Dodaj do ulubionych

upośledzone dziecko i integracja za wszelką cenę

10.02.11, 15:55
Mam małą placówkę edukacyjną. Wczoraj na zajęcia dla przedszkolaków przyszła babcia z wnuczką. Wizyta zapowiedziana w rozmowie telefonicznej (moja zgoda). Babcia mówiła, że dziecko jest nieznacznie upośledzone, ma 10 lat, ale jest na poziomie przedszkolaka, fizycznie niemal się nie odróżnia, a ma potrzebę kontaktu z dziećmi i z muzyką (to miały gwarantować zajęcia u nas). Gdy babcia przyprowadziła wnuczkę, zdębiałam. Dziecko ma ok. 150 wzrostu, chodzi (z pomocą innej osoby), jest niekontaktowe, niekomunikatywne (w ogóle nie mówi, nie reaguje na mowę, gesty, nic), bez przerwy leciała mu ślina z ust, wyciągało do każdego ręce i usiłowało się przytulać (uścisk bardzo mocny, wręcz kładła się na nas). W grupie dziewczynki 4-6 letnie, filigranowe. O wizycie niezwykłego gościa byli wcześniej poinformowani rodzice dzieci i prowadząca, zajęcia się udały (na szczęście babcia towarzyszyła wnuczce non stop), ale już w ich trakcie podjęłam decyzję, że dziecko nie powinno w nich więcej uczestniczyć - zajęcia są celowe, mają czegoś uczyć, pod kątem tego jednego uczestnika trzeba je zupełnie zmieniać, dzieci wyglądały na lekko przestraszone, a poza tym były dwa razy mniejsze od nowego uczestnika. Najdelikatniej jak mogłam po zajęciach przekazałam babci, że nie podejmiemy się tego wyzwania, aby jej wnuczka była naszym stałym gościem na zajęciach, że proponujemy indywidualne zajęcia z muzyką, że te są pomyślane jako forma edukacji muzycznej dla przedszkolaków i nie będzie można ich realizować tak jak dotąd. Babcia się strasznie obraziła, stwierdziła ze łzami w oczach, że jesteśmy (ja, czyli właścicielka interesu, i prowadząca) nietolerancyjne i okropne, że jej wnuczka lgnie do dziewczynek, i nie potrzebują żadnych indywidualnych spotkań tylko integracji, po czym wyszła obrażona.
Smutno mi, bo w zasadzie nie mam wyrzutów sumienia. Czuję ulgę.
Jestem potworem?
Obserwuj wątek
    • annajustyna Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 15:59
      Nie, o dopuszczeniu tej dziewczynki do zajec powienien i tak podjac decyzje specjalista, a nie Wy i babcia. A jakby zrobila krzywde ktorejs z dziewczynek (chocby i w dobrej wierze)?
      • zolza79 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 16:06
        Nie, nie jesteś potworem, tylko trzeźwo oceniasz sytuację. Pracuję w szkole integracyjnej i widzę, jak trudno rodzicom zaakceptować upośledzenie własnego dziecka.
    • owianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 16:04
      Uważam, że słusznie postąpiłaś - w opisanych przez Ciebie okolicznościach. Do pracy z dziećmi o tak dużej niepełnosprawności trzeba mieć jakieś przygotowanie, plan działania, działanie musi mieć sens dla wszystkich obecnych.

      Ale rozumiem też babcię i podziwiam oraz szanuję jej determinację.
    • imasumak Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 16:12
      Mogłaś poprosić o konsultacje ze specjalistą i dać dziecku jeszcze szanse.
      • imasumak P.S. 10.02.11, 16:14
        Potworem nie jesteś, Twoje zachowanie wynika raczej z tego, że nie miałaś dotąd styczności z takim przypadkiem. Tym bardziej warto to z kimś skonsultować.
        • verdana Re: P.S. 10.02.11, 17:30
          Uczyłsm kiedyś w liceum(!), do ktorego chodziła dziewczyna uposledzona w stopniu lekkim, z lekkim autyzmem. Jej matka absolutnie nie pogodziła sie z niepelnosprawnością córki, powiem więcej - starała sie jej nie dostrzegać, planowała dziewczynie maturę, stuia, poświecala cały wolny czas na uczenie jej.
          To był absolutny, totalny koszmar - dla tej dziewczyny. Nie miała kontaktu z kolegami, nie potrafiła go nawiązać, stała całe przerwy przy ścianie, nie rozumiała prostych poleceń, a wdomu podobnio cały czas płakała, ze wszyscy sa mądrzy, a ona nic nie rozumie.
          W dodatku nauczyciele nie byli przygotowani do uczenia dziecka upośledzonego, bo to bylo liceum. Tak więc nawet nie korzystała z lekcji.
          Wszyscy próbowaliśmy namówić matkę na zabranie dziewczyny ze szkoly - nie pomogło.
          • ledzeppelin3 Re: P.S. 10.02.11, 18:32
            Racjonalne podejście, upośledzenie w takim stopniu jak opisałaś nie rokuje integracji.
          • katia.seitz Verdana 11.02.11, 12:21
            Verdana...

            mam bardzo podobny przypadek w rodzinie męża. Cóż - dziewczyna skończyła liceum (matka była nauczycielką uncertain). Chcieli ją posłać na proste, zaoczne studia - tam odpadła od razu.
            Od tego czasu - nic nie robi. Z pracą zawodową sobie nie poradziła. Nie chce zresztą jej podejmować. Siedzi w domu, koloruje kolorowanki i robi bransoletki ze sznurków. Nie ma żadnych znajomych, nie umie nawiązywać kontaktu z ludźmi. Dziewczyna jest na poziomie 9-10-latki, lat ma 30.

            Dopiero teraz, kiedy skończyła 30-tkę, po wielu rozmowach z nami, jej matka zdecydowała się podjąć starania o orzeczenie niepełnosprawności. Bo ona do tego wszystkiego nie ma orzeczonej niepełnosprawności intelektualnej - zawsze leczono ją jedynie w aspekcie fizycznym (ma wiele cech zespołu Turnera, ale kariotyp prawidłowy). Rodzice w swoim czasie NIE CHCIELI aby dziecku orzekano taką niepełnosprawność - bo liczyli, że zrobią z niej normalne dziecko, że da się ją "podciągnąć" do oczekiwanego poziomu, wreszcie - "bo to by ją dobiło".

            Co gorsza, zmuszano ją do nauki słowami "ucz się, bo inaczej zostaniesz sprzątaczką". A tymczasem - ona, jeżeli w czymś by się odnalazła zawodowo, to pewnie właśnie jako sprzątaczka, czy też w innej prostej pracy fizycznej. Tylko kto by jej na to pozwolił - w końcu to wstyd i hańba w rodzinie sad
            • verdana Re: Verdana 11.02.11, 12:43
              Bardzo podobna sytuacja - dziewczyna też nie miała orzeczenia, nie wiem jak teraz. Matka samotna, starsza - i nadal żyje złudzeniami, ze corka sobie poradzi.
              Reszta - identyczna.
              Strasznie zal mi tej dziewczyny, zrobiła jakieś kursy, zupełnie niedostosowane do jej możliwości - a mogła przecież metkować towary w sklepie, pracować "na zmywaku", robic coś, a nie stale odnosić porazki.
              • katia.seitz Re: Verdana 11.02.11, 12:54
                Tak. Dokładnie tak.
                Wiesz, chodzi o moją osobistą szwagierkę sad Sytuacja jest strasznie trudna. Ona nawet w tej chwili nie ma prawa do żadnej renty. Zresztą, pieniądze są jednym z aspektów tej sprawy, ale nie najważniejszym. Najgorsze, że ona nie ma znajomych, nie ma zajęcia dla siebie, nic. Teściowa twierdzi, że jest szczęśliwa kolorując te kolorowanki i wycinając wycinanki, ale nie byłabym tego taka pewna uncertain Siedzenie w domu pogłębia jej izolację...
                Z kolei gdy wdała się w pewien romans, była afera, że "to przecież jest dziecko" i ogólny sprzeciw uncertain
                Patowa sytuacja trochę.
                • xxx-25 katia.seitz 11.02.11, 13:02
                  Ehhh z tymi znajomymi i zajęciem to różnie bywa. Sytuacja z mojej rodziny – dziewczyny obie niepełnosprawne umysłowo, siostry, fizycznie zdrowe. Z orzeczonymi stopniami niepełnosprawności, w wieku 25lat i 27 straciły rodziców. Na siłę same z siebie chciały być samodzielne, nawet im to jakoś wychodzi przy nieznacznej pomocy rodziny. Jedna postanowiła grać w teatrze(dla niepełnosprawnych) cudownie euforia w rodzinie, bo to jednak kształci i te pe i te de. No i wykształciło, poznała faceta(po poważnym wypadku, fizycznie względnie ok., umysłowo, niby też, ale jest totalnie aspołeczny) i w tej chwili ich 7miesięczne dziecko jest w domu dziecka, nie chciane, nie kochane, niby się interesują, ale mały miał być ich przepustka do normalnego idealnego świata…
                  Strasznie przykra historia, a jak pomyślę o tym dziecku to wyć mi się chce…
                  • katia.seitz Re: katia.seitz 11.02.11, 13:12
                    No tak. Bardzo przykre. Dziecko w domu dziecka - to tragedia.
                    Na szczęście moja szwagierka jest bezpłodna - inaczej mielibyśmy problem z jej niegdysiejszym "romansem".
                    Ale tak czy inaczej, problem pozostaje. Ona raczej nie będzie funkcjonować nigdy samodzielnie - bo za co...?
                    • xxx-25 Re: katia.seitz 11.02.11, 13:25
                      Ehhh dziewczyna która zaszła w ciążę też była bezpłodna – potwierdził to lekarz, gdy przechodziła kolejną operację(torbiele + coś jeszcze ale nie mam bladego pojęcia co). Lekarze orzekli że to cud… Szkoda tylko że ten cud jest teraz w domu dziecka…
                      No tak, jeżeli nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy i postarać się o rentę, to nie ma większych szans by się usamodzielniła.
                      • katia.seitz Re: katia.seitz 11.02.11, 13:39
                        Teraz jej rodzice podjęli starania o rentę. Ale to może być za późno - w tym wieku...
                        Tu bezpłodność jest pewna - sprawy ginekologiczne wyglądają jak w zespole Turnera, nigdy nie miesiączkowała nawet.
                        Ale to smutne, jak sobie pomyślę, że dziewczyna będzie do śmierci siedzieć w domu - teraz rodziców, potem pewnie naszym - i robić naszyjniki z paciorków. Ona jest do tego taka... trudna w kontakcie, jakby - bez emocji. Podobno lekki autyzm.
                        Próbowaliśmy ją rozruszać, zabieraliśmy na imprezy, wyjechaliśmy z nią kiedyś na tydzień za granicę, bo interesowała się podróżami, czytała różne gazetki typu "Podróże". I cóż - siedząc w ciekawym obcym mieście, nie chciała zwiedzać, tylko siedziała w hotelowym pokoju i... czytała "Podróże" wink
                        No nic, może tak musi po prostu być, i nie ma co się buntować uncertain
                        • xxx-25 Re: katia.seitz 11.02.11, 13:51
                          A może dac jej spokój, ja bym nie próbowała na siłę rozkręcać bardziej bym poszła w stronę zainteresowań jej, może ona świetnie maluje, u mnie w mieście Caritas prowadzi zajęcia dla niepełnosprawnych dorosłych osób np. z rysunku, może przyjść tam każdy(oczywiście wcześniej trzeba się zapisać i czekać na miejsce), nic nie odbywa się na siłę, jest masa specjalistów, osoby szczególnie z lekkim autyzmem sa stymulowane dźwiękiem odpowiednią pracą zachęcane do kontaktów, rzucenie jej na głęboką wodę nic nie da… Te paciorki ją pewnie relaksują i o to chodzi, być może ona nie potrzebuje większej stymulacji, poszukajcie lepiej ośrodka dziennego pobytu. A jeżeli macie dokumenty potwierdzające jej niepełnosprawności, renta nie powinna być większym problemem. Możecie zgłosić się także do MOPSu, u dziewczyny o których pisałam były np. zapłacone zajęcia, prywatna opieka psychologiczna…
                          • katia.seitz Re: katia.seitz 11.02.11, 14:05
                            Rodzice nie poślą jej na zajęcia "dla niepełnosprawnych dorosłych". W tym problem. Ja też bym była za tym... To są dobre pomysły, o których piszesz. Dzięki, mam nadzieję, że się przydadzą.

                            To prawda, że rzucenie na głęboką wodę nic nie da. Próbowaliśmy, już nie próbujemy.

                            > A jeżeli macie dokumenty potwierdzające jej niepełnos
                            > prawności, renta nie powinna być większym problemem.

                            Ja w końcu nie wiem, jakie ona ma papiery. Na pewno ma stwierdzone problemy neurologiczne oraz ginekologiczne, jest pod stałą opieką tych obydwu specjalistów. Ale chyba nie ma orzeczonej niepełnosprawności. Co jakiś czas ma robione EEG i inne badania, bo są jakieś nieprawidłowości - ale teściowa nam szczędzi informacji uncertain Oni ciągle woleli ją posyłać na jakieś kursy z obsługi maszyn biurowych - a że nic z tego nie wynikało i wyniknąć nie mogło (dziewczynie trzesą się patologicznie ręce), to inna sprawa.
                      • zjedzmy_polaka Re: katia.seitz 13.02.11, 22:45
                        A czemu jest w domu dziecka skoro ma dalszą rodzinę? Serce się kraje i nic poza tym... Przykre.
                        • xxx-25 Re: katia.seitz 14.02.11, 09:32
                          Ma dalszą rodzinę, wszyscy się wypieli. My przez chwilę mieliśmy pomysł by zdecydować się na adopcję lub rodzinę zastępczą, niestety „tatuś” dziecka tak wszystko elegancko pogmatwał, nie wyraził zgody, ogólnie cyrk i szopka. Nie daliśmy rady, dodatkowo dochodzi sprawa że „tatuś” małego jest naprawdę niebezpieczny, mieszka bardzo blisko nas i po prostu boimy się o nasze dziecko… To tak w skrócie.
        • titta Re: P.S. 14.02.11, 20:55
          <Twoje zachowanie wynika raczej z tego, że nie miałaś dotąd
          > styczności z takim przypadkiem.
          Myslisz, ze specjalista poparl by integrowanie duzej 9 latki z przedszkolakami tylko dlatego, ze inteligencja sa na tym samym poziomie?
          Nie sadze.
          Do mojej grupy 9 latkow przychodzil kiedys 30 latek, ale on byl fizycznie (nie byl dojrzaly fizycznie, brak zarosu, nie przeszedl mutacji itp.) i psychicznie na ich poziomie. Dzieci wiedzialy, ze jest chory i troche inny, ze nie zawsze bedzie reagowal tak jak inne zdrowe dzieci (nie wiedzialy ile ma lat, bo to nie mialo nic do rzeczy). On pasowal.
          Za to integracja na sile moze miec przeciwne skutki.
    • gazeta_mi_placi Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 18:48
      Podjęłaś dobrą decyzję, nie każde upośledzone dziecko nadaje się do szkoły integracyjnej.
      • najma78 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 19:26
        Nie jestes potworem, ale osoba nie przygotowana do pracy z dziecmi uposledzonymi. Potworna natomiast jest sytuacja, ze chore, niesprawne osoby musza spedzac zycie zamkniete i odizolowane od rowniesnikow. Nieraz slysze od znajomych rodakow (mieszkam za granica), ze tu tylu niepelnosprawnych - ani wiecej ani mniej niz gdzie indziej ,tyle ze oni uczestnicza w zyciu, sa widoczni poprostu. Przykre, ale nie dziwie sie slowom babci i nie nazwalabym tego integracja za wszelka cene.
        • burza4 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 20:42
          Bo za granicą są szkoły specjalne - na poziomie nieporównywalnym z tym, co oferuje nasze państwo, a u nas pokutuje mit, że najlepsza jest opieka domowa, bo w większości wypadków nie widzą sensu edukacji. Stąd wyizolowanie, a z drugiej strony wydaje mi się, że niepelnosprawni umysłowo są częściej widoczni u nas - bo nie ma specjalistycznych placówek, ani przedszkoli, ani szkoły - więc dzieci są zabierane na zakupy, towarzyszą przy załatwianiu zwykłych, codziennych spraw. Za granicą łatiwej to ogarnąć, mając pół dnia dla siebie, bo dziecko w jakiejś placówce integruje się z rówieśnikami. Inna sprawa, że za granicą faktycznie istnieją zasiłki na poziomie pozwalającym na normalne życie (nawet zdrowym bysiom) więc to tak nie stygmatyzuje. W Polsce takie rodziny zazwyczaj klepią biedę, jedna osoba na stałe musi zrezygnować z pracy - więc gdzie mają się pokazywać? w restauracjach, na które ich nie stać?

          Ale za granicą też się zdarza, że rodzice pchają na siłę do normalnej szkoły mocno upośledzone dzieci.
          • tursyta Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 14:09
            Tak się powszechnie utarło, że za granicą to nawet cukier słodszy i sól "słońsza". Czasem jest w tym trochę racji, ale w tym wypadku niekoniecznie. Polskie szkoły specjalne nie jest wcale takie złe, a biorąc pod uwagę możliwości finansowe kraju, to naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Poza tym nauka w naszym kraju jest obowiązkowa do 18 r.ż., dotyczy to także dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, więc o żadnym siedzeniu w domu nie ma mowy. Dla starszych istnieją warsztaty terapii zajęciowej i inne formy rehabilitacji. Wszystko to jest dostępne, czasami nawet zapewniony jest transport na zajęcia.
            Ale co do jednego masz całkowitą rację: niepełnosprawni intelektualnie są u nas bardziej widoczni niż na Zachodzie, a jest tak dlatego, że w Polsce jest ich po prostu więcej. W wielu krajach niepełnosprawne płody są masowo abortowane, więc rodzi się mniej upośledzonych dzieci.
        • atowlasnieja Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 20:52
          najma78 napisała: ...Nieraz slysze od znajomych rodakow (mieszkam za granica), ze tu tylu niepelnosprawnych

          Ile lat mają ci twoi znajomi? Bo ja to zauważyłam jak byłam na zachodzie w wieku lat 14. Po czym zawstydziłam się jak diabli bo szybko wyciągnęłam wniosek że to nie oni a my mamy chore społeczeństwo i zamykamy tych ludzi tak by nas w oczy nie kolili
          • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 18:10
            A może to Pani była lekko wystraszona a nie dzieci z zajęć. Myślę, że nie jest pani potworem, a gdyby nie miała Pani wyrzutów sumienia (słusznych, bo dla tej dziewczynki taka wizyta to mogłoby na prawdę coś, a młodsze też mogły się czegoś nauczyć - tolerancji, która chyba jest nieco ważniejsza niż ukierunkowane zajęcia). Cóż uznała Pani pląsy 6 latek za ważniejsze od izolacji innego dziecka. Może ono chciał się przywitać, może sytuacja - widok innych dzieci ją przerosła a następnym razem byłoby już normalnie. A jeśli dla Pani normalność to sami zdrowi, a chorzy w klatkach - gratuluję moralności. Róbmy testy genetyczne i odsiewajmy - a potem płaczmy, że się w ciążę zajść nie da. Straciła Pani szansę na zrobienie w życiu czegoś dobrego i ważnego - myślę, że za to gdzieś się rozlicza.................
            • jowita771 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 18:29
              > A może to Pani była lekko wystraszona a nie dzieci z zajęć. Myślę, że nie jest
              > pani potworem, a gdyby nie miała Pani wyrzutów sumienia (słusznych, bo dla tej
              > dziewczynki taka wizyta to mogłoby na prawdę coś, a młodsze też mogły się czeg
              > oś nauczyć - tolerancji, która chyba jest nieco ważniejsza niż ukierunkowane za
              > jęcia)

              Bzdura. Rodzice tych dzieci płacą za zajęcia muzyczne czy taneczne czy jakie tam Czarka prowadzi, a nie za integrację. Na wszystko jest czas i miejsce. Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że nauczenie dzieci tolerancji jest ważniejsze niż to, czego mogą się nauczyć w szkole, tylko, że tolerancja to nie jedyne, co warto umieć. Ja, matka zdrowego dziecka, jestem za integracją dzieci zdrowych i chorych, ale nie kosztem edukacji czy rozwijania zainteresowań. Nie zamiast.
              • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 19:27
                A jak ta integracja ma wyglądać (nie kosztem zainteresowań) - może niech sobie dziecko poogląda upośledzonych jak w zoo. I na tą okazję się mu powie : bądź tolerancyjny. Tak się składa, że im wyżej funkcjonujące społeczeństwo tym rośnie tolerancja dla słabszych. Tu na forum wychodzi, ze do rozwiniętych społeczeństw baaardzo długa droga. Nie dziwię się, że nawet niektóre biura podróży zagraniczne nie chcą Polaków na piętrach. Przeszkadza nam dziecko np. z ZD za to nawalić się i głośno śpiewać to Ci fun! Musisz uważac, bo np. wywalisz grubą kasę na wakacje z animatorem (np. po angielsku) a tu Szwedzi przyprowadzą dziecko z porażeniem. Ojoj stracone wakacje - dziecię miało uczyć się angielskiego....polecam Bałtyk i wąchanie nóg innych - tu nikt się nie wypuści z upośledzeniem -sami swoi .
                • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 19:35
                  Tak myślę, ze nauczenie tolerancji jest ważniejsze niż tabliczka mnożenia. I zapewniam, że źle na tym nie wychodzę (nie zauważyłam braków w swojej, ani mojego dziecka edukacji). Za to w moich studentach (uczelnia medyczna jedna z najlepszych w kraju) widzę spore braki w wychowaniu. Tolerancja jest częściowo tożsama z empatią. A tego nie da żadna szkoła. Pani, która boi się o własną skórę (bo babcia może nagłośni sprawę i obroty spadną) przegapiła pewną lekcję. Zabrakło rodziców, którzy pewnie zarabiali.......Współczuję.
                  • jowita771 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 19:43
                    > Tak myślę, ze nauczenie tolerancji jest ważniejsze niż tabliczka mnożenia

                    A ja myślę, że można się nauczyć jednego i drugiego. Nie przerasta to moich ani mojego dziecka zdolności.
                • verdana Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 19:39
                  To Ty, niestety, patrzysz na te dzeci, jako na "okazy", a nie na ludzi.
                  Nie wpadło Ci do głowy, jak fatalnie czuje się upośledzone dziecko na zajęciach, z ktorych nic nie rozumie? Nie wpadło Ci do głowy, ze takie dziecko też myśli i widzi, ze nie potrafi tego, co inne dzieci? Że integracja nie polega na poslaniu dziecka na zajęcia, w ktorych nie moze czynnie uczestniczyć, tylko na tym, aby i ono też mogło tak samo jak pozostałe cieszyć sie nimi?
                  Dziecko z porazeniem - zaden problem, na UW moja corka miała mnostwo kolegow na wózkach czy o kulach. Ale dziecko, ktoreby uniemożliwiło pozostałym uczenie się - to jednak całkiem inna sprawa.
                • jowita771 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 19:40
                  czytasz w ogóle, co się do ciebie pisze? Nie twierdzę, że integracja powinna polegać na oglądaniu niepełnosprawnych. Chodzi mi o to, że pewnych ograniczeń dziecko niepełnosprawne nie przeskoczy. I nie tylko dziecko niepełnosprawne, bo pełnosprawne, ale pozbawione jakichś konkretnych zdolności też. I np. uważam, że nie ma sensu prowadzić na lekcje gry na flecie dziecka, które ma problem z mięśniami twarzy i nie potrafi dmuchać we flet, ale również dziecka całkiem zdrowego, które nie ma za grosz słuchu. Jeśli są to lekcje indywidualne, to co innego, ale jeśli jest grupa dzieci i ta grupa ma się uczyć gry na flecie, to taka osoba rozwali lekcje i nie skorzysta nikt. O to chodzi w integracji, żeby wyrównywać szanse na zasadzie "moje dziecko się tego nie nauczy, to niech reszta też ma pod górkę"?
                  • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 20:03
                    Nie twierdzę i nigdzie nie twierdziłam, ze dziecko niepełnosprawne przeskoczy własne ograniczenia. Choć jest to przykre. Twierdzę natomiast, że nie powinno być przez to izolowane. Bo z postów wynika, że jest gorsze i przeszkadza..... Więc podałam przykłady, że inni też przeszkadzają. Nie mam talentu muzycznego- tu akurat trafiłaś - a w podstawówce chodziłam na kółko muzyczne, gdzie nota bene grałam na flecie i co gorsza śpiewałam. I chociaż były to dawne czasy nikt mnie z zajęć nie wyrzucił (pomimo faktu, że jakość moich śpiewów się nie polepszyła) i prawdopodobnie burzyłam harmonię. Babcia chciała spróbować. Nie sądzę by uważała, że dziecko sobie "poradzi". Tylko nie wzięła pod uwagę, że ma do czynienia z ludźmi, którzy kółko taneczne dla przedszkolaków traktują jak egzamin maturalny, bądź pożal się Boże
                    społeczny awans. Też bym płakała na jej miejscu. Może dziewczynka chodzi do szkoły specjalnej, a babcia zwyczajnie chciała pokazac jej że jest też inne życie. Na mało znaczących zajęciach. Przykro mi ale nie mam najlepszego zdania o ludziach, którzy poprzedszkolne zajęcia traktują ze śmiertelną powagą (bądź swoje ciężko zarobione pieniądze wpłacane na zajęcia) - wątek finansowy tu też się pojawiał. Jeśli zajęcia mojego dziecka by mnie obciążały finansowo tak, że kilka tańców spędzałoby mi sen z powiek to sorry...
                    • verdana Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 22:03
                      Nie, z postów wynika, ze ograniczenia dziecka - nie tylko zresztą niepełnosprawnego - nie pozwalają na bezmyślne wepchnięcie go do dowolnej grupy. Kółko muzyczne, dla przyjemności - OK. Nie sądzę jednak, aby równie dobrze sprawdziło sie przyjęcie dziecka do chóru, którego zadaniem jest kształcenie glosów dzieci, ktore chcą występować.
                      Babcia miala prawo spróbować. Nie każda próba wypada pomyślnie.
                      Dziewczyna, znacznie masywniejsza od dzieci i nie kontrolująca swoich odruchów uniemożliwiłaby pozostalym dzieciom to, co chcialy robić. czy uwazasz, ze te dzieci przymusowo należaloby prowadzić co tydzień na kółko, które już nie byloby taneczne, tylko służyłoby wyłacznie do integracji jednego dziecka? To nie chodzi o nauczenie dzieci tańczenia, tylko o to, zeby mogly czerpać przyjemność z zajęć.
                      A teraz pozwól, ze zapytam - czy masz wśód swoich znajomych doroslego, silnego, uposledzonego umyslowo faceta, który nie umie się powstrzymać przed obejmowaniem Cię z calej sily? I czy regularnie spotykasz sie z nim raz czy dwa w tygodniu?
                    • jowita771 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 22:10
                      > ażała, że dziecko sobie "poradzi". Tylko nie wzięła pod uwagę, że ma do czynien
                      > ia z ludźmi, którzy kółko taneczne dla przedszkolaków traktują jak egzamin matu
                      > ralny, bądź pożal się Boże
                      > społeczny awans.

                      Albo po prostu chcą, żeby dziecko czegoś się nauczyło na takich zajęciach, a nie służyło tylko innemu dziecku do integracji. Traktujesz instrumentalnie dzieci zdrowe w tym momencie, mają poświęcać swoje zdolności, możliwości dla socjalizacji niepełnosprawnego dziecka.

                      > jawiał. Jeśli zajęcia mojego dziecka by mnie obciążały finansowo tak, że kilka
                      > tańców spędzałoby mi sen z powiek to sorry...

                      Sorry, ale co?
                      A gdyby to były zajęcia z języka obcego i rodzice by odmawiali sobie czegoś tam, żeby za nie zapłacić, dać swoje tak przez ciebie wyśmiane, ciężko zarobione pieniądze, to co? Mają prawo chcieć, żeby ich dziecko się czegoś nauczyło? Czegoś, co mu się przyda w przyszłości? Czy tylko mają się cieszyć, że inne dziecko się zintegruje, a swoje nadzieje sobie wsadzić w oko? Wart, żeby dziecko nauczyło się tolerancji, ale nie jest to jedyna rzecz, która mu się w życiu przyda.
                      • verdana Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 22:35
                        I jeszcze jedno.
                        dziecko chce chodzić na tance - dla przyjemności, ni żeby się czegos nauczyć. Pewnego dnia okazuje się, ze tańczyć już się w grupie raczej nie da, w dodatku dziecko boi się znacznie starszej i masywniejszej dziewczynki. I co wtedy - czy moralne jest powiedzenie "Kochana Marysiu, dwa dni w tygodniu masz poświęcić integracji, tanczyć już niestety nie bedziesz, a to, ze się boisz - mnie nie interesuje."
                        Gdyby dziewczynka nie była o tyle wyższa i silniejsza, problem bylby mniejszy. Ale i tak nie wiem, czy wolno od dziecka żądać poświęcenia na rzecz absolutnie kazdej innej osoby, ktora tego chce.
                • mgla_jedwabna Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 23:12
                  "wywalisz grubą kasę na wakacje z animatorem (np. po angielsku) a tu Szwedzi przyprowadzą dziecko z porażeniem. Ojoj stracone wakacje - dziecię miało uczyć się angielskiego...."

                  Jeśli dla kogoś priorytetem jest nauka angielskiego przez dziecko, powinien je wysłać na obóz językowy. Natomiast jeśli zabiera je na turnus z animatorem, gdzie celem pobytu są rozrywki typowo wakacyjne (zwiedzanie, zabawy integracyjne itp.), to nie ma prawa oczekiwać, że dziecko nauczy się angielskiego - bo nie to jest celem takich turnusów.

                  Bo inaczej, to tak, jakbym pposzła do mięsnego i miała pretensje, że nie znalazłam tam marchewki. Co za brak tolerancji dla wegetarian!
            • mgla_jedwabna Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 22:59
              "Cóż uznała Pani pląsy 6 latek za ważniejsze od izolacji innego dziecka."

              Jeżeli celem zajęć są, nie wiedzieć czemu pogardzane przez ciebie, "pląsy 6-latek", to jest rzeczą oczywistą, że będą ważniejsze od integracji/izolacji. Gdyby to były zajęcia integracyjne, czyli takie, których celem jest oswajanie zdrowych dzieci z niepełnosprawnymi i vice versa, a taniec jest tylko środkiem do osiągnięcia tego celu, to co innego.

              "Róbmy testy genetyczne i odsiewajmy - a potem płaczmy, że się w ciążę zajść nie da"

              Czy jesteś w stanie wykazać jakiś związek między wykonywaniem badań prenatalnych a późniejszą niepłodnością? I jak to się ma do problemu poruszanego w wątku, tzn. nieudanych prób integracji za wszelką cenę, wbrew realnym możliwościom?

              "Straciła Pani szansę na zrobienie w życiu czegoś dobrego i ważnego - myślę, że za to gdzieś się rozlicza................."

              Muszę cię zmartwić, ale ludzie są rozliczani przede wszystkim z wykonywania swoich obowiązków życiowych, a dopiero potem z wykonywania działalności charytatywnej. Przez obowiązki życiowe rozumiem m.in. pracę zawodową, dzięki której człowiek utzrymuje sam siebie oraz swą rodzinę, zamiast być ciężarem dla innych. Prowadzenie placówki edukacyjnej, której celem jest m.in. nauczanie tańca, rozwijanie talentów muzyczno-ruchowych udzeci, które wykazują takowe etc., jest dla Czarki takim właśnie obowiązkiem, a nie zachcianką którą można zarzucić, aby wykonać tzw. dobry uczynek. Czy byłby naprawdę dobry, można wątpić, biorą pod uwagę nieprzygotowanie kadry, sali etc. na specyficzne potrzeby tego akurat dziecka.
              • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 09:22
                Nie pogardzam zajęciami tanecznymi - sama posyłam córkę na takowe. Ale nie traktuję tego ze śmiertelną powagą. Natomiast gdyby miało to (bądź inne zajęcia) dla tak małego ograniczać mnie finansowo - byłby to dla mnie absurd. Mówimy tu w końcu o przedszkolakach. Apropos badań prenatalnych nie zrozumiano kontekstu. Napisałam - róbmy i odsiewajmy..... A tu już związek jest. Z drugiej strony urodzenie w tym kraju dziecka upośledzonego umysłowo to wyrok dla całej rodziny - więc może lepiej wiedzieć i nie rodzic - w końcu po co stwarzać zagrożenie dla innych. I prezentowane podejście tylko tą sytuację pogłębia. Mówię tu o totalnym braku empatii w stosunku do takiej rodziny. Pytacie, czy mam w swoim otoczeniu faceta - dorosłego, upośledzonego itd... Nie nie mam - tych ludzi już dawno rodziny pozamykały by nie burzyli ładu społecznego. Natomiast mam kuzynkę z mocno upośledzoną fizycznie i umysłowo córeczką (bardzo rzadki zespół genetyczny) i ta dziewczynka chodzi na tańce - czyli siedzi na wózku, w którym specjalny wyciąg utrzymuje jej głowę w pionie i słucha (jest praktycznie niewidoma), nie mówi tylko "wyje", jest w pampersie ma 10 lat. I dzieci zajęć podchodzą do wózka, biorą za rękę rozmawiają - choć praktycznie bez odzewu. I ta dziewczynka (która nota bene chodzi do placówki specjalnej) po tych zajęciach jest znacznie wyciszona, nie wyje w nocy, nie zwraca kolacji...... Myślę, że zdrowe dzieci z zajęć nie będą myśleć o upośledzonych w kategorii zintegruję się kiedy będę miec ochotę....
              • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 09:34

                >
                Gdyby
                > to były zajęcia integracyjne, czyli takie, których celem jest oswajanie zdrowy
                > ch dzieci z niepełnosprawnymi i vice versa,


                No to niezła definicja integracji.
                Tu inna:od łacińskiego integrare - scalić. W szerokim znaczeniu wyraża się w takim wzajemnym stosunku pełno- i niepełnosprawnych, w którym są respektowane takie same prawa, liczą się takie same wartości, w których stwarza się obu grupom identyczne warunki do maksymalnego, wszechstronnego rozwoju.

                Integracja społeczna to zespolenie i zharmonizowanie elementów zbiorowości społecznej, rozumiane jako intensywność i częstotliwość kontaktów między członkami danej zbiorowości oraz jako akceptacja w jej obrębie wspólnych systemów wartości, norm, ocen. Kierunek tego rodzaju działań określa się mianem "integracja" "integracja w drugim nurcie" lub "życie w jak najmniej ograniczającym środowisku".
                >
                > Muszę cię zmartwić, ale ludzie są rozliczani przede wszystkim z wykonywania swo
                > ich obowiązków życiowych, a dopiero potem z wykonywania działalności charytatyw
                > nej. Przez obowiązki życiowe rozumiem m.in. pracę zawodową, dzięki której człow
                > iek utzrymuje sam siebie oraz swą rodzinę, zamiast być ciężarem dla innych. Pro
                > wadzenie placówki edukacyjnej, której celem jest m.in. nauczanie tańca, rozwija
                > nie talentów muzyczno-ruchowych udzeci, które wykazują takowe etc., jest dla Cz
                > arki takim właśnie obowiązkiem, a nie zachcianką którą można zarzucić, aby wyko
                > nać tzw. dobry uczynek. Czy byłby naprawdę dobry, można wątpić, biorą pod uwagę
                > nieprzygotowanie kadry, sali etc. na specyficzne potrzeby tego akurat dziecka.

                To dziecko ma potrzebę normalności a nie specyficznej kadry. Matka której się urodziło też nie miała specjalnego przygotowania.
                • kawka74 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 10:02
                  >
                  > To dziecko ma potrzebę normalności a nie specyficznej kadry.

                  Wnioskując z opisu sytuacji to raczej babcia miała potrzebę normalności. Ba, poprzez swoje stwierdzenie, że jej wnuczka z 'takimi' dziećmi przebywać nie powinna, wyraźnie dała do zrozumienia, że nie rozumie, na czym polega integracja - NIE na stworzeniu złudzenia, że jej wnuczka jest taka sama, jak inne dzieci.
                  Integracja musi mieć stworzone odpowiednie warunki, ponieważ dotyczy dzieci o specyficznych potrzebach i zachowaniach.
                  • ania-pat1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 13:19
                    Wnioskując z opisu sytuacji to raczej babcia miała potrzebę normalności. Ba, po
                    > przez swoje stwierdzenie, że jej wnuczka z 'takimi' dziećmi przebywać nie powin
                    > na, wyraźnie dała do zrozumienia, że nie rozumie, na czym polega integracja - N
                    > IE na stworzeniu złudzenia, że jej wnuczka jest taka sama, jak inne dzieci."

                    Na prawdę myślicie, że babcia świetnie się bawiła, że patrzenie na zdrowe dzieci w kontekście chorego które się kocha to taki fun? A integrację z definicji (najprostszej, dostępnej) opisałam wyżej. Słownikową. Zachęcam do przestudiowania podręcznika etyki. Uwierzcie ta kobieta doskonale widzi inność tego dziecka i wie, że nie da się tego przegapić. I wie też , ze ludzkim odruchem byłaby akceptacja pomimo inności .......... Zwłaszcza, ze babcia dopilnowała aby nikomu nic się nie stało. I to ona poniosła cały koszt tej sytuacji.
                    • kawka74 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 16:03
                      Co to znaczy 'akceptacja pomimo inności' oprócz tego, że to bat na autorkę wątku? Czy to, że placówka totalnie nieprzygotowana na takiego gościa miała mu z marszu zapewnić odpowiednie warunki bez względu na chęci, możliwości i zdanie innych uczestników zajęć?
                      Co będzie, jeśli babcia podczas którychś kolejnych zajęć czegoś nie dopilnuje i wnuczka niechcący zrobi krzywdę któremuś z dzieci? Kto za to odpowie przed rodzicami dziecka? Upośledzony syn mojej znajomej, umysłowo na poziomie przedszkola, ale fizycznie zdecydowanie w czołówce grupy rówieśniczej, przywalił swojej matce tak, że wybił jej ząb. Co będzie, jeśli wnuczka zareaguje podobną agresją na coś, co ją zaniepokoi, zdenerwuje, a babcia nie zdoła jej powstrzymać?
                      Dlaczego babcia kłamie i nie chce, aby jej wnuczka zadawała się z 'takimi' dziećmi, skoro zdaje sobie sprawę z tego, jaki jest rzeczywisty stan dziewczynki?
                      Czy integracja (i nie zasłaniaj się, proszę, słownikami i podręcznikami) polega na udawaniu, że dziecko niepełnosprawne nie jest niepełnosprawne i że pierwsza lepsza placówka wychowawczo-opiekuńcza podoła wszystkiemu? A może jednak na stworzeniu takich warunków (szeroko pojętych), żeby [b[wszyscy[/b] byli bezpieczni, mieli fachową opiekę i dobrze się czuli?

                      Są różne poziomy niepełnosprawności, wymagające różnych warunków i sposobów postępowania. W jednym przypadku będą to minimalne, ledwo odczuwalne zmiany, w innym te zmiany będą daleko szersze i wymagające dużo więcej od wszystkich, od dyrektora po dzieci.
                      Możemy, oczywiście, rozgrzeszać babcię, że chciała dobrze i tak dalej (bo na pewno chciała), ale kłamiąc co do rzeczywistego stanu wnuczki naraziła i siebie, i ją na takie właśnie przeżycia.
    • atowlasnieja Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 19:27
      A czy to jest placówka integracyjna?

      babcia przeceniła możliwości wnuczki.
    • leeloo2002 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 19:42
      Nie jesteś potworem.Chciałaś być "dobrą panią" i nie wyszło.
      Powiem tak, kiedyś mój szef namówił mnie na poszukiwanie sekretarki na portalu integracyjnym dla niepełnosprawnych (bo jestesmy otwarci, bo jak jest lekko niepełnosprawna to sobie poradzi itp itd)
      Cięzko było sformułować ogłoszenie sensownie (lekka/ cięzka niepełnosprawnosć)
      I przyjechała przemiła dziewczyna na .....wózku
      U nas zero podjazdu, taszczyliśmy ja do środka. Strasznie niezręcznie czułam się z nią rozmawiając, bo oczywiste było że przez bariery chociażby architektoniczne jej nie zatrudnimy.
      Także pomagać trzeba z głową, bo dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło.
      A zycie weryfikuje nasze nastawienie do integracji
      • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 21:24
        bariery architektoniczne mozna- i nalezy- likwidowac, a nie przekreslac z gory dziewczyne tylko dlatego, ze na wozku.
        • leeloo2002 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 23:41
          taa.... złote rady zawsze w cenie.
          Wyobrażasz sobie, że firma w wynajmowanym budynku ponosi koszty podjazdu, dostosowania wc, klatki schodowej, instalowania windy (setki tysięcy zł) po to zatrudnić niepełnosprawna osobę?
          • ciociacesia nie. firma powinna 11.02.11, 08:46
            chciaz spróbowac wymóc na wlascicielu budynku takie zmiany
            • leeloo2002 Re: nie. firma powinna 11.02.11, 12:00
              Widże, ze słabo znacie realia. Wyobraz sobie, ze jesteś właścicielem budynku, firma chce od Cibebie poniesienia kosztów adaptacji budynku z powodu chęci zatrudnienia niepełnesproawnej osoby (kilkaste tysięcy) - jest to równowartość kilkuletniego czynszu jaki Ci płaci
              I co, przystajesz na to? A co Cie to kurna obchodzi?
              • mruwa9 Re: nie. firma powinna 11.02.11, 21:10
                Nie ma sytuacji bez wyjscia. Firma nie musi miec siedziby w niezaadaptowanym budynku, moze przeniesc siedzibe, moze wnioskowac o dofinansowanie adaptacji, moze poniesc wysilek i koszty adaptacji, zeby zyskac paru wartosciowych pracownikow, moze wykazac chocby minimum dobrej woli, ale w Polsce najlepiej dac do zrozumienia, ze osoba niepelnosprawna ma siedziec w domu i nie zawracac glowy, bo zawsze i wszedzie bedzie piatym kolem u wozu i tylko z nimi klopot, zadnego pozytku. I tak sie dzieje wszedzie- w przychodniach, u dentysty, w urzedach, szkolach, uniwersytetach, frirmach takich, jak twoja, restauracjach, sklepach, nawet w ZUSie i PFRONie.
                • tora99 Re: nie. firma powinna 11.02.11, 23:57
                  tez sobie tak kambinuje, ze przeciez niby teraz sporo sie mowi o integracji, sa dotacje, mozna zlozyc wniosek o dofinansowanie. ale trzeba w to wlozyc nieco wysilku... poszukac info, pozbierac papierki..
                  • mruwa9 Re: nie. firma powinna 12.02.11, 08:38
                    Idealnie byloby, gdyby firma na starcie, zanim rozwinie dzialalnosc, pomyslala o ewentualnosci zatrudnienia (czy chociazby kontaktow biznesowych) osob niepelnosprawnych i kryterium dostepnosci lokalu uwzglednila przy planowaniu lokalizacji siedziby.
    • mgla_jedwabna Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 20:01
      Moim zdaniem słusznie postąpiłas, odmawiając temu dziecku udziału w zajęciach. Wpuszczenie nieletniego uczestnika na zajęcia oznacza podjęcie się odpowiedzialności za niego. Czy pani, która prowadzi zajęcia, ma jakiekolwiek kwalifikacje do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi? Prawdopodobnie nie. Nie jest więc w stanie zagwarantować bezpieczeństwa ani tej dziewczynce ani pozostałym dzieciom w jej obecności. Nie zakładam tu niczyjej złej woli, po prostu wystarczy, że dziecko wzrostu 150cm, mające problemy z koordynacją ruchową, niechcący przewróci się na drobną pięciolatkę. Na zajęciach dla dzieci niepełnosprawnych kadra jest przeszkolona, jak sprawować opiekę nad dziećmi z niepełnosprawnością ruchową i może się podjąć opieki nad nimi. Wy prawdopodobnie takich kwalifikacji nie macie i o to się sprawa rozbija - a nie o brak dobrych chęci.

      Jesli jeszcze masz wyrzuty sumienia, pomyśl, jakie by były, gdyby tej dziewczynce coś się na waszych zajęciach naprawdę stało.

    • anorektycznazdzira Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 21:03
      Dla mnie jest oczywiste, że zajęcia, na których ma się dobyć integracja trzeba odpowiednio wybrać. Nie pierwsze z brzegu, na których są jakieś dzieci. Taką dziewczynkę, mimo, że mogła się babci wydawać "na poziomie przedszkolaka" byłoby łatwiej zintegrować z rówieśnikami czy starszymi dziećmi, niż z takimi maluchami (4 lata?!). Jej prawdziwi rówieśnicy byliby zdolni zrozumieć, nie baliby się jej wzrostu i relatywnie sporej siły a i odebraliby adekwatną do swojego wieku lekcję tolerancji wink Pomysł był po prostu durny, może naprawdę niczego innego nei mogła znaleźć, ale to nie zmienia faktu.
      • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 21:09
        z tego co piszesz prowadzisz placówkę niepubliczna i nieintegracyjną-co od razu powinno uświadomić babci, że w takim miejscu nie będzie odpowiedniego zaplecza personalnego dla jej wnuczki. To, że stworzyłaś ten wątek oznacza, że sytuacja Tobą wstrząsnęla a opisanie reakcji dzieci udowadnia, że w Polsce integracja to fikcja, bo uposledzeni skazani są na izolację. Nie ze względu na takich jak Ty-bo wykazałaś chęć, wole i w dodatku poprowadziłaś udane zajęcia, ale dlatego, ze brak miejsc w których dzieci zdrowe w sposób zupełnie naturaalny a nie wymuszony mogłyby realizować swoje potrzeby/hobby/pomysły. Nie powinnas mieć wyrzutów. Babci jednak mi szkoda.
        • burza4 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 09:25
          guderianka napisała:

          > Tobą wstrząsnęla a opisanie reakcji dzieci udowadnia, że w Polsce integracja t
          > o fikcja, bo uposledzeni skazani są na izolację.

          Wydaje mi się, że nie jest to takie proste. Dzieci się wystraszyły kogoś zachowującego się dziwnie, do tego nie zdającego sobie sprawy z własnej przewagi. Tak samo reagowała kiedyś moja córka na zdrowego syna koleżanki, który ją ściskał z całej siły. Uciekała.

          Moja córka chodziła do integracyjnej grupy i pamiętam takie zdarzenie - coś mi opowiadała o jakimś chłopcu, i nie mogłam skojarzyć o kogo chodzi, więc się dopytywałam, czy to ten blondynek? nie. Czy to ten w zielonych spodenkach? nie. Czy to ten w żółtym sweterku? nie. Na koniec się okazało, że chodziło o chłopca z ZD. Jego upośledzenie było ostatnią rzeczą, na które córka zwróciła uwagę, podczas gdy dorośli wskazaliby ten fakt jako najbardziej oczywisty identyfikator.

          Więc tu chyba bardziej chodzi o stopień upośledzenia i związane z tym zachowania, a nie sam fakt odstawania od reszty.
          • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 09:34
            Burzo- pewnie, że nie jest proste.
            Być może masz rację, być może tak właśnie było. Sądzę jednak, że mogło być inaczej, zwłaszcza że autorka zwróciła uwagę na to, że dziecko się ślini, jest niekontaktowe, nie mówi, wyciaga ręce. Zespół pewnych zachowań, trudnych do zrozumienia i zniesienia dla dzieci, które nigdy nie miały z tym do czynienia. Nie miały-bo nigdy takich osób nie widziały, a nie widziały-bo takie osoby siedzą w domu, nie ma dla nich innych alternatyw. Gdy już osoba dorosła/dziecko z upośledzeniem pojawi się wśród zdrowych jest niczym ..kosmita.
            Moja Młodsza od urodzenia dorasta w obecności starszej niepełnosprawnej siostry, bywamy w miejscach w których jest dużo osób z deficytami fizycznymi- trenerka Starszej na wozku inwlaidzkim, koleżanka na basenie bez ręki, bywająca na basenie starsza pani bez nogi itp. Wszystkie te osoby nie budzą zdziwienia w dziecku- może dlatego, że jest z nimi po prostu obyta a brak nogi jest dla niej tak jak inny kolor włosów ?
            • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 20:07
              Guderianko, wydaje mi się, że upośledzenie fizyczne czasem mniej straszy niż umysłowe. Moja upośledzona m.in. umysłowo 5-latka długo budziła przestrach u małych dzieci - jeszcze 2-3 lata temu głównym jej celem przy spotkaniu dziecka było biec do niego, rzucić się, uściskać mocno i... i potem sama nie wiedziała co, chyba chciałaby ugniatać jak plastelinę... Pilnowanie w każdej sekundzie, wiadomo. Albo się kiwała na widok dzieci. Naprawdę dzieci się bały - nawet te zaprzyjaźnione, z mądrymi rodzicami, chętnie pragnącymi integracji. Może nie płakały ale dystans trzymały. Często myślę o jednej dziewczynce, którą raz nie na żarty przestraszyła.... Teraz u nas jest, dzięki Bogu, dużo lepiej, ale takie zachowanie - ślinienie się, obejmowanie itp. budzi lęk. Nie muszę pisać "rozumiem" - za często to widziałam sad
              Ale oczywiście oswajać wszystkich trzeba - to jasne smile
              • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 20:10
                Yogisia, zgadzam się w pełni. Upośledzenie fizyczne jest przez dzieci chyba bardziej zrozumiałe niż upośledzenie umysłowe. Ale chyba przyznasz, że obcowanie z osobami upośledzonymi umysłowo staje się mniej straszne gdy następuje w stalym kontakcie codziennym a nie jako pierwszy/drugi raz w życiu ?
                • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 20:55
                  Oczywiście Guderainko smile Nie mam wątpliwości, że tak właśnie jest, to chyba zresztą jedyna droga.
                  • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 21:02
                    Również odwiedziłam Waszą stronę. Ela jest świetna, taka iskiereczka wink bardzo przypomina mi moją sąsiadkę wink
                    • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 23:30
                      Bardzo nam miło smile
              • intuicja77 yogisia 11.02.11, 20:27
                przeczytałam Wasza stronę i jestem pełna podziwu zarówno dla Ciebie jak i dla Waszej Elżbietki Eliszki smile
                • yogisia Re: yogisia 11.02.11, 20:58
                  Dziękuję intuicja smile Bardzo mi przyjemnie smile
        • anomalijka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 10:29
          uwielbiam cie droga guderianko,za twoja twardosc mimo,że spoleczenstwo wymaga od matek dzieci niepelnosprawnych maski ofiary i meczennika,kotry tyra dla "dobra" dziecka. Zycie jest paskudne-a w integracji mialo chodzic o to ,aby obie strony czuły sie równe. Jesli dzieci w "normie" czują sie pokrzywdzone to tez sensu to nie ma.Pracuje zarówno w klasie integracyjnej (norma+lekkie) oraz w placowce gdzie sa same dzieci niepelnosprawne. I tak na prawde trudniej jest w tej drugiej... bo tam rodzce zyją w przekonaniu ,ze tolerancja ICH dziecka im sie nalezy. No nie jest tak-pozwolilabys swojej Cudownie nafoszonej przeslicznej ( obiektywizm rulez) córce biegać w maratonie? no nie! mialabys pretensje do maratonczykow ze biegna dla niej za szybko? no tez nie! kurcze grupe sie wybiera taka,aby i moje dziecko coś z tego wynioslo i pozostale dzieci nie tracily-bo inaczej to nie jest integracja ale wyzysk. I to co powtarzam moim wszystkim mamom moich wychowankow i pacjentow : Jestem wredna wiem-ale jak nie powie wam tego osoba,ktorej zależy na was,to wywrzeszczy wam to z nienawiscia ktos kto was nie lubi.
          • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 15:53
            anomalijka-pozdro wink
            W maratonie niech fochmistrzyni sobie biegnie- jeśli zechce-zwłaszcza że jest już w wieku, w którym ma świadomość swoich ograniczeń i..na maraton w którym nie ma szans sie raczej nie zdecyduje. Rodzicowi - ciężko dopuścić do świadomości bolesnej myśli, że jego dziecko NIGDY nie będzie takie, jak inne dzieci, NIGDY nie dorówna, nie przeskoczy pewnego poziomu....Ale w sumie, czemuż tu sie dziwić, skoro my sami, zdrowi rodzice, pięknych zdrowych dzieci, przelewamy na nie swoje ambicje i pozwalamy na bieg w maratonie-ale szczurów ?ściski
    • claudel6 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 22:11
      a moze pomoz znalezc babci odpowiednia dla jej wnuczki placowke w miescie?
      • krapheika Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 22:40
        A mi przykro, ze tak malo sie robi dla niepelnosprawnych i szkoda mi ich opiekunow.To nie jest wyrzut w stosunku do autorki postu, po prostu dochodze do wniosku, ze skoro babcia szukala w nie panstwowych placowkach to znaczy,ze w panstwowych dali jej kopa na rozped w strone domu.Bo uposledzeni to wedlug niektorych to powinni w 4scianach siedziec.
        Pamietam kiedys dyrektora w mojej dawnej szkole, dla jednego niesprawnego ucznia wybudowal podjazdy, by ten nie musial byc odizolowany.Zorganizowal mu zajecia tak by odbywaly sie tylko w salach na parterze, bo fizycznie windy zbudowac rady nie dal, dodatkowo cala szkola zrzuciala sie na wozek elektryczny, by uczennica mogla samodzielnie poruszac sie po szkole.Miala dodatkowo niedowlad jednej z rak, wiec wozek normalny odpadal.Ten sam dyrektor pomogl jeszcze paru uczniom z innymi problemami.Takie ot normalne podejscie do sprawy niesprawnosci i uposledzenia.
      • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 10.02.11, 23:26
        Podpisuję się pod postem claudel6 wszystkimi moimi zdrowymi i upośledzonymi mojej córki kończynami. Jeśli możesz oczywiście. Ale tak naprawdę przypuszczam, że sytuacja nie jest prosta. 10-letnie dziecko ma obowiązek szkolny, szkół specjalnych jest dużo (choć nie wiem, gdzie mieszkasz), dziewczynka powinna gdzieś chodzić, nie powinna być tak zostawiona, ale babcia nie ocenia dobrze sytuacji. Natomiast pomysł na integrację na zajęciach artystycznych wydaje mi się dobry, tylko te gabaryty złe... Np. moja upośledzona córka chętnie bawi się z młodszymi dziećmi, no ale ona ma dopiero metr (choć skończone 5 lat) i 15 kg, więc jeszcze różnica nie taka wielka, jak w Twoim przypadku. Ale jak będzie miała 10 lat to już jej na zjeżdżalnię z 5-latkiem nie puszczę. Tym niemniej chodzi do przedszkola specjalnego, co z racji jej głębokiego upośledzenia, uważam za słuszne.

        Te przydługie wywody po to, żeby Ci powiedzieć, że potworem absolutnie nie jesteś, jednak byłoby super gdybyś (gdyby taka sytuacja zdarzyła się w przyszłości) najpierw zobaczyła dziecko - bo może akurat przyszłoby bardziej dopasowane do grupy? Cała ta integracja to bardzo trudna sprawa .... ech
    • lilly_about Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 09:36
      Nie jesteś potworem, tylko osobą, która się wystraszyła, bo nie ma pojęcia o pracy z takimi dziećmi. Niemniej rozumiem też babcię i starałabym się jej pomóc, polecając inna placówkę, w której pracuje kadra kompetentna do pracy z jej wnuczką.
      • gofer73 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 11:26
        Popieram zdanie, że Babcia z Wnuczką powinny trafić do placówki, która jest przygotowana na takie wizyty zarówno pod względem organizacyjnym jak i przygotowaniem nauczycieli. Ty sądząc po opisie swoich reakcji nie jesteś przygotowana w żadnym stopniu. Moze więc pomoc w znalezieniu takiego miejsca gdzie obie czuły by sie mile widziane była by na miejscu?

        PS. rozumiem trochę żal Babci - poczuła się wyrzucona poza nawias społeczeństwa. A rodziny dzieci niepełnosprawnych i same dzieci naprawdę czasem potrzebują takiej zwykłej normalności.
        • gofer73 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 11:29
          poza tym dlaczego przygotowałaś na tę wizytę wszystkich poza dziećmi z grupy? Może gdyby rozumiały co się dzieje sytuacja wyglądałaby nieco inaczej? Jak ktoś napisal - do pewnego momentu dzieciaki nie kierują sie uprzedzeniami, żadnymi.
          • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 20:14
            Gofer, spodziewała się innego dziecka, babcia opisała, że odstaje malutko, a okazało się, że dużutko...
    • gorgona_1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 11:46
      Może wystarczyło dać szansę babci, żeby sama np. po 2-3 dniach zadzwoniła i zrezygnowała z dalszych zajęć. Można przypuszczać, że ona też zauważyła, że to niewypał. Dla niej mogło to być kolejne bolesne niepowodzenie.
      • gorgona_1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 11:51
        No i można było zacząć od zajęć indywidualnych, a potem ew. stopniowo wprowadzać dziecko do grupy.
        • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 12:24
          gorgona_1 napisała:

          > No i można było zacząć od zajęć indywidualnych, a potem ew. stopniowo wprowadza
          > ć dziecko do grupy.


          chodzi Ci o to, że babcia powinna od tego zaczać czy autorka ?
          Bo jeśli babcia to się zgodze ale jeśli autorka-to nie. Autorka i jej placowka nie przewidują zajmowania się dziećmi uposledzonymi. Mimo to autorka spróbowała podjać to wyzwanie ale jednak jej nie weszlo. Wiec nie bardzo rozumiem dlaczego miałaby 'na siłę' probowac nadal zajmowac sie tym dzieckiem ?
          • lilly_about Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 13:08
            Skoro placówka, którą kieruje, nie jest przystosowana do pracy z dziećmi upośledzonymi, to jakim prawem w ogóle zgodziła się na pracę z tym dzieckiem? Nie ma do tego kwalifikacji, więc nie może robić z dziecka królika doświadczalnego, żeby siebie sprawdzić.
    • nisar Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 11:58
      Problem w tym, że babcia - spędzająca prawdopodobnie z wnuczką od zawsze mnóstwo czasu - jest zwyczajnie przyzwyczajona do jej zachowania i WIE jak i kiedy reagować. W związku z tym odebrała całe zdarzenie jako negatywną reakcję otoczenia, wymierzoną w jej wnuczkę.
      Babcia powinna jednak zrozumieć, że przy braku umiejętności kontrolowania swojego zachowania wnuczka NIE MOŻE być dopasowywana do grupy na podstawie stopnia rozwoju umysłowego, ale także jednak na podstawie gabarytów i możliwości siłowych. Wydaje mi się bowiem, że przy nawet największych umiejętnościach pracy z dziećmi upośledzonymi nie ma możliwości by opiekunka zapanowała nad opisaną sytuacją.
      Swoją drogą coraz trudniej obronić mi się przed wrażeniem, że wielu rodziców/dziadków/opiekunów dzieci upośledzonych rozważając kwestię integracji z dziećmi zdrowymi zastanawia się nad dobrem wyłącznie swojego dziecka, a nie bierze pod uwagę dobra i bezpieczeństwa tych, z którymi integracja miałaby być przeprowadzana. To także bardzo nie fair.
      • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 20:17
        Nisar, bardzo słuszne spostrzeżenia, zaiste...
      • bi_scotti Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 20:28
        Moj syn sie slinil (i wciaz czasem Mu sie zdarza choc nauczyl sie to czesciowo kontrolowac), mial i ma niekontrolowane ruchy konczyn, nie do konca kontroluje sile uscisku i wiele innych zachowan tego typu lacznie z klopotami z wymowa, uzywaniem diapers etc. - zawsze chodzil do zwyklej szkoly bez problemow, mial kolegow i kolezanki, w pierwszych klasach szkoly podstawowej mial asystenta, ktory pomagal Mu sie poruszac po szkole ale od 5 klasy juz radzil sobie sam z pomoca kolegow z klasy. Chodzil na rozne zajecia pozalekcyjne lacznie z rysowanie choc kontrola reki nigdy nie byla i nie bedzie Jego mocna strona. Chodzil tez ze swoja owczesna girlfriend na taniec (chyba cos Latino ale nie pamietam) gdy byl w high school. Skonczyl studia, pracuje - wszedzie korzystal i korzysta z pomocy i zrozumienia wielokrotnie zupelnie przypadkowych ludzi, ktorzy nie traktuja tej pomocy jakos jakies super specjalne dzialanie integracyjne! Naprawde trudno jest mi zrozumiec dlaczego dla ludzi wokol nas Jego fizyczne problemy nie byly bariera w kontaktach i wspoldzialaniu a dlaczego ciagle slysze, ze dla tak wielu ludzi w PL sa ... Attitude? Moge jedynie zyczyc wszystkim polskim niepelnosprawnym dzieciom, mlodziezy i doroslym zeby spoleczenstwo wokol nich stalo sie po prostu choc troszke bardziej chetne do wspolpracy. Choc troszke ...
        • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 11.02.11, 21:03
          bi_scotti napisała:

          > Attitude? Moge jedynie zyczyc wszystkim polskim niepelnosp
          > rawnym dzieciom, mlodziezy i doroslym zeby spoleczenstwo wokol nich stalo sie p
          > o prostu choc troszke bardziej chetne do wspolpracy. Choc troszke ...

          Myślę, że się staje.
    • ga-ti Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 00:18
      Współczuje babci, ale Ciebie rozumiem!!! Nie jesteś zła.
      Z rodzicami, babciami różnie bywa.
      Znam chłopaka z up. umysłowym w stopniu lekkim, fizycznie ok, w gimnazjum masowym. Facet z lekcji nie wynosi prawie nic. Nauczyciele sie denerwują, że nie są w stanie uczyć go na tych lekcjach w zasadzie indywidualnie. Niby ma mieć indywidualne programy nauczania, ale w praktyce to nie takie proste. Zmierzam do tego, że facetowi samoocena siada z dnia na dzień. We wszystkim jest najgorszy, nic mu nie wychodzi, kolegów coraz mniej, dziewczyny żadnej itp.
      Znam realia szkół specjalnych. Dzieciaki mają możliwość się realizować na różnych gruntach, w zależności od chęci i możliwości, odnoszą sukcesy (!), mają swoje zwycięstwa, mają kolegów, uczą się tego, czego są w stanie i co im się w życiu przyda.
      Nie jestem nietolerancyjna. Nawet z wykształcenia z niepełnosprawnymi mi po drodze. Jestem za integracją, tylko nie kosztem zainteresowanych!

      Pomyślałam o moich dzieciach. Bez zażenowania i jakiejś tam dziwności mówię im o niepełnosprawnościach (dlaczego pani jest na wózku? Bo ma chore nogi i nie może sama chodzić. Acha. - normalka. Dlaczego ten chłopiec się ślini? Bo ma chorą buzię/bo ma porażone, niesprawne mięśnie i nie może zamykać buzi i połykać śliny - w zależności od wieku dziecka. Acha. - normalka), ale pewnie gdyby na zajęciach w przedszkolu pojawiła się dziewczynka 2 razy starsza, 2 razy większa, 2 razy silniejsza i usilnie chcąca sie przytulać, to by też się wystraszyły.
      • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 08:46
        nie jestes przeciw, ale do przedszkola bys nie wpuscila..
        Niezmiernie sie ciesze z tego, ze w odpowiednim momencie wyemigrowalismy z tego chorego, "tolerancyjnego" kraju do kraju, w ktorym moglam zapisac swoje niepelnosprawne dziecko do tego przedszkola, do ktorego chcialam, a nie do jednego, jedynego, integracyjnego, na drugim koncu swiata. Bo w zasadzie kazde przedszkole jest integracyjne. I sygnaly, ktore do mnie docieraly od innych rodzicow, byly bardzo pozytywne, ze ciesza sie, ze moje dziecko chodzi z nimi do przedszkola. I jakos nikogo moje dziecko nie przerazalo, choc w wieku 5-6 lat bylo bez watpienia 2 razy wieksze od rocznych kolegow w grupie.
        Tolerancja? Tak, jasne, ale byle wara od moich dzieci sad
        • ledzeppelin3 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 09:19
          Tak, oczywiście. Tyle że jedno dziecko z autyzmem całkowicie rozwala lekcję w klasie, gdzie jest 29 zdrowych dzieci. Bo nauczyciel zajmuje się głównie nim. I to jest oczywiście ok. Bo tolerancja działa tylkow jedną stronę.
          Dlaczego cała grupa ma mieć zrujnowane zajęcia, bo przychodzi nawiedzona mamuśka i chce na siłę ozdrowić swoje nieuleczalnie chore dziecko?
          Pamiętam z dzieciństwa chłopca upośledzonego umysłowo, w mojej grupie przedszkolnej. Wielki jak byk, poziom umysłowy 1,5 roczniaka-2-latka. Bałam się go potwornie, bo wszystkich ściskał- czytaj: formalnie dusił. Wszyscy się go bali.
          Dlaczego zdrowe dzieci mają przeżywać traumę z powodu jednego dziecka, które dezorganizuje zajęcia?
          • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 10:25
            a dlaczego zakladasz , ze kontakt dzieci z niepelnosprawnym rowiesnikiem musi stanowic traume?
            Tak wyglada ta deklarowana "tolerancja" w spoleczenstwie.
            Dzieci sie baly, bo nikt nie zagospodarowal niepelnosprawnego kolegi, pewnie byl traktowany jak kosmita i piate kolo u wozu, a nie jak jedno z dzieci w grupie, ktore ma takie samo prawo do uwagi i uczestnictwa w zajeciach (na miare swoich zainteresowan i mozliwosci) , jak kazde inne dziecko.
            • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 10:42
              Obawiam się, że trauma wynika właśnie z tego, że integrować się próbuje czasem na zasadzie "No to chodź do nas, ale nie wiemy jak z Tobą postępować" Moim zdaniem to clou sprawy
          • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 10:40
            ledzeppelin3 napisała:
            > Dlaczego cała grupa ma mieć zrujnowane zajęcia, bo przychodzi nawiedzona mamuśk
            > a i chce na siłę ozdrowić swoje nieuleczalnie chore dziecko?

            To nie nawiedzona mamuśka, to zły system. W takiej grupie musi być nauczyciel wspomagający
            • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 10:44
              glos ledzeppelin3 po prostu trafnie oddaje polskie podejscie do integracji. Smutne sad
              I jak tu nie tkwic w przekonaniu, ze emigracja jest jedyna szansa, zeby dac niepelnosprawnemu czlowiekowi mozliwosc godnego i szczesliwego zycia?
              • czarka77 historii ciąg dalszy 12.02.11, 10:51
                Babcia jest załamana, przepłakała 2 dni, potem zadzwoniła na skargę do znajomej, która poleciła naszą instytucję (stąd to wiem). Planuje nagłośnienie sprawy w mediach. Już zdaje się napisała do Anny Dymnej w sprawie nietolerancji, jaka spotkała jej wnuczkę. Bo przecież zajęcia były udane, dzieci i rodzice nie wyrażali niechęci. Tylko ja, właścicielka, i prowadząca zajęcia - okropne, nietolerancyjne bestie sad
                • jkk74 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 11:14
                  z góry przepraszam wszystkich, którzy się poczują urażeni, tym co napiszę poniżej - nie chodzi mi o poniżenie kogokolwiek ale o przejaskrawienie sytuacji...

                  czarko - niezależnie od tego co się wydarzy później powinnaś trzymać się swego zdania... skoro babcia przekazała ci pewne informacje na temat dziecka, to ty wyrobiłaś sobie pewien obraz - dziewczynka miała być nieduża, drobną osóbką z lekkim upośledzeniem, które co najwyżej wymaga zwiększonej uwagi, tymczasem zjawiła się u ciebie wielka, ciężka dziewucha wymagająca stałego nadzoru i opieki dorosłej osoby...
                  rozumiem rozgoryczenie babci, ale mam wrażenie po tym co teraz dopisałaś, że babcia zwyczajnie jest zmęczona i na siłę szuka KOGOKOLWIEK, kto zdejmie z niej ciężar zajmowania się niepełnosprawnym dzieckiem... tylko że wybrała kiepską metodę... zamiast poszukać miejsca gdzie są takie dzieci jak jej wnuczka a personel ma doświadczenie w opiece nad takimi dziećmi, szuka na siłę pomocy tak, gdzie pomoc może dostać acz nie musi...

                  sądząc po tym, że naprawdę szczerze chciałaś pomóc - wierzę, że mając pomoc z zewnątrz byłabyś gotowa i chętna stworzyć w swojej placówce miejsce dla dzieci takich jak ta dziewczynka... ale to wymaga pracy i nakładów finansowych... a nikt nie ma prawa oczekiwać od ciebie przysłowiowego "zarzynania się" tylko po to aby być w zgodzie z modą na tolerancję niepełnosprawnych...

                  chciałaś pomóc, wykazałaś maksimum dobrej woli - nie wyszło... trudno, zdarza się...
                  a jeśli sprawa faktycznie będzie nagłośniona - zrób wszystko aby dowiedzieć ile babcia zrobiła w sprawie integracji wnuczki, czy szukała w innych miejscach, jeśli tak to gdzie i dlaczego nie wyszło... i zadbaj o profesjonalnych opiniotwórców... takich którzy powiedzą jak powinna być przygotowana placówka mająca integrować dzieci zdrowe z niepełnosprawnymi oraz jak powinno wyglądać integrowanie dziecka ze społeczeństwem, w tym jak jest rola stałych opiekunów takiego dziecka...

                  choć znając życie powstanie tendencyjny reportażyk o babie nienawidzącej dzieci niepełnosprawne, a tak w ogóle to na pewno ta baba nie nienawidzi wszystkie dzieci, to po jaką cholerę im placówkę otworzyła, harpia jedna łasa na pieniądze wink (mam nadzieję że ironia zrozumiała smile)
                  • mruwa9 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 11:29
                    jkk, guzik wiesz o opiece nad dzieckiem niepelnosprawnym..czarka rowniez i dlatego wyszlo, jak wyszlo. Glowny problem to nie nadmierne oczekiwania babci, ale nieprzygotowanie personelu do prowadzenia zajec z dziecmi specjalnej troski. Fakt, nie kazdy musi, ale to moze jest sygnal, zeby w ramach dzswojej dzialalnosci taka grupe stworzyc, bo z pewnoscia jest zapotrzebowanie na rozne aktywnosci i zajecia dla dzieci, ktore najchetniej, dla swietego spokoju, zamkneloby sie w czterech scianach domu i niech tam sobie zgnija, nie narazajac tych lepszych ludzi na przykry obowiazek spotkan z soba? U nas szkolka jezdziecka utworzyla taka grupe, rewelacja! Nie- hippoterapia, ale zwykla szkolka jezdziecka dla dzieci z autyzmem, a w tej grupie jest i pelnosprawne rodzenstwo glownych uczestnikow. A i owe dzieci z autyzmem (niektore) uczestnicza z powodzeniem dodatkowo w zajeciach zwyklej szkolki jezdzieckiej dla dzieci pelnosprawnych (a mowie o autyzmie niskofunkcjonujacym, a nie o ZA).
                    • jkk74 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 11:41
                      mruwa a wiesz jakie są koszta stworzenia takiej dodatkowej grupy? smile
                      ano niemałe wbrew pozorom... i oczekiwanie, że psim obowiązkiem czarki jest stworzenie takowej, bo babcia chce akurat tu swoją niepełnosprawna wnuczkę posyłać jest zwyczajnie chamskie...
                      czarka pewnie porwała się z motyką na słońce pozwalając aby babcia przyprowadziła małą... ale nie brońmy babci wszelkimi siłami, bo ona sama zawaliła sprawę... przyszła do zwyczajnej placówki, a oczekuje super ośrodka przygotowanego do integracji upośledzonego dziecka...
                      jestem ZA integracją... czarka - sadząc po jej wpisach - również... i jestem gotowa założyć się o co chcesz, że przy odrobinie wsparcia czarka z powodzeniem stworzyłabym miejsce przyjazne dzieciom niepełnosprawnym i upośledzonym smile
                      • mruwa9 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 11:48
                        ale czarka prowadzi dzialalnosc komercyjna, nikt jej nie kaze doplacac do interesu. Tak samo, jak stworzyla grupe dla przedszkolakow, moze stworzyc zajecia dla dzieci specjalnej troski? Przeciez babcia nie oczekiwala, jak rozumiem, ulgowego finansowo traktowania? Nie miesci sie w glowie stworzenie takich zajec? No jasne, bo tak wyglada integracja po polsku- tak, jestem za, byle daleko ode mnie i byle mnie to bezposrednio nie dotyczylo.
                        Babcia IMHO nic nie zawalila. Chciala przetestowac taka ewentualnosc, nie wyszlo. Tylko , ze gdyby czarka nie wyjezdzala z tymi rzekomo delikatnymi uwagami, ze nie zyczy sobie obecnosci dziewczynki w grupie, to moze babcia sama doszlaby do wniosku, ze te zajecia to jednak nie to, nie w tej formie i nie w tej chwili, zamiast przeplakac 2 dni i miec nieodparte (aczkolwiek zrozumiale, przynajmniej dla mnie, jako matki dziecka specjalnej troski) odczucie, ze wlasnie , po raz kolejny, napluto jej w twarz.
                        • jkk74 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 12:16
                          mruwa smile no jak cię lubię tak proszę - nie broń zaciekle babci smile
                          wiem, że sympatyzuje z nią z racji podobnych problemów, ale czy ty skłamałabyś odnośnie swego dziecka byle tylko zgodzili się je przyjąć w takim czy innym miejscu opieki? smile
                          ano pewnie nie...
                          a babcia skłamała...

                          czarka prowadzi działalność komercyjną, i w związku z tym AKTUALNIE może nie mieć kasy na stworzenie takiej grupy - bo to nie kwestia zatrudnienia jednej dodatkowej pani, nieprawdaż? powinno być w takiej grupie więcej osób, z wykształceniem zaiste innym niż zwykłe przedszkolne... być może jakiś specjalista... być może jakieś specjalne meble, zabawki, wyposażenie stołówki itp... nie wiem więc nie będę się upierać...

                          piszesz, że babcia sama doszłaby do wniosku że to nie jest miejsce dla jej wnuczki... z tego co napisała czarka dzisiaj - babcia uważa że było SUPER, że dzieci i rodzice są absolutnie na TAK, tylko czarka nie chce... wredna, obrzydliwa, nieczuła baba smile

                          ktoś już to w tym wątku napisał - integracja nie powinna polegać na tym, że tracą na niej inni bo jest jedna dziewczynka upośledzona w grupie... to ma działaś w dwie strony... na chwilę obecną w placówce czarki nie zadziała, więc?

                          może babcia swoje siły skieruje na zapewnienie np dofinansowania czarce celem rozszerzenie oferty placówki o grupę integracyjną, taką z prawdziwego zdarzenia, zamiast pienić się w mediach?
                          czemu mam wrażenie, że czarce oberwie się, bo odważyła się spróbować? jakoś wcześniej babcia wojen nie toczyła, bo...? bo wcześniej nikt nie chciał nawet spróbować wymigując się brakiem miejsc, czasu, personelu itp itd?

                          mruwa uwierz mi na słowo smile - jestem ostatnią osobą, która chce zamknięcia osób niepełnosprawnych z dala od reszty społeczeństwa... ale uważam, że tak jak nie należy krzywdzić niepełnosprawnych odsuwaniem ich od normalnego życia, tak nie można krzywdzić zdrowych osób wciskaniem w ich otoczenie niepełnosprawnych nieprzystosowanych do danego otoczenia...
                          a że polskie społeczeństwo jest jakie jest, to integracja jest taka jaka jest... często bezmyślna, bezsensowna, źle zorganizowana, ludzie są nieprzygotowani psychicznie...
                          i widzę ten bezsens w swoim otoczeniu...

                          tak zupełnie OT - odnośnie niepełnosprawności fizycznej - nawet nie próbuje wypowiadać się w wątkach o tym jak ciężko jest matce z dzieciem w wózku poruszać się po mieście, urzędach itp... bo owszem często-gęsto łatwo nie jest, ale jak coś to wózek w łapki, podniosę, przeniosę... a taka osoba na wózku to co ma zrobić do cholery? nie wstanie i wózka se nie przeniesie prawda? i to mnie w dyskusji o barierach wkurza najbardziej... smęcą mamusie o swojej niedoli, ale już PRAWDZIWEGO problemu nie dostrzegają...

                          dobra zmykam smile bo mi młody marudzi smile

                          a tobie życzę takiej wytrwałości jak dotychczas smile i oby otoczenie ułatwiało ci życie zamiast je utrudniać i uprzykrzać...
                          i żeby nie było - zapraszam na kawę, razem z dzieckiem smile nie wiem jakie jest ale może uda się dogadać z moimi? syna mam 7-latka, córkę - tegoroczną komunistkę smile
                          fajne dzieciaki, kontaktowe, towarzyskie, opiekuńcze... krzywdy nie zrobią, zabawek nie pożałują smile
                          • mruwa9 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 12:27
                            Oczywiscie, to babcia ma biegac po urzedach i organizowac grupy u czarki dla dzieci specjalnej troski..bo opieka nad dzieckiem niepelnosprawnym, wymagajacym opieki 24 godziny na dobe to za malo obowiazkow.
                            Wiesz, jak ja odbieram te sytuacje? Ze babci wcale nie zalezy na tym, aby jej wnuczka uczestniczyla w zajeciach z dziecmi zdrowymi, po trupach i za wszelka cene. Tyle, ze nie ma alternatywy, albo tak, albo wcale. Na rynku jest ogromna luka w tej dziedzinie, bo dzieci niepelnosprawne..nie..to sie nie da.. to za drogo.. bo to bez sensu...bo one nic nie kumaja....
                            Nie istnieja zajecia pozaszkolne dla dzieci specjalnej troski. Jest to ogromny rynek do zagospodarowania. Nie ma chetnych, ktorzy by sie tym zajeli, jakos nikt nie kaze rodzicom dzieci zdrowych, zeby sami sobie organizowali szkolki plywackie czy ogniska muzyczne dla swoich dzieci, zeby sami biegali po urzedach, szukali lokali, personelu, dofinansowania, itd, itp, mimo, ze majac zdrowe, pelnosprawne i wspolpracujace dziecko jest zdecydowanie latwiej o czas i energie. Opiekun dziecka niepelnosprawnego, miedzy jedna a druga pielucha ma jeszcze biegac po urzedach w tej sprawie? tez chce miec mozliwosc wyboru zajec dla dziecka, ktore beda dostosowane do jego zainteresowan i mozliwosci. Ale takiego wyboru nie ma. Nie ma nic. Jest pustka. I komunikat- radz sobie sam. Naprawde uwazasz, ze tak jest w porzadku?
                            I byc moze tak jest, ze czarka to wredna, nieczula baba. Znamy relacje tylko jednej strony.
                            • jkk74 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 12:50
                              mruwa no nie jest... mało co jest sprawiedliwe na tym świecie...
                              ja po prostu uważam, że trzeba podejść do tematu uczciwie...
                              spytałam czy babcia dobrze zrobiła kłamiąc na temat wnuczki w rozmowie telefonicznej? według mnie - popełniła błąd...
                              masz rację - nie jest obowiązkiem babci organizowanie miejsc opieki dla dzieci takich jak jej wnuczka, ale za to na walkę z czarka siłę i czas ma? pytanie - co chce w ten sposób osiągnąć...

                              może się mylę, ale zorganizowanie placówki z zajęciami dla dzieci zdrowych to jednak mniejszy kłopot niż dla dzieci specjalnej troski... w pierwszym przypadku wystarczy wynająć duże mieszkanie w bloku, na parterze z dostępem do ogródka, do tego 3-4 osoby z umiejętnościami plastycznymi, muzycznymi, tanecznymi, jakiś język obcy, trochę mebelków, zabawek i już... sprostuj jeśli się mylę - ale dzieci specjalnej troski wymagają ciut więcej...
                              no i jeszcze jedno - czasy są jakie są... zdrowych dzieci weźmiesz w takim miejscu 10-15, dzieci z niepełnosprawnością piątkę no góra szóstkę... to jasne, oczywiste i logiczne...
                              ale każdy kto zdecyduje się na taką formę zarabiania pieniędzy wybierze opcję na której zarobi więcej... przykre to ale prawdziwe sad

                              i wierz mi - mnie też się to nie podoba...
                              • yogisia Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 19:46
                                jkk74 napisała:
                                > ale każdy kto zdecyduje się na taką formę zarabiania pieniędzy wybierze opcję n
                                > a której zarobi więcej... przykre to ale prawdziwe sad

                                A może zwyczajnie nie pomyśli o niepełnosprawnych? Nie ma z nimi styczności na codzień, w rodzinie, w sąsiedztwie? No, normalnie nie przyjdzie mu to do głowy. To przestępstwo?
                                • jowita771 Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 19:51
                                  To nie przestępstwo. Ale to, że nawet, jeśli pomyśli, to wybierze prowadzenie zajęć dla zdrowych dzieci, jeśli to przyniesie większe zyski, to też nie przestępstwo. Dla tej osoby to jest zarobek, ludzie maja prawo zarabiać na swoje utrzymanie.
                                  • yogisia Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 20:03
                                    Oczywiście. Tylko prawo mogłoby coś takiego narzucić, I się ponoć szykuje...
                        • yogisia Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 19:33
                          mruwa9 napisała:
                          > miec nieodparte (aczkolwiek zrozumiale, przynajmn
                          > iej dla mnie, jako matki dziecka specjalnej troski) odczucie, ze wlasnie , po r
                          > az kolejny, napluto jej w twarz.

                          Mruwa, znasz to, masz niepełnosprawne dziecko - powiedz z ręką na sercu - nie przyprowadziłabyś najpierw swojego dziecka do czarki a nie załatwiała sprawy przez telefon? Hm?
                          Poza tym - pewnie babcia ma inne odnośniki - to co zdrowym wydaje się dziwne, jej normalne, bo się przyzwyczaiła. W każdym razie nie takie to czarno-białe.
                        • vibe-b Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 08:33
                          mruwa9 napisała:

                          > ale czarka prowadzi dzialalnosc komercyjna, nikt jej nie kaze doplacac do inter
                          > esu. Tak samo, jak stworzyla grupe dla przedszkolakow, moze stworzyc zajecia dl
                          > a dzieci specjalnej troski?


                          TAk po prostu? Wyrazi zyczenie i bez problemu otworzy taka placowke? Nie potrzeba do tego jakichs kursow, licencji? To chyba tylko w polandzie czlowiek z ulicy moze otwierac specjalistyczne placowki, uczelnie i banki.
                          • mruwa9 Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 17:27
                            zaloze sie , ze nie potrzeba zadnych dodatkowych licencji, poza tymi, ktore sa w ogole wymagane do otwarcia placowki dydaktycznej. Przeciez czarka musiala spelnic jakies wymagania formalne, zeby otworzyc taka placowke? Nie wiem, jakie kryteria trzeba spelnic w Polsce, czy trzeba sie wykazac wyksztalceniem pedagogicznym i niekaralnoscia, zwlaszcza z paragrafow pedofilskich i o przemocy fizycznej/psychicznej? No to jesli spelnia sie kryteria , zeby w ogole dostac zgode na prace z dziecmi, to nie ma wiekszego znaczenia, jakie dzieci ma sie w grupie. To nie w papierach jest problem, tylko w braku dobrych checi.
                            • woman_in_love Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 18:05
                              Sluchaj, ale skoro to jest wszystko takie proste i tylko problemem jest nietolerancja, to moze wrocisz do PL, zalozysz tu taka placowke oswiatowa i bedziesz przyjmowac kazda osobe?

                              I za rok (a nawet 3 miesiace) tu wrocisz na forum, dasz linka, i udowodnisz jakimi jestesmy nieczulymi swiniami? I ze masz racje! A jaka bys miala satysfakcje!
                            • kawka74 Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 18:15
                              Nie wiem, jakie k
                              > ryteria trzeba spelnic w Polsce,

                              To może się dowiedz.
                              • guderianka Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 19:02
                                Widzisz mruwa, Polska to specyficzny kraj. Media wciąga się we wszystko, o wszystko można podac do sądu, ematka czeka by Ci dopitolic na forum a co dopiero ludzie, Myślisz, że w razie niepowodzenia prywatna placówka bez przygotowania do opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym a) zostałaby zamknięta b) nie zostałaby zamknięta
                                osobiście, gdybym miała dziecko z wyraźnymi potrzebami w zakresie opieki, pielęgnacji i edukacji NA PEWNO nie oddałabym do miejsca, które nie jest do tego przystosowane .
                              • mruwa9 Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 19:13
                                a po kiego sie mam dowiedziec? Nie jestem pedagogiem, do Polski wracac nie zamierzam i w zadnym kraju nie planuje otwierania placowek dydaktycznych. Niech sie dowiaduja ci, ktorzy sa z tym zwiazani zawodowo i biznesowo.
                                • kawka74 Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 19:27
                                  Zważywszy Twój poprzedni post, lepiej jednak będzie, jeśli trochę o tym poczytasz.
                                • guderianka Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 19:27
                                  Po to mruwa, by zabierając głos w dyskusji wiedzieć o czym ona jest. A jest o realiach polskich- a wszelkie inne są całkowicie oderwane od rzeczywistości
                    • guderianka Re: historii ciąg dalszy-mruwa 12.02.11, 16:00
                      Ale pitolisz.
                      Znasz powiedzenie ; bo w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało na raz ?
                      Jak możesz sugerować , że autorka powinna placówkę przystosować dla niepelnosprawnych? Nie jest to jej powołaniem, chęcią, kompetencją. To może niech każdy sie przebranżowi i zajmie się czym innym- wszak to takie łatwe i proste, wegetarianie niech otworzą firmę produkująca pasztet. A co ? Czemu nie ? I co z tego że nie chcą, nie potrafią, nie czuja potrzeby bo wolą robić pasztety z soczewicy? No bez przesady, jeszcze nigdy nic dobrego nie wyszło z działan na przymus.
                    • titta Re: historii ciąg dalszy 14.02.11, 21:10
                      Glowny problem to nie dobranie miejsca i grupy dzieci na zajecia, a nie nieprzystosowanie personelu. Czterolatki moga sie integrowac z innymi niepelnosprawnymi przedszkolakami, a nie z wyrosnieta dziewczynka tylko dlatego, ze ona jest dziecinna.
                • guderianka Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 15:56
                  Babcia chyba jednak po raz pierwszy ktoś próbował sprowadzić na ziemię. A media to oręż wszystkich teraz- wchodzących w psie goowna, oszukanych, zdradzonych..Eh. Brak słów.Współczuje Ci.
                • mgla_jedwabna Re: historii ciąg dalszy 12.02.11, 23:03
                  Nosz przecież nie tyle nie chcesz się podjąć, co nie możesz, nawet gdybyś chciała! Gdyby na zajęciach wnuczce coś się stało, babcia byłaby zapewne pierwsza z pretensjami.
              • ledzeppelin3 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 12:20
                mruwo, nie pierwszy raz atakujesz mnie personalnie. Zwykle z okazji karmienia piersiątongue_out. Nie będę tu przytaczać linków twoich chamskich ataków na mnie, bo szkoda czasu. Po prostu jesteś cholernie rozżalonym i poszkodowanym przez życie człowiekiem, który przez długie karmienie piersią rekompensuje sobie chorobę dzieci. Nic na to nie poradzę, a ode mnie osobiście się odstosunkuj. Nie jestem winna twoich niespełnień.
                • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 12:31
                  Nie, ledzeppelin, ja komentuje twoje wypowiedzi, a nie atakuje personalnie, a ty mnie obrazasz, nie znajac mnie ani mojej sytuacji. Niczego niczym sobie nie rekompensuje. Nie musze. Mam sie dobrze. I moja rodzina tez. EOT.
    • jkk74 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 10:51
      tak OT na fali niedawnego wątku o tym, że jak prywatna firma to można nie być tolerancyjnym - akurat chodziło o hotel i brak zgody na wynajęcie jednego pokoju dwóm mężczyznom - przypominam, że autorka ma PRYWATNĄ placówkę dla dzieci i w związku z tym może przyjmować kogo chce, ew nie przyjmować jak jej nie pasi...

      co do meritum - babcia umniejszyła problemy wnuczki licząc, że jak przyjdzie to będzie ok i dziecko znajdzie tu towarzystwo... pech chciał, że się nie udało...
      z wielu powodów, stan dziecka zupełnie nieadekwatny do opowieści babci jest tylko jednym z nich...
      szkoda dziecka - to fakt... jeśli autorka ma możliwość pomocy w znalezieniu odpowiedniego dla małej miejsca to ok... ale jeśli ma na to poświęcić iks czasu prywatnego to nie ma moim zdaniem takiego obowiązku...

      najbardziej uderzyło mnie to, że babcia obraziła się za uczciwość i stwierdziła, że mała nie potrzebuje indywidualnych zajęć a integracji z innymi dziećmi... wydaje się jednak - sądząc po opisie całej sytuacji - że dziecko do integracji w ogóle nie jest gotowe... może nie jestem w temacie obeznana ale chyba żadne niepełnosprawne dziecko nie jest pakowane od tak bez przygotowania do grupy dzieci zdrowych... bo musi się integrować...
      • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 11:07
        a mozesz zdefiniowac, co rozumiesz pod haslem "dziecko do integracji nie jest gotowe"? I jak, wedlug ciebie, powinno owo przygotowanie wygladac? To niepelnosprawne dziecko ma sie przygotowywac? Czy dzieci zdrowe? Czy moze personel? Albo opiekunowwie niepelnosprawnego dziecka?
        uzywasz hasel, ktorych wydzwiek jest klarowny- niepelnosprawni- spadac do buszu.
        • jkk74 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 11:27
          ale ja jestem jak najbardziej ZA integrowaniem społeczeństwa zdrowego ze społeczeństwem niepełnosprawnym, bo póki co w POLSCE to są DWA oddzielne światy...
          i wiem że ten podział boli bardzo...

          po prostu patrząc na zachowanie babci odniosłam wrażenie że w tym konkretnym przypadku jest tak, że dziecko do tej pory siedziało w domu z ową babcią, ale babcia jest już zmęczona i chce oddać wnuczkę gdziekolwiek, tylko że nie widzi jej niepełnosprawności w taki sposób w jaki widzą ją inni... jest przekonana, że ma jedynie słuszną rację a inni po prostu nienawidzą jej wnuczki...
          dziecko ma 10 lat - pytanie ile czasu z tych 10 lat spędziło GDZIEKOLWIEK poza domem i poza towarzystwem najbliższych czyli owej babci, rodziców czy ew rodzeństwa...

          jak zaczynasz przygodę ze żłobkiem, przedszkolem, czy choćby nianią to też (o ile sytuacja nie jest totalnie podbramkowa) zaczynasz od krótkiego czasu, potem coraz dłuzej i dłużej... na początku zostajesz z dzieckiem, jesteś w pobliżu, dopiero po krótszym lub dłuższym czasie znikasz z pola widzenia...
          odniosłam wrażenie że tutaj tego nie było...

          poza tym - ponad wszystko zawaliła sprawę babcia - SKŁAMAŁA najzwyczajniej odnośnie stanu i wyglądu dziecka oraz ilości uwagi jaką trzeba mu poświęcić... bo tak jak napisałam co innego drobna, szczupła dziewczynka z lekkim upośledzeniem, na którą trzeba zwyczajnie częściej spojrzeć, zachęcić do wspólnej zabawy itp a co innego wielka, silna dziewucha, która nie kontroluje swoich odruchów, nie zna granic i wymaga obecności osoby dorosłej non stop...
          pierwszy obraz wynikał z opowieści babci, drugi to rzeczywistość jaką zobaczyła autorka wątku...
          • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 11:34
            jestes niesprawiedliwa. Znasz relacje tylko jednej strony. Po drugie, babcia nie ODDALA dziecka tylko aktywnie uczestniczyla w zajeciach (przeczytaj pierwszy post), a znajac z autopsji wysilek, jakiego wymaga uczestnictwo z dzieckiem specjalnej troski w jakichkolwiek zajeciach pozadomowych i pozaszkolnych (od wyjscia do kosciola czy na zakupy poczawszy) wiem, ze babcia nie zabrala tam wnuczki dla wlasnej wygody i odciazenia siebie , tylko zrobila to wylacznie dla dziecka, dla jego przyjemnosci , rozwoju i stymulacji. Z autopsji wiem, ze znacznie latwiej i wygodniej jest po prostu siedziec z dzieckiem w domu. Kazde glupie wyjscie za prog (doslowne) kosztuje niewyobrazalnie duzo sil i energii i wymaga naprawde ogromnej motywacji ze strony opiekunow. Ty tego nie wiesz, ja wiem.
            • jkk74 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 11:50
              być może jestem w mojej ocenie niesprawiedliwe, ale uderzyła mnie rozbieżność między tym co można wyobrazić sobie na podstawie rozmowy telefonicznej z babcią a stanem faktycznym...
              i to w dużym stopniu wpływa na moją ocenę całej sytuacji...

              co do reszty... faktem jest, że nie mam dziecka niepełnosprawnego czy upośledzonego...
              mam dwoje zdrowych i wiedząc ile swego czasu wymagało wysiłku wyjście z nimi z domu, mam (pewnie blade, ale jednak) jakieś pojęcie o tym jak ciężko jest rodzicom takich dzieci... i szczerze całym sercem podziwiam za cierpliwość, wytrwałość, siłę ducha, chęć do żmudnej pracy... naprawdę podziwiam...

              i też uważam, że do organizowania czasu i zajęć takim dzieciom trzeba mieć odpowiednią wiedzę, doświadczenie, możliwości, chęci... u czarki widzę dobre chęci... zabrakło całej reszty, ale czy taki rozwój w tej konkretnej sytuacji jest tylko i wyłącznie winą czarki?
              • mruwa9 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 12:02
                znamy tylko i wylacznie relacje jednej strony, w ktorej interesie (co naturalne) jest przedstawic siebie w jak najlepszym swietle. Dlatego jestem ostrozna w wyciaganiu wnioskow.
              • gorgona_1 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 12:15
                Wyjście za próg z dzieckiem z niepełnosprawnością intelektualną oznacza konieczność publicznego radzenia sobie z problemami, które u zdrowych dzieci nie występują, które u z drowych dzieci w określonym wieku przestają się zdarzać, które inaczej są odbierane w przypadku ślicznych, zdrowych aniołków, które dziecku z NI nie zdarzają się w domu, które temu dziecku już dawno się nie zdarzyły itd.
                Czym innym jest pilnowanie, żeby zdrowy 2-latek nie zrzucił czegoś z półki w sklepie i czym innym, żeby nie zrobiła tego wielka, zaśliniona, wydająca nieartykułowane dźwięki dziewucha. A za próg wychodzić trzeba, bo inaczej pewnych w miarę akceptowalnych zachowań społecznych dziecko nigdy sie nie nauczy. I za próg wychodzić się chce, więc się ten wysiłek podejmuje.
            • jowita771 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 12.02.11, 13:35
              > jestes niesprawiedliwa. Znasz relacje tylko jednej strony. Po drugie, babcia ni
              > e ODDALA dziecka tylko aktywnie uczestniczyla w zajeciach (przeczytaj pierwszy
              > post), a znajac z autopsji wysilek, jakiego wymaga uczestnictwo z dzieckiem spe
              > cjalnej troski w jakichkolwiek zajeciach pozadomowych i pozaszkolnych (od wyjsc
              > ia do kosciola czy na zakupy poczawszy) wiem, ze babcia nie zabrala tam wnuczki
              > dla wlasnej wygody i odciazenia siebie , tylko zrobila to wylacznie dla dzieck
              > a, dla jego przyjemnosci , rozwoju i stymulacji.

              Ty tez przeczytaj jeszcze raz pierwszy post. Czarka napisała, że to są zajęcia, których celem jest nauczenie dzieci czegoś, a tę konkretna lekcję trzeba było zmieniać pod kątem nowej uczestniczki.
              Moja córka chodzi na balet, płacę za te zajęcia i to niemało. I córka ma z nich coś wynieść. I jeśli ktoś przyprowadzi na te zajęcia dziecko niepełnosprawne, to nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że moje dziecko skorzysta na zajęciach nie mniej, niż do tej pory. Bo inaczej nie będę za to płacić, tylko poszukam innej placówki.
    • woman_in_love tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 12:31
      Podsumowanie:
      1) Czarka77 prowadzi placówkę edukacyjną. "Placowki edukacyjne" zaklada sie wlasnie po to, zeby uniknac roznych restrykcyjnych przepisow zwiazanych z prowadzeniem przedszkoli, czyli obnizyc koszty.
      2) Zapewne w zwiazku z tym, czarka77 ma tez "tansza" kadre calkowicie nieprzystosowana do prowadzenia zajec z osobami niepelnosprawnymi. Poniewaz zostala oszukana przez babcie ("dziecko jest nieznacznie upośledzone", "fizycznie niemal się nie odróżnia") wiec zaryzykowala bo chciala pomoc. Zazwyczaj proby pomocy sa karane: pomoc bitym przez meza-alkoholika sasiadkom konczy sie zle, pomoc niepelnosprawnym konczy sie tez jak widac zle (tutaj obsmaruja autorke w jakims reportazu).

      Nie krytykuje istnienia wszelkiej masci "placówek edukacyjnych". To swietne rozwiazania, ktore sa wynikiem braku systemowych rozwiazan zwiazanych z przedszkolami i zlobkami.

      Wszelcy tolerancyjni i imigranci jak mruwa powinni sobie zdawac sprawe z tego, ze w kazdym kraju integracja niepelnosprawnych jest jednak finansowana poza prawami rynku. Owszem mozna wymusic prawnie podjazd dla niepelnosprawnych czy ulatwienia dla nich w WC - ale najczesciej przydziela sie potem na to i tak dotacje lub znizki podatkowe.
      Dodatkowa opieka w postaci kadry potrafiacej wspolpracowac z niepelnosprawnymi (specjalisci z danej dziedziny, np. fizykoterapeuta czy masazysta, psycholodzy itp.) jest juz jednak dotowana - przez dotacje UE, samorzady czy wszelkiej masci fundacje (popularne zwlaszcza w USA).

      I tolerancja czy nietolerancja nie ma nic do rzeczy. Wrecz powinien byc zakaz przyjmowania do pseudoprzedszkoli osob niepelnosprawnych, chyba ze te instytucje maja odpowiednich specjalistow (czyli instytucje te spelniaja jakies kryteria), ktorzy moga naprawde pomoc, a nie zaszkodzic.
      • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 12:42
        woman_in_love napisała:

        . Wrecz powinien byc zakaz p
        > rzyjmowania do pseudoprzedszkoli osob niepelnosprawnych, chyba ze te instytucje
        > maja odpowiednich specjalistow (czyli instytucje te spelniaja jakies kryteria)
        > , ktorzy moga naprawde pomoc, a nie zaszkodzic.


        IMHO powinien byc zakaz otwierania placowek "dydaktycznych", ktore dopuszczaja kryterium sprawnosci/niepelnosprawnosci jako kryterium przyjecia.. Albo ktos otwiera placowke oswiatowa , spelniajaca wszelkie wymogi profesjonalnej placowki, albo do widzenia.
        • woman_in_love Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 12:53
          Bzdura i tyle. Znow wylazi z ciebie tolerancyjny faszyzm.

          Na rynku jest miejsce dla wielu podmiotow.
          Zarowno profesjonalnych w jakims ograniczonym zakresie placówek edukacyjnych, jak i full profesjonalnych placowek typu przedszkola. To nie te placowki powinny dopuszczac kryterium
          sprawnosci/niepelnosprawnosci jako kryterium przyjecia tylko prawo powinno im ograniczac
          swiadczenie takich uslug gdy nie spelniaja odpowiednich kryteriow np. kadrowych).

          Na twoim kochanym zachodzie tez tak jest, ale tam albo samorzady maja obowiazek dotowania takich placowek i integracji niepelnosprawnych (wiec zawsze w okolicy jest taka placowka), albo robia to same bo boja sie wyborcow, albo placowki moga sie starac o dofinansowanie czy granty z fundacji. Jak dostana to swiadcza, a jak nie to nie, bo ich nie stac i zawsze moga odmowic w przypadku braku odpowiedniej kadry.
        • jkk74 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 12:59
          dopiszę jeszcze
          IMHO powinien być zakaz prowadzenia firm, które dopuszczają kryterium sprawności/niepełnosprawności jako kryterium przyjęcia do pracy. Albo ktoś otwiera firmę i zatrudnia ustawowe minimum osób niepełnosprawnych (najlepiej niech to będzie co najmniej połowa) i stwarza im modelowe warunki do pracy, albo do widzenia.

          mruwa - podchodzisz do tematu zbyt emocjonalnie... czarka ma prywatną firmę i nic nikomu do tego jak ją prowadzi, dopóki robi to zgodnie z przepisami prawa polskiego...
          woman dobrze napisała - na zachodzie instytucje mające wśród podopiecznych czy pracowników osoby niepełnosprawne dostają pomoc od państwa lub instytucji typu fundacje... w Polsce tego nie ma... można próbować walczyć o środki unijne, ale łatwo nie jest...

          i powiedz mi jeszcze - czy na zachodzie naprawdę WSZYSTKIE placówki typu żłobki, przedszkola, szkoły itp są dostosowane do wszystkich typów niepełnosprawności tak fizycznej jak i intelektualnej? WSZYSTKIE???
          bo taki obraz próbujesz nam pokazać, a to chyba jednak aż tak różowo nie wygląda...
          • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 13:09
            Prawo mozna zmienic. I moim zdaniem powinno sie je zmienic na bardziej nastawione antydyskryminacyjnie. jednoczesnie sprzezyc je z prawem odnosnie finansowania opieki i edukacji osob niepelnosprawnych. To samo odnosnie stanowisk pracy. Mam w najblizszej rodzinie osobe z tetraplegia (porazenie czterokonczynowe). Osoba ta nie tylko pracuje zawodowo, bedac glownym zywicielem rodziny (oczywiscie pracodawca MUSIAL przystosowac jej stanowisko pracy do specyficznych wymagan osoby, ktora ma niesprawne rece) i placi podatki, ale skonczyla , juz na wozku, 2 fakultety. A przeciez moglaby siedziec w domu i ogladac glupie sitcomy, ginac od odlezyn.
            Nie moge wypowiadac sie za caly Zachod, ale za miejsce, w ktorym zyje- tak, kazde przedszkole przyjmie dziecko specjalnej troski. Kazde dziecko (o ile nie jest lezace pod respiratorem). Dziecko dostanie swojego opiekuna w pelnym lub niepelnym wymiarze godzin, zaleznie od indywidualnych potrzeb, a sam lokal mozna doposazyc w sprzet, jesli jest taka koniecznosc.
            • woman_in_love Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 14:58
              Ale poki co, to nie wina autorki watku, ze ja nie stac na przyjecie osoby w duzym stopniu niepelnosprawnej, wiec po co ta cala gadka o nietolerancji.
              Bez pomocy z zewnatrz (panstwo, UE, fundacje) nie da sie zrobi zbyt wiele.
              Chyba ze rodzice pozostalych dzieci zgodza sie na wyzsze oplaty, zeby w ten sposob ufundowac dodatkowego, dedykowanego opiekuna.
              • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:19
                woman_in_love napisała:

                > Ale poki co, to nie wina autorki watku, ze ja nie stac na przyjecie osoby w duz
                > ym stopniu niepelnosprawnej, wiec po co ta cala gadka o nietolerancji.

                Babci dziecka wina tez nie.
                A jak by nie bylo, babcia asystowala wnuczce, wiec nie bylo koniecznosci angazowania dodatkowego personelu. Zreszta nie twierdze, ze taka forma uczestnictwa w zajeciach byla optymalna, ale chodzi o to, ze alternatywy nie ma. I nie bedzie, patrzac na opor materii.
                • verdana Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:26
                  Jak to "nie ma alternatywy". W Polsce jest obowiązek szkolny, zatem 10-letnia dziewczynka jest nim objeta. Czyli nalezy się jej miejsce w szkole specjalnej, co nie jest rzeczą "nie do załatwienia".
                  Jeśli chodzi o zajęcia pozalekcyjne, dodatkowe - to nie wszystkie musza być dostosowane do potrzeb dzieci specjalnej troski. Co nie oznacza, ze nie powinno byc również takich, ktore te dzieci przyjmują.
                  Nie bardzo rozumiem działania babci - czyżby nie zdbała o to, aby dziesięciolatka chodziła do szkoły?
                • jowita771 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:26
                  Ale przeczytaj jeszcze raz, co autorka napisała w pierwszym poście - to są zajęcia, które mają czegoś uczyć, a dziewczynka dezorganizowała je. Nie może być tak, że ktoś płaci za coś, a potem tego nie dostaje, bo ważniejsza jest integracja innego dziecka.
                  • verdana Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:36
                    Problem w tym, ze żadne zdrowe dziecko też nie moze uczesniczyć w dowolnych zajęciach edukacyjnych. Niezgrabne i niezborne w ruchach raczej nie dostanie się na tańce, ktore służą nie tylko zabawie, ale mają na celu przygotowanie do szkoły baletowej, dziecko bez glosu nie zostanie przyjęte do chóry, dziecko niezbyt zdolne - do części prywatnych podstawówek itd. Moje dzieci nie mają szans na przyjęcie do kółka polonistycznyego,, bo są dysortografikami.
                    Nie zawsze niemożność uczestniczenia we wszystkim, co dostepne dla innych to dyskryminacja. Dyskryminacją jest brak możliwości - gdyby wnuczka tej babci nie mogla w ogole iść do szkoły, ani uczestniczyć w żadnych zajęciach z innymi dziećmi. Nie w jednych, konkretnych, wybranych przez babcię.
                    • bi_scotti Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 00:30
                      verdana napisała:

                      > Problem w tym, ze żadne zdrowe dziecko też nie moze uczesniczyć w dowolnych zaj
                      > ęciach edukacyjnych. Niezgrabne i niezborne w ruchach raczej nie dostanie się n
                      > a tańce, ktore służą nie tylko zabawie, ale mają na celu przygotowanie do szkoł
                      > y baletowej, dziecko bez glosu nie zostanie przyjęte do chóry, dziecko niezbyt
                      > zdolne - do części prywatnych podstawówek itd. Moje dzieci nie mają szans na pr
                      > zyjęcie do kółka polonistycznyego,, bo są dysortografikami.
                      > Nie zawsze niemożność uczestniczenia we wszystkim, co dostepne dla innych to dy
                      > skryminacja. Dyskryminacją jest brak możliwości - gdyby wnuczka tej babci nie m
                      > ogla w ogole iść do szkoły, ani uczestniczyć w żadnych zajęciach z innymi dzieć
                      > mi. Nie w jednych, konkretnych, wybranych przez babcię.

                      Verdano, nie mozna W POLCE - w wiekszosci cywilizowanych krajow swiata MOZNA, bo z zalozenia placowki SA PRZYGOTOWANE na przyjecie calego spektrum dzieci od super zdolnych w czyms tam do niepelnosprawnych fizycznie badz intelektualnie - to dotyczy placowek zajmujacych sie zajeciami rekreacyjnymi a o takich chyba mowa w pierwszym poscie. Ja wiem, ze w PL tak jeszcze nie jest i satd chyba cala dyskusja - brak przygotowania programu i personelu na przyjecie dzieci "innych" (cokolwiek pod te innosc nie podlozymy) i od tego jest ustawodawca zeby prowadzacy takie placowki/zajecia zobowiazac do zabezpieczenia mozliwosci uczestnictwa WSZYSTKIM ZAINTERESOWANYM. Skoro takiego ustawodawstwa jeszcze w PL nie ma, to nalezy zabiegac o to aby zaistnialo i zapewne rodziny wszystkich "innych" dzieci beda to czynic. Polska, na szczescie sie zmienia, zmienia sie raczej na lepsze wiec nalezy miec nadzieje, ze "tolorencja" dla innosci bedzie sie przejawiac nie tylko w pustych deklaracjach ale rowniez w ustawodawstwie i w praktycznych rozwiazaniach. Serdecznie zycze opisywanej tu babci wystarczajacej hucpy zeby zrobila duzy szum wokol sprawy na cala Polske - tylko dzieki mediom wiele spraw da sie zalatwic w miare szybko! Przykre to, ale wciaz prawdziwe i skuteczne smile
                      • jowita771 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 06:45
                        > Verdano, nie mozna W POLCE - w wiekszosci cywilizowanych krajow swiata MOZNA, b
                        > o z zalozenia placowki SA PRZYGOTOWANE na przyjecie calego spektrum dzieci od s
                        > uper zdolnych w czyms tam do niepelnosprawnych fizycznie badz intelektualnie -
                        > to dotyczy placowek zajmujacych sie zajeciami rekreacyjnymi a o takich chyba mo
                        > wa w pierwszym poscie. Ja wiem, ze w PL tak jeszcze nie jest i satd chyba cala
                        > dyskusja - brak przygotowania programu i personelu na przyjecie dzieci "innych"
                        > (cokolwiek pod te innosc nie podlozymy) i od tego jest ustawodawca zeby prowad
                        > zacy takie placowki/zajecia zobowiazac do zabezpieczenia mozliwosci uczestnictw
                        > a WSZYSTKIM ZAINTERESOWANYM.

                        Bi_scotti, ale wyobraź sobie grupę dziewczynek ćwiczących pływanie synchroniczne. Idzie im świetnie, jeżdżą na zawody, dobrze rokują. I do tej grupy chce dołączyć osoba niepełnosprawna, która nie będzie nigdy w stanie wyćwiczyć takich umiejętności, jakie mają te zdrowe dzieci, ale chce koniecznie do tej grupy należeć. I co, należy na to pozwolić, bo integracja ważniejsza niż wszystko? A te zdrowe dzieci mają szanse na udział w olimpiadzie w przyszłości, dlaczego mają z tego rezygnować? Są grupy, do których można wprowadzić osoby niepełnosprawne, a są takie, do których się nie powinno. Zdrowe dzieci też mają prawo do rozwoju swoich talentów.
                        • kooreczka Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 08:10
                          Albo nie idąc tak daleko- dziecko kompletnie bez słuchu chce dołączyć do konkursowej orkiestry w szkole muzycznej. Przyjmujemy, czy raczej odsyłamy na zajęcia rekreacyjne?
                        • bi_scotti Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 14:14
                          jowita771 napisał:

                          > > Verdano, nie mozna W POLCE - w wiekszosci cywilizowanych krajow swiata MO
                          > ZNA, b
                          > > o z zalozenia placowki SA PRZYGOTOWANE na przyjecie calego spektrum dziec
                          > i od s
                          > > uper zdolnych w czyms tam do niepelnosprawnych fizycznie badz intelektual
                          > nie -
                          > > to dotyczy placowek zajmujacych sie zajeciami rekreacyjnymi a o takich ch
                          > yba mo
                          > > wa w pierwszym poscie.

                          Jowito, z calym szacunkiem, ale skoro cytujesz moja wypowiedz, to zwroc uwage na WSZYSTKIE szczegoly smile Ja pisze o PLACOWKACH OFERUJACYCH ZAJECIA REKREACYJNE a nie trening nastawiony na sukcesy sportowe czy wszelkie inne, bo jesli osoba niepelnosprawna jest zainteresowana w braniu udzialu w takich, to nalezy jej znalezc nie tylko specjalne miejsce ale przede wszystkich WYKFALIFIKOWANEGO trenera/instruktora, ktory np. pomoze w dojsciu do formy olimpijskiej czy na jaka tam osoba ma ambicje. Wiec jeszcze raz: placowki szkolne, pozaszkolne, komunalne, miejskie, wiejskie i wszelkie inne, ktore swiadcza "uslugi dla ludnosci" w zakresie wszelkaich zajec REKREACYJNYCH dla dzieci, mlodziezy, doroslych, osob starszych powinny byc USTAWOWO zobowiazane i przez to gotowe pod kazdym wzgledem do uwzglednienia potrzeb WSZYSTKICH CHETNYCH przychodzacych z ulicy: wyzszych, nizszych, kulawych, obslinionych, zezowatych, jakajacych sie, slabszych, mocniejszych, ze sluchem muzycznym lub bez, piegowatych i nawet tych bez poczucia humoru lub z zatracona wiara w czlowieka. I od tego jest ustawodawca zeby chronic prawa wszystkich chetnych i wymuszac na oferujacych tego typu uslugi akomodacje tychze chetnych.
                          O super-specjalistycznych treningach czy para-zawodowych klubach tu nie rozmawiamy, bo to "insza inszosc"!
                          • woman_in_love Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 17:39
                            Zmuszanie prawne do czegos musi sie wiazac z odpowiednia rekompensata i pomoca.

                            Nadmierne restrykcje co do przedszkoli (bez wspolfinansowania tych restrykcji) spowodowalo, ze zaczely powstawac placowki przedszkolne i klubiki dla dzieci zeby obejsc te restrykcje.
                            Jesli dorzucimy im dodatkowe restrykcje, to placowki przedszkolne znikna a pojawia sie "nianie", ktore zaczna opiekowac sie kilkorgiem dziecmi we wlasnym domu - oczywiscie dziecmi "znajomych". Wiec nic sie nie zmieni. Ewentualnie powstana specjalistyczne placowki przedszkolne, zajmujace sie np. "specjalistycznym ksztalceniem dzieci uzdolnionych plastycznie" gdzie bedzie obowiazywal egzamin z rysunku i tez niepelnosprawny sie tam nie dostanie. A chyba nie o to chodzi?
                            • bi_scotti Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 19:31
                              Zakochana Kobieto (jakze odpowiednio na dzisiejszy dzien smile ), staram sie myslec o Polakach i traktowac ich z takim samym szacunkiem z jakim traktuja sie wzajemnie inne nacje - nie odbieraj mi tego przywileju wink Nie chce i bede zakladac, ze jedynym pomyslem na to, co zrobic z odpowiednim przepisem bedzie w PL wlozenie wysilku w obchodzeniu go! Szczegolnie jesli przepis bedzie rozsadnie sformulowany, da ludziom czas na wprowadzenie go w zycie, pojawia sie mozliwosci konsultacji i wsparcia we wprowadzaniu przepisu w zycie itd.
                              Jeszcze raz powtorze pytanie, ktore zdaje sie zadaje w tym watku nie ja jedna: jak to jest, ze w innych miejscach swiata "mozna" a w PL "nie mozna" albo nawet gdyby bylo "trzeba" to i tak wiekszosc bedzie szukac furtki pozwalajacej sie od tego wymigac? Attitude?
                              Z wlasnego doswiadczenia z moim synem i z wieloletniej pracy w szkolach wiem, ze tak naprawde do tego zeby zapewnic accomodation roznych potrzeb roznych dzieci NIE TRZEBA WIELE - wiele trzeba DOBRYCH CHECI (autentycznych dobrych checi a nie tylko deklaracji) ale poza tym to juz tylko zyczliwosci i cierpliwosci. No, kurcze, dlaczego ma byc o ten "towar" trudniej akurat w PL???
                              • guderianka Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 19:41
                                Bi_scotti - bo u nas nie ma kasy. Mało jest nowych szkół i przedszkoli- a te co są nie sa dostosowane architektonicznie na potrzeby dzieci niepełnosprawnych ruchowo, niewidomych. itp Przedszkola i szkoły to w większości pokłosie akcji " tysiąclecie"- a więc małe i ciasne. Poza problemem budynków- brakuje doświadczonej kadry, wbrew temu co się tutaj pisze NIE KAŻDY może uczyć i opiekować się dzieckiem z dysfunkcją- tutaj dzieciaki z n.ruchową to najmniejszy problem. Brakuje kadry by zająć się odpowiednio dziećmi z ZD, lekkim upośledzeniem umysłowym, tyflopedagogów,mpdz i in. Nie tylko nie ma kadry- nie ma kasy na pomoce naukowe - w Polsce nie drukuje sie w cyklu standardowym lektur i podręczników szkolnych w Brailu, nie ma kasy na gabinety SI, nie ma kompetencji. Za to są postawy 1) roszczeniowie i gdy tylko coś nawali zamiast życzliwości sa problemy 2)kultury - w postępowaniu z niepełnosprawnymi zarówno dziećmi jak i dorosłymi 3)integracji, która w Polsce nie istniała i ktora jest wprowadzana- rozumiesz? Inność nie jst czyms do czego ludzie przywykli, trzeba wprowadzić dopiero tolerancję i akceprację, niejako na przymus. Napisałam czego nie mamy a teraz napiszę Co co mamy ; Mamy NFZ, ZUS, 153zł zasiłku pielęgnacyjnego i minister Hall.
                      • yogisia Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 19:27
                        bi_scotti napisała:
                        > w wiekszosci cywilizowanych krajow swiata MOZNA, b
                        > o z zalozenia placowki SA PRZYGOTOWANE na przyjecie calego spektrum dzieci od s
                        > uper zdolnych w czyms tam do niepelnosprawnych fizycznie badz intelektualnie -
                        > to dotyczy placowek zajmujacych sie zajeciami rekreacyjnymi a o takich chyba mo
                        > wa w pierwszym poscie.
                        (podkreśliłam ja, yogisia)

                        Obyśmy do takiego stanu doszli! Oczywiście rozumiem zakaz występów w balecie Opery Wiedeńskiej dla dzieci z mpdz, ale przedszkolne kółeczko why not? Rzeczywiście byłoby miło... mam nadzieję, że tego dożyję smile
                  • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:41
                    ale ja nie twierdze, ze uczestnictwo dziewczynki w tych zajeciach bylo dobrym pomyslem. Twierdze jedynie, ze dzieci niepelnosprawne nie maja szans na jakiekolwiek zajecia pozaszkolne, aktywnosci, bo takie propozycje, adresowane do nich, po prostu nie istnieja. Bo zawsze znajdzie sie tysiac powodow , dlaczego sie nie da. Nie dla psa kielbasa. A szkoly zycia bardziej przypominaja przechowalnie dzieci, niz placowki dydaktyczne. Mam znajomych, ktorzy w takich szkolach pracuja lub pracowali, na wlasne oczy tez ogladalam, jak wygladaja "lekcje": pani stoi w drzwiach i noga zastawia dzieciom droge ucieczki,a dzieci robia , co chca. Dopoki nie leje sie krew, nikt nie ingeruje. Ze stymulacja rozwoju i nauka niewiele ma to wspolnego.
                    • jowita771 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:50
                      Ale z tego, co napisała autorka, babcia zwróciła się przeciwko niej. A to nie autorki wina, że te zajęcia nie są dla tego konkretnego dziecka.
                      Miałam w podstawówce koleżankę z wadą słuchu. Pani od muzyki zaniżała jej ocenę ze to, że brzydko śpiewa i nie ma słuchu. Uważam, że to granda, bo to była normalna podstawówka, a lekcje muzyki obowiązkowe. Jednak gdyby ta sama koleżanka się uparła, ze chce należeć do chóru i się przy tym upierała, to byłoby to nieporozumienie, bo taki chór z zasady jest dla tych, którzy są obdarzeni jakimś tam, mniejszym lub większy, talentem muzycznym.
                      Tu babcia dziewczynki niepotrzebnie się upiera, widzi tylko potrzeby swojej wnuczki, a reszty jakoś nie zauważa. Być może te zajęcia wyszłyby na dobre jej wnuczce, ale reszta dzieci by na tym straciła, a istotą tych konkretnych zajęć jest co innego, nie integracja osób niepełnosprawnych.
                    • verdana Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 16:08
                      Niektóre szkoly zycia - m.in. jedna niedaleko mnie, są b. dobre. Wcale nie są przechowalniami, stale widuje dzieci z tej szkoły na przystanku - jeżdżą do kina, do muzeum. Znajoma ma dziecko w tej szkole i jest zachwycona. Pewnie, ze niektore są do d..., ale naprawde jest pewna zmiana na lepsze - nalezy walczyć, aby szkoły specjalne były coraz bardziej dostosowane do potrzeb dzieci.
                      Zajęcia pozalekcyjne - z moimi dziećmi na malarstwo chodziły dzieci uposledzone, było OK. Problem jednak w tym, ze nalezy też dążyć do tworzenia zajęć i integracyjnych i dostosowanych do potrzeb niepełnosprawnych, a nie oczekiwać, zę wszystkie zajęcia mają być otwarte dla wszystkich dzieci. To niemozliwe - i dlatego, ze wymaga jednak pewnego przygotowania kadry (instruktorka tańca nie musi znać się na pedagogice specjalnej) i dlatego, ze obie strony musza sie na zajęciach czegoś nauczyć. To babcia w tym wypadku potraktowała zajęcia jako przechowalnię dla wnuczki, przecież zdawała sobie sprawę, ze dziecko nie bedzie z nich korzystało, bo nie są dostosowane do jego poziomu.
                • woman_in_love Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:39
                  Po pierwsze "babcia asystowala wnuczce" - ale to ja mam pytanie czy powinna? Czy ona miala przygotowanie do pracy z innymi dziecmi? Czy tej konkretnie babci dala bys pod opieke swoje dzieci gdyby chciala u ciebie pracowac jako opiekunka? Moze ona sie kompletnie do tego nie nadaje?
                  Po drugie, nawet gdyby tam byla za darmo, to co by powiedziala kontrola PIP, gdyby na to przyszla. Czy autorka watku nie musialaby zaplacic kary za zatrudnianie na czarno + wyrownanie dla ZUS, US itp. itd..? Jak by na to spojrzal sad pracy?

                  Nie wiem czyja to wina, ale raczej takiego drobnego przedsiebiorcy jak autorka raczej tez nie. W PL na przedsiebiorcow naklada sie bardzo duze obowiazki i to nie jest tak, ze wszyscy jezdza Maybachami. W duzej czesci jest tak, ze oni ledwo co sie utrzymuja lub biora nawet pozyczki na podatki i ZUS. Zapewne Biedronke, KGHM, banki, firmy farmaceutyczne, domy weselne + pare innych branz, ktore maja bardzo wysoka RENTOWNOSC stac na taka pomoc, ale placowki przedszkolne niekoniecznie. Wiec przestancie za przeproszeniem wyciagac lapy po nie swoje. Idzcie do tych, ktorzy rzeczywiscie moga pomoc. A przede wszystkim do panstwa.

                  Ja mam naprawde bardzo duza zyczliwosc do osob pokrzywdzonych przez los, dopoki nie okazuja sie nachalnie roszczeniowe tak jak ty. W PL mamy jeden z najwyzszych podatkow VAT i akcyze na swiecie. Wobec firm stosuje sie niekorzystne przepisy podatkowe, a ilosc urzednikow/radnych/samorzadowcow/poslow na 1 mieszkanca jest wyzsza niz gdzie indziej.
                  Chcecie cos zmienic? Idzcie pod sejm. Niech ustawowo ogranicza np. ilosc samorzadowcow i radnych, jednoczesnie nakladajac na te samorzady obowiazek prowadzenie zlobkow i przedszkoli z kadra zdolna do opieki nad niepelnoprawnymi. I beda wtedy wszyscy zadowoleni: chorzy i zdrowi tez.
                  • msrp Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:47
                    A jak Ty, autorko wątku, w ogóle dajesz rade pracować z takimi dziećmi?
                  • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:47
                    Babcia nie musi miec pedagogicznego przygotowania. Wystarczy, ze sluzy za rece, nogi, uszy i oczy wnuczki. To wystarczy.
                    Ludzie niepelnosprawni znacznie czesciej czuja sie pokrzywdzeni przez drugiego czlowieka, niz przez los.
                    • msrp Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 15:49
                      Upośledzeni umysłowo to raczej niewiele rozumieją.
                      • czarka77 Chciałabym dać coś zamiast 12.02.11, 16:06
                        Mam oczywiście kaca moralnego, choć z drugiej strony czuję ulgę, że dziecko, o którym mowa, już u nas (raczej) nie zagości. Zaproponowałam babci zajęcia indywidualne zgodne z ideą mojej placówki (znam osobę, która ma przygotowanie i byłaby skłonna je poprowadzić; gdyby chciały dołączyć inne dzieci, nie robiłabym przeszkód; nie boję się załatwiania różnych formalności itp.). Babci chodziło jednak o to, żeby wnuczka miała kontakt z normalnymi dziećmi, zwłaszcza młodszymi, ponieważ, jak widzi to babcia, wnuczka jest na podobnym poziomie rozwoju co przedszkolaki (ja widzę to inaczej). Ona nie chce, aby dziecko przebywało, z jak to ujęła, takimi dziećmi, albo z dorosłymi. A tego raczej nikt jej nie zapewni, to po prostu bardzo ryzykowne. Chciałabym dać jej coś zamiast - wskazać miejsce, gdzie może szukać pomocy, gdzie znajdzie jakieś fajne zajęcia integracyjne dla wnuczki (W-wa, okolice), zajęcia aktywizujące w grupie rówieśniczej. Może coś podpowiecie? Chociaż adres jakiegoś forum, gdzie znajdę takie informacje?
                        • jowita771 Re: Chciałabym dać coś zamiast 12.02.11, 16:12
                          Wygląda na to, że ta babcia w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że wnuczka jest upośledzona, a w każdym razie nie to, w jakim stopniu.
                      • gorgona_1 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 16:14
                        To, że są odrzuceni i gorsi często zauważają, rozumieją i odczuwają. Dlatego tym bardziej trzeba być ostrożnym pakując ich w sytuacje, które nie mogą skończyć się ich sukcesem.
                      • yogisia Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 20:00
                        msrp napisała:

                        > Upośledzeni umysłowo to raczej niewiele rozumieją.

                        A toś przywaliła, koleżanko
                    • woman_in_love Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 16:01
                      Nie to nie wystarczy. Gdyby wystarczalo, to zamiast babci moglby przyjsc 57-letni pan Heniek w ramach prac interwencyjnych (i moze by sie to udalo a moze nie). Bo jakies kompetencje i przygotowanie trzeba jednak miec.

                      "Ludzie niepelnosprawni znacznie czesciej czuja sie pokrzywdzeni przez drugiego czlowieka" - zaczynam powoli podejrzewac, ze to krzywdy wirtualne i wyimaginowane a nie prawdziwe, wynikajace chyba z nadmiernej roszczeniowosci wobec innych. Jak niby skrzywdzila czarka to dziecko? Nijak. Przyjela na probe (chwala jej za to) i stwierdzila ze nie ma wystarczajcych srodkow i kompetencji. Trudno.

                      Najwiekszym winowajca to jest tam babcia, ktora oszukala czarke co do stopnia niepelnosprawnosci. Pewnie oszukala tez dziecko, ze juz bedzie tam zawsze chodzilo.
                      • msrp Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 16:08
                        Zgadzam się. Babcia oszukała założycielkę wątku. A Ty tak jej bronisz? Bronisz kogoś, kto okłamuje innych? Babcia jest taka zrozpaczona, rozzżalona, ale ma siłę, aby walczyć (i to jeszcze przez media) z autorką? Dziwna ta babcia.
                        Niech poszuka specjalnej placówki dla swojej równie specjalnej wnuczki (nie każdy musi życzyć sobie takie dzieci w swoim otoczeniu).
                        Ja się zgadzam z czarką.
                        • mynia_pynia Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 18:49
                          Czasami rodzicom zapatrzonym w dzieci nic nie można wytłumaczyć.
                          Do szkoły średniej 1 klasa chodziła zemną dziewczyna, normalna dziewczyna, nic jej nie dolegało, moja klasa była mocno profilowana, było dużo matmy, chemii itp.
                          Dziewczyna sobie nie radziła, moja wychowawczyni zaproponowała rodzicom po pierwszych 2 miesiącach żeby przenieśli córkę do jakiejś innej klasy nieprofilowanej, oni się tłumaczyli, że to stres związany z nowym otoczeniem.
                          Pod konie 1 klasy było już tragicznie – dziewczę nie tylko było dno z matmy, fizy, chemii, ale ledwo na 2-3 zaliczało inne przedmioty.
                          Wychowawczyni kolejny raz rodziców wezwała i mówi że córka nie zda z kilku przedmiotów.
                          Rodzice załamani, zrozpaczeni, zdesperowani obiecali, że przeniosą ją do zawodówki, ale żeby dać dziecku szanse, żeby nie zawalała roku, niech zda na miernych a oni już piszą, że zabierają córkę i tak też się stało.
                          Żebyście widzieli jak moja wychowawczyni wyglądała we wrześniu, w życiu takiego wq... na twarzy nie widziałam i w ogóle wtedy dowiedzieliśmy się o całej sprawie od jakiejś innej nauczycielki. Rodzice przenieśli koleżankę do innej szkoły średniej wink, bo skoro zdała wink
                    • mgla_jedwabna Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 22:38
                      "Babcia nie musi miec pedagogicznego przygotowania. Wystarczy, ze sluzy za rece, nogi, uszy i oczy wnuczki. To wystarczy."

                      Mylisz się, zajęcia z tańca czy gimnastyki wymagają odpowiedniego przygotowania od wszystkich prowadzących i asystujących dorosłych. Czym innym jest pomoc w życiu codziennym, a czym innym wyspecjalizowane ćwiczenia, które nieprawidłowo asekurowane mogą się okazać niebezpieczne dla wykonującego oraz innych ćwiczących.

                      Do tego dochodzi fakt, że babcia jako osoba nienajmłodsza zapewne nie ma siły fizycznej i refleksu koniecznego do takiego asystowania. Jeszcze raz powtarzam, wyspecjalizowane zajęcia to nie to samo, co czynności codzienne.

                      Widzisz różnicę między np. mamą, która tarza się z trójką dzieci po plaży, a wuefistą, który nadzoruje wykonywanie ćwiczeń przez te same dzieci? Czy zgodziłabyś się, aby pierwszą lepszą taką mamę zatrudnić na miejsce nauczyciela w-f?
                      • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 10:10
                        chodze z moimi dziecmi do szkolki jezdzieckiej. Nigdy w zyciu nic z konmi nie mialam wspolnego, nie umiem konia ani osiodlac ani nigdy w zyciu nie siedzialam na grzbiecie konskim, a tym bardziej nie mam uprawnien instruktora. Aktywnie uczestnicze w zajeciach moich dzieci, prowadze konia, na ktorym siedzi moje niepelnosprawne dziecko, instruktorka jest w poblizu, zna zasady i temperament konia, wiec wie, na ile swobody i samodzielnosci mozna nam pozwolic, wszystko jest pod kontrola i dziala.
                        • triss_merigold6 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 12:11
                          No dobrze, ale są zajęcia innego typu i przeznaczone dla dzieci zdrowych. Moje dziecko chodzi na judo, rodzice musieli przynieść zaświadczenia, że nie ma lekarskich przeciwwskazań do uprawiania tego sportu. Nie bardzo sobie wyobrażam na takich zajęciach dziecko upośledzone intelektualnie i wymagające ciągłej pomocy trenera. Trener jest jeden + 2-3 starszych zawodników pomagających i prezentujących układy - na jakieś 25 dzieciaków. Płacę za to, żeby syn się czegoś nauczył, to są treningi a nie zajęcia nastawione na integrację.
                        • woman_in_love Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 12:47
                          HAHA, ale opowiadasz glupoty.
                          Po pierwsze - jesli uczestniczycie w hipoterapii, to nie trzeba byc Sherlockiem zeby sie domyslic, ze to nie sa pierwsze lepsze konie z brzegu, tylko specjalnie dobrane, specjanie ukladane i specjalnie szkolone - jak za przeproszeniem psy przewodniki. Te konie same wiedza co maja robic.
                          Po drugie sama stwierdzasz, ze jest instruktorka jest w poblizu, zna zasady i temperament konia + zapewne ma juz doswiadczenie w pracy z niepelnosprawnymi dziecmi. No i przyznaj sie teraz ilu jeszcze oprocz instruktorki jest opiekunow, i ile ta instruktorka nadzoruje koni jednoczesnie: 2,3,4 czy moze max 6. Bo w 10 czy 20 nie uwierze.

                          I jaka tu analogia do placowki prawadzonej przez autorke? Zadna. Ani nie ma odpowiedniego sprzetu ani odpowiedniej kadry. Ale nie ty oczywiscie wiesz swoje. Sprobuj teraz pojechac do gosp. agroturystycznego, gdzie kon na co dzien chodzi "do pluga" i sprobuj sie przejechac z dzieckiem na tym koniku. Ciekawe co sie stanie.
                          • mruwa9 Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 15:31
                            To nie jest klasyczna hipoterapia. To jest szkolka jezdziecka i konie sa dobrane pod katem szkolki jezdzieckiej a nie hipoterapii. jedna instruktorka (nigdy wczesniej nie miala kontaktu z niepelnosprawnymi, to jej pierwsza taka grupa, a instruktorka jest rewelacyjna, ma wspanialy kontakt z dziecmi) plus rodzice/asystenci dzieci + pomocnik (cy) pracujacy w stadninie. Wypada 1 dorosly /1 dziecko/1 kon. Jedna instruktorka na cztery konie ale z reka na sercu przyznam, ze pozostali rodzice i asystenci maja wieksze doswiadczenie z konmi, tylko ja jestem takim totalnym laikiem.
                            • guderianka Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 14.02.11, 09:45
                              Mruwa-problem się zacznie gdy coś się stanie. Wtedy podniesie sie larum, że osoba bez kompetencji, bez wiedzy, bez przygotowania itp.
                              p.s. żeby nie było, tez chodziłam na hipoterapię ze swoją corką, jeździła i na kucyku i na duzym koniu. Na Moją odpowiedzialność.
                        • mgla_jedwabna Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 22:59
                          Z opisu wynika, że są to zajecia indywidualne. Nie ma mowy o innych uczestnikach. Gdyby coś się zaczęło dziać, instruktorka może rzucić się na pomoc twojemu dziecku nie zważając na resztę świata.

                          Poza tym chciałabym zobaczyć, co zrobisz, jeśli pewnego dnia koń znienacka bryknie, instruktorka nie zdąży zareagować, ty nie będziesz potrafiła, a twoje dziecko spadnie i zrobi sobie krzywdę. I nie mów, że jeździcie na spokojnych koniach, spokojne też potrafią się czegoś przestraszyć. W przeciwieństwie do ciebie pracowałam trochę w stajniach i wiem, ze właściciele powodowani chęcią zarobku potrafią dopuszczać do wielu potencjalnie niebezpiecznych sytuacji licząc na to, że w razie czego winny będzie instruktor/ rodzic/ pech.

                          Co zrobisz, jak ci się koń znienacka rzuci skosem w bok o trzy metry? Za mordę nie szarpniesz, to nie ratlerek na smyczy.
                          • mgla_jedwabna Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 23:11
                            OK, doczytałam, bo odpowiadałam na pierwszego posta. Różnica niewielka, bo wychodzi 1 osoba z kwalifikacjami na dwoje dzieci, każde z opiekunem. W dalszym ciągu jest to bliższe zajęciom indywidualnym niż grupowym.

                            Jeśli pozostali rodzice mają jakieś poważne doświadczenie z końmi, wykraczające poza weekendową jazdę rekreacyjną, to oznacza, że na zajęciach na czworo dzieci jest główna instruktorka + pomocnik + dodatkowi darmowi instruktorzy, czyli od 3 do 5 wykwalifikowanych opiekunów na 4 uczestników zajęć.

                            To trochę inaczej niż w opisywanej w wątku historii, gdzie była jedna instruktorka na całą grupę dzieci, babcia bez umiejętności wymaganych chociażby od "pomocnika instruktora" i pozostałe dzieci bez dodatkowych opiekunów, którzy by je uchronili np. przed skutkiem zderzenia z dwa razy większą dziewczynką.
                          • yogisia Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 23:13
                            > co zrobisz, jeśli pewnego dnia koń znienacka bryk
                            > nie, instruktorka nie zdąży zareagować, ty nie będziesz potrafiła, a twoje dzie
                            > cko spadnie i zrobi sobie krzywdę.

                            No, to jest hardcore, przeżyłam... prowadziłam konia, hipoterapeutka (pracujemy w zestawie 1 koń, 1 dziecko, 1 mama, 1 terapeuta) trzymała moje dziecko siedzące na koniu (sama szła obok, nie siedziała z nim na koniu). No i szarpnął, utrzymałam go ale on bryknął jakoś tak skosem i zadem powalił terapeutkę na ziemię. Upadła ale dziecko utrzymała na sobie, ziemia była bardzo miękka, nikt nie ucierpiał (córka tylko się wystraszyła) ale brr........ do dziś mam ciary... To naprawdę była sekunda. A koń grzeczny, rozumny, zna nas bardzo długo, kucyk zresztą...
            • yogisia Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 12.02.11, 19:55
              > kazde przedszkole przyjmie dziecko specjalnej troski. Kazde dziecko (o ile nie jes
              > t lezace pod respiratorem).


              A co to za dyskryminacja ? Polecam lekturę Blogu Precla
            • baltycki Re: tolerancja gorsza od faszyzmu 13.02.11, 12:58
              mruwa9 napisała:

              > Nie moge wypowiadac sie za caly Zachod, ale za miejsce, w ktorym zyje..

              A moge wiedziec, w jakim kraju zyjesz???
    • donna28 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 13.02.11, 10:29
      Wątek przeczytałam z zainteresowaniem, bo sama mam dziecko ze spektrum zaburzeń autystycznych, które od rówieśników odstaje. Jako, że wskutek różnych naszych działań, młodej zaczęło się od paru miesięcy zdecydowanie poprawiać, terapeuci doradzili, abym zapewniła jej kontakt ze zdrowymi dziećmi, co dla jej dalszego rozwoju miało być kluczowe. Nie uważam, aby właściwymi zajęciami w tym celu były losowo wybrane zajęcia w losowej placówce edukacyjnej. Na początku zapisałam Ingę właśnie na takie zajęcia, ale była to porażka w sensie integracji z dziećmi - ona akurat reagowała na wszystkie polecenie, rozmawiała z panią, wykonywała różne ćwiczenia itp - ale dzieciaki nie potrafiły się z nią dogadać, całkowicie ją zignorowały (czemu się nie dziwię, ona sama kontaktu z dziećmi nie szuka i nie pragnie, nie potrafi z nimi rozmawiać, a dzieci nie będą przecież próbować do skutku), wskutek czego do nawiązania żadnych bliższych relacji nie doszło. Bez sensu. Myślę, że gdyby dziewczynka z wątku chodziła jednak na zajęcia autorki wątku - to mogłoby się skończyć podobnie. Ja znalazłam mojej córce placówkę integracyjną, w której jest pedagog specjalny do opieki nad dziećmi zaburzonymi i grupa dzieci zdrowych, które jednak mają w różny sposób tłumaczoną ideę integracji i tego, że różne dzieci różnie się zachowują i komunikują, ale to nie powód aby je odrzucać. A pani w umiejętny sposób sprawia, że wszyscy bawią się razem.
      Chodzi mi o to w skrócie, że ja sama mając dziecko z zaburzeniami, nie posłałabym go już na pewno na zajęcia nieprzystosowane w żaden sposób dla dzieci niepełnosprawnych, tak na żywioł na zasadzie "jakoś to będzie" bo mi nie wystarczy, żeby dziecko pobyło w tym samym pomieszczeniu co dzieci zdrowe, ale aby umiało nawiązywać z nimi normalne relacje, do czego potrzebne są odpowiednie warunki (dzieci zdrowe przygotowane i chętne do integracji, pedagog z odpowiednim wykształceniem i z pomysłem, jak taką integrację zorganizować).
      • kozica111 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 13.02.11, 11:46
        Integracja ; tak ale kontrolowana przez przeszkolone osoby.Nikt się nie zastanawia czy dla dzieci zdrowych takie nie przemyślane - na siłę integrowanie jest dobre.
        Ja zostałam "zintegrowana" niejako na siłę - nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to że osoby opiekujące się niepełnosprawnymi nie miały przygotowania; tam gdzie jeździłam na wakacje ośrodek dla dziewczynek opóźnionych prowadziły siostry zakonne.Dziewczyny były w rożnym wieku od 5 do jakichś chyba 25 lat.Do sióstr należał plac zabaw - my dzieci jeśli chcieliśmy iść sie bujać musieliśmy liczyć się że spotkamy dziewczynki z zakładu.I spotykaliśmy.Nikt nam nie wytłumaczył czemu one się tak inaczej zachowują, czemu się bujają, wydają dziwne dźwięki, czemu chcą sie przytulać tak że mało nie uduszą itp; bałam sie normalnie, miałam oczy do okoła głowy żeby zwiewać jak podejdzie któraś bliżej.I zmam dwie sceny w głowie; pierwsza jak siostra leci za uciekająca dziewczyną / taka dorodna mocno/ i wali ją sękatym kijem po plecach / panna chyba chciała uciec czy coś,a druga z kaplicy ; jedna z dziewczyn idąc do ławek z przodu /tam miały przygotowane miejsca/ nagle , zanim ktokolwiek zdążył zareagować złapała dziecko stojące w mijanej ławce za wielki gruby, warkocz i z całej siły pociągnęła do ziemi jak konia za uzdę.Mało dzieciakowi kręgosłupa nie wyrwała.I tak wyglądała moja integracja, boje się do dziś dnia sad Czyli integrować ale z głową i przez przeszkolone osoby.
    • azile.oli Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 09:33
      Ja autorce wątku współczuję. Chciała dobrze. Natomiast atakujących ją poprosiłabym o refleksję - jak w przypadku tej dziewczynki miałaby wygladać integracja? Bo chyba głównie na pilnowaniu, żeby nie przytulała się do innych dzieci. Dodając do tego fakt, że trzeba zmienić strukturę zajęć mogłoby się okazać, że dziewczynka nie ma się z kim integrować, bo inne dzieci zrezygnują. I nie z uwagi na obecność chorego dziecka, ale dlatego, że placówka przestanie im oferować to, czego oczekują. Rodzice, dowożący po pracy dzieci na zajęcia dodatkowe robią to w konkretnym celu, gdy możliwość realizacji tego celu zniknie, po prostu sobie darują stratę czasu i pieniędzy. Bo integracja powinna się odbywać podczas zajęć, a nie zamiast. I nie ma potrzeby robienia potworów z osób, które posyłajac dzieci na zajęcia chcą, żeby one coś z tych zajęć wyniosły.
      Poza tym dziwi mnie niepomiernie fakt, że oczekuje się od osób, które są fachowcami w jakiejś dziedzinie i pracują z dziećmi gotowości i umiejętności radzenia sobie z osobami z każdym stopniem upośledzenia. Są studia, przygotowujące do tego i podejmuje się je z wyboru. Nie każdy się do tego nadaje, co nie znaczy, że nie może być znakomitym nauczycielem/instruktorem dla dzieci zdrowych.
      A co do tej konkretnej sytuacji - dziewczynka ma 10 lat, mam nadzieję, że chodzi gdzieś do szkoły. Babcia jest przyzwyczajona do jej zachowań i tu jest problem widzi tylko czubek własnego nosa. Skoro nie potrafi wyeliminować pewnych zachowań (np ściskania , przytulania na siłę), bo może się ntego nie da zrobić, to może mogła się zastanowić, czy warto dziecko z takimi zachowaniami i budową prawie dorosłej kobiety wpuszczać między przedszkolaki.
      Poza tym bardzo mi się nie spodobało, że babcia nie chce , aby wnuczka miała styczność z ''takimi dziećmi"', czyli upośledzonymi, a ze zdrowymi. Ciekawe, czy poszłaby na zajęcia grupy integracyjnej, czy uważa, że jej wnuczka jest tylko lekko upośledzona (jak powiedziała autorce watku) i kontakt z innymi chorymi dziećmi jej zaszkodzi, a udział w zajęciach ze zdrowymi przedszkolakami sprawi, że zacznie się rozwijać normalnie, tylko z kilkuletnim opóźnieniem?
      Zajęcia w stadninie nie przemawiaja do mnie, jako przykład - tam grupa powstała w konkretnym celu, a nie do istniejacej już dokoptowano jedno dziecko niepełnosprawne, bez dodatkowej kadry.
      • atowlasnieja Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 18:37
        azile.oli napisała:
        > Poza tym bardzo mi się nie spodobało, że babcia nie chce , aby wnuczka miała s
        > tyczność z ''takimi dziećmi"', czyli upośledzonymi, a ze zdrowymi.
        Tak to najciekawsze w tej babci

        > Ciekawe, czy
        > poszłaby na zajęcia grupy integracyjnej, czy uważa, że jej wnuczka jest tylko
        > lekko upośledzona (jak powiedziała autorce watku) i kontakt z innymi chorymi dz
        > iećmi jej zaszkodzi, a udział w zajęciach ze zdrowymi przedszkolakami sprawi, ż
        > e zacznie się rozwijać normalnie, tylko z kilkuletnim opóźnieniem?
        Czuje tu jakiś paradoks: jej wnuczka nie zaszkodzi zdrowym dzieciom a jakoś woli żeby nie była z "takimi dziećmi" bo jej samej może to zaszkodzić.
        Stawia to babcie w bardzo brzydkim świetle
    • minnie_su Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 20:01
      troche o tym "zlotym zachodzie", gdzie ludie so "lepsi". za niemiecka granica nie wyglada to tak, ze uposledzone dziecko musi byc przyjete wszedzie. zdrowe tez nie. jesli w grupie np. jest znaczna przewaga dziewczynek to na zwalniajace sie miejsca sa przyjmowani tylko chlopcy. dykryminacja? w ogole obwarowane jest to wszystko masa przepisow. sa przedszkola prywatne, koscielne i panstwowe. przedszkole jest zwykle badz integracyjne, ktore przyjmuje takze dzieci uposledzone. prywatne i panstwowe placowki nijak nie sa zobowiazane do otwierania placowek integracyjnych. co nie znaczy, ze tego nie robia - wiele z nich uwaza to za dobre dla wszystkich, dzieci jest w niemczech coraz mniej, wiec placowkom zalezy na dodatkowych dzieciakach, no i na uposledzone dziecko dostaja ok. 5 razy wiecej pieniedzy od panstwa, niz na zdrowe. ale - jak mowie - nikt ich do tego nie zmusza. w panstwowym przedszkolu musi znalezc sie miejsce dla uposledzonego dziecka. choc nie koniecznie w tym, ktore rodzice by sobie zyczyli. i naturalnie w przedszkolu integracyjnym - nie w zwyklym. rodzice przychodza do przedszkola z urzedowym zaswiaczeniem o niepelnosprawnosci dziecka i przyznaniu mu prawa do miejsca w przedszkolu integracyjnym. nie zobowiazuje to nijak konkretnego przedszkola do przyjecia dziecka. W zasadzie poswiadcza to jedynie, ze jesli placowka dogada sie z rodzicami, moga i chca dziecko wkomponowac w grupe, czuja sie na silach, potrafia, uwazaja, ze maluch dogada sie z innymi, to dostana na to konkrene, wysokie, dofinansowanie. juz zwykle przedszkole podlega masie wymogow - jest dokladnie okreslone ile metrow kwadratowym musi przypadac na dziecko, ile pan na dziecko, z jakim wyksztalceniem, co musi byc zapewnione, ile moze byc dzieci, od ilu do ilu lat etc. w przedszkolu integracyjnym dochodza dodatkowe wymagania - wieksza liczba opiekunek na mniejsza liczbe dzieci, czesciowo ze specjalistycznym wyksztalceniem, inaczej wyposazone pomieszczenia, tylko okreslona liczba dzieci z uposledzeniem i tak dalej. na zywiol to nie jest puszczone, wprost przeciwnie.


      • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 20:36
        minnie_su napisała:
        > no i na uposledzone dziecko dostaja ok. 5 razy wiecej pieniedzy od panstwa, niz na zdrowe.

        No i to by była jedna z ważniejszych informacji... znaczy system wymaga i płaci a u nas ew. wymaga ale nie płaci...
        • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 21:04
          No i np. w kraju takim jak Niemcy-jeśli mam złe informacje prosze o korekte - wszelkie potrzeby dziecka związane ze zdrowiem i edukacją (w tym lekarstwa) są "na koszt panstwa".(szkoły, przedszkola, podręczniki, pomoce naukowe itp)
          • titta Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 21:14
            Mysle, ze jesli Polscy zaczna placic podatki na poziomie niemieckich (nie procentowo, tylko w postaci konkrenej sumy), to i u nas beda pieniadze na "darmowe" lekarstwa i pomoe naukowe.
            • guderianka Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 21:16
              Myslę, że Polacy płaciliby te podatki, gdyby ich pensje były proporcjonalnie takie same jak zachodnich sąsiadów.
              • yogisia Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 21:23
                No to jeszcze poczekamy trochę, no ale nie od razu Kraków zbudowano. Choć w sumie szkoda, że u nas próbuje się łatać dziury budżetowe żądaniem dobrych chęci...
      • kub-ma Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 21:22
        minnie_su napisała:

        w przedszkolu integracyjnym dochodza dodatkowe w
        > ymagania - wieksza liczba opiekunek na mniejsza liczbe dzieci, czesciowo ze spe
        > cjalistycznym wyksztalceniem, inaczej wyposazone pomieszczenia, tylko okreslona
        > liczba dzieci z uposledzeniem i tak dalej. na zywiol to nie jest puszczone, wp
        > rost przeciwnie.

        No popatrz, to zupełnie jak u nas. A tak się wszyscy czepiają naszego systemu. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że u nas w przypadku dziecka z orzeczeniem placówka również otrzymuje większe pieniądze.
    • titta Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 14.02.11, 20:45
      Nie. Dobro dzieci przede wszystkim. Babci nalezalo podpowiedziec nie zajecia indywidualne a wlasne integracyjne dla dzieci niepelnosprawnych.
    • yuka12 Re: upośledzone dziecko i integracja za wszelką c 16.02.11, 21:43
      Przesledzilam caly watek z zainteresowaniem. Dopisze info z pozycji osoby mieszkajacej na prowincji na owym Cudownym Zachodzie. Nie wiem, jak jest w przypadku osob ze stwierdzona niepelnosprawnoscia, ale pierwsza szkola mojej cory miala juz problem z jej innym jezykiem ojczystym. Przez rok nie potrafiono poradzic sobie z jej odmiennoscia i nie starajac sie, jako szkola, w zaden sposob wspomoc nauke obcego jezyka. W drugiej szkole nie bylo z tym zadnych problemow, miala np. dodatkowe zajecia wyrownujace. W kolejnej rowniez ma podobne zajecia, natomiast problemem zaczelo byc zachowanie naszego syna. Przedtem chodzil do roznych grup, w tym do zlobkoprzedszkola na caly dzien i nikt nigdy nie sygnalizowal klopotow z jego zachowaniem wobec dzieci. Teraz spedza w szkole tylko 3 godziny i co chwila mamy relacje, ze cos jest nie tak. Jednakze nie ma zadnej propozycji rozmowy, znalezienia rozwiazania, wspolnego dzialania. Nauczycielka twierdzi, ze ma kilkanascioro dzieci (i 2-3 asystentki) i nie moze kontrolowac zachowania dzieci (4- latkow !). Po prostu musza byc zdyscyplinowane w szkole i juz i m, jako rodzice, mamy ich tego uczyc. Ja ucze syna dyscypliny, ale nie jestem tego w stanie zrobic na gruncie szkolnym i gdy jest w grupie kilkorga rowiesnikow, bo ani nie towarzysze mu podczas zajec, ani nie ma na codzien poza szkola takiego towarzystwa. Skoro nauczycielka ma problem ze zdrowym i zywym kilkulatkiem, wole nie myslec o skali klopotow z jakimkolwiek dzieckiem autystycznym czy z ADHD. Prawdopodobnie do tej szkoly by nie trafilo w ogole.
      Wracajac do tematu watku. Jezeli placowka dydaktyczna nie jest dostosowana do zajec z osobami nieplnosprawnymi, nawet nie powinna takich zajec przeprowadzac. Jest na pewno spis instytucji i osrodkow prowadzacych takie zajecia np. w MOPS lub Kuratorium i od tego trzeba by bylo zaczac szukanie. Poza tym uwazam za nieuczciwe zachowanie owej babci, chociaz czesciowo rozumiem motywy. Zalozycielka watku przed wydaniem zgody na te zajecia powinna spotkac sie z dziewczynka, porozmawiac z nia, przeprowadzic szczegolowy wywiad z babcia. Mysle, ze to uchroniloby ja przez zainstniala sytuacja i pomoglo babci zrozumiec skale trudnosci w uczestnictwie wnuczki. Na tej mojej prowincji uczestnictwo w jakimkolwiek klubie jest poprzedzone dlugasna ankieta, w ktorej trzeba zawrzec wszystkie problemy zdrowotne dziecka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka