy w domu. Jestem zdecydowanie przeciwna temu, by mama
        poświęcała cały czas dziecku o ile sama tego nie chce. Nawet noworodka można i
        powinno się zostawić z tatą. Sfrustrowana matka i odstawiony na boczny tor
        ojciec to recepta na katastrofę - choć pozornie rodzina idealna.
    • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 20:59
      Dzięki za wszystkie głosy w dyskusji!
      Wyraźnie widać, że jak w życiu - spotkały się tu frakcje zwolenników
      dostosowania się do potrzeb dziecka i dostosowania potrzeb dziecka do
      siebie. Wiele fajnych rzeczy napisałyście.

      Jak w życiu - wiele osób odniosło się nie do zagadnienia, ale -
      zamiast podzielić się przemyśleniami i argumentami 'za' lub 'przeciw'
      - natychmiast ruszyło do personalnej krytyki oraz wypowiadania się z
      pozycji 'mądrzejszego'. Wspaniale, że macie doświadczenie w
      macierzyństwie i super, że macie swoje poglądy. Ja mam również swoje
      i ich nie zmienię - dziecko ma swoje potrzeby. Modyfikowanie ich za
      wszelką cenę, by dostosować dziecko do swojej 'aktywności życiowej'
      jest znakiem naszych czasów, modą. Która mnie oburza, kiedy widzę
      umęczone nią dziecko. I jest kompletną opozycją modelu rodzica
      poświęcającego absolutnie wszystko dla dziecka, stanowiącego drugą
      skrajność.

      Dzięki zatem za głos w dyskusji tym, którzy wzięli głos właśnie w
      dyskusji, a nie rzucili się natychmiast do oceniania i prostowania
      mojego światopoglądu. Dostosowywanie się do potrzeb dziecka nie
      oznacza dla mnie zamknięcia się z lubością w czterech ścianach,
      maniakalnego trzymania się sztywnego rozkładu dnia, wykreślenia
      centrów handlowych z mapy, a spotkań towarzyskich i podróży z życia.
      Dlatego zapewniam, że doświadczenie macierzyństwa przez dwa, trzy,
      sześć miesięcy, nie zmieni niczego w moich wypowiedziach.

      Post jest o zupełnie czymś innym - pozdrawiam tych, którzy zrozumieli
      o czym napisałam i odnieśli się do tego właśnie. Moda o której
      piszę
      polega na nie braniu pod uwagę potrzeb dziecka, lub branie w
      baaaaardzo niewielkim zakresie wówczas, kiedy pasuje to rodzicom
      .

      Słownej agresji i nazywania mnie bez powodu "rozhisteryzowaną
      panienką" przez syswię nie skomentuję. Daj sobie spokój, Koleżanko.
      Jeśli ktoś gdziekolwiek uprawia moralizatorstwo, z pewnością to nie
      ja Cię umoralniałam. Raczej Ty na spokojnie przeczytaj co do mnie
      personalnie napisałaś i z jakiej pozycji piszesz.

      Wszystkich, którzy niestety nie zrozumieli o czym jest ten wątek,
      zacietrzewili się i wytoczyli ciężką artylerię wycelowaną personalnie
      zapewniam, że nie promuję absolutnie żadnego modelu macierzyństwa.
      Nie potrzebuję też korygowania swojego sposobu myślenia.
      Post jest o modzie która mnie oburza, jej przejawach, a
      zaproszenie do dyskusji dotyczy opinii n.t. ZJAWISKA.

      Jeśli macie ciekawe poglądy na ten temat - po to jest forum.


      Pozdrawiam Wszystkich!

      Failte
      • syswia Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 03:01
        No coz, jako nie-matka juz masz ustalony poglad na temat
        macierzynstwa i inne opcje Cie oburzaja. To po co dyskutujesz? Zeby
        uslyszec glosy osob, ktore sie z Toba zgadzaja? Jaki sens w dyskusji
        zatem?

        Nie uprawiasz moralizatorstwa? Twoj dlugasny post az najezony jest
        pejoratywna ocena matek/rodzicow, ktorzy maja inne podejscie do
        macierzynstwa/rodzicielstwa. Inne od Twojego tzn gorsze?

        Z jakiej pozycji ja pisze? Proste. Z pozycji matki, ktora jestem od
        5 miesiecy. A Ty piszesz z jakiej pozycji? Obserwatora z boku.

        Nigdy nie mow nigdy. Nie wiesz, co przyniesie Ci przyszlosc. Jakie
        bedzie Twoje dziecko, jak poradzisz sobie z obowiazkami matki, jak
        poradzisz sobie sama ze soba w nowej roli (nie zycze Ci depresji
        poporodowej) i jak odnajdzie sie w tym wszystkim Twoj partner.

        Moja wypowiedz jest bardzo wywazona, bo ja nie oceniam postepowania
        innych rodzicow, tak jak Ty to robisz, nie bedac jeszcze nawet
        matka. Jak powiadam - daj sobie czas, a potem feruj opinie,
        zwlaszcza odnoszace sie do tak prywatnych i intymnych spraw, jak
        wychowywanie dzieci. Zapewniam Cie, ze ja rowniez mialam wiele
        pogladow na temat rodzicielstwa przed urodzeniem dziecka, ktore
        zweryfikowalam, kiedy sama tego doswiadczylam. To jest normalne.

        Na razie, to sobie mozesz sobie jedynie po besserweisersku
        teoretyzowac i od czasu do czasu tupnac nozka, kiedy ktos Cie
        sprobuje sprowadzic na ziemie wink
    • elunia_one Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 21:53
      failte napisała:

      > ludzie usiłują przyzwyczaić dzieciaka do takiego funkcjonowania,
      by rodzice mogli się spokojnie zabawić, zażyć rozrywki, oderwać się
      od spraw jedynie niemowlęcych.
      Nie zaprzeczasz tu sobie? Ja można spokojnie się zabawić itd skoro
      dziecko jest rzekomo zmuszane do tego czyli rozumiem protestuje
      płaczem itd. Jak można przy takim dziecku spokojnie się zabawiać i
      oderwać od spraw niemowlęcych? No nie rozumiem smile
      Nie będę tłumaczyć... A że dziecko zmienia dużo rzeczy to Ameryki
      nie odkryłąś smile Pożyjesz - zobaczysz ...
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 23:25
        "Jak można spokojnie się zabawić itd skoro
        > dziecko jest rzekomo zmuszane do tego czyli rozumiem protestuje
        > płaczem itd. Jak można przy takim dziecku spokojnie się zabawiać i
        > oderwać od spraw niemowlęcych? No nie rozumiem smile"

        No niestety można, czego bywam świadkiem - o tym właśnie piszę w
        pierwszym poście. smile
    • girasole01 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 22:59
      Wiesz co, dziwnych masz znajomych. Pisze to bez zlosliwosci, ale ta
      akcja z usypianiem na sile placzacego dziecka na imprezie jest dla
      mnie strasznie nieprawdopodobna. Tak samo jak inne opisane przez
      Ciebie sytuacje, wiec albo przekoloryzowujesz, albo naprawde
      obracasz sie w specyficznym, dziwnym gronie.
      Poza tym uwazam tak jak wiekszosc poprzedniczek, ze we wszystkim
      najlepszy jest umiar. Dziecko tez musi poznawac swiat, wiec jesli
      dobrze znosi podroze to nie widze powodu, dla ktorego rodzice
      mieliby z nich rezygnowac. Nie mowie oczywiscie o windsurfingu z
      noworodkiem, ani zabieraniu 2-miesiecznego dziecka do Egiptu, ale
      siedzenie z dzieckiem w domu i izolowanie go od ludzi, zeby
      przypadkiem nie dzialalo na nie za duzo bodzcow tez nie jest dobre.
      Wiele rzeczy mozna z dzieckiem robic - chociaz oczywiscie trzeba
      najpierw dobrze dziecko poznac i go sluchac, aby wiedziec na co
      mozna sobie pozwolic, a co nalezy sobie odpuscic. I dziecko, i
      rodzice maja swoje potrzeby i niektore z nich naprawde da sie
      zaspokoic bez szkody dla drugiej strony.
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 23:28
        akcja z usypianiem na sile placzacego dziecka na imprezie jest dla
        mnie strasznie nieprawdopodobna
        .

        Ale ma niestety miejsce. Regularnie.
        O tym właśnie piszę w tym wątku. Nie o pragnieniu zamknięcia się na
        klucz w 4 ścianach.
    • ila79 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 23:20
      Mnie denerwuje dopasowywanie dziecka do swoich potrzeb w sensie -
      uczenie go na siłę spania w samotności, odstawianie od piersi, żeby
      nie być uwiązanym itp. To, co Ty opisujesz nie jest dostosowywaniem
      dziecka do własnych potrzeb, tylko uczeniem go od początku jak
      wygląda życie i bardzo fajnie, jeśli udaje się to realizować. A
      dziecko równie dobrze może być płaczliwe i histeryczne nie ruszając
      się z domu - poczytaj trochę więcej to forum, to będziesz wiedziała.
      Niemowlę oczekuje od nas w sferze emocjonalnej tylko jednego -
      bliskości i bezpieczeństwa i naprawdę jest mu wszystko jedno, czy to
      Egipt, galeria handlowa, czy własny dom. Byłam kiedys na imprezie
      urodzinowej organizowanej w restauracji. Impreza była huczna i
      hałaśliwa. Byłam w szoku, bo byli tam ludzie z 2-letnią dziewczynka,
      która świetnie się bawiła, a o 21.00 wlazla do wózka, który stał
      przy stole i zasneła kamiennym snem i tak sobie spała do końca
      imprezy. Z moim dzieciakiem by to nie przeszło, bo ja własnie głupio
      myślalam, że niemowle jest ze szkła i jak je gdzies dalej weźmie, to
      niechybnie sie potrzaska. Nie zgadzam sie z Twoimi przemysleniami i
      mam zupełnie inne pojęcie "dopasowywania dziecka do swoich potrzeb".
      • wilma.flintstone Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 13:04
        ila79 napisała:

        Z moim dzieciakiem by to nie przeszło, bo ja własnie głupio
        > myślalam, że niemowle jest ze szkła i jak je gdzies dalej weźmie,
        >to niechybnie sie potrzaska.



        Otoz to. Podany przez Ciebie przyklad tej dwulatki z imprezy nie
        jest niczym odmiennym od tego co robia wszytskie nacje poludniowe -
        Hiszpanie, Wlosi, Grecy. Dzieci sie tam bierze na imprezy, bawia sie
        ze wszytskimi, po czym ida sobie spac zadowolone. Zreszta wiekszosc
        z uczestniczek tego forum prawdopodobnie byla w latach 70-tych i 80-
        tych brana przez rodzicow w wiele miejsc, albowiem byly to czasy
        kiedy odpieluchowe zapalenie mozgu, podsycane przez wszelakiego
        sortu ekspertow w gazetach i okienku TV, nie bylo jeszcze choroba
        tak powszechna jak dzis.
    • mrowkojad2 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 14.03.10, 23:46
      Wydaje mi się, że to różnie bywa i bardzo zależy od temperamentu dziecka. Ja
      chodzę z małą w różne miejsca, bo nie mam jej z kim zostawić - babcie daleko,
      ciocie i wujkowie zapracowani, mój mąż pracuje do 17-18. Poza tym zauważyłam, że
      córeczka wcale nie reaguje źle na miejsca pełne ludzi, bo zazwyczaj od razu
      zasypia - czy to w sklepie, czy restauracji. Gdy miała 7 tygodni byliśmy na
      ślubie i obiedzie poślubnym. Mała spała w foteliku samochodowym, po kilku
      godzinach poszliśmy do domu - było to moje pierwsze wyjście do ludzi od porodu,
      dzięki temu, że się na nie zdecydowałam, uniknęłam chyba wyskoczenia z balkonu,
      miałam już dość bycia w domu tylko z dzieckiem. Co do rytuałów -kapiemy małą o
      określonej godzinie, ale zdarza jej się spać w tym czasie, ze dwa razy ją
      obudziłam, ale to nie miało sensu, bo była tak wkurzona, że ta kąpiel zamiast
      przyjemnością, była horrorem. Dlatego wolę jej nie wykąpać jednego dnia, a mieć
      wyspane i wesołe dziecko.
    • alicja_wk Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 00:08
      Ufff... strasznie długi post, ale czytałam z zainteresowaniem więc
      dobrnełam do końca.
      No, ale co do poruszonego przez Ciebie tematu, to musze napisać, że
      ja również należę do tej grupy osób, które Ty reprezentujesz.
      Mimo, iż ciągle słyszę przytyki, że robię bez sensu, bo nie chcę
      jechać z dzieckiem na imprezę urodzinową, bo nie chcę go zabierać w
      odwiedziny do babci, cioci i kogo tam jeszcze, bo zamknęłam się z
      dzieckiem w domu, bo nie spraszam tabunu gości, żeby pochwalić się
      małym, bo nie robię imprezy na swoje urodziny, a przecież z
      dzieckiem trzeba do ludzi, bo będzie dzikus, bo się nie odnajdzie,
      jak w koncu bede musiała z nim wyjśc, bo trzeba go uodparniac i
      oswajać ze światem itd. itp.
      A ja wiem, że najlepsze, co mogę zapewnić swojemu dziecku to
      poczucie bezpieczenstwa, spokoj i stabilizację. Tym bardziej, ze
      nawet tak konieczne wyjscie, jak wizyta u lekarza burzy nam czasem
      cały dzien, który spędzając w domu mamy poukładany zgodnie z
      potrzebami naszego dziecka.
      I powiem więcej... jest mi z tym dobrze, mimo, iż przed porodem
      wydawało mi się, że chyba oszaleję i popadnę w depresję, jak będę
      musiala siedziec z dzieckiem w domu, a po macierzynskim to juz na
      pewno wrócę do pracy, bo po 22 tyg. będe miała dosyć.
      A tym czasem nie tylko nie zamierzam wracac do pracy po
      wykorzystaniu macierzynskiego i wypoczynkowego, ale planuje zostać
      jeszcze z dzieckiem na wychowawczym i wcale z tego powodu nie
      ubolewam.
      A na wojaze jeszcze przyjdzie czas.
      • iwu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 00:46
        Można mieć najlepsze chęci, być optymistą, nastawić się na
        spełnianie potrzeb dziecka, można mieć w głowie cały misterny plan,
        a życie jest życiem i np może zdarzyć się przykra niespodzianka w
        postaci depresji poporodowej. Hormony szaleją i jednego dnia jesteś
        szczęśliwa i w pełni zrealizowana siedząc z dzieckiem w domu, a
        następnego dnia od rana wylewasz łzy, bo masz dosyć tego więzienia,
        bo cały świat o tobie zapomniał, bo wiecznie tylko te pieluchy,
        mleko i zapieprz od rana do nocy. A przy tym wszystkim bardzo
        kochasz swoje dziecko, ale miotasz się, bo jest ci źle z samą sobą.
        Ja się chciałam "poświęcić" (cudzysłów dlatego, że dla mnie to
        normalne, że trzeba się dopasować do dziecka), ale teraz wiem, że
        mimo szczerych chęci niekoniecznie musi to być proste i przyjemne.
        Życzę ci, żebyś sobie ze wszystkim poradziła.
    • masafiu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 05:59
      Ja nie uwazam,ze Ty przesadzasz. Ja nie mieszkam w PL i czesto tu
      widze rodzinki z noworodkami w centrach h. Te dzieci widac,ze sa max
      2tygodniowe, a dumny tatus niesie takie malenstwo na rekach w pozycji
      pionowej i sie przechadza miedzy witrynami sklepow.....rece opadaja.

      Poza tym nazwanie kogos Matka Polka moim zdaniem nie jest obrazliwe.
      Zalezy w jakim kontekscie uzyte, ale ja czesto to raczej slysze jako
      zarcik smile Ja bym sie nie obrazila. Z przyjemnoscia bym zostala Matka
      Polka niz 'nowoczesna kobieta pracujaca'....ble.
    • mw144 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 07:35
      Wybacz, ale rzygać się chce od samego czytania. Moje dzieci jeżdżące od
      urodzenia z nami wszędzie i chodzące na wszystkie imprezy piszczą z radości i
      pierwsze się pakują słysząc, że na weekend lecimy do Szkocji, do Egiptu,
      jedziemy do Zakopanego, do babci, do wujka na parapetówkę itp. Wolą pojeździć
      dobie dwa dni na wielbłądzie i połapać robale w morzu czerwonym, pochodzić po
      górach itd. niż siedzieć na du*ie w domu w imię poświęcania się ich rodziców
      "dla ich dobra".
    • wilma.flintstone Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 07:55

      To co opisujesz to, oczywiscie, przeginanie, bo dziecko rzeczywiscie
      ma swoje prawa. Aczkolwiek pogadamy za 3 miesiace, jak juz Twoj
      maluch bedzie mial te 6 tygodni, a Ty je spedzisz uwiazana do fotela
      do karmienia, sama calymi dniami (bo maz w pracy, domyslam sie), nie
      majaca do kogo ust otworzyc i nie potrafiaca stwierdzic czy to
      poniedzialek, sroda czy moze piatek, bo jeden dzien do drugiego
      podobny...Wtedy zobaczymy czy tak samo bedziesz przeciwna temu, zeby
      na ten weekend gdzies jednak pojechac.
      • blue_romka Wilma... 15.03.10, 19:18
        ... Ty zawsze taka wyważona, a teraz popadasz w skrajność. Przecież
        autorka wątku nie napisała, że przykuje się do dziecka kajdankami,
        zerwie wszystkie znajomości i zabije drzwi i okna. Pewnie nie raz
        wyjdzie na zakupy do CH. Prawdopodobnie też będą ją odwiedzać
        znajomi. Tylko w tym wszystkim weźmie pod uwagę dziecko- a więc
        kiedy ona będzie kupować sobie coś ładnego, maluszek będzie spał w
        domu pod okiem taty, a zaproszeni znajomi wyjdą przed 20. Nie będzie
        za to grać w "mam dziecko, a moje życie się nie zmieniło,nadal robię
        co chcę, ha ha ha".
        • thunder_storm Re: Wilma... 15.03.10, 21:14
          blue_romka napisała:
          Przecież autorka wątku nie napisała, że przykuje się do dziecka kajdankami,
          > zerwie wszystkie znajomości i zabije drzwi i okna. Pewnie nie raz
          > wyjdzie na zakupy do CH.

          tak? tymi słowami również?:
          "...Zapanował obowiązujący trend 'życia aktywnego' i 'aktywnego
          rodzicielstwa'. Co on oznacza?

          Że współczesna mama nie siedzi już zamknięta z dzieckiem w domu,
          zyskała prawo do 'realizacji własnych potrzeb' i bycia 'szczęśliwą..."
          I oczywiście wyraża to wszystko z pogardą dla osób które jednak dbają nie tylko
          o dziecko ale też o swoje potrzeby.

          I według mnie każda opisana sytuacja tak jak zabieranie dziecka na koncerty,
          wyjazd nad morze z tygodniowym maleństwem, co tygodniowe zakupy w centrach
          handlowych dla zabicia nudy i co dwu tygodniowe wyjazdy to jest czysta
          koloryzacja i nie wierze w ani jedno to słowo, po prostu ludzie bez dzieci tak
          nie żyją, a co dopiero z dziećmi mając nie przespane noce kupę prania,
          prasowania, więc są to czyste bujdy a to, że raz na jakiś czas gdzieś wyjdą to
          nie jest żadna tragedia dla dziecka!
          • blue_romka thunder 15.03.10, 21:41
            Tymi słowami również.
            • thunder_storm Re: thunder 15.03.10, 21:57
              blue_romka napisała:

              > Tymi słowami również.

              śmieszna jesteś!!!
            • thunder_storm Re: thunder 15.03.10, 22:05
              a i jeżeli nie chcecie być szczęśliwe lub nie uszczęśliwia was to, że
              realizujecie też własne potrzeby, a nie tylko dziecka, nie wpierajcie innym, że
              jesteście takie idealne, a inne matki takie złe!
              Bo dla mnie idealna matka to właśnie taka która potrafi się tak zorganizować,
              aby realizować swoje potrzeby wcale nie kosztem dziecka, ja niestety tak nie
              potrafię choć bym bardzo chciała.
              • blue_romka Re: thunder 16.03.10, 10:33
                thunder_storm napisała:

                > a i jeżeli nie chcecie być szczęśliwe lub nie uszczęśliwia was to,
                że
                > realizujecie też własne potrzeby, a nie tylko dziecka, nie
                wpierajcie innym, ż
                > e
                > jesteście takie idealne, a inne matki takie złe!
                > Bo dla mnie idealna matka to właśnie taka która potrafi się tak
                zorganizować,
                > aby realizować swoje potrzeby wcale nie kosztem dziecka, ja
                niestety tak nie
                > potrafię choć bym bardzo chciała.

                Kochanie, chyba pomyliłaś wątki, bo tutaj nie o tym.
                • thunder_storm Re: thunder 16.03.10, 10:40
                  tak właśnie po tym autorka wątku wyraża się z pogardą dla osób które nie
                  zamierzają być zamknięte w czterech ścianach i dają sobie prawo do
                  samorealizacji podczas macierzyństwa i bycia poprzez to szczęśliwym o tym
                  właśnie mówią słowa które przytoczyłam autorki wątku a ty się pod tym
                  podpisujesz, wiec co chrzanisz, że nie o tym???
                  • failte Re: thunder 17.03.10, 00:50
                    autorka wątku wyraża się z pogardą dla osób które nie zamierzają być
                    zamknięte w czterech ścianach
                    HĘ??????????????
                    ALE W ŻYCIU!!!
                    czy tu jest mowa o tym samym watku?

                    najwyraźniej nie.



          • failte Re: Wilma... 17.03.10, 00:08
            thunder_storm, oczywiście wielu ludzi tak nie żyje. Ale istnieje grono,
            które tak właśnie żywot wiedzie, wbrew pozorom liczne. I nie zmienia
            tego modelu po narodzinach dziecka.
            • thunder_storm Re: Wilma... 17.03.10, 07:24
              failte napisała:

              > thunder_storm, oczywiście wielu ludzi tak nie żyje. Ale istnieje grono,
              > które tak właśnie żywot wiedzie, wbrew pozorom liczne. I nie zmienia
              > tego modelu po narodzinach dziecka.


              tak jak napisałam wyżej, to jest strasznie nieprawdopodobne co napisałaś i
              jeżeli piszesz prawdę to zmień znajomych, bo ja naprawdę nie znam ani jednego
              takiego rodzica, a widziałam naprawdę wiiiieeeeeeellllleeeesad
    • ms135pt Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 08:02
      Jestes w ciazy, nie masz dziecka- napisz na forum za rok.
      Na razie planujesz sie cala poswiecic i zamknac w domu "dla dobra dziecka" i tym
      argumentem bedziesz odpowiadac kazdemu i na wszystko.
      za 20 lat "poswiecania sie dla dziecka" zapytaj sie twojego dziecka czy jest
      szczesliwe majac w domu niepracujaca, krzyczaca, bez znajomych i zainteresowan
      mamuske, bo czy tata wytrzyma w tym domu to nie wiadomo
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 00:55
        Na razie planujesz sie cala poswiecic i zamknac w domu "dla dobra
        dziecka" i tym argumentem bedziesz odpowiadac kazdemu i na
        wszystko.


        Otóż nie planuję żadnej z tych rzeczy.
        Nie o tym pisze w wątku.
    • damajandi Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 13:53
      Ciekawe czy będziesz tak mówiła po kilku miesiącach i czy będzie to na 100 %
      szczere...Bez przesady. Po pewnym czasie oswajania ze światem w domu dziecko
      poznaje inne miejsca i jest to ok, jeżeli robi się to z rozsądkiem.
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:02
        Ciekawe czy będziesz tak mówiła po kilku miesiącach i czy będzie to
        na 100 % szczere...

        Tak, nadal będę mówiła, że dziecko ma również swoje prawa, które należy
        uszanować. Również będę się z Tobą nadal zgadzała w opinii: Po
        pewnym czasie oswajania ze światem w domu dziecko poznaje inne miejsca
        i jest to ok, jeżeli robi się to z rozsądkiem
        , z naciskiem
        na wytłuszczone.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka