Odechciewa mi się już wszystkiego, za 9 dni ślub, jesteśmy w środku remontu
(tzn. wyrobimy się, ale ten ostatni tydzień będziemy mieć intensywny), ja
czuję, ze będę chora, okresu nie mam, mimo, ze jestem na tabletkach wiec
powinien być regularnie. Do tego moja mama zaczyna szaleć i teraz się
obraziła, ze za mało ją angażowałam w organizację, wiec teraz wszystko jej się
nie podoba, od menu po pogodę i godzinę. Z narzeczonym kłócimy się z 2 razy
dziennie, zrobiłam się kurde wybuchowa jak jakiś aktywny wulkan

nie jest to jakiś szczególnie mądry watek, musiałam się wyżalić