fajnyjagodka88
05.04.10, 16:13
temat mało świąteczny
sobota: ni z tego ni z owego ryknęłam na męża, trzasnełam drzwiami i jak stałam tak wyszłam z domu u teściowej czyli w samym swetrze. szłam do domu 4 km, mąż prosił żebym weszła do auta, w końcu uległam. Ale jak tylko weszłam do domu zaczęłam pakować torbę,powiedziałam, że odchodzę. ąż zaczął prosić żebym została przecież są święta,że Mała potrzebuje mnie itd. Zostałam, ale torba spakowana leży obok łóżka.
Dziś: mąż miał zrobić małej kaszkę, zrobił herbatę i znowu jestem obrażona i do rodziny poszedł sam z dzieckiem ja zostałam w domu.
Jestem wściekła i zła na siebie i na niego i na małą że sie drze. Czasami żałuję że nie uciekłam sprzed ołtarza ( dzień przed chciałam odwołać wszystko), ale głupio mi było uciekać z brzuchem... Niby wszystko jest ok, mąż pomaga w domu jak może a mi jest żle. Od ponad 1,5 roku nie było mi dobrze w łóżku, sexu jako tako mi się nie chce, traktuje to jako mój obowiązek, nie umię się tym cieszyc...
cholera nie wiem co robić, czy wypakować tą torbę, czy wrócić do rodziców, czy czekać aż sam odejdzie...
wszystko by było łatwiejsze gdybyśmy mieli tylko cywilny, rozwiodłabym się i już, a tak? kurde nie wiem co robić, nie jest mi z nim żle ale czuje się przybita, sfrustrowana i niespełniona.