Dodaj do ulubionych

Jest średnio...

02.03.11, 09:05
"Dzisiaj panuje moda na nieprzyznawanie się do tego, czego naprawdę się chce. Mam koleżanki singielki, które przyjmują pozę szczęśliwych, a jak przyjdzie co do czego, to ryczą, że są samotne. Znam pary z długim stażem, które twierdzą, że się nie nadają do małżeństwa, nie mogą się zdecydować... OK, niech robią, co chcą, byleby byli zadowoleni, ale też nie są!"


Wiadomo, każdy się jakoś kreuje. Dlatego zawsze się obruszam jak słyszę: "byli takim fajnym małżeństwem", "tak szczęśliwie wyglądała". Potem jak bańka pęka są niedowierzania. Potraficie się przyznać komuś na zewnątrz do tego, że jest średnio?
Obserwuj wątek
    • araceli Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:26
      A po co się przyznawać - i tak Ci to wmówią tongue_out
      • kropkacom Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:28
        Też prawda big_grin Bo ja mam akurat problem z pokazaniem, że jest dobrze.
    • jkk74 Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:31
      zależy co, komu i jak szczegółowo, ale - tak, potrafię...
      nie ukrywam się np z tym, że kocham swoje dzieci i staram się być dla nich najlepszą matką, ale mając możliwość powrotu do czasu gdy decydowała się moja rodzinno-prokreacyjna przyszłość i mając tę wiedzę, którą mam obecnie - nie byłabym prawdopodobnie ani żoną ani matką...

      powody takich a nie innych przemyśleń daruję sobie na forum wink
      szkoda moich nerw...
      • sarling Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:43
        Na otwartym żmijowym forum na pewno nie, na zaufanym zamkniętym - z oporami, ale tak, wśród bliskich - zdecydowanie tak. Nie wyobrażam sobie kisić się z problemami wyłącznie we własnej głowie.

        Nie zgadzam się z tym, ze to teraz jest taka moda na ukrywanie uczuć, myślę, że nareszcie zaczyna być tendencja odwrotna, powoli, ale jednak. Kiedyś to trzeba było obowiazkowo brudy prać wyłącznie w domu i pudrować podbite oko do pracy.
    • pali-kotka Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:35
      Zawsze jesteś szczęśliwa? Mam rodzinę i wiem ze dobrze zrobiłam, super męża, ale czasami ryczę do koleżanki, że mam ich dość, ze trzeba było poprzestać an jednym dziecku, że chłop mnie terroryzuje lub lekceważy. PMS, przeziębienie, niedobory magnezu, stres w pracy, przemęczenie.
      Wszystko zależy jak życie wychodzi per saldo.
      Poza tym nie wrzucałabym do jednego wora singli i sparowanych. Jednak jak się jest sparowanym to poczucie szczęścia i takie tam nie zależą wyłącznie od nas, czasami kompromisy bolą, singiel w dużym uproszczeniu sam jest sobie żaglem sterem i okrętem.

      A z przyznawaniem się nie mam problemu, po mnie widać wszystkie emocje i nie mam zamiaru się zmieniać.
    • bri Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:42
      Nie mam kłopotu z mówieniem o realnych problemach czy to w związku czy innych, natomiast trudniej mi przychodzi rozmowa o nieokreślonych chandrach, poczuciu bezsensu, drobnych ale spiętrzonych niepowodzeniach, które mnie dołuja itd. Obiektywnie rzecz biorąc dobrze mi się powodzi i takie marudzenie "bez powodu" wydaje mi sie niezdrowe i ciężko mi się z tego zwierzać.
      • bri Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:45
        Powinnam dodać: ciężko mi się z tego zwierzać nawet jeśli czuję taką potrzebę.
    • solaris31 Re: Jest średnio... 02.03.11, 09:44
      ja nie duszę w sobie emocji. to jest katastrofa dla mojego organizmu, a wiem, że i tak kiedys wybuchnę... więc po co się męczyć?

      mówię , jak jest źle, i mówię, jak jest dobrze. nie fałszuję rzeczywistości. i dzięki temu jest mi ze sobą dobrze, nie musze niczego i nikogo udawać.
    • pitahaya1 Re: Jest średnio... 02.03.11, 10:02
      Znam niewiele osób, które potrafią przyznać się do swego, nie do końca idealnego, modelu życia.
      Większość jednak dorabia ideologię na potrzebę chwili.
      Koleżanka, którą mąż najpierw wielokrotnie zdradzał, potem ograbił z pieniędzy, by wreszcie zostawić z dziećmi, z uśmiechem na twarzy twierdzi, że "prawdziwa kobieta wie, że tak być powinno", tylko ja się nie znam na prawdziwym życiu. Ona nie ma żalu do męża, ona mnie poucza, jak być idealną żoną i z honorem przyjąć to co nieuniknione, czyli kochankę mężasmile
      Druga, próbując ukryć porywczy charakter męża, zawsze jakoś go wytłumaczy zmęczeniem, złym dniem, w ostateczności tym, że to ona była winna, że jemu język poleciał.

      Małżeństwo ew. związek MUSI być dobry, dzieci grzeczne i z piątkami w dzienniczku, w pracy zawsze jesteśmy przebojowe, w życiu asertywne, przede wszystkim jednak szczęśliwe, spełnione i zadowolonesmile

      Początkowo próbowałam unikać takiego towarzystwa, w którym zawsze człowiek musi być uśmiechnięty i poprawny politycznie. Okazało się jednak, że wyboru za bardzo nie mam. Znajomi mi się skończyli.

      Kiedyś, w towarzystwie mi dobrze znanym i lubianym, chciałam się wypłakać, raz w życiu porządnie. A powody miałam. Koleżanka delikatnie ale wprost powiedziała mi, ze tu miejsca na użalanie się nie ma, swoje problemy zostawiamy w domu. Na zewnątrz w takim razie ma być pięknie, idealnie, sielankowo.
    • lolinka2 Re: Jest średnio... 02.03.11, 10:11
      Tak, ogólnie jestem mocno w siebie wsłuchana, w swoje średniości, idealności, nieidealności i inne takie... próbuję to ogarniać, z lepszym lub gorszym skutkiem.
      I mówię, że jest średnio... a czasem że jest w ogóle do dupy.
      Co do otoczenia to sobie je wyselekcjonowałam i bezstresowo każdemu mogę powiedzieć, że mi coś leży na wątrobie i z grubsza co smile
      W detalach opowiadam terapeucie i mężowi.
      • ylunia78 Re: Jest średnio... 02.03.11, 10:27
        ja osobiście umiem powiedzieć,że jest fajnie lub do doopy.Ale tylko w swoim otoczeniu.Moim przyjaciołom zawsze mówię jak jest(jak rozmawiamy).Ale tak.Uważam,że nie wiem modne?jest teraz opowiadanie,że jest zajebi...e,jak świat się wali.Zauważyłam też(raczej na forum),że jest coś takiego,zresztą czyta się to w postach,że ludzie boją się przyznać "jak jest".Jeżeli jest średnio czy do niczego,to zaraz znajdą się osoby piszące,że ten ktoś nie umie zadbac o własne życie,potrzeby itd.Że jakoby fajnie jest miec dziecko,ale już "super"jest przyznawać się publicznie,że jest bo jest,ale się nad nim nie rozczulam.A jak komuś się powodzi,to zaraz dostaje cięgi,że nie musi się z tym"okazywać".
        Ale nie tylko na forumwinkMam kolezankę,której zycie partnerskie układa się byle jak.Po prostu związała się z kolesiem rumunem i widać ewidentnie,że jest kiepsko,że nie ma dla nich przyszłości,że pewnie nie dane będzie im mieszkac w PL bo on tutaj pracy nie znajdzie i ona będzie musiała zyć daleko od kraju.Ale nieeee.Pokazuje jak jest super itp itd,gdzie wręcz kłuje w oczy że tak nie jest .Zresztą zaprzecza swoim gadaniem,jakbym nie znała sprawy od podszewkiwink(nie tylko ja)Ale wydaje mi się,że ona sama już uwierzyła w to co mówi że tak jest.
        • lolinka2 Re: Jest średnio... 02.03.11, 10:39
          to mechanizm obronny, takie zaklinanie rzeczywistości (jeśli o czymś nie mówię, to tego nie ma), trochę jak myślenie magiczne u dzieci... no i wkręcanie samego siebie, czasem pod pozorem myślenia pozytywnego
          a sprowadza się do lęku - lęku przed zmianą, przed konfrontacją z faktami, przed pracą nad sobą/ związkiem, przed odrzuceniem, potępieniem, samotnością etc.
          Jakoś sobie ludzie muszą te lęki kompensować, inaczej psychiatrzy i psychoterapeuci za dużo by zarabiali, ludzie na te usługi za dużo by wydawali, szpitale psychiatryczne byłyby jeszcze bardziej przepełnione niż są, liczba samobójstw by wzrosła...itp itd...

          ale pocieszające jest to, że część osób odważnie i pokornie mierzy się z rzeczywistością. I zamiast ją ubarwiać, zmienia siebie.
          • andaba Re: Jest średnio... 02.03.11, 10:45
            Na forrum można się przyznać do wszystkiego, wśród bliskich - w życiu.
    • antekcwaniak Re: Jest średnio... 02.03.11, 12:03
      A ja znam matki, które kreują się na super szczęśliwe kury domowe, a jak przyjdzie co do czego, to ryczą, że mają dość bachorów i takiego pieprzonego życia...
      • kropkacom Re: Jest średnio... 02.03.11, 12:08
        No, jest taki typ domowej harcerki. Jak rozumiem Antek to singiel, tak? smile
    • sadosia75 Re: Jest średnio... 02.03.11, 12:14
      Jak jest srednio to nie mam problemu, zeby sie do tego przyznac. Przeciez zadna z nas nie jest idealna ( tak tak wiem, my ematki jestesmy idealne i w ogole, ale to urban legend wink ) nasi mezowie tez idealni nie sa ( tak to kolejny UL ) i czasem jest gorzej a czasem jest lepiej.
      Przerazaja mnie zwiazki "misio i pysio zawsze spijamy sobie z dziubkow " nie wierze w takie zwiazki. Nie wierze, ze sa ludzie ktorzy zawsze sie ze soba zgadzaja, zawsze sa w pelnej harmonijnej stabilizacji i nigdy sie nie kloca.
      A mnie sie ciagle wmawia, ze jestem w tragicznym zwiazku, maz pije, bije, katuje, oszukuje, kradnie itp smile jak spotykam kolezanki z dawnych lat i na pytanie czym zajmuje sie moj maz odpowiadam zgodnie z prawda ( bo czego mam sie wstydzic? )to maja mine pt " biedna dziewczyna... "
    • bea.bea Re: Jest średnio... 02.03.11, 12:43
      Średnio to dobrze powiedziane, jest beznadziejnie.
      Jeśli związek jest martwy emocjonalnie, a życiowo funkcjonuje zupełnie dobrze to trudno innym uwierzyć czego ta kobieta, albo ten facet chce....
    • nenia1 Re: Jest średnio... 02.03.11, 12:59
      > "Dzisiaj panuje moda na nieprzyznawanie się do tego, czego naprawdę się chce. M
      > am koleżanki singielki, które przyjmują pozę szczęśliwych, a jak przyjdzie co d
      > o czego, to ryczą, że są samotne. Znam pary z długim stażem, które twierdzą, że
      > się nie nadają do małżeństwa, nie mogą się zdecydować... OK, niech robią, co c
      > hcą, byleby byli zadowoleni, ale też nie są!"

      A mnie się wydaje, że to raczej przykład, na utwierdzanie się we własnych wyborach, poprzez
      dyskredytację wyborów innych.
      I tak mężatka, będzie przejaskrawiać i skupiać się na narzekaniach singielek, a jeśli singielka
      będzie radosna, to mężatka zacznie kombinować "z pewnością udaje".
      Podobnie będzie wkurzał konkubinat.
      Bo ktoś robi coś innego. Mówi, że mu dobrze. Na pewno udaje, tylko nie chce się przyznać.
      Jak może mu być dobrze w innej sytuacji niż moja? Przecież to mnie jest dobrze, to ja dobrze wybrałam.

    • echtom Re: Jest średnio... 02.03.11, 13:34
      > Potraficie się przyznać komuś na zewnątrz do tego, że jest średnio?

      Tak, ja potrafię, nawet za bardzo. Potem mam wyrzuty sumienia, że jestem nielojalna wobec własnej rodziny. Nie przyznaję się tylko, kiedy nie chcę kogoś miłego i życzliwego pozbawiać złudzeń wink
    • peggy_su Re: Jest średnio... 02.03.11, 13:45
      Umiem się przyznać przed sobą - czego potrzebuję, chcę, czego mi brakuje, i to mi wystarczy. Nie kreuję się na nikogo przed nikim. ale też nie zawsze jest sens opowiadac o swoich problemach.

      Np co z tego że wygadam się mamie, mi ulży, a ona potem będzie się zamartwiać. Czasem faktycznie się jej wypłaczę, ale nie zawsze, w sumie coraz rzadziej. Mam kilka przyjaciółek, którym też moge powiedzieć wszystko, które z grubsza zawsze wiedzą co i jak u mnie. Ale nie o wszystkim im mówię. Niektóre problemy dotyczą np mojego małżeństwa i czasem to zbyt osobiste dla mnei by komukolwiek mówić. Choć może kto inny by powiedział i lepiej się dzięki temu poczul.

      A inni ludzie - dalsi znajomi, wspolpracownicy - niczego nie gram przed nimi, ale raczej nie opowiadam o tym, że pokłóciłam się z mężem, czy że martwi mnie aktualnie stan mojego zdrowia. Większość ludzi nie lubi słuchać o czyichś problemach. No chyba że chore jednostki, które mają satysfakcję z tego, że ktoś ma gorzej.
    • kotkowa Re: Jest średnio... 02.03.11, 13:52
      Ja przestalam mowic jak jest, bo jest normalnie, dobrze. Jak w kazdym malzenstwie sa chwile, ze bywa srednio, a jak sie poklocimy, to bywa kiepsko. Ale po co komus w takich gorszych chwilach opowiadac, ze jest srednio - z doswiadczenia wiem, ze kazdy sobie dorobi teorie, ze jest gnoj maksymalny, skoro ktos odwazyl sie powiedziec, ze jest "srednio". Nie potrzeba mi sensacji za plecami i nieslusznych nadinterpretacji.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka