Taki babski wątek.
Są związki klepiące do siebie na okrągło i tak im dobrze. Niektórzy
znowu celebrują to wyznanie twierdząc, że „częsta częstość” zabija
wartość słów „kocham Cię”.
Mój pierwszy mąż z tych codziennie kochających i co? i klapa. Ten
dzisiejszy, którego uwielbiam, bardzo rzadko się deklaruje a
przyparty do muru, to wręcz nie cierpi być, wtedy to rzeczywiście
wyznanie bez polotu jakieś.
Tak się więc zastanawiam: jak długo można bez „kocham Cię” w
kochającym się związku wytrzymać, bo mi się cierpliwość chyba
kończy (nie powiem ile już mnie przetrzymał

). Może to o staż
się rozchodzi? I chyba chromolę taką teorię ; że „jak raz na jakiś
czas to dopiero smak się czuje”… nie prawda…