Dodaj do ulubionych

Alimenty, jaka wysokość?

IP: *.* 08.11.02, 11:46
Witam wszystkie samodzielne mamy.Właśnie dołączyłam do waszego grona (nie tylko na forum, ale także w życiu). Chciałabym skorzystać z Waszych doświadczeń dotyczących ustalania wysokości alimentów. Pokrótce opisze swoją sytuację. Po 8 latach małżeństwa zdecydowałam się odejść od męża. Za długo by pisac dlaczego. Faktem jest, że 1/10 wyprowadziłam sie z domu z dwójką dzieci (4 i 8). Mój, jeszcze ciągle, mąż został w mieszkaniu (bo jest jego) z samochodem (bo zapisany na jego mamę), ja zaś wynajęłam mieszkanie, spłacam odsetki od wszystkich naszych wspólnych kredytów, płacę za prywatną szkołę (synek wymaga specjalnego dozoru - w 30 osobowej klasie zginąłby, teraz rozwija się świetnie),opiekunkę odbierajacą maluchy ze szkoły i przedszkola (ja MUSZĘ pracować) no i oczywiście za szeroko pojęte utrzymanie. Zarabiam relatywnie nie najgorzej, ale po opłaceniu stałych kosztów zostaje mi baardzo niewiele na tzw życie. Tatuś mimo bardzo dobrego zawodu (jest technikiem dentystycznym)przez prawie cały czas trwania naszego małżeństwa pozwalał sie utrzymywać - z rozkoszą korzystając z dobrodziejstw duużej ilości wolnego czasu jakim dysponuja nauczyciele (bo przy swoim wykształceniu taki zawód wykonywał)i mimo moich wieloletnich próśb nie robił praktycznie nic, żeby znaleźć pracę normalnie płatną i wspomóc nasz domowy budżet. Wiele bym dała, żeby nie musieć korzystać z prawa dzieci do alimentów, ale niestety to co zarabiam przy dodatkowych kosztach jakim jest wynajęcie mieszkania i zaangażowanie opiekunki (do tej pory, uczciwie przyznaję, odbieranie dzieci było jego obowiązkiem)na to nie pozwala. I tu moje pytanie. Jaka kwota alimentów jest realna biorąc pod uwagę fakt, ze mój mąż zarabia ca 600,- PLN netto, ale jest zdrowym mężczyzną z dobrym zawodem (brak lepszej pracy jest tylko wynikiem jego indolencji i wygodnictwa - bo do tej pory do pierwszego starczało). Czy na wysokość alimentów ma wpływ fakt, że jest właścicielem własnościowego mieszkania i współwłaścicielem dobrego, zachodniego samochodu?On twierdzi, że podczas konsultacji z adwokatem powiedziano mu, że przy jego zarobkach alimenty, jeżeli będą, to symboliczne. Jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii? Czy sądy zasądzają alimenty na podstawie rzeczywistych, wykazywanych zarobków, czy tzw. zdolności zarobkowych (czyli, że mógłby, bo ma potencjał, ale mu sie nie chce)?Dzięki za odpowiedziPozdrawiamJózia
Obserwuj wątek
    • Gość edziecko: eBeata Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 08.11.02, 13:45
      Nie wiem dlaczego tak bronisz się przed alimentami? Nawet gdybyś zarabiała 100 tys. obowiązkiem ojca jest pomoc w utrzymaniu dzieci. Jeżeli masz jakieś "ambicje? opory?" w przyjmowaniu alimentów składaj pieniądze na konto i daj dzieciom jak dorosną, będą miały na studia :-). To nie są pieniądze dla Ciebie lecz na dzieci. W sądzie Jesteś tylko rzecznikiem dzieci. Co do wysokości, to tak różnie jest w tych sądach.Znam przypadek gdy osoba chora psychicznie bez możliwości podjęcia pracy ma odciąganą połowę renty /jednej z najniższych, coś ponad 400 pln/.A zdrowy koń, z pracą na etacie i własną firmą płaci żałosną kwotę. Ile dostaniesz? Tego nie wie nikt ;-)
      • Gość edziecko: babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 08.11.02, 14:07
        To nie tak. Nie bronię się. Poprostu ubolewam nad faktem, że mimo tego, że wyprowadziłam sie z domu i zaczęłam nowe życie to ciągle w jakimś stopniu jest ono zależne od dobrej woli "tego pana". Miałabym dużo większy komfort psychiczny, gdyby to czy Tatuś da pieniądze w terminie czy nie nie miało wpływu na to czy będziemy mieli co jeść, czy nie.PS. A może ktoś wie, czy istnieje coś takiego jak minimalny wymiar świadczeń alimentacyjnych?
    • Gość edziecko: żona Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 08.11.02, 19:42
      Wg prawa podstawę ustalenia wysokości alimentów są następujące czynniki:- miesięczne koszty utrzymania dziecka (część opłat przypadających na nie, wydatki związane ze szkołą czy przedszkolem, wyżywienie, ubranie itp.)- możliwości zarobkowe męża (nie tylko wysokość aktualnego dochodu)m.in. ze względu na to, że często aby uniknąć alimentów panowie bez względu na swoje możliwości unikają zatrudnienia bądź pracy o wyższych możliwościach finansowychJego stan majątkowy nie ma właściwie nic do rzeczy. Nie bardzo natomiast rozumiem dlaczego ty spłacasz kredyt i odestki.Kredyt bankowy, który został zaciągnięty w okresie trwania małżeństwa jest solidarnym zobowiązaniem obojga małżonków i oboje odpowiadają za jego spłatę. Natomiast radzę ci jak najszybciej ustanowić notarialną rozdzielność majątkową. Nie jest do tego potzrebny rozwód. Musisz to zrobić, bo do dnia ustanowienia odrębności majątkowej odpowiadasz za długi zaciągnięte przez niego a on z kolei ma prawo do połowy majątku który nabędziesz. Lepiej to zrób bo znam panów, którzy kłócili się z żonami w sądzie nawet o podział rzeczy codziennego użytku, które żony kupiły po wyprowadzeniu się z domu.Niestety w takich sytuacjach jak jesteś obecnie trzeba być bardzo przewidującą.Życzę powodzeniadanka
    • Gość edziecko: atzumi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 08.11.02, 23:01
      Rany, uczyłam sie kiedyś o tym, ale nie wiele pamietam...Wiem tylko, ze z "tatusia" można sciągnąć do 60% jego zarobków, ale wszystko zależy od sądu - jesli w gre wchodzi fundusz alimentacyjny, jest trudniej. Moja rada - z własnego doświadczenia (na mnie nadal "ojciec", za właściwie ZUS w jego imieniu, płaci alimenty) - jesli przyjedzie Ci korzystać z Banku Alimentacyjnego, to walcz o jak najwyższą kwotę alimentów za pierwszym razem i raczej nie staraj się podwyższać, bo mogą jeszcze zmiejszyć. Wysonduj ile "tatuś" może i chce zapłacić - i o ile jest to rozsądna cena, niech to zadeklaruje na rozprawie - czasem "tatusiowie" wiecej deklarują, niż faktycznie mógłby sąd nakazać, ale o tym ciiiiiiiiiii... I o ile mnie pamieć nie myli, to z ZUS-u nie otrzymasz świadczeń, jeśli Twój dochód przekracza 800 czy 600 zł na osobe - ale to musisz sprawdzić, bo często się zmienia.Powodzenia!!!Aaaa! Jesli Cie zainteresuje, jest lektura: "Prawna ochrona rodziny" - bardzo przystepnie napisana książka, myślę że tam znajdziesz pomoc. Pozdrawiam.
      • Gość edziecko: Rosa* Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 10.11.02, 01:47
        HejRzeczywiście jest tak, jak napisała któraś z dziewczyn- sąd może ustanowić alimenty w wysokości 60% zarobków ojca, to są te "górne widełki". Czy tak się stanie- zalezy od wielu czynników, których ja osobiście nie ogarniam. Mój mąz na przyklad zarabia 9000 brutto, a maksymalna (realna) wysokośc alimentów na mnie i na dziecko (ja nie pracuję) wynosi 1760 zł. Nie wiem, dlaczego nie może być więcej, ale takie jest zdanie mojego adwokata. Przypuszczam, że w przypadku dwójki dzieci sprawa może wyglądać lepiej- najlepiej skonsultuj to z prawnikiem. Swoja droga od dawna zastanawia mnie fakt nagminnego zasądzania takich alimentów, żeby jak najmniej obniżyć standard życia tatusia. Tak jakby samotny facet powinien mieć większy komfort materialny niż samotna matka.
        • Gość edziecko: eBeata Atzumi i Rosa IP: *.* 12.11.02, 14:30
          Atzumi, proszę o autora :-).Rosa, mnie to też zastanawia. Na sprawie apelacyjnej usłyszałam, że "dorosły mężczyzna potrzebuje więcej niż matka z dzieckiem". Ręce do pięt opadają.Nie bierze się też pod uwagę, że matka jest obarczona dzieckiem i ma w związku z tym nawet mniejsze niż wolny tatuś możliwości dorobienia. pozdrawiamBeata
          • Gość edziecko: atzumi Re: Atzumi i Rosa IP: *.* 13.11.02, 20:57
            Oj, nie pamiętam... mogę sprawdzić, ale dopiero w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Wiem tylko, że jest dostepna w Empiku za ok. 20 zł. To naprawde dobra pozycja - takie wyłożenie prawa dla normalnych ludzi, a nie prawników ;) (bez urazy, ja mam czasem wrażenie że posługują się oni całkiem obcym dla mnie jezykiem). Jak bede coś wiedziała, to dam znać.Pozdrawiam
      • Gość edziecko: babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 12.11.02, 16:10
        Korepetycje - w jego przypadku przedmioty, które wykłada są mało chodliwe. On uczy w szkole dla techników dentystycznych (obecnie wydział Akademii Medycznej). Za to ceny usług protetycznych, które mój M mógłby wykonywać (gdyby był trochę bardziej obrotny i troche mniej leniwy)są niebotyczne.Przeraziły mnie wymieniane przez Was wysokości świadczeń. Bo 300 PLN na miesiąc na 2 dzieciaków w prywatnej szkole to trochę niewiele... Czy rzeczywiście stan posiadania nie ma wpływu na wysokość alimentów. No bo jeżeli ktoś nie pracuje, ale kupę kasy na koncie (hipotetycznie)...?Co do odsetek, to nie bardzo mam wyjście. Karta na moje nazwisko, kredyt w rachunku również (z takimi zarobkami moj M niegdy nie miał zdolności kredytowej). Wiem, że powinnam wyegzekwować od niego połowę kwoty, ale nie wiem jak. On poprostu mówi, że nie ma, jednocześnie wożąc tyłek zachodnim, odbajerowanym samochodem. Takie zycie.
        • Gość edziecko: eBeata Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.11.02, 09:51
          Hm.. jako technik dentystyczny to możliwości zarobkowe ma, oj ma. Sąd powinien wziąć to pod uwagę. Wtedy alimenty byłyby większe. Ale czy weźmie??? Musisz być twarda. Nie ustąpić i przekonać sędziego, /sędzinę?/, że może zarobić. Twój mąż może się bronić, że jest bezrobocie i pracy dla niego nie ma. Gdyby udało się zdobyć czyjeś oświadczenie, że chce Go zatrudnić, bądź jakiś papierek /nie wiem nie mam tu praktyki/ np. z Urzędu Pracy że jest zapotrzebowanie na te usługi? Nie wiem? Nie znam charakteru Twojego męża, na ile będzie się bronił. W końcu i tak będzie zmuszony dorabiać, bo z tego co mu zostanie nie utrzyma się. Z czego On się teraz utrzymuje? Nadal nie bierze fuch?Jeżeli jego jedynym majątkiem jest samochód /na jego nazwisko?/ niewiele to pomoże. Jeżeli ma np. dodatkowo ze 2 mieszkania, sumkę na koncie ... ale musisz mieć dowody!Sędzina nie wie czym On jeżdzi, a na markach znać się nie musi. Dobrze mieć w kieszeni ;-) zdjęcie samochodu na wypadek gdyby twierdził, że to stary, zdezelowany gruchot.A co do kredytu to poradziłabym się prawnika. Może jest jakieś wyjście?
          • Gość edziecko: babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.11.02, 10:00
            Bronić się będzie na 100%! A co do majątku, to jeszcze ma mieszkanie (ja z dzieciakami mieszkam teraz w wynajętym). Samochód oczywiście zapisany na mamusię. Jeżeli chodzi o środki utrzymania to zapewne ma fuchy na boku, no i mamusia synkowi pomaga. A o finansowanie przyjemności (imprezy, wyjazdy, siłownia itp.) pewnie dba jego majętna z domu dzidzia (młodsza od niego o 11 lat). Ten facet po prostu chyba lubi jak go utrzymują kobiety. Zero ambicji!
              • Gość edziecko: ruda Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.11.02, 13:46
                JEśli mieszkanie jest wasze wspólne, to niech on z niego spada, zwłaszcza, że łatwo Ci będzie dowieść, przy podziale majątku wspólnego, że jego na mieszkanie nie stać i Ty spłacasz kredyt. Możesz złożyć wniosek do Sądu o decydowanie o podstawowych sprawach rodziny w razie konfliktu - żeby on Wam udostępnił mieszkanie a sam spadał. Jak się tego nie da w trybie opikuńczym, złóż pozew o rozwód lub separację i podział majątku później. Ewentualnie sprzedaj mieszkanie. A jak on nie wyrazi zgody, to też złóż wniosek do sądu, że nie stać Cię na spłatę kredytu i musisz sprzedać mieszkanie, by nie popaśc w długi.Co do alimentów muszę parę kwestii sprostować: nie ma żadnych widełek, w ramach których się zasądza. Co do egzekwowania 60% to chodzi oczywiście o zajęcie wynagrodzenia za pracę, ale gdyby to nie wystarczyło na pokrycie alimentów, to możesz się zwrócić do Funduszu, wtedy płaci Ci fundusz, a jemu rośnie dług. I odsetki. I tyle.Choć oczywiście żeby uzyskać alimenty z funduszu trzeba spełnić kryterium dochodowe, którego wyskości teraz nie znam.Sąd bierze zaś pod uwage potrzeby uprawnionego (dzieci) ale uzasadnione, więc może się okazać, że np szkołe prywatną uzna za nieuzasadnioną. Ale też konforntuje to z możliwościami zobowiązanego. Czyli ma znaczenie, że ktoś ma dobry zawód, a go nie "używa". Oraz wożenie tyłka w dobrym samochodzie też ma znaczenie, bo dzieci mają prawo do zycia na poziomie równym z rodzicami. A o alimenty możesz też pozwać mamusię tatusia, jeśli go utrzymuje może utrzyma też Twoje dziecikasia
        • Gość edziecko: adadozet Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 25.11.02, 23:37
          Alimenty procentowe naliczane są zazwyczaj na wniosek - od tatusiów którzy mają- stałą pracę (najlepiej w budżetówce)- tj. musi mieć umowę na czas nieokreślonyMuszę przyznać ze jest to dobra forma i godna polecenia - nie muszę sie prosić o podwyższanie alimentów co jakiś czas. A każdy awans czy podwyzka jest wyraźnie odczuwalna - o ile mniej stresów. Muszę powiedzieć że nawet mniej negatywnych odczuć mam do ex - życzę mu wielu awansów i podwyżek. Mam przyznane 22% - chciałam swego czasu składać o więcej ale moje dziecko za bardzo przeżywa "krzywdę tatusia" toteż odpusciłam. Gdzieś wyczytałam że generalnie na jedno dziecko przyznaje się do 30% ale oczywiście to zależy od składu sądu i od "Bóg wie czego".Pozdrawiam.
    • Gość edziecko: maria_rosa Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 27.11.02, 13:14
      Ja nie rozumiem dlaczego się wyprowadziłaś z mieszkania, skoro jak piszesz kredyt jest na Ciebie.Piszesz o samochodzie, który jest na mamusie ale mąż jest wspłówłaścicielem. No chyba , że źle zrozumiałam.Wiem, nie jest łatwo, ale powrórzę słowa chyba wszystkich moich poprzedniczek.WALCZ Z CAŁYCH SIŁ.Musisz, nawet gdybyś zarabiała bardzo dużo, to kasa jest na Twoje dzieciaczki.Ojciec nie może się od tego wymigać.Zdecydowanie powiedz, że nie obchodzi Cię " nie mam pieniędzy", dzieci są jego i ma na nie płacić.Nie będzie łatwo, ale trudno.Widocznie tak musi być.Będzie kombinował napewno.Twoje dziecko chodzi do prywatnej szkoły: może pojawić się następny problem.Czy nie można przepisać do publicznej, koszty będą mniejsze?.Twoja odpowiedź: NIE NIE MOŻNA.Dziecko wymaga tego, czy owego, i już.Z takich , i takich przyczyn nie może uczęszczać do publicznej,i już.Wiem, że doradzać jest łatwo.Mój mąż kiedyś ( po mojej decyzji o rozstaniu ) powiedział,że dostanę na dziecko ok 100zł,gdyż on ma rentę w wysokości 400zł.Wiesz co zrobiłam.Przestraszyłam się.Bardzo. Ale nie dałam po sobie tego poznać ,bo zależało mi na nim.On nie wiedział, że się boję ponieważ, choć to nie łatwe, starałam się być opanowana i nieugięta.Sam się przestraszył moich gróźb i przepraszał za te słowa baaaaardzo długo. Na szczęście wszystko się jakoś ułożyło ( ciekawe na jak długo, ale nie zapeszam )ale nie mam pewności, że zawsze tak będzie.Czy za jakiś czas znowu mu coś nie strzeli do łba.Życzę,Ci aby wszystko się ułożyło pomyślnie dla Ciebie i dzieciaczków, z całego serca.Pozdrawiam:hello:maria rosa
      • Gość edziecko: babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 27.11.02, 14:04
        Drobne nieporozumienie. Kredyty, które spłacam, to zwykłe kredyty konsumpcyjne (karta itp.), ale nie zmienia to faktu, że samych odsetek (nie zmniejszających kapitału) jest ponad 500 zł miesięcznie (mój mąż w tym nie partycypuje - bo nie ma pieniędzy - jak twierdzi). Miszkanie jest jego, bo byłam na tyle naiwna, żeby na początku małzeństwa podpisać rozdzielność majątkową (pózniej - po kupieniu mieszkania zniesioną). Przyznaję, że oboje chcieliśmy tej rozdzielności - podżyrowałam komuś kredyt i bałam się, ze ten ktoś (a dokładniej bank), będzie mógł wejść nam na mieszkanie. Przyznam też, że w większej części pieniądze na mieszkanie były ze sprzedaży lokalu będącego własnością mojego M. Ale ja wyłożyłam ca 20% wartości (ówczesnej)gotówką (co w tej chwili jest przez niego kwestionowane - nie sam fakt wpłaty, co to, że przyzwoicie byłoby mi to zwrócić). Ja również płaciłam wszelkie raty za meble kuchenne i inne sprzęty. Z domu wzięłam tylko telewizor (lodówka stoi u niego, ale sie nazywa, ze jest moja)i trochę bezwartościowych gratów (no przecież nie będę demontować wyposażenia kuchni!).Co do pieniędzy na dzieci, to skłamałabym, gdybym napisała, że nie daje nic. daje 500 zł. na dwójkę dzieci. Biorąc pod uwagę koszty szkoły i tych p..... kredytów to nie wydaje mi sie to być bardzo dużo, no ale może jestem pazerna...?Jest mi ciężko logistycznie (szczególnie, kiedy pada deszcz, a ja z dwójką dzieci "bujam" się tramwajami i autobusami w momencie, kiedy szanowny tatuś wozi d... odbajerowanym autkiem), ale psychicznie czuję sie dobrze. Tylko czasami dopada mnie uczucie, którego się wstydzę. Gorycz. Że po tylu latach ciężkiej pracy znowu nie mam nic. I mierzi mnie, kiedy muszę iść do mojego byłego domu.
        • Gość edziecko: adadozet Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 28.11.02, 13:44
          Oj rozumiem Cię. Mójemu ex zostawiłam mieszkanie, samochód i na dodatek rozliczyłam podatek razem z nim - bo inaczej musiałby dużo dopłacać. Ze zwrotu zobaczyłam duże NIC, - a jeszcze wszędzie opowiada że go ograbiłam ze wszystkiego. Nasz samochód sprzedał bez mojej zgody itd... - ale ja byłam tak szczęśliwa że nie muszę już być z tym człowiekiem, że było mi wszystko jedno, choć podziału majątku nie było.Było mi bardzo trudno i biednie. Dziś jest dobrze - nie wróciłabym do tego co było. Wyciągnęłam wnioski i teraz prawie wszystko jest na mnie - choć żyję obecnie w nieformalnym związku. Oboje jesteśmy przeciwnikami życia na kredyt - żyjemy na takim poziomie na jaki możemy sobie pozwolić (to jest tak w uproszczeniu).Nie wiem co będzie za jakiś czas. Ale wiem że trudne chwile mijają - i to co dziś wydaje nam sie bardzo trudne, za jakiś czas jest proste i śmiejemy się z tego.Ważne zeby nie poddawać się, realnie stąpać po ziemii.Mojego trudnego okresu nie zapomnę (musiałam wtedy baardzo obniżyć swój poziom życia)- ale jednoczesnie dodaje mi to siły aby więcej do takiej sytuacji nie dopuścic - wszak całe zycie się uczymy ...Pozdrawiam.
    • Gość edziecko: Bysiaczek Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 08.12.02, 00:43
      Mój mąż zarabia 8800 netto z pracy w firmie (być może ma również jakieś inne dochody, ale tego nie jestem w stanie udowodnić). Jestem na etapie uzgadniania z mężem (między nami) alimentów w wysokości 1600 zł na roczne dziecko. Moja pani adwokat powiedziała mi, że to dużo i żeby się zgodzić na tę kwotę, bo więcej w sądzie nie uzyskam, bez względu na to ile więcej jeszcze mój mąż zarabia, zwłaszcza, że i ja dobrze zarabiam. Niestety, jak to już któraś z samodzielnych mam napisała - facetom jakoś to bardziej na sucho uchodzi.Pozdrawiam,Chalsia
      • Gość edziecko: mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 11:34
        czytam i nie wierzę: 1600 zł na roczne dziecko? rozumiem, że dziecko kosztuje cie az 3000, bo ty przeciez rownież łozysz na jego potrzeby? 3000 na dziecko??? Czy gdyby ojciec zarabiał 1000 zł tez byś żądała 1600 alimentów? No chyba że ta kwota nie ma nic wspólnego z potrzebami dziecka, tylko z twojego przekonania, żeby wyciągnąć z byłego ile sie da. A co cię obchodzi że on zarabia 8800? Jego sprawa. Czy gdyby zarabiał 20000 żądałabyś 4000 alimentow na dziecko? Kupujesz mu złote nocniki?
        • Gość edziecko: Ika Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 13:55
          :eek:Ja też czytam i nie wierzę... że można napisać coś takiego, jak napisała mikawi :( Mikawi, pytasz, co ją obchodzi ile mąż zarabia - a co ciebie obchodzi, na ile oni się umawiają??? Nie doczytałaś, że oni się UMAWIAJĄ między sobą????Dodam też, że twoje wyliczenie, że na dziecko wydaje 3000, skoro chce 1600 jest kretyńskie, zważywszy, iż nawet sądy biorą pod uwagę to, że matka zapewnia dziecku opiekę i to jest również jej wkład.Mam nieodparte wrażenie, że mikawi jest mężczyzną płacącym alimenty. Bo tekst o złotych nocnikach usłyszałam kiedyś właśnie z ust faceta, adwokata - że dzieci złotych nie potrzebują.Odpowiedni artykuł kodeksu mówi o tym, że dziecko ma PRAWO ŻYĆ NA POZIOMIE ODPOWIADAJĄCYM POZIOMOWI ŻYCIA RODZICÓW - zatem jeśli tatuś żyje na poziomie 8 tysięcy, to nie rozumiem, czemu dziecko nie może żyć na poziomie 1600 czy 3000!!! Szok :ouch:mikawi napisała/ł:> czytam i nie wierzę: 1600 zł na roczne dziecko? rozumiem, że dziecko kosztuje cie az 3000, bo ty przeciez rownież łozysz na jego potrzeby? 3000 na dziecko??? Czy gdyby ojciec zarabiał 1000 zł tez byś żądała 1600 alimentów? No chyba że ta kwota nie ma nic wspólnego z potrzebami dziecka, tylko z twojego przekonania, żeby wyciągnąć z byłego ile sie da. A co cię obchodzi że on zarabia 8800? Jego sprawa. Czy gdyby zarabiał 20000 żądałabyś 4000 alimentow na dziecko? Kupujesz mu złote nocniki?
          • Gość edziecko: mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 14:46
            Nie, nie jestem facetem, jestem kobietą. Skąd moje oburzenie? Stąd, że znam przypadek następujący: była żona nie pracuje bo twierdzi, że nie ma zamiaru tego robić, były jej mąż utrzymuje dzieci, natomiast kwota alimentów jakich ona zażądała obejmuje oczywiście również jej potrzeby. Umówili się na 1500 zl, bo ONA orzekła że to wystarczy na potrzeby dzieci (ha, ha - i jej też, ale o tym nie powiedziała). Mało tego, ona stwierdziła że dopóki bedzie jej płacił regularnie te 1500 ona nie będzie miała do niego żadnych roszczeń i pretensji. I wszystko było o.k. dopoki facet zarabiała netto 2500. Z prostego odejmowania wynika, że jemu zostawalo 1000 (z tego 400 zł płacił za wynajęcie pokoju, bo o kawalerce mogł pomarzyć, mieszkanie zostawił jej). Ale poniewaz nie da się tak żyć na dluższą metę, on tez chciał stanąć na nogi - wziął drugi etat, w tej drugiej pracy awansował, zaczął dobrze zarabiać. Oczywiście nadal płacił byłej żonie 1500 zl, ale też mógł sam zacząc zyć na godziwym poziomie. I co zrobiła była jak sie dowiedziała że on dobrze zarabia???? Podała do sądu o podwyższenie alimentów. Natychmiast. I TO JEST FAIR??? To facet nie może zarabiać DLA SIEBIE??? Żeby odlożyc coś np. na swoje mieszkanie? Bo każdą nadwyżkę poza minimum socjalne jakie musi mu wystarczyć powinien oddać byłej żonie?p.s. nie jestem związana z tym mężczyzną, to bliski przyjaciel mojego narzeczonego, ale szkoda mi faceta
            • Gość edziecko: Ika Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 15:05
              No dobrze, Mikawi, ale jak się to ma do dziewczyny, którą zaatakowałaś?Nijak.... Oberwała, bo Tobie żal przyjaciela Twojego faceta.P.S. Przy okazji - życzę Ci, być NIGDY nie znalazła się w sytuacji, gdy musiałabyś walczyć o alimenty. Nawet nie wiesz, jak bardzo zmieniłaby Ci się wówczas perspektywa......
              • Gość edziecko: mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 15:24
                dlaczego zaatakowałam? kobieta pisze, że nie może wyrwac więcej niz 1600 zł i nawet prawnik jej mowi że to dużo, ale ona uważa że to cholerna niesprawiedliwość że nie może więcej, mimo że sama nieźle zarabia. I to jest w porządku? Nie pisze, że dziecku na coś brakuje, że jej nie starcza na bułki. Argumentem jest że były mąż zarabia 8800 więc trzeba z niego zedrzeć na maksa, żeby nie miał za dobrze. Wstyd mi, że jestem kobietą, gdy czytam jak byle żony uważają ile to im się nie należy od byłych mężów. Jakby ich celem było: dokopać jak się da, wykończyć finansowo. Niech ma za swoje. Smutne to i .... chore.
                • Gość edziecko: goga Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 15:34
                  Smutne i chore jest to co piszesz. I az wstyd , ze jestes kobieta!pomyslalas, ze oprocz kupienie dziecku bulki - jak mowisz, rzeba pomyslec o losie przyszlym. Moze zaplacic opikie na 10 godzin, ubrac, opieke medyczna ( czesto prywatna, bo ja np. nie mam samochodu, a chore dziecko w tramwaju????) ,trzeba zapewnic dzieku jakis rozwuj, trzba mu kupic tysiace rzeczy oprocz nonika i pamersow i bulki!Trzeba muc zapewnic mu dach nad glowa, porobic oplaty ( przy dzieecku idzie znacznie wiecej , wody , produ, gazu....) .Pomyslalas o tym, ze jesli dziecko bedzie chorowac , to ucierpi mamusi praca , nie tatusia. mamusi , bedzie miala zwolnieni, i to jej w tym momencie poleci pensja i... i niezadowlenia pracodawcy ...to Ona po pracy nigdy nie moze zostac dluzej..., tylko zawsze sie spieszy!I pomysl, tej kobiecie i temu dziecku nalezy sie jakas stabilonasc. Czy ta matka musi zyc od pierwszego do pierwszego..... Czy nie ma juz prawa ,do wakacji .... Czy zrobiemu dziecku od czasu do czasu malego prezentu!Zazwyczaj kobiety zarabiaja duzo, ale nie tak duzo jak faceci...I obys nigdy nie byla w tej sytulacji!A jesli bedziesz poszukaj sobie swojego maial.Ona mysli juz o szkole , o przedzszkolu itd...Zastanow sie nad tym. Czy dziecko ma miec mnie j niz jego tatus? Czemu dziecko ma zyc na nizszje stopie?Czemu w gloenj mieze ciezar ma spadac na matke?Ona i tak ma wiekszy obowiazek i wiekszy trud..., powinna byc odciazzona przynajmnieod problemow finasowych ( w jakies mierze).Mag
            • Gość edziecko: eBeata Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 15:31
              mikawi, na podstawie jednostkowego przykładu, podanego w sposób dość subiektywny osądzasz całą resztę społeczeństwa. Żałosne. Tym bardziej, że przykład nie jest w ogóle adekwatny do poprzedniej sytuacji.Nie wiemy kto jest winny rozpadu małżeństwa. Ile lat mają dzieci. Ile obecnie zarabia ojciec dzieci. Dlaczego matka nie pracuje.Dodatkowo:Znajomy zgodził się na 1500 pln. więc w czym problem??? To on cen nie zna, nie wie ile na życie wydaje, ile mu zostanie??? Miał 600 pln miesięcznie. Po odliczeniu czynszu, kwota jaka przypada na 1 dziecko /matki nie wliczam/ jest mniejsza. Podwyżki alimentów jak zrozumiałam, jeszcze nie zasadzono. W czym problem? W gdybaniu?Mniej emocji, więcej rozsądku.PozdrawiamBeata
              • Gość edziecko: mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 15:51
                przybliżam sytuację: ona nie opłaca czynszu, bo robi to jej ojciec, jak rownież płaci rachunki (gaz, prąd, telefon). Ma wykształcenie wyższe, a nie pracuje bo stwierdziła że skoro nigdy tego nie robiła to teraz tym bardziej tego robic nie zamierza (ma 31 lat). Co do zabezpieczenia przyszłości: nasz przyjaciel założył dzieciom polisy posagowe czy coś w tym stylu i wpłaca miesięcznie stałe składki poza tymi 1500 zł. Zgodził się na tę kwotę, która wtedy była dla niego kosmiczna, bo ona zaczęła szantażować go tym, że nie pozwoli widywac mu się z dziećmi i zrobi im taką wodę z mózgu, że go znienawidzą (jej słowa, które padły w obecności mojego faceta). On nie miał nic do gadania w tej kwestii: ona ustaliła że ma być 1500, on musial się zgodzić, bo przeraźliwie bal się utraty kontaktu z dziećmi. Nie generalizuję na podstawie jednego przypadku, takich przypadków jest więcej (to forum nie jest jedynym forum, staram się poznać racje dwóch stron, zanim zacznę wydawać sądy). I coraz częściej przekonuję się, że jest wiele samotnych matek, które za punkt honoru stawiają sobie uprzykrzenie życia byłym mężom. Podkreślam: "wiele" a nie wszystkie. A facet to nie płatnik, tylko ojciec, więc dlaczego jego rola sprowadza się tylko do zarabiania na życie byłej żony i dzieci???
                • Gość edziecko: goga Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 16:06
                  Nie sprowadza sie.Ale czasem Oni sami do tego to sprowadzaja!Zalozyl rodzine i musi sie liczyc , ze do konac zycia bedzie ponosil koszty zwiazne z jego dziecmi!Jakis straszny nieborak - nie poszedl do adwokata - skoro mial swiadka na takie slowa , mogl zadac kuratora do dziecka!!!!Wiesz ta cala historia wydaje mi sie jednak bardzo jednostrona.Chciala zwrocic uwage, ze jest tak , ze jjesli status materialny matki sie poprawia , to dzieci tez . Prawda? To dlaczego nie ma tak byc jesli poprawia sie status materialny ojca?To by bylo na tyle. A ja uwazam , ze jednak latwo mowic , gdusie tego samemu nie doswiadczylo i osadzac. Mozna zapytac ile dzieci wychowalas, ze tak dokladnie wiesz ile trzeba na utrzymanie?Mag
                • Gość edziecko: mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 16:08
                  p.s. rozwód był bez orzekania o winie, o który ona wystąpiła, bo stwierdziła, że się odkochała. Na nic zdaly się rozmowy, prośby, że nie można tak przekreślać związku, rodziny. Ona wpakowała sie w romans, dla którego rozwiodla się z mężem. Po jakimś czasie tamten koleś ją zostawił. Jakkolwiek na to nie patrzycie, nie rozumiem dlaczego matka nie może zacząć pracować, opłacać czynszu, przecież ona tez ma obowiązek utrzymywania dzieci. Rozumiem opieka, wysiłek związany z wychowaniem, ale na Boga trzeba też czyms nakarmic dzieci, ubrać, itp. Dlaczego ma to byc tylko zmartwieniem ojca? Dlatego że jest facetem? Poza tym powtarzam - ona zadecydowala o tej kwocie, ona wliczyła w nią wszystkie wydatki i nie bylo problemu dopóki nie dowiedziała się że byly zaczął lepiej zarabiać. Dzieciom NIGDY niczego nie brakowalo, bo on opłacał rownież wyjazdy wakacyjne (bral pożyczki wakacyjne, które potem splacał do następnych wakacji). Ona nie zrobiła NIC, by podjąć jakąkolwiek pracę.
                • Gość edziecko: Ika Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 16:11
                  mikawi napisała/ł:>staram się poznać racje dwóch stron, zanim zacznę wydawać sądyMam rozumieć, że w sytuacji Bysiaczka również zadałaś sobie trud poznania racji dwóch stron i po tej dogłębnej analizie ją zaatakowałaś..........???Bzdura.I zauważ jeszcze jedno: te sytuacje się diametralnie różnią:1. Bysiaczek pracuje.2. Bysiaczek się z Eksiem dogaduje na tą kwotę, a nie wydziera przemocą i szantażem.3. Bysiaczek nie grozi Eksiowi embargiem na kontakt z dziećmi.4. Eksio Bysiaczka zarabia 8800 (plus boki, których nie liczę), a ona występuje o 1600. Zatem 8800 minus 1600 równa się 7200. No faktycznie, nic tylko współczuć i żałować faceta!! Jak on, biedaczek, przeżyje miesiąc za takie marne grosze???? Nic, tylko na kuroniówkę mu przyjdzie iść i na dworcu zamieszkać :ouch: A Bysiaczek, wredna harpia, jakże ona śmie żądać 1600, po cholerę dziecku taka kupa szmalu zabrana biednemu ojcu, który ma w portfelu marne 7200!!! (nie licząc boków...)Mikawi... więcej obiektywizmu, mniej szybkostrzelnych osądów porównywalnych z gadaniem ślepego o kolorach.Pozdrawiam.
                  • Gość edziecko: mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 16:35
                    o.k. nie znam sytuacji Bysiaczka tak dobrze jak mojego znajomego, ale Ty również nie znasz. Skąd wiesz na czym polega "dogadywanie się" Bysiaczka z Eksem? Byla żona mojego znajomego tez twierdziła że "dogadała się" w sprawie alimentów. Poza tym z postu Bysiaczka jasno wynika, że stanęlo na 1600 dlatego że nawet prawnik powiedział że więcej się nie da. Skąd z taką pewnością twierdzisz, że Eks Bysiaczka zarabia na bokach ponad te 8800? To rownie dobrze moge powiedzieć, że Bysiaczek zarabia więcej niż oficjalnie podaje.Kończąc tę dyskusję, która zaczyna być bezsensowna:nic nie mam do Bysiaczka, nie znam jej sytuacji, poraziło mnie jedynie, że ona ubolewa że więcej nie może wyrwac od eksa.Wiem, że są faceci, którzy nie łożą na dzieci i a jeśli już robią wszystko, by były to sumy minimalne, ale tez wiem, że są kobiety, ktore za wszelką cenę chcą wydoić swojego eks, w imie zemsty? nienawiści? nie wiem. Ale tak jest. Dlatego nie generalizuję, stwierdzam tylko, że trzeba mieć umiar w swoich żądaniach, nawet jeśli sie ponosi trud codziennego wychowywania dziecka.
                    • Gość edziecko: Ika Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 13.12.02, 17:52
                      mikawi napisała/ł:> o.k. nie znam sytuacji Bysiaczka tak dobrze jak mojego znajomego, ale Ty również nie znasz. Skąd wiesz na czym polega "dogadywanie się" Bysiaczka z Eksem? Byla żona mojego znajomego tez twierdziła że "dogadała się" w sprawie alimentów.Opieram się na tym, co Bysiaczek napisała, tak jak Ty na tym, co Ci powiedział Twój narzeczony lub jego przyjaciel.> Poza tym z postu Bysiaczka jasno wynika, że stanęlo na 1600 dlatego że nawet prawnik powiedział że więcej się nie da. Skąd z taką pewnością twierdzisz, że Eks Bysiaczka zarabia na bokach ponad te 8800? To rownie dobrze moge powiedzieć, że Bysiaczek zarabia więcej niż oficjalnie podaje.Bysiaczek napisała, że Eksio zarabia na bokach. Czemu mam jej nie wierzyć? Bo to kobieta po rozwodzie, więc na pewno chce Eksiowi "dokopać jak się da, wykończyć finansowo"???> > Kończąc tę dyskusję, która zaczyna być bezsensowna:> nic nie mam do Bysiaczka, nie znam jej sytuacji, poraziło mnie jedynie, że ona ubolewa że więcej nie może wyrwac od eksa.To Twoja interpretacja, moim zdaniem mocno przesadzona. Bysiaczek, jak większość tu wypowiadających się, przedstawiła swoją sytuację. Osobiście nie zauważyłam, by "lajt motiwem" jej postu było ubolewanie, że się więcej wyrwać nie da.> Wiem, że są faceci, którzy nie łożą na dzieci i a jeśli już robią wszystko, by były to sumy minimalne, ale tez wiem, że są kobiety, ktore za wszelką cenę chcą wydoić swojego eks, w imie zemsty? nienawiści? nie wiem. Ale tak jest.A skąd wiesz, że Bysiaczek jest z tych "dojących za wszelką cenę"??? Bo zostawia faceta z 7200 w kieszeni?Natomiast po co walczą i o co walczą zrozumiesz - być moze - jak będziesz miała dziecko. To na ogół nie jest zemsta czy nienawiść.> Dlatego nie generalizuję, stwierdzam tylko, że trzeba mieć umiar w swoich żądaniach, nawet jeśli sie ponosi trud codziennego wychowywania dziecka.Jesli istotnie, jak piszesz, nic nie masz do Bysiaczka i nie generalizujesz, i starasz się poznać rację dwóch stron zanim wydasz osąd, to moim zdaniem Bysiaczkowi się od Ciebie przeprosiny należą... Zauważ, jak na nią napadłaś, jakimi słowami, jak ją od razu zaszufladkowałaś i poddałaś osądowi! A przecież nic o niej nie wiesz... A od siebie dodam w temacie, że jak taki tatuś zarabiający prawie 9 tysięcy da miesięcznie na dziecko 1600, to to jest i tak mało i powinien mu fundusz stypendialny co najmniej założyć :( Jak będziesz miała dziecko, to zobaczysz, dlaczego. Bysiaczek pracuje - opiekunka to jest średnio 800 zł. Zostaje jej 800. Mój roczny synek właśnie jest chory. Na leki i pielęgniarkę do zastrzyków wydałam już około 500 złotych - a to nie koniec choroby. Pozostałe 300 to są pieluchy. A reszta???? Naprawdę uważasz, że to są "złote nocniki"???Życzę Ci, byś naprawdę nie generalizowała, nie osądzała i była obiektywna, jak na razie o sobie piszesz.Pozdrawiam.
    • Gość edziecko: flaska Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 10.12.02, 00:30
      Mam pytanie trochę w temacie , więc nie bedę rozpoczynać nowego wątku. Czy jeśli matka nie pracuje , a dziecko chodzi do przedszkola to (matka ) moze dostać alimenty na siebie? Nie są po rozwodzie , ojciec dziecka mieszka osobno , matka z dzieckiem w wynajętym mieszkaniu (nieoficjalnie, ale czynsz i opłaty są jak we własnym),dziecko leczone jest prywatnie u specjalisty (co kwartał wizyta + badania),ojciec dziecka zobowiązal się pisemnie do 400 zl na dziecko i powiedział ze nie interesuje go co szanowna żona je lub nie (o opłatach nie wspomnę).Czy możecie coś doradzić?
      • Gość edziecko: adadozet Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 11.12.02, 23:21
        Ups - sory dopiero teraz doczytałam (to jest niestety ta "pomroczność jasna" kiedy ma się 5 minut a chce się zobaczyć wszystko)Ale teraz odpowiadam na temat:Cytat z Babińca "...Obowiązek alimentacyjny wobec małżonka podlega odmiennym regulacjom w trakcie trwania małżeństwa i po rozwodzie. Jeżeli mąż nie przyczynia się do zaspokajania potrzeb rodziny, żona może zwrócić się do sądu o nałożenie na niego takiego obowiązku. Sąd może zadecydować, że część zarobków męża będzie przekazywana bezpośrednio do rąk jego żony. Wiele kobiet nie wie nawet, że taka możliwość istnieje i ma szerszy zakres niż obowiązek alimentacyjny wobec dzieci." W Polsce nałożenie obowiązku alimentacyjnego może być zatem ustalone w wyniku procesu cywilnego, lub za porozumieniem stron przez obecnego współmałżonka, który utracił możność zarobkowania i nie posiada innych stałych źródeł utrzymania.Alimentów możesz żądać wtedy, gdy: a. znajdujesz się w niedostatku i b. nie masz możliwości zapewnienia sobie środków utrzymania we własnym zakresie. Niedostatek oznacza taką sytuacje, w której osoba nie ma własnych środków utrzymania (nie pracuje, nie ma renty, emerytury, dochodów z majątku), które byłyby wystarczające dla zaspokojenia jej usprawiedliwionych potrzeb. To oznacza, że nawet jeśli ktoś ma dochody, ale są one zbyt małe, by pozwoliły mu się samodzielnie utrzymać - ma prawo domagać się alimentów jednak tylko, o ile w inny sposób nie jest w stanie zapewnić sobie środków do życia. Zatem do dzieła - nie daj się i walcz o alimenty na siebie.Odpowiem także na kwestię zaczętą w poprzednim poście·Rozwód bez orzekania o winie - obowiązek alimentacyjny jest identyczny w stosunku do każdego małżonka przez okres 5 lat od chwili orzeczenia rozwodu. Aby móc wystąpić o alimenty należy udowodnić, że pozostaje się w niedostatku. ·Rozwód z orzeczeniem o winie: - małżonek wyłącznie winny rozkładowi małżeństwa nie może żądać alimentów od małżonka niewinnego, nawet gdyby popadł w skrajny niedostatek i nie mógł sam się utrzymać; - małżonek, który nie jest winny rozkładu pożycia, może żądać alimentów nawet wtedy, gdy rozwód spowodował jedynie znaczne pogorszenie jego sytuacji życiowej (nie jest to ograniczone żadnym terminem). ale·Jeżeli w ciągu minionych 3 lat do czasu wystąpienia do sądu z żądaniem alimentów osoba, która żąda alimentów, swoim zachowaniem sprawiła, że nie ma możliwości utrzymania się (np. zrezygnowała z pracy) - alimenty się jej nie należą.Mam nadzieję że odpowiedziałam wyczerpujaco.POzdrowiam. Pa
    • Gość edziecko: adadozet Re: Alimenty, jaka wysokość? IP: *.* 10.12.02, 19:46
      Jeżeli rozwód został orzeczony z winy twojego męża możesz walczyć również o alimenty na siebie. Jeżeli za porozumieniem stron to jest jakiś okres kiedy możesz (on też i jest to chyba 2 lata)jeżeli bardzo obniżył się poziom twojego życia.To tak na szybko odpowiadam - jak sprawdzę napisze więcej.
      • Gość edziecko: Marina Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM IP: *.* 13.12.02, 17:22
        Latem na forum GW mikawi pisala o swoim facecie , ze wybiera jej kase z konta i nie chce pracowac , a w rezultacie ona sama czula sie tak jakb te dzieci utrzymywala.To jego zona nie pracowala , on pracowal od czasu do czasu a sama mikawi musiala zrezygnowac z oplacania swoich studiow.Moj wniosek:niektorzy nigdy sie niczego nie ucza.Nigdy tego nie robilam i nie bawilam sie w Holmesa ani tropiciela afer.Slusznie ktos podejrzewal ja o bycie facetem ktory musi utrzymywac dzieci , bo to ona w rezultacie sporo wdawala na utrzymanie dzieci swojego faceta.Litosci!Odpowiadam dlaczego facet ma utrzymywac swoje dzieci na poziomie na jakim sam zyje:bo to jest jego obowiazek.I nie pisze tego jako samotna matka ,tak?Pozdrowienia.M
        • Gość edziecko: Rosa* Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM - do Mikawi, Iki, Ebeaty, Mariny.... IP: *.* 13.12.02, 20:49
          HejDlaczego jeszcze mnie nie ma w tej dyskusji?!Pytam, bo post Bysiaczka to post o mojej sytuacji niemalże...Iko, EBeato, Marino- dzięki.A do Mikawi- Na początku stycznia składam pozew (nareszcie! I nie będę już tu pisać rzewnych i zrozpaczonych postów- cieszycie się? Bo ja tak.)W pozwie stoi jak byk- 2260 zł alimentów na mnie i na dziecko. Mój mąż ( co powtarzam chyba po raz drugi i troche mnie to zniesmacza) zarabia 9000 brutto. Zarabia więc na rękę mniej niż mąż Bysiaczka, a ja żądam więcej niż ona.Oczywiście robię to po to, coby moje dziecko mogło siusiać do złotego nocnika.Mój mąż okreslił to jako "pazerność na pieniądze"- że niby jestem taką materialistką i obniżę mu standard życia (zostaną 4000 z hakiem). A ja nie mam skrupułów. Nie pracuję (czyli: żeruję na biednym facecie) ponieważ jestem w trakcie studiów, które nie mają opcji "zaoczne", nie mogę więc pracować. Zatrudniam opiekunkę (1000 zł miesięcznie wyfruwa), do pensji której mój mąż nie dołożył się ANI RAZU, a niania pracuje już ponad rok. Widać nie mam honoru, ale nie zamierzam obniżać standardu życia mojego dziecka i swojego. A standard ten wyglada następująco- Kuba musi mieć pieluchy, jedzenie (korzysta jeszcze ze sloików i je wyłącznie Hippa, inne marki po prostu nie przeszły- a Hipp jest najdroższy niestety), mleko w proszku (co 3 dni "pęka" 12 złotych), kasze, serki, ubrania, itd. Po rozwodzie nie będę mieć kasy na opłacenie czynszu i na zrobienie opłat- bo niby skąd?! Owszem, mam na oku własny interes (tzn, działalnośc zawodową), ale wypali on jeśli w ogóle- w przyszłym roku akademickim. A co do tego czasu?Wiesz, Mikawi- poczułam się zmrożona Twoimi wypowiedziami. Głównie z tego powodu, o którym pisały dziewczyny (najwięcej chyba Ika)- że nie masz pojęcia jak to wygląda z tej drugiej, mniej ciekawej strony lustra. Ze strony po której widzisz swojego byłego (lub wkrótce bylego) męza nieobciązonego żadnymi obowiązkami (zwolnienia z pracy podczas choroby dziecka, wstawanie w nocy, chodzenie do lekarza, całodzienna harówa przy braku pomocy- bo niania zajmuje się dzieckiem pod naszą nieobecność, a kto potem ugotuje, upierze i posprząta?), kicającego wesoło w poszukiwaniu nowych przygód. dla niego dziecko jest atrakcyjnym wabikiem dla nowych przyjaciółek, których instynkt macierzyński ("co za dzielny facet! Tak tęskni za dzieckiem, a żona-zołza! Pewnie nie mógł z nią wytrzymać, biedactwo. I jeszcze ten słodki dzidziuś") może wreszcie zostać zaspokojony. Który ma mnóstwo czasu na wyjścia, życie towarzyskie... Możesz powiedzieć, że to zemsta. Dla mnie to rekompensata. Bo nie będę mogła żyć tak jak do tej pory, bo będę musiała godzić sprzeczne obowiązki (czasem wydając o wiele więcej pieniędzy niż w małżeństwie), bo będę musiała żyć z moim dzieckiem tak, aby nie odczuło wypływającej gotówki. I to JEST sprawiedliwe.Owszem, mnie tez prawnik powiedział, ze żądam astronomicznej kwoty. Ale nie traktuję tego jako obiektywego stwierdzenia- a więc tak jak Ty, Mikawi. Co to za obiektywizm wedle którego kobieta z dzieckiem żądająca 1/4 zarobków męza jest fantastką- pazerną fantastką?! Że co- że facet ma większe potrzeby niż dwie osoby (żona i dziecko)?! Że jest bardziej pokrzywdzony ?!Mój mąż zarabia tyle, że uważam że jego OBOWIĄZKIEM jest łozenia na Kubę i na mnie (dopóki nie pracuję) kwoty przybliżonej do wymienionej przeze mnie. Obecnie mąz daje mi 1200 zł na życie dla trzyosobowej rodziny. mieszkamy w Warszawie. Jemy jajka sadzone i ziemniaki, bo inaczej bym nie wyrobiła z kasą- mój mąz dojada na mieście za "swoje prywatne" pieniądze, najada się więc na"wysokim poziomie". Po rozwodzie (po odliczeniu pensji niani i oplat) zostanie mi ok. 800 zł. Tak w praktyce wygląda zemsta i żądza pieniędzy.Pomagaja mi rodzice i dzięki nim poradzę sobie finansowo- bo od zawsze łożyli na mój dom, mimo zarobków męża. Również z tego powodu (wiecznego wyciągania kasy od moich rodziców przez mojego męza) uważam, ze mam moralne prawo zażyczyć sobie takich alimentów. I byłoby niemoralne gdybym tego nie zrobiła.pozdrawiamRosa
          • Gość edziecko: Bysiaczek Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM - do Mikawi, Iki, Ebeaty, Mariny.... IP: *.* 14.12.02, 02:53
            BARDZO !!!!!! DZIĘKUJĘ Ice, Godze, EBeacie, Marinie i Rosie za ich posty. Nawet nie macie pojęcia jak dobrze się poczułam czytając Wasze słowa obrony - poczułam, że nie jestem sama ! To cudowne, gdy okazuje się, ze można liczyć na kogoś (a przecież nawet się nie znamy).Jakoś tak się pechowo złożyło, że zapomniałam zaznaczyć opcję o powiadamianiu o odpowiedzi na mój post i kilka dni nie byłam na forum. Gdybym wiedziała o tej dyskusji, już bym dawno odpisała. Nie będę komentować STYLU wypowiedzi Mikawi, bo nie warto. Na całe szczęście nie czuję się straszliwie urażona (choć w pewnym momencie "nóż mi się w kieszeni otwierał"), bo zdaję sobie sprawę, że Mikawi nie zna całokształtu sytuacji a i mój post był dość lakoniczny. Jedyne co mnie "ugryzło" to jej reakcja na to, że dziecko może tak dużo kosztować.Tak więc spieszę dopełnić obraz. Mały ma rok i jest uczulony na wiele różnych rzeczy, je więc TYLKO I WYŁĄCZNIE słoiczkowe jedzenie. UŚREDNIONE (z kilku miesięcy) koszty miesięczne (w złotych polskich) utrzmania MOJEGO dziecka są następujące:jedzenie - 450pieluchy jednorazowe - 150kosmetyki dla dziecka, proszek do prania - 50ubranka - 150zabawki - 60lekarze,rehabilitacja, leki - 180bank krwi pępowinowej - 250wypożyczona ściągaczka do mleka - 120wypożyczona waga dla niemowląt - 120opiekunka - 160050% kosztów "domowych" (wywóz śmieci, woda, ścieki, gaz, prąd i sprzątanie domu) przypadajacych na dziecko - 600RAZEM - 3730Dużo?? Dużo. Ale moje dziecko ma niezbywalne prawo do życia na takim poziomie jak jego rodzice (i mimo wszystko bez złotych nocników i klamek). Uprzedzę ewentualne komentarze Mikawi - panią do sprzątania mam raz w tygodniu i jest to dla mnie niezbędne bym, będąc samotna matką pracującą po za miejscem zamieszkania, miała dość czasu, sił i radości dla synka. (Bardzo proszę wszystke emamy, którym powodzi się gorzej o wybaczenie, jeśli ten post wywoła złość czy żal. Wiem, że dla niektórych emam to jest jakiś kosmiczny, niemożebny absurd. Nie piszę tego by kogoś urazić ani się nie chwalę). Tak jak to wcześniej już Ika, Goga i Rosa napisały - matka pozostając z dzieckiem wnosi wiele niematerialnych rzeczy, przede wszystkim swój czas, dyspozycyjność; jest również "uwiązana". Z tego powodu z reguły sądy wyznaczają alimenty tak, że koszty utrzymania dziecka są dzielone 60% ojciec, 40% matka (no bo ona wnosi te inne rzeczy). Jak to ładnie Rosa określiła - jest to swoista finansowa rekompensata. Ja z mężem się umawiam na temat alimentów tylko na dziecko (nie na siebie, bo jak napisałam, pracuję i gwoli prawdy zarabiam nie mniej niż mąż), bo wolimy (jeśli to możliwe) dogadać się między sobą po dobroci, niż walczyć w sądzie (bo walka zawsze odbije się niekorzystnie na naszych, i tak już złych, stosunkach, a w konsekwencji będzie to miało negatywny wpływ na psychikę synka).No i mój eks nie zgodził się na te 60% (czyli 2200zł)!! Nie zgodził się nawet na 50%/50% (czyli 1850 zł)!! Zaproponował 1500 zł, a ja wynegocjowałam do 1600 zł. Czy nie byłybyście rozgoryczone w takiej sytuacji? Jego stać na więcej (nawet jakby te 2200 zapłacił to by mu na rękę zostało 6600, o "bokach" nic nie wiem). Co z tego, że i mnie stać. Dziecko jest wspólne, dlaczego ja mam ponosić większe koszty finansowe, skoro i tak wnoszę coś czego on nie daje - swój wysiłek i czas. Tak jak napisałam, adwokat powiedział, żeby zaakceptować to 1600 bo sądy w praktyce nie zasądzą więcej. Przecież to po prostu niesprawiedliwe.Rosa w swoim poście napisała mnóstwo rzeczy, z którymi zgadzam się w 100%, więc z racji baaardzo późnej pory nie będę się powtarzać i kończę ten długi post.Serdecznie pozdrawiam,Bysiaczek (Chalsia)
        • Gość edziecko: mikawi Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM IP: *.* 17.12.02, 16:36
          czy fakt, że gdy w sytuacji gdy ojciec dzieci (a mój partner) pozostawał bez pracy, a ja łożyłam na utrzymanie tych dzieci (tak, to prawda, że była żona mojego partnera nie pracuje - również dla zasady "bo nie") świadczy o mnie tak źle??? czy fakt, że nie obcy był mi los tych dzieci jest przestępstwem??? lepiej gdybym pozwoliła żeby żyły na takim standardzie jak ich ojciec??? - bez pieniędzy??? wiem, ile kosztują dzieci, dlatego ze swojej pensji wysyłalam pieniądze ich matce dopóki mój partner pracy nie znalazł. I tego według ciebie powinnam się wstydzić??? Litości!
            • Gość edziecko: Rosa* Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM IP: *.* 17.12.02, 17:18
              Skandalem wydaje mi się nie to, że utrzymujesz dzieci swojego faceta i jego byłą żonę. To Twoja sprawa i może nogłybyśmy o tym podyskutować, gdybyś przedstawiła problem w taki własnie sposób. Skandaliczne jest jednak podszywanie się pod kogoś innego, aby uzyskać wrażenie bezstronności- "żona kumpla mojego faceta", czyli ktoś, o kim mogę wyrażać sie obiektywnie i nie mam żdanego interesu, aby aludować "złote nocniki" które kupimy za nasze nieuczciwe alimenty. Po co ta szopka? Po co wyładowywanie własnych finansowo- alimentacyjnych frustracji na nas?Zresztą- czy to naprawdę skandal? Niesmak i tyle.Pisałaś do Mariny, a odpowiedziała Ci Rosa, co - mam nadzieję- Marina wybaczy.
                • Gość edziecko: Rosa* Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM IP: *.* 18.12.02, 22:21
                  WitajcieOki, Mikawi. Przeczytałam ponownie Twoje posty i faktycznie nie wynika z nich, że Twój facet i kumpel Twojego faceta to ta sama osoba. Za tę część więc przepraszam,istotnie była to zbyt pochopna ocena. Ja z kolei uważam, że w swoich powyższych postach równiez dopuszczałaś się zbyt pochopnych ocen, a przykład prezentuję poniżej:"Wstyd mi, że jestem kobietą, gdy czytam jak byle żony uważają ile to im się nie należy od byłych mężów."- to zdanie odnosiło się do Bysiaczka, ktora o swojej sytuacji nie napisała na tyle szeroko, aby upoważniło to kogokolwiek do takich komentarzy. Każdy ma prawo do własnej opinii, wydaje mi się jednak, że przez Ciebie przemawiają głównie osobiste rozgoryczenie i złe doświadczenia, a nie uważna lektura postów z tego wątku.Rosa
          • Gość edziecko: Bysiaczek Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM IP: *.* 19.12.02, 00:14
            Godne podziwu, że utrzymywałaś dzieci swojego mężczyzny. Nie wiem, czy byłabym w stanie robić coś takiego, na szczęście nie dotyczy mnie taka sytuacja. Widać jednak, że z Twoich postów wyziera rozgoryczenie i złość z powodu takiej postaci rzeczy.Niestety muszę się zgodzić z innymi - osądzasz innych pochopnie i na podstawie nikłych przesłanek.Pozdrawiam,Chalsia
            • naturella Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 10:29
              Kochane, nie chciałam się wtrącać... i nie chcę, żeby ktoś odczytał mój post
              personalnie, ale zadziwiły mnie (tylko zadziwiły) przedstawiane przez was sumy -
              nie wnikam w pieluchy itp, bo się nie znam... ale 450 zł na jedzenie dla
              dziecka? Nie znam się na tym również, jak jada dziecko... ale chyba nie więcej
              niż dorosły, wielki facet, który na obiad pochłania np. kilogram pierogów z
              męsiem... a ja mam na siebie i męża po odliczeniu wszystkich płatności 800-1000
              zł na życie - w tym mieszczą się również kosmtyki, chemia itp... na osobę na
              jedzenie wydaję może 300 zł miesięcznie...smile

              I jeszcze jedna rzecz... skądinąd wiem, że 1600 zł za opiekunke to koszmarna
              suma! Tyle płaci się opiekunce za dwójkę dzieci i to z praniem, prasowaniem,
              robieniem zakupów i gotowaniem... Bez tego wszystkiego opiekunka to 800-1200 zł
              max.

              Przepraszam, że się wtrąciłam, ale po prostu jestem ciekawasmile
              • stynka Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 13:30
                Droga Naturello!

                Proszę Cię bardzo. Właśnie wczoraj po raz pierwszy usiadłam z kartką papieru i
                spisałam wydatki na jedzenie dla dziecka. Chłopczyk, 2 latka 7 miesięcy,
                ceny "hipermarketowe":
                kaszki (1 opakowanie = 4 posiłki) 15 x 5 zł = 75 zł
                jogurty (1 dziennie) 31 x 1,55 zł = 48,05 zł
                soczki vitamini (2 dziennie) 62 x 2,10 = 65,10 zł
                serki waniliowe (1 dziennie) 31 x 1,70 zł = 52,70 zł
                jedzenie w przedszkolu 22 x 7 zł = 154,00 zł

                Razem daje to: 394,85 zł

                Do tego jakieś owoce typu banany, jabłka czy pomarańcze oraz warzywa (ogórki,
                pomidory). Zostają też soboty i niedziele, kiedy dziecku trzeba dać jakąś
                kanapeczkę (np. z wędliną) i obiadek.

                Owszem, dorosły może mniej wydać na swoje jedzenie i zapewniam Cię, że w wielu
                przypadkach wydaje!

                Jakieś pytania?
                stynka
              • stynka Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 13:34
                Jeszcze jedno. Opiekunka.

                Warszawa, sąsiadka z "przeciwka", więc cena 5 zł za godzinę wyjątkowo niska.
                Żadnego gotowania, sprzątania. Tylko i wyłącznie opieka.

                5 h dziennie x 5 zł x 22 dni = 550 złotych

                Poprzednio ta pani zarabiała 7 h za godzinę i też nie sprzątała. Pracowala po 9-
                10h dziennie (= 1540 zł). Niestety, takie są tu stawki.
                • naturella Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 13:52
                  Stynko, dziękuję za odpowiedź, jadłospis dziecka jest przerażający, chyba na
                  razie mnie nie stać.
                  Co do opiekunki - też jestem z Warszawy i podana przeze mnie suma dotyczy
                  opiekunek z Warszawy. 1200 zł, czyli górna suma, to kwota, za którą wynajmuje
                  się opiekunkę z agencji, z referencjami, przetestowaną psychologicznie.
                  Oczywiście nie płaci jej się za godzinę, tylko za miesiąc.
                  Dlatego się zdziwiłam i napisałam, może to kogos uchroni przed przepłacaniemsmile
                  • mag_p Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 13:59
                    Bardzo przepraszam , ze sie jeszcze odzywam. ALe jestem z Warszawy i wiem ile
                    kosztuje opiekunka. Nikt Ci sie nie zgdozi przyjsc na 10 - 11 na 1200 - a tyle
                    wlasnie musza przecietni brac matki - bo pracuje w godzuinach od 8:30 do 17:00-
                    z przerwa na lunch i jeszcze drobnostak - dojazd do domu!!!!
                    Wiec przecietnie na taki dzien stawak jest naj mniej 1400 . Do tego dochodzi
                    wyzywienie pani - bo w koncu cos jesc musi!A nie uktrywajmy - nie da sie tego
                    ominac!!
                    Pozdrawiam
                    Mag

                    PS.czasem wersja godzinowa jest tansza- bo czlowiekowi czase!! - uda sie
                    wczesniej wrocic...
                      • mag_p Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 14:21
                        Ja tez mam informacje z pierwszej reki - sam wynajmuje !
                        A jak moj eks , mieszkal jeszcze z nami - to nawet mielsimy drozsza!!! Sam sie
                        na to zgadzal.

                        I zpewniam Ci , ze wiecej idzie wody i opiekunki jedza w domu.. Bo inaczje beda
                        pojadac dziecku...

                        Wiec aby tego nie bylo lepiej - po prostu to zalegalizowac - w ten spsob - , ze
                        ustalim ,ze je posilek - skoro jest u mnie osd 10 -do 11 godzin...
                        I
                  • ann_mart Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 15:02
                    Mój Boże a gdzie w Warszawie są takie tanie agencje? Jak ja szukałam w styczniu
                    to oprócz prowizji (600-800 zł) najniższą stawką było 1600 a srednią 1800.
                    Opiekunce płacę 700 zł. za 5 godzin (dwa razy w miesiącu 6) nie gotuje, nie
                    sprząta. I nie jest to zawrotna kwota, podobnie płacą koleżanki 1400 za 10
                    godzin. Pod warszawą można mieć nianię nawet za 800 zł na 10 godzin, ale w
                    Warszawie nikt nie chce pracować za taką stawkę.
                    Więc może podaj namiary będę wdzięczna!
              • aagn Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 13:41
                Zgadzam się ze Stynką, dodaj jeszcze 100-150(zł) pampersy na miesiąc + 20zł na
                chusteczki...,(kiedy jest dziecko młodsze, niż te 2,5 latka )pamiętaj o
                wydatkach sezonowych np. buty (ok.100zł) kurtki(cena podobna)...
                acha może nie wiesz, że dzieci rosną.... i buty i pozostałe ubrania kupuje się
                co sezon.
                Agn.
                • mikawi Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 14:02
                  czytam i się zastanawiam, jakim cudem jeszcze żyją nasi znajomi - oboje pracują
                  (Warszawa), ona zarabia 1100 on 1300 na rękę, czyli razem 2400. Dziecko 2 lata
                  (żłobek), wynajmowana kawalerka 1000 zł/miesięcznie. Zostaje im 1400 na życie i
                  opłaty całej trójki. Wiem, że nie otrzymuja żadnej pomocy od rodziców. Jakim
                  cudem jeszcze żyją - i oni i dziecko?
                        • ashan Re: ile kosztuje dziecko? 29.08.03, 15:04
                          Z całym szacunkim dla Ciebie Stynko jedno pytanie: czy faktycznie Twoje
                          dziecko poza posiłkami w przedszkolu zjada codziennie(!) kaszkę, jogurt, serek
                          owoce i warzywa? Jestem praktykiem w tym względzie (mój starszy syn chodził do
                          przedszkola i jeszcze pamiętam jak wyglądało jego menu poza posiłkami
                          przedszkolnymi, a drugi jest prawie w wieku Twojego dziecka i jako żywo nie
                          byłabym w stanie tyle w niego wmusić (zaznaczam, że nie jest niejadkiem a
                          wręcz przeciwnie smile) Może to pytanie powinno być na forum zdrowie?wink A tak
                          serio: niestety czytam tą dyskusję i dochodzę do jednego wniosku: wystarczy,
                          że jest się samotną matką a już każde pytanie, inne stanowisko w sporze jest
                          odbierane jako barbarzyński zamach. Naprawdę świat nie jest czarno-biały -
                          wszędzie, tylko nie na tym forum. A kobiety za wszelką cenę dowalające swoim
                          byłym są rzeczywistością, a nie mitem, jak chciałybyście to widzieć. I
                          pieniądze są doskonałą bronią. Nie jesteście święte tylko dlatego, że
                          jesteście samotne. Czy którakolwiek z Was zastanawiała się jakie alimenty
                          byłyby dla niej zbyt duże? takie nie do przyjęcia, bo ze świadomością, że nie
                          są już TYLKO dla dziecka ale i dla niej?. Bo sorry, ale argument, że dziecko
                          ma żyć na poziomie ojca oznacza w rzeczywistości co: czy jeśli ojciec mieszka
                          w domu to dziecko z matką też, czy wystarczy 2 pokojowe mieszkanie na siódmym
                          piętrze? Czy naprawdę WSZYSTKIE jesteście tak uczciwe, że w przypadku
                          dostawania dwóch tysięcy na dziecko, przy takiej samej lub mniejszej swojej
                          pensji wszystko z alimentów co do grosza wydacie na dziecko? Jeśli tak to
                          super, to znaczy, że osoby bywające na tym forum są wyjątkami w naszym
                          społeczeństwie. I gratuluję. Ale proszę nie zamykajcie oczu na to, że nie
                          wszyscy są tacy jak Wy. A Mikawi chociaż czasami ma ostry język nie raz
                          służyła dobrą radą samotnym matkom na tym forum (to do ew. Sherlocków wink).
                          pozdrawiam
                          jednocześnie ta pierwsza i ta druga ashan
                          • mag_p Re: ile kosztuje dziecko? 29.08.03, 15:10
                            Uwierz - sa tacy eks- co tez dowalaj.I to za pomac i kasy i dzieck - tez
                            swioetnie potrafia manipulowac, oszukiwac..
                            I nie sa swiecie tylko dlatego ze sa eks - imaja drugie rodziny!!!!

                            Pozdrawiam
                            Mag
                          • stynka Re: ile kosztuje dziecko? 29.08.03, 15:27
                            Niestety ashan rzeczywistość jest taka, że za jedzenie w przedszkolu zapłacić
                            trzeba, czy dziecko je, czy nie. Jach chodził do żłobka, więc już wiem, jak to
                            jest. Moje dziecko jest niejadkiem, panie nie wciskały i niestety w domu
                            dojadał. Ileż to razy jego domowy obiadek wędruje w koszu, a Jaś za godzinkę-
                            dwie wcina z apetytem serek lub jogurcik (o tak, to lubi!) Ale czy z tego
                            powodu mam dziecku obiadu nie ugotować?!
                            Po raz pierwszy zrobiłam sobie taką kalkulację. Do tej pory nie liczyłam.
                            Pracuję, zarabiam i wydaję tyle, ile jest konieczne dla mojego dziecka.
                            Naturella chciała wiedzieć, więc jej przedstawiłam moje wyliczenia. Nie było mi
                            to potrzebne dla sądu, gdyż nie dostawałam, nie dostaję i nie zamierzam
                            występować o alimenty.
                            Nie jestem święta tylko dlatego, że samotna, bynajmniej. Ale dla mojego
                            samopoczucia doskonałym lekarstwem jest myśl, że na nikogo się nie oglądam i
                            tak świetnie sobie radzę smile.

                            Pozdrawiam,
                            stynka

                            ~~~
                            www.jachu.com
                      • stynka Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 15:02
                        Nie chce mi się czytać wszystkich postów od początku. Kto pisał, że wydaje na
                        dziecko 3000 zł? Swoją drogą znam takich, co i dużo więcej. Jeśli kogoś na to
                        stać, to jego sprawa.

                        Dla mnie oczywistym jest fakt, że daję dziecku to, co uważam za najlepsze w
                        granicach, na jakie mnie stać. To są moje kryteria.

                        Niewiele ponad rok temu mialam bodajże 491 zł zasiłku dla samotnej matki +
                        jakieś grosze rodzinnego i też żyliśmy. Teraz na szczęście pracuję.

                        Każdy mierzy wg swoich potrzeb i możliwości.

                        stynka
                        • chalsia Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 29.08.03, 23:52
                          Ubawiłam się SERDECZNIE czytając kontynuację duskusji z przed paru miesięcy. TO
                          JA STYNKO !!!! jestem "winna" dużej części tej ożywionej dyskusji (i tych 3000,
                          a nawet więcej).
                          I to już drugi raz sie ubawiłam, bo te parę miesięcy temu Mikawi (z całym
                          szacunkiem) na "mój rachunek sumienia" w postaci szczegółowego rozpisu ile
                          dziecko kosztuje, już nie odpisała.
                          Pozdrawiam,
                          Chalsia
                          • stynka Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 30.08.03, 03:54
                            Już wiem, dzięki Chalsiu!
                            Na moje wyliczenie odnośnie jedzenia (450 zł) też brak reakcji smile.
                            Ale ja się nie zacietrzewiam jak niektóre dziewczyny, mam do dyskusji na forum
                            ogromny dystans. Codziennie muszę czytać Samodzielną i gdybym się przejmowała,
                            to bym chyba w końcu dostała zawału wink.
                            A co do wydatków na dziecko, to niestety jutro, ups - dzisiaj, udajemy się
                            podwyższyć średnią. Jasiek idzie do przedszkola od poniedziałku, a nie mamy dla
                            niego prawie nic, bo wyrósł i oddaliśmy. A tu jesień za pasem.
                            Do naszych 450 na jedzenie + 550 opiekunki + ok. 300 kosztów mieszkania (jak
                            dobrze, że mieszkamy w bloku!) + ok. 50 (tylko! Jach od kilku dni w końcu woła,
                            więc pieluszki tylko na noc i na podróż samochodem, coby kłopotów z praniem
                            fotelika sobie oszczędzić!) pieluchy, jakieś proszki, płyny do kąpieli, na
                            które nawet nie wiem, ile wydaję, kosmetyki (lato było, kremy p/słoneczne się
                            używało), benzyna (od września pójdzie więcej, bo będę nadrabiać kilometrów
                            zawożąc i odbierając, a w końcu moje dojazdy do pracy są też jego dojazdami, bo
                            gdybym nie pracowała, toby na nic nie było) 500/2=250), 150 zabawki (dużo?
                            założyłam sobie tyle co miesiąc, bo zbieramy kolejkę BRIO, którą Jasiek
                            uwielbia; oczywiście jeśli nie wystarczy, to ten punkt jest do odpuszczenia);
                            no więc do tego wszystkiego dojdą jeszcze jesienno-zimowe ubranka i buty:
                            ortopedyczne Postępu rozm. 27 = 105 zł (moje dziecko wyrosło latem z sandałków
                            r.26, wstyd się przyznać, przetrzymałam go w nich do końca, z lekko wystającym
                            palcem), jakieś jesienne do biegania 100 zł (może uda się za tyle, tylko czy
                            Bartki?), na ubranka chcę przeznaczyć ok. 300 zł (dziś w Smyku oglądałam
                            bawełniane bluzeczki, nic nadzwyczajnego, takie T-shirty z długimi rękawami -
                            33 zł sztuka, a jemu trzeba 5, żebym codziennie prać nie musiała, długie
                            spodnie też by się przydały, w szortach jesienią nie będzie ganiał... i tak
                            dalej, i tak dalej...
                            Ile to razem? Nie wiem, jutro podliczę, bo zbyt zmęczona jestem teraz.
                            Ale ciekawie było się zastanowić, ile tak naprawdę kasy na dziecko idzie. A ja
                            ostatnio pod koniec lipca kupiłam sobie 2 bluzki bez pleców (2x30 zł) i klapki
                            (85zł).

                            stynka

                            www.jachu.com
                      • chalsia Re: WYBACZCIE ROBIE WIOCHE ALE NIE ZDZIERZYLAM 30.08.03, 11:23
                        Mikawi napisała:

                        „czytam i się zastanawiam, jakim cudem jeszcze żyją nasi znajomi - oboje
                        pracują
                        (Warszawa), ona zarabia 1100 on 1300 na rękę, czyli razem 2400. Dziecko 2 lata
                        (żłobek), wynajmowana kawalerka 1000 zł/miesięcznie. Zostaje im 1400 na życie i
                        opłaty całej trójki. Wiem, że nie otrzymuja żadnej pomocy od rodziców. Jakim
                        cudem jeszcze żyją - i oni i dziecko?
                        ale jakim cudem skoro dziecko pochłania 3000????”

                        Jeśli chcesz dokładnego wyliczenia – wróć w tym wątku do postu Bysiaczka z
                        12.12.2002

                        Mikawi, żłobek nie kosztuje 1600 w przeciwieństwie do opiekunki. I być może to
                        dziecko ma to olbrzymie szczęście, że jest idealnie zdrowe, a nie jak
                        mój „przykład za 3000” czyli mój synek, który jest uczulony na białko mleka
                        krowiego, gluten, drożdże, czekoladę, kakao, pieprz, pomidory, kurze jaja. 85%
                        jego diety to słoiczki (i to raczej nie te najtańsze z racji alergii). Ponad to
                        przez pewien czas wymagał rehabilitacji (jedna wizyta rehabilitanta 50-70 zł),
                        teraz nadal jest pod nadzorem rehabilitanta oraz wymaga częstych konsultacji
                        ortopedycznych (i dość drogiego obuwia w związku z tym). A ja z racji
                        odległości i braku czasu nie korzystam w takich sytuacjach z państwowej służby
                        zdrowia.
                        A inne rzeczy, to jest właśnie kwestia „poziomu życia rodziców” – ja (+ eks)
                        mogę sobie pozwolić na Huggiesy czy Pampersy (a nie kupować najtańsze pieluchy
                        marki Tesco), jak również by kupować nowe ubranka a nie secon-handowe (co
                        zresztą robię, bo tam ekstra rzeczy można znaleźć, ale nie robię tego z
                        finansowego musu). Podobnie jeśli chodzi np. o szczepienia – kupuję droższe,
                        lepsze szczepionki.
                        Ciuszki można też dostać używane za darmo od znajomych. I tu takie jak ja się
                        przydają – wszystkie ubranka, z których mały wyrósł oddaję znajomej ubogiej
                        rodzinie, gdzie najmłodsze (SIÓDME !!!) dziecko jest o kilka miesięcy młodsze
                        od mojego.

                        Jesteś kobietą to chyba rozumiesz, że każda kobieta używa kremu do twarzy, ale
                        od możliwości finansowych zależy czy będzie to Nivea czy YSL.

                        Twoim znajomym lekko nie jest, ale na pewno dają sobie radę

                        Pozdrawiam,
                        Chalsia
    • e.beata Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:24
      ashan widocznie nie masz dziecka skoro nie rozumiesz jak można wydać pieniądze
      na dziecko.
      Gdyby ktoś mi dał 3tys. na dziecko, to na dziecko bym tyle też wydała wink.
      Miałoby po prostu o wiele lepiej niż teraz.
      Gdyby Tobie ktoś zwiększył pensję to nie wiedziałabyś co z tymi pieniędzmi
      robić?
      Po prostu podnosi się standart życia.
      I GWARANTUJĘ tobie, że z tych pieniędzy nic bym dla siebie nie wzięła.
      Tak bym się nie upodliła, przed pewnym łosiem. Ja dla siebie od niego nic nie
      chcę. Nie chcę mu być nic winna, nie chcę żadnej łaski. I wiele skrzywdzonych
      mam tak myśli.
        • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:39
          Wiekle ,tez pracuje tak samo jak i oni, zajmuje sie dzieckiem, sprawdza do
          jakiej szkoly czy przedszkola miozna by poslac - by dziecku bylo jak
          najlepiej.. itd.. lata po sklepach , po lekarzach i aptekach bo dziekco chore,
          potrzebuje to lub to...
          % rok chcodzi w teyc samych butach i ptrzac na nie wmawia sobie , ze pnnie
          widac roznicy
          W czasie gdy ex maz - rzuci co rzuc- ( co udalo sie wyegzekwoaca sadownie) - a
          rewszta na swoje zachcianki - i DUZO przyjemnie sopedzonego czadsu!!! - A
          dzieko tylko w czasie gdy mozna sie nim popisac..
          Robi za taka malpke w cyrku - jak tatus ma ochote poprawic swoje ego jako
          tatus..
          Lub ta druga sie nim zajmuje i potem ma jszcze pretensje , ze musialam zamowac
          sie dzieckiem tej pierwszej i to nie do tatusia tylko do tej pierwszej....

          I zali sie..., jak to bohaterska bo sie zajmowala...
          Jak widac jest roznie!!!!
          Pozdrawiam
          Mag


      • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:48
        Wiesz, akurat mam dwoje (gdybyś czytała dokładnie...), ale nie zwróciłyście
        uwagi na meritum. Wiem Stynko, jak to jest z małymi "jadakami", które potrafią
        wcinać przez dwa tygodnie tylko chleb z masłem, a potem samą szynkę i
        pomidory. To wyliczenie było takie... schematyczne, i dlatego mało
        przekonujące. Ale ok. Ja osobiście uważam, że alimenty są OBOWIĄZKIEM ojca i
        nasza godność nie ma tu nic do rzeczy. Wiem także, że można wydać duże
        pieniądze na dziecko (vide Chalsia). Ale w pewnym momencie, gdy różnica w
        dochodach rodziców jest duża trudno będzie rozdzielić poprawianie standardu
        życia dziecka od swojego. I wtedy duże alimenty (duże w stosunku do zarobków
        osoby opiekującej się dzieckiem) zaczynają się przekładać także na poziom
        życia opiekuna. Może to głupi przykład, ale czy kupujecie dzieciom osobne
        jedzenie, środki czystości etc? Ja kupuję wszystko razem i daję słowo, chociaż
        bardzo się staram nie potrafię wyliczyć się co do grosza. To o czym Ty mówisz
        Ebeatko to klasa. Ty ją masz, ale zapewniam Cię, że nie wszyscy! Jak może to
        wyglądać z drugiej strony? popatrz na forum tych drugich - spotkasz tam sporo
        opowieści o tym, że mamy niekoniecznie wydają alimenty tylko na dzieci. Mi
        chodzi tylko o to, żeby nie angażować się jak w świętą wojnę w takie dyskusje.
        Generalizujecie drogie Panie i wystarczy poczytać nie tylko ten wątek, żeby
        się o tym przekonać.
        pzdrw ashan
    • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:32
      Stnka !! GRatulacje!

      Jedna rzecz do "drugich". Rozliczacie nas z alimentow- na co wydajemyy itd..
      Ale To nie WY placicie nam alimenty.
      Bo po pierwsze nie mi , ale dziecku waszego partenra..... ,. O po drugie nie Wy
      tuylko On...
      Ja przynajmniej od tej drugiej nie przyjelabym ani grosza
      Pozdrawiam
      Mag
      • mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:40
        oj, mag gdyby to było takei proste. MYLISZ SIĘ. W związku dwojga ludzi kasa
        jest wspólna, wspolne sa wydatki i jeśli jego pensja idzie w całości lub
        przeważającej części na dzieci (alimenty, przyjazdy do nich), to siłą rzeczy na
        mnie spada W CAŁOŚCI utrzymanie naszego domu. Więc jego alimenty dotykaja i
        mnie. A w sytuacji gdy traci pracę? można skierować wniosek do sądu o obniżkę
        ale czy wiesz ile to trwa? Miesiącami. A płacić trzeba, bo najmniejsza zwloka
        czy niższa kwota spowoduje wizytę komornika, od którego potem już nie da się
        uwolnić (chyba że na wniosek ex, mrzonki) i który pobiera dość znaczne "koszty
        egzekucji". Więc żeby się totalnie nie pogrążyć, płaci się dalej. Więc daruj
        sobie gadanie że drugie zony nie płacą wam. Może nie bezpośrednio, ale płacą,
        oj płacą.
        • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:49
          Sluchaj 0- nie wiem ale alimenty sa tak wyliczne .
          Mikawi - ale jak ojcu pensja wzrosnie - amtka dostaje malo- to tez to trwa...
          Inaczej zapytam j- jak by sie utrzymal jakby Ciebie nie bylo..
          Nie utrzymal by sie? Toz to przeciez dorosly facet..
          Alcos by zrobil.. Nie wiem co - bo nie jestem w jego sytuacji, ale wiem , ze
          sady nie zasadzaj tak iz facet nie ma sie z czego utrzynmac.. J
          Od drugiej nie biore. Sadownie dostaje przyznane alimenty - a to co opisujesz -
          to niemozloiwe. Musieli stwierdzic , ze ma lewe dochody i- lub duize mozliwosci
          zarobkowania. Zadkoscia jest ze sad na dzieko daja ponad 30% dochodu.....
          A z tego co wiem nie moze przekraczac 60% ...i to jak jest wiecej dzieci...


          Ja w 100% wiem , ze od drugiej nie biore =.
          W malzenstwie zawsze ktoras strona ma mniejsz dochody...


          Pozdrawiam
          Mag
          • mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:52
            mag, to mało jeszcze wiesz i nie pisz mi "niemożliwe"
            a co by zrobił jakby nie było mnie? nie wiem, szukanie pracy trwa trochę,
            niektórzy żyją w tym czasie z oszczędności (jak je mają), inni się zapożyczają.
            Naprawdę nie znasz przypadku, gdy jedno z małżonków traci pracę? A co by
            zrobiło gdyby nie miało drugiego? Pewnie to samo, czyli szukaloby pracy. Ot i
            cała filozofia.
          • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:55
            Mikawi - jesli tak jest , nie wiem co powiedziec..
            Ja raczej nie biore od drugiej bo nawert20% dochodu nie mam.. i to taiego
            czystego - nie liczac na boku.. . Przy czym na razie nie ma drugiego dzieck .
            Po prostu nie wiem , jak sie zlozy taka sprawe , to nie mozna poprosic
            o "zabezpiedczenie". Na czas gdy sie rozprawa odbedzie itd.. zeby placic
            mniejsze alimenty...

            No nie wiem..
            Juz dawno o tym pisalas i co jeszcze nie bylo sprawy...
            Chodzi mi o to , ze w zyciu sa rozni facececi , rozne sytacje..
            Ja nie chce od niehgo czegos , co on nie moze zaplacic.. Wydaje mi sie ze zadko
            ktora matak , tu piszaca chce wydrzec ojcu ostatni grosz...
            Ja ze swojegop dochodu wydaje pokolo 80% na dziekco...
            Wiec jak dla mnie jest ok.
            A i tak uprzyksza mi zycie i trudno mi sie od niego uwolnic...
            Pozdrawiam
            Mag
        • babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 15:58
          mikawi napisała:

          > oj, mag gdyby to było takei proste. MYLISZ SIĘ. W związku dwojga ludzi kasa
          > jest wspólna, wspolne sa wydatki i jeśli jego pensja idzie w całości lub
          > przeważającej części na dzieci (alimenty, przyjazdy do nich), to siłą rzeczy
          na
          >
          > mnie spada W CAŁOŚCI utrzymanie naszego domu. Więc jego alimenty dotykaja i
          > mnie. A w sytuacji gdy traci pracę? można skierować wniosek do sądu o obniżkę
          > ale czy wiesz ile to trwa? Miesiącami. A płacić trzeba, bo najmniejsza zwloka
          > czy niższa kwota spowoduje wizytę komornika, od którego potem już nie da się
          > uwolnić (chyba że na wniosek ex, mrzonki) i który pobiera dość
          znaczne "koszty
          > egzekucji". Więc żeby się totalnie nie pogrążyć, płaci się dalej. Więc daruj
          > sobie gadanie że drugie zony nie płacą wam. Może nie bezpośrednio, ale płacą,
          > oj płacą.


          Hmmm, no cóż, wiedziałaś, że Twój mąż ma dzieci z poprzedniego związku, a co za
          tym idzie pewne obowiązki. A, że pierdoła i nie potrafi zarobić na utrzymanie
          dzieci i nowej rodziny.... rozumiem rozczarowanie i rozgoryczenie, ale tu chyba
          nie powinno być pretensji do ex i dzieci z byłego związku (no bo za co, za to
          że są?), a raczej wyrzut do męża, że jest niezbyt zaradny. Posiadanie dzieci to
          wielka odpowiedzialność. Odpowiedzialność, która nie kończy się z dniem, kiedy
          zakładasz nową rodzinę. Ale to napewno rozumiesz Mikawi, bo (i tu bez sarkazmu)
          jesteś inteligentną kobietą. A że czasami "punkt siedzenia" (ten od punktu
          widzenia) zasłania ci oczy... Bywa.

          Pozdrawiam

          B.
          • mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:15
            moje ulubione stwierdzenie w stylu "widziały gały co brały" he he
            wiesz - to nie o niezaradność męża chodzi (bo utrata pracy może się zdarzyć
            nawet najbardziej zaradnemu i chwala temu co znajdzie następną już na drugi
            dzień) ale o pazerność byłej, dla ktorej złotówki jakie wpływają na jej konto
            przesłaniają logiczne myslenie. Bo dla niej (i niektorych bylych) nie ma
            argumentu pt. "chwilowo gorszy okres w życiu i brak pracy". Mnie chodzi tylko o
            odrobinę CZŁOWIECZEŃSTWA i nie pogrążanie ojca swoich dzieci. W tym momencie
            pozostaje mi odesłanie do postów Darci73 na forum drugich - tak też można. I
            nie mówię nawet o zwolnieniu z aliementów (bo dzieci jesc muszą) ale o czasowym
            obniżeniu placonej kwoty - w końcu tyle się mówi o równym standardzie życia,
            więc skoro ojcu się ten standard obniża to i dzieciom również (w pełnych
            rodzinach jak ojciec traci pracę to wydatki na dzieci tez maleją, prawda?). Ale
            są byłe, które takiej możliwości dokopania eks mężowi nie przepuszczą.
            • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:22
              Ale Mikawi - trzeba by bylo oczekiwac , ze facet tez czasem wykarze zrozumienie
              i miec jakies podstawy do zaufania - ze kiedys - jak znajdzie prace azcznie
              oddawac..
              Bo np. kobieta moze w takiej sytuacji stanc przed faktem , ze bedzie musial
              oddac mieszkanie - bo nie starczyjej na rate czy czynsz.

              Moze Ona nie byla w takiej sytuacji.. ale roznie bywa.

              Wiem , ze roznie moze byc.. Ale mowie musi byc nadzieje , ze ta druga strona
              potem ,rzeczywscie postara sie oddac , moze pomc spacic dlugi jakie powstana w
              wynku braku tych alimentow - lub zmni4jszenia platnosci...

              Tzeba by bylo wiary , i ze ta druga strona tez tak sie bedzie troszczyc o
              pierwsz , jakby ona stracila prace.... A nie pierwszy ruch , to zabarc jej
              dziecko ( kopac lezacego)...


              A z ta wiara roznie bywa.. Ja dzics poraz kolejny dostalam od zycia nauczke -
              nie ufaje ez i nie daj sie zwiesc.. bo tracisz.
              Stare uda sie nadrobic , ale ...
              Nastepnym razem nie zaufam..
              Aby wierzy i ufac - trzeba mnec podstawy , chocby zludzienia co do ex
              partenra...

              Mikawi - to nie muzis byc o twoim patrtnerze,..
              Po prostu - nie wiem co bym zrobla gdyby sie to przydazeylo ex.. bo coraz
              czesciej dostaje sygnal - nie wierz mi - bo ci dokopie..
              Jesli tylko znajde slaby punkt..

              Mag
              • mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:31
                oddawać powiadasz? a jeśli znaleziona praca przynosi połowę kiedys
                otrzymywanych zarobków, które teraz idą niemal w całości na bieżące alimenty? z
                czego więc oddawać? może są szczęściarze którzy tylko awansują na dyrektorskie
                stołki, ale są i zwykli "zjadacze chleba", którzy znajdują pracę za niższe
                pieniądze niż to było kilka lat temu (a jeśli nie orientujecie się jak wygląda
                sytuacja na rynku pracy polecam lekturę forum Praca). Czy powinnam się rozstać
                z facetem tylko dlatego że nie zarabia 10 kafli? Bo argumenty - że "skoro taki
                niezaradny..." zwalają mnie z nóg.
            • naturella Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:34
              Podoba mi się stwierdzenie, że drugie żony nie płacą... Jak to nie? Przecież
              mamy wspólność małżeńską... więc są to nasze wspólne pieniądze. Ja się nie
              ciskam o te parę złotych, my mamy na szczęście dość niskie alimenty, przez co
              możemy spłacać długi po byłej (wszędzie o tym piszę, ale jak myslę o tym, to aż
              mnie trzęsie - ok. 10 tys. złotych to jej sprawka!). Ale denerwuje mnie, kiedy
              już pod koniec miesiąca dzwoni po pieniądze, aż jej sie głos trzęsie z
              pazerności, kiedy opowiada bajki, jak to na lekarstwa dla dziecka sa potrzebne
              pieniądze (a to bzdura!), jak to argumentuje swoją potrzebę finansową tym, że
              wydała wszystko na podróże i nie ma! albo jak dzowni z wakacji i chce przekazem
              pieniądze, bo wydała wszystko i nie ma jak wrócić z dzieckiem! I do tego cały
              czas pretensje, argumenty, że my mamy lepiej (mamy, bo ja pół życia się
              uczyłam, żeby mieć lepszą pracę i wyższe zarobki!!! a jak sie skończyło
              edukację na liceum bez matury, bo się nie chciało, no to już nie mój
              problem...!). Posunęła się nawet do tego, że zadzwoniła do mojego męża z
              wyrzutami, że powinien jej dac więcej pieniędzy skoro SOBIE jedzie do Grecji -
              a to była nasza podróż poślubna, opłacona w dodatku przez moich rodziców.
              Wiecie, i to mnie właśnie trzęsie, to jej poczucie, że JEJ się należy, te
              metody stosowane, ten brak honoru jakikolwiek, to przedstawianie w sądzie
              kwitów, jakie to ma potrzeby - a tam jak byk "buty damskie 150 zł" - dziwne
              potrzeby jak na nastoletniego chłopca!!!
              Potwornie mnie denerwuje, że ona urodzenie syna mojego męża traktuje jak złoty
              interes, że zasłania się dzieckiem w swoich żądaniach dalekich od jego
              interesu, że nawqet najbardziej kretyńskie decyzje usiłuje naprostować poprzez
              dziecko i tego, że czegos tam dzieciak nie ma - przecież mój mąż nie
              powie "spadaj" na argument, że dzieciak nie ma książek do szkoły... bo mamunia
              przeznaczyła pieniążki na kolacyjkę ze swoim obecnym! Pewnie nawet mieszkanie
              zmarnuje przez to, że jest kompletnie nieodpowiedzialna - i wtedy będzie bek,
              że gdzie dziecko ma mieszkać... Ble, źle mi się robi jak o tym myślę.
              • mikawi Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:43
                tak czytając to forum dochodzę do wniosku, że tutaj są same szlachetne "byłe",
                honorowe i zyjące wyłącznie dobrem dziecka. Super. Szkoda że i ja i naturella i
                kilka innych "drugich" trafiło na przeciwieństwo tego obrazu doskonalości (nie
                odbierajcie tylko tego personalnie, bo znowu się posypią gromy że kogoś
                obrażam, a to nie było moim celem)
                • chalsia Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 00:15
                  Mikawi,

                  wiesz ja też. Jak również, że są tu same wspaniełe "obecne"="drugie". Może ma
                  to jakąś wysoką korelację z dostępem do komputera i uzytkowaniem Internetu???
                  Ciekawy temat badawczy. smile))))

                  A z innej beczki, czyli wracajac do żródeł - zarabiam na poziomie nie niższym
                  od eksa (a właściwie nawet więcej), a obydwoje BARDZO dobrze, w związku z czym
                  W MOJEJ konkretnej sytuacji nie muszę na całe szczęście analizować sytuacji co
                  by było gdyby... Jak się coś zmieni w stanie finansowym któregoś z nas, to się
                  będę zastanawiać ( i dzięki temu forum mam lepszy "ogląd"). W sytuacji dużej
                  dysproporcji zarobków rzeczywiście wynika mnóstwo problemów.

                  A wniosek ogólny jal zawsze taki sam - KAŻDY PRZYPADEK JEST INNY, SZCZEGÓLNY i
                  najgorszą rzecz jaką można zrobić to generalizować na tzw. "wejściu".

                  A dla tych co chcą znać koszty opiekunek - mieszkam w okolicach Warszawy, mam
                  dość dyspozycyjną nianię (z doświadczeniem i referencjami) z samochodem
                  dojeżdżającą do mnie z niedaleka, znalezioną przez agencję- 6,5 zł za godz/
                  zupełnie średnio licząc. Jak to już napisano, matki pracujące (a ja pracuję po
                  za miejscem zmieszkania) muszą mieć nianię na 10-12 godz. Wynik = 1600
                  zł/miesiąc. Prasuje i gotuje dla dziecka, czasami kupuje dla niego warzywa lub
                  owoce, nie sprząta ale musi utrzymywać stan relatywnej "bezkurzowości".
                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
              • ka.ga Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:50
                To ja sie jeszcze dolacze. Drugie zony ponosza wcale niemale koszty. I
                co "smieszniejsze" - za zgoda sady, droga Mag. Otoz sad wyliczyl alimenty
                molemu mezowi biorac pod uwage fakt, ze mieszka ze mna, a wiec ponosi tylko
                polowe kosztow zwiazanych z mieszkaniem. To czysta paranoja. Gdybysmy sie np
                rozstali - i on wynajalby sam mieszkanie, ponosilby juz cale koszty, ale tego
                ani sad, ani byla nie biora pod uwage. Draznia mnie wiec takie bajki, ze
                obecne zony nie placa alimentow. Placa, chocby przez to, ze musza z czegos
                rezygnowac. Ajak cos sie w tym drugim zwiazku zaczyna udawac, mozna sobie na
                cos pozwolic - chocby na podroz poslubna, jak napisala Naturella - to zaraz
                wywolyje piane na ustach ex, chec dokopania bylemu malzonkowi i w rezultacie
                kolejny pozew o podwyzszenie alimentow.
                • babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:59
                  ka.ga napisała:

                  > To ja sie jeszcze dolacze. Drugie zony ponosza wcale niemale koszty. I
                  > co "smieszniejsze" - za zgoda sady, droga Mag. Otoz sad wyliczyl alimenty
                  > molemu mezowi biorac pod uwage fakt, ze mieszka ze mna, a wiec ponosi tylko
                  > polowe kosztow zwiazanych z mieszkaniem. \

                  A to akurat nie jest takie dziwne i działa w dwie strony. Gdyby ex twojego męża
                  mieszkała z kimś to też ten fakt byłby wzięty pod uwagę. Czyli, że "drugi"
                  ponosiłby koszty utrzymania dziecka twojego męża.

                  No chyba, ze sie mylę?
                  • ka.ga Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 17:04
                    Nie, nie mylisz sie. Ale skoro piszesz, ze ten drugi, z ktorym mieszkalaby ex
                    mojego meza ponosilby czesc kosztow utrzymania dziecka, to tak samo ja ponosze
                    czesc tyvh kosztow - wbrew temu co napisala Mag, ktora twierdzi, ze drugie
                    zony nie partycypuja w tych kosztach.
                  • mamaadama4 Re: Alimenty, jaka wysokość? - do bebe007 01.09.03, 09:46
                    Sąd nie bierze zawsze pod uwagę tego, że ex ma nowego męża a tym samym
                    dodatkowe źródło dochodu i opłaty za mieszkanie są rozłożone na większa ilość
                    osób. Nasza ex wyszła za mąż bardzo szybko, bo własnie w trakcie rozwodu była w
                    ciąży. I do dziś sąd nie bierze pod uwagę tego, że jej mąż zarabia.
                    danka
              • zgagusia Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 19:01
                naturella napisała:

                > Podoba mi się stwierdzenie, że drugie żony nie płacą... Jak to nie? Przecież
                > mamy wspólność małżeńską... więc są to nasze wspólne pieniądze.
                mnie tez trafia jak cos takiego slysze... w moim (naszym) przypadku wygladalo
                to mniej wiecej tak: wiedzialam ile maz (wtedy jeszcze nie-mąż) ma płacić
                alimentów, zgodnie stwierdziliśmy że damy sobie finansowo rade - a tu
                niespodzianka. Byla żona uznała że skoro jego sytuacja się 'poprawila' dzięki
                związkowi ze mna to on ma jej płacić więcej... (to a propos tego 'widzialy galy
                co braly')Mieszkała w Ameryce (nadal zreszta tam jest), zarabiała ok. 2000$
                (mój mąż wówczas ok.1400zł) i żądała połowy kosztów utrzymania dziecka!!!!


                > albo jak dzowni z wakacji i chce przekazem
                > pieniądze, bo wydała wszystko i nie ma jak wrócić z dzieckiem! >

                a propos wakacji mam podobna historyjke: przyjechal do nas z tej Ameryki
                Piotrek (syn męża) na 3 m-ce. Jego matka w tym czasie nie dawała na niego
                żadnych pieniędzy (to jasne, przez reszte roku Piotrek mieszkal z nia). Tyle ze
                chlopak przyjechal bez biletu powrotnego! Kupic mial go mój mąz co bylo dla nas
                calkowitym zaskoczeniem (alimenty wczesniej regularnie placil) - koszt ok.
                1800zl. Matka oswiadczyla ze mu tego biletu nie kupi nawet chocby mial nie
                wrocic do stanow i zostac w Polsce - a on tam chodzil do szkoly sredniej i
                niezle zostalby urządzony gdyby nie mogl wrocic sad zostalismy wiec zmuszeni do
                tego wydatku dla dobra Piotrka. Nie mozna kupic biletu w jedna strone, wiec za
                rok ta sama historyjka - Piotrek przylecial na ten 'powrotny' bilet a na jego
                powrot do stanow znow musielismy wydac 1800zl...
                jeszcze cos o tym ze dzieci tego samego ojca powinny zyc na tym samym poziomie -
                na dzieci z drugiego malzenstwa DUŻO pieniedzy wydaja dziadkowie (rodzice
                matki) - na tyle duzo ze kupuja calej rodzinie mieszkanie i urzadzaja je.
                Pierwsza zona z dzieckiem we wlasnym mieszkaniu, w dodatku znakomicie
                urzadzonym, nie mieszka i zaczyna sie domagac 'wyrownania poziomu zycia
                dzieci'.....
                niech zadna z 'samotnych' nie traktuje tego jako osobistych przytykow, ja
                pokazuje jak to wyglada ze strony 'tej drugiej'
                agnieszka
              • chalsia Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:31
                Naturella,

                ja to widzę tak, alimenty dostaję od eksa tylko i wyłącznie (a nie od niego i
                jego "obecnej"), niewątpliwie jednak obniża to jego możliwości finansowe w
                stosunku do drugiej rodziny, w związku z czym ta "druga" strona ponosi tego
                finansowe konsekwencje razem prowadząc dom. To jest partycypacja w skutkach, a
                nie bezpośrednie płacenie. Być może w codziennym życiu nikt tak tego nie
                postrzega, ale dla mnie jest to jednak duża różnica.
                Gdybym była razem z eksem, nasze "wolne" środki były by pomniejszone o wydatki
                na dziecko i pod tym względem nic się nie zmieniło, zmieniła się tylko osoba,
                która jest z eksem.

                A po za tym bardzo Ci współczuję. I wiem jak się czujesz – jak się człowiek w
                środku trzęsie albo boleśnie ściąga w kamień gdy jest do czegoś PRZYMUSZANY.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
            • babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 16:52
              Może tak się dzieje, kiedy te pierwsze czują sie skrzywdzone (albo nawet są
              skrzywdzone) przez swoich ex? To też w sumie ludzkie (choć niskie).

              A teraz sobie ponarzekam.
              Mój (prawie) ex nie dyskutuje ze mną niczego (na razie nie mam zasądzonych
              prawnie alimentów - 04/09 - pierwsza sprawa rozwodowa)tylko informuje, że np. w
              tym miesiącu dostanę połowę alimentów (250 zamiast 500), bo dzieci będą z nim
              na wakacjach. Super! Zgodnie z jego logiką bardzo sprawiedliwie. Tylko, że ja
              przez 12 miesięcy w roku płacę czesne za szkołę i przedszkole (prywatne ze
              względu na zalecenie psychologa - bo mniejsze klasy, a to jest wskazane dla
              naszego starszego dziecka), a kwota, którą dostaję normalnie pokrywa de facto
              połowę czesnego. Utrzymanie, żywienie, ubranie dzieci (plus nie małe odsetki od
              naszych wspólnie zaciągniętych długów)to tylko mój problem! No czy nie Gad?!
              I nie mam na niego żadnego bata!
              Także Mikawi, są na tym świecie nie tylko podłe mamusie (dzieci z poprzednich
              związków), ale i niefrasobliwi tatusiowe, którzy robią wszystko, żeby ich
              dzeciom nie dzało się zbyt dobrze.

              Tak mi sie nasunęło. Rzeczywiście trudno jest podnieść standard życia dziecka
              nie podnosząc, przynajmniej minimalnie, standardu życia matki. Ale czy dobry
              ojciec nie przymknie oka na to że np. jego była żona wypierze przy okazji swoje
              rzeczy w Arielu a nie w Dosi (trywializując) jeżeli jego ukochanemu (częste
              deklaracje weekendowych tatusiów) dziecku bedzie lepiej, wygodniej, przyjemniej?

              I drugie. Przeważnie alimenty nie są dodatkowymi pieniedzmi na extrasy, tylko
              konkretna sumą mającą swoje miejsce w budżecie. Jak tych pieniędzy zabraknie to
              żeby móc przetrwać do kolenego miesiąca trzeba będzie pożyczyć. Dlaczego więc
              to mama ma się o to zatroszczyć? Toż to obowiązek ojca, i jego problem.

              W przypadku, kiedy mamie powodzi się dobrze, i może sobie pozwolić na
              odroczenie płatności wtedy, kiedy ojciec ma przejściowe kłopoty, uważam, że
              pójście mu na rękę jest jak najbardziej wskazane.

              pozdrawiam

              B.
              • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 17:06
                babe007 napisała:

                > Może tak się dzieje, kiedy te pierwsze czują sie skrzywdzone (albo nawet są
                > skrzywdzone) przez swoich ex? To też w sumie ludzkie (choć niskie).
                >
                > A> Tak mi sie nasunęło. Rzeczywiście trudno jest podnieść standard życia
                dziecka
                > nie podnosząc, przynajmniej minimalnie, standardu życia matki. Ale czy dobry
                > ojciec nie przymknie oka na to że np. jego była żona wypierze przy okazji
                swoje
                >
                > rzeczy w Arielu a nie w Dosi (trywializując) jeżeli jego ukochanemu (częste
                > deklaracje weekendowych tatusiów) dziecku bedzie lepiej, wygodniej,
                przyjemniej
                > ?
                >
                Pewnie, ze przymknie, nawet nie zwróci na to uwagi. Myślę, że jego żona też
                (przynajmniej nie wyobrażam sobie, żebym ja tak nie zrobiła). Bo przecież
                dlatego płaci więcej, żeby dziecku było lepiej. Ale protestuję przeciwko
                stwierdzeniom, że "ja bez względu na wysokość alimentów wydam je co do grosza
                na dziecko" bo to nierealne, a osoba, która przesadza w małej kwestii (i nie
                przyznaje się do tego) przesadzi też w innej i wtedy trudno rozmawiać.
                Ale to juz sztuka prowadzenia dyskusji, więc trochę nie na tematwink
                Współczuję Gada, ale wierz mi, są nie tylko tacy "dochodzący" ojcowie
                pzdrw
                ashan
                • babe007 Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 17:13
                  Bywają i tacy. To prawda. Nawet znam takiego jednego. Konkubinie (podkreslam,
                  bo to w tym przypadku istotne) zostawił dom i wszystko co w nim. I płaci
                  (dobrowolnie) alimenty na jej dziecko z pierwszego związku, i na psa smile, bo
                  wielkie bydle i dużo je. To on odszedł i uznał, że tak będzie przyzwoicie.
                  Fakt, ze go stać, ale nawet tacy co mają pieniadze baaardzo żadko tak sie
                  zachowują.

                  B.
                • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 08:55
                  Masz racje ashan- i mysle , ze ten tekst byl do mnie..
                  Ale widzsiz , ja osobiscie nie chcialabym aby to co mam , jest moje .. Nie wiem
                  meble - czy cokolwiek kupilam po rozwodzie pochodzilo od niego...
                  Wiec alimenty sa wydawane w calosci na syna a poinad drugie tyle dokladam od
                  siebie.. Pisze ponAD- ito sporo....

                  Policzylam sobie czy ja jakbym placila na synam alimnty - czyli uklad bylby
                  odwortny ) prala bym aw takim proszku , jadla to co jem... odpowiedz tAK!!!

                  Z proszkiem sie tak nie da, ale bardzo czetso moj syen je szynke , lub
                  pijesoki .. ja jem i pije co innego - nie w tej cenie..
                  Ja kupuje ciuchy i jemu i sobie.. Ale rachunki za jego i moje sa drastycznie
                  rozne..
                  Tak jest z tysiacem innych rzeczy. Wiem proszku tak sie nie da. Mieszaknai tak
                  sie nie da , ale jest tysiace rzeczy ktore tak sie da.. i tak robie.
                  Bo jedengo czego bym w zyciu nie chciala - zyc za jegopieniadze. One maja byc
                  na dziecko i to jest dla mnie swietosc..
                  Zgadzam sie , ze czasem sa sytuacje , ze dysproporcje sa tak duze , ze no nie
                  da sie..., t, alebo jak przyklad z tym proszkiem..., ale jak pisze jest wiele
                  dziecin zycia gdzie sie da..
                  Jedzeni, ubranie , lekarze, dentyscie, przedszkola, wyposarzenie pokoju -
                  dziecka. Sprzety i zabawki jaki dziecko posada..., kolonie czy obozy jaie mu
                  sie proponuje... Mozna tak zrobic , ze korzysta z tego dziecko nie matka..
                  No ze musza mieszkac w jednym domu - to fakt.....
                  Ale jak roznie dwa pokoje moga btyc wyposarzone.....???

                  Pozdrawiam
                  Mag
                  • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 09:10
                    I jeszcze jedno - na pewno mimo staran matka dzieckoa moze w jakis sposob z
                    tego korzystac .. no nie wiem .. slucha plyty na wiezy syna..
                    Ale tego nie da sie w 100% odzielic.. Tak samo moj eks korzysta w tego , ze
                    dobrze wychowuje dziecko, ze nie ma z nim problemow. Ze nie pozwolilam mowic
                    dziecku zlych rzeczy o ojcu.., ze poswielam czsan na wybranie swietnego
                    przedszkola, ze nie musial w nocy wstawiac by wiec nas do lekarza - sam to
                    zalwtilam.. , ze nie musi byiegac ppo aptekacach, z lekarze logopedzi itd.. sa
                    na mojej glowie. ( ten czas moze dzieki temu poswiecic WAM)
                    Ze maly zawsze jest dobrze ubrany, ze jak jedzie do niego - ma wystarczajcy
                    zaps ubranek - wyprwnych , wyprwsowanych, ze ma dane zabawki itd.. wszystko by
                    nie musial kupowac...
                    Uwierz kupowianie ubran chlopuc to nie tylko przyjemnisc , ale ciczasm ciezka
                    praca...
                    Ze to ja jestem odpowiedzialna za wszystko co z synkiem zwiazane9 i on
                    tylkomoze co najwyrzej krytywoac jak mu sie cos nie podoba..

                    Wiez jak mysle, o tych wszytskich noca -gdy maly byl chory.. Pamietam jak maly
                    zachorowal i byl w takim stanie , ze spokojny byl tylko u mnie na rekach...,
                    dzwonie do Nieg i mowie , wiesz, wizyty nie bedzie - maly chory ..
                    Nie uslyszalam "czy byl lekarz, jak sie czuej"" lub czy kupie lekarstaw" (
                    maly chorowa wtedy z duza czestwoliwosci, lekarz byl u niego 3 razy w
                    miesica) , a wiesz co uslyszalam "Kiedy bede mogl odrobis swoj czas?"

                    takich zachowan mam wiecej....


                    Korzysta tez finasow.. bo ja oplacam wszystko - nie ma zadnych ekstra-. Nie
                    liczac ksiazeczki i porezentu na mikolaja.. Nie zdarzylo mu sie nic kupic -
                    nawet na dzien dziecka...
                    A wiesz ile nieprzwidzianych wydatkow jest z dzieckiem, policz ile lekarza, ile
                    lekarstea , tegowszystkiego nie da sie takk dokladnie wyliczyc.. I jak zskocza
                    cieCie leczenie malgeo przez miesiac to kwota potrafi urosnac do 500zl - za
                    samolecznie i wtedy to Ja sie musze martwic sjad wziac na reszte...
                    Bo przeicei to cos nieprzewidzaineg...

                    Zreszta zanaczyl - ze bede tylko alimenty , z niczym doniego sie nie zgalszac i
                    ok. Nawet tak wole . Wiem ile dostne na miesiac , a nie chce ani siebie , ani
                    syna wyslac po prosbie - do nikogo , a juz najbardzie do NIEGO

                    • chalsia Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:36
                      Już teraz rozumiem Mag, czemu kiedys na mój post opisujący podejście mojego
                      byłego napisałaś, że to tal jak bym opisała Twojego. No może nie aż tak
                      (wiedząc, że dziecko jest chore, jednak się pyta jak się mały czuje), ale
                      bardzo podobnie (typu, że powinnam mu zrekompensować w postaci wizyt swój
                      wyjazd z małym na wakacje).
                      Pozdrawiam,
                      Chalsia
                      • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:55
                        Chalsia- Nie tylko to. Ja widze podobienstwo w - karteczkach z "informacjami"
                        dla mnie...
                        Zero rozmowy..., On tak postanowil - tak ma byc. Przeciez napisal mi..
                        Wydajem mi sie , ze przyswieca im haslo "Wszystko na pokzaz" - to znaczy nie
                        liczy sie nikt i nic - byle na zewnatrz nie zepsuc cudownego wizerunku...

                        Napisalas o chorobach malego i tu mamy to samo..
                        Moj maly - rehabilitacja - oczywiscie jazdzenie na nia spadlo na mnie jak i
                        wszystko z tym zwizane + zero zrozuminia i chocby zauwazenie mojego wysilku...

                        Alergia... Nie bede wicej pisac..
                        No moze jedno - ja jestem ekstrwertyczka.. i czesem sie zloszcze..o dziwo
                        glownie [iszac..
                        Bo rozmawiajac - wole -odejsc i pujsc pokopac pilke...
                        Pozdrawiam
                        Mag
          • joola_edziecko Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 23:35
            babe007 napisała:

            >>
            > Hmmm, no cóż, wiedziałaś, że Twój mąż ma dzieci z poprzedniego związku, a co
            za
            >
            > tym idzie pewne obowiązki. A, że pierdoła i nie potrafi zarobić na
            utrzymanie
            > dzieci i nowej rodziny....

            Obecny mąż "naszej" ex także wiedział co brał. I co z tego? Jednym z
            argumentów do podwyższenia alimentów jest to, że on nie będzie utrzymywał
            cudzych dzieci.
            To dlaczego ja mam dokładać?! Bo daję się wykorzystywać, jak wielokrotnie
            słyszałam? Nie. Kocham swojego partnera i Jego problemy są moimi problemami.
            Bo spotykam się z tymi dziećmi i nie ptrafiłabym spojrzeć im w oczy, gdybyśmy
            pieniące, które im się należą wydali na coś innego.Bo w związku dwojga ludzi
            jedno wspiera drugiego nie oglądając się na innych.
            • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 10:31
              I jeszcze jdeno.
              Wspolna kasa - jest w niej pensja , Twjego meza m=- alimenty i Twoje dochody..
              Jesli chodzi o to z czyjage konta - ze ze wspolnego - to formalizm.
              Chodzi mi opoczucie..
              mozna gdybac , ze mielibysmy wiecej gdyby.. p. nie takie czy takie obciazenie.
              Ale to obciazenie nie jest wspolne , tylko jego. Jesli poczuwasz sie do
              wspolnoty , prosze bardzo , ale dla mnie jest jasne, ze nie "obecna" placi
              alimenty tylko eks. I bedzie je placil czy bedzi z nia czy nie...
              Tak jak mi nic do jej pieniedzy , tak jej nic do alimentow mojego syna...

              Pozdrawiam
              mag
      • joola_edziecko Re: Alimenty, jaka wysokość? 29.08.03, 23:23
        mag_p napisała:

        O po drugie nie Wy

        Niestety zdarza się, że sąd podczas rozpraw alimentacyjnych bierze pod uwagę
        dochody i byłego i jego obecnej a z drugiej strony tylko matki. Czy to jest
        sprawiedliwe? Ja wielokrotnie dokładałam się do alimentów. A dzieciom
        poświęcam co najmniej tyle czasu co ich mama.



        • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 08:12
          Co do czy alimetyn moj synek dostaje od drugiej czy ojca..
          OD ojca!!
          W sadzie byly brane pod uwage tylko jego dochody!
          I w oparciu o nie wyliczen alimenty....
          Wiec druga sie nie doklada.. A ze nw budrzecie domowym - on daje mniej - BO MA
          DZIECKO!!!!! i to dziecko trzeba utrzymac!
          I wybaczcie czy by byl z nia , czy nie - by placil mojemy sykowi , to co
          zasadzonao - wiec dla mnie wogole element - "drugiej " tu nie istnieje!!!!

          Teraz - czy korzytsam z alimentow - NIE Standart zarobkow mamy proownywa;ny a
          ja na dziecko wydaje 2 razy tyle .. Wiec jesli pierzemy w Arielu a nie bryzie
          to za moje!!!!!

          Teraz co do - ze same idelane pierwsze tu sa...
          Mikawi ja jak czytam - to mam wrazenie ze same "swiete" drugie tu sa. Co to
          zadna nie weszla w malzenstwo , kochajace dzieci , dbajace o nie , a te
          pierwsze to same wydry.... Ale widocznie umiecie ladnie pisac...

          A wiec reasumujac..
          Alimenty sa dla dziecka i sa przeznaczane dla dziecka.., nie sa od Was , bo
          zadna rodzina dla mojego synka nie jestescie....
          Dla tych co sie boja o swoje pieniadze- jest wyjscie - rodzielnosc majatkowa -
          mozliwe rowniez w zwiazku - zadne sad nie wezmie wtedy po uwage waszych
          dochodow....

          Co do martwienia sie - co bedzie jesli moj eks straci prace- odpowiedz.. Stara
          sie mi przyczynic tyle zmartwien w zyciu codziennym - ze tym to niech on sie
          martwi. Gdyby mi czesm dal spokojnie pozyc- moze bym zmienila zdanie!!!!

          I jeszcze ra powtarzam - ALIEMNTY - MOj eks placi na swioje dziecko -. I placil
          by czy bylby z kims czy nie!!!!!!
          Wiec dla mnie ta druga osoba nie isteniej .., bo niec jej do placonych
          alimentow.
          Przeciez kocha go nie dla pieniedzy......?


          Mag
          PS. Jak dla mnie nie ma onbowiazku , zeby ona placila za niego alimenty - to
          jest jej wybor i jej dluznikem jest On nie ja...
          Jakby bral od was pieniadze na ciuchy - bylybyscie zle na ciuchy - to on zle
          robi. Bo onj ma zonowiazani itd..
          No i podstawa- widzielyscie , ze facet ma zobowiaznia- te zobowiaznia sa
          nistety stalym elemntem jego zycia , tak jak posiadanie dziecka!!!!



          • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 08:33
            I jeszcze jedno - jesli kupie sobie cos - to nie z jego alimentow - tylko za
            swoje pieniadze....

            Wyobrascie sobie - cos nadzwyczjengo - te pierwwze to tez ludzie.. Musza
            chodzic do pracy , ubierac sie .. jesc... i zarabiaja pieniadze....
            I wiekszosc tych pieniedzyidzie na dom i idziecko ... Czy jesli wnie wygladaja
            jak zapuszczone nedzarki - to znaczy ze defrauduja alimenty.. Nie to znaczy ,
            ze moze nie maja tysciac a, zrzeczy co wymacie ( np dobrego sprzetu ) itd..

            LUDZIE ALIMENTY KTORE PLACA EKS NIE SA ROZCIAGLIW !!!!

            A mysle , ze glowny problem lezyw tym, ze trudno wam choc wypuscic zlotowke z
            domu - bo Wy za to!!!.
            No wlasnie co Wy za to moglybyscie.... A tak to "ona dostaje" - ale nie ona
            tylko dziecko...

            Smieszne to wszystko...
            Oby Wam nigdy nie bylo sie tak tlumaczyc z tego, ze zyjecie...

            Mag
          • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 09:21
            Przykre, a nie śmieszne, jak to nazwałaś, jest raczej znowu zmieszanie z
            błotem innych po to, żeby... No właśnie, po co? Po to żeby nam coś udowodnić?
            Nie raz pisałam: i dostaję alimenty i uczestniczę w dawaniu alimentów. Gdy
            rozmawiam z moim eks o tym ile ma dać, to biorę pod uwagę to że OBOJE z żoną
            dobrze zarabiają i nie mają dzieci - i wtedy kwota, którą od niego wywalczę
            jest mała. I sama przyznałam, że nie potrafię się co do grosza z tych
            pieniędzy rozliczyć (tak jak i z pozostałych zakupów). I nie wyobrażam sobie
            wymagania, żeby inni żyli jak nędzarze - dotyczy to zarówno dzieci jak ich
            RODZICÓW i matek i ojców. Co do łatwości pisania.... Nie wiem, ale może
            zauważyłaś, że wypowiada się tu niewiele drugich. Nie wiem, może odstręcza je
            poziom agresji, z krórym można się tu spotkać. Te, które się tu wypowiadają
            chcą POROZMAWIAĆ, a nie kogoś obrażać. Przedstawić racje drugiej strony. Ale
            szanse na wysłuchanie są niewielkie. Dlatego (po licznych namowach z Waszej
            strony) zostało założone forum "macochywink". Ale to nie znaczy, że nie będziemy
            tu bywać. Czuję się tu jak najbardziej u siebie.
            Acha i nie wszystkie wypowiedzi są adresowane do konkretnie do Ciebie, akurat
            te o standardzie mieszkania są mi znane z rzeczywistości. Poza tym czytaj
            dokładnie posty, na które odpowiadasz, zamnim zaczniesz kogoś atakować -
            pisałam wyraźnie o DUŻEJ różnicy w dochodach i stałych BARDZO WYSOKICH
            alimentach a nie jednorazowym ekstrasie. I nikogo nie oskarżałam tylko
            poddałam jako temat do osobistego zastanowienia się (niekoniecznie na forum).
            Wyraźnie też powiedziałam, że będę się cieszyć, jeśli okaże się, że wszystkie
            panie mają taką klasę jaką deklarują. A jeśli nie, to gdy będą się potrafiły
            do tego przyznać.
            pzdrw
            ashan
            • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 09:39
              Ashan - moze ma sz i racje..
              Wiesz ja zalozylam sobie.. ze nie warzne skim by byl, jak jeta kobieta miala by
              dochody nie bede staralasie wziac sod niego wiecej wynika to z potrzeb Synak.
              Chodzi mi o to, z4 nawt jesli jego dochody znacznie wzrosna - to nei bede za
              kazdym razem latala do sadu po podwyzke ...
              Mysle, ze dla tych pierwszych - chodzenie do sadu , szarganie sie o pieniadze
              jest przykre- przynajmniej dla mnie.. i upokarzajce....

              Ale tez ojcei musi uczetsniczyc w pkrywaniu pewncy rzeczy syna...

              Wiesz sa rozne podejscia do tych rzeczy .., ja mam takie. Czy jestm w 100 %
              procentach wstanie rozliczyc sie z tych pieniedzy - tak, moze dlatego , ze
              niedawno sie rozwidlam i bardzo starannie prowadze rachunkowsci , a juz ta
              zaiwazn z Piotrusiem -specjalnie starnnie - Bo wiem ze moj eks - przy byle
              okazji poleci do sadu.. Wiec starm sie zbierac i dokumentowc wszleki wydatki -
              nie wszystko sie da , bo i nie do wsyztskiego mama glowe , ale wiekszosc.. Ale
              mowie wynika to z podejscia moejgo eks i faktu ze jestem niedawno po rozwodzie
              i troche wszlomi to w krew... ( przygotowania dosprawy)..
              Jak bedziekiedys.. Moze przestane sie tak sciesle rozliczac...

              Przy duzych dtsproporacjach -pewnie matak korzysta - ale tez duzo daje w zamian.
              To wszyst o czym pisalam o o co taus nie musi sie martwic ( i tak by sie nie
              martwic) - co wazniejsze trudziic...
              ( przy najmniej dla mojego eks)

              Wiel rzeczy jest nie wymiernych i trudnych do obliczenia..

              Czy Ty uwarzasz , ze alimenty na Twoje dziecko placi partnerka Twojego eks?
              Ja tak nie uwazam. To troche jak urzad skarbowy - palcisz za nIego?
              Nie to jego obowiazek - tak samo i alimenty -tez jego obowiazek ( glupie
              porownaie , ale moze zrozumiesz , ze dla mnie to jest zwiazne z OBOWIAZKEIM
              JEGO WOBEC JEGO DZIECKA) .
              I dla mnie tej drugiej nic do tego... Moze to brzydkonapisane ale dla mnie tak
              jest.
              Nigdy w sadzie nie kierowalabym sie jej zarobkami , ani tym nie podpierala....
              Bo ONa nie jest rodzina , a juz tym bardziej osoba zobowiazana do lozenia na
              moje dziecko !


              Wybacz ale jak piszecie , o alimenty, "alimenty placone przez nas" - to we mnie
              sie krew burzy..
              Dziwczyny do glowy by mi nie przyszlo by jakas kobieta obca dla mnie i mojego
              dziecka placila mi alimenty..
              Mowie to sa jego zoabowiazania - stale jak stalei trwale jest dziecko ...
              On po prostu ma taki a taki dochuod - minus te zobowiazania. I te pieniadze nie
              sa ani jego, ani wasze tylko JEGO dziecka....

              o czym rozmwaiam - o alimentach na dziecko i o tym kot je placi ...
              I pokarzcei mi sad , ktory zasadzui obcej kobiecie alimenty na moje dziecko....

              Pozdrawim
              Mag



              • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 10:16
                Słuchaj, ja mam alimenty ustalone "na gębę". Z byłym rozmawiam - ale ja się z
                nim rozstałam 10 lat temu. Zapewniam Cię, że to szmat czasu i emocje wygasają.
                Pod jednym warunkiem - nie należy ich podsycać. A w mojej sytuacji właśnie
                zero okazywanych emocji z mojej strony spowodowało taki układ a nie inny. Nie
                jestem zadowolona z obecnej sytuacji (bo eks b.rzadko widuje się z synem), ale
                wiem, że zrobiłam wszystko, żeby syn miał kontakt z ojcem i godziwe życie. On
                sam, jak dorośnie, zrozumie jakim człowiekiem jest jego biologiczny ojciec. Ja
                przez te lata nie powiedziałam mu o eks jednego złego słowa - mówię to z pełną
                odpowiedzialnością. A alimenty dostaję nawet z konta "tej drugiej" wink Tylko
                wiesz co... mi to zupełnie zwisa (ups, przepraszam za kolokwializm ale tak to
                wygląda).
                Natomiast MY alimenty płacimy razem (też ustalone "na twarz" bez sądu) i ja
                nie widzę tu niczego zdrożnego. Pewnie, można powiedzieć "ja od niej nic nie
                chcę" ale to nie zmienia faktów - jeśli mają wspólnotę majątkową to o kwotę
                alimentów zmniejszają swoje wspólne dochody, bo wtedy mają mniej pieniędzy np.
                na swoje dziecko. A ekstrasy? Twierdzisz, że to też nie zmniejsza wspólnego
                dochodu? Ja rozumiem Twój gniew, wierz mi, przechodziłam przez to, ambicja, te
                klimaty, ale to nie zmienia rzeczywistości. A co do podatku? Hm, jeśli wspólna
                kasa i wspólne rozliczanie to płaci ten, kto ma akurat kasę na koncie. Poza
                tym do głowy by mi nie przyszło traktować alimentów jako podatku (chyba, że Ty
                dopłacasz z przekonaniem i przyjemnością) - przy alimentach przynajmniej wiem,
                że pieniądze, które PŁACIMY są wydawane rozsądnie, bo mam zaufanie do byłej
                mojego męża smile. I mam nadzieję, że nie traktuje mojego ślubnego i mnie tak jak
                Ty traktujesz swojego eks.
                pzdrw
                ashan
                • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 10:26
                  To znaczy jak..? Prosze o uscislenie..
                  Ja tez uwazam , ze moje dziecko samo pozna sie na ojcu...Nie wiem do czego ta
                  wstawka...


                  Porownanie - napisalam glupie - a npisalam - bo chciala dac do zrozumienia - ze
                  to Jego obowiazek.
                  Czy placa wspolnie nie - bo nie maja wspolnoty majatkowej , a nawet jesli by
                  mieli - to , dlaje placi tylko ON. Dla mnie pieniadze zasadzone na dziecko juz
                  od tego momentu nigdy nie nalezaly do niego tylko do dziecka - wiec co tu
                  mowic..o wspolnym placeniu. Placi on.
                  Wszystki tak sie zarzekacie , ze zlego slowa nie mowici przy dzickiu i t.. To
                  dziwne bomam inne doswiadczenia. Czyzby moj eks i jeo partenrka byl z
                  kosmosu..... ????
                  Bo tam leca rozne teksty i rozne zachowani...


                  Niej masz na ekstrakty - akel nie dlatego , ze placisz jalimenty na Dziecko ,
                  bo nie ty je placisz , tylko dlatego ze twoj maz ma inne zobowiazania...
                  Dal mnie te dwoie rzeczysa rozdzielne....

                  • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:04
                    mag_p napisała:

                    > To znaczy jak..? Prosze o uscislenie..

                    Z Twoich postów (może nie na tym wątku) wynika, że Twój eks jest złym
                    człowiekiem (piszesz o tym, że musisz meutralizować jego zły wpływ na
                    dziecko), więc pewnie też tak go traktujesz, tym bardziej, że z Twoich
                    wypowiedzi płynie dużo emocji. A wtedy o obiektywizm trudno.

                    > Ja tez uwazam , ze moje dziecko samo pozna sie na ojcu...

                    Ta część wypowiedzi dotyczy tego, że można się starać panować nad emocjami i
                    zachowywać się racjonalnie. Chociaż niedługo po rozwodzie jest to napewno
                    trudniejsze.
                    >
                    >
                    > Porownanie - napisalam glupie - a npisalam - bo chciala dac do zrozumienia -
                    ze
                    >
                    > to Jego obowiazek.
                    > Czy placa wspolnie nie - bo nie maja wspolnoty majatkowej , a nawet jesli by
                    > mieli - to , dlaje placi tylko ON. Dla mnie pieniadze zasadzone na dziecko
                    juz
                    > od tego momentu nigdy nie nalezaly do niego tylko do dziecka - wiec co tu
                    > mowic..o wspolnym placeniu. Placi on.
                    > Wszystki tak sie zarzekacie , ze zlego slowa nie mowici przy dzickiu i t..
                    To
                    > dziwne bomam inne doswiadczenia. Czyzby moj eks i jeo partenrka byl z
                    > kosmosu..... ????
                    > Bo tam leca rozne teksty i rozne zachowani...

                    Wiesz wszystko zależy od klasy ludzi. Z Twojej reakcji wynika, że trafiły Ci
                    się wyjątkowe egzemplarze. Współczuję, ale wątpię, żeby ktoś AŻ TAK zmienił
                    się po rozwodzie.... Ja nie bardzo wyobrażam sobie krytykowania eks mojego
                    męża (zwłaszcza przy dziecku). Mój mąż też jest od tego jak najdalszy. I
                    DOKŁADNIE TEGO SAMEGO wymagam od niej - sprawy między dorosłymi, to nie sprawy
                    dzieci.
                    >
                    > Niej masz na ekstrakty - akel nie dlatego , ze placisz jalimenty na
                    Dziecko ,
                    > bo nie ty je placisz , tylko dlatego ze twoj maz ma inne zobowiazania...
                    > Dal mnie te dwoie rzeczysa rozdzielne....
                    DLA mnie nie. Ja mam na ekstrasy, moje dzieci również, eks męża nie narzeka.
                    I nikomu ani nie żałuję, ani nie zazdroszczę. Nie wiem ile razy mam to jeszcze
                    pisać. Może to dla niektórych niepojęte ale tak jest.
                    Ulubiony argument, że "widziały gały co brały" U MNIE jest na miejscu i mnie
                    nie obraża. Wiem jak być samotną i biedną. Wiem jak być samotną i dobrze sobie
                    radzić. Wiem jak być drugą, gdy jest nieźle. Niestety, boję się, żeby tylko
                    eks mojego męża nie okazała się tak odporna na argumenty, gdyby (odpukać)
                    zaczęł nam się gorzej powodzić
                    PZDRW
                    ashan
                    • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:15
                      Nie tweirdze, ze zazdroscisz.. Uwazam , ze nikomu nie ma czego zazdroscici..
                      Fakt nie stal sie sie taki po rozwodzie , ani po slubie - mozna powiedziec
                      zwiazlam sie z facetem - bo wierzylam mu - blad. Od dzis nie wierze nikomu!!!!
                      Blad naprawiony i nauka przyjesta..
                      Tak starm sie panowac nad emocjami i trudne to, bo eks - raczy mnie co jakis
                      czas nowymi - dbajac o to bym cwiczyla sie w odpornosci na stress ( podnosiprzy
                      tym poprzeczke ) i w opanowaniu przy dziecku....
                      Staram sie jak moge , choc nie moja wina , ze po telfonie czy indfromacji od
                      niego -moje dziecko czesm widzi moje lzy...
                      Informaciie przekazjue w rozny sposob.. Tu uklony do Chalis- Niech zyje
                      zostawianie karteczek z istruktarzem jak mam sie dostosowas do jeho
                      postanowien.....)
                      Choc i wtym sie cwicze.. Po prostunie cztytam pewnych rzeczy przed tym nim
                      dziecko nie zasnie....
                      Wszlkie rozmowy z Eks - zostawiam - na czas gdy nie mam nie w domu - by
                      dzieckonie poczulo jaie reakcje wywoluje rozmowa z jego ojcem.....

                      Bez emocji - stram sie .
                      Ja tez - moze jedyni e czsem jak widze , ze nikt nigogo w codziennym zyciu nie
                      dreczy i nie zatrowa mu zycia....
                      Pozwala zyc ....

                      ALe mysle, ze z czasem - cwiczenia na odpornosc strssowa - serwowane przez
                      mojego eks - przyniosa skutek... Jak kazde cwiczenia....

                      Tylko jedno dla mnie pozostaje stale.. Dla mnie Ona nie ma nic do alimentow
                      mojego syna. To jest wlasciwe sprawa syna i ojca...

                      Pozdrawiam
                      Mag
                • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 10:40
                  Ashan- mowisz , ze Ty tez placisz. Powiedz mi . Ludzie maja rozne dochdoy ,
                  dzialnosc gospadarcza, itd.. czy tych dochodow - dostajesz mniej....
                  Mniej korzystasz z jego dochodu - ale dlatego ze jego dochod jest obciazony..
                  Twoje dochody zostaja nietkniete....

                  Pozdrawiam
                  Mag
                  • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:06
                    mag_p napisała:

                    > Ashan- mowisz , ze Ty tez placisz. Powiedz mi . Ludzie maja rozne dochdoy ,
                    > dzialnosc gospadarcza, itd.. czy tych dochodow - dostajesz mniej....
                    > Mniej korzystasz z jego dochodu - ale dlatego ze jego dochod jest obciazony..
                    > Twoje dochody zostaja nietkniete....

                    Błąd logiczny - ja prowadzę tę działalność razem z nim. To zmniejsza nasze
                    wspólne dochody (natomiast inna kwestia czy słusznie, czy nie, bo wtym
                    przypadku oczywiście słusznie)
                    pzdrw ashan
                    • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 11:19
                      Jesli prowadzisz dzialanosc razem z nim. To kazdy wspolnik ma jakis dochod..
                      Jego czesc dochodu - objesta jest zobowiazniem - i ja odlicza . Czyli pensji -
                      to co ma na zycie - dochodu - tak naprawde ma on tyle a tyl. I to wnosi do
                      wspolnego gospodarstwa .
                      po prostu - Ty zarabiasz wiecej. W niektorych malzenstwach tak jest!
                      Pozdrawiam
                      Mag

                      PS. I wg mnie nie ma tu bledu logicznego. Gdybyscie nie bylimalzenwtem- kazdy
                      wspolnik bral by swoja czesc dochodu - i z tej olaca swoje zycie i
                      zobowiazania...
                      On ma po prostu wieksze zobowiazania. Ale dale j to sa JEgo i On pokrywa ze
                      swoich dochodow.
                      • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 15:08
                        Wiesz, myślę, że nie ma sensu się spierać, bo mi nie przeszkadza fakt, że mój
                        były ma żonę i razem płacą alimenty. Ani to, że płacę je razem z mężem. To
                        naprawdę nic strasznego, oczywiście jeżeli strony nie robią z tego powodu
                        problemu i nie spierają się o takie rzeczy. Jak już chyba pisałam (jeśli nie,
                        to piszę to teraz) przykre, że kontakty Twoje i Twojego eks są takie jakie są.
                        Ale nie u wszystkich tak jest. Jeśli poczytasz posty "drugich" to zobaczysz,
                        że nie dla wszystkich ludzi dzieci z poprzedniego związku są kimś gorszym.
                        Na koniec mam pytanie: jeżeli kiedyś związesz się z kimś o wyższych zarobkach
                        i Twój standard życia podniesie się - to podniesie się też standard życia
                        Twojego dziecka. Czy wtedy zarządasz wyższych alimentów (bo skoro Twoje 40%
                        wzrosło to proporcjonalnie eks powinien płacić więcej)? Czy, jeśli tak to w
                        przypadku obniżenia się z tego powodu standardu życia Twojego eks nie powinnaś
                        wnieść o obniżenie alimentów (to odnośnie życia na tym samym pozimie). A jeśli
                        nie (bo np. sąd się nie przychyli do Twego wniosku albo Ty nie będziesz
                        chciała podwyżki) to czy zgodzisz się, żeby Twoje dziecko żyło na poziomie
                        nizszym niż Ty (bo Twój pozim by się podniósł) czy też zgodziłabyś się, żeby
                        Twój partner ponosił w części koszty utrzymania Twojego dziecka i de facto w
                        części je utrzymywał? Bo jeśli tak, to chyba jednak mielibyście wtedy wspólne
                        dochody, a to czy łożyłabyś na dziecko swoją część alimentów ze swojej pensji
                        czy też ze wspólnego konta to chyba żadna różnica?
                        pzdrw
                        ashan
                        • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 16:04
                          Jesli moj standart zycia wzrosnie - to tylko dlatego , ze moje dochody wzrosna -
                          ale wtedy nie bede sie domagala od mojego eks - podwyzszki . bo to naturalne ,
                          ze skoro moj stanrd zycia rosnie to i mojego dziecka.
                          Zaznaczam ze moze sie to zmienic wylacznie dziekki moim dochodom- czyli jesli
                          bede lepiej zarabiac.
                          Co bedzie jesli zwiarze sie z facetem o wiekszych dochodach...
                          Nie przwiduje tego, ale wtedy bediemy miec rozdzielnosc majatkowa.
                          Osobne konta itd...

                          Co do lubienia lub nie lubienia dziecii...
                          Moje dziecko nie jest gorsze i to nie dzieki tej obecnej!!

                          nie tweirdze , ze oni nie lubia mojego dziecka tylko , ze prubuja nim pogrywac-
                          wykazujac , ze je jestem gorsza, zla...
                          A le im to nie wychodzi, a zazwyczja obraca sie przeciko nim...( oczywiscie po
                          pewnym czasie0

                          Ale to tak na marginewsie...
                          Nie ja nie dyskutuje z Nimi , kto mi placi. Dla mnie jest janse ze ON.

                          Co do "obecnych" - na tym forum- cuz - jesli bym miala wierzyc w to co czytam w
                          ich wypowiedziach , to wszystkie obecne to swiete , a eks- hieny!!!

                          A obie wiemy , ze tak nie jest !

                          Pozdrawiam
                          i zycze milego dnia
                          Mag
                          • ashan Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 17:03
                            Hm... wydaje mi się, że dużo złej woli trzeba, żeby każdą próbę rozmowy
                            odbierać jako atak na siebie. Kilkakrotnie pisałam, że są różne sytuacje i
                            ludzie, którzy są w nie uwikłani. Dla mnie ludzie nie dzielą się na eks,
                            pierwsze, byłe, drugie tylko na porządnych i uczciwych lub nie. Może miałam
                            dużo szczęścia, że spotykałam przeważnie tych pierwszych, a może jest w tym i
                            mój udział. Ale nawet to, że na swojej drodze natknę się na kanalię
                            (przepraszam za ostre słowo) nie spowoduje, że innych zacznę na wszelki
                            wypadek traktować jak bestie.
                            Miłego dnia i trochę mniej zawziętości
                            ashan
                            ps jak dla mnie wątek za bardzo zboczył z tematu podstawowego (niestety także
                            dzięki mnie)i nie będę już w nim brała udziału
                            • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 30.08.03, 17:22
                              Ja nie dziel ludzi ja sie tylko ustosunkowuje do Twojeji dziewczyn ( obecnych)
                              wypowiedzi.
                              To wy zaczelyscie , ze "pierszw" - nie sa siwete itd...
                              Wiaxc ja sie tez ustosunkowalam.
                              Ja w swoim zyciu jak na rzie mam jednego wroga i jednego czlowieka ktory mi
                              takdokuczyl.. i.. atak to nie mam wrogow
                              • mamaadama4 Re: Alimenty, jaka wysokość? 01.09.03, 10:19
                                mag zdecydowana większość tego co piszesz to czysta demagogia. Poczytaj
                                spokojnie co pisze ashan. Ona ma doświadczenia z obu stron a przede wszystkim
                                potrafi racjonalnie nie tylko myśleć ale pisać. Ja też mam doświadczenia
                                obustronne, bo kiedys byłam samodzielną. Potem dziecko wychowywałam z kimś
                                innym niz jego ojciec a teraz jestem tą drugą. Przeszłam przez wiele
                                konfiguracji i to o czym ty teoretyzujesz znam z doświadzczenia. Dlatego muszę
                                ci powiedzieć, że nienawiść zaślepia cię kompletnie i odbiera zdolność do
                                rozpoznawania co jest logiczne a co tej logiki pozbawione.
                                danka
                                • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 01.09.03, 10:35
                                  Nie nienawidze ani jej , ani jego..
                                  Wlasiwie - tio udaje mi sie zapomniec o nim - jesli sam nie raczy swoim
                                  postepowaniem przypomniec.. ( lubi robic zlosilowsci i utrudniena w zyciu).
                                  Do niej nie czuje nic. Mysle, ze jest obca osboa. Ciezko kogos takiego -
                                  nienawidziec..
                                  Jego - do niego mam duzo zalu ..
                                  Ale jeszcze nigdy nikogo nienienawidzialm. Moze on bedzie pierwszy. Ale mysle,
                                  ze t raczej niemozliwe. Choc jesli by sie tak stalo - ze nienawidzilabym go -
                                  uznalabym , ze trudno..
                                  Wiesz wlasnie zastanwialm sie... Jakich uczuc w stosunku do niego oczekujecie
                                  ode mnie...
                                  To chyba normalne , ze budzi moje najgorsze uczucia. W koncu szkrzywdzil mnie
                                  i moje dziecko...
                                  Co mam czuc do niego??
                                  Jak mowie ONa - to raczje slowo. Nie znam ososby i chyba tyle.. Nie moge nic
                                  czuc - bo jej nie znam. Moze tylko jedno nie chce poznac. Wole by zostala obca
                                  i obojetna.

                                  Wy jestescie tak naprawde "drugie".

                                  Wiec nie widziecie problemu z dwu , ale z jeden strony.
                                  Coio czuje ! Uwierz tylko ja to potrafie powiedziec !
                                  Ja odnosze wrazenie - tez rozne czytajc Twoje posty..
                                  bardzo rozne!
                                  Widzisz wy wierzyci w przyjazn po rozstaniu - ja nie.
                                  Uwazam , ze nikt nie ma prawa oceniac co czuje...., nikt kto mnie zna tylko
                                  przez liste...

                                  Pozdrawiam
                                  MAg

                                  PS. Moze to jest nienawisc.. nigdy nie czulam nienawisci - nie wiem...
                                  • mamaadama4 Re: Alimenty, jaka wysokość? 01.09.03, 10:40
                                    Pisałam o tym, że nie potrafisz obiektywnie ustosunkować się do argumentów
                                    zawartych w postach np ashan. Nie mam zamiaru dyktować ci jakie uczucia masz
                                    mieć w stosunku do tej drugiej. Ale tak jak ashan napisała - nie ma sensu
                                    podsycac w sobie złych uczuć. Nic dobrego z tego nie wynika.
                                    danka
                                    • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? 01.09.03, 10:47
                                      Mysle, ze poprostu mamy tu inny punkt ondiesienia.
                                      Wydaje mi sie, ze Wy tez nie potraficie obiektywnie odniesc sie do arumentow
                                      przeslyanych przeze mnie czy Chalsie.

                                      Po prostu tu mamy odrebne zdanie .. Ja zawsze bede to widziala jako alimenty
                                      dla mojego syna - od ojca. Nigdy nie bede widziala tu udzialu osoby bedacej z
                                      ojcem...
                                      Dla mnie to sprawa miedzy syenm ojcem i ..na razie mna.

                                      Co do uczuc. Co do obecnej- zadne i niech tak zostanie..
                                      Ona wlasiwei niczemu niewinna i nic do tego wszystkiego nie ma.
                                      Pozdrawiam
                                      mag
                      • jayin Re: Alimenty, jaka wysokość? 11.09.03, 20:22
                        Mag - ale czasem jest tak, że ta Druga nie pracuje z różnych względów. To co
                        zarabia On - jest ich wspólne. W jednym gospodarstwie domowym. On pracuje poza
                        domem z $ - ona w domu bez $ - i co wtedy? Wtedy Jak to się liczy? Że ona żyje
                        na jego koszt?smile Bo on ma swój dochód i z niego płaci alimenty, a ona nie ma
                        nic do tego? Ona nie ma dochodu i na dobrą sprawę nie zarabia nic, więc jest
                        biedna i JEGO praca nie jest jej źródłem utrzymania i zarobków? Kobietki
                        zajmujace się domem zgodnie by zawołały, że to WSPÓLNE pieniądze - bo on
                        wprawdzie dostaje je jako gratyfikację za SWOJĄ pracę, ale one pracują na
                        siebie i na niego (czy tez i na dzieci) w domu i NIGDY nie spotkałam się z
                        sytuacją, gdzie facet by mówił: "TO SĄ MOJE $. TY NIE ZARABIASZ TO NIE MASZ
                        NIC!" a ona by sie na to zgodzila...wink
                        Dla mnie wspólny dom, małżeństwo - to automatycznie wspólne wszystko -
                        problemy, radości, również majątek. niezaleznie od procentu wkładu jaki wnosi
                        się do tego układu. Czy to 100%, czy 10% czy też nic. Czy się mylę?...
                        Od razu zaznaczam, że nie utrudniam, nie wypominam, nie warczę, że NASZE
                        pieniądze są w części przeznaczane na dziecko Osobistegosmile Być może dlatego,
                        że nie mamy nad sobą jakiejś groźby bankructwa czy utrudnienia finansowego w
                        związku z tym. Bo gdyby nam było ciężko - tochyba trochę liczyłabym każdy grosz
                        i starała się jak najlepiej zagospodarowac tą kasę domową - uwzgledniajac w
                        niej owszem, syna Osobistego - ale wtedy poziom zycia dziecka - tak jak naszych
                        dzieci - ze strony ojca moglby byc zapewniany na poziomie naszego/ojcowskiego
                        zycia wyłącznie. bo tak jak nie wyobrazam sobie, żeby moje dzieci mialy lepiej
                        od jego syna, jesli nas na to stac - tak samo nie wyobrazam sobie, zebysmy
                        utrzymywali młodego z naszej strony na wyzszym poziomie niz nasze dzieci -
                        owszem, wtedy Ex ma jeszcze swoje dochody i dziecko Ich moze miec lepiej o
                        tyle, o ile ten standart zapewniany prze z Ojca moze podwyzszyc ze swej strony
                        Mama. Na szczęście nie mamy co o tym teraz myśleć bo "stać" nas i na Jego
                        dziecko i na nasze - i nie mamy problemow z tym, ze brakuje na cos. I oby tak
                        dalej...wink)
                        Co do tej "wspólnej" kasy domowej - Pracowałam kiedyś sporo w Warszawie, dobra
                        praca była, ale po przeniesieniu się tutaj, ze wzgledu na zmianę mieszkania z
                        Osobistym - z pracą ciężko było - taki rejon. Miałam jakieś obiekcje, serio,
                        kiedy Osobisty stwierdził, że jeśli nie ma parcy, to nie ma - on zarabia tyle,
                        że nawet jeśli by była - to pracować nie muszę, a nawet woli jak jestem z nim w
                        domu i mam wolny czas nieograniczony - tak jak on, kiedy wraca z delegacji - i
                        mozemy sobie zyc, bez myslenia o wstawaniu o 6 rano do pracy. Czasem więc jak
                        się trafi, to zlecenie projektowe robię i jest OK, wtedy za jednym zamachem
                        czasem zarobię tyle co on przez miesiąc. Bardziej dla przyjemnosći niz
                        koniecznosci. Taki układ mamy. I powiem wam, że długo się niemal "kłóciłam" z
                        nim o to, że ja też chcę coś do domu "wnosić" finansowo, że za JEGO pieniądze
                        to ja zyc nie bede wylacznie, bo mi glupio i mam poczucie, ze go wykorzystuje.
                        Od tamtej pory nie wyskakuje z takim tekstem wiecej, bo sie obrazil
                        śmiertelnie smile Ze to co w domu, to NASZE. nie JEGO, nie MOJE. NASZE. $ też. I
                        on nie wyobraza sobie inaczej małżeństwa i domu, jak kazdy bedzie mial wszystko
                        osobno - wtedy to "ewentualnie" mozemy byc wspolokatorami. wyłącznie JEGO - jak
                        ustalilismy jest tylko syn z I małżeństwa i zeberka afrykańska, za którą nie
                        przepadam (ogolnie ptaszkow takich nie lubiesad - i w życiu nie będę jej do
                        klatki zaglądac...;-/! kwestie wychowania, opieki nad synem i zeberką smile
                        całkowicie oddałam Osobistemu. ale utrzymujemy ich (przepraszam, ze tak dziecko
                        obok stworzenia stawiam werbalnie, ale tak się napisałowink W NASZYM DOMU. z
                        tego, co nasz dom wypracuje na siebie.
                        tak więc - nie rozdzielamy, że płacimy na jego syna z JEGO pieniedzy i mnie to
                        nie dotyczy, albo gdybym ja zarabiala a on nie - to Z MOICH płacić mamy. tylko
                        placi się z NASZYCH. i to nie jest z mojej strony jakies puszenie sie i
                        obnoszenie dumnie: "PAtrzcie! Poswiecam sie! ODdaje swoje pieniadze, pieniadze
                        ktore naleza sie mi i mojej rodzinie - na jego dziecko! Medal mi dac! Niczym
                        Florence Nightingale pałam poświęceniem i altruizmem!!" - tylko po prostu -
                        oboje jestesmy swiadomi swoich obowiazkow - ja wobec Osobistego, on wobec mnie
                        i swojego syna - i tak było od początku ("Widziały gały co brały"... I się
                        przygotowały wink - wiec uczestniczymy w obowiązkach wspolnie. rowniez finansowo.
                        jakby nie patrzec - kasa jest wspolna - i nie mamy zamiaru sie rozliczac na
                        rachunkach kto ile wplacil na konto danego miesiaca. czy spisywać nr bankotów,
                        żeby wiedzieć CZYIMI pieniedzmi płacimi na jego dziecko smile

                        no bo tak chyba trzeba na to patrzec z pozycji kazdej - ze Mama otrzymuje
                        pieniadze na dziecko od OJCA. przeciez Mama nie bedzie sprawdzac SKĄD ojciec ma
                        pieniądze, kto mu dał, gdzie zarobił, pożyczył, ukradł...wink Po prostu to są
                        pieniądze OD OJCA. przez niego "dane". I tak przecież jest.

                        ale OJCIEC to sie rowna czesto "DOM OJCA" jesli ma drugą rodzinę - czyli
                        wszystkie skladowe tego domu - materialnie i psychicznie. i patrząc na to z
                        drugiej strony - nas, Drugich (Kolejnych?smile - u nas widać proces "zebrania"
                        tych pieniązków na dziecko - i uznajemy, że to NASZE pieniadze. idą do ręki
                        Taty, ktory pozniej daje je Mamie na dziecko. Mama owa z kolei widzi, jak w/w -
                        że to OD TATY je dostaje, a nie od DRUGIEJ.
                        no i jej prawo, że nie musi dochodzic do tego, skąd on je ma i ile w tym wkładu
                        Drugiej. bo to ich wspolna kasa domowa.
                        ale nie zgodzę się, że OJCIEC płaci ze SWOICH. i Drugie nie ponoszą ŻADNYCH
                        kosztów tego. to są ICH pieniadze - chyba, że mają rozdzielnosć majątkową.
                        wtedy owszem. on placi ze swoich.
                        jak widac - wszystko jest kwestia punktu siedzenia.
                        byleby siedziec i patrzec bez pryzmatu niechęci wzajemnej.


                        pozdrawiam

                        Joanna
            • mag_p Re: Alimenty, jaka wysokość? do mag-p 01.09.03, 09:57
              Oczywisie - masz racje - mialam na mysleta "druga" nie Was..
              Ona nie jest zadna rodzina i nigdy nie bedzie dla mojego syna!

              Mysle, ze czyta sobie czasme tu - to przeczyta..
              A rozmawiac z Nia - nie ...
              My nie mamy o czym rozmaiwac..
              Ja do niej nic osobiscie nie mama. Ale dla mnie to obca kobieta!
              O ktorehj nic nie wiem i .. chyba nie powinna mnie interesowac.
              pozdrawiam
              mag
    • domali Re: Alimenty, jaka wysokość? 07.09.03, 11:26
      Czytam te posty i chyba ja też napiszę coś o naszej sytuacji...

      1. Drugie nie płacą alimentów...
      Bezpośrednio oczywiście nie, ale dlaczego na sprawie o podwyższenie alim
      sędzina na fakt, że w związku z moimi studiami dziennymi moje dochody są równe
      0 (poza symbolicznym styp. socjalnym), powiedziała, że ona musi brać pod uwagę
      możliwość wywalczenia przeze mnie alimentów na mnie od moich rodziców?
      Czyli brane są też pod uwagę moje "możliwości zarobkowe"...
      Pomijam już to, co napisały poprzedniczki... mamy z mężem wspólną "kasę", więc
      jest wspólne obciążenie. A alimenty tak czy i inaczej zostaną wyegzekwowane
      nizależnie od potrzeb np. naszego dziecka.

      2. Koszty utrzymania dziecka...
      Mój synek (24 m-ce) chodzi do żłobka, po czterech posiłkach tam zjedzonych w
      domu je małą przekąskę (jogurt, owoc) i kolację. 4zł za jedzenie z żłobku + to
      co w domu... myślę że 6 zł dziennie kosztuje mnie jego wyżywienie.

      Ostatnie 3 miesiące do żłobka nie chodzi... opakowanie kaszki wystarcza na
      około tydzień, ugotowanie zupki to niewielki koszt, drugie danie - takie jak
      dorośli.
      Pieluchy- Huggiesy, bo tańsze to wydatek x 2, na tym nie oszczędzamy...

      3. Lekarz- państwowo... jeździłam też z chorym tramwajem... samochodu brak,
      taksówka za droga... i żyjemy...
      Szczepionki- obowiązkowe w przychodni + zalecane dodatkowo (Hib, różyczka,
      świnka)
      Na lekarstwa też wystarcza, bo musi.

      Oczywiście, gdybym miała więcej kasy, synek miałby ekstra ciuchy, co miesiąc
      nową zabawkę... ale czy o to chodzi? Każdą sumę da się wydać.