montechristo4
24.04.10, 21:26
Byliśmy w centrum handlowym. Zauważyliśmy dziewczynkę, 4-5 letnią
która się zgubiła i strasznie płakała. Ja zostałam, żeby uspokoić
małą, a mąż pobiegł szukać radiowęzła, żeby nadali komunikat o
znalezieniu dziecka. Ochroniarzy nigdzie nie widziałam. Po kilku
minutach przybiegł ojciec dziewczynki i natychmiast zaczął ją
szarpać i grozić, że za oddalenie się oberwie porządne lanie.
Pociągnął ją za rękę i poszedł. Ja za nimi - po drodze najpierw
grzecznie, potem już bardziej stanowczo usiłowałam mu wytłumaczyć,
że może najpierw przytuliłby dziecko i nie straszył ją laniem, bo
dziwczynka coraz bardziej rozpaczliwie płakała.
Doszliśmy do jego żony, facet nadal się wytrząsał nad dziewczynką,
więc zagroziłam że wezwę policję albo ochronę, bo wyglądało to tak,
że zaraz zleje małą, tylko czeka aż odejdę.
Facet zaczął się wydzierać na mnie, potem zrobił ruch, jakby chciał
się zamachnąć i strzelić mnie w twarz, żona go odciągnęła i
przytuliła dziewczynkę. Odwrócił się na pięcie i odszedł.
Poczułam się bezradna - jest prawie pewne, że mała dostanie łomot za
zgubienie się i nic nie można z tym zrobić. Jak skutecznie
postraszyć kogoś w takiej sytuacji?