Dodaj do ulubionych

gotowanie-mój obowiązek?

12.05.10, 09:55
hej, dzisiaj moja mama mnie zastrzeliła tekstem że" poprzewracało mi się
głowie" gdy jej powiedziałam ze nie gotuję obiadów dla męża bo: mamy małe
dziecko którym ja się zajmuję(Pola ma 11 tygodni),sprzątam, piorę, robię
zakupy. Oczywiście jestem matką ale przede wszystkim jestem kobietą i to młodą
kobietą (23 lata) więc jeśli mam chwilę czasu to chcę zadbać o siebie
(depilacja, malowanie paznokci, makijaż, gimnastyka) a nie stać przy garach,
bo potem to nawet dziękuję nie usłyszę...
Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie zrobi,
czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię.
Żle robię? No chyba ręce mu do doopy nie przyrosły...
Obserwuj wątek
    • patysiak Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 09:57
      na nasze szczescie czasy sie zmienily i tak jaki keidys np facet nie zmienial
      pieluch dziecku tak teraz dla wiekszosci z nas to standard ze wspolnie z ojcem
      dziecka sie nim zajmujemy.

      dotyczy to wielu czynnosci domowych uwazanych przez naze mamy za babski obowiazek.

      ja nie gotuje. bo M uielbia to robic i robi to swietnie.
      i chwala mu za to.
    • alexsc Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:00
      i co głodna codziennie chodzisz?
      ja ta lubię gotowac. jak od czasu do czasu obiadu nie ma to nie ma
      końca świata.
      • mewa000 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:07
        Ja nie mam problemu z gotowaniem obiadów. Też jestem młoda (25lat), mam małe
        dziecko, co prawda ma już 10 m-cy ale jak był w wieku Twojego to też gotowałam.
        Jakoś nie przyszłoby mi do głowy, że to są powody do nie gotowania. Ale to
        Twoja, a raczej Wasza sprawa i mama powinna to uszanować
    • wuika Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:04
      Tak, powinnaś jeszcze dziękować, że pan raczy pozwolić Ci pracować, bo jak
      wiadomo, miejsce kobiety jest przy garach. Szkoda gadać po prostu, zwłaszcza, że
      dobija Cię własna matka.
      • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:17
        no czekaj, przciez jej maz pracuje - przez wieksza czesc tygodnia.
        uwazasz, ze nic mu sie za to "nie nalezy"?

        przeciez partnerstwo to NIE jest fakt, ze mezczyzna zarabia na rodzine, a
        kobieta "lezy i pachnie". OBOJE cos wnosza w rodzine. akurat w tym momencie ich
        zycia, maz pracuje zdecydowanie wiecej. skoro zdecydowali sie na taki model, to
        - wedlug mnie - sprawiedliwe jest, zeby go pociagneli do konca. to znaczy - znow
        wedlug mnie - ze mezowi sie "nalezy" minimum obslugi. niech sami ustala, co to
        jest - czy on woli miec posprzatane i wyprane, czy woli miec obiad na stole.
        a reszta sie dziela.

        oczywiscie tak samo dziala to, gdy ona idzie do pracy.
        • wuika Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:28
          Jak słyszę o obsłudze męża, to mnie krew zalewa, mimo, że nie mam okresu.

          Obsługi to wymaga małe dziecko, które jest niesamodzielne i bez opieki i obsługi
          po prostu się rozchoruje lub umrze. Partnerstwo nie polega na tym, że panu się
          coś należy, tylko na tym, żeby oboje wnosili mniej więcej podobny wkład w
          budowanie rodziny. Jeżeli dziecko jest tak zajmujące, że nie starcza czasu na
          gotowanie, to widać tak jest. I można sobie mówić, że wszystko się da, można
          stanąć na głowie, wszystko poukładać i mąż dostanie obiad w 10 minut od
          przyjścia do domu. Ale opieka nad niemowlęciem może być bardziej wyczerpująca od
          tej zawodowej męża, więc nie widzę powodu do automatycznego stawiania znaku
          większości przy pracy męża, a olewaniu pracy żony w domu. Skoro się nie wyrabia
          ze wszystkimi domowymi obowiązkami (a zapewne jest matką dłużej niż 8 - 10
          godzin na dobę, więc ma prawo być i zmęczona i nie super wydajna), to znaczy, że
          część z nich musi przejść na kogoś innego, albo nie być spełnianych w ogóle. I
          tak, zgadzam się - jeśli ważniejszy jest obiad od odkurzonej podłogi, to lepiej
          go ugotować niż latać z odkurzaczem. Ale nie oznacza, że automatycznie wszystko
          musi zrobić ona, bo pan i władcza raczył ruszyć cztery litery i pójść do roboty.
          Bo chyba dobrze kojarzę, że to jest ta sytuacja, kiedy kilka tygodni po porodzie
          się okazało (w połogu jeszcze!), że zefirek być może będzie musiała pognać do
          roboty, bo jej mąż jakoś nie umie znaleźć pracy?
          • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:09
            moment... Zefirek pisala cos o czasie na zadbanie o sobie, pomalowanie paznokci
            itp... ze woli to robic, niz gotowac obiad dla meza (bo jest mloda). no coz, ja
            tez bym WOLALA...

            wyglada na to, ze jednak niemowlak nie jest tak absorbujacy, prawda?

            nie zauwazylas, ze "obsluga" i "nalezec" bylo z przymrozeniem oka? i ze pisalam
            o dzieleniu sie obowiazkami po pracy meza?

            i gdzie pisalam, ze WSZYSTKO musi zorbic ONA???
            napisalam tylko, ze skoro on zarabia, to jednak ONA ma wiekszosc (nie
            wszystkie!!!) obowiazki w domu - dla mnie to zrozumiale. czescia sie dziela.

            jesli ona zarabia (a on nie) - wiekszosc domowych obowiazkow spada na NIEGO, a
            czescia sie dziela.

            jesli oboje pracuja - dziela sie tymi obvowiazkami.

            nasze malzenstwo przeszlo przez wszystkie z tych 3 konfiguracji (plus 4 - maz
            pracowal na pol etatu z domu i byl z dziecmi w domu) i jakos nie bylo problemow,
            zeby wszystko tak ulozyc, by kazdy byl w miare zadowolony.

            nie wiem, jaka byla sytuacja Zefirka kilka tygodni po porodzie, odpisalam na jej
            konkretnego posta.
    • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:08
      a ja troche nie rozumiem...

      szczerze mowiac, gdybym wracala z pracy bez obiadu, to 100 razy bardziej
      wolalaby, zeby czekal na mnie obiad, niz zeby bylo posprzatane i poprane...

      rozumiem, ze chcesz aby maz wlaczyl sie w obowiazki domowe i wychowanie dziecka
      - popieram!
      ale moze ustalcie priorytety?

      na przyklad - Ty jednak gotujesz ten obiad (wiem, jak to jest byc zmeczona i
      glodna, a w domu nic do jedzenia nie ma gotowego...), a maz za to potem
      sprztanie, czy zrobi pranie.

      dzieckiem oczywiscie tez sie zajmie, nie z obowiazku, a z radosci bycia ojcem wink

      nie wiem, czy Twojemu mezowi ten brak obiadu przeszkadza? dla mnie akurat zarcie
      jest wazne, lubie w ten sposob "dbac o rodzine".
      oboje pracujemy, ale codziennie to ja robie kolacje (obiady jadamy w pracy).
      czesto co innego dla nas, a co innego dla dzieci wink (ale nie gotuje nic
      wyrafinowanego!).
      za to maz robi pranie, sprzata itp, po pracy i wyprawia chopakow spac.

      wszystko mozna jakos ulozyc, trzeba dobrej woli.

      aha i wtedy w sobote, gdy pracujesz, na Ciebie tez czeka obiad smile niekoniecznie
      wystawny, ale cos powinno czekac.

      ja zawsze wole myslec w kategoriach "dbania o partnera", niz "obowiazkow
      domowych" wink pomaga!
      • madzioreck Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 23:56
        Kurko, ale widzisz, zefirek pisze, że jak ona w weekendy zasuwa po 12 godzin, to
        mąż czeka na nią nawet z kąpaniem dziecka... Nie pisze też nic, jak się dzielą
        obowiązkami, czy mąż w ogóle rusza palcem, kiedy wraca z pracy?
        • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 12:07
          przeciez pisalam, ze dla mnie akurat zrobienie jedzenia jest duzo wazniejsze,
          niz posprztanie. i pisalam, zeby moze sie WYMIENIC (sprztanie/pranie na gotowanie).
          oczywiscie wtedy, gdy mezowi to przeszkadza.
          z postu na poczatku jakos wywnioskowalam, ze te obiady sa przyczyna niesnasek.

          i pisalam wyraznie o partnerstwie, o dbaniu o siebie w kochajacej sie rodzinie.

          oczywiscie jesli ona pracuje - obiad powinien czekac, a dzieciak wykapany i
          uspiony - to sie samo rozumie smile
    • anika772 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:15
      To kwestia ustaleń, a nie przyrodzonych umiejętności i obowiązków.
      U nas ja gotuję, za to najczęściej nie dotykam sprzątania.
    • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:17
      generalnie, gotuje ta osoba, która wcześniej wraca do domu,
      przynajmniej tak jest w moim domu, poza tym jeśli już gotujemy, to
      zwykle na 2 dni

      trudno aby maż gotował, skoro ty jesteś w domu, za to potem może
      zająć się innymi obowiązkami
    • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:20
      Nigdy nie gotowałam obiadów, no, okazjonalnie, a w weekendy wspólnie.
      Z mężem wracaliśmy z pracy o 18.00, to już pora raczej kolacyjna,
      nie obiadowa. Teraz siedzę w domu z dzieckiem i też nie gotuję.
      • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:27
        a co jadacie?

        kultura wspólnego jedzenie posiłków jest bardzo pozytywną rzeczą
        • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:45
          Mąż je w pracy (musli na śniadanie, na obiad gdzieś najczęściej
          wychodzi), ja w domu - śniadanie, na obiad jakieś warzywa, kaszę,
          czasem kanapki czy twarożek. Wieczorem ja jem jogurt, on sobie robi
          coś na kolację - kanapki czy jajecznicę, Młody po powrocie z
          przedszkola je jajecznicę, płatki z mlekiem czy jakieś dukaty rybne
          lub drobiowe.
          Czasami gotuję z siostrą, wczoraj na szybko spagetti.

          Wspólne posiłki mamy w weekendy.
          • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:48
            smutno tak na suchym prowiancie, każdy sobie
            • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:58
              Smutno? Może Tobie by było. Nam nie jest.
              Nie przepadam za daniami tzw. obiadowymi, zresztą mogłabym spokojnie
              żyć na musli z mlekiem. A pizza, sushi, pieczony łosoś - takie dania
              robimy razem w weekendy.
              • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:02
                smutno przeżyć życie na musli i surowej rybie z zieleniną...

                na ale jak ci to pasuje
                • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:10
                  Oj, dziewczyno smile Popatrz za okno i zapomnij o swoich smuteczkach.
                  Już nie masz czym się martwić, tylko jakąś całkiem szczęśliwą
                  forumką? Daj spokój, dorosła jesteś, pomyśl o dzieciach w Chinach i
                  zastanów się, czy aby na pewno dobrze adresujesz te swoje smutki.
                • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:29
                  Hm, ale tę surową rybę to sobie wymyśliłaś, przyznaj smile
                  • angazetka Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:59
                    Sushi chyba miała na myśli wink
                    • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:03
                      A, faktycznie, zapomniałam, że surowa ryba to główny i podstawowy
                      składnik sushi.
                      • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:09
                        A nie?
                        • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:23
                          Raczej głównie ryż...
                          Czasami wsadzamy w sushi wędzonego łososia, ale jednak częściej
                          ogórek, awokado, marchew. Świeże surowe ryby to tylko opcja sushi.
                          • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:35
                            Rozumiem, że dla Ciebie sushi = maki.
                            Ale jest jeszcze np. nigiri, że o sashimi nie wspomnę.
                            Słyszałaś o nich kiedyś? wink
                            • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:01
                              Słyszałam, jadałam. Ale w domu nie robię smile
                              I nie zmienia to faktu, że surowa ryba nie jest koniecznym ani
                              głownym składnikiem sushi.
                              Tak jak, hm, na przykład kapusta nie jest koniecznym ani głównym
                              składnikiem zup, mimo że jest taka zupa jak kapuśniak.
                              • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:23
                                To tak jakby napisać, że schab nie jest koniecznym i głównym składnikiem
                                schabowych wink
                                Owszem, można zrobić je np. z kurczaka, tylko że to już nie są schabowe.
                                • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:39
                                  Schabowego nie da się zrobić bez schabu. I tyle. Można zrobić
                                  kotlety z piersi kurczaka albo kotlety sojowe w panierce, ale nie są
                                  to schabowe.
                                  Natomiast tu mamy inny przypadek - bo da się zrobić sushi bez
                                  surowej ryby. Surowa ryba, jak pisałam, nie jest składnikiem
                                  koniecznym sushi. Tak jak kapusta nie jest składnikiem koniecznym
                                  zupy.
                                  Natomiast schab jest składnikiem koniecznym schabowego i tyle.
                                  • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:54
                                    co prawda, to prawda wink
                                    ja akurat najbardziej lubie sushi z surowa ryba wlasnie, ale nie znaczy to, ze
                                    tylko takie sushi istnieje.
                                    ba! istnieje nawet (sporo rodzajow) sushi, ktorego sie w te ruloniki wcale nie
                                    zwija wink
                                  • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:55
                                    Tak, tak - masz rację. Lepiej?
                                    Da się też zrobić sushi bez ryżu i w ogóle bez dowolnego innego składnika - i co
                                    z tego wynika? Że skojarzenie sushi z surową rybą jest błędne?
                                    • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:06
                                      a1ma napisała:

                                      > Tak, tak - masz rację. Lepiej?

                                      Ba! Nieporównanie.

                                      > Da się też zrobić sushi bez ryżu i w ogóle bez dowolnego innego
                                      > składnika - i co z tego wynika? Że skojarzenie sushi z surową rybą
                                      > jest błędne?

                                      O widzisz, że bez ryżu to nie wiedziałam.
                                      Skojarzenie sushi z surową rybą nie jest błędne, podobnie jak w tym
                                      kontekście skojarzenie sushi z ogórkiem też błędne nie jest, tylko
                                      skojarzenie "jadłaś sushi = jadłaś surową rybę" jest
                                      nadinterpretacją. I o. Koniec tematu.
                                      • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:12
                                        > O widzisz, że bez ryżu to nie wiedziałam.

                                        O, widzisz - może warto dowiedzieć się, zanim wytkniesz komuś błąd.

                                        Surowa ryba to jedyny produkt, który sam w sobie, bez dodatków, JEST sushi (nigiri).
                                        Sam ryż ani żaden inny składnik samodzielnie nie stanowi sushi.
                                        • kawka74 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 17:07
                                          Co nie zmienia faktu, że samo słowo 'sushi' z rybą nie ma nic wspólnego,
                                          natomiast z ryżem i owszem.
                                          A nigiri to się chyba jednak z ryżem robi.
                                        • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 22:30
                                          Moment moment.
                                          A zresztą, nieważne.
                                          Daj spokój już z tą dyskusją.
                                          Dla Ciebie surowa ryba jest głównym i typowym składnikiem sushi, dla
                                          mnie bardziej typowy jest ryż i tyle.
                                        • aniorek Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 09:18
                                          a1ma napisała:

                                          > O, widzisz - może warto dowiedzieć się, zanim wytkniesz komuś błąd.
                                          >
                                          > Surowa ryba to jedyny produkt, który sam w sobie, bez dodatków, JEST sushi (nig
                                          > iri).

                                          "O, widzisz - może warto dowiedzieć się, zanim wytkniesz komuś błąd"

                                          - Nie nigri a sashimi, "madralo". Nigri zawiera ryz.
                      • mgla_jedwabna Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:15
                        Głównym składnikiem sushi jest ryż. Ryba nie musi być surowa, może być też gotowana, pieczona, marynowana itd. Pierwotnie była właśnie marynowana w tym samym occie, którego dodaje się do ryżu. Zresztą sushi wcale nie musi zawierać ryby - mogą to być też owoce morza, kawior, warzywa surowe (np. ogórek) lub marynowane (marynowana tykwa jest dość popularna w Japonii), jajko.
        • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:47
          U nas też się nie gotuje, jadamy na mieście.
          Zawsze to jakieś rozwiązanie, kiedy nikt nie lubi stać przy garach.
          • mniemanologia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:44
            Zresztą ja nie widzę sensu żywienia się kanapkami czy Knoppersami
            przez cały dzień po to, by o 18.30 zjeść obiad. Jak również nie
            widzę sensu jedzenia dwóch obiadów - jednego w pracy i drugiego
            wieczorem.
    • kali_pso Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:26

      Mnie, starej, doświadczonej babie widzi się, że Ty dziecko i Twój
      równie niedorosły mąż kompletnie nie umiecie ze soba rozmawiać- Dla
      mnie jest jasne- gotuje ta osoba, która jest w domu w ciagu dnia.
      Dlatego też wymagałabym od siebie w tygodniu, aby jednak ten
      przysłowiowy talerz ciepłej zupy na małzonka czekał a od niego, aby
      raczył go wynieśc po sobie do kuchni i podziekowaćwink

      W wekend zas wymagałabym od niego przygotowania obiadu dla mnie
      wracającej po pracy do domu, co spotkałoby sie z kolei ze słowami
      uznania z mojej strony- gdy ja wracam po zajęciach w weekend o 18 to
      nawet zrobiona przez męża jajecznica urasta do rozmiarów ambrozjiwink


      Jednym słowem- zbyt dużo robienia na złośc widać w Twoim wpisie- on
      nie podziekuje, to ja robic obiadu nie będę...dziecinada. Wymagaj od
      niego ale i od siebie...
      • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:12
        fajnie napisane, Kalipso smile mysle podobnie.
      • kura17 bingo ;) 12.05.10, 11:17
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,111336351,111340795,He_.html
      • lolinka2 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:01
        kali_pso, wyjęłaś mi to z ust...
    • marghot Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:32
      nie wiedziałaś tego????
      jakby co, to prasowanie, wieszanie firan i bieganie po dzisiejszą
      prasę do kiosku oraz schładzanie piwka tez należy do twoich
      obowiązków wink
    • sueellen Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:33
      Gotuję głównie ja raz na dwa-trzy dni do tego przede wszystkim dla
      siebie. Jemu zostawiam, ale on musi miec usmazone mięcho, a ja gotuję
      na parze i piekę wiec mu nie pasuje. Nie to nie.
    • gladys_g Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:36
      Zefirek, w Twojej rodzinie ma być dobrze wszystkim jej członkom. Skoro Wam
      obojgu taki układ pasuje, to dobrze. Jeśli nie - to coś zmieńcie.
      Dobra rada od cioci Gladys - nie tłumacz się nikomu z niczego. To nie sprawa
      Twojej mamy czy gotujesz albo sprzątasz, a Twoja i Twojego chłopa i to z nim
      takie rzeczy ustalaj, a nie z dalszą rodziną, do której teraz już zalicza się
      Twoja mama.
    • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:45
      Źle robisz.
      Nie, nie dlatego, że nie gotujesz.
      Źle jest dlatego, że każde z Was stara się nie zrobić "za dużo" i zepchnąć jak
      największą część obowiązków na drugiego. Tak rodzą się frustracje, wzajemne
      pretensje i żale.
      A wystarczy odwrotnie - żeby oboje starali się zrobić jak najwięcej, z własnej
      woli, chcąc sprawić drugiej osobie przyjemność. Ty obiad w tygodniu, on w
      weekend. Bilans wyjdzie identycznie, ale o ileż sympatyczniej się żyje.
    • crises Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 10:48
      Ugotowanie prostego jednodaniowego obiadu to nie jest rocket science
      i nie wymaga stania cały dzień przy garach, poza tym jest jakby
      logiczne, że robi to osoba, która jest w domu i do pracy nie
      wychodzi. (Równie logiczne jest, że jeśli Ty znikasz na 12 h, to
      wtedy gotuje pan małżonek, jeśli akurat spędza ten czas w domu, ale
      to jakby inna sprawa.)
      • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:03
        dla autorki watku takie rozumowanie jest z trudne...ona musi
        pokazać, że mamy wyzwolony XXI wiek i podpiąć pod swoje lenistwo
        odpowiednią ideologię
        • zefirek1612 Hę? 12.05.10, 11:09
          Jaka ideologia? Po prostu mam ciekawsze zajęcia niż stanie przy garach.Nie
          rozumiem dlaczego z powodu głupiego nie-gotowania obiadów niektóre osoby mają
          ochotę na lincz. To tylko obiad. Dla mnie ważniejsze jest by mieć w domu czysto
          i mieć z czego zrobić sobie obiad. Samemu.
          • kura17 Re: Hę? 12.05.10, 11:17
            > Jaka ideologia? Po prostu mam ciekawsze zajęcia niż stanie przy
            > garach.

            a co bedzie, gdy maz ktoregos dnia zdecyduje, ze ma ciekawsze zajecia, niz
            zarabianie pieniedzy na utrzymanie rodziny?...

            zrobienie prostego obiadu to pol godziny, zadne stanie przy garach.
            jesli zrobisz wieksza porcje, to robota jest raz na 2 dni.
            przetestowane wink
            co Ty jadasz na obiad?
            • gladys_g Re: Hę? 12.05.10, 11:43
              Sorry, ale bzdury opowiadasz. Żeby zrobić dobry i zdrowy obiad w pół godziny, to
              trzeba przede wszystkim umieć przyzwoicie gotować no i to lubić, trzeba się
              zastanowić nad składnikami, być może coś dokupić świeżego. Ja umiem gotować i
              lubię, ale potrafię sobie wyobrazić, że 23-latka nie przepada za staniem przy
              garach i że jawi się jej to jako ciężkie i męczące zadanie, z którego chętnie
              się wymiksowuje, bo pewnie też nie przepada za jedzeniem i nie jest ono dla niej
              specjalnie ważne.
              Robienie z gotowania najważniejszej czynności w domu trąci mi lekką obsesją
              kontrolowania rodziny przez matki - karmicielki.
              • mruwa9 Re: Hę? 12.05.10, 11:57
                ja tez nie cierpie gotowac, choc mam znacznie wiecej, niz 23 lata..
                no, nie lubie i juz. Ale uznaje sprawiedliwy podzial obowiazkow
                domowych, co dla mnei oznacza, ze kazdy doklada sie do rodziny w
                takim zakresie, w jakim jest w stanie w danym momencie. Jesli siedze
                na macierzynskim, a maz tyra, zeby zarobic na czynsz, pieluchy i
                jedzenie, to czuje sie w wewnetrznym obowiazku zajac domem tak, zeby
                bylo co rzucic na stol i nie przylepic sie przy okazji do niego. Nie
                poswiecam calego swojego dnia na depilacje i lakierowanie paznokci,
                zmieniajac dziecku od niechcenia pieluche przy okazji. Jesli wracam
                do pracy, to ustalamy, kto w jakim dniu rozwozi i odbiera dzieci, a
                ten, kto wraca z pracy pierwszy, szykuje obiad oraz, sila rzeczy,
                zajmuje sie dziecmi. Proste i skuteczne. Bez przepychanek. Czuje
                sie feministka z kulinarna awersja, ale oczekiwanie na to, ze maz po
                kilkunastu godzinach w pracy przychodzi do domu i ma sam szykowac
                obiad uwazam za swinstwo. Mozna nie lubic spedzac calego dnia przy
                garach, mozna zrobic makaron z sosem ze sloika czy z serem, ale
                niech by cos cieplego bylo. I to dziala w obie strony (gdy maz
                konczy prace wczesniej, a ja wracam wieczorem, tez czeka na mnie
                obiad, moze byc bardzo prosty, ale jest).
              • crises Re: Hę? 12.05.10, 12:08
                gladys_g napisała:

                > Żeby zrobić dobry i zdrowy obiad w pół godziny, to
                > trzeba przede wszystkim umieć przyzwoicie gotować no i to lubić,
                > trzeba się zastanowić nad składnikami,

                Nie, dla lubiących gotować to jest stanie pół dnia przy garach nad
                bażantem nadziewanym fła gra i sufletem z sera pleśniowego z
                czekoladą. Dla nielubiących jest np. rzucenie na patelnię mrożonych
                warzyw, dorzucenie podsmażonego kurczaka i ugotowanie ryżu. Proste,
                smaczne, zdrowe i szybkie. Do tego nie potrzeba żadnych umięjetności
                poza posługiwaniem się nożem i patelnią. No chyba ze ktoś z domu
                rodzinnego nie wyniósł nawet umiejętności gotowania wody, cóż, i
                takie patologie bywają.

                > jawi się jej to jako ciężkie i męczące zadanie

                Posiadanie rodziny w ogóle wiąże się z różnymi ciężkimi i męczacymi
                zadaniami. Może lepiej było poprzestać na ćwiczeniach i malowaniu
                paznokci?
              • kura17 Re: Hę? 12.05.10, 12:20
                no zartujesz chyba?
                kotlet/ryba plus ziemniaki/ryz/kasza/makaron plus salatka/surowka, to takie
                trudne do ogarniecia???

                pisalam o PROSTYM obiedzie.

                plus ugotowanie gara zupy na dwa dni (z mrozonki) lub gara fasolki lub gara
                bigosu... no ludzie, to naprawde nic trudnego, nie trzeba umiec.

                a jak sie nie lubi? no coz, ja tez wielu czynnosci domowych nie lubie. ale
                jestem dorosla, wiem ze je trzeba zrobic - wiec robie. do zabawy w dom potrzebne
                sa dobre checi...
                • gladys_g Re: Hę? 12.05.10, 12:43
                  Jak pisałam, ja z tych gotujących. Ostatni rekord to obiad w jakieś 5 minut wink
                  Co jest dla Ciebie proste, dla osoby, której umiejętności kulinarne są na
                  poziomie zrobienia kanapki z pasztetem może okazać się żmudne. Kotlety trzeba
                  ubić, doprawić wiedząc jak, obrać ziemniaki, skoordynować gotowanie w czasie i
                  jeszcze zrobić surówkę. Mnie to zajmie przyjemne 40 minut, komuś, kto nie lubi,
                  nie umie, nie ma wprawy - 2 godziny męczenia się.

                  Laska nie pisze, że cały dzień nie robi nic innego tylko maluje paznokcie - ona
                  zajmuje się całym domem z zakupami i sprzątaniem włącznie oraz opiekuje się
                  niemowlakiem.

                  Ja teraz np inkubuję potomka i owszem, gotuję codziennie albo prawie codziennie
                  (bo umiem i lubię), ale już na sprzątanie np brakuje mi pary i sił. Wolę w
                  zamian poczytać, ale mogłabym woleć malować w tym czasie paznokcie. Partner nie
                  narzeka. Narzekałby pewnie jakby w wysprzątanym domku pyszny obiadek na
                  uprasowanym obrusie podawała mu pod nos udręczona, zestresowana, sfrustrowana,
                  narzekająca i poświęcająca się baba.

                  Mężczyzna mój jest dorosły, zdrowy, silniejszy ode mnie i jakoś tak razem pchamy
                  tą taczkę, każde według sił, potrzeb, umiejętności.
                  • kura17 Re: Hę? 12.05.10, 13:37
                    bez jaj, kotlet plus ziemniaki i salatka - 2 godziny????
                    chyba NIGDY tyle przy garach nie stalam - przy normalnym posilku!
                    to chyba jakas podpucha jest???

                    a skoro nie umie, to niech chlpopu chocby ta kanapke z pasztetem zrobi, jak
                    wraca z pracy...

                    przeciez Zefirek napisala sama wyraznie, ze "ma ciekawsze rzeczy" do robienia,
                    zamiast gotowania obiadu... nie pisala nic o braku czasu.
                    za to JA wyraznie wspomnialam, ze moznaby, chocby, pranie wymienic na gotowanie
                    obiadu. tzn ona gotuje, maz zjada zadowolony (dziekuje, ma sie rozumiec...) i...
                    robi pranie smile
                    • truscaveczka Re: Hę? 12.05.10, 16:10
                      Zawsze się zastanawiam, co robią przez 2 godziny kobiety, którym
                      tyle zajmuje zrobienie takiego prościutkiego obiadu. Obranie
                      ziemniaków plus ugotowanie ich to 40 minut, reszta się robi w
                      czasie gotowania. No powiedzcie, jak można to robić 2 h jeśli
                      zarówno ziemniaki jak i kotlety muszą być podawane prosto z
                      gara/patelni?
                      • gladys_g Re: Hę? 12.05.10, 17:29
                        Jeśli najpierw smażą kotlety, później obierają i gotują ziemniaki - to wyjdzie
                        akurat w sumie ze 2 godzinki. Znam taką, co tak gotuje. A gotuje rzadko wink
                        • deodyma Re: Hę? 12.05.10, 17:31
                          no to niezle...
                          obranie ziemniakow to moment a ugotowanie ich, rozbicie kotletow i
                          smazenie to w sumie jakies 30 minut robotybig_grin
                      • falka32 Re: Hę? 13.05.10, 00:05
                        truscaveczka napisała:

                        > Zawsze się zastanawiam, co robią przez 2 godziny kobiety, którym
                        > tyle zajmuje zrobienie takiego prościutkiego obiadu.

                        Nie wiem ile miesięcy ma rzeczone dziecko, które ma pod opieką autorka wątku,
                        ale u mnie zawsze czas robienia obiadu był ściśle skorelowany z wiekiem
                        posiadanego w tym samym lokalu dziecka. Oczywiście był taki etap, kiedy dziecko
                        już nie przeszkadzało i już nie "pomagało" tylko udawało że się uczy, wtedy
                        faktycznie mogłam sie przekonać, ile czasu netto zajmuje zrobienie obiadu tongue_out
              • mariolka99 Re: Hę? 12.05.10, 18:03
                gladys_g napisała:

                > Sorry, ale bzdury opowiadasz. Żeby zrobić dobry i zdrowy obiad w
                pół godziny, t
                > o
                > trzeba przede wszystkim umieć przyzwoicie gotować no i to lubić,
                trzeba się
                > zastanowić nad składnikami, być może coś dokupić świeżego.

                Sorry, ale chrzanisz smile

                Niecierpię gotować, nie umiem, ale wracam z pracy szybciej niż mój
                mężczyzna,więc ja gotuję ( on sprzątawink ). I dlatego że nie umiem i
                nie lubię, sprowadziłam tę czynność do minimum. Mam repertuar dań 10-
                ci minutowych, różne rodzaje makaronu,zupy itp. W zamrażarce- zrazy
                od mamy i kotlety od teściowejsmileDo tego ziemniaki i surówka- w pół
                godziny jemy smile Trzeba sobie ułatwiać życiesmile
          • mruwa9 Re: Hę? 12.05.10, 11:18
            zefirek1612 napisała:

            > Jaka ideologia? Po prostu mam ciekawsze zajęcia niż stanie przy
            garach.


            No tak lakierowanie paznokci jest bez watpienia ciekawszym zajeciem.
            I gdzie tu miejsce na obieranie ziemniakow? Jeszcze sie tipsy
            polamia i maz przestanie Cie z tego powodu kochac...
            • zefirek1612 Re: hy hy, nie noszę tipsów;-) 12.05.10, 14:45
              o przepraszam że nie chcę być zapuszczoną miotłą z cyckami do pasa tylko zadbaną
              kobietą, której mąż przed kolegami wstydzić się nie musi. On jakoś nie narzeka.
              Moja mama narzeka. Jestem na diecie bo Pola ma skazę.
              Jadam surowe warzywa. Mój małż nie lubi.
              • truscaveczka Re: hy hy, nie noszę tipsów;-) 12.05.10, 16:21
                W sumie wszystko jedno, czy chłop pójdzie do innej szukać lepszych
                cycków czy żarcia. Ale żarciem łatwiej zatrzymać niż cyckami,
                uwierz mi.
                Zreeeeeesztą...
                Przyszłaś szukać pocieszenia, że mąż to fiut, nie znalazłaś i się
                zaczynasz rzucać.
                Bo - akuku - inne kobiety mają, jak one mogą, INNE poglądy i
                sposoby na życie...
                Nic to, młoda jesteś, kiedyś dojrzejesz.
          • marghe_72 Re: Hę? 12.05.10, 13:36
            zefirek1612 napisała:

            Dla mnie ważniejsze jest by mieć w domu czysto
            > i mieć z czego zrobić sobie obiad. Samemu.

            A dla męża?
            Bo jesli jemu taka wersja pasuje to ok.
            Wasze życie, Wasza sprawa.
        • kikki123 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:30
          papalaya napisała:

          > dla autorki watku takie rozumowanie jest z trudne...ona musi
          > pokazać, że mamy wyzwolony XXI wiek i podpiąć pod swoje lenistwo
          > odpowiednią ideologię


          a pod jaką ideologię należy podpiąć Twoje "przegapienie" poniższych fragmentów?: wink

          "mamy małe dziecko którym ja się zajmuję(Pola ma 11 tygodni),sprzątam, piorę, robię zakupy. "
          "Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie zrobi, czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię."


          • iuscogens Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:35
            mamy małe dziecko którym ja się zajmuję(Pola ma 11 tygodni),sprzątam, piorę, r
            > obię zakupy. "
            > "Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie zrobi, czek
            > a nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię."
            >

            I jak wracasz po tych 12 godzinach to przy garach jednak musisz stanąć i potem
            jeszcze dziecko kąpać. Dla mnie to hardcore, i jedna i druga sytuacja.
            • kikki123 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:12

              >
              > I jak wracasz po tych 12 godzinach to przy garach jednak musisz stanąć

              raczej zorganizowałabym sobie jedzenie na mieście, tak w ogóle to umartwianie
              się jest równie niezdrowe jak 12 godzinna głodówka smile
          • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:08
            mozna zrezygnowac ze sprztania/prania, zeby obiad ugotowac. na przyklad.
            wszystko jest do obgadania.
            nie chodzi o to, zeby byc sluzaca meza, ale o partnerski rozklad obowiazkow.
            jesli ona maluje paznokcie i "dba o siebie", gdy maz jest w pracy i on jeszcze
            musi sobie sam gotowac obiad - to to jest nie fair wg mnie.
            tak samo jest nie fair, gdy ona pracuje 12 godzin i wraca "do roboty" do domu.

            skoro irytuje ja fakt, ze na nia ten obiad nie czeka po 12 godzinach pracy, to
            rozumiem, ze przyznaje mezowi prawo do bycia zirytowanym podobna sytuacja
            dotyczaca jego?...
            • kikki123 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:49
              oj, nie demonizuj tak tych paznokci, dobrze, że dziewczyna dba o siebie, czy tam
              mąż w pracy czy w domu smile z postów autorki wynika, że ma sporo obowiązków
              domowych + opieka nad 11 tygodniowym bejbikiem + praca w weekendy, niech to nie
              umyka. Ja się zastanawiam co w domu robi mąż, bo ten brak obiadków pachnie mi
              jakąś sankcją połowicy zirytowanej brakiem zaangażowania męża w domowe życie (i
              obowiązki).
      • iuscogens Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:09
        Powiem szczerze, że tego nie rozumiem. Mąż wraca z racy i zamiast spędzić z
        córeczką trochę czasu to robi obiad (rozumiem, że tylko dla siebie??) A ty co
        jesz?? Przecież chyba nie żyjesz na energii z kosmosu smile Nie wiem jaki jest
        problem zrobić raz na parę dni większy garnek np. zupy czy jakieś obiadowe danie
        w większej ilości. U nas ja więcej gotuję, bo pracuję w domu. Osobiście
        wolałabym nie posprzątać, ale żeby było coś do jedzenia dla mnie i męża.
        Jak narzeczony ma więcej czasu to on gotuje i zawsze gotuje coś takiego, żebyśmy
        mogli razem zjeść (ja nie jem mięsa).
        Na miejscu twojego męża jakbym wróciła po wielu godzinach poza domem i zamiast
        spędzić czas z dzieckiem, miałabym gotować to bym się wkurzyła porządnie smile Jest
        wiele dań które się robią właściwie same pomiędzy innymi czynnościami.
        Nie jestem fanką gotowych dań, ale przynajmniej można zadbać o to by były w
        lodówce i 15 minut przed przyjściem męża wstawić do piekarnika, gwarantuję nie
        przemęczysz się smile
    • magdakingaklara Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:07
      na szczescie nie gotuje, zywimi sie w moim zakladzie pracy, obiady
      mamy nawet w niedziele czy w kazde swieta wiec mam problem z glowy wink
    • kamelia04.08.2007 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:26
      chyba mamie sie poprzewracało w głowie, zeby komentowac relacje w twoim domu.

      Z drugiej strony wolałabym ugotowac obiad niz malowac paznokcie, malowac sobie twarz, bo w koncu ile mozna sie odżywiac kanapkami czy gotowym zarciem ze sklepu
      • gladys_g Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:45
        a autorka wątku woli po całodziennej opiece nad dzieckiem zająć się czymś dla
        siebie, a niekoniecznie brać na siebie kolejny obowiązek na rzecz wszystkich
        innych.
        • kamelia04.08.2007 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:57
          gladys_g napisała:

          > a autorka wątku woli po całodziennej opiece nad dzieckiem zająć się czymś dla
          > siebie, a niekoniecznie brać na siebie kolejny obowiązek na rzecz wszystkich
          > innych.


          po całodziennej opiece, to wolałabym cos zresc porzadnego, niz sobie malowac
          paznokcie czy robic makijaż.

          W ogóle to jest dziecinada, matce gadac, ze nie gotuje, bo on ma w dupie,
          azamiast poriozmawiać bezposredmnio z chłopem.

          dziecka tez MU na złośc nie wykąpie czy nie nakarmi, bo on tego nie
          zrobił wczesniej. W wieku 23 lat nie trzeba było sobie fundowac dziecka, tylko
          dorosnac.

          To takie gówniarkie zagrywki, bo on nic nie zrobi, za obiad nie podziekuje, wiec
          nie bedze gotować, on da z siebie mniej i ja też.

          Gotuje ten, kto jest w domu, albo wczesniej wraca, to tak trudno zrozumiec?
          • zefirek1612 Reczytanie ze zrozumieniem 12.05.10, 14:53
            nie chodzi o to , że ja mu robię na złość nie gotując bo on mnie też nie gotuje. Absolutnie nie!
            jemu nie przeszkadza że ja nie gotuję i mnie nie przeszkadza że on nie gotuje. Chodziło mi o reakcje mojej mamy na fakt, ze ja przy garach nie wystaje. Zdziwiło mnie że ona uważa że to jest mój obowiązek ,a ja się pytam gdzie tak pisze? Dlaczego to jest mój obowiązek? Abstrahując od tego czy on w pracy się bardziej zmęczy niż ja gdy zajmuję się domem i dzieckiem.
            • deodyma Re: Reczytanie ze zrozumieniem 12.05.10, 14:57
              wiesz, jesli ktos ma naprawde duzo zajec w domu i meczy go opieka
              nad dzieckiem oraz zajmowanie sie domem, nie ma czasu dla siebie czy
              na przyjemnosci.
              opieka nad dzieckiem i dom nie przeszkadzaja mi w dbaniu o siebie.
              wszystko da sie pogodzic.
              • madzioreck Re: Reczytanie ze zrozumieniem 14.05.10, 00:14
                deodyma napisała:

                > wiesz, jesli ktos ma naprawde duzo zajec w domu i meczy go opieka
                > nad dzieckiem oraz zajmowanie sie domem, nie ma czasu dla siebie czy
                > na przyjemnosci.

                Ja tu czegoś nie rozumiem. Dziewczyna zajmuje się dzieckiem, a oprócz tego robi
                w domu wszystko oprócz gotowania. A Wy traktujecie ją, jakby nic cały dzień nie
                robiła, tylko malowała paznokcie, zamiast gotować panu mężowi.
                Zefirek nie pisze nic o jakimkolwiek podziale obowiązków, nie pisze, czy maż
                robi cokolwiek po pracy. Jeśli nie robi nic, to chyba mógłby ugotować...?
                • deodyma Re: Reczytanie ze zrozumieniem 14.05.10, 10:11
                  to mlode dziewcze to nie wiadomo, czy prawde piszesmile
                  raz pisze tak a za chwile inaczej.
                  jaka jest prawda, wie tylko ona.
                  • zefirek1612 nie mam co robić to w sprawie garów ściemniam... 14.05.10, 17:54

      • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:49
        od tego jest matka aby komentować i interesowac sie życiem córki
        • anyx27 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:51
          Ja też nie gotuję, co najwyżej 1-2 razy w tyg, jak mam wenę wink i nikt z tego
          powodu nie cierpi wink mój mąż pracuje na 1.5 etatu, ja na 0.5 i on gotuje 2-3
          razy w tyg.
        • kamelia04.08.2007 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:58
          papalaya napisała:

          > od tego jest matka aby komentować i interesowac sie życiem córki


          nie bardzo rozumiem jaki jest w tym interes matki i co ja obchodzi, jak sobie
          uzgadnia z mezem teoretycznie-dorosła córka
          • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:05
            wiesz, jakoś tak na świecie bywa, ze matki martwią się o corki i
            nteresują sie ich życiem...

            wiem żę to niemodne, zacofane i niemetroseksualne, ale jakoś tak nas
            ukształowala naturaym sie rożnimy od zwierząt\

            oczywiście od ciebie nikt nie wymaga abyś interesowala się
            najblizszymi, mamy przecież wolność
            • kamelia04.08.2007 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:30
              papalaya napisała:


              > oczywiście od ciebie nikt nie wymaga abyś interesowala się
              > najblizszymi, mamy przecież wolność


              jak matki maja cos nie tak z własnym zyciem, to zyja zyciem innych, wracaja sie, komentuja, zagladaja do garnków, chca wszystko wiedziec, byc na bieżąco i sa zaborcze.

              Nie odkręcaj wiec, bo nie wtracasz sie w zycie sasiada i nie konentujesz jego menu obiadowego, tak samo nie wtracasz swych 3 groszy do tego kto gotuje u córki.

              Nie słyszałas o wyfrunieciu z gniazda i o syndromie kwoki?
              • papalaya Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:48
                czyli zadaniem matki jest morda w kubel i siedzieć cicho?

                dopóki ktoś na sile komuś nie ustawia zycia, ma święte prawo do
                oceny tegoz życia, zwłaszcz jesli jest matka i córka

                moi rodzice też mi mowią co im się w moim życiu nie podoba, a ja
                mowię to samo im, ale nikt z nas nie uważa, ze druga strona musi się
                do tych komentarzy zastosować, wystarczy że przyjmuje do wiadomości

                sąsia zwisa mi i powiewa, mojaq matka czy dziecko nie

                widocznie jak dla ciebie matka to ktoś w rodzaju sasiada

                super

                syndromy możesz sobie powiesic na sznurku i wysuszyć na slońcu
        • angazetka Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:01
          Interesować się powinna, komentować nie musi.
    • tully.makker Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:29
      Kazda rodzina powinna sama sobie ustalic podzial obowiazkow miedzy
      swoimi czlonkami. ja np na zyje w kulcie obiadu w dzien powszedni,
      dbam zeby bylo @cos@ ale i tak kazdy je osobno, bo przybywamy do
      domu o roznych porach. Nawet kolacje trudno zjesc razem, kiedy
      starszak jadl obiad o 17.30 kiedy wrocil z angielskiego, mlodszak o
      16 po powrocie z przedszkola, ja jadlam zupe po powrocie z parcy o
      18, a chlop w ogole wrocil o 22. jeden juz jest glodny, inny jeszce
      nie, a ja np w ogole unikam jadania kolacji.

      Odbijamy to sobie w weekendy.

      Zamiast rozmawiac z mama,rozmawiaj z mezem o tym, co wam obojgu
      pasuje.
    • deodyma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 11:36
      uwazam, ze gotuje ten, kto jest w domu badz ten, kto wczesniej wraca
      z pracy.
      jesli Wy zyjecie na zasadzie, ja mam ja/jego w dupie i niech sam
      sobie gotuje, to oboje jestescie niepowazni i tyle.
      matka ma racje.
    • default Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:27
      Ja tam lubię karmić mojego męża. On nie umie i jakoś nigdy nie
      pragnął się nauczyć, a mnie to wcale nie przeszkadza. Coś jest w
      starym przysłowiu "przez żołądek do serca mężczyzny", smaczne domowe
      obiadki, podane na czas, spożyte wspólnie w miłej atmosferze
      niesamowicie cementują związek. Niemal tak jak udany seks.
      A z upływem lat to może nawet bardziej niż seks... smile
      Nie jestem pedantką, często nie mam idealnego porządku (sprzątanie
      to raczej domena męża), ale obiad staram się przygotować zawsze,
      choćby skromny i "na szybko" (dzisiaj np. makaron świderki z cukinią
      w sosie czosnkowo-serowym, czas przygotowania: tyle ile się gotuje
      makaron smile).

      • gladys_g Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:45
        default, przybij piątkę wink
        • default Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:26

          gladys_g napisała:

          > default, przybij piątkę wink


          Plask! wink
        • dzoaann Gladys:) 12.05.10, 18:00
          fajnego bloga piszeszsmile
          gratuluje inkubacjismile
          • gladys_g Re: Gladys:) 12.05.10, 18:11
            a dzięki smile
      • papalaya zaraz cię zlinczują 12.05.10, 12:51
        jedynie słuszne jest:

        nie męża tylko partnera

        obiadki domowe są nieekologiczne i niezdrowe, jada się na miescie w
        modnych restauracjach

        gotowanie dla meża to patriarchat

        nikt nie może ci mowic co masz robić,

        domyslnie nie masz zadnych obowiązków, masz się samorealizować
      • dzoaann Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 17:59
        o, matko i córkosmile mam tak samosmile
        a juz myslałam, żem niedzisiejszasmile
        dobrze, że takich karmiących jest wiecej. Na dodatek nie stoję nad garami i
        faktycznie najczęściej robię obiad tyle czasu ile sie ryz, czy makaron gotująsmile
    • pszczolaasia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:37
      u nas gotuje ten kto ma czas. a jak sie nie ugotuje to tragedii nie ma. dzieci
      musza miec. ja moge zjesc cos innego.
      • maniusza Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:59
        w tytule zadane zostało pytanie - czy gotowanie to obowiązek.

        nie, nie obowiązek. tak jak nie jest obowiązkowe przytulenie się
        powiedzenie czegoś miłego...
        jeżeli nie czujesz dyskomfotu związanego z tym że mężczyzna którego
        kochasz (jak zakładam) przychodzi po całym dniu pracy do domu i nie
        ma ciepłego obiadu to jak dla mnie trochę dziwne. no ale rózne są
        przejawy miłości - w zamian za to bedzie mógł popatrzeć na ładne
        paznokietki.
        Stanie przy garach? No jesli ktoś ma ambicje robić codziennie zupę +
        drugie + deser to pewnie tak. jesli nie.. generalnie obiad po
        wstawieniu na gaz robi sie sam. stać nad nim nie trzeba (wyjatek -
        risotto smile )
        • pszczolaasia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:16
          > w tytule zadane zostało pytanie - czy gotowanie to obowiązek.
          >

          to do mnie?smile
          • maniusza Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:01

            ależ skąd smile to było tak tytułem wstępu do mojego wywodu smile
            • pszczolaasia Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:19
              smile
    • moofka Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 12:56
      Oczywiście jestem matką ale przede wszystkim jestem kobietą i to
      młodą
      > kobietą (23 lata) więc jeśli mam chwilę czasu to chcę zadbać o
      siebie
      > (depilacja, malowanie paznokci, makijaż, gimnastyka) a nie stać
      przy garach,
      > bo potem to nawet dziękuję nie usłyszę...
      > Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie
      zrobi,
      > czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię.
      > Żle robię? No chyba ręce mu do doopy nie przyrosły...

      ja mysle ze problem lezy gdzie indziej, nie w gotowaniu
      jezeli faktycznie chlop ma tendencje do przyjmowania wszytskiego
      jako oczywista oczywistosc
      sprowadzania kobiety do roli kuchty i nawet dziekuje nie jest w
      stanie powiedziec, a sam z siebie nic nie daje i nie jest w stanie
      cie odciazyc
      to masz racje
      dasz palec odgryzie reke cala
      rozni sa
      niech sie nauczy ze to twoja ciezka praca, a nie sie nalezy sie z
      racji zaslubin

      z drugiej zas strony fajne to nie jest, ze ty czujesz sie
      wykorzystywana, a on po twoim powrocie nie jest w stanie ci cieplej
      herbaty podac
      tak bedziecie sie licytowac kto kogo bardziej wykorzystuje
      to chore

      dla mnie jest oczywiste ze mezu po calym dniu pracy cieply oboad
      podam jak w domu siedze
      kiedy ja wracam do domu a on tam jest
      tez na mnie obiad czeka
      sprawiedliwie sie mamy smile
    • bez_seller Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:22
      zefirek1612 napisała:

      > hej, dzisiaj moja mama mnie zastrzeliła tekstem że" poprzewracało
      mi się
      > głowie"

      Zycie dwojga wyrachowanych egoistow pod jednym dachem zaowocuje
      rozwodem. Masz to jak w banku.
      • tully.makker Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:21
        > Zycie dwojga wyrachowanych egoistow pod jednym dachem zaowocuje
        > rozwodem. Masz to jak w banku.

        Statystyczne malzenstwa, w ktorych jest tylko jeden wyrachowany
        egoista, czyli maz, do kompletu z poswiecajaca sie zona, tez czesto
        koncza sie rozwodem.

        Tylko ze na ogol wtedy poswiecajaca sie zonka zostaje z reka w
        nocniku.
        • bez_seller Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 15:54
          tully.makker napisała:

          > > Zycie dwojga wyrachowanych egoistow pod jednym dachem zaowocuje
          > > rozwodem. Masz to jak w banku.
          >
          > Statystyczne malzenstwa, w ktorych jest tylko jeden wyrachowany
          > egoista, czyli maz, do kompletu z poswiecajaca sie zona, tez
          czesto
          > koncza sie rozwodem.
          >
          > Tylko ze na ogol wtedy poswiecajaca sie zonka zostaje z reka w
          > nocniku.

          Jeden egoista to 51% rozwodu, dwoch 99%.
    • marghe_72 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:33
      zefirek1612 napisała:


      > Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie
      zrobi,
      > czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię.
      > Żle robię? No chyba ręce mu do doopy nie przyrosły...

      Dobrze rozumie, że pracujesz w domu ? Znaczy się jesteś żoną przy
      mężu? I ów mąz utrzymuje Waszą rodzinę?

      Ja jestem Kura Domową z własnego,nieprzymuszonego wyboru, w tygodniu
      moim obowiązkiem (taka między innymi moja rola) jest przygotowanie
      obiadu dla całej rodziny. Co nie znaczy, że dzień w dzień spędzam
      przy garach iks godzin. Da się to szybciej załatwić

      Weekendy mam wolne.
      gotuje mąż, idziemy w miasto, wpraszamy się do rodziny wink
      • kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 13:41
        no sorry, Marghe, ale po Twojej sygnaturce to wyglada na to, ze CALY czas
        spedzasz wkuchni!!! big_grin
        • marghe_72 Re: Kuro :) 12.05.10, 14:03
          kura17 napisała:

          > no sorry, Marghe, ale po Twojej sygnaturce to wyglada na to, ze
          CALY czas
          > spedzasz wkuchni!!! big_grin

          Pozory mylą smile
          Staram się robić potrawy naprawdę szybkie

          Owszem, czasami mnie najdzie na coś bardziej pracochłonnego, ale ja
          to po prostu lubię. A nie każdy musi smile
    • najma78 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 14:31
      Moim zdaniem postepujesz bardzo madrze, a swojej mamie powiedz, ze czasy sie
      zmienily.
      • monika19782 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 15:03
        A moim zdaniem robisz głupio, zrobienie naprawdę dobrego obiadu
        zajmuje mi góra pół godziny bez specjalnego stania nad garami, mam
        potem frajdę że wszystkim smakuje, nie miałabym sumienia siedzieć w
        domu, depilować sie i malowac a reszcie kazać na obiad jeść
        kanapki, to poco jest małżeństwo, po co rodzina, żeby kazdy sobie?
        Teraz jest jakaś moda na pokazywanie swojej całkowitej niezależności
        od drugiej osoby w zwiazku. Mam dwoje dzieci i przy tak mały dziecku
        miałam bardzo duzo czasu dla siebie i wstyd by mi było nie zrobić
        mążowi obiadu. Pranie? Przecież nie pierzesz recznie na tarze.
    • a1ma Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 15:11
      > jeśli mam chwilę czasu to chcę zadbać o siebie
      > (depilacja, malowanie paznokci, makijaż, gimnastyka)

      Czy wydaje Ci się, że mąż podczas nieobecności w domu, będąc w pracy, ma czas na
      "dbanie o siebie"?
      Jeśli nie - to czy uważasz, że jest fair, że Ty poświęcasz na to czas kosztem
      obiadu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka