asiorzynka
30.08.10, 15:07
Dziewczyny piszę do Was bo...nie mam nikogo,komu mogłabym się pożalić.Jest mi
tak cholernie ciężko, tak strasznie ciężko...
Odkąd pamiętam walczę z życiem,ciągle pod górę,nic za darmo-wszystko wypracowane.
Ale zawsze dawałam radę ale dziś to jest już apogeum.
Mój facet pracuje w branży budowlanej.Od wielu lat-jest dobrym fachowcem.Ja
zajmuję się synem -on pracą.Nie jest nam różowo-możemy polegać tylko na
sobie-w jednym roku zmarli jego Tata i moja Mama.
I zostaliśmy całkiem sami z 10-miesięcznym synkiem.Było ciężko ale jakoś do
przodu-bez luksusów bez żadnych wakacji,bez extra jedzenia.
Zimy zawsze ciężkie ale jakoś zawsze dawaliśmy radę.
Po jakimś czasie popadliśmy w długi-on stracił pracę i nie mieliśmy jak
spłacać rat pożyczki.Jedna rata później druga i tak urósł dług.Niestety nie
wybrnęliśmy z tego i sprawa w windykacji poźniej u komornika.
On wpadł w problemy alkoholowe-długo walczyłam o to by nałóg mi go nie
odebrał-jest dobrym człowiekiem,który udaje,że wszystko ok,powtarza mi,że
będzie dobrze-a w głębi duszy jest zagubiony.
Wyszedł z nałogu-pracuje na własną rękę aby zarobić na przeżycie.Wszystko na
czarno niestety bo komornik zabrałby nam pieniądze na życie.Choć chcielibyśmy
pospłacać ale nie ma z czego...
Mieszkamy w małej mieścinie-nie ma pracy-ja pomimo studiów szukam pracy
wszędzie-poroznosiłam cv do wszystkich chyba sklepów.
Nawet jeśli bym dostała pracę, nie wiem co z dzieckiem po południu-po przedszkolu.
I wczoraj mój dostaje telefon od kobiety, u której ostatnio pracuje,że nie
podoba jej się jego praca-do tej pory przez miesiąc pracy było w porządku i
wszystko wg niej było ładnie zrobione.O co chodzi?-zbliża się koniec pracy i
czas rozliczenia.Nie dość tego-nie pozwoli zabrać narzędzi chyba że mój odda
jej pieniądze za jakieś płyty,z których jest sufit zrobiony-bo jej się ten
sufit najbardziej nie podoba.
Chłopak pracował po 14,15 godzin dziennie-wracał do domu,jadł i szedł spać.OD
7 znów do pracy.Cały miesiąc nie widzieliśmy się prawie.I wszystko na
marne-dlaczego na początku nie powiedziała,że jej się praca nie podoba-tylko
wtedy, gdy pokoje są już gotowe,kafelki w łazience położone?Teraz wszystko jej
wg niej źle zrobione-i już pal licho te pieniądze za pracę-choć żal mi tak
ciężkiej pracy w to włożonej, tylko chodzi o te narzędzia-część kupiona za
mozolnie składane pieniądze,część pożyczona!I co on ma teraz zrobić?Jak
wejdzie na siłę, żeby odebrać narzędzia to ona naśle na niego pewnie policję
za najście.Bez tych narzędzi on nie może iść zarobić gdzie indziej.Zbliża się
wrzesień-pełno opłat-przedszkole,nie popłacone rachunki-miały być, gdy się
rozliczy.
Wiecie co?-straciłam ochotę na życie już całkiem,nie mam sił wstać dziecku
obiad zrobić.Siedzę i ryczę bo ile można tak żyć-jakby ktoś na nas urok
rzucił.Wciąż i wciąż problemy.OD 3 lat pod górę.Całe życie ciężkie ale to co
teraz się stało zabiło moją ufność w ludzi wiarę w to,że jeśli ciężko będziesz
pracować będziesz mieć na godne życie.Nienawidzę swojego życia-wiele robiłam
żeby coś zmienić-chciałam otworzyć działalność-nic nie wypaliło bo wszędzie
opłaty,i worek pieniędzy potrzebny,żeby cokolwiek załatwić w urzędzie.Kurs
pomimo studiów zrobiłam bo może po nim łatwiej pracę znajdę -myślałam.I
wszystko na nic.
Nie wiem co dalej będzie-ja już po prostu nic nie wiem...