agnieszka_katarzyna
17.11.10, 12:39
Może internet to nie jest dobre miejsce, ale rodzina twierdzi "chciałaś-masz", więc wirtualna pomoc też cenna.
Taka sprawa:
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat, mamy 6 letnią córkę. Kilka lat mieszkaliśmy i dorabialiśmy się za granicą.
Po powrocie kupiliśmy dom.
W tym czasie umarł mój dziadek i babcia została sama. Jej mieszkanie miało pośmierci dziadka wrócić do jakiejś spółdzielni, czy coś - dość, że babcia musiała zamieszkać z rodziną.
Ale okazało się, że nikt jej nie chciał - ani moja mama, ani jej brat ani nikt z dlaszej rodziny.
Wydało się to nam nieludzkie, bo nikt w rodzinie nie mieszka w lepiance i każdy mógłby zajać się babcią. Nie byłam do tej pory jakoś specjalnie z nią zżyta, ale, koniec, końców, ustaliliśmy z mężem, że skoro mamy duży dom i możliwości finansowe i otwarte serce - babcia może mieszkać z nami.
Uzgodniliśmy z nią, że jak najbardziej jest domownikiem, częścią rodziny itd.
I zaczął się nasz horror. Bardzo szybko zorientowliśmy się, dlaczego nikt nie chciał z nią mieszkać.
Babcia, lat 80, dobrego zdrowia, bardzo sprawna intelektualnie jest najbardziej apodyktyczną osobą na ziemi.
W penym momencie obudziliśmy sie ze świadomością, że mieszkamy u babci, która decyduje, o której chodzi się spać, co się je na obiad, kto może nas odwiedzać, jakie mają panować u nas obyczaje. Staraliśmy się, zeby było jej wygodnie - ma swoje dwa pokoje, łazienkę, osobną małą kuchnię, ale oczywiście może korzystać z reszty domu - tymczasem to my musimy pilnować, żeby u siebie zachowywać się z godnie z przykazaniami babci. Przykład? Banalny - babcia wieczorem robi obchód całego domu, zamyka drzwi i gasi światła, co 5 minut wchodzi i każe nam iść spać. Przykładów są tysiace, wierzcie mi. A my nic od niej nie wymagamy -jest na zasadach gościa u nas, choć fukcjonuje jak szef.
Zastanawialiśmy sie z mężem jakieg ma na nas haka, że tak dalismy sie jej wmaneworwać. Pierwszy, to to, że ciągle nam powtarza, ze nikt jej nie szanuje i kiedy tylko sie postawimy, to płacze, mówi przez łzy naszej córce "tak, tak, chcą mnie oddać do przytułku...".
Ciągle się zastanawiam, czy starszej pani można stwaiać granice jak dziecku? Co z szacunkiem?
Czasem mam mordercze myśli, a czasem wpadam w depresję. Mamy ochotę zostawić babcię w całym domu, niech rządzi. Koszmar.
A, i wybaczcie, że to jednodniowy nick, wstydzę się trochę tej sytuacji...