shellerka
01.10.10, 15:17
jutro przybywa. po ostatnim jej pobycie tutaj sie pożarłyśmy na dobre. doprowadza mnie do szału.
tym razem też oczywiście - ze trzy tygodnie temu sie pytala co ma dziecku na urodziny kupic. i wymyslila buty i kurtke. tlumacze przez meza, ze to sa rzeczy ktore musi przymierzyc. a juz buty to wogóle temat drazliwy, bo mam zasade - nosi tylko buty ecco, albo geoxy - przynajmniej takie zimowe. a ona ze znalazla jakies smieszne z pamperkami z toy story. maz jej wytlumaczyl, ze nie. ze buty to roznie rozmiarowo wypadaja.
dzisiaj rano slysze jak maz z nia rozmawia i poirytowany na maksa mowi, ale mamo mówiliśmy ci, ze nie masz kupowac butow, bo to trzeba przymierzyc.
pytala sie czy ma cos przywiezc na obiad, jakies zrazy albo cos, po tym, jak maz powiedzial, ze ja wszystko przygotowuje. dzisiaj zapytala, czy ma przywiezc kawe i mleko. Kurrrr..a co za glupia i tepa baba.
jest najmadrzejsza na swiecie, wszystko wie, wszystko oznajmia tonem pani profesor z oxfordu, zero absolutne zero poczucia humoru. jak cos powiem w zartach, to potem musze tlumaczyc - mamo zartowałam, bo ona wszystko bierze na serio.
dziecko szprycuje słodyczami i cieszy sie ze ma taki apetyt. przez tydzien spedzony z nia utuczyla go o 4 kg i z duma oznajmila ze zzarł cała paczkę płatków kukurydzianych, po czym wyslala meza po kolejna pake juz takich dzieciowych platkow typu kuleczki czekoladowe. na szczescie dziecko odmowilo dalszej konsumpcji. przywozi mu z niemiec slodycze z lidla i mowi dziecku ze je najlepsze slodycze, bo niemieckie. z taka duma, jakbysmy w polsce mieli socjalizm zabity dechami i zero produktow dostepnych w pierwszych lepszych delikatesach.
kaze mu jesc batoniki musli (ciastko kruche oblane czekolada z trzema rodzynkami na krzyz) bo przeciez to taka zdrowa przekaska, bo jest tam napisane musli - oczywiscie po niemiecku!!