chcialam razem z męzem mieć dziecko, córeczkę i jest córeczka, cieszylam sie jak bylam w ciązy ze bede miala wymarzoną dziewczynkę...
poród nie był taki zły, mialam cudowną opieke w szpitalu, pojedynczą sale, wszystko ok...
ale jak pojawiła sie na świecie maleńka to mam jej dośść!!! chce sie jej pozbyć! tzn nachodzą mnie rózne dziwne myśli:
1) oddałabym ją mojej matce lub komuś z rodziny
2) oddałabym ją do okna zycia
mam takie mysli, ponieważ nie mam do niej cierpliwosci, nie mam tez pomocy ze strony rodziny, nie ma kto mi pomóc, a mąż całymi dniami w pracy...
mała juz od urodzenia płacze, krzyczy często i trudno ją uspokoić, jest dziwnym dzieckiem bo nie chce spać- bardzo trudno ją uspic, a jak w dzien uśpie na godzine to cud!!!
mam jakiś dziwny nastrój, zamiast sie cieszyc ze mam dziecko, ze jest zdrowe, że lakerka wykluczyła kolki, powiedzieli w szpitalu ze z dzieckiem wszystko ok, a ja sie smuce, lecą mi same łzy, czuje sie okropnie, jak niewolnik który musi jej usługiwać, biec na każdy płacz, denerwuje mnie najbardziej to że nie da rady jej uspić! probowalam w wózku, w łozeczku, na bujanym foteliku-bujaczku, w foteliku samochodowym, na rękach i na moim łózku, ale nic nie działa!!!!!!
mąż tez powiedzial ze ma dość patrzenia jak się męczę i że wraca do domu i widzi mnie zaplakaną... caly czas rozmawiamy o oddaniu jej... ale sie boje jak to zniosę czy nie bede załować potem... chcialabym móc gdzieś pójść , móc isc z mężem do kina, do restauracji, gdziekolwiek jak za dawnych czasow bez dziecka! czuje że macierzynstwo nie jest dla mnie, zniechęcił mnie ten wieczny krzyk i to ze dziecko nie chce spać ... porazka

mam nawet czarne mysli żeby wyjsc (uciec) z domu i nigdy nie wróćić lub zeby cos sobie zrobić.... mam tego dość

.......... nie chce żyć w smutku, kazdy dzien to męka dla mnie!