asia_i_p
19.04.10, 20:44
Wątek "dlaczego warto być sobą" poszedł w absurd, a pewne zapisane
tam uwagi jednak wydają mi się cenne.
Naturalność jest bardzo nisko ceniona, do tego stopnia nisko, że
stała się synonimem zaniedbania. Jeżeli zamaluję fluidem pryszcze -
jest dobrze. Jeśli pryszczy nie posiadam i ich nie zamaluję - jest
źle. Jeśli mam swoje własne brwi, jestem kobietą zaniedbaną. Jeśli
je sobie wyskubię, po czym drobnymi kreseczkami namaluję dokładnie
takie same - jestem kobietą elegancką. Robią co prawda farby w
kolorze moich włosów i gdybym na taki pofarbowała, byłoby świetnie,
ale ponieważ taki mam naturalny, no to wiadomo, jestem niechluj.
Rozumiem makijaż i zabiegi kosmetyczne dla zatuszowania braków urody
lub dla podkreślenia atutów. Nie rozumiem ni w diabła zabiegów
kosmetycznych i makijażu jako obowiązkowej wizytówki kobiety
zadbanej. Nieważne, że mam dobrą cerę i tak ją zamaluję podkładem (i
jeśli to będę robić odpowiednio długo, pryszcze pewnie w końcu
wyjdą). Dokładnie tak samo wyglądające naturalne i sztuczne nie
liczy się tak samo - sztuczne jest cool, naturalne to abnegacja.