logineczka
11.09.10, 10:37
....może być powód do rozwodu?
Wiem, pytanie może brzmi trywialnie, ale nie wiedziałam, jak skonstruować swoja refleksję na ten temat.
Różnie sie między mną i mężem układa ostatnio, bywalo ciężko, bywało fajnie, nawet super fajnie, potem znowu źle, brak rozmów jednak to chyba podstawowy problem.
Niemniej jednak jakiś czas temu ustalilismy(przynajmniej ja tak sądziłam), że postaramy sie o drugie dziecko(synek ma 6 lat) tylko mąz musi jeszcze zrobić jedno szkolenie-dlugie-słożbowo. Tak pokrótce.
Ponieważ sprawa ta sie odwleka, zaczęłam myślę,c że nie ma co czekać, mam juz troszke lat, co stoi na przeszkodzie, poza tym chciałabym...
Ale...dwa dni temu, jak nigdy przez 7 lat naszego związku, mąż nie chcial sie kochac, twierdząc, że......mam dni płodne!...
Akurat jakoś mu powiedziałam, jak kochalismy sie dwa dni wczesniej.Ale dodam, że nigdy przedtem o to nie pytal, nawet go nie interesowało.
Ponieważ mielismy do wrzesnia zdecydować co dalej z nami, czy sie rozstajemy czy walczymy o nasza rodzine, zapytałam go co znami, on, że nic, co ma być.
Taki wiecie-lekkoduch.
Chciałam pogadać,on,że się źle czuje, bierze go grypa.
Wkurza mnie to, albo się mówi tak albo tak.
A on jest typem, że nie wie, albo chciąłby ale sie boi, choć nie wiem, czego.
Czasem go wexmie na czułość, że zaprzytulałby na smierć innyzm razem jest oziębły jak skała.
No więc, po tym jak mi powiedziął,że nie, bo mam płodne dni, jakos starsznie przykro mi sie zrobilo.
O co chodzi, on mi nie chce powiedzieć, może zmierza do rozwodu, może to może tamto.
Poczułam sie źle, bo teraz co...żyć w obawie, że cos się stanie przy każdym zbliżeniu, a on tego"nie zakłada". Rozwieść się, bo, i tu włąsnie, jak sądzicie...chciałabym miec drugie dzieco, ale skoro mąż nie bardzo, to znaczy, że musze byc sama? Wiecie o co mi chodzi... Sama dziecka nie zrobię sobie, mówiąc kolokwialnie, będąc z mężem--nie zdradzę go, a chcąc miec drugie, do czego potrzebny jest facet...rozwód i inny partner? Boli mnie to, że on może sobi decydowac o tym, moje potrzeby sie nie liczą. Bo jeśli on nie chce, ja mam być dalej z nim, to...będe czuła juz zawsze i żal i pustkę.
Czy z tego powodu ludzie sie rozstają? bo, u mnie znaczyłoby to,ze mnie nie kocha więc pośrednio to powód do rozwodu.
Finansowo nas stac, chociaz mąz twierdzi, że musi zrobić jeszcze kursy by więcej zarabiać. Nie wierze w to, juz nie, bo naprawde nie mamy źle. Drugi-wg niego powód---babcie daleko i nei ma opieki, a on, jak synek był mały-tak mi powiedział-czuł się uwiązany. Fakt, jak ja byłam w pracy--on "musiał" zajmowac sie dzieckiem. Czy to wymówka? Bo przeciez nie powie mi, mimo,ze pytam. I tak sobie zyjemy, bez planów, bez ciepła domowego, a jak już jest, to trwa chwile, a mi brakuje więcej.....Co za typ?
Co mam zrobić.