d.o.s.i.a
05.07.10, 18:04
No wlasnie, jak myslicie, czy kandydatowi na prezydenta daje do
myslenia fakt, ze gros glosujacych na niego ma wyksztalcenie
podstawowe, albo mieszka na wsi, albo, wreszcie, sa to oderwane od
rzeczywistosci Polonusy, czyli generalnie ludzie, ktorych nie mozna
podejrzewac o jakas wielka wiedze na tematy gospodarcze i ktorzy sa
elektoratem, oglednie mowiac, nie do konca pozadanym...?
Bo sie zastanawiam, czy to nie budzi refleksji? Czy taki kandydat
nie zastanawia sie ani przez chwile czy aby nie nalezalo posluchac
tych madrzejszych i inteligentniejszych? Czy nie wstyd mu ogladajac
wystepy swoich wyborcow pod palacem prezydenckim (chodzi mi o tego
psychicznego goscia i te piesni o goralu, co mu zal). Czy nie ma on
poczucia obciachu? Czy nie mysli sobie "cholera, tacy ludzie na mnie
glosuja". Gdyby na mnie glosowali ludzie slabo wyksztalceni to chyba
bym sie sama nad tym zastanowila, czy jednak madrzejsza czesc
spoleczenstwa zyczy sobie mojej obecnosci na arenie politycznej.
Chyba przyszloby mi na mysl, ze moze jednak to Ci inteligentniejsi
maja racje? Chyba, ze chodzi tylko i wylacznie o wladze...
Z drugiej strony co mysli o sobie kandydat, na ktorego zaglosowli
prawie wszyscy wiezniowie?