trampoinka
28.09.10, 17:51
Otoz w 1991 r wyszlam za maz, w 1994, urodzil nam sie syn... Obiecano nam mieskzanie. Za pare lat. Wszyscy mieli na nie oszczedzac, lacznie z rodzina mezxa, ktora dostała miekszanie (dzieci tesciow0 za darmio, a maz nie.. Mąż ma 3 siotry-komunistki.. Nie wazne.
Postanowilismy po tylu latach isc na swoje, zwlaszcza, ze jestem w ciazy. Nie da rady byc w 2 pokojach, w tym jendym 6metrowym z 16 letnim synem, noworodkiem, mezem i sobą...
Posdzlismy do banku. Chciałam kupic mieszkanie deweloperskie, bo wiem co to znaczy mieskzac w mieszkaniu z wielkiej plyty, gdzie z rur wyłażą pasożyty... Poszlam do banku. Dodam, ze tesciowie i rodzina naciskaja... Poszlam do banku, po ten zakichany kredyt. Wczesnije oczywiscie bylam u dewelopera. Miekszanie 60metrowe, 250zl, okolice Szczecina... nie bede pisala dokladnie gdzie. Poszlam do banku i nasze dcohody wskazuja na to, zem ozemy wziac kredyt na 50%-tak okolo wartosci mieskzania. OK OK OK
Powiedzialam o tym rodzinie, oczywiscie z sugetstia ze nam doloza, albo daza, albo cos i cholera nie maja, nie mgoa, nie chca. Każa brac kredyt na 100%, a my nie mamy nawet lzotkowi. Wszystko lwadowalismy w remon lazienki z robactwem i naszych pokojow. Nie pcozuwaja sie. Nie chca partycypowac w ksoztach
Jednak WIELKA DUUUPPAA
Skad teraz braxc??
16 lat u nich, dzidek w brzuchu
a tak sie denerwuje, myslslam ze je kupimy na wiosnę..