anulkau
17.08.10, 21:22
Jestem na skraju załamania nerwowego...
Mój chłop ubzdurał sobie, że dziecko musi mieć zwierzę. Córka oczywiście
podchwyciła pomysł i wymyślili że za załatwią sobie kotka - małego. Mimo
mojego zdecydowanego sprzeciwu (mam w domu jeszcze 2 miesięczne niemowlę i
wiedziałam, że "kocie obowiązki" spadną na mnie, jakbym miała mało jeszcze...)
przywieźli małego kota.
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to to, że kocina bez przerwy się drapie,
więc mówię mojemu M, żeby to załatwił - minęło parę dni, któregoś dnia
przyjechał z obrożą przeciwpchelną, która oczywiście nie działa w ogóle... kot
jak się drapał tak się drapał... Kilka dni temu zauważyłam skaczące po
podłodze pchły!!! A wczoraj niemało dostałam zawału serca, jak przez cały
dzień zatłukłam chyba ze 100 pcheł!! Boszsz, całe nogi mam zgryzione, bo to
cholerstwo tak okrutnie kąsa!!
Tak na starego wsiadłam, że po prostu... Kot wylądował na dworze z całym swoim
majdanem, ale córka w bek - to ja kota do piwnicy i drę się, że dopóki nie
załatwią sprawy z pchłami to będzie tam siedział.
Młoda wczoraj złapała kota i "uprała" go w jakimś szamponie przeciwpchelnym -
po czym efekt był mizerny - kot nadal w piwnicy. Chłopina mój już taki dostał
wycisk, że dziś prał kota raz jeszcze, po czym spryskał go ze 4 razy
muchozolem. Chałupa wypryskana, a ja mam już obsesję - wszędzie widzę skaczące
pchły! Byle okruszek na podłodze, a mnie się zdaje że to te pier....e
insekty... ZWARIUJĘ!!
Kot nadal się drapie i nadal wyłażą z niego te robale, choć przyznam, że jest
ich zdecydowanie mniej! CO ROBIĆ??? OSZALEJĘ!!